Dodaj do ulubionych

Idzie milicjant i myśli

23.11.20, 10:49
Policjant starszy wie, że nie sztuka upokorzyć demonstranta. Policjant młody szybko się podpala
Jan M. Piskorski

Nawet Bóg w końcu zrozumiał, że zastosowana przez niego u zarania świata metoda policyjna zawiodła.

Prof. dr hab. Jan M. Piskorski – historyk, wykładowca akademicki, autor wielu prac naukowych, publicysta, pracuje na Uniwersytecie Szczecińskim

Pierwszy znany z imienia policjant, archanioł Michał, pilnował bram raju po wypędzeniu przez Boga Ewy i Adama. Kainowi, który co rusz zmuszony był wysłuchiwać opowieści zaharowanych rodziców o wspaniałości rajskiego zboża, udało się przekonać boskiego funkcjonariusza, aby pozwolił mu zabrać garść nasion. Pełen wiary w przyszłość namalował zaciekawionemu aniołowi wizję postępu czekającego ludzi w wyniku wytrwałej nauki i pracy. Przekonywał, że opanują leczenie chorób, i próbował wciągnąć go w rozmowę o decyzji Pana Boga dotyczącej jabłek z drzewa wiadomości dobrego i złego.

Nie rozumiał – utrzymywał Erazm z Rotterdamu, u którego znalazłem zaczyn dla tej opowieści – ani boskiego uporu, ani kary, która zdawała mu się nieadekwatna do występku rodziców (o okrutnej zemście Zeusa na Prometeuszu nie słyszał). Anioł, któremu ciążył ogromny miecz, rozmarzył się, gdy usłyszał z ust Kaina, że u wygnańców pilnowaniem bram zajmują się już tylko psy. Boski strażnik po ludzku przymknął oko lub sam przekazał sprytnemu intruzowi kilka ziaren ze strzeżonego zazdrośnie ogrodu. Jahwe domyślił się oczywiście przyczyny sukcesów przedsiębiorczego rolnika i nie wchodząc w szczegóły pozyskania przez niego cudownych nasion, postanowił dać ludziom kolejną nauczkę. Za bunt przeciw wszechmocy nieba ostentacyjnie wynosił Abla nad Kaina. Chciał zmusić starszego z braci do uległości, rozniecił zawiść. Skończyło się śmiercią Abla w braterskim zamachu i skazaniem Kaina na udrękę wiecznej tułaczki.

Bóg nie przypadkiem wybrał na wzór młodszego z braci: nie zawracał niebianom głowy, o innowacjach nie myślał, pasł podarowane mu owce i składał z nich hojne ofiary. Że każda władza lubi, gdy się jej kadzi, przekonał się Utnapisztim. Po osadzeniu arki przy pierwszym odkrytym skrawku ziemi niezwłocznie złożył bogom ofiarę. Starczyło, że poczuli woń dymu, zapisał pewien kapłan babiloński, by zlecieli się do ludzi jak muchy do miodu w oczekiwaniu na niezasłużone wyrazy wdzięczności.

Bogowie, niezależnie od proweniencji, nie są źli z natury. Nawet groźny żydowski Jednowładca uniósł się w dobrych zamiarach. Nie wiedział, że nimi zostanie wybrukowana droga do piekła. Nigdy wcześniej nie miał okazji skonfrontować się ze stworzonym przez siebie różnorodnym światem. Żył w przekonaniu, że sam jeden wie, co leży w interesie wszystkich stworzeń, a wobec narastającego braku wzajemnego zaufania roztaczał nad nimi coraz ściślejszą kontrolę. Musiał być świadom nieszczęść, jakie niesie modernizacja, i kierowany nadmierną troską, znaną wszystkim młodym rodzicom, pragnął nas chronić metodą nakazów i zakazów. Przeświadczenie o własnej racji nie pozwoliło mu wyobrazić sobie, że człowiek przedłoży niepewną wolność nad syte bezpieczeństwo pańskiego zapiecka. Jest prawdopodobne, że kiedy Ewa i Adam przekroczyli bramy raju i poczuli wicher hulający swobodnie pomiędzy bezkresną przyszłością a bezdenną przeszłością, zapragnęli wrócić do bezpiecznej zagrody. Wtedy zapewne Bóg uniósł się pychą – matką wszystkich nieszczęść (Tomasz Morus) – i kazał swojemu strażnikowi zastąpić im drogę. W odpowiedzi chwycili się mocniej za ręce.

Bogatszy o tysiąclecia doświadczeń Bóg zrozumiał, że zastosowana przez niego u zarania świata metoda policyjna zawiodła. Przesłanie ewangelicznej przypowieści o synu marnotrawnym nie pozostawia wątpliwości: wracające do domu dzieci należy przyjąć.
Refleksja przyszła za późno, Ewy i Adama nie udało się już zawrócić z drogi. Zbyt daleko zaszli i mimo że idą w nieznane, ani myślą wracać. – A gdybym wtedy jak mój marszałek połączonych sił zbrojnych porozmawiał z nimi albo chociaż przymrużył oko? – roztrząsa odtąd Wszechmocny w poczuciu niemocy. Kiedy nie radzi sobie z żalem, sięga po kwiat lotosu. W tradycji islamskiej rośnie on w siódmym niebie po prawicy Pana, według hindusów stwórca świata Brahma siedzi na nim. Jego skosztowanie osłabia przejściowo pamięć i tym samym łagodzi traumy przeszłości. One są najgorsze, bo przeszłości odmienić nie sposób.

Prawo w czasach powszechnego bezprawia
Stworzony na obraz Boga człowiek też uczy się tylko na własnych błędach. Wysiłki wychowawców i zalecenia z boskich ksiąg nie skutkują. Dotyczy to szczególnie sytuacji kryzysowych, gdy nawet demokratyczne władze zapominają, co im wolno. Szwecja chyba jako jedyna nie zdecydowała się na wprowadzenie restrykcji epidemicznych, argumentując, że nie ma dla nich konstytucyjnych podstaw. W pozostałych krajach rządy potraktowały obywateli jak małe dzieci – podsumowuje nie bez racji Zoe Strimpel w brytyjskim „The Daily Telegraph”. Felietonistka dostrzega, że tendencja do pouczania nasila się od kilku dziesięcioleci (powiedziałbym, że paradoksalnie wraz z narodzinami masowej demokracji w XIX w.), tyle że w dobie koronawirusa przybrała rozmiary równoległej epidemii. Ustawodawcy, biurokraci i wszyscy inni, którym nie w smak poważna rozmowa z obywatelami, pospieszyli „dla naszego dobra” ograniczać zapisane w konstytucjach wolności lub w najlepszym razie uczynić z nich przedmiot darowizny. Do pomocy, trzeba dodać, ruszyli technokraci, w znacznej mierze z własnego mianowania. Łączyła ich nonszalancja wobec obowiązującego prawa, lekceważenie przeciwnych poglądów równie dobrze wykształconych kolegów, wreszcie przekonanie, że wiedzą, co należy robić w związku z pojawieniem się zarazy.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Idzie milicjant i myśli 23.11.20, 10:50
      Nie przypadkiem restrykcje pierwszych tygodni epidemii trafiają pod lupę najwyższych trybunałów. W Austrii sędziowie zanegowali praworządność znacznej części zakazów. Niby po fakcie, ale zaczęła się dyskusja, co to w praktyce znaczy: może zwrot bezprawnie pobranych kar, na pewno jednak poważne ostrzeżenie dla rządzących, urzędników i funkcjonariuszy wszystkich służb przed postępowaniem nieliczącym się z prawami obywatelskimi. Wyobraźmy sobie, co byłoby w Polsce, gdyby Trybunał Konstytucyjny z sędziami o podobnej odwadze cywilnej zechciał sprawdzić podstawy prawne działań rządu i służb porządkowych od marca do maja. Okazałoby się, mówiąc najkrócej, że zapanował u nas stan powszechnego bezprawia. Konstytucję wyrzucono do kosza. Służby, złapawszy wiatr w żagle, bezmyślnie, choć zapewne w dobrej wierze, karały za największe nonsensy, by przypomnieć gonitwy po parkach i lasach za rowerzystami czy matkami z dziećmi.

      Rozumiem, że rządy nieprzygotowane na okoliczność epidemii, często bez planów awaryjnych albo, jak u nas, z zapomnianymi lub zlekceważonymi instrukcjami, poczuły się zmuszone do zdecydowanych działań.
      Nie przyłączam się do nasilającego się w wielu krajach wołania o szukanie winnych. Epidemie wybuchają niespodziewanie, nawet gdy groźne wiadomości o ich żniwie docierają do nas od miesięcy. Elias Canetti zaliczył je, obok masowych samobójstw i bitew, do najbardziej traumatycznych wydarzeń w życiu społeczeństw. Chaos tych dni jest zrozumiały. Któż nie zadrży na widok setek trumien wywożonych nocą ciężarówkami przez wojsko? Rządzący, jak wszyscy inni, mają w takich sytuacjach prawo do błędów, ale też obowiązek szybkiego ich naprawiania, gdy minie pierwszy szok.

      Gdy stróże porządku publicznego stają się stroną konfliktu
      Gdy cywilizacje wchodzą w czas próby, służby porządkowe przechodzą sprawdzian zupełnie szczególny, po pierwsze, z uwagi na trudy właściwe czasowi, po drugie, ze względu na niebezpieczeństwa, jakie ich działania stanowią dla wolności obywatelskich. Świadomość tego towarzyszy wszystkim policjom od samego ich początku. Szczególnym problemem służb polskich są ich autokratyczne nawyki związane z brakiem tradycji demokratycznych i koniecznością szukania dialogu. I ja lubię wskazywać na dalekie dziedzictwo polskiej demokracji, niemniej w nowoczesnym rozumieniu tego terminu mieliśmy jej niewiele: kilka lat po pierwszej wojnie światowej i obecnie lat 30.

      Pomiędzy 1926 i 1989 r. polska policja i milicja dzieliła losy państwa polskiego, tyle że z natury rzeczy znajdowała się na linii frontu. Walczyła z mniejszościami i opozycją polityczną. Starczy przypomnieć robocze wizytacje szefostwa policji w niemieckich obozach koncentracyjnych przed 1939 r., gdzie niewątpliwie szukano metod na użytek wewnętrzny. Podczas wojny polskie służby porządkowe też nie odegrały chlubnej roli. Trudno zbyć milczeniem to, że liczni granatowi policjanci dobrowolnie, nawet jeśli w okolicznościach nie przez siebie zawinionych, współpracowali z niemiecką żandarmerią w mordowaniu Żydów. Oczywiście „mdlący zapach polskiego antysemityzmu” nakreślony w „Umschlagplatz” gorącym piórem Jarosława Marka Rymkiewicza znów nie jest sprawą tylko polskiej policji. Chcemy o tym zapomnieć, byśmy nie musieli powtórnie widzieć, do czego jesteśmy zdolni. Tak, znów nie inaczej niż inni – lecz co to zmienia dla nas samych? Po wojnie metody gestapo studiowano w policjach całego obozu socjalistycznego. Podany przez Tinę Rosenberg przykład Czechosłowacji nie jest wyjątkiem. Jednocześnie narzucano im, nierzadko wraz z radzieckim kierownictwem, sowieckie metody działania. Potem, zwłaszcza od czasów „Solidarności”, milicja się zmieniała, a milicjanci coraz częściej nie chcieli uczestniczyć w wojnie z narodem, i to mimo odwrotnych przykładów tej miary jak zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki. Widzieć polską rzeczywistość lat 80. w kategoriach totalitarnych, jak próbują niektórzy „sprawiedliwi”, którym się udało urodzić we właściwym czasie, jest bałamutne.

      Polscy policjanci na pewno nie mogą być wzorem profesjonalizmu i kultury osobistej. W dobie pandemii wiemy to jeszcze lepiej niż wcześniej i nie ma sensu przypominać obrazów, jakie wciąż tkwią nam w głowach. Wielu z nas jest przekonanych, że arogancja i ofensywna drapieżność funkcjonariuszy polskich służb porządkowych jest wynikiem rozkazów z góry. Nawet prawicowi publicyści zastanawiają się, co niedobrego stało się z policją, która pod rządami Prawa i Sprawiedliwości miała – jak mniema Łukasz Warzecha – okazywać „modelową wręcz delikatność” i odchodzić od niepotrzebnego nadużywania siły, charakterystycznego rzekomo dla okresu władzy Platformy Obywatelskiej.

      Nie chcę wykluczać, że w pojedynczych przypadkach policja dała się wyprowadzić na partyjne manowce, lecz takie postawienie sprawy z góry eliminuje inne ważne pytania. Po pierwsze, jak wygląda polska policja w ujęciach porównawczych, bo przecież cały świat dyskutuje o brutalności policji. Po drugie, czy polski policjant wyróżnia się brakiem kultury na tle społeczeństwa jako całości. Wydaje się, że w globalnych ujęciach nadużywania siły nie wypadliśmy – na ile jesteśmy w stanie już teraz to ocenić – najgorzej, aczkolwiek na pewno słabiej niż większość starych demokracji Europy Zachodniej i Środkowej. Budzi to niepokój, gdyż polskie społeczeństwo jest niezwykle jednorodne, a powszechnie zrozumiałe kody kulturowe, wiedział już starożytny historyk chiński Sy-ma Ts’ien, ułatwiają porozumienie. Może to sprawa płytko osadzonego poczucia wolności? Wolność jest tym, co najbardziej skłania ludzi do znajdowania porozumienia, niewolnikowi czy robotnikowi folwarcznemu w zasadzie niepotrzebnego do funkcjonowania w społeczeństwie.

      Jeszcze gorsza w tym kontekście zdaje się nieumiejętność powrotu na pozycje sprzed pandemii. Policja staje się coraz wyraźniej stroną konfliktu, a nie stróżem porządku publicznego, jej działania nadal się radykalizują. Wychodzimy z kryzysu jako dyktatura demokratyczna, w której zwycięzca bierze wszystko i ma za nic połowę obywateli, a policja w tym aktywnie uczestniczy.

      CDN...
      • diabollo Re: Idzie milicjant i myśli 23.11.20, 10:51
        Polski policjant stanowi odzwierciedlenie polskiego społeczeństwa. Chciałbym oczywiście, aby funkcjonariusze służb publicznych świecili przykładem wzorowego zachowania. Tym bardziej jednak mielibyśmy prawo oczekiwać go ze strony hierarchów Kościoła, polityków, ludzi nauki i kultury. Jak jest, wszyscy wiemy. Dla żadnego wnikliwego badacza nie jest tajemnicą, że nasze chamstwo – często, co gorsza, w ogóle sobie nieuświadamiane – jest wynikiem braku wzajemnego zaufania oraz mieszanki (pańskiego) despotyzmu i (chłopskiego) serwilizmu. Tkwią one głęboko w polskiej kulturze, a ostatnie dwieście lat – zabory, wojny, okupacje – tylko je wzmocniły. Nasza odzyskana niepodległość jest zbyt krótka, nasza demokracja zbyt świeża, aby to zmienić. Zwłaszcza że w ostatnich latach społeczeństwa zachodnie pod wpływem neoliberalizmu czy, jak go nazywa Claudio Magris, anarcho-liberalizmu przeżywają kryzys za kryzysem. W naszej części Europy objawia się on zanikaniem i tak kruchej kultury demokratycznej. Jej miejsce zajmuje demokratyczna fasada.

        Bezmyślne ramię władzy
        Dotknięty niesprawiedliwością demokracji ateńskiej wobec Sokratesa, swojego mistrza, młody Platon nakreślił przed 2,5 tys. lat plan państwa idealnego. Dla policjantów i stróżów więziennych przewidział rolę wytresowanych psów, które wykonują bezwzględne i nierzadko okrutne polecenia rządzących mędrców podejmujących decyzje w trosce o wspólnotę. Niewykluczone, że w tamtych zamierzchłych czasach, kiedy urzędnicy, policjanci i dozorcy faktycznie należeli do warstwy niewolniczej, tkwią korzenie popularnego dowcipu, który większość z nas kojarzy z Polską Ludową: „Idzie milicjant i myśli”.

        Stróż czy policjant miał być bezmyślnym ramieniem władzy i najczęściej takim pozostawał. Fakt, że w PRL nazwano go błędnie, acz celowo, milicjantem, niczego nie zmienia.
        Milicja to rodzaj pospolitego ruszenia, innymi słowy: obywatelskiego wojska, którego organizację propagował szczególnie Niccolo Machiavelli w dobrze urządzonych republikach. Jest tania i sprzyja wolności oraz pokojowi. Dobry obywatel traktuje wojnę jako ostateczność, niemniej przygotowuje się do niej poprzez regularne ćwiczenia. Za wzór, nie on jeden w grabionej przez płatne wojska Europie XVI-XVIII w., stawiał Szwajcarię. Rzeczypospolitej zalecał milicję Jean-Jacques Rousseau. Wbrew kąśliwym uwagom niektórych badaczy była to siła niebagatelna w ówczesnych warunkach. Mogłaby obronić państwo przed rozbiorami, gdyby większość społeczeństwa się z nim identyfikowała i gdyby była odpowiednio przeszkolona. Zrozumiał to Kościuszko, tyle że poszedł na żywioł, zagrał va banque i przegrał wszystko, dając jednak początek pierwszemu polskiemu ludowemu mitowi.

        Ludowa milicja (lud oznaczał tutaj obywateli – posesjonatów, czyli właścicieli gospodarstw rolnych i kamienic miejskich) zdolna była przeciwstawić się także książętom, gdyby próbowali sprzeniewierzyć się konstytucji. Konsekwentny republikanin Machiavelli jest przekonany, że obywatele lepiej wiedzą niż książęta, co jest dobre dla państwa. Nawet tłum podczas wyborów, Machiavelli nawiązuje tu zapewne do Arystotelesa, ma lepsze wyczucie sytuacji niż książę. Ogół obywateli, jeśli im zapewnić swobodę, twierdził ateński filozof, jest w stanie podejmować decyzje mądrzejsze niż uzdolniona jednostka, jako że opinia uśredniona stanowi niejako sumę zróżnicowanej mądrości. Władza niekontrolowana musi z samej zasady prowadzić do nadużyć, rodzić kryzysy, a na koniec powodować upadek obyczajów, ponieważ tyran i jego otoczenie demonstrują, że dochowanie wierności ustawom ich samych nie dotyczy, i używają władzy nie dla pomnożenia ogólnej wolności, lecz wzmocnienia swojej pozycji, również materialnej. Tymczasem praworządność, wróćmy do Arystotelesa, nie polega na tym, że dysponujemy najlepszymi prawami. Ważniejsze, aby wszyscy, z rządzącymi na czele, ich przestrzegali.

        Łamanie niechby w dobrej wierze praw, a już zwłaszcza rzadko zmienianej konstytucji, jest w opinii florenckiego myśliciela absolutnie nie do przyjęcia.
        Dochowanie wierności ustawom, nawet w sytuacjach wyjątkowych, niesie mniej zła niż ich łamanie, które daje pretekst do nieprzestrzegania prawa w przyszłości, również w niecnych celach. „Niech książęta zechcą przyjąć do wiadomości, że w tym momencie zaczynają tracić tron”. Wiele można Machiavellemu zarzucić, ale umiejętności przewidywania na pewno nie. Ostoją państwa są trwałe i proste prawa, dodawał w tym samym czasie Tomasz Morus. Kanclerz angielski stwierdzał, że niesprawiedliwością jest krępowanie prawami, które powstają w takim tempie, że nie da się ich przeczytać, a tym bardziej zrozumieć.

        Nie strzela się z armaty do wróbli
        Polska nadprodukcja praw i ich fasadowość znane są od dawna. Jesteśmy wobec tego zjawiska bezsilni mimo świadomości, że częste zmiany prawa niszczą państwa. Na niedoróbki odpowiadamy kolejnymi zmianami i chaos się powiększa. Zabawne poniekąd jest, że szczególnego tempa nabrała ta tendencja w ostatnich latach pod rządami władzy, która „dekomunizuje” kraj, podczas gdy „komuna” – wraz z autorytarnymi przodkami – siedzi jej w głowie.

        Produkcja ustaw i zarządzeń, spośród których wiele, zwłaszcza w sferze polityki pamięci, ma charakter kagańcowy, przyspiesza. Niebawem, jak za pewnego starożytnego władcy chińskiego, dorobimy się może wagowej (sic!) normy w tym zakresie. Ze zrozumieniem zarządzeń mamy kłopot wszyscy. Sytuacja policjanta jest o tyle nie do pozazdroszczenia, że musi interweniować „tu i teraz”. Jeden da mandat za brak maseczki w sklepie, drugi za to, że nie obsłużono nas bez niej. Któryś spisze chłopaka za obwiązanie smoka wawelskiego tęczową flagą. Że nie strzela się z armaty do wróbli, nikt ich nie nauczył. Że powinni w takich sytuacjach przymknąć oko, a najlepiej uśmiechnąć się i pójść dalej, nie pomyślą. Myślenie nie jest silną stroną naszego społeczeństwa.

        CDN...
        • diabollo Re: Idzie milicjant i myśli 23.11.20, 10:52
          Bartosz Pilitowski, prezes fundacji Court Watch Polska, zdradza na marginesie głośnej sprawy Margot tajemnicę poliszynela. Mówi, że sądy w przytłaczającej większości akceptują wnioski prokuratury o tymczasowe aresztowanie, mimo że podania nie są należycie uzasadnione, a aresztowania służą głównie zmiękczaniu podejrzanych. W ten sposób do aresztu może trafić każdy, zwłaszcza że stosuje się go wobec ludzi bardzo młodych i o niewysokim ilorazie inteligencji, którzy w strachu przyznają się do wszystkiego. Prokuratorzy i sędziowie ulegli dehumanizacji na własne życzenie, dorzuca Pilitowski. U podstaw ich decyzji nie leżą naciski polityczne, lecz lekceważący stosunek do aresztowań i dziesięciolecia przyzwyczajeń. Prawo mamy podobne jak w Europie Zachodniej, praktyka odbiega zasadniczo ze względu na czynnik ludzki. W kraju, gdzie od XV w. obowiązywała zasada nietykalności osobistej bez wyroku sądowego, mało kto, nawet wśród sędziów, czuje w związku z tym dyskomfort.

          Colas Breugnon, bohater powstałej zaraz po pierwszej wojnie światowej powieści Romaina Rollanda, wie, że „najlepiej strzeże domu ten, kto strzeże domu bliźniego”. Ponieważ nas los bliźniego nie interesuje, obojętnie przyglądamy się działaniu systemu, póki nie uderzy on w nas samych. Znów jednak nie jest to problem służb porządkowych. Wszak w kraju, który niebawem święcić będzie 450-lecie uchwalenia artykułów henrykowskich, pierwszego w Europie zobowiązania dla królów do przestrzegania tolerancji, mało kogo razi, że premier przechwala się, na szczęście bezpodstawnie, że udało mu się pozbawić Unię zębów wobec niedostatków polskiej praworządności.

          Kiedy morze spokojne, nawet niedoświadczony żeglarz kieruje okrętem właściwie, ale gdy wichry wzburzą fale, i wilk morski nie będzie pewny siebie – pisał św. Tomasz z Akwinu w rozprawie „O władzy”. Trudne czasy sprawdzają ludzi i instytucje. Gdybym miał wymienić wady polskiej policji, nasuwają mi się przede wszystkim cztery: zbyt młody wiek funkcjonariuszy, nadużywanie przemocy, tajność i partyjność.

          Partyjność służb publicznych to przywara kruchych systemów demokratycznych. Tajemnica jest wielkim wrogiem demokracji, służb szczególnie – zauważył Philip Zimbardo. Nasza policja się wręcz skrywa za tajemnicą. Dlatego tak niewielu w niej chętnych do wyłamywania się ze zmowy milczenia. Zbyt wczesna emerytura polskich policjantów to patologia, w sumie najpoważniejsza, starczy spojrzeć na ulice miast polskich i zachodnich. Wiadomo, że doświadczenie i wyrozumiałość starszych należy łączyć z siłą i porywczością młodszych, których trzeba czasem chronić przed nimi samymi.

          Z wieku i niedoświadczenia wynika nadużywanie siły, zwłaszcza że nasi policjanci są krótko i słabo szkoleni. Policjant starszy wie, że nie sztuka upokorzyć demonstrantów. Nie prowokuje, mając świadomość, że diabeł nigdy nie śpi. W liście do Kolosan apostoł Paweł zwraca uwagę ojcom, aby nie pozbawiali synów odwagi cywilnej. Rzeczą młodych jest się buntować. W domu wie to każdy z nas, dlaczego ta wiedza nie przenosi się na okoliczności publiczne? Demonstracje mają swoje prawa. Jeśli splunięcie przez nastolatka na mundur może uderzyć w honor policjanta, jak słyszeliśmy po akcji na Krakowskim Przedmieściu, należy mu odradzić dalszą służbę. Katon Starszy, słynny ze swego konserwatyzmu polityk rzymski, mawiał, że kto bije kobiety i dzieci, popełnia świętokradztwo. Ile dziewcząt i chłopców brutalnie potraktowanych na Krakowskim Przedmieściu, a potem w komendach, będzie przez lata czuło wrogość do policji? A gdy policja nie będzie miała przyjaciół wśród obywateli, nie zrobi nic.

          Policjant nie jest od myślenia?
          W opowiadaniu „Za co” carski kozak odprowadza ze zsyłki Polkę wiozącą trumnę ze zwłokami jej dzieci. Krótko przed końcem drogi orientuje się, że w trumnie ukrywa się jej mąż, polski powstaniec. Wydaje ich policji, po czym idzie do szynku. „Pił cały dzień, całą noc, przepił wszystko, co miał z sobą i co miał na sobie”. Dręczyło go okropne pytanie: „Czy dobrze uczynił, donosząc władzy o mężu Polki ukrytym w skrzyni”. Lew Tołstoj, przyjaciel Polaków i Czeczenów, których nasza straż graniczna tak bezdusznie traktuje na granicy, mówi jasno: czasami przymknij oko, jeśli nic więcej dobrego nie możesz uczynić. Nie rozwiązuje to może żadnych spraw wielkich, ale wiele spraw małych tak.

          Policjant nie jest od myślenia, lecz od wykonywania rozkazów – wyrwało się wiosną Adamowi Bodnarowi. Jasne, bronił wszystkich, chciał bronić również policji, która stanęła nagle przed jednym z najtrudniejszych zadań od dziesięcioleci. Rzecznik praw obywatelskich nie zauważył jednak, że jego wypowiedź cofa nas o co najmniej kilka wieków. Policjant i żołnierz, co do tego zgodni są wszyscy republikańscy myśliciele, od Hugona Grocjusza, jednego z ojców europejskiego prawa, jest wprawdzie zwolniony z kary za wykonywanie rozkazów przełożonych, ale nie zwalnia go to z myślenia. W razie wątpliwości, zalecał Grocjusz, pytaj Ewangelię. Proste wykonywanie rozkazów, dodawał Elias Canetti po doświadczeniach XX wieku, niszczy społeczeństwo, niszczy też policjanta i żołnierza. Rozkaz w obecnym kształcie „to najbardziej niebezpieczny, pojedynczy element we współżyciu ludzi. Trzeba mieć odwagę, by mu się przeciwstawić i zachwiać jego panowaniem”.

          Nie jest to w żadnym wypadku wezwanie do anarchii. Najstarsi komentatorzy Biblii nie mieli wątpliwości, że człowiek jest odpowiedzialny za każdy swój czyn. Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe – przypomina Chrystus. Hindusi, gdzie ten i tamten świat są nierozerwalne, mówią to samo dosadniej: „Co uczynisz tu, zostanie tobie uczynione tam”.

          wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26314080,policjant-jest-zwolniony-z-kary-za-wykonywanie-rozkazow-ale.html#weekend#S.W-K.C-B.5-L.1.maly
    • suender Re: Idzie milicjant i myśli 24.11.20, 09:55
      diabollo 23.11.20, 10:49

      > Prof. dr hab. Jan M. Piskorski – historyk, wykładowca akademicki, autor wielu prac naukowych,
      > publicysta, pracuje na Uniwersytecie Szczecińskim

      A wróbelki ćwierkają, że J.M. Piskorskiemu także przypisuje się słowa:

      "Wszystkie protestujące na ulicach Sufrażystki okultystyczne powinno się zapisać do ZBOWIDu."

      Tak trzymać i ani kroku w tył!

      Wasz Suender.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka