diabollo 04.04.17, 07:24 krytykapolityczna.pl/gospodarka/start-up-pis-wyszehrad/ Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
diabollo Dzieci z kalendarzyka 06.04.17, 07:12 Ministerstwo Zdrowia rozpoczyna kampanię na temat przeciwdziałania niepłodności. Ostrzega przed antykoncepcją, poleca kalendarzyk. Kampania rozpocznie się w maju i potrwa do końca roku. Za ponad 2,7 mln zł powstały spoty radiowe i telewizyjne o niepłodności i sposobach jej leczenia. Polacy usłyszą też o czynnikach utrudniających zajście w ciążę, jak palenie i stosowanie antykoncepcji. Kolejne 300 tys. zł resort przeznaczy do 2018 r. na stronę internetową o podobnej tematyce. W opisie wymagań dla jej twórców ministerstwo jako najważniejszą rzecz dla osób starających się o dziecko wskazało kalendarzyk, który pozwala wyliczać dni płodne. Na pytania Polaków mają też odpowiadać lekarze. Kto dokładnie – na razie ministerstwo nie ujawnia. – To kolejny przejaw zastępowania nowoczesnej metody leczenia niepłodności ideologią. Ministerstwo stawia na naprotechnologię, a pomija in vitro, które dla wielu par jest jedyną drogą do urodzenia dziecka – mówi Krystyna Kacpura, szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Szkoda pieniędzy na in vitro Zakrojony na szeroką skalę program ochrony zdrowia prokreacyjnego minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zapowiedział tuż po objęciu stanowiska. Zaczął od zamknięcia programu refundacji in vitro. Mówił, że szkoda na niego pieniędzy. Jak więc pomóc 1,5 mln polskich par, które mierzą się z problemem niepłodności? Radziwiłł chce postawić na metodę „skuteczniejszą i niebudzącą takich emocji etycznych”. Ale zrezygnował z jednej z najefektywniejszych metod. Rocznie do programu refundacji in vitro kwalifikowałoby się w Polsce nawet 20 tys. par (dzięki programowi w ciągu trzech lat urodziło się ok. 6 tys. dzieci). Ministra nie zraziła opinia Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która napisała, że „naprotechnologia nie stanowi opcji terapeutycznej dla osób borykających się z problemem niepłodności, zwłaszcza w przypadkach, gdy niepłodność ta związana jest ze zmianami fizjologicznymi w obrębie narządów rodnych kobiety lub niepłodnością męską”. Ginekolog: Ministerstwo promuje przestarzałą wiedzę Ginekolog dr Grzegorz Południewski uważa, że najnowsze plany ministerstwa to informacje o fizjologii człowieka na poziomie gimnazjum, które powinny być elementem lekcji biologii i edukacji seksualnej. – Promowana jest też wiedza przestarzała. Stosowanie kalendarzyka to sięganie po metodę opracowaną ponad 80 lat temu – mówi. – Działania ministerstwa nie pomogą dotkniętym problemem niepłodności parom, które potrzebują zaawansowanej pomocy medycznej – dodaje. Według ministerstwa ma im pomóc 13 szpitali, które zakwalifikowały się do programu prokreacyjnego (koszty: 80 mln zł). W jego ramach dostępne będą jednak nie innowacyjne terapie, ale zabiegi od lat refundowane i rutynowo wykonywane na większości oddziałów ginekologicznych. – Ministerstwo chwali się, że oferuje możliwości diagnozowania i leczenia niepłodności, ale pomija in vitro, które dla terapii bezpłodności jest tym, czym dla leczenia nowotworów jest chemioterapia – ocenia Anna Krawczak ze stowarzyszenia Nasz Bocian. Tymczasem tempa nabierają prace nad przepisami, które przywrócą recepty na pigułki antykoncepcyjne po stosunku ellaOne. Dziś zajmie się nimi sejmowa komisja zdrowia. wyborcza.pl/7,75398,21597840,dzieci-z-kalendarzyka.html Prawie trzy bańki na zabobony - będzie napewno z tego jakiś fajny start-up szwagra Maryśki Zdziśka brata. Kłaniam sie Odpowiedz Link