misiania
22.12.10, 19:35
Chciałam wam tylko zmrozić krew w żylakach opowieścią o tym, jak zostałam porywaczką. Rzecz miała miejsce kilka lat temu. Podjechaliśmy z kolegą na jakieś spotkanie służbowe w uliczkę miłą i spokojną. Do spotkania było jeszcze chwil kilka, rozglądaliśmy się w poszukiwaniu potrzebnego nam adresu, gdy nagle podeszła do nas starsza pani o postawie zdecydowanej, a za nią młoda kobieta, nieco jakby zalękniona, na co niestety nie zwróciłam uwagi. Starsza pani bardzo uprzejmie poprosiła mnie o podwiezienie ot, tam, troszkę dalej, do tamtego dużego budynku, bo ona ma problemy z chodzeniem. OK, proszę bardzo. Starsza pani wsiadła, młodsza została, jakaś taka spłoszona była, ale nic nie mówiła. Dojeżdżamy do budynku, starsza pani mówi, że właściwie to chciała podjechać jeszcze dalej, o tam, za róg. Skręciłam, zwolniłam, pytam, czy to tutaj, pani się rozejrzała i mówi, że tak, że tu jej pasuje. Mnie jakoś ta sytuacja przestała pasować, ale pani wysiadła i poszła sobie. Wracam ci ja na miejsce startu, a tam kolega z dziwnym wyrazem twarzy stoi, młoda kobieta (Ukrainka lub Rosjanka to była) ręce załamała i nuż mi mówić, że jak ja mogłam tę panią gdzieś wywieźć, toż ona chora, ona "s uma zaszła". Noż kurde, to czemu wcześniej babo nic nie mówiłaś??? Podwiozłam ją w miejsce, gdzie wysiadła starsza pani, i ta - jak się okazuje opiekunka - poleciała jej szukać. Mam nadzieję, że ją szybko znalazła...
I tak zostałam porywaczką.