tak naprawdę

11.12.04, 16:13
to powodem depresji jest brak miłości. ludzie z zaburzeniami psychicznymi
cierpią na jej brak. chyba zdarzają się sporadyczne przypadki ludzi z
chorobami psychicznymi, którzy zostali wychowani w domu pełnym miłości, ale
reszta pochodzi z jakiś patologii i niekoniecznie musi być to matka
alkoholiczka albo ojciec sadysta. patologia to też "normalny" dom, w którym
nie okazuje się uczuć, stawia się ciągle wysokie wymagania, których
spełnienie i tak jest gó.. warte, to taki dom, w którym rodzice na siłę
programują swoje dzieci żeby spełniły ich marzenia, których sami nie zdołali
spełnić i zrzucają ciężar tej odpowiedzialności na dzieci. potem wyrasta z
takiego dziecka człowiek z poje..ą, chaotyczną osobowością. pewne rany są
zbyt głębokie, wtedy nasza duszą pęka i człowiek już jest martwy za życia,
widzi rzeczy, których nie ma( albo, których nie widzą normalni ludzie),
ciągle ktoś go prześladuje(pewnie mamusia albo tatuś). także - łykajmy leki,
faszerujmy się xenaxem, asentrą oraz innym gównem i przygaszajmy swoje
uczucia jeszcze bardziej jak narkomani, którzy różnią się jedynie tym, że
zażywają "nielegalne" substancje i zostańmy chodzącymi maszynami, które nigdy
nie zaznają szczęścia. łykamy pigułę szczęścia i myślimy, że będzie po
sprawie. otóż taka pigułka nie istnieje niestety.
wiem, że to co napisałem może być totalną bzdurą, totalną nieprawdą, ale to
jest moje zdanie na dzień dzisiejszy.
pozdro.
    • ilquad Re: tak naprawdę 11.12.04, 17:06
      zaiste
      • rzeznia_nr_5 Re: tak naprawdę 11.12.04, 17:17
        Wszystkiemu winne mamusia z tatusią.Lepiej nie miejcie własnych dzieci.
        • nevada_blue Re: tak naprawdę 11.12.04, 17:48
          między innymi dlatego nie zamierzam
    • czegotam1 Nie dramatyzuj. Życie jest bardziej złozone. 11.12.04, 17:18
      Chyba najrozsądniejszym wyjaśnieniem jest wrodzona predyspozycja do pewnych zaburzeń + niekorzystna sytuacja i trudno powiedzieć czy ciężka i długotrwała czy tez powierzchowna. Mam najlepszy przykład na swoim synu: byliśmy u kogoś razem z nim i rozmawialismy o ostatnich gwałtownych burzach z piorunami, mój syn, wtedy ok. 3-4 lat bawił się sam z boku, nawet nie przypuszczałem, żeby zwracał uwagę na naszą rozmowę. Gospodarz powiedział, ze strasznie boi się burz i piorunów. Przy najbliższej okazji syn na burzę reagował pełną, definicyjną fobią. Krzyczał, płakał, chciał uciekać. Trwało to kilka lat! Takie banalne zdarzenie wywołało zupełnie nieproporcjonalny skutek.
      • rzeznia_nr_5 Re: Nie dramatyzuj. Życie jest bardziej złozone. 11.12.04, 17:29
        czegotam1 napisał:

        > Chyba najrozsądniejszym wyjaśnieniem jest wrodzona predyspozycja do pewnych
        > zaburzeń + niekorzystna sytuacja i trudno powiedzieć czy ciężka i długotrwała
        > czy tez powierzchowna.Mam najlepszy przykład na swoim synu:byliśmy u kogoś
        > razem z nim i rozmawialismy o ostatnich gwałtownych burzach z piorunami,mój
        > syn,wtedy ok. 3-4 lat bawił się sam z boku, nawet nie przypuszczałem,żeby
        > zwracał uwagę na naszą rozmowę. Gospodarz powiedział, ze strasznie boi się
        > burz i piorunów. Przy najbliższej okazji syn na burzę reagował pełną,
        > definicyjną fobią. Krzyczał, płakał, chciał uciekać. Trwało to kilka lat!
        > Takie banalne zdarzenie wywoł ało zupełnie nieproporcjonalny skutek.


        Qrwa ale wrażliwy dzieciak.
    • dr_zombie Re: tak naprawdę 11.12.04, 17:27
      wcale nie twierdze, że wszystkiemu są winni mamusia i tatuś, ale myślę, że to
      jes jedna z najbardziej istotnych rzeczy i to wcale nie oznacza żeby nie mieć
      dzieci i wtedy uniknie się problemu, tylko mieć dzieci i nie robić im krzywdy
      chyba to jest lepsze rozwiązanie ;)

      a propo lęku przed burzą... napisałeś że życie jest bardziej złożone, więc
      pewnie zdajesz sobie sprawę, że ta rozmowa mogła nie mieć nic wspólnego z fobią.
      • uri_ja Dear Doktor. 11.12.04, 18:46
        masz rację i nie masz racji (jak w dowcipie).Są choroby z braku miłości i sa
        choroby ze wspomnienia miłości, którą otrzymało się od rodziców, a której już
        nie ma...to też uproszczenie...oczywiście.
        tak na prawdę, to nie masz racji, wielu chorych ma wspaniałe rodziny i tak
        naprawdę nie można się doszukać przyczyny w jej(rodziny) dysfunkcji.
      • czegotam1 Przypuszczać mozna wiele, ale dla mnie związek 11.12.04, 19:29
        był oczywisty. Dzieciak do tego czasu w ogóle nie zwracał uwagi na burze, te o których była mowa także. Dziwiłem się, skąd nagle taka specyficzna obawa. Nie wiem, czy nie miało to chrakteru impritingu. Faktem jest, że mu po kilku latach minęło.
        • skorpionka76 Re: 11.12.04, 22:13
          dr_zombi zgadzam się z Tobą
    • mskaiq Re: tak naprawdę 13.12.04, 03:57
      Mysle ze kiedy jest w nas milosc to nie ma depresji. Kazdy ta milosc ma ale
      zamiast z niej korzystac wybieramy strach.
      To strach mowi zeby nie miec dzieci, czy boimy sie kochac? My czesto wierzymy
      ze milosc nas zrani. To nie milosc to strach rani. Znam wiele przypadkow (sam
      takim bylem) kiedy szukalem partnera bez milosci. Balem sie ze moge byc
      zraniony przez ta inna osobe.
      Milosc nigdy nie rani, to jej brak rani, uciekanie od niej. Wielu rodzicow nie
      umie albo boi sie kochac wlasne dzieci.
      Nie mozna sie bac kochac, jesli to przelamniemy w sobie depresja odchodzi bo
      dominuje milosc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • 100krotki Re: tak naprawdę 13.12.04, 09:50
        mskaiq napisał:

        > Nie mozna sie bac kochac, jesli to przelamniemy w sobie depresja odchodzi bo
        > dominuje milosc.
        > Serdeczne pozdrowienia.

        przed kilku laty na ulicy pełnej ludzi mijający mnie kilkunastoletni chłopczyk
        nagle podbiegł do mnie, objął mnie mocno i powiedział, że mnie kocha. nie
        zdążyłam jeszcze ochłonąć z wrażenia, kiedy podeszła do nas jego matka, a może
        opiekunka, i wyjaśnila, że ten chłopczyk już tak ma.
        potem się dowiedziałam, że dzieci z zespołem Downa też "tak mają".
        W świecie ludzi dorosłych i normalnych tego typu zachowania jak opisałam
        powyżej traktowane są jako zachowania nienormalne.
        Ja sama kiedyś uwierzyłam w to co pisze Mskaiq, że wystarczy ludzi kochać i im
        to okazywać i dalej to już jest O.K.
        Przestałam się bać kochać.
        Przestałam się bać tę miłość okazywać.
        Może ona była taka naiwna i taka dziecięca jak u tego chłopaka, który podbiegł
        do mnie na ulicy.
        Ale po latach, które minęły wiem jedno.
        Nie trzeba bać się miłości.
        Sama miłość nie rani.
        Ale ludzie ranią.
        Jest cała grupa ludzi, która tylko czeka na to, aby człowiek wrażliwy się
        otworzył, i czeka tylko na chwilę, aby potem jeszcze mocniej uderzyć w te
        najbardziej wrażliwe miejsca.
        I potem trzeba goić rany znowu.
        Mskaig
        nie wystarczy napisać kochaj-a depresja zniknie
        może depresjaz czasem zniknie
        może miłość pozostanie
        ale rany będą coraz głębsze i trudniejsze do uleczenia
        dużą miłość może uleczyć jedynie jeszcze większa miłość
        i taka jest prawda
    • 7em Re: tak naprawdę 13.12.04, 11:38
      > to powodem depresji jest brak miłości

      od zawsze. tzn odkad tu jestem na tym F chcialem to napisac. jakos ladnie. tak
      by przebilo sie przez betonowe czaszki tumanów wymieniajacych sie skutkami
      ubocznym kilkudziesieciu "głupich jasiów" przepisywanych przez akwizytorów
      koncernów farmaceutycznych dalej zwanych psychologami i psychiatrami...

      5040
    • zoltanek Re: tak naprawdę 13.12.04, 12:44
      Zostałem wychowany z domu pełnym miłości, rodzice nie mają nałogów, zawsze
      żyłem w dostatku, nie stawiano mi wysokich wymagań i mam wolną ręke w wyborze
      drogi życiowej. Rodzice nie chcą spełnić swoich niespełnionych ambicji przy
      pomocy mej osoby. Nie jestem niczyim przedłużeniem. Mimo tych wszystkich
      zaprzeczeń twojej tezy z pewnością jestem poje..y i nie potrafie osiągnąć
      spokoju psychicznego. Dlaczego? Czyżbym był wyjątkiem od reguły? Na pewno
      środowisko w dużej mierze przyczynia się do rozwoju chorób psychicznych, a
      idealne otoczenia może nie dopuścić do rozwoju zarodków anomali psychicznych.
      Środowisko to jednak nie tylko rodzina, ale także rówieśnicy,
      nauczyciele....wszyscy.
      • dr_zombie Re: tak naprawdę 13.12.04, 13:48
        napewno są osoby, które miały wszystko czego trzeba żeby być szczęśliwym
        (teoretycznie) , a mają ze sobą problemy, bo ich mózg nie działa tak jak
        trzeba, ale myślę, że takich przypadków jest o wiele mniej. a jeśli chodzi o
        wpływ społeczeństwa na rozwój zaburzeń psychicznych - oczywiście ma znaczenie,
        ale uważam, że jeśli zostało się wychowanym w atmosferze miłości i akceptacji
        to nawet społeczeństwo nie jest w stanie zrobić krzywdy, bo wtedy człowiek zna
        swoją wartość i nie musi szukać jej potwierdzenia w słowach innych ludzi. a jak
        nie szanuje się siebie, to wystarczy niewielkie zdarzenie, jakaś głupia uwaga
        żeby się załamać.
        • zoltanek Re: tak naprawdę 13.12.04, 14:49
          Tak sobie myśle, że może jednak masz racje. Nie wiem, co było w mojej rodzinie
          nie tak. Wszystko wyglądało i wygląda OK, ale może jest jakiś ukryty problem,
          którego nie potrafie dostrzec. Moja siostra również miała wszystkiegopod
          dostatkiem(miłości i rzezy materialnych), jest inteligentna i bardzo
          atrakcyjna, a mimo wszystko też ma problemy psychiczne. Może jednak było w
          naszej rodzinie coś nie tak.

          > nie szanuje się siebie, to wystarczy niewielkie zdarzenie, jakaś głupia uwaga
          > żeby się załamać

          Na dodatek może to być zdarzenie, którego nawet nie pamiętamy.

          Coraz bardziej skłaniam się ku prawdziwości Twojej tezy. Masz jakiej artykuły
          na ten temat?
          • dr_zombie Re: tak naprawdę 13.12.04, 15:20
            ja nie chcę ci wmawiać, że z twoją rodziną jest coś nie tak, ale wato się nad
            tym zastanowić. skoro siostra też ma problemy psychiczne, to albo to sprawa
            genetyczna, albo rzeczywiście jest coś nie tak. już drugi raz wymieniasz dobra
            materialne obok miłości. moim zdaniem im więcej dóbr materialnych tym mniej
            miłości. mój stary zawsze powtarza, że daje mi pieniądze na wszystko, więc
            dlaczego ja mam zły nastrój. pamiętam jak się cieszyłem jak kupiłem 1
            komputer... a teraz kupuje firmowe spodnie, discmena i to jest tak jak kupienie
            chleba, nic specjalnego. więc to zależy co to dla ciebie jest miłość, bo możesz
            mieć inną definicję. czy naprzykład rodzice ci mówią lub mówili, że cię
            kochają? bo ja to usłyszałem 2 razy w życiu na swoją prośbe od każdego z
            rodziców. spytałem się taty, dlaczego nigdy nie mówił, że mnie kocha.
            odwpowiedział:" oj dobra, kocham cię" i to był ostatni raz jak to od niego
            usłyszałem. jeśli chodzi o problem, którego nie pamiętasz to może tak być.
            matka mi powiedziała, że jak moja siostra była niemowlakiem to ją biła, płakała
            i ją biła... także ja nie wiem co mi robiła, a czego mi nie powiedziała i teraz
            to się za mną ciągnie. ale powodów choroby może być dużo, może ja za bardzo
            obwiniam za wszystko rodzinę, ale to ona ci daje fundamenty do życia, jeśli są
            słabe, to masz problemy. artykułów nie mam, to większośc z autopsji.
        • uri_ja Re: tak naprawdę 14.12.04, 08:05
          dr_zombie napisał:

          > napewno są osoby, które miały wszystko czego trzeba żeby być szczęśliwym
          > (teoretycznie) , a mają ze sobą problemy, bo ich mózg nie działa tak jak
          > trzeba, ale myślę, że takich przypadków jest o wiele mniej. a jeśli chodzi o
          > wpływ społeczeństwa na rozwój zaburzeń psychicznych - oczywiście ma
          znaczenie,
          > ale uważam, że jeśli zostało się wychowanym w atmosferze miłości i akceptacji
          > to nawet społeczeństwo nie jest w stanie zrobić krzywdy, bo wtedy człowiek
          zna
          > swoją wartość i nie musi szukać jej potwierdzenia w słowach innych ludzi. a
          jak
          >
          > nie szanuje się siebie, to wystarczy niewielkie zdarzenie, jakaś głupia uwaga
          > żeby się załamać.

          D. Dr Z., nie znam osób, które są chore, bo pod ich adresem wypowiedział ktoś
          głupią uwagę.
          jak już napisałam masz rację i nie masz. ludzie, którzy byli kochani mądrą
          miłością w dzieciństwie mają mniejsze szanse by zachorować, niestety nie
          wyklucza to możliwości zachorowania.i to tyle na temat.
          a jeszcze, czasem ludzie, którzy się wychowali w ciężkich warunkach są
          silniejsi od tych wychowywanych w "ciepłych" domkach.
Pełna wersja