Dodaj do ulubionych

już nie daję rady

08.06.10, 02:07
W dużym skrócie: 6 lat temu porzucona przez męża, 2 miesiące później
śmierć Mamy, po pół roku rozwód.Zdiagnozowana depresja(psychiatra:
"oczywiście, każdy by się załamał, nagromadzenie nieszczęść, asentra
pomoże..." 2 lata na lekach, stopniowo odstawianych, na pozór
pomogło. Tak mi się wydawało. Wzięłam kredyt na 25 lat, kupiłam
mieszkanie, wyremontowałam i urządziłam. Zakochałam się z
wzajemnością, jesteśmy ze sobą od 5 lat, jest super. Mamy plany,
ślubu nie chcę, on to rozumie, po jakimś czasie zaczynamy mówić o
dziecku, a następnie (z wielką chęcią:)się o nie starać. Pół roku bez
skutku, ale się nie przejmujemy i próbujemy nadal.Powoli zapominam ,
zaczynam wierzyć, że życie mi się ułożyło. I nagle, pewnego dnia
szefowa tuż przed wyjściem z pracy prosi mnie na "chwilkę rozmowy" i
wręcza wymówienie. Firma ma wizję, w której ja się nie mieszczę. Nic
to, znajdę nową robotę. Niestety, od roku mi sie to nie udaję.
Kryzys. Wysyłam CV, rejestruję się na wszystkich możliwych stronach z
ogłoszeniami, uaktywniam znajomych i NIC. A życie płynie. Pieniędzy
coraz mniej, długi rosną, mężczyzna mnie utrzymuje, słowa złego nie
powie, zapewnia, że kocha i że damy radę, ale ja już nie mogę. Płacz
od rana, niechęć do życia, ręką nie mogę ruszyć, spać nie mogę, a jak
usnę, to budzę się zlana potem. Ile można mieć pod górę? Znowu
psychiatra, znowu leki,ale tym razem wiem, że to nic nie da. Mam
pecha, jestem słaba psychicznie, co mnie nie zabije, to mnie wcale
nie wzmocni. Mam dosyć. Nie wołam o pomoc, chcę zasnąć i się nie
obudzić. Tak się nie da, więc zaczynam rozglądać się na osiedlu po
wieżowcach, z których można by się rzucić. NIe napiszę listu, bo co
tu pisać.Wiem tylko, że kocham mojego partnera i jego będzie mi
szkoda. Bo jak znam życie na niego spadnie odpowiedzialność
otoczenia, za to się stanie. że niby nie zapobiegł, że nie
przewidział. A on nie będzie niczemu winien.
Obserwuj wątek
    • ichnia Re: już nie daję rady 08.06.10, 08:20
      Wiem, że to żadne pocieszenie, gdybym napisała, że będzie lepiej.
      Ale nic innego w tym momencie nie przychodzi mi do głowy...
    • lucyna_n Re: już nie daję rady 08.06.10, 09:28
      Zaweźmij się i przeczekaj to, złe nie trwa wiecznie jak sama się
      już przekonałaś, depresja też mija.
      Zrobilabyś mu straszną krzywdę, powiedzmy sobei szczerze okropne świństwo na
      ktore nie zasłużył.
      To że teraz nie masz pracy i on Cię utrzymuje to nic w porównaniu z tym co
      musiałby przecierpieć gdybyś popełniła samobójstwo, miałby garb do końca życia.
    • annarchia Re: już nie daję rady 08.06.10, 11:20
      Mnie zdziwiło to, że lekarz na takie problemy (życiowe) zaproponował tabletkę. W
      czym ona ma Ci pomóc tak konkretnie? W jaki sposób tabletka może Ci pomóc poczuć
      się silniej na rynku pracy oraz poradzić sobie z tak obciążającymi wydarzeniami
      jak śmierć Mamy, rozwód?? Masz realne problemy życiowe, emocjonalne - logiczniej
      byłoby porozmawiać z psychologiem, pójść na terapię. Zrzucać ciężar emocji,
      zastanowić się, stanąć pewniej na nogach.

      Twój ogólny problem ("nie radzę sobie z tym wszystkim - emocjonalnie i życiowo")
      choć w szczegółach życiowych odmienny - kojarzy mi się trochę z pewną
      dziewczyną, znaną tu na forum, która też w pewnym momencie życia chciała skakać
      z balkonu, bo stwierdziła, że sobie nie radzi i nie poradzi w życiu. Nie miała
      tych samych doświadczeń życiowych, co Ty, ale generalnie problem podobny. Po
      3letniej terapii napisała, że czuje się świetnie. Poczytaj:

      forum.gazeta.pl/forum/w,210,86848940,86853692,Re_Jestem_nieudacznikiem_.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,99,79974722,79983638,Re_Chyba_zaczynam_rozumiec_neuroleptyka_.html
      Może uda Ci się, tak, jak jej.
      • lucyna_n Re: już nie daję rady 08.06.10, 12:20
        jednakowoż jeżeli objawy depresji są silne ,nawet jeśli spowodowanej przez
        splot nieszczęśliwych przypadków,występuje bezsennośc, jakieś lęki, myśli
        samobójcze to tabletki nie są od rzeczy, tyle że jeżeli nawarstwilo się tyle
        spraw to razem z farmakoterapią byłoby bardzo sensowne spróbować psychoterapii.
        To że depresja jest spowodowana żałobą nei znaczy że w człowieku wszystko
        funkcjonuje normalnie bo nei funkcjonuje, w końcu nie każdy po stacie czy na
        bezrobociu wpada w glęboką depresję z myślami samobójczymi, widać autorka wątku
        ma taką a nie inna konstrukcję psychiczną że potrzebuje wspomagania na życiowych
        zakrętach, więc nie odrzucałabym leczenia farmakologicznego, zresztą najlepiej
        niech lekarz o tym zadecyduje.
        • annarchia Re: już nie daję rady 08.06.10, 14:05
          lucyna_n napisała:

          > splot nieszczęśliwych przypadków,występuje bezsennośc, jakieś lęki, myśli
          > samobójcze to tabletki nie są od rzeczy

          Lucyna, ja nie miałam na myśli tego, aby w takiej sytuacji odrzucić lek i iść na
          samą terapię. Zdziwiło mnie to, że psychiatra - po rozeznaniu(?) w problemie nie
          zalecił jako podstawy pomocy psychologicznej/terapii (obok leków - wg uznania),
          a jedynie przepisał Asentrę i do widzenia. Kompetentny psychiatra, mimo, że sam
          jest od farmakoterapii, powinien określić odpowiednią formę pomocy dla pacjenta.
          Zwłaszcza, gdy na myśli samobójcze leki nie pomagają (bierze piguły, a chce
          skakać z wieżowca), a przyczyny są ewidentnie osobowościowo-życiowe.


          > widać autorka wątku
          > ma taką a nie inna konstrukcję psychiczną że potrzebuje wspomagania na życiowyc
          > h
          > zakrętach, więc nie odrzucałabym leczenia farmakologicznego,

          No właśnie: taką konstrukcję psychiczną. Tej konstrukcji leki nie zmienią i nie
          wyleczą. Tylko złagodzą albo nie - cierpienie. Przecież po tabletce nie stanie
          się nagle osobą radzącą sobie w zdrowy sposób ze stratą (Mamy, męża, posady) i
          na polu zawodowym. Coś trzeba zmienić w osobowości. A wspomaganie to oprócz leku
          powinno polegać na tym, aby bardziej uwierzyła w siebie, aby takie upadki mniej
          ją załamywały, aby potrafiła sobie z tym radzić emocjonalnie i bardziej
          konstruktywnie. A takiej umiejętności same leki nie dadzą. Więc ma rację mówiąc,
          że (same) leki jej nie pomogą. Nie wzięła jednak po uwagę alternatywy (bądź
          dodatkowej możliwości), że można inaczej niż (tylko) lekami.
          • lucyna_n Re: już nie daję rady 08.06.10, 15:02
            no tak , też właśnie tak to widzę.
            Ma nadzieję że dziewczyna się odezwie, czasem taki dramatyczny apel pozwala się
            człowiekowi jakoś jednak uspokoić.
    • mskaiq Re: już nie daję rady 08.06.10, 11:50
      Kiedy pojawiaja sie trudnosci, wtedy zwykle zaczyna sie dzialanie
      przeciwko sobie, zyciu, jego sensowi.
      Stworzylas wokol siebie swiat w ktorym nie daje sie zyc, w ktorym
      nie ma zadnej nadziei, chociaz obok Ciebie jest cos bezcennego,
      milosc innego czlowieka i milosc do niego.
      No dobrze, nie ma pracy, ale ona wczesniej czy pozniej sie znajdzie,
      a do poki jej nie ma mozesz zorganizowac sobie zycie bez niej w taki
      sposob aby moc sie cieszyc co masz, a masz bardzo wiele.
      Serdeczne pozdrowienia.

    • stokrotka_beauty Re: już nie daję rady 08.06.10, 13:14
      skoro go kochasz, zostan wśród żywych!
    • finibilo Re: już nie daję rady 08.06.10, 20:32
      Nie ma takich lekarstw, które rozwiązują osobiste problemy z jakimi
      się zderzyłaś. Nie ma. Gdyby takie leki istniały, pracownicy
      pośredniaka każdemu rejestrującemu się bezrobotnemu wypisywaliby
      recepty na dropsy, komornik przeprowadzając egzekucję sądową
      wypisywałby taką samą receptę słabszym emocjonalnie dłużnikom,
      podobnie jak policjanci, nauczyciele, czy biura turystyczne w
      reakcji na rozczarowanie klientów. Chemia jeszcze nikogo nie
      nauczyła życia, nikomu nie wskazała jakie decyzje należy podejmować
      ani w jaki sposób radzić sobie z konsekwencjami własnych wyborów.
      Może wpłynąć na odbiór rzeczywistości, zneutralizować ten odbiór,
      ale pracę, która jak zrozumiałem jest dla Ciebie priorytetem, musisz
      znaleźć sama. Pomyśl, gdybyś przykładowo mieszkała w oazie na
      Saharze i w promieniu tysiąca kilometrów oprócz piasku, upału i
      błękitnego nieba nie było miast, fabryk, zakładów, to czy w takiej
      sytuacji jakiekolwiek tabletki mogłyby pomóc znaleźć zatrudnienie?
      Spłacić kredyt hipoteczny? Wiesz jaki jest Twój prawdziwy problem?
      Problem jest taki, że rodzinka nie wygląda jak z reklamy proszku do
      prania. I chyba innych zmartwień nie masz. Zazdroszczę.
      • lucyna_n Re: już nie daję rady 08.06.10, 20:42
        Widziałam w ciężkiej depresji ludzi ktorym teoretycznei i obiektywnie nie
        brakowało w życiu nieczego, i odwrotnie , ludzie na ktorych miejsu nie
        wytrzymałabym jedego dnia jakoś sobie z tym radzą i nie popadają w depresję wcale.
        Bagatelizowanie cierpienia depresyjnego i zaprzeczanie mu jest jedną z bardziej
        bolesnych rzeczy, lepiej już nic nie pisać.
        • finibilo Re: już nie daję rady 08.06.10, 21:17
          Nie zrozumiałaś mnie, albo jesteś rozkojarzona. Depresja autorki
          wątku, w mojej osobistej ocenie, jest spowodowana konsekwencją
          konfrontacji rzeczywistości z jej oczekiwaniami, i dalej, brakiem
          umiejętności skutecznego zaspakajania potrzeb. I o tym właśnie
          pisałem. O tym, że żaden psychiatra nie powie jej gdzie szukać i co
          robić aby znaleźć pracę.
          • lucyna_n Re: już nie daję rady 08.06.10, 21:27
            chyba sama jesteś rozkojarzona bo nie wiesz co piszesz.
      • annarchia Re: już nie daję rady 08.06.10, 20:55
        finibilo napisał:

        > Spłacić kredyt hipoteczny? Wiesz jaki jest Twój prawdziwy problem?
        > Problem jest taki, że rodzinka nie wygląda jak z reklamy proszku do
        > prania. I chyba innych zmartwień nie masz. Zazdroszczę.

        To było bezczelne, chamskie, pozbawione ludzkiego podejścia i zrozumienia. Mam
        nadzieję, że autorka wątku jest na tyle mądra i ma w sobie tyle siły, że nie
        weźmie do siebie tej pozbawionej empatii uwagi.

        Widać wyraźnie, że swoje własne żale wywalasz, a inną cierpiącą osobę masz
        gdzieś. Jakby Twoje problemy były ważniejsze i poważniejsze - to postawa
        wyższościowa. Jakbyś się czuł, jakby ktoś Twoją rozpacz i problemy nazwał "Chyba
        innych zmartwień nie masz"? Dobrze by Ci było?

        Kobiecie Mama umarła, pierwszy mąż porzucił, a na dodatek wyrzucili z pracy, no
        i ona sobie emocjonalnie nie daje rady z tym, tyle ważnych strat naraz to trudne
        doświadczenie, z tego powodu ona bardzo cierpi i dla tych jej uczuć należy się
        SZACUNEK, ZROZUMIENIE i EMPATIA ze strony innych ludzi. I pomoc.
        • ichnia Re: już nie daję rady 09.06.10, 07:25
          annarchia napisała:
          > z tego powodu ona bardzo cierpi i dla tych jej uczuć należy się
          > SZACUNEK, ZROZUMIENIE i EMPATIA ze strony innych ludzi. I pomoc.

          Co się należy, a co dostaje się od innych, to dwie różne rzeczy...
          • annarchia Re: już nie daję rady 09.06.10, 08:14
            ichnia napisała:

            > annarchia napisała:
            > > z tego powodu ona bardzo cierpi i dla tych jej uczuć należy się
            > > SZACUNEK, ZROZUMIENIE i EMPATIA ze strony innych ludzi. I pomoc.
            >
            > Co się należy, a co dostaje się od innych, to dwie różne rzeczy...

            Chciałam pokazać finibilo, jak można inaczej podejść do cierpiącej osoby
            myślącej o "s", zamiast bagatelizować, powierzchownie oceniać, potęgować swoimi
            wypowiedziami poczucie winy (że inni mają gorzej) i bycia niezrozumianą. Bo taki
            był wydźwięk jej/jego wypowiedzi.

            A autorce wątku, że jej stan i problemy można zrozumieć i że może spróbować
            sobie pomóc.
            • ichnia Re: już nie daję rady 09.06.10, 08:54
              annarchia napisała:
              > Chciałam pokazać finibilo, jak można inaczej podejść do cierpiącej osoby
              > myślącej o "s", zamiast bagatelizować, powierzchownie oceniać

              Ja to rozumiem. A w życiu jest najczęściej tak, jak to opisuje finibilo. Głównie
              "zdrowi" nie mogą zrozumieć, jak można mieć depresję niby wszystko mając i brak
              życiowych problemów...
              • annarchia Re: już nie daję rady 09.06.10, 10:44
                ichnia napisała:

                > Ja to rozumiem. A w życiu jest najczęściej tak, jak to opisuje finibilo. Główni
                > e
                > "zdrowi" nie mogą zrozumieć, jak można mieć depresję niby wszystko mając i brak
                > życiowych problemów...

                Zdrowi nie potrafią zrozumieć, bo skąd? Nie można rozumowo wytłumaczyć
                cierpienia. Ja też najczęściej spotykałam się z niezrozumieniem, lekceważeniem i
                bagatelizowaniem. Kilka raz wręcz z ostracyzmem. I wiem, jak to potwornie boli.
                Wiem, jak bolą słowa "Przecież jesteś młoda, zdolna, ładna. To grzech tego nie
                doceniać. Jesteś rozpuszczona i leniwa. Inni mają gorzej. Popatrz na dzieci z
                domów dziecka i osoby śmiertelnie chore - to są problemy" - gdy w umyśle dzieje
                się piekło...

                Są jednak i tacy zdrowi (choć to mniejszość), którzy choć nie rozumieją (bo
                skąd) to mają w sobie chęć zrozumienia i chęć wsparcia - na tyle, na ile
                potrafią. Istnieją dobrzy terapeuci i psychiatrzy pełni empatii. Jak się jest
                wytrwałym w szukaniu to da się natrafić na takich.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka