tomjerr
07.01.15, 17:27
Ja zrozumiałem ze już od kilku lat mam depresje, a dokładniej od kiedy odkochała się ode mnie dziewczyna, którą ja bardzo kochałem, mieszkaliśmy w tej samej małej miejscowości i nam to odpowiadało, oczywiście czasami się kłóciliśmy, bo zawsze uważałem że za szybko i za łatwo się obraża, chociaż często ja w czymś zawiniłem, ale i tak była dla mnie naprawdę wyjątkowa, z drugiej strony uważała że jestem sympatycznym i dobrym człowiekiem, że bezinteresownie wszystkim pomagam, niestety kiedy ja potrzebuje pomocy, zwykle nikogo nie ma, dosyć dużo przeżyliśmy, byliśmy razem na jej balu maturalnym, później pojechałem do Holandii żeby zarobić na nasze wakacje nad morzem, jechaliśmy pociągiem przez całą Polske, chciałem żeby tam sobie odpoczęła, były jeszcze imprezy rodzinne, raz się nawet zdarzyło, że w ten sam dzień, mój ojciec organizował w restauracji 50 urodziny, a w tym samym miejscu, tylko na innej sali, jej dziadek i babcia świętowali 25 lecie ślubu, więc zabawne było jak tak lataliśmy, z sali na sale, załatwiliśmy też rzutnik i przygotowaliśmy na obu salach zdjęciową prezentacje z życia mojego ojca i jej dziadków, wszystkim się bardzo podobało, czułem się wkońcu naprawdę szczęśliwy, niestety pod koniec roku wszystko zaczęło się psuć, ona się powoli odkochiwała i już nie była taka jak przedtem, a ja nie mogłem tego zrozumieć, święta wielkanocne były już takie jakbyśmy byli sobie obcy, ale ciągle myślałem że jakoś się jeszcze ułoży, w ostatni dzień świąt trochę mnie zaskoczyła, wychodziłem wieczorem z jej mieszkania a ona podeszła, zatrzymała mnie i się przytuliła, później się okazało że to już ostatni raz, następnego dnia wysłała mi smsa że z nami koniec, tak naprawdę mimo tej nadziei którą mi dała w poprzedni wieczór się tego spodziewałem, ale wypytywałem się dlaczego, nie chciała mi napisać, byliśmy ze sobą ponad rok, wiem że miała prawo żeby tak postąpić, że nie mogła się ze mną dłużej męczyć, ale zawsze bylem przy niej jak mnie potrzebowała, jak była w szpitalu to chociaż było tam trochę daleko, jeździłem codziennie autobusem z zakupami, nigdy jej nie uderzyłem, nawet na nią nie krzyczałem, więc uważam że chyba sobie zasłużyłem żeby mi wszystko wyjaśniła, na sylwestra obudziłem się w innym świecie, jeszcze kilka dni temu myślałem że tą noc spędzimy znowu razem, a w rzeczywistości zostałem sam, sylwestra spędzali z nami wujek z ciocią, pocieszali mnie jakoś, ale upiłem się i tak zasnąłem, od tego czasu zaczął się mój koszmar, próbowałem jeszcze walczyć i ją odzyskać, teraz wiem że to było głupie i nic by nie dało, ale zrobiłem dla niej prezent na walentynki, położyłem pod drzwi, zadzwoniłem i uciekłem, wysyłałem jej też smsy żeby się jeszcze zastanowiła, jej ojciec powiedział że mam jej dać spokój bo ona się musi uczyć a on zadzwoni na policje, teraz wiem że nigdy bym już czegoś tak głupiego nie zrobił, ale wtedy nie myślałem racjonalnie, straciłem głowe, załamałem się bo wiedziałem że już bez niej nie dam sobie rady, raz z działki wysłałem pożegnalnego smsa do mamy, chciałem raczej zwrócić na siebie uwagę, ale miałem w altanie przygotowany sznur, ojciec szybko przybiegł, przeskoczył nawet przez płot, bo furtkę zamknąłem, przejął się tym wszystkim i zaskoczyło mnie to że mówi do mnie ludzkim głosem, bo miły dla mnie, chyba oprócz mojego dzieciństwa, raczej nigdy nie był, myślałem wtedy że ktoś mnie zrozumie, ale kilka dni później było znowu tak jakby nigdy nic się nie wydarzyło, podobnie było z moim kolegą, też przyszedł, pogadaliśmy ale nic z tego nie wyniknęło, było mi ciągle zle, zwłaszcza jak czasami mijaliśmy się z moją byłą na chodniku i udawaliśmy że się nigdy nie znaliśmy, jej było łatwiej ale ja ją ciągle kochałem, po niedługim czasie związała się ze studentem który z nią studiował, ja jestem zaledwie po zawodówce, w dodatku on ma samochód, a ja nie mam nawet prawka, w związku z tym uświadomiłem sobie później że tak musiało wkońcu być, że tak musiała wybrać, że znalazła sobie kogoś lepszego, z kim miała wspólne zainteresowania, być może zaczęła myśleć więcej o przyszłości, a nie tylko to co tu i teraz, może uznała że ze mną tej przyszłości nie ma, wiem że jej trochę przeszkadzało moje wykształcenie, bo przez jakiś czas mnie namawiała żebym poszedł gdzieś dalej do szkoły, za bardzo nie chciałem, tłumaczyłem jej że to nie tylko moja wina, że w podstawówce przez astmę cały czas chorowałem, przez to miałem problemy z nauką, że nawet nie miałem dzieciństwa takiego jak większość, pewnie przeszkadzało jej też to że jestem bez stałej pracy, w dodatku chyba nie mam jakieś ciekawej osobowości, nie jestem duszą towarzystwa, nie potrafiłem ją niczym zainteresować, raczej nie mieliśmy jakiś wspólnych tematów do dyskutowania, przesiedziałem później prawie cały czas bez pracy w domu, na utrzymaniu ojca, myślałem i nadal myślę że jestem beznadziejny, że dwie poprzednie dziewczyny z którymi chodziłem znalazły sobie po mnie męża i mają już dzieci, zacząłem więcej pić, nie jest łatwo siedzieć latem na ławce i widzieć od czasu do czasu jak była ukochana chodzi na spacery z innym albo jeździ z nim samochodem, szczególnie jak się nie ma do kogo wtedy odezwać z braku przyjaciół, ale wiadomo ze czas robi swoje, stopniowo humor się jakby poprawiał, zacząłem nawet żartować, dwa razy chociaż z wielkim trudem, pojechałem do pracy do Holandii, więc rodzina myślała ze już wszystko wporządku, ale tak naprawdę oszukiwałem i siebie i wszystkich na około, bo w środku wcale się tak nie czułem, od jakiegoś czasu się pogorszyło, nigdy od tamtej pory święta czy sylwester nie były dla mnie szczęśliwe, ale jakoś ten czas przecierpiałem, a rodzice chyba nie podejrzewali, ze jest cos nie tak, niedawno w dzień wigilii przypadkiem zobaczyłem jak moja była wsiada do samochodu ze swoim narzeczonym, wiedziałem że jadą do niego, ze będą się dobrze bawić również w sylwestra, a ja zostanę jak zwykle sam, wtedy przy stole wigilijnym nie wypowiedziałem ani słowa, była jeszcze moja siostra ze szwagrem i dziećmi, byłem ciągle zamyślony ale nawet nie zachowywałem się tak specjalnie, żeby zwrócić na siebie uwagę, myślałem żeby zapaść się pod ziemie, ale nikt jakby mnie nie zauważał, zachowywali się tak jakby nigdy nic, sylwester spędziłem sam ze łzami w oczach, ojciec do mnie biegał żebym poszedł do nich, ale on nic jakby nie rozumiał, a ja wolałem być sam, chciałem się zabić, myślałem żeby poszukać jakiś tabletek, żeby pomieszać je z alkoholem, chociaż już kilka lat temu o tym myślałem, to pierwszy raz miałem taką odwagę, dopiero po nowym roku mama się mną zainteresowała, porozmawialiśmy a ja do wszystkiego się przyznałem, była chyba w szoku jak jej powiedziałem co chciałem zrobić, wysłała też do mnie ojca, uznaliśmy że lepiej będzie jak pójdę do psychologa albo psychiatry, teraz chcę dać sobie ostatnią szansę, przez ostanie kilka lat nie chciałem poznać żadnej nowej, teraz sam nie wiem, może gdybym poznał wkońcu taką która by mnie naprawdę kochała, takiego jakim jestem, może byłoby lepiej, możliwe że gdyby chciała, to znalazłbym siłe żeby iść gdzieś do szkoły, ale z drugiej strony boje się zaczynać wszystko znowu od nowa, bo wiem że nic już nie będzie takie jak dawniej, że któregoś dnia dziewczyna powie mi że mnie kocha, a ja sobie pomyśle tak ale tylko do czasu, przecież taki związek bez zaufania jest bez sensu, albo że zwowu ktoś nam zrobi wspólne zdjęcie, a pózniej znowu pozostanie mi tylko to zdjęcie, jako pamiątka po dawnej miłości, nie wiem co mam robić, nikomu nie życzę takiego koszmaru który ja przechodzę, pewnie to wszystko przez to że jestem strasznie uczuciowy, kiedy widzę ludzi którzy się uśmiechają czy śmieją, a ja nie rozumie z czego się można cieszyć, przecież świat jest czarno biały, jak ma się w nocy koszmary, nie umie się wyspać, a rano wstaje nie wiem nawet po co, już naprawdę bym wolał fizyczne tortury, daje sobie czas do końca roku, jak nic się nie zmieni to mogę obiecać że skończę to raz na zawsze, bo tak się dłużej nie da żyć.