Dodaj do ulubionych

od euforii po depresje

25.04.04, 10:46
czesc awanturko i czesc Wam,

Wieczorem wracam do szpitala. Tam czuje sie bezpieczniej niz w normalnym
swiecie. Zostal mi miesiac terapii i boje sie powrotu do zycia, znajomych, do
pracy. Nadal jestem gruba, myslalam, ze uda mi sie znowu schidnac. A ja w
weekendy zazeram sie slodyczami, za chwile lato....
Nastroje mi sie mieszaja. Od zniechecenia po euforyczne snucie radosnych
planow powrotu do zycia.
Wczoraj wieczorem bylam pelna checi do zmian, sdzisiaj rano - nie umylam
wlosow i polecialam do sklepu po slodycze.

Nie wierze w zycie, nadal mi sie nie chce.
Boje sie wyjsc na miasto, ze kogos spotkam ze znajomych.
Tylko bym jadla, ogladala TV i spala.

Terapia w szpitalu - ogolnie mi sie podoba i wyiose z niej conieco. Ale co
dalej ze mna bedzie ?

pozdrawiam

planasa
Obserwuj wątek
    • emarcki Re: od euforii po depresje 25.04.04, 10:50
      Witaj Plansano

      Walczysz o siebie i wierzysz w to, o co walczysz - wygrasz.

      Planuj jak najwięcej! Niewykorzystane plany poproszę przesłać do mnie.
      Będę zobowiązany:)

      Pozdrawiam
      Emarcki
    • awanturka Re: od euforii po depresje 25.04.04, 11:00
      Witaj!
      Nie dalej jak wczoraj myślałam o Tobie. Gdybyś siędzisiaj nie odezwała pojaW
      • awanturka czytaj to, a nie post powyżej (niedokonczony) 25.04.04, 11:18
        czesc awanturko i czesc Wam,

        Wieczorem wracam do szpitala. Tam czuje sie bezpieczniej niz w normalnym
        swiecie. Zostal mi miesiac terapii i boje sie powrotu do zycia, znajomych, do
        pracy. Nadal jestem gruba, myslalam, ze uda mi sie znowu schidnac. A ja w
        weekendy zazeram sie slodyczami, za chwile lato....
        Nastroje mi sie mieszaja. Od zniechecenia po euforyczne snucie radosnych
        planow powrotu do zycia.
        Wczoraj wieczorem bylam pelna checi do zmian, sdzisiaj rano - nie umylam
        wlosow i polecialam do sklepu po slodycze.

        Nie wierze w zycie, nadal mi sie nie chce.
        Boje sie wyjsc na miasto, ze kogos spotkam ze znajomych.
        Tylko bym jadla, ogladala TV i spala.

        Terapia w szpitalu - ogolnie mi sie podoba i wyiose z niej conieco. Ale co
        dalej ze mna bedzie ?

        Witaj!
        > Nie dalej jak wczoraj myślałam o Tobie. Gdybyś się dzisiaj nie odezwała .
        > pojawiłby się nowy watek pod tytułułem "Gdzie jesteś Plasano?".

        Z tego co napisałas wynika,że, mimo wszystko, masz się lepiej i to mnie bardzo ucieszyło. Do powrotu "do życia" też Cię przygotuja trochę psychoterapia wiec pewnie obawy Twoje będa troche mniejsze.

        A o swojej tuszy spróbuj pomyślec w ten sposób (wiem, ze to nie jest proste): "Zajmę sie swoja figura jak już dojdę do ładu ze swoja psychika a teraz ta sprawa musi poczekac".

        Chyba wiem na czym polega tu problem. Wydaje Ci się, że nie możesz dojśc do ładu z własna psychika bo jesteś "gruba" i schudnięcie to w Twoim myśleniu jakby "warunek wstępny" do poprawy Twojego samopoczucia psychicznego. Znam to z własnych doswiadczen. Sa powody dla których nie chcesz byc szczęśliwa będac "gruba". Może wydaje Ci się, że jak siebie taka jaka jestes zaakceptujesz to to się nigdy już nie zmieni?

        Zapewniam Cię, że tak to nie działa. To działa wręcz przeciwnie - zaakceptowanie tego co jest to konieczny warunek by móc coś zmieniac...

        Pozdrawiam i zapewniam, że myśle o Tobie.

        - awanturka
        • cafe_lorafen Re: czytaj to, a nie post powyżej (niedokonczony) 25.04.04, 11:24
          Hmmm, za kozdym razem jak konczyam terapie mialam uczucie niedosytu i niepokoj
          co dalej bedzie. Na efekty terapii trzeba czekac, zeby sie wszystko przegryzlo.
          Czego z calego serca ci zycze i pozdrawiam serdecznie ! :)
        • planasana do awanturki 25.04.04, 11:41
          >> Wydaje Ci się, że nie możesz dojśc do ładu z własna psychika bo
          jesteś "gruba" i schudnięcie to w Twoim myśleniu jakby "warunek wstępny" do
          poprawy Twojego samopoczucia psychicznego. >>

          Dokladnie tak. Do tej pory tak bylo. Zaczynalam sie odchudzac, zero slodyczy i
          z kazdym kg mniej moje samopoczucie roslo.

          >> Sa powody dla których nie chcesz byc szczęśliwa będac "gruba". >>

          Nie wyobrazam sobie byc szczesliwa bedac gruba. Mimo, ze sporo ludzi mnie lubi,
          mowia mi, ze jestem ciepla, dowcipna i mnie lubia, wolalabym, zeby mi mowili,
          ze jestem piekna a nie sympatyczna i fajna. Najsmutniejsze, ze jak zrzucalam
          nadwage - wszyscy zasypywali mnie komplementami.

          >> Może wydaje Ci się, że jak siebie taka jaka jestes zaakceptujesz to to się
          nigdy już nie zmieni? >>

          Mozliwe, ze tak jest.
          U mnie dobre lub zle samopoczucie uzaleznione jest od liczby kg, ktore ze soba
          nosze.
          Drastyczne odchudzanie tez bylo bez sensu - potem efekt jo-jo i tak w kolko.
          Przestaje wierzyc, ze to sie kiedykolwiek unormuje.

          Zastanawiam sie po kiego Diabla jem Seroxat, ktory rzekomo mial mi apetyt
          zmniejszyc ?

          Dziekuje awanturko za serdeczne mysli, za to, ze rozumiesz.
          Odwiedzilam forum CHAD i pisalas, ze masz teraz spadek nastroju. Ale widze, ze
          dzielnie sobie radzisz, ze jeczysz tak jak ja, tylko jeszcze innym pomagasz.

          Bardzo Cie pozdrawiam

          planasa

          • awanturka Re: do awanturki 25.04.04, 11:55
            planasana napisała:

            > z kazdym kg mniej moje samopoczucie roslo.
            > Nie wyobrazam sobie byc szczesliwa bedac gruba.
            > U mnie dobre lub zle samopoczucie uzaleznione jest od liczby kg, ktore ze
            > soba noszę

            Plasano!
            Czy zdajesz sobie sprawę, że taki właśnie sposób myslenia o sobie trzeba zmienic a nie Twoja tuszę!! Bo to on, a nie Twoje "nadmiarowe kilogramy" odpowiedzialny jest za to, że czujesz sie nieszczęśliwa.

            Zapewniam Cie, ze zgubienie "nadmiarowych kilogramów" przyniosłoby tylko chwilowa poprawę samopoczucia psychicznego, bo tak naprawdę problem leży gdzieś indziej... Nie myśl, że teoretyzuję. Sama przez to przeszłam to wiem jak jest...
            - awanturka
    • carlabruni Re: od euforii po depresje 25.04.04, 14:21
      Co będzie dalej?
      Dalej będzie ok. Powinnaś myśleć terapia w końcu troszkę Ci pomaga. Powinnaś
      więc myśleć właśnie w ten sposób. Terapia w końcu troszkę Ci pomaga, więc jest
      jakiś postęp. Oby tak dalej kochana planasano.
      Będę trzymała kciuki, żeby właśnie tak było. Pozdrawiam Cię serdecznie. Trzym
      się.
    • negatywista Re: od euforii po depresje 25.04.04, 14:32
      Witam cię, czytałem już kilka twoich postów i myślę, że mamy dość podobne
      problemy - od strony psychicznej, nie fizycznej. Ja przez większą część mojego
      życia miałem kompleksy z powodu moim zdaniem niezbyt wydatnej muskulatury -
      ogólnie podobałem się kobietom, ale bałem się przy nich zdjąć koszulkę. Co
      dziwne, byłem często fizycznie silniejszy od moich rówieśników, którzy mieli
      naturalnie wydatne mięśnie (to chyba kwestia genetyczna) - próbowałem rzeźbić
      swoje ciało, ale byłem tak już zakompleksiony, że zareagowałem, tak jak ty,
      nerwicowo. Szedłem na siłownię i po piętnastu minutach chciało mi się rzygać,
      kręciło mi się w głowie, serce mi biło za szybko i zaczynały mnie boleć stawy.
      I też znam z autopsji ten głód słodyczy - ssący od środka, też byłem od nich
      uzaleźniony. Zdarzało mi się często chodzić na spacery (sklep mam daleko) po
      jakiegoś cholernego snickersa (właściwie to ze 4 od razu) czy czekoladę, bo nie
      mogłem się skupić na nauce chociażby. Próbowałem oszukać mózg zażerając się
      jabłkami, ale to nie pomogło.
      Awanturka ma tu 100% racji - te problemy to sztuczny wytwór psychiki, która
      siebie nie akceptuje i sama siebie karze. Nic tak nie upiększa człowieka jak
      samoakceptacja i pewność siebie. A że to trudne? Dla NAS tak. Trzeba jakoś,
      głównie psychoterapią, poradzić sobię z raną, która się ciągle paskudzi pod
      skorupą, a która prawdopodobnie powstała w dzieciństwie - ona sprawia, że
      jesteśmy słabi i nic nam nie wychodzi. Jedyne, do czego trzeba się zmusić, to
      praca nad sobą (w sensie psychoterapia - aktywne uczestniczenie) - chcę
      wierzyć, że wadliwy fundament, który wykrzywił całą budowlę, da się naprawić i
      wszystko się wyprostuje - to metafora mojej psycholog.
      Na zakończenie dodam, że mam znajomą, która ma naprawdę sporą nadwagę i do tego
      nie jest wcale zbyt ładna, ale jest silną psychicznie ekstrawertyczką, uważa
      sama siebie (i tak się zachowuje) jakby była najseksowniejszą laską na świecie
      i... przyciąga naprawdę atrakcyjnych facetów, zmienia ich często - jednym
      słowem prowadzi bujne życie seksualne. Grunt to postawa, nastawienie i stosunek
      emocjonalny do samego siebie. Pozdrawiam i przepraszam, że tak długo!
      • planasana do negatywisty i awanturki 25.04.04, 15:05
        awanturko i negatywisto,

        Macie racje i nawet brak mi argumentow by polemizowac. Jak bardzo Wam
        zazdroszcze, ze Wy juz wiecie, ze nie tedy droga, ze wiecie o co w tym
        wszystkim chodzi.

        Negatywisto, duchowy bracie, dziekuje, ze rozumiesz, bo wiesz jak to jest.
        Czy nadal jestes wpieprzony w uzaleznienie od slodyczy ? Jak sobie z tym
        radzisz ?

        >> Zdarzało mi się często chodzić na spacery (sklep mam daleko) po jakiegoś
        cholernego snickersa (właściwie to ze 4 od razu) czy czekoladę >>

        Skad ja to znam. Sklepy nocne, dajmy na to.

        >> Trzeba jakoś, głównie psychoterapią, poradzić sobię z raną, która się ciągle
        paskudzi pod skorupą, a która prawdopodobnie powstała w dzieciństwie - ona
        sprawia, że jesteśmy słabi i nic nam nie wychodzi.>>

        Swietnie to ujales.
        Czuje niechec do zwalania wszystkiego na "traumatyczne dziecinstwo", ale to
        prawda, ze zrodlo problemu tkwi w dziecinstwie wlasnie. Choc czasem to od
        siebie odpycham jak najdalej.
        Czy to jednak nie za proste, ze sobie przypomne jak to inne dzieci z
        przedszkola czy szkoly smialy sie z mojej placzliwosci, niezdarnosci, grubej
        dupy, jak siostra przezywala mnie "30 kilo", ile sie naplakalam to wiem tylko
        ja sama i ci co byli tego swiadkami. To dlaczego sie zazeram ? Bo jestem gruba
        i sie pocieszam i bledne kolo sie robi. O co w tym chodzi?

        Negatywisto, nie przepraszaj, ze dlugo napisales, bo czytalo sie wysmienicie i
        zawarles samo sedno w swoim poscie. To ja tez przeprosze za moje gadulstwo :).

        Pozdrawiam Ciebie i Awanturke Bardzo

        planasa
        • negatywista Re: do negatywisty i awanturki 25.04.04, 20:01
          Ja się sporo naczytałem na ten temat, ale jakieś szczątki wiedzy, a umiejętność
          zastosowania tego w praktyce to dwie różne rzeczy. Ciąglę walczę ze sobą i ze
          swoim dołem i strachem, który zabiera mi młodość i uniemożliwia odczuwanie
          jakiejkolwiek satysfakcji. Ja miałem sporo różnych uzależnień - słodycze tak,
          ale też np. kawa - fatalna na nerwicę, a pita przeze mnie niemal wiadrami.
          Muzyka - coś, co równie dobrze w nadmiarze może stać się kłopotliwym
          uzależnieniem, formą ucieczki. Co dalej... spanie! Ucieczka w sen,
          kilkunastogodzinny. Ucieczka w literaturę, w kinomanię, w naukę - niby
          pożyteczne pomyślisz, gdzie tam! Strata czasu i energii, bo NIC z tego nie
          pamiętam, kompletnie skasowana pamięć - to taki rys charakterystyczny
          patologicznych pociągów, że one nigdy nie mają szans wyjść na dobre i cię
          wzbogacić.
          Człowiek ucieka w uzależnienia, gdy jest nieszczęśliwy i nie radzi sobie z
          emocjami. Ja narazie nie poradziłem sobie ze swoimi uzależnieniami, ciąglę
          szukam dla siebie wytłumaczeń, daję sobie dyspensy - myślę, że z nich trzeba
          wychodzić delikatnie i stopniowo, próba sforsowania na siłę i od razu będzie
          sie wiązać z nagłym pogłębieniem doła i kumulacją lęku, co będzie nie do
          wytrzymania i nie da żadnego skutku.

          > Czuje niechec do zwalania wszystkiego na "traumatyczne dziecinstwo", ale to
          > prawda, ze zrodlo problemu tkwi w dziecinstwie wlasnie

          To fatalna postawa, której nauczyli Cię ludzie, z którymi przeżywasz. Im nie
          jest na rękę, abyś ty miała jakąkolwiek taryfę ulgową, więc trują cię takimi
          stwierdzeniami, że uciekasz w chorobę, szukasz wytłumaczenia w traumatycznym
          dzieciństwie itd. A przecież to tak jakby kazać kalece pobiec i zarzucać mu, że
          szuka usprawiedliwienia w swoim kalectwie.
          Oczywiście to, że zdasz sobie sprawę, gdzie leży źródło problemu, nie spowoduje
          automatyznie, że ten problem zniknie (chociaż przyczyni się do tego), ale
          sprawi, że przestaniesz się zadręczać, karać siebie i patrzeć na to tak, jakby
          to była tylko i wyłącznie twoja wina, a to już jest krok w dobrą stronę.
          Pozdrawiam i powodzenia!
    • mskaiq Re: od euforii po depresje 25.04.04, 15:49
      Doskonale rozumiesz co nalezy zrobic ale nie chcesz tego zrobic. Co jest w
      slodyczach takiego ze wyzej je cenisz niz sama siebie. Pomimo tego ze rozumiem
      co czujesz bo i do mnie slodycze przemawiaja silnie musze wybrac pomiedzy nimi
      a mna. Ja wybralem siebie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • uri_ja Re: od euforii po depresje 25.04.04, 20:10
        dać ci radę,wróć na forum wrózka i tam sie baw w specjalistę ty chora, bardzo
        chora osobo!!!9toc nie wiem na pewno czy to dziewcze)
        • angharad Ranyyyyyy! 26.04.04, 00:06
          uri_ja napisała: (do mskaiqa)

          > dać ci radę,wróć na forum wrózka (...)

          Jezu! Uri! Ty masz rację. Sprawdziłam. Ciarki mnie przeszły...

    • angharad Re: od euforii po depresje 26.04.04, 12:34
      Moi Drodzy, (Awanturko i Inni)

      To co piszecie o problemie tuszy i samoakceptacji jest w wielu aspektach
      słuszne. To prawda, że niezależnie od kilogramów i urody ludzie potrafią być
      ciepli, atrakcyjni, interesujący zarówno dla siebie i innych. To prawda, że
      niektórzy niepotrzebnie obciażaja się winą za swoje niedopasowanie do
      panujących wzorców piękna, bo są one tyleż relatywne, co fałszywie obiecują
      rozwiązanie wszystkich życiowych problemów. Uroda nie jest panaceum na naszą
      depresję, poczucie winy, niski poziom samoakceptacji.

      Co jednak, jeżeli człowiek ma swoje demony rozpoznane, ściśle potrafi określić
      od czego zależą takie, a nie inne jego zachowania, trzyma się jakos na
      powierzchni dzieki tej wiedzy, ale bardzo, bardzo ważną rolę w jego życiu pełni
      poczucie estetyki? Jeśli potrzeba piękna (nie tylko bycia pięknym, ale piękna
      w ogóle) jest jedną z jego podstawowych potrzeb? Jeśli wiele spraw wokół widzi
      pod tym kątem i to, co od niego w tym względzie zależy próbuje zmieniać?


      Otóż mam w sobie ten rodzaj perfekcjonizmu. Jestem przy tym tolerancyjna dla
      ludzi, którzy nie widzą tak jak ja i dla których ten problem nie istnieje. Nie
      odsądzam od czci i wiary abnegatów, nie plotkuję o brudasach, nie mam za złe
      żarłokom, którzy tyją bo kochają jeść. To jest ich życie i jesli im z tym
      dobrze, to niech żyją jak chcą. Ale jeśli ktoś pragnie piękna, jeśli fizyczny
      ból sprawia mu jakiś rodzaj w jego pojęciu brzydoty i podejmuje wysiłki by to
      naprawić, to doskonale to rozumiem. Jeśli przy tym ma obiektywne trudności w
      osiąganiu swych celów, to tym bardziej mu wpółczuję.

      Irytuje mnie to, że dążenie do piękna i estetycznej harmonii często jest
      postrzegane jako pustota emocjonalna albo rodzaj neurozy. Powyższym może być
      ślepe gonienie za dyktowanymi przez modę wzorcami, ale cóż złego w wewnętrznej
      potrzebie? Nie do końca chyba jest tak, że w depresji, nasze ogólne
      rozchwianie jest pierwotne w stosunku do tego jak się postrzegamy w kategoriach
      piękna. Zgadzam się, że istnieją jednostki obiekywnie piękne i mimo to
      cierpiące na depresję. Jednak bywa też tak, że osiągnięcie pewnego
      akceptowalnego poziomu urody uskrzydla i otwiera drogę na szerokie wody
      równowagi psychicznej.

      Dlatego życząc tej równowagi Planasanie, życzę jej z całego serca, żeby
      zrzuciła trwale ten balast kilogramów, który ciągnie ją ku ziemi. Wierzę, że
      będzie jej wówczas łatwiej walczyć z resztą własnych demonów.

      angharad.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka