sad_dog
18.03.04, 00:29
Na wstępie zaznaczę, że leczę się na depresję i nerwicę, ale nie to jest
głównym problemem. Problem jest inny - głęboko w sobie, mam jakiś negatywny
stosunek do kobiet, wręcz jakąś ukrytą nienawiść. Żadna mi w życiu
specjalnie krzywdy nie zrobiła, ale ciągle mi wyobraźnia pracuje w tę
stronę, że mogłaby. Boję się kobiet i emocji, które one we mnie wywołują -
muszę się do tego przyznać przed sobą i wami otwarcie. Chyba mam jakąś
obsesję - gdy kobieta śmieje się w moim towarzystwie, ja mam od razu
wrażenie, że to jakiś sarkazm w moją stronę, wydaje mi się, że dziewczyny nic
innego nie robią, tylko szukają moich słabych punktów, żeby je odkryć i
uderzyć w nie, albo upajać się poczuciem władzy nade mną. Gdy jakiś facet mi
coś przykrego powie czy potraktuje ze wzgardliwą ironią - nie robi to na mnie
wrażenia, natomiast gdy kobieta wsadzi mi szpilę, to nie goi się miesiącami.
Nawet drobne żartobliwe złośliwostki "z sympatii" ruszają mnie jakoś
nadmiernie i cały się gotuję. Teraz od trzech lat mam depresję, więc to się
znacznie pogłębiło - nie lubię jak mnie kobieta dotyka, nie potrafię sobie
TERAZ wyobrazić pójścia do łóżka z kobietą - mam koło dwudziestki, wcześniej
miałem parę stosunków przypadkowych "na siłę" na tęgim rauszu podczas imprez,
ale nie dały mi satysfakcji żadnej - może to od stresu "czy wyjdzie" - nie
wiem. Poważnego związku nie miałem.
Gdy kobieta dowala jakiemuś facetowi czy upokarza go - czy to w
rzeczywistości, czy na filmie czy w ksiażce - mam jakaś manię utożsamiania
się z nim (tzn. facetem) i naprawdę mi to "szarpie nerwy", rodzi się we mnie
nieodparta żądza odwetu.
Jak myślicie - czy to normalne w depresji, Czy depresja ma na to wpływ, czy
to może jakies nieuświadomione kompleksy, może jakaś wada rozwoju
emocjonalnego?? Może niewłaściwe relacje z matką jako dziecko?
Jak mam sobie z tym poradzić wg was?. Dodam, że jako młody facet nie
wyobrażam sobie szczęśliwego dalszego życia bez udanych i zdrowych relacji
męsko-damskich. Chciałbym złapać właściwą postawę i dystans. Trudno mi o tym
rozmawiać z psychologiem, bo się wstydzę tego swojego podświadomego
mizoginizmu. Dołuje mnie to i przeszkadza mi w życiu. W tej chwili, gdy to
piszę, oczywiście mam do tego dystans i na poziomie racjonalnego myślenia,
wiem, że to bzdura, ale irracjonalne impulsy i emocje, które są szybsze od
refleksji, działają inaczej. Dodam, że wydaje mi się, że jestem raczej
przystojny i nie mam kompleksów związanych z wyglądem.