Dodaj do ulubionych

Terapeuci za kase - Walcie się!

30.12.04, 19:50
Obserwuj wątek
    • norbertszczecin Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 30.12.04, 19:52
      2 godziny 100zł hehe
      a co jak się kasa skończy?
      wtedy pocałuj nas w dupe!
      • rumiankowa Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 30.12.04, 20:02
        Pracuje z osobami uposledzonymi, ostatnio bylismy na wielkich zakupach i
        niestety w polowie kasowania okazalo sie, ze przekroczylismy swoje mozliwosci
        finansowe. Tak wiec czesc zakupow zostala odlozona na bok. Po odejsciu od kasy
        moja podopieczna patrzac smetnie na odlozoną resztę podzielila sie refleksją
        szepczac: "ale ta kasjerka.. chytra..!"

        No tak..
        • rzeznia_nr_5 Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 30.12.04, 20:25
          rumiankowa napisała:

          > Pracuje z osobami uposledzonymi, ostatnio bylismy na wielkich zakupach i
          > niestety w polowie kasowania okazalo sie, ze przekroczylismy swoje mozliwosci
          > finansowe. Tak wiec czesc zakupow zostala odlozona na bok.Po odejsciu od kasy
          > moja podopieczna patrzac smetnie na odlozoną resztę podzielila sie refleksją
          > szepczac: "ale ta kasjerka.. chytra..!"
          >

          I że śmieszne niby...Pytam bo nie wiem.
          > No tak..
      • 100krotki Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 30.12.04, 21:03
        norbertszczecin napisał:

        > 2 godziny 100zł hehe
        > a co jak się kasa skończy?
        > wtedy pocałuj nas w dupe!

        wiesz co Norbercie?
        jak ci taki terapeuta na wstępie powie, że on pracuje tylko za pieniądze a nie
        dla idei to chyba warto choć raz tą stówkę wydać, aby się przekonać czy z niego
        rzeczywiście fachman a nie jakiś utajony pacjent swojego droższego kolegi po
        fachu
        • norbertszczecin Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 30.12.04, 21:15
          to ja wolę wydać tą kasę w KFC
          niż jakiś baran ma za udawanie dostać 100zł
          system jest popieprzony
          • 100krotki Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 30.12.04, 22:22
            norbertszczecin napisał:

            > to ja wolę wydać tą kasę w KFC

            a co to takiego to KFC?
            jakiś nowy trend psychoterapeutyczny?

            > niż jakiś baran ma za udawanie dostać 100zł

            dlaczego udawanie?
            chyba że ty chcesz tą stówę za 2 godz wydać jako ...hmmmm jak to by ująć...
            to ty chcesz być "udającym potrzebę klientem" czy "fachową prostytutką z
            certyfikatem na duszę"?

            > system jest popieprzony

            ale działa jak w najstarszym zawodzie świata :)
        • anka_florian Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 02.01.05, 12:28
          > jak ci taki terapeuta na wstępie powie, że on pracuje tylko za pieniądze a
          nie
          > dla idei to chyba warto choć raz tą stówkę wydać, aby się przekonać czy z
          niego
          >
          > rzeczywiście fachman a nie jakiś utajony pacjent swojego droższego kolegi po
          > fachu


          no tak bo ja mam kasy jak lodu i nie mam na co wydawać tylko na popaprańców
          podających się za wysoce wykwalifikowanych terapeutów. A swoją drogą to ode
          mnie chcieli 60zł za godzinę a wizyty rzecz jasna 4 razy w miesiącu
      • powazny1 Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 04.01.05, 01:39
        Jak dla mnie taniocha.
        byłem na jednej sesji u psychoterapeuty ze Szczecina z licencją PTP. 100zł za
        45 min...

        Pozdrawiam
    • superszczur A z czego ci biedni terapeuci maja żyć? 30.12.04, 23:17
      • larissaxx Re: A z czego ci biedni terapeuci maja żyć? 02.01.05, 12:24
        A Terapeuci są dla Pacjentów, czy Pacjenci dl Terapeutów ?
        • zztop5 Chcesz powiedzieć, że pacjenci powinni zjadać 02.01.05, 12:26
          terapeutów a nie odwrotnie?
    • troll30 Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 31.12.04, 22:19
      Do: norbertszczecin
      Nie rozumiem, czy uwazasz ze terapeuta powinien pracowac za darmo? Czy moze
      zaplata za jego prace powinna byc czysta satysfakcja? Czy ty pracowalbys za
      darmo? Terapeuta to zawod, przy tym wcale nie latwy i wymagajacy wielu lat
      nauki i ciaglego szkolenia. Mieszkam za granica i chodzilam tu na terapie, byla
      droga, ale zaplacilabym drugie tyle (a nie naleze do ludzi zamoznych) zeby
      tylko wyprowadzic swoje zycie na prosta i wyjsc z depresji, co mi sie udalo.
      Wszystko zalezy od tego czy tak naprawde chcesz sobie pomoc, a czy wymyslanie
      ze terapeuta za drogi to nie przypadkiem proba znalezienia argumentu za tym by
      na terapie nie chodzic? Pozdrawiam.
      • lucyna_n Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 31.12.04, 23:48
        moze za granica jak placisz to otrzymasz, tutaj jakby inaczej, placisz, a to co otrzymujesz to juz
        czasem nawet o kpine nie zakrawa, a o profesjonalizm zadnym bokiem nie zahacza.
        Przykra sprawa, ja tam rozgoryczenie norberta rozumiem.

        Byc moze sa i porzadni terapeuci co o owszem drogo ale fachowo, tylko gdzie sa te orly, sokoly,
        herosy?
        • larissaxx Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 01.01.05, 23:59
          Moze z autopsji i bez oceniania.

          1. Bylam u prywatnego psychoanalityka. Bbaka, kolo 30dziestki. Polecil mi
          chlopak, bo ponoc pomogla mu, kiedy sam mial spore problemy. Ja tam szczegilnej
          poprawy nie widzialam u Niego niestety, ale ponieważ bardzo w to wierzyl,
          poszlam. PIerwsza sesja, za ktora zaplacilam normalna stawke za 60 minut -
          trwala minut niespelna 10. 60 zł. Ok, moze to pocztake, choc niemiły, bo niby
          za co ? Babka zapytała jak sie czuje danego dnia i dodała, ze nastepnym razem
          musimy zrobic grafik spotkan, po czym ziewnela i pozegnala sie ze mną. Nie
          byłam specjalnie chetna na kolajne wizyty, ale zdecydowałam, ze pojde. Zobacze.
          Moze miala zly dzien. W koncu to tylko czlowiek.
          POszlam kilka dni potem. Na przeciwko fotela ustawiony wielki zegar wymierzjący
          każdą minutę. Szok. Wskazowki wybijają godziny do jej swietego spokoju. Ale
          siadam. Rozluzniam sie. Patrze jej w oczy i opowiadam. Ona jakos coraz czesciej
          zerka na sufit. Calkiem zwyczajny zreszta. Sprawdzalam, co ona tam takiego
          widzi. MOze cos widziala.. cholera wie. Jedno ziewniecie. Mowie dalej i nie
          zwracam uwagi. W koncu to juz 16:00. MOze byc zmeczona babka. Mowie dalej. Ona
          oglada sciany i kiwa glowa. Nie wiem o czym mysli, ale jest zupelnie gdzie
          indziej. W pewnym momencie przerywa mi, mowi krotkie: tutaj skonczymy, 60 zł
          prosze. Kasa w korytarzu. Do nastepnego razu. Mimo wszystko przychodze. MOj
          chlopak mowi, ze Ona tak ma. Ale jak sie jej zwroci uwage, ze nie slucha, to
          zaczyna sluchac i nawet zadaje pytania. No wiec ide. Siadam. Ten sam wielki
          zegar. Pani Kasia znudzona jest juz samym moim widokiem. Zaczynam sie
          stresowac. To mnie znowu wkurza. Ona ziewa. Rozglada sie po podlodze. Sufit juz
          chyba zna na pamiec. W koncu ma tylu pacjentow.. zenada. Probuje jej zwrocic
          uwage. Zaczyna mi przerywac. Zadaje jakies pytania, zupelnie nie zwiazane z
          tynm, o czym wlasnie mowie. Znowu ziewa. Nieskrepowanie zerka na zegarek co 2
          minuty. Konczy przed czasem bo mowi, ze pewnie jestem zmeczona a co za duzo to
          niezdrowo. Bylam u niej jeszcze 3 razy. Wiecej nie poszlam.

          2. Płatny psychiatra. Pawel. Wchodze. To ten sam osrodek. Wita mnie
          przesympatyczny facet, czuje zainteresowanie i troske. Siadam. Nie ma zegara.
          Rozmawiamy krotko. Pawel wszystko notuje. Patrzy w oczy, slucha, czasem
          sieusmiecha. Nie przerywa. Kiedy skoncze, zadaje duzo pytan. Ani razu nie
          patrzy na zegarek. Daje mi swoj numer. Mowi, zeby dzwonic o kazdej porze dnia i
          nocy. Jesli tylko cos sie dzieje. Na koniec wypisuje mi 3 recepty. Bierze plan
          miasta. Pokazuje mi apteki, gdzie leki za 140 zł normalnie kupie tam za pół
          ceny. Minelo 20 minut. Wychodze. Czuje sie kims waznym, nie kolejnym pacjentem.
          Czuje, ze ktos mna dobrze zajmuje. Dałabym piec razy wiecej, gdyby trzeba bylo.

          3. Splukalam sie. Ide ze skierowaniem. Do psychiatry. Bbaka patrzy na mnie jak
          na idiotke. Kiwa glowa z politowaniem. Mowi, ze spotkania raz na 2 tygodnie.
          Potem chwile mowi o sobie. Wychodze. Mam dosc. Przynajmniej nie place. Zreszta,
          i tak mi wszystko jedno.

          4. Pscholog. Kobieta. Przyjmuje we wlasnym mieszkaniu. Czasem ziewnie. Bierze
          80 zł za spotkanie. Zdarza sie sie zerknac na zegarek. Ale rzadko. Czasem jest
          zmeczona. Czasem ziewnie znowu. Zawsze bardzo mila. Opowiada. Duzo opowiada.
          Duzo pyta. Rezygnuje mimo wszystko. Pomoglo tylko doraznie.


          Podsumowujac, rozumiem Norberta. Wydaje mi sie, ze nie jest to kwestia płacenia
          lub nie. To kwestia osoby. Dobrego terapeuty szukac mozna jak igły w stogu
          siana. A jak juz sie znajdzie, nie puszczac :-)

          Mysle natomiast, ze skoro depresja, bulimia czy anoreksja, nerwice sa chorobami
          trzymanymi na rowni z chorobami fizycznymi, to przede wszystkim terapie powinny
          byc refundowane!!

          Inna sprawa ze terapeuta jest sie z powołania. A przynajmniej powinno sie byc.
          Inaczej to zenada i rzeczywiscie wyciaganie pieniedzy.
          Nie wiem na ile to dobre porownanie, ale

          Koszt dziennego pobytu w osrodku w Krakowie to 300 zł. Pytałam o refundacje.
          Pani usmiecha sie glupio i mowi "Panienko! Skierowania i refundacje sa dla
          ludzi ktorzy naprawde potrzebują pomocy. Nie dla osob ktore skarżą sie na
          depresje, nerwice bulimie czy anoreksje. To sa prosze Pani zboczenia. My na
          zboczenia pieniedzy nie bedziemy przeznaczac". Tu jest dziura. Paskudna dziura.
          Wstyd mi za NFZ. Wstyd, ze nic nie da sie zrobic. I wstyd, ze to ludzie
          pracujacy nad zdrowiem innych a tak nieinteligentni i jednotorowi.

          Tyle komentarza :-)



          • bring_your_own_booze Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 02.01.05, 00:13
            Larisso, dlaczego, skoro odkulas sie finansowo, nie wrocilas do psychiatry
            Pawla, tylko zmienilas lekarza na pania nr 4?
            Czy skorzystalas z mozliwosci dwonienia "o kazdej porze dnia i nocy"? Tak sie
            tylko mowi, niestety.
            • larissaxx Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 02.01.05, 12:19
              > Larisso, dlaczego, skoro odkulas sie finansowo, nie wrocilas do psychiatry
              > Pawla, tylko zmienilas lekarza na pania nr 4?

              Z tej prostej przyczyny, ze Pan Pawel był psychiatrą. Zas Pani nr 4 była
              psychologiem i pschoanalitykiem. Jak wiadomo to dwie rozne dziedziny. Leki
              przepisane przez Pana Pawła działały sobie przez ten czas, potem uznałam razem
              z Nim, podczas DARMOWEJ wizyty, że powoli je odstawiamy.
              Kiedy chodziłam do Pana Pawła uznał, ze jest u mnie za wczesnie na terapie, bo
              nie posiadam mechanizmow obronnych i terapia moze mi tylko zaszkodzic.
              Kiedy terapie farmakologiczna zakonczyłam, rozpoczelam szukanie pschologa lub
              psychoanalityka. Wcale sie finansowo nie odkułam, sprzedałam swojego ukochanego
              ogierka, aby miec kase na terapie. (Załuje) Wtedy trafiłam do Pani nr 4.

              > Czy skorzystalas z mozliwosci dwonienia "o kazdej porze dnia i nocy"? Tak sie
              > tylko mowi, niestety.

              Korzystałam dwa razy. Starałam sie nie nauduzywac tej mozliwosci, bo w koncu to
              moja zycie, a nie Jego i nie ma co przesadzac z opieka 24 h na dobe.
              Pierwszy raz bylam sama, rodzina wycjechala, a ja dostalam napadow histerii,
              nie wiedzialam co brac i czy wzywac pogotowie (poza tym jestem bulimiczka i
              serce mam w bardzo srednim stanie). Zadzownilam do Pana Pawła, przyjechał po
              godzinie, a w miedzy czasie zrealizowal recepte na oxazepan i zoloft.
              Za drugim razem wystarczyl mi telefon, bo nowy lek ujawnil skutki uboczne.
              Zostałam poinstruowana co robic.


              Podkreslam, ze zgadzam sie z tym, ze dobry teraputa czy pshciatra to RZADKOSC.
              Tak naprawde nie zaluje jedynie kasy wydanej na Pana Pawła.
              Reszta to nie tyle zal kasy, co po prostu czasu i nadzieji na wyleczenie.
              Dzis najgorsze mam juz za sobą.
              Sama sie wyleczyłam. I zbieram kase na odkupienie konia od nowego własciciela.

              Pozdrawiam!
              • kret24 Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 02.01.05, 12:42
                Te długookresowe terapie powyżej 6 miesięcy to naciagactwo. Szczególnie
                psychoanaliza. Warto również zobaczyć iż na stronie Polskiego Towarzystwa
                Psychoanalitycznego jest bardzo mało osób, a tą terapią zajmuje się wiele, więc
                są to złodzieje i ich miejsce jest u prokuratora. Najgorsi terapeuci to ci
                obecni w gazetach, pracujący na wyższych uczelniach itp. Oni nigdy nawet nie
                przekroczyli bram szpitala psychiatrycznego czy poradni. Są to takie mole
                książkowe i osoby, które potrafią się zareklamować. Ja znam osobę, która jest
                dr psychologii, a wie mniej niż większość studentów, ale za wizytę bierze 150
                zł. I śmieje się ludziom w twarz... Mówi także iż nie potrzebuje żadnych
                szkoleń bo jest Doktorem, a psychoterapią zajmuje się po żeby coś z tego mieć!
                Podczas wizyty średnio 5 razy odbiera telefon, nogi zakłada prawie na stół,
                czasami mu się beka (odbija), bawi się długopisem, ziewa, i mówi "Jestem
                Dokterem!". Ten kretyn pochodzi z Wrocławia i jest wykładowcą na tamtejszum
                Uniwersytecie! Więc już wiadomo skąd jest taki poziom psycholoów w Polsce.
    • troll30 Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 02.01.05, 02:45
      To co opisujecie nie miesci mi sie w glowie. Podziele sie moimi doswiadczeniami
      dla przykladu jak powinna terapia wygladac. Za perwszym razem udalo mi sie
      trafic na wspaniala terapeutke. Zaznaczam, ze byla to Polka ale ksztalcila sie
      za granica, gdzie prowadzi praktyke. Zyczliwa, uwazna, uwaga caly czas
      skierowana na mnie bo to ja jestem pacjentem. Pierwsza wizyta i wszystkie
      kolejne trwaly rowno godzine zegarowa, nigdy krocej. Cena wizyty byla ustalona
      raz na poczatku i od razu zaznaczono, ze nie zmieni sie. Dostalam do podpisania
      papier, ktory miedzy innymi stwierdzal, ze to o czym rozmawiamy pozostaje w
      tych czterech scianach a jezeli przypadkowo spotkamy sie w miejscu publicznym,
      ona udaje ze mnie nie zna chyba ze ja do niej podejde. Zadnych kontaktow na
      polu towarzyskim, relacja wylacznie terapeuta-pacjent. Nigdy nie mialam
      poczucia, ze jest znudzona ale jednoczesnie konsekwentne "popychala" mnie do
      konstruktywnych zmian i rozwiazywania problemow.
      Moze mialam szczescie trafic za pierwszym razem, nie wiem, moze tu gdzie
      mieszkam podchodzi sie bardziej profesjonalnie do pomocy terapeutycznej.
      Pozdrowienia.
      • lucyna_n Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 03.01.05, 08:16
        widac polak za granica potrafi , ale moje doswiadczenia podobne do tych z postow powyzej.

        Ostatnia moja proba spotkania z psychoterapeuta polegala glownie na rozmowie na temat roznicy w
        zatrudnieniu sie na umowe zlecenie i umowe o dzielo, oraz wysluchaniu opowiesci jaka to pani jet
        fachowa i gdzie juz pracowala. Pani byla zywo zainteresowana wlasna osoba, o moje samopoczucie nie
        zapytala jednym slowkiem, gdy uzyskala info, powiedziala ze czas jej sie skonczyl i "dowidzenia". To
        bylo spotkanie drugie, na pierwszym tlumaczylam co to jest chad i ze depresja endogenna istnieje, pani
        twierdzila ze nie.
        Nie zaplacilam oczywiscie...
        mam dalej probowac?
        • j-filip-f Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 03.01.05, 16:06
          Podejrzewam, że znalezienie dobrego terapeuty jest równie trudne i kosztowne, co znalezienie dobrego i uczciwego warsztatu samochodowego.

          Carl Rogers, jeden z ojców psychologii humanistycznej określił trzy podstawowe cechy terapeuty. Cechy te są niezbędne aby stworzyć znaczącą terapeutycznie relację.

          Terapeutę powinny charakteryzować następujące cechy:

          * autentyczność - to nie tylko ?bycie sobą?, stan ten oznacza zgodność wewnętrzną,
          * akceptacja - oznacza bezwarunkowy, pozytywny stosunek do pacjenta, szacunek dla jego indywidualności, życzliwość i troskę niezależną od sytuacji, dostrzeganie jego mocnych stron i wiarę w pozytywne możliwości,
          * empatia - empatyczne zrozumienie oznacza, że terapeuta prawidłowo odbiera uczucia i stojące za nimi osobiste przeżycia klienta.


          Więc jeśli pytasz czy próbować dalej z opisaną przez Ciebie Panią, to odpowiem tak - czy ona posiada te cechy?
          Jeśli pytasz, czy dobrzy terapeuci istnieją i jest sens ich szukać, to odpowiedź brzmi tak :)


          Filip






          lucyna_n napisała:

          > widac polak za granica potrafi , ale moje doswiadczenia podobne do tych z posto
          > w powyzej.
          >
          > Ostatnia moja proba spotkania z psychoterapeuta polegala glownie na rozmowie n
          > a temat roznicy w
          > zatrudnieniu sie na umowe zlecenie i umowe o dzielo, oraz wysluchaniu opowiesci
          > jaka to pani jet
          > fachowa i gdzie juz pracowala. Pani byla zywo zainteresowana wlasna osoba, o mo
          > je samopoczucie nie
          > zapytala jednym slowkiem, gdy uzyskala info, powiedziala ze czas jej sie skoncz
          > yl i "dowidzenia". To
          > bylo spotkanie drugie, na pierwszym tlumaczylam co to jest chad i ze depresja e
          > ndogenna istnieje, pani
          > twierdzila ze nie.
          > Nie zaplacilam oczywiscie...
          > mam dalej probowac?
          • looserka Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 03.01.05, 16:25
            j-filip-f napisał

            > Jeśli pytasz, czy dobrzy terapeuci istnieją i jest sens ich szukać, to
            odpowied
            > ź brzmi tak :)
            >

            Zapewne dobrzy terapeuci istnieją,dlaczego jednak najczęściej znalezienie
            takowego musi przypominać poszukiwanie igły w stogu siana?
            Poza tym do tych trzech wymienionych cech dobrego terapeuty dodałabym jeszcze
            koniecznie dużą wiedzę i profesjonalizm. I brak cech narcystycznych. Ja może
            nie miałam szczęścia, ale napotykałam wyjątkowo często właśnie terapeutów-
            narcyzów. Czyżby to była jakaś typowa cecha osobnicza wspomnianego gatunku?
            • j-filip-f Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 03.01.05, 21:12
              Co do profesjonalizmu - wiadomo. Co do ogromnej wiedzy... hm... myślę, że jeśli
              miałbym wybrać między terapeutą o ogromnej wiedzy a osobą empatyczną,
              autentyczną i otwartą, to.. cóż.. bez wątpliwości wybiorę tę drugą...
              I nie ma dla mnie znaczenia czy potrafi postawić mi trafną diagnozę. W zasadzie
              jego diagnoza w ogóle mnie nie interesuje. Wręcz przeciwnie - będę oczekiwał,
              że będzie mnie postrzegać i traktować jak osobę zdrową.
              Co do narcyzmu - hmm... każdy ma prawo do swoich słabości - także terapeuta. I
              znowu - wolę tego, który jest autentyczny ze swoim narcyzmem niż takiego, który
              udaje, że nie ma żadnych problemów.
              Zastanawianie się nad problemami terapeuty jest zazwyczaj ucieczką od zajmownia
              się sobą. Często jest to projekcja własnych problemów lub, tak zwane zaśnienie,
              kiedy to "śnimy" drugą osobę, zamiast postrzegać ją taką, jaką jest jest w
              rzeczywistości.

              Filip
              • 100krotki Re: Filipie 03.01.05, 22:07
                j-filip-f napisał:

                > Zastanawianie się nad problemami terapeuty jest zazwyczaj ucieczką od
                zajmownia
                >
                > się sobą. Często jest to projekcja własnych problemów lub, tak zwane
                zaśnienie,
                >
                > kiedy to "śnimy" drugą osobę, zamiast postrzegać ją taką, jaką jest jest w
                > rzeczywistości.
                >
                > Filip

                Filipie
                chyba dało się już zauważyć, ze "chodzę za tobą" w pozycji "zaśnienia" :)
                czy możesz mnie "obudzić' i napisać, czy ty chodzisz do terapeuty jako pacjent
                czy jako "zaśnienie" :)
                • j-filip-f Re: Filipie 04.01.05, 09:03
                  Witaj 100krotki :)

                  Być może jest to kwestia nieprzespanej nocy, jaką mam za sobą, ale pomimo
                  dobrych chęci, nie wiem jak mam rozumieć Twoje pytanie...

                  Czy możesz sprecyzować?

                  Filip
                  • 100krotki Re: Filipie 04.01.05, 09:17
                    j-filip-f napisał:

                    > Witaj 100krotki :)
                    >
                    > Być może jest to kwestia nieprzespanej nocy, jaką mam za sobą, ale pomimo
                    > dobrych chęci, nie wiem jak mam rozumieć Twoje pytanie...
                    >
                    > Czy możesz sprecyzować?

                    mogę
                    precyzuję więc
                    twoje wypowiedzi na tym forum świadczą o dużej wiedzy w temacie i się pytam,
                    czy tą wiedzę zdobyłeś jako zawodowy terapeuta czy jako pacjent chory na
                    depresję
                    >
                    > Filip
                    • j-filip-f Re: Filipie 04.01.05, 10:38
                      OK. Teraz rozumiem :-) Zacznę od depresji. Terapie, które uważam za wartościowe
                      nie zajmują się stawianiem diagnoz a wspomaganiem rozwoju i poszerzaniem wiedzy
                      pacjenta o sobie samym. Patrząc na sprawę w ten sposób depresja jest procesem,
                      który się dzieje, który ma swoje korzenie, przyczyny, swoje źródło i co
                      ważniejsze - także swój cel. Niesie w sobie informację. W tym wypadku dzielenie
                      włosa na czworo i zastanawianie się czy mamy do czynienia z depresją endogenną,
                      reaktywną albo zwykłym obniżeniem nastroju, zwyczajnie do niczego nie prowadzi.
                      Ważne jest to, jaki potencjał kryje się za procesem - depresją, nerwicą czy
                      jakkolwiek... i jak ten potencjał można zintegrować - uzyskać do niego dostęp i
                      wykorzystać w życiu.
                      W tym ujęciu depresja przestaje być "złą chorobą" a staje się źródłem wiedzy o
                      sobie.

                      No dobra... zdaje się, że znowu zacząłem chować się za jakimś bełkotem... ;-)

                      Wziąwszy pod uwagę to, co napisałem, nie wiem czy mam, lub kiedykolwiek
                      miałem "depresję". Prawdopodobnie tak, ale diagnoza mnie nie interesuje.
                      Ważne jest dla mnie to, czego doświadczam i jak tego doświadczam. I z tym
                      staram się pracować, zarówno sam, jak i w trakcie sesji terapeutycznych,
                      jako "pacjent".

                      Co do mojego doświadczenia jako terapeuta - od kilku lat, wraz z grupą
                      przyjaciół, tworzymy autorską metodę terapeutyczną. Łączy ona w sobie wschodnie
                      podejście do tematu zdrowia, uzdrawiania i choroby z zachodnimi szkołami
                      psychologii humanistycznej i transpersonalnej.


                      Mam nadzieję, że odpowiedziałem na Twoje pytanie :)

                      Pozdrawiam,

                      Filip
                      • 100krotki Re: Filipie 04.01.05, 11:50
                        j-filip-f napisał:

                        > Co do mojego doświadczenia jako terapeuta - od kilku lat, wraz z grupą
                        > przyjaciół, tworzymy autorską metodę terapeutyczną. Łączy ona w sobie
                        wschodnie
                        >
                        > podejście do tematu zdrowia, uzdrawiania i choroby z zachodnimi szkołami
                        > psychologii humanistycznej i transpersonalnej.
                        >
                        >
                        > Mam nadzieję, że odpowiedziałem na Twoje pytanie :)
                        >
                        > Pozdrawiam,
                        >
                        > Filip

                        OK
                        teraz ja już też nie mam wątpliwości..... dlaczego "śniłam" sobie ...to i owo
                        bez terapeuty
                        po prostu do takich terapeutów nie miałam dostępu poza ...literaturą :)
                      • lara_croft Re: Filipie 05.01.05, 13:53
                        I ja jako laik włączę się do dyskusji :)
                        Przepraszam, jeśli Cie uraże Filipie ale to co napisałeś brzmi troche jak
                        info o jakiejś sekcie ;)
                        Moze powinnam poczytać wiecej Twoich wypowiedzi, by wyrobic sobie jakąs opinie
                        takze o innych uczestnikach tego forum, ale mam ograniczony dostep do netu. Stąd
                        tez bardzo przepraszam jesli uraziłam.

                        >
                        > Co do mojego doświadczenia jako terapeuta - od kilku lat, wraz z grupą
                        > przyjaciół, tworzymy autorską metodę terapeutyczną. Łączy ona w sobie wschodnie
                        >
                        > podejście do tematu zdrowia, uzdrawiania i choroby z zachodnimi szkołami
                        > psychologii humanistycznej i transpersonalnej.
                        >

                        A tak w ogóle to znalazłam sie na tym forum, gdyz mysle ze mam problem.
                        Może to depresja, moze cos innego :(
                        Generalnie szukam profesjonalnej pomocy, bo sama chyba sobie nie poradze:(
                        • 100krotki Re:lara 05.01.05, 15:04
                          lara_croft napisała:

                          > I ja jako laik włączę się do dyskusji :)
                          > Przepraszam, jeśli Cie uraże Filipie ale to co napisałeś brzmi troche jak
                          > info o jakiejś sekcie ;)

                          nie dziwię się twojemu "pierwszemu wrażeniu"
                          a jak chcesz się przekonać, czy Filip to nie "sekta"?
                          jest cała bogata już literatura na tematy, o których wspomniał Filip
                          nie musisz jej szukać w internecie
                          ale i tak całą "pracę nad rozpracowaniem sekty Filipa" musisz wykonać
                          sama....albo zaufać...oczywiście z ograniczeniem ...jak kierowca na drodze
                          • lara_croft Re:lara 05.01.05, 15:36
                            > a jak chcesz się przekonać, czy Filip to nie "sekta"?
                            > jest cała bogata już literatura na tematy, o których wspomniał Filip
                            > nie musisz jej szukać w internecie
                            > ale i tak całą "pracę nad rozpracowaniem sekty Filipa" musisz wykonać
                            > sama....albo zaufać...oczywiście z ograniczeniem ...jak kierowca na drodze

                            Zgadam sie z Tobą, że na początek sama powinnam przeprowadzic wczesniejsza
                            analize dostepnej literatury by zapoznac się z tematem depresji. Ale to wymaga
                            duzo wysiłku, samozaparcia i racjonalnego myslenia, analizowania. A w moim
                            stanie ducha zwyczajnie mi sie nie chce tego i wielu innych rzeczy. Trudno mi
                            sie zmusic, zmobilizowac, skupic:(
                            O wiele łatwiej jest "zaufac" i liczyć ze ktos załatwi wszystkie moje problemy
                            za mnie. Jak ktoś już napisał "pobudzi marmurowy posąg do działania" czy jakoś tak.
                            Chciałabym poprosu poddać się jak bezbronne dziecko i liczyc ze ktos mi pomoze.
                            A to faktycznie może być niebezpieczne, bo łatwo być wykorzystanym :(
                            • 100krotki Re:lara 05.01.05, 19:15
                              lara_croft napisała:

                              > Chciałabym poprosu poddać się jak bezbronne dziecko i liczyc ze ktos mi
                              pomoze.

                              kazdy by tak chciał...w tej depresji

                              > A to faktycznie może być niebezpieczne, bo łatwo być wykorzystanym :(

                              oj, łatwo!
                              dlatego jednak zalecam samodokształcanie
              • looserka Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 03.01.05, 22:18
                > Zastanawianie się nad problemami terapeuty jest zazwyczaj ucieczką od
                zajmownia
                >
                > się sobą. Często jest to projekcja własnych problemów lub, tak zwane
                zaśnienie,
                >
                > kiedy to "śnimy" drugą osobę, zamiast postrzegać ją taką, jaką jest jest w
                > rzeczywistości.
                >

                Dokładnie Filipie,ten sam problem trapi terapeutów-narcyzów!
              • lucyna_n Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 04.01.05, 01:28
                Echh ja juz wolalabym chlodny profesjonalizm, bo serdecznych i empatycznych psychoterapeutow
                ktorzy nijak nie dawali rady nawet lekko nadgryzc zadnego z moich problemow, (a co dopiero rozgryzc)
                mam juz naprawde dosyc. Nic wielce oryginalnego mi nie dolega ale jakos nikt sie nie znalazl coby mial
                przynajmniej w miare sprecyzowany koncept na terapie.
                Wiadomo ze rezultaty to juz odrebny temat do dyskusji, ale jak dotad nie spotkalam nawet takiego co
                moglby chociaz teoretycznie poruszyc problem z jako takim sensem.
                Wiecej mi powiedzieli forumowicze ktorzy borykaja sie z podobnymi problemami, bo po prostu nie
                dosc ze na wlasnej skorze doswiadczyli to i teoretycznie wiecej wiedza. Takie sa niestety moje odczucia
                jezeli chodzi o "fachowa" sile.
                pozostaje tylko lykac z pokora cukiereczki, bo zanim znajdzie sie sensowny terapeuta to ja juz kwiatki
                od spodu bede wachac..
                i tym optymistycznym akcentem...

                a tak wogole dzieki za ciekawa wypowiedz/odpowiedz na moje pytanie.
                • 100krotki Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 04.01.05, 09:24
                  lucyna_n napisała:

                  > pozostaje tylko lykac z pokora cukiereczki, bo zanim znajdzie sie sensowny
                  ter
                  > apeuta to ja juz kwiatki
                  > od spodu bede wachac..
                  > i tym optymistycznym akcentem...
                  >

                  do tego łykania cukiereczków to powinnaś, moim zdaniem nabrać trochę więcej
                  dystansu.
                  skąd wiesz, że jak przestaniesz je łykać to np.100krotki będziesz wąchać od
                  korzonków?
                  mnie też swego czasu "tak wmawiali"
                  nie namawiam ciebie do odwyku od cukiereczków twoich, ale do nabrania do nich
                  dystansu oraz ...nadal szukania przyczyn swoich kłopotów
    • slepyleon Re: Terapeuci za kase - Walcie się! 03.01.05, 17:45
      A ja się pytam jak się czujesz w nowym roku - Norbercie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka