Dodaj do ulubionych

Pytania do wyleczonych...

28.03.04, 21:17
Czy ktoś z was wygramolił się z bagna depresji połączonej z nerwicą lękową?
Chodzi mi o stan niezdolności do normalnego funkcjonowania w codzienności
(podjęcia aktywności intelektualnej bądź fizycznej), na który to stan
składają się wahania nastrojów - od ekstremum do ekstremum, totalny lęk przed
śmiercią, a zaraz potem myśli samobójcze, urojenia lękowe, patologiczny
pesymizm, permanentny niepokój, upadek poczucia własnej wartości, utrudniony
kontakt z innymi ludźmi, irracjonalne przekonanie o byciu prześladowanym
przez złe fatum itp. itd.
Co wg was bardziej przyczyniło się do wyzdrowienia - leki czy psychoterapia?
Czy skuteczność psychoterapii była dla was w ogóle zauważalna? Czy
wyzdrowienie przychodziło niespodziewanie, czy bardzo powoli i stopniowo? Czy
wyzdrowieniu rzeczywiście (tak jak słyszałem od niektórych) towarzyszył przez
jakiś czas zdwojony przypływ energii życiowej i inwencji, czy też mozolnie
powracało się do utraconej niegdyś formy? Jak długo zajął wam powrót do
zdrowia? Czy miewacie nawroty starych (depresyjnych) schematów myślowych? Czy
wyzdrowienie zupełnie odmieniło wasze podejście do życia i spojrzenie na
niektóre trawiące was realne problemy? Dzięki za odpowiedzi.
Obserwuj wątek
    • rumiankowa Re: Pytania do wyleczonych... 28.03.04, 21:37
      negatywista napisał:

      > Czy ktoś z was wygramolił się z bagna depresji połączonej z nerwicą lękową?

      Ja mialam zdiagnozowane zaburzenia depresyjno-lękowe. Kupe lat z tym sie
      kisilam zanim zaczelam leczenie. Dzis moge powiedziec, ze wieksza czesc tych
      problemow juz za mna, choc nadal korzystam z pomocy psychoterapii i mam nad
      czym pracowac.

      > Co wg was bardziej przyczyniło się do wyzdrowienia - leki czy psychoterapia?

      Bralam leki, z roznymi przerwami, jednak dla mnie najistotniejsza okazala sie
      psychoterapia. Najpierw grupowa potem indywidualna.

      > Czy skuteczność psychoterapii była dla was w ogóle zauważalna?

      Bardzo!

      > Czy wyzdrowienie przychodziło niespodziewanie, czy bardzo powoli i stopniowo?

      Powoli. Na stan obecny (o wiele stabilniejszy, choc nie doskonaly) pracowalam
      ok trzech lat.

      > Czy
      > wyzdrowieniu rzeczywiście (tak jak słyszałem od niektórych) towarzyszył przez
      > jakiś czas zdwojony przypływ energii życiowej i inwencji, czy też mozolnie
      > powracało się do utraconej niegdyś formy?

      Ja nie zachorowalam "nagle", wiec nie bylo powrotu do utraconej formy. Szczerze
      mowiac nie pamietam zadnej "formy", zawsze, od wczesnych lat mialam problemy, a
      z czasem one sie po prostu nasilaly az do stanu, ktorego nie moglam zniesc.

      >Czy miewacie nawroty starych (depresyjnych) schematów myślowych?

      Miewam, ale nie w takiej sile i czestotliwosci. Rzadko, i juz nie utrudnia mi
      to zycia w takim stopniu. Mysle, ze z czasem bedzie jeszcze lepiej.
      A najwazniejsze dla mnie - prawie niezauwazalnie, gdzies tak po drodze,
      ustapily duze objawy lękowe - dzis prawie sie nie zdarzaja.

      > Czy
      > wyzdrowienie zupełnie odmieniło wasze podejście do życia i spojrzenie na
      > niektóre trawiące was realne problemy?

      Nie "wyzdrowienie", ale te lata pracy terapeutycznej. Tak, jestem inna niz 3
      lata temu, mimo ze zewnetrznie niewiele sie zmienilo (wtedy sadzilam, ze lepiej
      moze byc tylko gdy zmienia sie rozne warunki zew) - ja w srodku sie zmienilam.
      I jest duzo lzej, choc jeszcze droga przede mną.
      • desygnat Re: Pytania do wyleczonych... 28.03.04, 22:41
        Bardzo pozytywnie ze ci to pomoglo, mozesz podac wicej kkonkretow jak wyglada
        taka terapia grupowa? Chyba nie siedzicie w kolku trzymajac sie za wilgotne
        rece i wykrzykujecie co chwile 'Kochamy cie'...
        Jak wyglada samo wejscie w grono ludzi ktorzy maja leki, depresje, obojetnosc
        ittd...? Mozna sie rozchorowac tylko ich spotykajac...

        a co do lekarza, w jaki sposob wyglada rozpoznanie choroby? Jezeli ludzie z
        najblizszego otoczenia nie sa w stanie nic rozpoznac (maskuje sie tak tak,
        inaczej nie umiem) to ktos obcy tym bardziej nic nie zobaczy....
        Jak to wygladalo u ciebie?
        pzdrw
        • rumiankowa Re: Pytania do wyleczonych... 30.03.04, 20:03
          desygnat napisał:

          > (..) jak wyglada taka terapia grupowa?
          > Chyba nie siedzicie w kolku trzymajac sie za wilgotne
          > rece i wykrzykujecie co chwile 'Kochamy cie'...

          Co Waść, jaja sobie robisz? ;>

          Nie, tak to nie wygladalo. Za duzo filmow i za duzo uprzedzen ;)

          A jak to wygladalo? Codziennie, ok 5 godzin, najpierw mowilismy z czym
          przychodzimy - co sie waznego wydarzylo, jak sie czujemy, co w nas i obok nas.
          Druga czesc zajec byla przeznaczona np na omawianie zyciorysow, albo cwiczenia
          z psychodramą itd. Byly tez zajecia z treningu interpersonalnego, muzykoterapii
          i relaksacji. Uczylismy sie mowic i sluchac, patrzec i widziec, wspierac i
          przyjmowac wsparcie, dawac i przyjmowac informacje zwrotne o swoich zachowaniu
          (co nie zawsze bylo przyjemne).

          > Jak wyglada samo wejscie w grono ludzi ktorzy maja leki, depresje, obojetnosc
          > ittd...? Mozna sie rozchorowac tylko ich spotykajac...

          Pamietaj, ze to Twoje wyobrazenie - to Ty sadzisz, ze rozchorowalbys sie od
          takich spotkan. Ja juz bylam chora ;> I dosc zdesperowana, wiec nic mi gorszego
          nie grozilo ;) I nie, nic zlego mi nie robilo sluchanie ludzi, czasem w
          gorszym stanie niz moj - wrecz przeciwnie, bylo zacheta do pracy, bo widzialam
          do czego moze doprowadzic odpuszczenie sobie.

          A co tak naprawde mi pomoglo, by moc z tego wszystkiego czerpac i korzystac -
          to jeden impuls, po prostu cos jak oslenienie, nagle wiem i czuje JAK BARDZO
          CHCE O SIEBIE WALCZYC, ze dosyc juz pograzania sie, ze ja CHCE to wszystko
          naprawic i zaczac w koncu ZYC, a nie wegetowac. To bylo b. silne i od tamtego
          dnia, od tego jednego "olsnienia" zmienilo sie moje podejscie do siebie, do
          leczenia, chorowania, oczekiwania czegos od innych, polegania na sobie itd. To
          byl jeden impuls i przelom - majac to "przestawione" w sobie zmienila sie cala
          perspektywa patrzenia.
          I terapia grupowa byla mi potrzebna jako tlo dla tego impulsu zycia, bo nikt
          mnie tam specjalnie nie "nawracal", nie przekonywal do niczego - nie. To byla
          konsekwencja wlasnych przemyslen osnutych na biezacych wydarzeniach - choc
          mozliwosc dochodzenia do tego rodzaju wnioskow terapia wspomogla.

          > a co do lekarza, w jaki sposob wyglada rozpoznanie choroby? Jezeli ludzie z
          > najblizszego otoczenia nie sa w stanie nic rozpoznac (maskuje sie tak tak,
          > inaczej nie umiem) to ktos obcy tym bardziej nic nie zobaczy....

          Ale do lekarza nie idzie sie by ukrywac chorobe i by "nie zobaczyl". Lekarz-
          psychiatra owszem musi obserwowac, ale nie jest w stanie prowadzic obwerwacji i
          wyśledzac symptomow po kilka godz. dziennie. U lekarza sie MOWI wprost co nam
          dolega, a on juz powinien wiedziec do jakiej jednostki chorobowaej to
          zaklasyfikowac. Taka wizyta to rozmowa - mowisz co Ci dolega, on zadaje pytania
          i obserwuje np szybkosc kojarzenia, napęd itd.

          > Jak to wygladalo u ciebie?

          Tak jak pisze - powiedzialam o co mi chodzi, odpowiadalam na pytania i
          szczesliwe od razu zostalam skierowana na testy psychologiczne oraz rozmoe z
          terapeuta w sprawie terapii grupowej.

          Pozdrawiam
    • mskaiq Re: Pytania do wyleczonych... 28.03.04, 23:03
      Jest mozliwosc wylamania sie z tego. Wedlug mnie tylko psychoterapia bo
      depresja to choroba mysli. Musisz zmieniac kazda negatywna mysl w pozytywna.
      Wypisz je sobie i nastepnie walcz z kazda negatywna mysla az zmienisz ja w
      pozytywna. Co kolwiek pesymistycznego pojawi sie w Twojej glowie, zmus sie
      wbrew wewnetrznym odczuciom do mysli pozytywnej o tym.
      Pisales o dziewczynie, byla niezla ale czules sie ze w srodku ze sie jezysz,
      musisz pokonac ten chlod, jest to mozliwe. Mysl o tej dziewczynie, musisz
      pokonac to co Cie zatrzymuje przed tym aby chciec przytulic ja do Siebie. Byla
      przeciez ladna, podobales sie Jej.
      Jesli chodzi o ludzi to zobacz jak wielki odzew jest na kazdy list, zacznij
      lubic tych ludzi, Oni wszyscy chca Ci pomoc. Bedzie w Tobie silna opozycja aby
      Ich polubic, musisz przemoc sie i zaczac ich lubic. Te odczucia niecheci albo
      poczucia infantylnosci innych ludzi bedzie z Toba przez dosc dlugi czas ale za
      kazdym razem przeciwstawiaj im radosny, optymistyczny punkt widzenia.
      Po pewnym czasie jesli bedziesz konsekwentny, sila tych negatywnych odczuc
      bedzie slabla, sam to odczujesz.
      Podalem dwa przyklady ale kazda negatywna mysl musisz zamienic na pozytywna. Po
      pewnym czasie odejdzie od Ciebie chlod, bedziesz czul radosc, chec do robienia
      wszystkiego, otwiera sie wtedy sens, kazda rzecz cieszy i wszystko jest wazne.

      Niepokoj, strach i ogolnie negatywne emocje bardzo mocno przenosza sie poprzez
      slabe cialo. Wymaga ono cwiczen fizycznych i odpowiedniego odzywiania,
      szczegolnie wazne sa owoce, warzywa ale takze powinno byc wartosciowe.

      Jak dlugo aby calkowicie wyjsc z tego, to bardzo zalezy od Ciebie. Jesli
      zmusisz sie do przelamywania negatywnych mysli wbrew Sobie i bedziesz
      konsekwentnie biegal, robil dlugie spacery to po miesiacu powinienes odczuc
      duza roznice a potem z miesiaca na miesiac poprawa bedzie coraz bardziej
      widoczna.

      Po wyzdrowieniu osiagasz stan gdzie wszystko jest wazne, jestes pelen
      zrozumienia i milosci do wszystkiego wokol. Ten stan moze trwac, to nie jest
      cos przejsciowego ale warunek jest jeden, nie bedziesz wracal do negatywnych
      odczuc, Ty kierujesz i Ty decydujesz o Sobie. Jest w nas czasem bardzo
      tragiczne przekonanie ze geny albo inne uwarunkowania decyduja za nas. Ja
      rowniez tak myslalem ale obecnie wiem ze ja decyduje. To moja wola jest
      silniejsza niz choroba, trzeba jej uzyc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • desygnat Re: Pytania do wyleczonych... 28.03.04, 23:36
        Piekne slowa, cos w rodzaju 'uprawiaj sporty, usmiechaj sie do ludzi i wszystko
        bedzie dobrze'. Przepraszam za ironie ale nie za bardzo rozumiem jak mozna cos
        negatywnego (fakt) obrocic w pozytywnego? Banalny przyklad: mysli samobojcze
        (negatywne dosyc), jak tu znalezc pozytywna strone? Wymyslanie coraz to
        ciekawszych metod samounicestwiania? (proces tworczy, ktory da nam tylko wtedy
        satysfakcje kiedy sie sprawdzi w praktyce)

        No i jeden maly problem... jak znalezc motywacje? Jak zobaczyc ze moj wysilek
        ma jakikolwiek sens?

        a na marginesie: sporty uprawiam i usmiecham sie do ludzi i to ma sie nijak do
        mojego nastroju...
        pzdrw
      • negatywista Re: Pytania do wyleczonych... 28.03.04, 23:45
        Dzięki za odpowiedź. Podziwiam to, że z taką determinacją popularyzujesz swoje
        tezy, w każdym wątku udzielając prakycznie tych samych porad. Być może ta
        determinacja bierze się z tego, że rzeczywiście jesteś niezbicie przekonany do
        tego co piszesz, ponieważ rzeczywiście doświadczyłeś tego skuteczności. Na
        początku brałem cię za osobę z lekka "nawiedzoną" - jakaś sekta, oaza czy coś w
        ten deseń (bez obrazy). A że jestem z natury sceptyczny wobec idealizmów i
        trudno mnie kupić hasłem "miłość", jakoś ciężko mi było to brać do siebie,
        miałem opory. Chyba jakoś wewnętrznie byłem przywiązany do swojego starego,
        podejrzliwego sposobu myślenia, byłem sztywny i nie chciałem się zmieniać. Ale
        teraz doszedłem do wniosku, że moja skostniała postawa kosztuje mnie stanowczo
        zbyt wiele i zanim osiągnę punkt, w którym rzeczywiście będzie za późno,
        zamierzam spróbować aktywnie podejść do Twoich rad i być może mi również się
        uda wyjść na prostą i osiągnąć wewnętrzny spokój. Zawsze twierdziłem, że drogą
        do harmonijnego życia jest chłodny racjonalizm, ale narazie nie zaznałem
        harmonii na tej drodze. Pozdrawiam Cię i nie znikaj z forum.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka