Dodaj do ulubionych

coś o jedzeniu

30.11.10, 09:28
najpierw cytat
Z najnowszych badań wynika, że przeciętny Polak spożywa rocznie 2 kg środków chemicznych, co stanowi równowartość trzech pudełek proszku do prania.
a potem link
zdrowie.onet.pl/profilaktyka/chemia-na-talerzu,1,3795970,artykul.html
Obserwuj wątek
    • bakali Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 11:03
      Tęsknię za pomidorem który pachniał jak pomidor i miał smak (obecne, sklepowe nie smakują niczym). I za cebulą która miała warstwy, przez co trudno było ją obrać i wyciskała łzy z oczu. I za pieczarkami które wrzucone patelni się smażyły, zamiast gotować w wodzie która się z nich wytopiła.
      • leloop Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 13:41
        i za szynka, która smakowała szynką a nie benzoesanem sodu :/
        i za chlebem, który czerstwiał a nie pleśniał :/
        gdyby większość klientów przestała kupować tanią, zmieniona chemicznie żywność, producenci szybciutko wróciliby do starych sprawdzonych receptur, jadłoby się sezonowe owoce i warzywa. niestety to można sobie już tylko miedzy bajki włożyć ...
        niedawno zajadaliśmy się szynką, która moja rodzina przywiozła z podroży do Hiszpanii. kupiona na targu bezpośrednio od hodowcy świnek, o cudownym kolorze, teksturze, z grubym kawałkiem słoniny jak na przyzwoitą szynkę przystało. oczywiscie 2x droższa niż przemysłowa, ale przecież warto :)
        • hesperia1 Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 13:55
          Właśnie o to chodzi!Powinno się jeść sezonowe produkty.W zimie to co najlepiej przechować czyli kiszoną kapustę i inne kiszonki,wszelkie kasze,warzywa te które przezimują w piwnicy.Zimą również nie służy nabiał.Jogurty wychładzają organizm,dlatego latem są jak najbardziej na miejscu.
          A chleb?Ja piekę własny na zakwasie i to jest chyba najprzyjemniejszy i najpiękniej pachnący dzień w tygodniu gdy wyciągam chleb z piekarnika:)
    • hesperia1 Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 13:32
      A ja na targu szukam robaczywej marchewki i krzywych jabłek.Nie cierpię owoców idealnych,które wyglądają jakby przed chwilą przyjechały z fabryki.Choć czasami myślę że te robale w marchewkach i innych też już się uodporniły na chemiczne świństwa;(Jajca też kupujemy od kur wolno wybiegowych,które widzą niebo i biegają po trawie.Szczęśliwa kura=smaczne i zdrowsze jajko:)
      Ale najbardziej brakuje mi zupy z dzieciństwa,którą moja babci gotowała na działce.Do tego chleb ze świeżym masłem...Nic tego nie przebije.Wszystko miało zapach i smak.Teraz nawet koperek już tak nie pachnie jak kiedyś.A szynka?Pamiętacie jak kiedyś smakowała szynka?
      • bakali Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 13:50
        Tak! Chleb kiedys nawet po dwóch dniach nadawał się do jedzenia, teraz już nie. Ale zauwazyłam, że coraz więcej osób sama piecze chleb i naprawdę wychodzi taki jak dawniej: albo na zakwasie, albo z proszku - w sklepach jest coraz więcej mieszkanek, do których po prostu dodaje się wodę i z piekarnika wyjmuje się rewelacyjny wypiek.
        Szynka.... Kiedys to była szynka....
        • hesperia1 Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 13:57
          Kiedyś nawet zwykła kiełbasa była lepsza niż dzisiejsze szynki.
          • bakali Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 14:05
            hesperia1 napisała:

            > Kiedyś nawet zwykła kiełbasa była lepsza niż dzisiejsze szynki.

            Bo zawierała mięso :)
            • hesperia1 Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 14:14
              Święta prawda!Kiedyś większość produktów była ekologiczna i nikt o tym zielonego pojecia nie miał.
