Dodaj do ulubionych

Od miłości do koszmaru

07.01.15, 17:27
Ja zrozumiałem ze już od kilku lat mam depresje, a dokładniej od kiedy odkochała się ode mnie dziewczyna, którą ja bardzo kochałem, mieszkaliśmy w tej samej małej miejscowości i nam to odpowiadało, oczywiście czasami się kłóciliśmy, bo zawsze uważałem że za szybko i za łatwo się obraża, chociaż często ja w czymś zawiniłem, ale i tak była dla mnie naprawdę wyjątkowa, z drugiej strony uważała że jestem sympatycznym i dobrym człowiekiem, że bezinteresownie wszystkim pomagam, niestety kiedy ja potrzebuje pomocy, zwykle nikogo nie ma, dosyć dużo przeżyliśmy, byliśmy razem na jej balu maturalnym, później pojechałem do Holandii żeby zarobić na nasze wakacje nad morzem, jechaliśmy pociągiem przez całą Polske, chciałem żeby tam sobie odpoczęła, były jeszcze imprezy rodzinne, raz się nawet zdarzyło, że w ten sam dzień, mój ojciec organizował w restauracji 50 urodziny, a w tym samym miejscu, tylko na innej sali, jej dziadek i babcia świętowali 25 lecie ślubu, więc zabawne było jak tak lataliśmy, z sali na sale, załatwiliśmy też rzutnik i przygotowaliśmy na obu salach zdjęciową prezentacje z życia mojego ojca i jej dziadków, wszystkim się bardzo podobało, czułem się wkońcu naprawdę szczęśliwy, niestety pod koniec roku wszystko zaczęło się psuć, ona się powoli odkochiwała i już nie była taka jak przedtem, a ja nie mogłem tego zrozumieć, święta wielkanocne były już takie jakbyśmy byli sobie obcy, ale ciągle myślałem że jakoś się jeszcze ułoży, w ostatni dzień świąt trochę mnie zaskoczyła, wychodziłem wieczorem z jej mieszkania a ona podeszła, zatrzymała mnie i się przytuliła, później się okazało że to już ostatni raz, następnego dnia wysłała mi smsa że z nami koniec, tak naprawdę mimo tej nadziei którą mi dała w poprzedni wieczór się tego spodziewałem, ale wypytywałem się dlaczego, nie chciała mi napisać, byliśmy ze sobą ponad rok, wiem że miała prawo żeby tak postąpić, że nie mogła się ze mną dłużej męczyć, ale zawsze bylem przy niej jak mnie potrzebowała, jak była w szpitalu to chociaż było tam trochę daleko, jeździłem codziennie autobusem z zakupami, nigdy jej nie uderzyłem, nawet na nią nie krzyczałem, więc uważam że chyba sobie zasłużyłem żeby mi wszystko wyjaśniła, na sylwestra obudziłem się w innym świecie, jeszcze kilka dni temu myślałem że tą noc spędzimy znowu razem, a w rzeczywistości zostałem sam, sylwestra spędzali z nami wujek z ciocią, pocieszali mnie jakoś, ale upiłem się i tak zasnąłem, od tego czasu zaczął się mój koszmar, próbowałem jeszcze walczyć i ją odzyskać, teraz wiem że to było głupie i nic by nie dało, ale zrobiłem dla niej prezent na walentynki, położyłem pod drzwi, zadzwoniłem i uciekłem, wysyłałem jej też smsy żeby się jeszcze zastanowiła, jej ojciec powiedział że mam jej dać spokój bo ona się musi uczyć a on zadzwoni na policje, teraz wiem że nigdy bym już czegoś tak głupiego nie zrobił, ale wtedy nie myślałem racjonalnie, straciłem głowe, załamałem się bo wiedziałem że już bez niej nie dam sobie rady, raz z działki wysłałem pożegnalnego smsa do mamy, chciałem raczej zwrócić na siebie uwagę, ale miałem w altanie przygotowany sznur, ojciec szybko przybiegł, przeskoczył nawet przez płot, bo furtkę zamknąłem, przejął się tym wszystkim i zaskoczyło mnie to że mówi do mnie ludzkim głosem, bo miły dla mnie, chyba oprócz mojego dzieciństwa, raczej nigdy nie był, myślałem wtedy że ktoś mnie zrozumie, ale kilka dni później było znowu tak jakby nigdy nic się nie wydarzyło, podobnie było z moim kolegą, też przyszedł, pogadaliśmy ale nic z tego nie wyniknęło, było mi ciągle zle, zwłaszcza jak czasami mijaliśmy się z moją byłą na chodniku i udawaliśmy że się nigdy nie znaliśmy, jej było łatwiej ale ja ją ciągle kochałem, po niedługim czasie związała się ze studentem który z nią studiował, ja jestem zaledwie po zawodówce, w dodatku on ma samochód, a ja nie mam nawet prawka, w związku z tym uświadomiłem sobie później że tak musiało wkońcu być, że tak musiała wybrać, że znalazła sobie kogoś lepszego, z kim miała wspólne zainteresowania, być może zaczęła myśleć więcej o przyszłości, a nie tylko to co tu i teraz, może uznała że ze mną tej przyszłości nie ma, wiem że jej trochę przeszkadzało moje wykształcenie, bo przez jakiś czas mnie namawiała żebym poszedł gdzieś dalej do szkoły, za bardzo nie chciałem, tłumaczyłem jej że to nie tylko moja wina, że w podstawówce przez astmę cały czas chorowałem, przez to miałem problemy z nauką, że nawet nie miałem dzieciństwa takiego jak większość, pewnie przeszkadzało jej też to że jestem bez stałej pracy, w dodatku chyba nie mam jakieś ciekawej osobowości, nie jestem duszą towarzystwa, nie potrafiłem ją niczym zainteresować, raczej nie mieliśmy jakiś wspólnych tematów do dyskutowania, przesiedziałem później prawie cały czas bez pracy w domu, na utrzymaniu ojca, myślałem i nadal myślę że jestem beznadziejny, że dwie poprzednie dziewczyny z którymi chodziłem znalazły sobie po mnie męża i mają już dzieci, zacząłem więcej pić, nie jest łatwo siedzieć latem na ławce i widzieć od czasu do czasu jak była ukochana chodzi na spacery z innym albo jeździ z nim samochodem, szczególnie jak się nie ma do kogo wtedy odezwać z braku przyjaciół, ale wiadomo ze czas robi swoje, stopniowo humor się jakby poprawiał, zacząłem nawet żartować, dwa razy chociaż z wielkim trudem, pojechałem do pracy do Holandii, więc rodzina myślała ze już wszystko wporządku, ale tak naprawdę oszukiwałem i siebie i wszystkich na około, bo w środku wcale się tak nie czułem, od jakiegoś czasu się pogorszyło, nigdy od tamtej pory święta czy sylwester nie były dla mnie szczęśliwe, ale jakoś ten czas przecierpiałem, a rodzice chyba nie podejrzewali, ze jest cos nie tak, niedawno w dzień wigilii przypadkiem zobaczyłem jak moja była wsiada do samochodu ze swoim narzeczonym, wiedziałem że jadą do niego, ze będą się dobrze bawić również w sylwestra, a ja zostanę jak zwykle sam, wtedy przy stole wigilijnym nie wypowiedziałem ani słowa, była jeszcze moja siostra ze szwagrem i dziećmi, byłem ciągle zamyślony ale nawet nie zachowywałem się tak specjalnie, żeby zwrócić na siebie uwagę, myślałem żeby zapaść się pod ziemie, ale nikt jakby mnie nie zauważał, zachowywali się tak jakby nigdy nic, sylwester spędziłem sam ze łzami w oczach, ojciec do mnie biegał żebym poszedł do nich, ale on nic jakby nie rozumiał, a ja wolałem być sam, chciałem się zabić, myślałem żeby poszukać jakiś tabletek, żeby pomieszać je z alkoholem, chociaż już kilka lat temu o tym myślałem, to pierwszy raz miałem taką odwagę, dopiero po nowym roku mama się mną zainteresowała, porozmawialiśmy a ja do wszystkiego się przyznałem, była chyba w szoku jak