diabollo
27.09.18, 07:22
Kler jedną rękę trzyma w uczniowskich majtkach, a drugą w budżecie państwa
Anna Dryjańska
Histeria księży i klerykałów, jaką wywołał film "Kler", jest najlepszą rzeczą, jaka mogła się wydarzyć przed wyborami samorządowymi 21 października. Kiedyś klerykalne eldorado w Polsce się skończy. Prawda nas wyzwoli. A potem zapanuje normalność, czyli świecki spokój.
Mieszkańcom Ostrołęki, Ełku i Grodziska Mazowieckiego reakcja klerykałów przypomniała o cenzurze, jako o narzędziu, po które chętnie sięgają prawicowi politycy snujący kombatanckie opowieści o walce z PRL-em. Nawet jeśli urodzili się po 1989 roku.
Mało jest rzeczy, które tak wkurzają Polaków jak to, że czegoś im się zabrania. PiS, TVP i całe towarzystwo chodzące na pasku hierarchów nie mogło zrobić lepszej reklamy nowej produkcji Smarzowskiego. Reżyser mówi wprost, że jest za rozdziałem Państwa od Kościoła (tak, Państwa dużą literą, bo to jego jesteśmy obywatelami), wypowiedzeniem konkordatu i uwolnieniem polityki od wpływów przedstawicieli jedynie słusznej ideologii religijnej.
Rewolucyjne? Tylko dzięki filmowej formie. Odważne? Z pewnością, ale kto wie, czy więcej hartu ducha nie okazały kobiety, które zimą protestowały przed pałacami biskupów w obronie swojej niepodległości. Dzielne muszą też być nieznane partyzantki, które zostawiają w przestrzeni publicznej hasła wzywające księży do zapłaty za przestępczość seksualną kleru wobec dzieci. "Bóg zapłać" nie wystarczy w sytuacji, gdy jedną rękę trzyma się w uczniowskich majtkach, a drugą w budżecie Państwa.
Coraz więcej rodziców domaga się w szkole etyki. Coraz więcej dzieci wypisuje się z nieobowiązkowej katechezy i katechezy seksualnej, nazywanej dla niepoznaki wychowaniem do życia w rodzinie. Praca, którą przez lata wykonywali świeccy aktywiści i aktywistki, zaczyna przynosić wymierne efekty.