diabollo
06.09.18, 19:51
Nina Sankari: Bez uwolnienia Polski od opresji religijnej nie będzie tu wolności myśli, słowa, sumienia. Nie będzie demokracji
Paulina Reiter
Transformacja demokratyczna w Polsce została obarczona fatalną skazą - sojuszem tronu i ołtarza. A największymi przegranymi tego sojuszu okazały się kobiety. Rozmowa z Niną Sankari
Nina Sankari – feministka, ateistyczna humanistka, wiceprezeska Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego, współzałożycielka i rzeczniczka Międzynarodowego Stowarzyszenia Wolnej Myśli. Autorka i tłumaczka tekstów publikowanych m.in. w „La Raison”, „Charlie Hebdo”, „50/50”, „Journal ResPublica”, portalu Racjonalista.pl i „Przeglądzie Ateistycznym”, którego jest współzałożycielką
PAULINA REITER: Czy Polska pani zdaniem jest państwem świeckim?
NINA SANKARI: Nie. Polska to państwo wyznaniowe. Twierdziła tak już w latach 90. profesor Barbara Stanosz, filozofka, ateistka, która opowiadała się za neutralnością światopoglądową państwa. Słyszy się czasami z naszych środowisk, środowisk świeckich, postulaty o przestrzeganiu konstytucyjnej zasady świeckiego państwa. Cóż, bardzo mi przykro, ale konstytucja żadnego świeckiego państwa nam nie gwarantuje. Nie mamy zapisu o świeckim państwie, nie mamy zapisu o państwie neutralnym światopoglądowo i nie mamy zapisu o rozdziale Kościołów od państwa. Ci, którzy czytali stenogramy z posiedzeń polskiego rządu z biskupami, doskonale wiedzą, że biskupi się temu na etapie konsultowania konstytucji sprzeciwili.
A artykuł 25 konstytucji?
Mówi, że państwo jest bezstronne w stosunkach z Kościołem. Taka „bezstronność” daje możliwość interpretacji, że państwo nie jest stroną, jeśli dochodzi do jakichś sporów światopoglądowych. Taką właśnie interpretację tego zapisu zastosował abp Gądecki, odbierając Ministerstwu Edukacji Narodowej prawo do interweniowania w sprawie nauczycieli podpisujących „Deklarację wiary” w 2014 r.
W artykule 25 w punkcie trzecim mamy zapis o autonomii i wzajemnej niezależności państwa i Kościoła. Trudno tę autonomię widzieć inaczej niż jako utratę przez państwo suwerenności, bo autonomia jest z całą pewnością niższym stopniem niezależności. Polskie państwo straciło część swojej suwerenności na rzecz Kościoła rzymskokatolickiego, który, jak wiemy, doskonale, umocowany jest w obcym państwie – w Watykanie.
Co jeszcze jest zapisane w artykule 25? Że każdy pogląd religijny czy światopogląd ma prawo być manifestowany w przestrzeni publicznej. W świeckim państwie religia jest sprawą prywatną, a przestrzeń publiczna powinna być wolna od jej manifestowania, żeby mogła należeć do wszystkich, bez względu na wyznawaną religię lub bezwyznaniowość. Więc już na poziomie konstytucji brak jest tego, co by mogło w Polsce, przynajmniej na poziomie prawa, gwarantować świeckość.
Mamy za to konkordat.
Podpisany w roku 1993 i ratyfikowany w 1997. Ma to na swoim sumieniu profesor Andrzej Zoll, wtedy prezes Trybunału Konstytucyjnego. Pod jego przewodnictwem Trybunał umorzył postępowanie w sprawie ratyfikowania konkordatu zwykłą zamiast kwalifikowaną większością głosów. Konkordat zagwarantował przywileje dla jednego – rzymskokatolickiego – wyznania. To oznacza, że państwo jest wyznaniowe. Wszystkie kolejne ustawy potem to pokazały.
W 1991 r. we wrześniu podpisano ustawę o oświacie, wprowadzając poszanowanie wartości chrześcijańskich w szkole. W roku 1992 wprowadzono obowiązek respektowania wartości chrześcijańskich w mediach w ustawie o radiofonii i telewizji. Mamy też artykuł 196 kodeksu karnego o obrazie uczuć religijnych, o którym pozwalam sobie mówić, że jest to nic innego, jak ubrana we współczesny kostium ustawa o bluźnierstwie, bękart prawa kanonicznego w prawie powszechnym. I nie powinniśmy sobie wyobrażać, że jest to prawo martwe. Nie mówię tu wyłącznie o symbolicznym procesie Dody, w którym dostała wyrok, na mocy którego musiała zapłacić 5 tys. zł za to, że w wywiadzie powiedziała, iż „bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię, bo ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła”. Nie mówię nawet o innych twórcach, takich jak Dorota Nieznalska, której proces wlókł się latami, zanim została uniewinniona. Na podstawie tego artykułu stwierdzono ponad tysiąc naruszeń prawa i zapadło kilkaset wyroków skazujących. To, w jakim zakresie to prawo zostanie zastosowane, tak naprawdę zależy od koniunktury politycznej. A jaką mamy w tej chwili, wiadomo. Wiemy, jak bardzo to ogranicza swobodę twórczą, jakich problemów to prawo przysporzyło twórcom „Golgota Picnic” i „Klątwy”. Tego artykułu używa się dziś, by cenzurować sztukę. Gdzie siła wiary nie wystarcza, sięga się po siłę paragrafu wzmocnionego argumentem siły ulicznej.
Arcybiskup Depo postulował ostatnio, by Ewangelia w Polsce stała nad konstytucją.
Arcybiskup Depo dołączył do biskupów targowicy, którzy nie chcieli konstytucji. Warto może przypomnieć, że w wyniku spisku przeciwko Konstytucji 3 maja, w którym brali udział biskupi, unieważnienie konstytucji wraz z wezwaniem carycy Katarzyny II do interwencji zostało ogłoszone najpierw w Petersburgu, a dopiero dwa tygodnie później w Targowicy. Papież Pius VI pobłogosławił konfederację targowicką, jak zresztą wszystkie trzy rozbiory Polski. Adrian Zandberg przypomniał abp. Depo, że średniowiecze się skończyło. Myślę, że jego eminencja dobrze o tym pamięta i właśnie dlatego próbuje je przywrócić, podobnie jak islamscy fundamentaliści tęskniący do kalifatu.
Co oznacza dla ateisty życie w państwie wyznaniowym?
Na poziomie czysto teoretycznym, prawnym oznacza to świadomość, że się nie ma pełni praw. Praktycznie ma to wpływ na życie od urodzenia (a nawet „poczęcia”) aż do śmierci. Jeśli szkoła ma obowiązek przestrzegania wartości chrześcijańskich, to dziecko ateistyczne ma problem. W latach 90. było wypraszane na korytarz. Teraz ponoć odbywa się to w sposób bardziej cywilizowany. Dla dziecka wykluczenie ze wspólnoty, bycie wyproszonym jest bardzo stresujące, to psychologiczna trauma.
CDN...