jej powiedziałem co chciałem zrobić, wysłała też do mnie ojca, uznaliśmy że lepiej będzie jak pójdę do psychologa albo psychiatry, teraz chcę dać sobie ostatnią szansę, przez ostanie kilka lat nie chciałem poznać żadnej nowej, teraz sam nie wiem, może gdybym poznał wkońcu taką która by mnie naprawdę kochała, takiego jakim jestem, może byłoby lepiej, możliwe że gdyby chciała, to znalazłbym siłe żeby iść gdzieś do szkoły, ale z drugiej strony boje się zaczynać wszystko znowu od nowa, bo wiem że nic już nie będzie takie jak dawniej, że któregoś dnia dziewczyna powie mi że mnie kocha, a ja sobie pomyśle tak ale tylko do czasu, przecież taki związek bez zaufania jest bez sensu, albo że zwowu ktoś nam zrobi wspólne zdjęcie, a pózniej znowu pozostanie mi tylko to zdjęcie, jako pamiątka po dawnej miłości, nie wiem co mam robić, nikomu nie życzę takiego koszmaru który ja przechodzę, pewnie to wszystko przez to że jestem strasznie uczuciowy, kiedy widzę ludzi którzy się uśmiechają czy śmieją, a ja nie rozumie z czego się można cieszyć, przecież świat jest czarno biały, jak ma się w nocy koszmary, nie umie się wyspać, a rano wstaje nie wiem nawet po co, już naprawdę bym wolał fizyczne tortury, daje sobie czas do końca roku, jak nic się nie zmieni to mogę obiecać że skończę to raz na zawsze, bo tak się dłużej nie da żyć.
Obserwuj wątek
    • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 18:07
      zmiłowałbyś się i dał chociaż akapity.
    • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 18:23
      Chyba nie ma sensu dawać sobie takich określonych terminów, że np jak do roku coś z tym się nie poprawi to się zabiję, to takie szantażowanie samego siebie, a otoczenie jak już sam zauważyleś i tak pozostanie bierne (to niemal każdy z tego forum na sobie doświadczył) zresztą my sami też często nie widzimy problemów innych, nie przez złość ale po prostu, tak bywa.
      Lepiej by było sobie jakoś powoli tłumaczyć że to wydazrenei choć tak dla Ciebie przykre jest udziałem większośći ludzi, w pewnym sensie taka jest kolej rzeczy że zamim się trafi na właściwą osobę trzeba się kilka razy rozczarować, że prawie każdy przeżył rozstanie, zawód, rozczarowanie postawą człowieka w ktorego "zainwestował" swoje uczucia, życie. To bardzo boli, i w pewnym sensie to że czujesz ból świadczy o tym że zareagowałeś właściwie na tą stytuację, ale nie oznacza to że zawsze będziesz czuł to co dzisiaj, że to nigdy nie minie, że już nigdy nie zwiążesz się z kimś innym i nie stworzysz szczęśliwego związku, bo to nieprawda. Święta, sylwester to są zawsze najgorsze dni dla ludzi po rozpadzie związku. Ale życie idzie do przodu, trzeba dać sobie szansę i czas na to żeby sobie na nowo poukładać. Bylebyś nie rozgrzebywał tych ran w nieskończoność, nie idealizował tej dziewczyny, nie krążył myślami nieustannie wokół wydarzeń z przeszłości, bo sam sobei dokładasz w ten sposób. Na Twoim miejscu skupiłabym się na samorozwoju, na nauce, na kształceniu w zawodzie, zwiedzała świat o ile to możliwe poznawala nowych ludzi, nawet nie koniecznie w celu znalezienia nowej dziewczyny, ale żeby zgromadzić sobie nowe doświadczenia, podbudować samoocenę. Związek w życiu ważna rzecz, ale nawet w związku trzeba mieć swoje życie, swoje zainteresowanie, być sobą, może to dobry czas żeby siebie na nowo poszukać, takie złe dobrego początki?