              Dziś w telewizorni mówili jak mogą być trujące zabawki,nawet te (niby) ekologiczne z certyfikatami.Godzina zabawy taką zabawką jest równa wypaleniu przez dziecko czterdziestu papierosów!!!!!Drewniane zabawki,tak prze zemnie wielbione również należą do szkodliwych.
              To co ?Może założymy jakąś komunę gdzieś na bezludnej wyspie?
              • lellapolella Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 16:08
                a ja myślę, myślę... i chyba się nie zgadzam za bardzo. Szynek nie jadam, kojarzą mi się fatalnie, głównie z przedświątecznymi kolejkami, w których ustawiała nas mama. Lubię sery żółte, a z przeszłości wychyla się ku mnie tylko kryzysowa pomarańczowa bryła holenderska o smaku i konsystencji parafiny. Kawa była gorsza, fajki też:D Pomidorów nie kupuję, w sezonie mam swoje, ogóry i warzywa też. Jajka kupuję od gospodarzy, mleko też, sama ściągam śmietanę, czasem uzbiera się na masło...Byłabym ostrożna z szukaniem dziurawej marchwi, moi sąsiedzi w większości pryskają czym popadnie i też mają byle jakie. No, wiem, smutne:/
                Tęsknię za batonem "Juhas" i chyba za niczym więcej. Nie wątpię, że zjadam swoją porcję proszku do prania, choćby w bananach ale, żeby to ominąć, musiałabym mieszkać w tropikach a tego bym nie chciała:( Ani chybi zajeździłabym się w ogrodzie na śmierć:P
                • leloop Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 21:18
                  Polska niestety nie ma tradycji serów twardych, zastanawiam się dlaczego, chyba kwestia klimatu (brak odp. bakterii), jednak to co dało się kupić w sklepach za komuny miało jeszcze jakiś smak i konsystencje. teraz ze smutkiem muszę przyznać, ze sery krajowe różnią się wyłącznie nazwami (podobnie jak szynka zresztą), są nijakie pozbawione smaku i koloru, pełne chemii :/ i to, ze mieszkam we Francji nie ma tu nic do rzeczy :/
                  szynka kiedyś może dlatego, ze "zdobywana" miała smak, jadło się ja od święta i było to święto :) mój tata zabraniał matce stać w kolejkach, dwie godziny przed zamknięciem sklepów w Wigilie szedł "na miasto" i kupował bez problemu świeżutkie wędliny, które "rzucano" w ostatniej chwili :) a na codzień jadaliśmy to co akurat było, nigdy nie było presji.
                  to nie jest bron Boże nostalgia za komuna bo ja mieszkając na kapitalistycznej wsi nawet nie mogę kupić mleka prosto od krowy gdyż dojenie jest zautomatyzowane i mleko trafia prosto do cystern. kur nikt w okolicy nie hoduje, oprócz oczywiscie kurczaczych bądź indyczych ferm w betonie, ze sztucznym światłem i na penicylinie.
                  owoce i warzywa są zhybrydyzowane, zeby jak najlepiej znosiły transport i miały wygląd, wszystko oczywiscie kosztem smaku. o przysłowiowych pomidorach czy truskawkach w styczniu nawet już nie wspomnę. a wszystko dlatego, ze każdy chce być królem Francji dla którego królewscy ogrodnicy stawali na rzęsach, zeby miał w 18 wieku te truskawki i winogrona w styczniu;)
                  • newill6 Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 21:34
                    Czemu się dziwisz...Polska nie ma tradycji serowych,jedynie węglowe:)
                    jedzonko,czy też jego smak,,,to to przyszło do nas z zachodu wraz z kapitalizmem,osobiście mam szczęście mieć niedaleko rodzinkę na wsi,gdzie niebawem ruszy ;produkcja własnych wyrobów; a szkoda że tylko z okazji Swiąt......
    • newill6 Re: coś o jedzeniu 30.11.10, 21:56
      Mimo pociągu do ogrodu ozdobnego,nie tylko do kobiet:))),nigdy nie zrezygnuję z uprawy warzyw ,poznałem swego czasu ich sztuczny smak na zachodzie ......
      • se_nka0 Re: coś o jedzeniu 01.12.10, 10:11
        Jednak mieszkanie na prowincji na swoje walory. Bazarek, targowica i własna działka. W sklepach można ,,swojszczyznę,, dostać. Obiady gotowane w domu . Teoretycznie mało chemii w codziennym pożywieniu i tej teorii będę się trzymała ;)
        • dorkasz1 Re: coś o jedzeniu 01.12.10, 15:07
          No to trochę mnie pocieszyłyście... Bo myślałam, że to ja taka "nienowoczesna" jestem. Chleb piecze mój mąż - na zakwasie. Wędliny często robimy sami (wędzarnia z beczki :) albo różnego rodzaju pieczone mięsa, szynki z szynkowara, pasztety. Kisimy kapustę, ogórki, robimy dziesiątki słoików przetworów. Głównie pikantnych, bo w męskim domu, to konfitury jakoś nie bardzo "schodzą". Warzywa uprawiamy "od zawsze". Kupujemy jaja na wsi i obiady gotujemy w domu. Młodzież po chwili zachwycenia KFC i innych fast foodów też powraca do dobrych wzorców. Warzywa z parowaru, chleb z własnego wypieku :)
          • newill6 Re: coś o jedzeniu 01.12.10, 15:25
            To prawie perfekcja:))),,,chociaż wędzone to podobno nie takie zdrowe.... uwielbiam konfitury ,cóz taka słodka słabość:)
            • dorkasz1 Re: coś o jedzeniu 01.12.10, 17:49
              No i ja za tymi wędzonymi nie za bardzo przepadam. Dla mnie lepsze te pieczone i gotowane w szynkowarze. Właśnie mi się gotuje taka szynka w formie "batona".
              Zawsze jakieś konfitury robię, a później rozdaję jako prezenty :)
              • krista57 Re: coś o jedzeniu 01.12.10, 19:24
                Też staram się robić wszystko domowe i jedzenie i przetwory.Ludzie czasami się dziwią,że przerabiam do słoików...bo się nie opłaca...bo lepiej kupić, gdy wokół same supermarkety.Nie wyobrażam sobie zimy bez kiszonych ogórków,kapusty,buraczków,musu jabłkowego
                czy przetworów owocowych "zadekowanych" w piwnicy.
                Ostatnio wzięłam się ostro za dietę i po raz pierwszy piekę bułeczki
                i chleb z otrąb,który nawet jest jadalny.
          • leloop Re: coś o jedzeniu 01.12.10, 20:21
            Bo myślałam, że to ja taka "nienowoczesna" jestem.
            Dorkasz, ależ Ty jesteś jak najbardziej "po modzie", własne przetwory, domowy chleb to jak najbardziej światowe trendy. i wiecie co, duża w tym zasługa internetu :)
            zresztą nie tylko to ale również powrót do robótek ręcznych, jeszcze nie tak dawno wstydliwie robionych w domowym ukryciu. trochę się tym interesuje i oczy mi czasem wyłażą jakie cuda ludziska robią :)
            • lellapolella Re: coś o jedzeniu 01.12.10, 22:23
              zrobiłam sobie dziś rozpiskę świąteczną, żeby nie latać jak ten kot z pęcherzem w ostatniej chwili i przypomniało mi się, że mięso też sama robię:) Z mąki:P
              • leloop Re: coś o jedzeniu 01.12.10, 22:38
                Z mąki:P
                prosimy o rozwiniecie tematu :)
                • lellapolella Re: coś o jedzeniu 02.12.10, 11:35
                  hmmm... To jedna z tych rzeczy, które w opowiadaniu wydają się cholernie skomplikowane a w sumie proste są jak drut... Chodzi o wypłukanie całej skrobi i przyrządzenie potrawy z samego glutenu czyli białka:) Postaram się sporządzić fotorelację w najbliższych dniach, bo warto:) Tzw. "kanguranga" zagościła już w wielu domach znajomych, też mięsożernych.
          • hesperia1 Dorkasz mam romans do męża Twego;) 02.12.10, 10:24
            Czy jako specjalista od pieczenia chleba mógłby mi udzielić porady?Otóż też piekę chleb na zakwasie i jest bardzo dobry,wyrośnięty,ale skórka nigdy nie jest złocista:(Zawsze jest dosłownie biała.Bardzo proszę o radę fachowca:)
            • dorkasz1 Re: Dorkasz mam romans do męża Twego;) 02.12.10, 19:47
              Kochana Moja, nie wiem czy on aż TAKI specjalista. Bo jego chleb tak jak Twój jest pyszny, wyrośnięty, a skórka jest niebieska :)))))))) Bo posypana makiem. Inaczej też jest biała. Ale to chyba taki urok tego chleba. Czytałam gdzieś, że można popryskać wodą z cukrem żeby się zarumieniła. Ja nie chcę tego cukru, więc mój M. tego nie robi. Ale jak Ci zależy na złocistości, to może spróbuj. Może z miodem?
              • dorkasz1 Re: Dorkasz mam romans do męża Twego;) 02.12.10, 19:47
                A chciałam Wam powiedzieć, że moja szynka z łopatki z szynkowaru wyszła pyszniasta :)
                • hesperia1 A jednak mąż specjalista:) 02.12.10, 20:21
                  Jaka ja tępa włócznia jestem:)Pewnie ze wystarczy makiem posypać i skórka kolor zmienia.Dzięki:)
                  • newill6 Re: A jednak mąż specjalista:) 02.12.10, 20:52
                    Z chlebem w temacie przypomniało mi się pewne zdarzenie.......
                    Pewnego razu za górami za lasami robiłem zakupy w ogromnym sklepie.....stałem już przy kasie wykładałem towar na taśmę,przede mną stała paniusia której artykuły kasjer podsuwał pod czytnik-ten czytał robiąc ....puk i towar był dalej przekładany.....
                    W pewnym momencie przyszło na skasowanie chleba,,pod czytnik,,,,,,cisza, drugi raz pod czytnik,,,,,,cisza...........trzeci raz,,,,cisza.......-przeterminowany!-wtrąciłem ,paniusia się na mnie spojrzała zdziwiona,,,,,,kasjer się zaczerwienił,,,,,tłumacząc-nie możliwe dzisiejsza dostawa--ja wiem lepiej -powiedziałem, -kiedyś pracowałem w Biedronce:)))))) i wszyscy stojący obok się roześmiali.......oprócz kasjera który dalej nie kumał żartu:))))))
                  • leloop Re: A jednak mąż specjalista:) 02.12.10, 21:01
                    makiem, czarnuszką, dynią, sezamem, siemieniem lnianym ...
                    ja wprawdzie nie piekę chleba na zakwasie (bo mi się zakwas nie chce zrobić ;) ) ale często robię bułki z ziemniakami na drożdżach. są pyszne, delikatne i mięciutkie, moje dzieciaki uwielbiają :) smaruje je przed włożeniem do pieca żółtkiem rozbełtanym z odrobina soli i posypuje sezamem. dodaje również odrobinę kurkumy do ciasta są wtedy żółciutkie jak wiosenne kurczaczki :)
                    po upieczeniu wygladaja tak :
                    https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/hb/gi/oxkv/91X1uTLWu0N9GTL5RX.jpg
                    • dorkasz1 Re: A jednak mąż specjalista:) 03.12.10, 08:41
                      Idę na śniadanie! Sumienia nie masz. Są piękne absolutnie.
                      • se_nka0 Re: A jednak mąż specjalista:) 03.12.10, 09:24
                        Baaardzo apetycznie wyglądają te bułeczki, mniam :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka