j-filip-f
28.12.04, 02:16
Witajcie
Jestem nowy. Chcę się przedstaić tekstem, który właśnie napisałem... To
krótki esej o cierpieniu i nie tylko... zainspirowany (trochę) filmem Larsa
von Trier - 5 nieczystych zagrań.
Twórczej lektury :)
Filip Fronczak
http://integra.xtr.pl/teksty/Czlowiek_Doskonaly.htm
Człowiek doskonały
"Wszystko jest cierpieniem"
Gautama Budda
Oto człowiek doskonały...
Jak wygląda człowiek doskonały?
Jak je człowiek doskonały?
Jak pije człowiek doskonały?
Jak siedzi człowiek doskonały?
Jak stoi człowiek doskonały?
Jak kocha człowiek doskonały?
Jak się rusza?
Jak żyje człowiek doskonały?
Jak mówi człowiek doskonały?
Jak pracuje człowiek doskonały?
W jakim świecie żyje człowiek doskonały?
Co myśli człowiek doskonały?
Co czuje człowiek doskonały?
...?
Jak upada człowiek doskonały?
Odpowiedzi na te z pozoru trudne pytania z wielką łatwością serwuje nam
kultura, w której żyjemy. W Trzeciej Rzeszy poświęcono wiele naukowych tomów
na opisanie "człowieka doskonałego" - zmierzono go, zważono, określono kolor
oczu, włosów, kształt nosa i ucha. Zazwyczaj to wspomnienie powoduje ciarki
na karku. Lecz czy dzisiejszy świat jest inny? Wizerunek doskonałego
człowieka jest nam wpajany od kołyski. Włącz telewizor, otwórz gazetę, pismo,
książkę, spójrz na sklepową wystawę i na przechodniów na ulicy. Oto jak
wygląda "człowiek doskonały"! Oto jak je, pije, siedzi, stoi, kocha, rusza
się! Tak żyje, mówi, pracuje. To myśli i czuje człowiek doskonały. I tak
upada "człowiek doskonały"!
Wszystko co nie pasuje do wizerunku człowieka doskonałego zostanie
napiętnowane i wyrzucone poza nawias. Stanowi dewiację, zaburzenie, chorobę,
odchylenie od normy i zagrożenie dla "człowieka doskonałego". Proste zasady i
proste rozwiązania. Ból głowy? Weź Saridon i za 15 minut znów będziesz
pomnażał PKB.
Gdyby zastosować zasady Porozumiewania Bez Przemocy do opisu relacji
społeczeństwo - jednostka, wówczas uznałbym, że jednostka pada ofiarą
najnikczemniejszej przemocy i manipulacji ze strony społeczeństwa.
Społeczeństwo nie potrzebuje jednostek. Społeczeństwo nie toleruje i nie może
tolerować indywiduum. Społeczeństwo jest jak doskonała maszyna, która
potrzebuje doskonałych ludzi.
Prawie każdy z nas nosi w głowie głęboko zaszyty program, który mówi nam jak
być "człowiekiem doskonałym". Psychologia nazywa go krytykiem. Krytyk często
przybiera postać naszych rodziców, dziadków, członków rodziny, szefa czy
znajomych.
Co jeśli nasz wizerunek odbiega od doskonałego wzorca? Zostaniemy bezlitośnie
napiętnowani przez rodzinę i środowisko w którym żyjemy. Lecz najbardziej
okrutnym katem zazwyczaj okazuje się postać wewnętrznego krytyka.
W tym miejscu mógłbym się zacząć rozpisywać na temat kompleksów dotyczących
wyglądu, urody, wzrostu, inteligencji, majętności czy posiadania partnera i
dzieci. Chcę się skupić na jednym wybranym aspekcie. "Człowiek doskonały" nie
cierpi.
W naszym społeczeństwie, w naszej kulturze, nie ma miejsce na cierpienie.
Cierpią jednostki słabe i nieprzystosowane. Cierpią ludzie gdzieś daleko - w
trzecim świecie... Ba! Niektóre filozofie New Age twierdzą nawet, że
cierpienie nie istnieje! Rozumiesz? Po pierwsze, jeśli cierpisz, to znaczy,
żeś niedorajda a na dodatek twoje cierpienie jest jedynie twoim wymysłem!
Społeczeństwo da ci tabletkę a kapłani New Age każą Ci się przebudzić do
świata w którym nie ma cierpienia.
Po co więc dłużej żyć w świecie, który mnie nie rozumie? W świecie, który
traktuje osobę cierpiącą jak problem do rozwiązania albo zepsuty odkurzacz?
Po co? Skoro czuję rozrywający mnie ból, tęsknotę nie do wyrażenia,
osamotnienie i zagubienie a nade wszystko niezrozumienie! Leżę drugi dzień w
łóżku. W kącie papierki po czekoladzie. Kot domaga się czystej kuwety. Pusta
lodówka... Pełen zlew... Pełna pusta głowa...
Nie będę próbował odpowiedzieć na pytanie co powoduje cierpienie. Nie
przychodzi mi do głowy aby pisać, jak się go pozbyć. Gdybym to zrobił,
stanąłbym po stronie tych wszystkich, którzy uznają cierpienie czy depresję
za patologię za jednostkę chorobową czy za iluzję.
Cóż więc mogę zrobić?
Mogę wyruszyć w ekscytującą podróż której celem jest poznanie mojego
cierpienia. Rozpocznę badania jak podekscytowany botanik, który odkrył
nieznany kwiat. Zaczynam!
Odkrycie nr 1 - cierpienie istnieje. OK, więc koniec końców muszę przyznać,
że ten kwiat nie jest zgodnym z przepisami i normami tulipanem. Powiedzmy to
sobie wprost - ja cierpię. Zdaje sobie sprawę z faktu, że moje cierpienie nie
podoba się innym. Woleliby, żeby go nie było. Może czują dystans, może
poczucie winy a może czują się zagrożeni, że ta "choroba" okaże się
zaraźliwa? Niektórzy spieszą z radami jak pozbyć się tego niewygodnego
uczucia. Jedni proponują wycięcie, inni przycięcie, trzeci znów - wyrwanie z
korzeniami. Co im dzisiaj odpowiem? Dzisiaj chcę zbadać moje cierpienie, chcę
je poznać. Być może niektórzy nie spasują. Wówczas może wrzasnę "odpie..
się od mojej depresji"! W końcu i tak mi wszystko jedno. Mam prawo cierpieć!
Mam prawo mieć doła! Mam prawo mieć depresję!
Co mogę dalej zrobić z tą niezwykłą rośliną? Jak zbadać moje cierpienie? Jak
je uchwycić? Przynoszę konewkę. Spróbuję cierpieć jeszcze bardziej. Co się ze
mną dzieje? Co widzę? Co słyszę? Co czuję w moim ciele? A może mogę poczuć to
bardziej? Jak się ruszam? Powoli? A gdyby tak jeszcze zwolnić? Jak postrzegam
świat? Jak wchodzę w relacje z innymi ludźmi? Cokolwiek zaobserwuję, spróbuję
zrobić to bardziej, mocniej, do końca. Chcę nieruchomo leżeć - będę leżeć.
Nie chce nikogo widzieć - będę teraz sam. Czuję ucisk - ucisnę bardziej.
Właśnie dziś zacznę poznawać moje cierpienie.
Ktoś mógłby zapytać - i co? Lepiej? Więc mu powiem - nie stary, gorzej, nie
wiedziałem, że korzenie sięgają tak głęboko... Zapewne pobiegnie po środki
chwastobójcze. Nie zrozumiał...
Kiedy już poznam moje własne cierpienie dość dobrze, rozejrzę się wokół i
pewnego dnia być może zauważę, że jeszcze gdzieś przyczaiło się cierpienie
drugiej osoby. Zaniedbane i niedostrzeżone, zapuszcza korzenie tuż koło
pąsowych róż. I jeszcze jedno i tu... i tam... aż w końcu zobaczę, że
cierpienie rośnie wszędzie wokół.
Co teraz czuję? Co teraz myślę? Cierpienie jest faktem! Nie tylko ja cierpię -
wszyscy cierpią. Do tej pory mogło mi się wydawać, że moje cierpienie jest
czymś niezwykłym, czymś szczególnym. Dziś okazało się, że inni również
cierpią. To może w pierwszej chwili być przygnębiające. Ale z drugiej strony -
w końcu ja zaakceptowałem moje cierpienie. Więc tak samo akceptuję
cierpienie innych. Otwieram się na nie i przyjmuję z miłością.
Ktoś mógłby zapytać - i co? Lepiej? Odeszło? Więc mu powiem - nie stary,
gorzej, ono jest wszędzie... Zapewne pobiegnie gdzieś po chwili namysłu. Nie
zrozumiał...
Akceptuję moje cierpienie. Poznajemy się coraz lepiej. Pytam się go, czego
może mnie nauczyć? Może wie jak milczeć albo jak mówić, może wie jak szeptać
albo jak krzyczeć? Może potrafi współczuć albo być twardym jak głaz?
Codziennie pytam się go - czego mnie dziś możesz nauczyć? I wsłuchuję się w
siebie w oczekiwaniu na odpowiedź. Skoro jesteś, to znaczy, że masz dla mnie
lekcję.
Odkąd zaakceptowałem moje cierpienie, świat się trochę jakby zmienił. Już nie
dzieli się na piękne kwiaty i na chwasty. Wszystko jest właściwe, na miejscu,
o czasie.
Ktoś mógłby zapytać - i co? Lepiej? Wyzdrowiałeś?
Powiem mu - nie stary. Nauczyłem się tylko milczeć i mówić, szeptać i
krzyczeć, współczuć oraz być twardym jak głaz. I, że jestem jedną z istot
czujących...
Zapewne pobiegnie gdzieś bez namysłu. Nie zrozumiał... Ot... Człowiek
doskonały...
http://integra.xtr.pl/teksty/Czlowiek_Doskonaly.htm