      • tomjerr Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 21:35
        Masz racje, a ja sobie zdaje z tego wszystkiego sprawę, ale nie napisałem ze niedawno skonczylem 29 lat, moim marzeniem zawsze było znaleźć zone, swój kąt, mieć dzieci, jakas dobra prace i wieść jakies w miare spokojne zycie, czyli taka podstawa, ale czas ucieka a ja wciąż stoje w miejscu, poza tym czuje do siebie zlosc ze zmarnowałem te kilka lat, ze się oszukiwałem i wcześniej nie leczyłem, mam tylko nadzieje ze psycholog czy psychiatra mi chociaż trochę pomoże, ze będę mogl jakos odrobić ten czas, czyli zrobić wkoncu to prawko, znaleźć prace, jakas dziewczyne, może pojsc się dalej ksztalcic, chciałbym isc w tym kierunku, i osiagnac to o czym marzyłem, teraz tego nie potrafie, mam związane rece, żeby wziasc się w garść trzeba być chociaż trochę szczesliwym, i nie zależy mi żeby każdy się tylko nade mną pochylał, jaki to ja jestem pokrzywdzony itd. i sory za tekst ale ja pisze tak na szybko, wkoncu to nie jest jakies urzędowe pismo.
        • natan.m Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 21:55
          wiesz co moze ja ci oddam psychiatre z całym asortymentem jak tego tak bardzo pragniesz. przeztałem po łebkach bo za dłgie i nie jestem w stanie tego zczytać całego ale skoro chodzi że dziewczyna cie kopneła w dupę to zajmij się po prostu czymś innym.
          Nie rozumiem dlaczego przy okazji sobie wmawiasz chorobę psychiczną
          • tomjerr Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 22:22
            Bo depresja to choroba psychiczna, więc co mam sobie wmawiać? ze wszystko jest wporzadku jak nie jest? a ty się leczysz?
            • natan.m Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 22:34
              a skąd u Ciebie pewnośc że to depresja? w przypadku nieszczęsliwej miłości to normalne ludzkie uczucia, że jest smutno. dlaczego od razu wyrokowac chorobę. byłbys chory jakby Ci nie było smutno. to pewnie przejdzie za jakiś czas jak poznasz nową kobiete
              • tomjerr Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 22:49
                Widac ze nie przeczytales dokładnie tekstu, wiem ze jest dlugi, ale chciałem dokładnie wszystko opisac, moim zdaniem niektórzy tu popelniaja blad, pisza ogólnikami a później za bardzo nie wiadomo o co chodzi, ja wolalem już na wstępie opisac prawie kazda sytuacje w której się znalazłem, żeby bardziej się wglebic w mój problem, gdybym napisał dwa zdania, bylby ten sam efekt jak nie przeczytanie dokładnie tego tekstu.
                • natan.m Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 23:02
                  ale tego sie nie da przeczytać..uwierz.
                  jakbys napisał w skrócie było by lepiej
                  • tomjerr Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 23:09
                    Dlaczego nie da się przeczytać? ja jakos moglem przeczytać to co napisałem, fakt trochę dziwnie to wyszlo, efekt jest taki ze się wydaje ze chodzi tylko o dziewczyne i nic więcej, nie do końca to co chciałem ale spróbuj.
                  • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 23:33
                    da się
                    ale fakt w depresji tak zwana blacha tekstu to często miszon imposibl.
                • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 23:07
                  Myślalam że jesteś młodziakiem koło 20-stki:)
                  ale to nic nie zmienia jeśli chodzi o meritum. Moim zdaniem mało prawdopodobne że masz depresję w sensie choroby taką która nawraca, której nie da zmóc inaczej jak za pomocą farmakologii, to wszystko co się dzieje w Twojej głowie to jest reakcja na wydarzenie, i bardzo pomocna w takiej sytuacji jest psychoterapia, a choćby i spotkania z psychologiem, możność wygadania się, wyrzucenia z siebie całej tej splątanej emocjonalnie historii, jakiegoś takiego spojrzenia z boku na samego siebie.
                  Myślę że psychiatra też Ci to zaproponuje, być może też na jakiś krótki czas leki, jeżeli czujesz że zapętlileś się już tak że zdrowie zaczyna Ci szwankować, trudności z zasypianiem, wybudzanie się, brak lub nadmierny apetyt, bardzo długo utrzymujący się znaczny spadek nastroju itd.
                  Gdzieś tam utknąleś i nie możesz ruszyć do przodu, mielisz kolami w miejscu i możliwe że bez zewnętrznego wsparcia stan ten sam z siebie się nei zmieni, ale jeżeli podejmiesz wyzwanie, zaczniesz coś w sobie zmieniać, to masz ogromną szansę wyjść na prostą. Nie z takich tarapatów człowiek daje radę się wykaraskać, byle nie dać się zwieść że ta czarna dziura i pustka to już wszystko. Nigdy nei jest ani tak źle ani tak dobrze jak się wydaje.
                  Jestem pewna że jak popracujesz nad tym to uda Ci się fajnie poukładać życie, znależć nową milość, kogoś kto nadaje na podobnych falach i będzie ok. bo ogólnie wydajesz się być całkiem sensownym człowiekiem, tylko Ci się zdarzyło coś bardzo, bardzo dołującego. Dasz sobie radę, jakoś dziwnie ale jestem tego pewna. No i masz to szczęście że zegar bilogiczny jest dla mężczyzn o wiele łaskawszy, masz jeszcze dużo czasu na rodzinne życie (czyt. harówę w kieracie :))
                  • tomjerr Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 23:20
                    Dzieki fajnie jest przeczytać coś miłego, jeśli chodzi o psychologa to chyba nigdy u takiego specjalisty nie byłem, chyba ze jako dziecko ale już tego nie pamiętam, może pokładam w tym wszystkim za duże nadzieje, sam nie wiem, może ty bylas u kogos takiego? jeśli tak to chciałem spytac czy to cos pomoglo?
                    • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 23:28
                      Psycholog to wlaścieiw nie jest dla ludzi z dużymi problemami, więc tam specjalnie za wariata nie musisz się uważać żeby do psychologa iść. To dobra osoba żeby na maksa się wygadać z problemu, w pełnym komforcie że nie wygada:) Lepiej w sumie iść do psychoterapeuty, ale trochę trudno trafić na dobrego, część jest takich nieco samozwańczych, po jakichś kursach weekendowych, najlepeij byłoby zapytać psychiatry żeby kogoś polecił, to jest szansa że się człowiek nie natknie na "minę".
                      • tomjerr Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 23:42
                        Ja myslalem żeby najpierw isc do psychologa a on mnie może skieruje do psychiatry jak będzie trzeba, czy cos takiego, ojciec powiedział ze chyba jutro będzie cos dla mnie zalatwial, bo on pracuje w większej miejscowości i ma po drodze, uważam zresztą ze potrzebuje jakies leki, ze sama rozmowa nie wystarczy, niekiedy jestem w takim stanie ze szkoda gadac, alkohol zresztą mnie powoli wykańcza ale pozwala mi jakos zasnąć bez męczenia się, wiec i tak będę musial zalatwic jakies tabletki nasenne.
                        • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 00:02
                          Do psychologa na NFZ trzeba mieć skierowanie od psychiatry. Do psychiatry nie trzeba mieć skierowania i jeżeli potrzebujesz leków to od psychiatry musisz zacząć bo psycholog nie jest lekarzem, nie może wypisywać recept.
                          Tabletki nasenne to zuoo, odradzam stanowczo!!!

                          łączenie psychotropów z alko to też nie najlepszy pomysł, a raczej bardzo zły pomysł, musisz to brać pod uwagę jeżeli zdecydujesz się na farmakoterapię.
              • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 23:10
                sęk w tym żeby do nowego związku nie wejść w starych butach, bo można doznać deja vu (nie wiem jak się to pisze).
                • tomjerr Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 23:24
                  Sęk w tym ze wydaje mi się ze moja nastepna może mieć problem, to znaczy gdybym jej dal ten tekst do przeczytania, uznalaby może ze mam jakies wysokie oczekiwania, ze ona musi dorownac mojej bylej, rozumiesz?
                  • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 23:32
                    no to jej nie dawaj takich rzeczy do czytania :)
                    pilnuj żebyś Ty sam nie postawił byłej (zresztą chyba nie takiego znowu kryształowego charakteru:P ) na piedestale, a wszystko będzie ok. Ty nie będziesz "musiał dorównać" temu nowemu twojej byłej to i Twoja nowa dziewczyna nie będzie musiała robić ze rekompensatę.
                    Czysty układ, w zgodzie ze sobą, z pozytywną opinią o sobie i nie ma prawa się nie udać. Byle uciszyć wewnętrznego krytyka, bo on bardzo w tej chwili Cię stopuje.
                    • tomjerr Re: Od miłości do koszmaru 07.01.15, 23:58
                      Nie ja nie jestem taki wymagający, nie patrze się raczej na wygląd tylko na charakter, dla mnie dziewczyna musi być w miare skromna, spokojna, a przede wszystkim uczuciowa, moja pierwsza poznałem przez internet, w mojej miejscowości mieszkala jej babcia wiec czasami tu przyjezdzala, chociaż ja miałem do niej jakies 30 km, ale czasami podwozil mnie kolega jeden czy drugi, przy pierwszym spotkaniu kiedy się przypadkiem mijaliśmy, miałem nadzieje ze to nie ona, była chuda jakby miała anoreksje, a na pierwszy rzut oka myslalem ze mnie oszukala bo wygladala na dużo starsza, zawolala mnie bo już wcześniej widziala moje zdjecie, ale pozory czasem myla, w miare jak się zakochiwałem stawala się coraz piekniejsza, nie była wcale brzydka ale chodzilo o to ze była taka drobna, miała po prostu takie kosci, kiedy byliśmy u mojej babci w wiosce obok poczula ze cos jest nie tak, ze moja babcia dziwnie się na nia patrzy, ale to starsza kobieta, nie wiedziała ze ona ma po prostu taka budowę, pocieszylem ja później, powiedziałem ze obojętnie co inni o niej mysla, dla mnie i tak jest najpiekniejsza, ucieszyla się i mnie pocalowala, dla mnie ocieszac kogos i dostawac taka nagrodę to cos wspaniałego.
                      • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 00:05
                        a gdzie ja napisałam coś o wyglądzie?

                        ten post wygląda jak anons do biura matrymonialnego:)

                        trza Ci tych zmian jak najszybciej, bo widać że ciągnie cię do tego miodu :)
                        • tomjerr Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 00:10
                          Tak już jest jak się jest długo bez kobiety, czasami chciałbym to znowu poczuc, przypomnieć sobie jak to jest, pewnie było by latwiej, ale jak już napisałem z drugiej strony się tego boje.
                          • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 00:11
                            lękiem w życiu nie należy się kierować, nigdy.
                      • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 00:10
                        opis jak ją pocieszasz że nie jest taka brzydka chociaż za chuda jest cudowny:)
                        babcia wiedziala co w trawie piszczy!
                        • tomjerr Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 00:15
                          Bo ją kochałem, nie podobalo mi się ze ktoś ja ocenia po pozorach, już taki jestem ze zawsze stawałem po stronie słabszych, kiedyś mijałem starszego i zmarzniętego bezdomnego który siedział na ulicy, dalem mu moja stara kurtke, powiedział mi ze ja się przeziebie, odpowiedziałem ze to nic, zaraz kupie sobie inna.
                          • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 00:23
                            ale znasz to przysłowie kto ma miękkie serce itd? trochę zdrowego egoizmu wcale nie jest takie złe.
                            w Polsce jest więcej panien niż kawalerów, nie ma co tracić młodości na nadmierne przeżywanie tego co i tak się nie odstanie.

                            dobra, odmeldowuję się, nic więcej w tym temacie nie umiem wykrzesać, dalej już sam musisz.
                            • tomjerr Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 00:28
                              No wiem, i nie chodzilo mi o to żeby pokazac jaki to jestem wspanialy i wogole, mam swoje wady, może jest ich nawet za dużo, ludzie czasami dobroc innych wykorzystują do własnych celów, wiem cos o tym, dzięki za informacje i towarzystwo, tego mi było trzeba, napisz cos jutro jak będziesz chciała :)
                              • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 00:52
                                Myśl o sobie dobrze, nie doszukuj się wad, nie krytykuj się, nie ma to żadnego sensu. Żeby się zmienić trzeba w pewnym sensie zaakceptować siebie jako takiego i trochę polubić. Zastanawiaj się nad sobą ale nie w sensie doszukiwania się zła, krytykowania się, dołowania, szukaj rozwiązania, nowego sposobu na przeżycie kolejnego dnia, wyjdź ze strefy bezpiecznej, zmień utarte schematy, podnieś głowę i pomyśl o sobie coś pozytywnego i do przodu.

                                Miło było pogadać, mam nadzieję że wszystko ułoży się pomyślnie, ale weź sobie do serca że musisz podjąć działanie żeby się coś zmieniło, samo nic się na lepsze raczej nie obraca i nie pij alko, chyba że już jakaś pioruńska okazja się trafi:)
                  • natan.m Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 00:29
                    nie obraż się ale jakbys to dał kobiecie do przeczytania to by z tobą do łóżka już nie poszła
                    • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 00:45
                      no bez przesady, oprócz wyrachowanych zorientowanych na kasę i biceps panienek są jeszcze całe tabuny romantycznych dziewcząt, ktore świetnie nadają się do stworzenia stałego związku, ale chłopcy ich z reguły nie zauważają, a to błąd.
                      Nie warto oglądać się za tymi z 10 na czole, lepiej sobie znależć solidną 6 i oswoiwszy swoje błędy rozwijać wzespoł-wzespół swoje zalety, ale co robić jak mężczyżni tak już mają że bardzo łatwo ich zwieść push-upem, seksownym bucikiem i makijażem? a potem jest płacz że wyrachowana, że zbyt wymagająca, że pusto w głowie, że bez serca. Ktoś kto dużo myśli o sobie nie będzie zbyt wiele myślał o szczęściu innego człowiek, dla mnie to logiczne, ale co mozna poradzić hormony są jakie są, działają jak działają. Rozczarowania są więc nieuniknione. W obydwie strony zresztą ten mechanizm działa tak samo, żeby nie było że dyskryminuję.
                      • natan.m Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 01:18
                        nie, mi nie chodzilo o biceps itp, w końcu z postu nie wynika czy ma kasę i bicepsy, bardziej że te opisy rozdrobnione na zczegóły , rozdapywanie skrawków wszystkich ran i by się chyba bała że jak coś mu się nie spodoba to będzie analizował te szczegóły i zaraz pójdzie po sznur, to jest presja ogromna i wcale nie w związku z wygladem dziwczyny bo by się szara mysz tez mogła przestraszyć
                        • lucyna_n Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 01:26
                          a to to fakt, zgadzam się, dlatego też warto w takiej sytuacji zwrócić się do kogoś kto cierpliwie wysłucha i pomoże ogruzować psychikę z natłoku. Czasem człowiek tak się skupia na drobiazgach że przestaje widzieć całość. Ludzie wogóle mają tendencję przypisywać pojedynczym słowom, czy wydarzeniom zbyt dużą moc sprawczą.
    • zoliborski_goral Re: Od miłości do koszmaru 08.01.15, 12:00
      Stanąłem na zagadce że jej dziadek i babcia świętowali 25 lecie ślubu a twój ojciec 50-kę...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka