Dodaj do ulubionych

i byłam u psychiatry... :(

10.08.04, 13:09
Osoby dramatu:
Pani psychiatra, lat około 65, ubrana w kwiecistą kolorową sukienkę w stylu
PRL-u.
Nuutka, lat 24, ubrana w dżinsy i koszulkę.

Akt I
Nuutka: <wchodzi nieśmiało> Dzień dobry.
Pani psychiatra: <nie patrzy na Nuutkę, a w biurko patrzy...> Dobry.
Nuutka: <siada naprzeciw biurka>
Pani psychiatra: <w milczeniu wypełnia jakieś papierki, od czasu do czasu
rzucając jakimś suchym pytaniem w Nuutkę> - Gdzie pani mieszka? Gdzie jest
pani zameldowana? A to przez "u otwarte" ? Kod? Jest pani na utrzymaniu
rodziców? A co pani robi? A na którym roku? ....

Wypełnianie papierków trwa przez około 10 minut. Potem trzeba to wysłać do
jakiegoś urzedu, żeby zapłacił za wizytę. Pani psychiatra tłumaczy Nuutce
funkcjonowanie urzędu i płacenia... I instruuje, że trzeba być dokładnym przy
wypełnianiu tych papierów.

Akt II
Pani psychiatra: A z kim pani mieszka?
Nuutka: Ze swoim chłopakiem.
Pani psychiatra: To znaczy z obcym studentem?
Nuutka: Nie, nie, z moim chłopakiem.
Pani psychiatra: <dalej wypełnia jakieś papiery> Student czy pracujący?
Nuutka: <myśli, jak by tu starszej pani wytłumaczyć, że teraz student jest
często bardzo pracujący... nie wymyśliła> Pracujący.
Pani psychiatra: Z rodzicami pani mieszka?
Nuutka: Nie, nie, tylko z chłopakiem.
Pani psychiatra: <podnosi głowę, jakby się własnie ocknęła> Ja, proszę pani,
tego nie rozumiem. Ja jestem człowiek starej daty. Mi sie to nie podoba. <i
pochyla sie nad papierami>
Nuutka: <otwiera szeroko oczy i wpada w zadziwienie>

Akt III
Pani psychiatra: A dlaczego taka młoda osoba przyszła do psychiatry?
Nuutka: <zaczyna opowiadać swój problem, ale że pani psychiatra dalej coś
wypełnia - imię ojca, imię matki, data... - więc Nuutka przerywa i siedzi>
Pani psychiatra: <skończyła wypełniać> No to już formalności załatwione.
Proszę przyjść za dwa tygodnie <tu umawiają się na konkretny termin>. Chce
pani jakies leki?
Nuutka: <osłupiała> Nie, nie, dziekuję. <wstaje, mówi "do widzenia" i
wychodzi>

THE END

------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------


Czy ktoś z Was tak pechowo państwowo trafił?
To była moja pierwsza w życiu wizyta u psychiatry i nie wiem, czy nie
ostatnia.
Nie stać mnie na prywatne wizyty.
Ech...
:(((((
Obserwuj wątek
    • lucyna_n Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 13:12
      zdarzylo sie:)

      nic sie nie martw i idz do innego lekarza, ta baba to nieporozumienie...
      • kiskil-lilla Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 13:15
        o chryste...wspólczuje...juz nie idz do tej pani...bo jeszce ci sie pogorszy
        • aneta10ta Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 20:09
          Jeszcze nie. Dopiero w bliżej nieokreślonej przyszłości.
          Sama psychia się dziwiła, że taka młoda...
          Aneta
    • o-ren_ishi Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 13:24
      > Ja jestem człowiek starej daty.

      O_O

      Toz to komunistyczny dinozaur. Ona pewnie juz w epoce napoleonskiej
      byla "starej daty".
    • nuutka Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 13:48
      A wiecie, jak mi jest teraz przykro :( i jaka jestem sfrustrowana takim
      potraktowaniem...?? Ja tak liczyłam na pomoc. Tyle mnie, qrqa, kosztowało, żeby
      tam pójść, żeby się zarejestrować... :( I na nic... A nie umiem juz sobie sama
      poradzić...:( Do tego jestem chora, boję się, że to będzie coś powaznego,
      jestem wykończona czekaniem na wyniki kolejnych badań i walką z lekarzami
      różnych specjalności, z tymi rzeźnikami różnej maści...:( Dlaczego takie babsko
      w ogóle jeszcze pracuje?? Przecież to jest paranoja jakaś! C9o to za kraj!! Mam
      dosyć
      • sabeena Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 13:55
        Byc moze mozna gorzej trafic, ale ja nawet nie chce sobie tego wyobrazac. Ale
        pomysl tak - juz przez to przeszlas, mialas na tyle sily, zeby zniesc wizyte u
        dinozaura w kwiecistej sukience, moze znajdziesz jeszcze troche, zeby zapisac
        sie do kogos innego?
        Pozdrawiam
        S.
        • rzeznia_nr_5 Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 14:01
          sabeena napisała:

          > Byc moze mozna gorzej trafic, ale ja nawet nie chce sobie tego wyobrazac.
          >


          Aaa tam,nic nadzwyczajnego.Będziesz wiedziała na przyszłość żeby nie oczekiwać
          za dużo od pseudolekarzy pseudomedycyny.Ja byłem u 10 chyba,najczęściej
          jednorazowo.Oczywiście każdy twierdził co innego.
          • sabeena Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 14:04
            Ja byłem u 10 chyba,najczęściej
            > jednorazowo.Oczywiście każdy twierdził co innego.

            Patrz, a ja od razu trafilam na cudotworce i moja wyobraznia w kwestii
            psychiatrycznej szarlatanerii jest mocno ograniczona.
            pzdr
            S.
          • lucyna_n Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 14:39
            Rzeznia napisz chociaz na priv co Ci powiedzieli???
            zaraz mnie zezre ciekawosc a chociaz nie chce mi sie czytac wszystkich Twoich postow to bede
            zmuszona:) tylko cos czuje ze niewiele mi one wyjasnia:)
            przysiegam nikomu nie powiem!!! pliz!!!
            • nevada_blue Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 22:28
              mnie ciekawość również pogryza od prawej :)
              pooowiedz proszę - obiecuję nikomu ani słówka!
        • aneta10ta Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 20:15
          No właśnie!
      • gloom Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 14:00
        Ze babon sie w najlepszym razie na emeryture nadaje, wiesz juz sama. Swoja
        droga - calkiem ladny kuplecik napisalas. Nie ma chyba innego wyjscia, jak
        tylko zapukac do kogos innego, w panstwowych osrodkach tez sa dorzeczne osoby.
      • o-ren_ishi Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 14:00
        Dwa kroki naprzod, jeden w tyl.. a i tak bedziesz do przodu.
        • o-ren_ishi Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 14:13
          Nutka.. Juz 24 lata masz, i jakby powiedziala moja babcia "duza dziewa juz
          jestes", poradzisz sobie.
          • nuutka o-ren-ishi 10.08.04, 14:17
            Dzięki, O-ren-ishi, ale ja chyba sobie radziłam lepiej, jak miałam 15 lat, niż
            teraz. Ale dzięki.
            • o-ren_ishi Re: o-ren-ishi 10.08.04, 14:34
              Wiem. Mam podobnie. Człowiek dziecinnieje na starosc.

              A tej pani to tylko wspolczuc nalezy. Moze bardziej jest sfrustrowana, niz
              wszyscy z tego forum razem wzieci?
              PS: Czy miala wlosy upiete w kok?
              PS: ... jak miala to wszystko jasne.

              --------------
              Ja w Twoim wieku nie jadlam/ Mis.
      • lucyna_n Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 14:40
        rozczarowanie jak najbardzie j zrozumiale i uzasadnione, na szczescie duzo gorzej byc nie moze,
        chyba ze gruby stary ddziad wypytujacy o pozycie intymne:)))
        • aneta10ta Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 20:19
          lucyna_n napisała:

          > rozczarowanie jak najbardzie j zrozumiale i uzasadnione, na szczescie duzo
          gorz
          > ej byc nie moze,

          Z wiekiem z całą pewnością dolegliwość Niuutki się pogłębi. Na pocieszenie:
          nabędzie wtedy także pewnych przywilejów.
          Aneta
      • aneta10ta Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 20:14
        nuutka napisała:

        > A wiecie, jak mi jest teraz przykro :( i jaka jestem sfrustrowana takim
        > potraktowaniem...?? Ja tak liczyłam na pomoc. Tyle mnie, qrqa, kosztowało,
        żeby
        >
        > tam pójść, żeby się zarejestrować... :(
        Pomyliłaś się, co każdemu się przecież może przytrafić. Zamiast do chirurga
        poszłaś ze swoim problemem do psychii.

        > I na nic... A nie umiem juz sobie sama
        > poradzić...:
        Spróbuj się zaakceptować taką, jaką jesteś.

        > Dlaczego takie babsko
        >
        > w ogóle jeszcze pracuje?? Przecież to jest paranoja jakaś!
        Pewnikiem lubi.
        Aneta
    • kamila551 Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 19:49
      Ja tez sie lecze panstwowo i tak jak ty mam zle doswiadczenia, nie z jednym a z
      trzema lekarzami.Pierwszy, wogole sie do mnie nieodzywal, tylko pisal, caly
      czas,no to sobie mysle bede gadac ja, dalej cisza, podal mi recepte i wyszlam,
      idac do domu mysle-moze czyms go urazilam, gadajac o swojej chorobie, no ale
      przeciez od tego on jest. Ide drugi raz to samo, za trzecim razem- niemogac
      wytrzymac mojego gadania, ze lek niepomaga- wreszcie przemowil to znaczy
      wykrzyczal; DO SZPITALA,pomyslalam nieodezwe sie teraz ja i wyszlam.DRugi to
      poemat , zamiast mi zadawac pytaniajak sie czuje, to latal co chwile do kibla-
      sprawdzajac ile jest jeszcze ludzi do przyjecia, gdy wrocil, sobie mysle no to
      teraz bedzie gadka, a on ; czy pani wie ile jest jeszcze ludzi za pania, ja na
      to; no duzo- to go wkurzylo i postanowil sie wyzyc.Zaczelam od tego, ze po
      lekach antydepresyjnych zle sie czuje i slyszalam ze ludzie cierpiacy na ta
      chorobe biora inne leki, wpad w szal zaczol wyzywac mnie od lekomanek i na
      koniecdodal, kto z wami wariatami wytrzyma dlugo.OCZYWISCIE przyjmowal raz w
      tygodniu 3 godziny zamiast 5.trzeci lekarz,() bo ten drugi oczywiscie
      niewytrzymal)jest po studaiach bez specjalizacji, no ale patrze kobieta w moim
      wieku,usmiechnieta to sobie pogadamy. no wiec mowie co mi dolega, ona do
      ksiazki,ja mowie o lekach , ona znow do ksiazki- oczywiscie caly czas nadrabia
      mina- wreszcie przemowila, po przestudiowaniu pani karty i ksiazki stwierdzam
      ze juz wszystkie leki pani miala- no co by tu pani przepisac- brala pani
      tabletki ziolowe, mozna je kupic w aptece bez recepty, no nie myslalam ze
      niewytrzymam, mowie jej to samo , od nowa- no tak trzeba przepisac cos
      silniejszego, i wiadomo co nastapilo ksiazka i tabletki ziolowe, ale
      podkreslila ze za recepte. dochodze do wniosku ze lepiej wybulic te 50 dych na
      lekarza prywatnego ktory; za kase , pewnie sie nieodwarzy mnie wyzwac, pogada,
      no i moze wreszcie pomoze.
      • uzus Takuśko jak z Aną, ino że inacy... 10.08.04, 20:58
        kamila551 napisała:

        > jest po studaiach bez specjalizacji, no ale patrze kobieta w moim
        > wieku,usmiechnieta to sobie pogadamy. no wiec mowie co mi dolega, ona do
        > ksiazki,ja mowie o lekach , ona znow do ksiazki- oczywiscie caly czas
        nadrabia
        > mina-
        Ryła cołgi dziń i cołgą noc po wielgaśny ksiyndze; jakby encyklopedyjum czy co.
        Myślałam se pewnie jako fabia. A niech tam se posmyro. Takie to było
        śturchnięte łostatnimi czasy, aż wnuczuś się użoloł. Naśkrobała wreście coś na
        papjyrku i pognała mie do aptyki. Przyniesłam, a jakże. Fluuu! Tako ksztołcono,
        ino że od dupy strony. Zachciało sie dziewusze fajki ciepnąć z
        niekunwencjonalnym wspomaganiem. A tu jom zaczeno ćpać. Co sie dzioło, co się
        dzioło!!! Dopiro wnuś, co dobre dziecko jest, kole południa ją spacyfikowoł.
        Tero śpi.
        Pomyślałam se, że flu może by kto chcioł, ino gramotny, coby znoł wyroz
        _jynterakcja_. O moim kozoku nie nojlepi mówią, ale jak się w ulotce domacoł,
        zaro pedział, że o terrorystach cosik stoi. Tak to Ana tyż wyglondała, jakby i
        w pod kopułką któś narobił totalny rozpierduch.

        > 50 dych na
        > lekarza prywatnego ktory; za kase , pewnie sie nieodwarzy mnie wyzwac,
        pogada,
        > no i moze wreszcie pomoze.
        Jedyn pies prywatny czy z UB. Kożdemu trza pokozać, gdzie jego miejsce. Chocia,
        nie powiem, niektórzy wiedzą sami. Ha? Ciekawe skąd? Mom wprawe... Taki dar
        losu na urodziny.
        Jest takie jedno słowo _holistyczny_we wszelkich możliwych formach
        hromatycznych. Jak walniesz nim po ślypiach, to jakby djabła śwjynconą wodą
        szkropił, tak słupka stają. No, ale ostatecznie chcioła bidula dobrze. Chynci
        byli, ino ... brakło.

        Pyzdry
        Uzus


    • aneta10ta Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 20:07
      nuutka napisała:

      > Nuutka: <wchodzi nieśmiało> Dzień dobry.
      > Pani psychiatra: <nie patrzy na Nuutkę, a w biurko patrzy...> Dobry.

      (widzowie, zdegustowani urodą Niuutki, wykrzywią twarze w rozmaitych imitacjach
      uśmiechu.)
      [...]

      > To była moja pierwsza w życiu wizyta u psychiatry i nie wiem, czy nie
      > ostatnia.
      > Nie stać mnie na prywatne wizyty.

      Uciułaj trochę kasiory na operację plastyczną. Biorą też w obcej walucie.
      Aneta
      • as38 Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 21:49
        A Ty czemu jestes taka zgryzliwa? Nie przypieprzaj sie do ludzi o byle gowno.
        Są tu tacy co probuja jakos sobie pomoc.
        Daj se spokuj dziewczyno. Idz podlej kwiatki na balkonie i wróc w lepszym
        nastroju.
        • aneta10ta Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 22:15
          as38 napisała:

          > A Ty czemu jestes taka zgryzliwa? Nie przypieprzaj sie do ludzi o byle gowno.
          > Są tu tacy co probuja jakos sobie pomoc.

          Masz rację. Defekty urody nie są znów aż tak istotne. Do wszystkiego można się
          przyzwyczaić.
          Aneta
          • as38 Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 22:24
            Sieeeeet. Kobieto co cie ugryzło?
    • as38 Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 21:27
      Haaa... U mnie było tak:

      Przekroczyłam próg gabinetu a Pani P. do mnie tak
      - Po co Pani tu przyszła?
      No a ja na to równie niesmiało jak Ty:
      - Po pomoc.
      A Pani P.:
      - A jakiej Pani pomocy potrzebuje, co pani dolega?
      No i ja znowu z glupią miną:
      - No nie wiem, myslałam ze Pani mi to powie.

      Dalej były jej pytania i moje odpowiedzi a na koniec:
      -prosze sie udac do psychologa w naszej poradni no i czy bedzie pani przyjmowac
      leki?
      A ja na to:
      - Jezeli to jest konieczne to tak...
      Pani P.
      - Tak to konieczne. Czy moze pani sobie pozwolic na drogi lek... itd itp...

      Ach. Pedz do innego lekarza!!!
    • nuutka o rany, a co to jest to "aneta10ta"? 10.08.04, 21:33
      Czy to jest jakies dziecko? Czy ktoś bardzo chory? Czy po prostu lubi tu sobie
      wchodzic, żeby pleść takie głupoty i zaśmiecać ludziom wątki? Czy co to jest??
      Brrr...
      • aneta10ta Stanęło na tym, że witraż 10.08.04, 22:16
    • kamila551 Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 22:04
      .... ludzie szukaja tu pomocy a nie waszych glupot- no wlasznie Aneto 5 czy 10
      • aneta10ta Re: i byłam u psychiatry... :( 10.08.04, 22:18
        Niezmiernie mi z tego powodu przykro, lecz dopiero 10.
        Aneta
        -------------------
        Jaś nie doczekał...
    • mary_ann Re:Nutka... 10.08.04, 22:11
      Bardzo mi Cię szkoda. Jesteś dzielna dziewczyna, przełamałaś się, poszłaś, a tu
      taka kaszana. To, co opisujesz, to... po prostu nóż się w kieszeni otwiera.

      Mam taką nieśmiałą sugestię (baaaardzo nieśmiałą, bo wiem, że jeśli nie jesteś
      w formie, to może to być dla Ciebie wysiłek i stres nie do przejścia, ale...
      zrób, to proszę dla innych): Napisz na tę babę skargę do Kasy chorych i/lub
      Izby Lekarskiej. W końcu naprawdę nie z każdym lekarzem czy gabinetem ten cały
      NFOZ musi podpisywać umowę. Może nie poskutkuje, ale będziesz sobie mogła
      powiedzieć jak Indianin-siłacz z "Lotu na kukułcZym gniazdem" - "Ale
      przynajmniej próbowałam!":-)Precz z tą babą!

      Ściskam, Nutka, i życzę poprawy samopoczucia
      mary_ann

      P.S. Fajnie to opisałaś:-)
      Trzymaj się
      • aneta10ta Re:Nutka... 10.08.04, 22:21
        mary_ann napisała:

        > Bardzo mi Cię szkoda. Jesteś dzielna dziewczyna, przełamałaś się, poszłaś, a
        tu
        >
        > taka kaszana.
        Mówi się: pasztet lub szczękosia (dawniej).
        >
        > Mam taką nieśmiałą sugestię (baaaardzo nieśmiałą, bo wiem, że jeśli nie
        jesteś
        > w formie, to może to być dla Ciebie wysiłek i stres nie do przejścia, ale...
        > zrób, to proszę dla innych): Napisz na tę babę skargę do Kasy chorych i/lub
        > Izby Lekarskiej.
        Do mamusi i tatusia lub Pana Boga. W zależności od światopoglądu.
        Aneta

        > mary_ann
        >
        > P.S. Fajnie to opisałaś:-)
        > Trzymaj się
      • rzeznia_nr_5 Re:Nutka... 10.08.04, 22:26
        mary_ann napisała:


        > Napisz na tę babę skargę do Kasy chorych i/lub
        > Izby Lekarskiej


        Cholera dni tej baby już są policzone.Tylko nie do Izby Lekarskiej,oni ją
        za to pozbawią prawa do wykonywania zawodu dożywotnio.Nie bądź tak okrutna
        może miała po prostu gorszy dzień.
        • lucyna_n Re:Nutka... 10.08.04, 22:31
          ostatecznie dla lekomana taka chodzaca pieczatka i podpis na dowolnej recepcie to skarb!
          • as38 Re:Nutka... 10.08.04, 22:33
            ;)) Chodząca pieczątka ;))) Dobre Lusi :)
            Buziak ;**
      • nuutka Re:Nutka... 11.08.04, 00:16
        Wiesz, Mary-Ann, spotkałam już tak wielu lekarzy - rzeźników w życiu, że dawno
        temu odechciało mi się juz skarżyć w izbach lekarskich i nfztach. Nie wiem, czy
        będę jeszcze szukała psychiatry na nfz. Nie wiem, czy w ogóle będę szukała
        psychiatry. Nie stać mnie już na lekarzy prywatnych, bo ten rok finansowo był
        dla mnie fatalny - zachorowałam poważnie, nie mogę chodzić do pracy, w ogóle
        ciężko jest mi chodzić (także przez pół miasta dojechać tramwajem do psychiatry)
        no i powoli bankrutuję na prywatnych wizytach, badaniach, lekach...
        Ta dzisiejsza wizyta dla mnie była o tyle pechowa, że zdołowała mnie w
        momencie, kiedy moja choroba wraca i fizycznie czuję się po prostu źle.
        Myślałam, że psychiatra mnie jakoś wesprze, że będzie mi łatwiej... A tu taka
        kicha! :(
        Nie mam siły pisać skarg do jakiegoś smiesznego nfz.
        Próbuję sobie jakoś pomóc, ale to trudne bardzo, kiedy nie mam żadnego
        wsparcia.
        Jakaś jestem teraz bardzo zrezygnowana już... Nie chce mi się tego nawet dalej
        pisać. Sory, że się tak rozpisałam
        • mary_ann Re:Nutka... 11.08.04, 00:32
          Nuuka, ja wiem, że moja sugestia mogła wydawac się śmieszna (nawet zaznaczyłam,
          że... itd.). Nfoz JEST oczywiście śmiesznym ciałem i wielce możliwe, że
          interwencja nic by nie dała. Ale jeśli nie będzie zadnej informacji zwrotnej,
          to na bank nic się tu nigdy zmieni. Ja Ci nie proponuję pieniactwa, tylko
          napisanie paru zdań - dla porządku i czystego sumienia. A moze Twoja skarga
          bedzie już trzecia i czwarta?

          Oczywiście przyjmuję do wiadomości, ze możesz nie miec na to siły i wcale Ci
          się specjalnie nie dziwię.
          Swoją drogą, nie spodziewałam się, że aż takie pokłady życzliwości i
          wyrozumiałości:-)) drzemią w tutejszych forumowiczach... ach, złosliwości na
          usta się cisną, ale się powstrzymam:-)

          Jeszcze raz - trzymaj się, nuutka
          mary_ann
          • mary_ann do dyżurnych ironistow forumowych:-)) 11.08.04, 00:37
            ... co już sobie ostrzą zęby:-))

            Errata:

            JEST:
            "A moze Twoja skarga
            > bedzie już trzecia i czwarta?"

            POWINNO (OCZYWIŚCIE) BYĆ:

            "A moze Twoja skarga będzie już trzecia albo czwarta"

            Pozdrawiam
            mary_ann
        • sabeena Re:Nutka... 11.08.04, 08:38
          nuutka napisała:

          > spotkałam już tak wielu lekarzy - rzeźników w życiu, że dawno
          > temu odechciało mi się juz skarżyć w izbach lekarskich i nfztach. Nie wiem,
          czy
          >
          > będę jeszcze szukała psychiatry na nfz. Nie wiem, czy w ogóle będę szukała
          > psychiatry. Nie stać mnie już na lekarzy prywatnych, bo ten rok finansowo był
          > dla mnie fatalny - zachorowałam poważnie, nie mogę chodzić do pracy, w ogóle
          > ciężko jest mi chodzić (także przez pół miasta dojechać tramwajem do
          psychiatry
          > )
          > no i powoli bankrutuję na prywatnych wizytach, badaniach, lekach...
          > Ta dzisiejsza wizyta dla mnie była o tyle pechowa, że zdołowała mnie w
          > momencie, kiedy moja choroba wraca i fizycznie czuję się po prostu źle.
          > Myślałam, że psychiatra mnie jakoś wesprze, że będzie mi łatwiej...

          Jasne, ze byloby latwiej, tym bardziej wspieram duchowo w poszukiwaniu jeszcze
          odrobiny sily, zeby jednak poszukac jeszcze kogos innego. Bo taka deprecha w
          polaczeniu z powazna choroba to juz calkiem powazna sprawa. Nie pamietam skad
          jestes Nuutka (jesli juz to pisalas), moze napisz tutaj, a ktos Ci na priv
          podesle jakies bardziej przyjazne nazwisko.
          Pozdrawiam
          S.
          • nuutka dzięki Sabeena 12.08.04, 09:30
            Bardzo dziękuję za Twoje dobre słowa, za wsparcie. Może masz rację, że warto
            jeszcze spróbowac z innym psychiatrą. Więc jak jest tu ktoś z Poznania i mógłby
            mi podesłać na priva jakis adres państwowego psychoterapeuty, albo psychiatry,
            to będę wdzięczna.
            Pozdrawiam!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka