Dodaj do ulubionych

Już raz próbowałam...

17.09.04, 21:26
Dokładnie tak. Już raz próbowałam to zrobić, popełnić samobójstwo. Niestety
pociąg się zatrzymał. Zbyt wolno jechał. Byłam ze dwa metry od śmierci.
Wylądowałam na komisariacie i tak się skończyła moja próba. Tak mało
brakowało i była bym w końcu wolna. To było trzy lata temu. Miałam spokój aż
do tej pory. Teraz znowu te myśli wróciły. Boję się ich. Tak bardzo się ich
boję. Nie wiem czy to depresja. Może tak, może nie. Przez trzy lata nie
myślałam o tym, żeby się zabić. A teraz znowu zaczynam. Wydaje mi się, że
nikt mnie nie rozumie, że z nikim nie mogę szczerze porozmiawiać.
Przepraszam, jeśli Was zanudziłam tymi bredniami, ale miałam nieodpartą
potrzebę napisania tego. Jeśli nie mogę o tym mówić, to chociaż pisze mi się
łatwiej. Jestem pierwszy raz na tym forum.
Obserwuj wątek
    • subrealism Re: Już raz próbowałam... 17.09.04, 21:42
      A próbowalaś "pięciopunktowej techniki eksplodującego serca"? Ja też chcialem
      się zabić, ale uznalem, że inni zrobią to za mnie prędzej czy później. I wiesz
      co? fajnie tak, żyć nie mając nic do stracenia.
    • madzik_1983 Re: Już raz próbowałam... 17.09.04, 21:59
      Nie wiem, czym jest "pięciopunktowa technika eksplodującego serca". Nie umiem,
      żyć pełnią życia. Nie umiem chyba w ogóle żyć. Nie nadaję się do tych czasów.
      Tak bardzo żałuję, że ten pociąg wtedy się zatrzymał. Nie zapomnę jak widziałam
      jego zbliżające się ślepia do mnie. Nie bałam się ani trochę. Może to wpływ
      niewielkiej ilości alkoholu. Ale nawet teraz jak sobie przypominam, to wiem, że
      się nie bałam, ani chwili.
    • sabeena Re: Już raz próbowałam... 17.09.04, 22:09
      > Dokładnie tak. Już raz próbowałam to zrobić, popełnić samobójstwo. (...)
      Teraz znowu te myśli wróciły. Boję się ich. Tak bardzo się ich
      > boję. Nie wiem czy to depresja. Może tak, może nie.

      Jesli myslisz o tym, zeby sie zabic, to jest wiecej niz prawdopodobne, ze masz
      depresje.

      A teraz znowu zaczynam. Wydaje mi się, że
      > nikt mnie nie rozumie, że z nikim nie mogę szczerze porozmiawiać.

      Owszem, i to nie tylko na tym forum. Z takimi objawami powinnas jak najszybciej
      zglosic sie do specjalisty, i to raczej do psychiatry niz do psychologa,
      poniewaz ten ostatni i tak tam Cie skieruje. Psychiatra bedzie wiedzial, o czym
      mowisz, psychiatrzy wlasnie takimi objawami sie zajmuja. Madzia, na tym forum
      jest przynajmniej pare osob, ktore dokladnie wiedza, o czym piszesz i
      rozumieja, co czujesz. W tym ja. A to dlatego, ze przechodzilam depresje i tez
      chcialam umrzec. Jesli jest tak, ze jeszcze boisz sie tych mysli, a nie
      sprawiaja Ci one radosci (zupelnie szczegolnej w swym rodzaju), to jeszcze nie
      jest najgorzej. Koniecznie powinnas udac sie do lekarza, ktory przepisze Ci
      odpowiednie leki. Im pozniej tam trafisz, tym ciezej bedzie sie wygrzebac. Ja
      wlasnie koncze leczenie, i wiem juz, ze bylo o co walczyc. Zycie momentami bywa
      tak piekne, ze ciezko mi jest wyobrazic sobie, ze chcialam je skonczyc. Nie
      zawsze jest pieknie i lekko, ale nawet wtedy, kiedy jest ciezko i zle, i tak
      smakuje kazda chwile, bo wiem jak niedaleko bylo od tego, zebym juz nie miala
      okazji jej przezyc. A samemu wygrzebac sie z takiego dola jest cholernie
      trudno, wiec tym mocniej namawiam na wizyte u lekarza, i to naprawde czym
      predzej.
      Pozdrawiam
      S.
    • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 17.09.04, 22:20
      madzia_1983 napisała:

      > Już raz próbowałam to zrobić, popełnić samobójstwo. Niestety
      > pociąg się zatrzymał. Tak mało
      > brakowało i była bym w końcu wolna.

      Wszystko przed Tobą.

      > Przez trzy lata nie
      > myślałam o tym, żeby się zabić. A teraz znowu zaczynam. Wydaje mi się, że
      > nikt mnie nie rozumie, że z nikim nie mogę szczerze porozmiawiać.

      Na tym Forumie żadna nowość ani rewelacja. Wypisuj, dziewczyno, nawet całe
      elaboraty, do upojenia. Nigdy Cię tzw. myśli samobójcze nie śmieszyły? Ja
      potrafię się do łez uchachać. Myślisz, że mogę wtajemniczyć psychię? Wiem,
      czym by to się skończyło.

      > Jestem pierwszy raz na tym forum.

      Nie szkodzi.
      Aneta

      • future.schock Re: Już raz próbowałam... 17.09.04, 22:53
        aneta10ta napisała:


        > > Jestem pierwszy raz na tym forum.
        >
        > Nie szkodzi.
        > Aneta
        A Ty miła moja adwersarz z innego topiku, jak długo jesteś na forum?
        adam
        • insignificant Re: Już raz próbowałam... 17.09.04, 23:08
          madzia ja tez nie raz mialem takie mysli ale te mysli wynikaja z tego ,ze jest
          Ci w jakis sposob zle albo cos to powoduje ze tak myslisz.. zycie ma pełno
          plusow spojrz na innych zdrowych ludzi jak potrafia czerpac szczescie z
          zycia ..nigdy nie jestes sama pamietaj..jesli chcesz pogadac to zawsze mozesz
          np do mnie napisac albo na forum..nie poddawaj sie musi byc jakies wyjscie z
          tej sytuacji..
          pozdrawiam
          • Gość: Temistokles Re: Już raz próbowałam... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 00:25
            insignificant napisał:


            > zycie ma pełno
            > plusow spojrz na innych zdrowych ludzi jak potrafia czerpac szczescie z
            > zycia ..


            Ale ty gościu chcesz ją dobić czy co?
          • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 08:31
            insignificant napisał:

            > spojrz na innych zdrowych ludzi jak potrafia czerpac szczescie z
            > zycia

            Wtedy ją do reszty szlag trafi.
            Aneta
        • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 08:29
          future.schock napisała:

          > A Ty miła moja adwersarz z innego topiku, jak długo jesteś na forum?
          > adam

          Nie mam głowy do liczb. Sama chciałabym wiedzieć. Chyba coś około roku.
          Aneta

          >
    • Gość: iza Re: Już raz próbowałam... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 00:01
      Madziu, to nie sa brednie. Przydarzyl Ci sie kolejny ostry kryzys emocjonalny i
      w zadnym wypadku nie mozesz go lekcewazyc. Jesli masz za soba nieudana(na
      szczescie!) probe samobojcza powinnas koniecznie pojsc do lekarza
      psychiatry.Powiedz mu dokladnie to co czujesz i nie obawiaj sie jego
      reakcji.Psychiatrzy sluchaja na codzien takich relacji, w tych gabinetach to
      normalka.
      Ja mam za soba ( i przed soba chyba niestety tez) ciezkie depresje z myslami
      samobojczymi. Zawsze jednak po wyjsciu z depresji te mysli wydaja mi sie
      kompletnie chore,bo takie wlasnie one sa. Dlatego musisz zadbac o swoj stan
      psychiczny zebys znow nie popelnila jakiegos szalenstwa. Jesli pojscie do
      psychiatry wydaje Ci sie zbyt drastyczne to idz chociaz do psychologa!
      Serdecznie pozdrawiam i poprawy nastroju zycze
      • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 08:36
        Gość portalu: iza napisał(a):

        > powinnas koniecznie pojsc do lekarza
        > psychiatry.Powiedz mu dokladnie to co czujesz i nie obawiaj sie jego
        > reakcji.Psychiatrzy sluchaja na codzien takich relacji, w tych gabinetach to
        > normalka.
        Do tego stopnia, że prawie kimają z wlepionym w petenta wzrokiem. Rutyna,
        recepta. Następny, proszę!

        > Dlatego musisz zadbac o swoj stan
        > psychiczny zebys znow nie popelnila jakiegos szalenstwa.
        Bez przesady. Czym byłoby życie bez odrobiny szaleństwa?

        Aneta

    • hyubi Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 02:42
      Witaj Madziu 1983!
      Śmierć na zamówienie nie jest prostą rzeczą. Mogą się nią bawić tylko egoiści
      bez sumienia i skrupułów. Ja dostrzegłem to dopiero wtedy, jak zobaczłem łzy
      swojej matki jak odzyskałem cudem przytomność na OIOM-ie po kolejnej próbie
      samobójczej (ponoć zabrakło mi ok. wtedy pół minuty). Wtedy jeszcze aż tak
      bardzo do mnie nie dotarło, że zabijając siebie - nikomu niepotrzebnego
      szczura, ranię ludzi, którzy do końca życia o mnie nie zapomną. W pełni
      dostrzegłem to dopiero wtedy, gdy zobaczyłem rodziców dziewczyny, której druga
      próba się udała. Później jeszcze znalazłem stronę www.jaoscar.prv.pl i
      postanowiłem się męczyć choćby po to, żeby pomagać walczyć takim jak on i Ty.
      Takie stany są przejściowe a jeśli jeszcze się trafi na dobrego lekarza, to już
      jest zupełnie super. Ponoć czym wcześniej tym lepiej.
      Poza tym zawsze jeśli będziesz mieć problem możesz na nas forumowiczów liczyć.
      Po to tu jesteśmy, żeby sie wspierać. Inaczej już wielu z nas byłoby po tamtej
      stronie a wiele rodzin w żałobie. Jeśli Ci będzie bardzo ciężko, zawsze możesz
      napisać mi na priv.
      • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 08:41
        hyubi napisał:

        > że zabijając siebie - nikomu niepotrzebnego
        > szczura, ranię ludzi, którzy do końca życia o mnie nie zapomną.
        Sprzeczność.

        > postanowiłem się męczyć choćby po to, żeby pomagać walczyć takim jak on i Ty.
        > Takie stany są przejściowe a jeśli jeszcze się trafi na dobrego lekarza, to
        już
        >
        > jest zupełnie super.
        No to znajdź tego dobrego lekarza. Jak uż sprawę załatwisz, upowszechnij dane.

        Aneta










    • mskaiq Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 04:18
      Samobojstwo nie jest ucieczka, zabijesz Swoje cialo, ale nie zabijesz Siebie.
      Boje sie ze twoje cierpienie moze sie rozpoczac sie dopiero wtedy kiedy to
      zrobisz. Od zycia nie mozna tak uciec w taki sposob jak Ty chcesz to zrobic.
      Musisz pokonac slabosci, wtedy bedziesz wolna.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 08:42
        O kuźwa... Tegom się nie spodziewała.
        Aneta
    • insignificant Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 08:49
      nie dobic tylko wytlumaczyc ,ze sa jakies plusy zycia..inaczej nie byloby sensu
      egzystowac na tym padole
    • madzia_1983 Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 10:52
      Nikt z mojej rodziny nie wie, że kiedyś próbowałam to zrobić, a przyjaciele,
      którzy wtedy przy tym byli i widzieli jak mało brakowało, nawet nie poruszają
      tematu. Do dziś jest to temat tabu. Nikt tak naprawdę nawet nie zapytał się
      dlaczego? Mój chłopak nie zauważa, że coś się dzieje ze mną. Nikt nic nie
      widzi. Robię dobrą minę do złej gry i jak widać nie najgorzej mi to wychodzi.
      Do lekarza nie chcę iść. Boję się.
      • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 11:11
        madzia_1983 napisała:

        > przyjaciele,
        > którzy wtedy przy tym byli i widzieli jak mało brakowało, nawet nie poruszają
        > tematu. Do dziś jest to temat tabu. Nikt tak naprawdę nawet nie zapytał się
        > dlaczego? Mój chłopak nie zauważa, że coś się dzieje ze mną.
        Na początek przegoń przyjaciół i chłopaka. Do czego Ci potrzebni statyści? Sama
        też się uwolnisz od błaznowania.

        > Do lekarza nie chcę iść. Boję się.
        Nie ma czego. Czasami nawet bywa zabawnie. Pisałam jak to mniej więcej wygląda.
        Pozdrawiam
        Aneta
    • madzia_1983 Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 13:54
      Czy Wy też czujecie się bezsilni? Bo ja strasznie. Tyle chciała bym zrobić, a
      nie mam nawet siły za nic się zabrać. Najchętniej siedziałabym w domu, z
      drugiej strony jak tak bezczynnie siedzię, to wtedy przychodzą te myśli.
      Powiedzcie, od czego uważacie u Was pojawiła się depresja, czy inny podobny
      stan? Bo u mnie tej choroby nikt przecież nie stwierdził. Jedynie sama do tego
      dochodzę po swoim zachowaniu i po tym jak się czuję, że to może być właśnie to.
    • mskaiq Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 15:56
      Depresja zaczyna sie wlasnie od bezczynnosci. Przychodza mysli, tak jak u
      Ciebie, sa negatywne. Na poczatku bezwiednie je akceptujesz i w taki sposob
      staja sie czescia Twojego sposobu myslenia.
      Pojawia sie uczucie braku sily, tak nie jest Ty masz sile, to tylko wrazenie
      jej braku. Zwykle poddajemy sie temu wrazeniu i zaczynamy ograniczac nasza
      aktywnosc. To powoduje ze coraz wiecej negatywnych mysli pojawia sie w nas.
      Ruch, aktywnosc jest niezbedna, wtedy unikasz negatywnego myslenia.
      Staraj sie szukac w Swoim zyciu radosci, idz do kina, teatru, sluchaj ulubionej
      muzyki, spotykaj sie z kolezankami. Im wiecej bedzisz miala zajec tym lepiej
      dla Ciebie. Rowniez warto abys codziennie cwiczyla, moze byc to bieg, rower,
      dlugi spacer. Wiem ze mozesz nie miec na to ochoty, ale ta niechec mozna
      przelamac i kiedy Ci sie to uda zrobic to odnajdziesz wiecej i wiecej
      satysfakcji, zaczniesz lubic zycie.
      Serdeczne pozdrowienia.


      • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 16:47
        Twoje wypowiedzi są baaardzo kontrowersyjne.
        Aneta
        • Gość: iza Re: Już raz próbowałam... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 20:30
          Madziu, na razie nikt nie mogl stwierdzic u Ciebie "tej choroby", bo przeciez
          nie konsultowalas swoich problemow u zadnego specjalisty.Teraz chcesz porownac
          wlasne symptomy, z tymi ktore odczuwaja inni forumowicze. To Ci na pewno nie
          zastapi wizyty u psychologa lub psychiatry. Moglabys napisac dlaczego wlasciwie
          sie takiej wizyty boisz? Spora czesc bywalcow tego forum ma to juz dawno za
          soba. Dobre rady, abys sluchala muzyki,spotykala sie z kolezankami albo
          jezdzila na rowerze wcale nie musza byc dla Ciebie wykonalne.Ja np.w depresji
          niechetnie slucham muzyki, unikam spotkan z ludzmi, a moj ulubiony rower omijam
          szerokim lukiem. Poza tym jestes osoba szalenie zamknieta, z tego co nam
          piszesz o swoich problemach nie rozmawiasz doslownie z nikim. Moze przydalaby
          Ci sie psychoterapia? Zycze Ci jak najlepiej, ale watpie abys poradzila sobie
          bez pomocy specjalisty.A im wczesniej sie na taka pomoc zdecydujesz,tym krocej
          bedziesz sie meczyc.
          PS. a jesli potrafisz zastosowac sie do takich zyczliwych porad jak np. mskaiq
          czyli po prostu wziac sie w slynna garsc, to znaczy ze nie jest z Toba jeszcze
          tak zle.
          • madzia_1983 Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 22:38
            Dlaczego boję się wizyty u lekarza? Tak naprawdę to chyba sama nie wiem. Wydaje
            mi sie, że boję się usłyszeć, że jest to faktycznie depresja. Boję się jakiegoś
            leczenia. Boję się w zasadzie prawie wszystkiego. Samo życie już mnie przeraża,
            przyszłość jaka mnie czeka i wszystko co jest z nią związane. Przyszłości boję
            się tak samo jak przeszłości. Nie ma jednej osoby, która znała by mnie tak
            naprawdę. Żyję w ciągłych kłamstwach o sobie. Nikt nie zna całej prawdy o moim
            życiu. I to mnie chyba też dobija. Że muszę ciągle uważać, na to co mówią o
            swojej przeszłości. Dlatego wolę z nikim o niej nie rozmawiać. A dobre rady
            typu weź się w garść, to już próbowałam. Na początku udawało mi się zastosować
            do tego przez dzień, może dwa. Ale na tym się kończyło. Dół znowu wracał z
            podwójną siłą.
            • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 19.09.04, 08:55
              madzia_1983 napisała:

              > Nie ma jednej osoby, która znała by mnie tak
              > naprawdę. Żyję w ciągłych kłamstwach o sobie.

              Wszyscy tak mają, włącznie z najbardziej zainteresowanymi. To, co nazywasz
              _kłamstwami_ jest zwykłą niewiedzą. W istotny sposób pomógłby Ci psycho.
              Pozdrawiam
              Aneta

            • Gość: iza Re: Już raz próbowałam... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.09.04, 15:29
              Madziu, czy kryzys,ktory niewatpliwie przezywasz zdiagnozowany zostanie jako
              depresja czy nie, to jest w gruncie rzeczy sprawa drugorzedna. Chodzi o to, ze
              bardzo cierpisz, nie radzisz sobie ze swoim stanem i potrzebna jest Ci
              pomoc.Daj wiec sobie pomoc jak najszybciej! Wiem z wlasnego doswiadczenia, ze
              pierwsza wizyta u psychologa czy psychiatry to trudna decyzja, ale coz, nikt
              nigdy nam nie obiecywal,ze w zyciu bedzie zawsze latwo.
              pozdrawiam cieplo
              • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 19.09.04, 16:07
                > Wiem z wlasnego doswiadczenia, ze
                > pierwsza wizyta u psychologa czy psychiatry to trudna decyzja, ale coz, nikt
                > nigdy nam nie obiecywal,ze w zyciu bedzie zawsze latwo.

                Zacznij od psycho. Nie są tak odrażający. Psia ich mać!
                Aneta
                • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 19.09.04, 16:08
                  Madziu!
    • wodnik07 Re: Już raz próbowałam... 18.09.04, 20:39
      Madziu!
      Przeczytaj (kilka razy) "Potęga podświadomości"- Joseph Murphy. Zobaczysz
      inny świat. Powodzenia.
      Pozdrawiam.
    • zoltanek Re: Już raz próbowałam... 19.09.04, 15:35
      kurcze mala, no co ty w ogóle pociąg????????????? bezndzieja, są lepsze sposoby i do tego sadiasena zatrzyamł, bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeh
    • madzia_1983 Re: Już raz próbowałam... 19.09.04, 20:43
      Ja parę razy byłam już u psychologa, właśnie około trzech lat temu. Nie
      wspominam tego dobrze. Z tą kobietą nie mogłam się zupełnie dogadać.
      Zrezygnowałam z chodzenia do niej po chyba trzech wizytach. Boję się iść do
      psychiatry, bo nie chcę, żeby ze mnie zrobili wariata. Jeszcze panuje nad tym
      co robię. Jest mi po prostu źle na tym świecie i chciałam sobie chociaż popisać
      o tym, jeśli nie mogę z nikim porozmawiać. Wkurzają mnie ludzie, ich brak
      zrozumienia do mnie i do wszystkiego w koło. Może łatwiej było by mi znaleźć co
      mnie nie wkurza i z czym jest mi przyjemnie. Chciała bym zasnąć i już się nigdy
      więcej nie obudzić. Często o tym marzę. Marzę o spokoju, o tym, że już niczym
      nie muszę się przejmować. Marzę o śmierci.
      • aneta10ta Re: Już raz próbowałam... 19.09.04, 23:11
        madzia_1983 napisała:

        > Ja parę razy byłam już u psychologa, właśnie około trzech lat temu. Nie
        > wspominam tego dobrze. Z tą kobietą nie mogłam się zupełnie dogadać.
        Próbuj z innymi psycho. Z którymś wypali.

        > Boję się iść do
        > psychiatry, bo nie chcę, żeby ze mnie zrobili wariata.
        Masz taką samą szansę przerobić psychię na wzmiankowanego.

        > Jeszcze panuje nad tym
        > co robię.
        Jesteś tego całkowicie pewna? Nie wiesz, jak taki psychia jest w stanie
        wyprowadzić z równowagi. Warto się umówić, choćby tytułem experymentu.

        > Chciała bym zasnąć i już się nigdy
        > więcej nie obudzić. Często o tym marzę. Marzę o spokoju, o tym, że już niczym
        > nie muszę się przejmować. Marzę o śmierci.
        Na spełnienie tego marzenia masz wszelkie gwarancje. Trochę cierpliwości.
        Aneta
      • eulogete Re: Już raz próbowałam... 20.09.04, 09:17
        madzia_1983 napisała:

        > Ja parę razy byłam już u psychologa, właśnie około trzech lat temu. Nie
        > wspominam tego dobrze. Z tą kobietą nie mogłam się zupełnie dogadać.
        > Zrezygnowałam z chodzenia do niej po chyba trzech wizytach.

        Znaczy się żle trafiłaś za pierwszym razem. Jeśli przejrzysz inne wątki,
        znajdziesz mnóstwo zarzutów do lekarzy... warto spróbować gdzie indziej.

        > Boję się iść do
        > psychiatry, bo nie chcę, żeby ze mnie zrobili wariata.

        słońce ty moje, psychiatra nie robi z ludzi wariatów.
        Psychiatra leczy.
        Prawdopodobnie słysząc o natrętnych myślach samobójczych przepisze ci któryś
        lek antydepresyjny - może się zdarzyć że pierwszy nie zadziała albo na początku
        będzie miał nieciekawe skutki uboczne, generalnie pozytywnych efektów można się
        spodziewać po kilku tygodniach. Ale trafiony lek pozwoli ci żyć wreszcie jak
        człowiek.
        Spojrzeć w lustro i uśmiechnąć się.
        Roześmiać się słysząc żart.
        Zauważyć piękny zchód słońca.
        Zauważyć że życie może być przyjemne.

        > Jeszcze panuje nad tym
        > co robię. Jest mi po prostu źle na tym świecie i chciałam sobie chociaż
        popisać
        >
        > o tym, jeśli nie mogę z nikim porozmawiać. Wkurzają mnie ludzie, ich brak
        > zrozumienia do mnie i do wszystkiego w koło. Może łatwiej było by mi znaleźć
        > co
        > mnie nie wkurza i z czym jest mi przyjemnie. Chciała bym zasnąć i już się
        nigdy
        >
        > więcej nie obudzić. Często o tym marzę. Marzę o spokoju, o tym, że już niczym
        > nie muszę się przejmować. Marzę o śmierci.

        Oraz szukasz pomocy. I bardzo dobrze. Nie da się żyć z przymusu. Skoro sama nie
        dajesz rady znaleźć argumentów za tym żeby próbować żyć, warto znów wybrać się
        do lekarza - tym razem do psychiatry, który może dać leki działajace szybciej
        niż psychoterapia.

        trzymam kciuki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka