Dodaj do ulubionych

o psychoterapii...

21.06.05, 22:52
Napisalam tego posa na innym forum - zamknietym... Ale mysle, ze dobrze
bedzie, jak inni idacy na psychoterapie wiedzieli co ich moze czekac...
I wiedzieli o co sie pytac...


Skonczylam psychoterapie. Grupowa. Behawioralno-poznawcza...

Wiecie co - do dupy to bylo.
Albo moze ja sie nie nadaje.
Moim zdaniem skonczylo sie, zanim soie zaczelo. Prze 9 spotkan wciskano nam
kity z pseudoporadnikow. pt masz prawo do wlasnego szczescia, masz prawo
podjac decyzje itp itd... Do tego krotki relaksik, na drewnianych stolkach,
bez muzyki, za to przy tykajacym zegarze...
A dopiero na ostatnich, w zasadzie 3 przedostatnich spotkaniach cos sie
zaczeklo porzadnego, rozpatrywanie prawdziwych, realnych, jednostkowych
problemow...

Ostatnie zajecia mnie dobily - doprowadzily do placzu tak jak dawno...
"Ukochane" cwiczenie. NApisac i powieziec o kims cos dobrego, co Ci dal na
spotkaniach. Obluda i falsz. Bo co mozna powiedziec o osobie, ktorej sie nie
zna. Bylam w dwojce z chlopakiem, ktory blagal, zebym cos wymyslila bo nie ma
pojecia i pomyslu...
No i jaka pierwsza dobra uwage dosatlam - ze jestem osoba wiecznie smutna,
ktora nie widzi dobrych stron i wiecznie sie wycofuje. A co to bylo do k...
nedzy - kolko taneczne, czy spotkania osob chorych na depresje!
Dostalismy p[lyte z nagranymi plikami audio ze spotkan. Czy oni mieli prawo
dac te plytki ?! Nikt mnie nei pytal czy sie zgadzam, nikt mnie nie pytal, czy
chce, aby ktos sluhala moich wypowiedzi, w ktorych bylam szczera... W ktorych
sie otwarlam - teraz mam za swoje. Moze soboie sluchac jakis braciszek ,
siostra, kumpel...
Po trzecie - zrobili nam jescze raz test Becka czy jak sie tasm zwie. Ponizej
9pkt nie ma depresji.
No i brawo - pani X z 23 na 3 , Pan Y z 15 na 7.. itd itp
a ja...
z 36 (pani podkreslila PUBLICZNIE, ze to bylo najwiecej...) na 26...

Cale to zycie o kant d... rozwalic... Tyle wam powiem...

yas
Obserwuj wątek
    • euforyk Re: o psychoterapii... 21.06.05, 23:01
      > Dostalismy p[lyte z nagranymi plikami audio ze spotkan. Czy oni mieli prawo
      > dac te plytki ?! Nikt mnie nei pytal czy sie zgadzam, nikt mnie nie pytal, czy
      > chce, aby ktos sluhala moich wypowiedzi, w ktorych bylam szczera... W ktorych
      > sie otwarlam - teraz mam za swoje. Moze soboie sluchac jakis braciszek ,
      > siostra, kumpel...

      Nie mieli prawa, może chcieli przetestować waszą asertywnosc :-)
    • euforyk Re: o psychoterapii... 21.06.05, 23:04
      i jeśli było tak jak piszesz, to to chyba nie była terapia grupowa, tylko jakieś
      szkolenie grupowe

      > A dopiero na ostatnich, w zasadzie 3 przedostatnich spotkaniach cos sie
      > zaczeklo porzadnego, rozpatrywanie prawdziwych, realnych, jednostkowych
      > problemow...

      na grupowej to codziennie powinno być maglowane, wasze problemy i problemy
      miedzy ludzmi z grupy
    • o-ren_ishi Re: o psychoterapii... 21.06.05, 23:29
      Z tego co widze to nie terapia grupowa..to jakies totalne popaprance ja
      przygotowaly, pewnie uprawnienia nabywali w Pcimiu Dolnym.

      No i brawo - pani X z 23 na 3 , Pan Y z 15 na 7.. itd itp
      > a ja...
      > z 36 (pani podkreslila PUBLICZNIE, ze to bylo najwiecej...) na 26...
      Ej..ta "pani" to ostro nasrane w głowie ma. Czy terapia grupowa to rywalizacja
      typu "kto sie pierwszy wyleczy"? Moze fundowali jakies wycieczki jak ktos
      dostanie najmniej punktow...Nasrane ludzie w glowach maja...

      Sie nie dziwie, ze tyle ludzi depresje ma jak co drugi psycholog to burak.

      Wybaczcie z przeklenstwa, ale jak czytam takie historie..to cala moja erudycje
      szlag trafia i wylania sie ze mnie kawal zwierza.

      Yasmeen..pozdrawiam cieplo.
    • mskaiq Re: o psychoterapii... 22.06.05, 08:27
      Mysle ze sie nadajesz, rowniez masz racje ze to sie skonczylo zanim zaczelo.
      Nigdy psychoterapia a takze kazde inne dzialanie nie przyniesie rezultatu kiedy
      nie wierzysz ze ono moze zakonczyc sie sukcesem.
      Depresja to nic innego tylko przekonanie ze nic nie ma sensu a wszystkie
      pozytywne wartosci staja sie zbedne.
      Wszystko co negatywne zaczyna dominowac, nie ma sensu usmiech, radosc itp, za
      to ma sens zlosc, strach i inne negatywy.
      Tylko Ty mozesz to zmienic, psychoterapeuta moze Ci powiedziec ze kiedy mowisz
      zle o innych to tylko dlatego ze masz taka sama opinie o Sobie.
      Moze powiedziec ze trzeba sie cieszyc ze wszystkiego co jest wokol, polubic
      siebie, akceptowac swoje bledy i innych.
      Nie moze jednak tego zmienic u Ciebie, tylko Ty mozesz to zmienic. Taka zmiana
      nie jest latwa, ale mozliwa. Musisz wybierac pozytywne chocby wszystko w Tobie
      buntowalo sie przeciwko temu.
      Kiedys musialem pokonac uczucia i mysli ktore byly przeciwko mnie, musialem
      wybierac pozytywne wartosci. Paradoksem tego bylo ze wszystko we mnie buntowalo
      sie przeciwko tej pozytywnej drodze, akceptowalo negatywna.
      Serdeczne pozdrowienia.



      • prywatnie_odludek Re: o psychoterapii... 22.06.05, 08:50
        mskaiq napisał:

        > Kiedys musialem pokonac uczucia i mysli ktore byly przeciwko mnie, musialem
        > wybierac pozytywne wartosci. Paradoksem tego bylo ze wszystko we mnie
        buntowalo
        >
        > sie przeciwko tej pozytywnej drodze, akceptowalo negatywna.
        > Serdeczne pozdrowienia.
        >
        >
        >

        to jakiś nowy rodzaj autopsychoterapii?
        a wydaje mi się, że już gdzieś czytałam o tym sposobie,tylko w formie jakiegoś
        zaklęcia jakby
        a było takm tak napisanie:
        1.udaj się na wysoką górę, albo w inne miejsce gdzie innego człowieka nie
        zobaczysz
        2.zmień sobie dietę na taką co jest w zasięgu twojej ręki a najlepiej jak nic
        nie będziesz jadł
        3.usiądź i czekaj co się stanie
        4.wtedy przyjdą do ciebie myśli i uczucia, z którymi będziesz musiał stoczyć
        walkę
        5. jak ją wygrasz to wróć do kompa i czytaj posty Maiqa i rób wszystko tak jak
        on napisze
      • euforyk Re: o psychoterapii... 22.06.05, 10:43
        > Moze powiedziec ze trzeba sie cieszyc ze wszystkiego co jest wokol, polubic
        > siebie, akceptowac swoje bledy i innych.

        może więcej jeśli jest dobrze poprowadzona, psychoterapia ma na celu
        zapoczatkowanie jakiejs przemiany a nie wtłoczenie do głowy banałow, bo to można
        usłyszeć wszędzie.

        > Nie moze jednak tego zmienic u Ciebie, tylko Ty mozesz to zmienic. Taka zmiana
        > nie jest latwa, ale mozliwa. Musisz wybierac pozytywne chocby wszystko w Tobie
        > buntowalo sie przeciwko temu.

        może zmienić mskaiq, dać początek tej zmiany. Faktem jest,że trzeba pracowac nad
        zmianami w swoich zachowaniach, tego za ciebie nie zrobia, ale powinni pokazac,
        na czym zachowania, czy sposoby myślenia, niewlasciwe polegaja i sprawic zeby
        depresyjny zrozumial a nie tylko uzyskal informacje.

        Ps. Nie można mówić, że terapia jest dobra tylko zaburzeni do niej nie dorośli.
      • marzenia11 Re: o psychoterapii... 22.06.05, 23:40
        Wiesz to o czym piszesz jest jak najbardziej prawdą ale chyba w troche innej
        sytuacji niz ta którą opisuje yasmeen. Jeżeli osoba chora na depresję pisze o
        własnych odczuciach względem psychoterapii w stylu "i tak mi to nic nie da" czy
        to bezsensu lub a po co mam to robić itp to fakt, wtedy jest to działanie
        choróbska i Twoje uwagi o własnej wewnętrznej pracy są bardzo przydatne.
        Natoamist yasmeen podał/a pewne fakty bez interpretacji. Tzn przedstawianie
        wyników testu Becka i porównynwanie ludzi, nagrania audio itd. To sa fakty
        pokazujące styl pracy. Moga budzic kontrowersje tym bardziej w sytuacji gdy
        uczestnicy nie bardzo rozumieją PO CO jest im to serwowane. Wtedy wątpliwości
        co do sposobu prowadzenia oddziaływań psychoterapeutycznych mam. A uwierz mi że
        jako psycholog może powinnam bronić swoich kolegow/kolezanek po fachu.
      • yasmeen Re: o psychoterapii... 23.06.05, 12:00
        mskaiq napisał:

        > Mysle ze sie nadajesz, rowniez masz racje ze to sie skonczylo zanim zaczelo.
        > Nigdy psychoterapia a takze kazde inne dzialanie nie przyniesie rezultatu kiedy
        > nie wierzysz ze ono moze zakonczyc sie sukcesem.

        O przepraszam, poszlam tam z pelna wiara i nadzieje, ze mi pomoze, ze cos sie
        zmieni....

        > Tylko Ty mozesz to zmienic, psychoterapeuta moze Ci powiedziec ze kiedy mowisz
        > zle o innych to tylko dlatego ze masz taka sama opinie o Sobie.

        Nie mowie zle o innych. Uwazam (dzialanie depresji???), ze sa lepsi ode mnie...

        > Moze powiedziec ze trzeba sie cieszyc ze wszystkiego co jest wokol, polubic
        > siebie, akceptowac swoje bledy i innych.

        Tylko po co?
        Co mi da to, ze on powie? Nic. Myslalam, ze na tych zajeciach ( i bylam
        przygotowanan na brutalnosc tego typu terapii) bedziemy jednostkowo rozpatrywac
        problemy danej osoby. Jak reaguje, jak moze to zmienic. Ale tak krok po kroku.
        Moze bolec, ale zeby bylo konkretne. W depresji nie widze jasnych stron. W
        depresji nie mam slily na dzialanie. Wiec jesli ktos mi rzuca hasla - masz prawo
        do szczescia, masz prawo do bledow - to mi nie daje nic. NAtomaist myslam, ze
        bedzie to tak - " sluchaj, w tej sytuacji wcale nie musisz podstepowac tak...
        mozesz postapic tak a tak (wyjasnienie), jest jeszce inne wyjsci (takie i
        takie...).
        WIerz mi, ze jesli ja jako jedyne wyjscie zsytuacji widze samobojstwo, to taki
        hasla nie daja nic.
        Powiem jescze raz, gdybym umiala wylezc z tego sama, zrobilabym to...
        potrzebuje pomocy. Wiem, ze isc bede musiala sama, ale potzrbuje pomocnej reki i
        wskazowek w wyborze drogi. Ale wskazowek na teraz, juz a nie opowiadan o ziemi
        obiecanej...

        pozdr
        yas
        > Nie moze jednak tego zmienic u Ciebie, tylko Ty mozesz to zmienic.
        >
        >
    • lucyna_n Re: o psychoterapii... 22.06.05, 10:40
      wyrazy wspóLczucia,

      ale jedno jest na wielki plus dla Ciebie, nie bryknęłaś czyli gdzieś tam tli sie jednak wiara w sukces i to
      ze uda sie znalezc wyjscie z tej matni. Tutaj zawiodla czy to metoda czy osoba prowadząca, nie wiem,
      ale skoro dałaś radę zrobić coś co naprawdę było dla ciebie nieprzyjemne i trudne od a do zet, to moim
      zdaniem w depresji spory sukces. Wygralas sama ze soba potyczkę, a to zawsze krok do przodu,

      co do tych płyt to może iterweniuj, bo nie wolno czegos takiego robić.
      ps
      czy to była płatna terapia?
      • yasmeen Re: o psychoterapii... 22.06.05, 17:03
        Terapia byla za darmo. Dlatego wytrwalam, bo wiedzialam, ze na platna mnie nie
        stac. A postaniwilam zrobic wszystko, zeby sie wyrwac z tej matni, w ktora
        wpadlam. Zeby byc w porzadku wobec siebie...
        Terapie prowadzili specjalisci ze szpitala w pewnym pieknym mies ie polskim
        slynnym z uniwersytetu...
        Dlatego myslalam, ze bedzie ok...
        Ja naprawde jestem uczulona na pseudohaselka, ktore mozna znalezc w 1000
        poradnikow w ksiegarniach, pt. "Uszczesliw siebie", Twoja droga do szczescia"
        "Tao Kubusia Puchatka" itd...
        Ja je wszystkie znam. Problem w zastosowaniu... Mialam nadzieje, ze ta terapia
        pokaze mi praktycznie jak sie wydostac. Praca nalezy do mnie to fakt, ale
        wierzcie mi, ze gdybym mogla SAMA sobie poradzic, zrobilabym to...
        Szukalam pomocy - a zyskalam... 10 punktoew mniej na skali Becka hehe...

        Terapia byla od poczatku nagrywana, przy czym zanzaczyli, ze nagrania beda
        wykorzystane tylko do celow naukowych i ze obowiazuje ich tajemnica lekarska...
        Nie bylo mowy o nagraniu plyty...
        Posluchalam jej tak 5 przez 10... Sa to powycinane skrawki naszychj "madrych"
        wypowiedzi... Ale ja dalej nie chce, zeby moj glos gdzies tam sie szwedal...
        Zeby ktos poza grupa ( aprzeciez ich uczestnikow nie obowiazuje tajemnica
        lekarska, wiec moga z nia zrobic co chca, chocby wrzucic w szpargaly, gdzie
        odnajdzie to jakis braciszek mlodszy i beda sie z kumplem zarykiwac....) tego
        sluchal... Nikt mnie nei pytal o zgode i zdanie...

        Czuje sie oszukana, tym bardziej, ze nie latwo mi przychiodzilo i [rzychodzi
        mowienie os swoich problemach, bolu, ciemnosci...

        tyle
        ....
        yas
        • lucyna_n Re: o psychoterapii... 22.06.05, 17:17
          Wcale sie nie dziwie Twojemu rozżaleniu, niby wszystko teoretycznie miało szanse powodzenia. W
          państwowych placówkach nie mogą pracować ludzie bez odpowiedniego przygotowania teoretycznego,
          ani szarlataneria, a jednak, cholera trafilaś naprawde marnie. Ja niestety też mam podobne szczeście do
          psychoterapeutów, i chociaż wiem że sama to sobie co najwyzej moge do końca życia tabletki na
          uspokojenie łykać, to też jakoś fachowej pomocy psychoterapeutycznej nie udaje mi uzyskać.
          Z tą płytą to jest po prostu bezczelność. Na pocieche pomyśl sobie że takie rzeczy dla osób
          postronnych to okropna nuda, zanim zaczna sie smiac to z pewnościa zasną.

        • marzenia11 Re: o psychoterapii... 22.06.05, 23:47
          10 punktów mniej w Becku to BARDZO DUZO! I pradwopodobnie jest to efekt Twojej
          wewnętrznej pracy w obszarze swoich problemów czy nawet w drobej jej części.
          pamietaj tez o tym, że pscychoterapeutyczny jest nie tylko kontakt z
          psychoterapeutą ale także z innymi uczestnikami grupy. Stąd Twoj efekt poprawy.
          Chodzi mi o to, abys docenila swój wysiłek i pracę którą wykonałaś. Niezależnie
          od miejsca i lekarzy oraz technik wszelkich oddziaływań z ktorymi miałas do
          czynienia.
          Beck jest bardzo dobrym miernikiem choc z powodu swojej prostoty często trudno
          w to uwierzyć.Ale naprawdę tak jest. Wiem to z własnych doswiadczeń w leczeniu
          osób chorych na depresję. Pozdrawiam
          • yasmeen Re: o psychoterapii... 23.06.05, 12:04
            Moze i tak, ale poczualm sie tak jak na jakims wiecu - pan X wykonal 100% normy
            braaawooo, pani Y wykonala 300% normy braawo
            pani z - no tu nieduzo, ale to dlatego, ze opuscila pani dwa zajecia...

            heh

            yas
    • antylooo Re: o psychoterapii... 22.06.05, 11:54
      no to ekstra:(
      ja sie wybieram po wakacjach.
      ale bedzie jatka jak mnie sprobuja nagrac...
      trzymaj sie
      • suchyxxx Re: o psychoterapii... 22.06.05, 17:21
        To dziwna ta terapia.Dobrze że mi powiedziałaś bo już przynajmnioej będę
        wiedział że na grupową nie powinienem iść.Popłakałaś się z powodu że ktoś coś
        powiedział niemiłego na twój temat??Ja tam był wstał i dał w papę (zarówno tej
        osobie co to powiedziała jak i pani psycholog:P) Już taki jestem.Następnym razem
        to zaopatrz się w gaz łzawiący i wal jak tylko kto powie coś niemiłego:)
        • euforyk Re: o psychoterapii... 22.06.05, 17:29
          Ja tam był wstał i dał w papę (zarówno tej
          > osobie co to powiedziała jak i pani psycholog:P) Już taki jestem

          woooow twardziel z ciebie suchyxxx,

          kiedys pisałes, ze boisz sie ze ktos cie zaczepi na ulicy i bedziesz sie bał
          bic, tak jak prawdziwy mezczyzna ktory powinien pokonac lobuzow

          to mowisz ze seroxat takie zmiany dokonuje? chyba sobie lykne w takim razie :-)
          • suchyxxx Re: o psychoterapii... 22.06.05, 18:35
            Osób na ulicy się boję jeśli ktoś jest naćpany albo ma broń a takto to
            nie.Śmiejcie się ze mnie.Nic nie poradzę że się boję na ulicy a wśród grupy to nie
            • lucyna_n Re: o psychoterapii... 22.06.05, 19:17
              broń?
              gdzie Ty mieszkasz? w Pruszkowie?

              a jak ktoś jest naćpany to co go może obchodzić Twoja osoba, jak juz to można się bać tych na
              głodzie.

              ps
              wcale sie z Ciebie nie śmieję, ja sama się boję wszystkiego , wiec co sie mam śmiać.
            • euforyk Re: o psychoterapii... 22.06.05, 19:38
              normalna sprawa, pani psycholog nie ma broni to można pokozaczyć i w pape dać:-)
              • suchyxxx Re: o psychoterapii... 22.06.05, 21:41
                Siedzę sobie z rodzicami w domu i zastanawiam się czy nie wziąć z 20 tabletek
                hydroxyzyny i nie usnąć na wieki.Nagrywarka w komputerze zepsóła się tak sobie
                bez powodu,koleżanka poyczyła 6 zeta i nie oddała mi a miała oddać i znowu mnie
                oszukała,brat dzwoni i mówi żebym nie brał tego świństwa(seroxat) i przyjechaŁ
                do jego teścia na imieniny i wypił piwo,na co mu ja że mogę pić mimo brania tego
                "świństwa" a on ciągle dzwoni i mówi o tych lekaCH i ma mi za złe że wogóle
                biorę bo sam nie był nigdy chory na głowę,mama i tata krytykują mnie że nie
                potrafię iść do optyka 300 m od bloku i poprosić go żeby zreperował mi
                okulary(boję się i wstydzę) i oskarzają mnie że nie chcę jechać do dentysty
                autobusem i że oni mnie nie wezmą i że nie chcę iść do sąsiada i poprosić żeby
                mi sprzedał tanio nagrywarkę.Ciągle mi to wypominają i krzyczą na mnie.Mam tego
                życia dosyć i w poniedziałek mam szkołę (odbiór świadectw maturalnych) a boję
                się już i przeżywam wszystko i mam wrażenie że jak spotkam kolegów to będą
                niemili bo się do mnie nie odzywają cały czas o ja się nie odzywam też do
                nich.Mam dość tego świata.Kim ja będę w przyszłości??Jak ja pójdę na studia jak
                jazda tramwajem z bielan na grochów będzie mnie przerażać??Jak ja na rozpoczęciu
                roku studenckiego poznam nowych ludzi??Ciągle mi chodzą myśli po głowie żeby się
                zaćpać z kolegą.Niedługo będę miał xanax i pewnie znowu będę tydzień
                nieprzytomny bo będę łykał po 5 tabletek naraz tak sobie bo mi lepiej z tym
                środkiem.Pozatym brat mi powiedział "oj bracie jak ty sobie dasz radę w życiu
                jak ja nie daję sobie to ty tym bardziej nie dasz rady".Miłe nie??Ja mam pecha i
                wszystko mnie opuszcza albo się psuje.Każdy chce mi zrobić przykrość za to że ja
                nie robię nic innym złego a akurat musi paść na mnie.Każdy w klasie pewnie myśli
                jak by tu mnuie zgnoić na zakończeniu roku.Pewnie mama i tata chcą mi zrobić
                krzywdę i inni ludzie też.Zaczynam się bać wszystkich i zastanawiam się czy nie
                uciec od tego.Jak ktoś dzwoni do drzwi jak jestem sam w domu to zastanawiam się
                5 minut czy sprawdzić przez wuizjer kto to dzwoni czy poprostu schować się i
                udawać że mnie nie ma.Oczywiście wygrywa często 2 opcja.Nikt mnie nie lubi,ba
                każdy czeka na mnie żeby mi zrobić krzywdę.Jedynie dużo alkoholu,leków i
                narkotyków pozwala mi zapomnieć o strachu.Coraz bardziej zaczynam mieć pewność
                że zaczyna się u mnie choroba "paranoja" i boję się że w przyszłości jak będę
                sam w domu mieszkał(żony nie będę miał) to nagle zacznę słyszeć głosy i tak jak
                moja babcia dostanę schizofremii (ona miała starczą a ja będę miał zwykłą)
                • prywatnie_odludek Re: o psychoterapii... 22.06.05, 22:08
                  Suchy
                  to jakiś horror co ty opisujesz co się z tobą teraz dzieje.
                  kiedy zaczynasz psychoterapię?
                  a mama i tata nie wiedzą co ty tu piszesz?
                  może gdyby wiedzieli co ty przeżywasz znaleźliby odpowiednie słowa wsparcia?
                  daj im szansę
                  • suchyxxx Re: o psychoterapii... 22.06.05, 22:10
                    Byłem u psychologa 2 razy i 30 mam 3cią wizytę ale narazie to same pytania są i
                    nic dziwnego.
                    • prywatnie_odludek Re: o psychoterapii... 22.06.05, 22:27
                      suchyxxx napisał:

                      > Byłem u psychologa 2 razy i 30 mam 3cią wizytę ale narazie to same pytania są
                      i
                      > nic dziwnego.

                      czy możesz chociaż obiecać, że do tej wizyty 30 czerwca wytrzymasz jakoś i
                      odrzucisz te złe myśli o których tu napisałeś?
                      a na tej wizycie to nie daj się zbyć byle obietnicami i domagaj się porządnej
                      terapii "non stop"
                      • suchyxxx Re: o psychoterapii... 22.06.05, 22:31
                        oki już trochę lepiej.Myślę że do 30 uda mi się jakoś normalnie wytrzymać.Trochę
                        męczxy mnie poczucie winy że wszyscy mają coś do mnie nawet najbliższa
                        rodzina.Mam wyrzzuty sumienia z powodu gadania rodziców jaki to ja jestem
                        bezużyteczny.
                        • lucyna_n Re: o psychoterapii... 22.06.05, 22:40
                          siła złego na jednego.
                          Ja tam nic do Ciebie nie mam ale błagam nie ćpaj, bo się pogrąźysz. Z fobią społeczną się w końcu
                          uporasz, więc nie warto dokładać to tego wszystkiego jeszcze problemu uzależnienia. Zreszta zdajesz
                          sobie z tego sprawę na pewno , tyko dzisiaj przebrała sie miarka.
                          Co do gadania rodziny o bezużyteczności, to możemy sobie podać rękę, ja słysze dokładnie to samo.
                          Trzymaj sie z reszta nerwicowo-depresyjnej braci i nie nakrecaj sie ze ktos chce Ci zrobic krzywde, bo
                          takimi myslami czlowiek "sciaga " na siebie negatywne reakcje, nie wiem czemu ale tak jest. jakby sie
                          mialo to wypisane na twarzy.
                          • suchyxxx Re: o psychoterapii... 22.06.05, 22:43
                            To miłe że odpowiedzieliście na mój post:) Teraz sobie to przemyślałem i
                            stwierdziłem że jednak nie warto ćpać ani robić głupot.Poprostu się wkurzyłem bo
                            dzisiejszy dzień do udanych nie należał ale teraz jak jest spokój i wszyscy śpią
                            to odrazu mi lepiej:) Dziękuję za wsparcie.
                            • lucyna_n Re: o psychoterapii... 22.06.05, 23:01
                              ;)
        • yasmeen Re: o psychoterapii... 23.06.05, 11:47
          heh...
          zebym potarfila walczyc o swoje - niekoniecznie az tak brutalnymi metodami -
          byloby mi prosciej. Nic nie poradze na to, ze wole skrzywdzic siebie niz kogos
          innego, chocby nieswiadomie.
          Zabolaly mnie te uwagi, nie twierdze, ze byly nieprawdziwe, ale przykro bylo
          uslyszec to jako odpowiedz na zadanie "co dobrego dal Ci kazdy z grupy"...
          Wyszlo na to, ze ja nie moge dac nikomu nic dobrego oprocz smutku, beznadziei,
          marzen o samobojstwie i ucieczki...STad prosty wniosek, ze nie ma po co zyc...
          Wiecej - lepiej nie zyc, bo po co komus prezentowac takie uczucia...

          Nie wiem na jakiej zasadzie dobiera sie ludzi w grupy - myslalam, ze pewnym
          kryterium jest stopien nasilenia depresji. U mnie byly osoby z nieiwelkim
          nasileniem. Poza tym tak do koncz nie wiem, czy to byla grupa chorych na
          depresje, bo jedan z osob miala problemy z wyjsciem na ulice - dusila sie, inna
          z publicznym odezwaniem sie... Myslalam, ze to bardziej sa obiawy fobii i
          nerwicy...
          Na koniec kazdy mial jakis sukces - ktos znalazl prace, ktos wrocil na studia,
          ktos zdal egzaminy, itd. itp. ... Tylko ja ciotka jedna ... z 36 na 26 hehe....

          yas
    • marzenia11 Re: o psychoterapii... 22.06.05, 23:33
      Bardzo Ci współczuję. Przykro mi, że po przebytej pdychoterapii nie czujesz się
      lepiej. Twój post jest ważny dla innych z kilku powodów:
      1. przed pójściem do psychologa w ośrodku dowiedz się jaka formę pomocy
      proponują-to może byc trudne więc jeżeli Ci sie nie uda zrób krok 2.
      2. przed każdą psychoterapią (indywidualną czy grupową) powinno się odbyc jedno-
      czasem dwa-spotkanie konsultacyjne m,ające na celu okreslenie obszaru problemu,
      przedstawienie formy pomocy odpowiedniej do problemu i oczekiwań klienta-czasem
      konczy się to skierowaniem do innego ośrodka psychologa
      Myślę ze Twoje poczucie niepowodzenia wynikło własnie z źle przepriowadzonego
      rozpoznania i źle lub niedosteatecznie rozpoznanych Twoich oczekiwań
      3.niestety tak to jest ze wsrod psychologów tak samo jak wsrod lekarzy są lepsi
      i gorsi. Tak to jest. W obrębie tego samego ośrodka i tego samego podejscia
      psychologicznego tez są różni specjaliści. Dlatego otrząśnij się, kiepsko
      trafilaś i poszukaj dalszej pomocy. Nie rezygnuj z właśnego zdrowia !! Jeżeli
      chcesz więcej napisz dop mnie na priva. Podam Ci kontakty i sobie troche
      popiszemy. Jestem przekonana że będzie dobrze, ale Ty absolutnie możesz być
      innego zdania. Daj sobie szanse.Pozdrawiam
    • vinxxx Re: o psychoterapii... 28.06.05, 13:20
      sprobuj indywidualnej psychoterapi. ale nie u jakiegos tam psychologa tylko u
      superwizora. ja jezdze 60 km do pani ktora jest wlasnie superwizorem i
      rozumiemy sie swietnie , daje mi tez poczucie bezpieczenstwa
      polecam ale pod warunkiem ze poszukasz prawdziwego specjalisty. nie jest to
      tanie ale dziala
      pozdrawiam
      • yasmeen Re: o psychoterapii... 04.07.05, 12:50
        A co to jest ten supervisor???

        Pierwszy raz sie spotykam z takim terminem...
        Mozesz napisac cos wiecej - co to za specjalnosc i czemu taka dobra?

        pozdr
        yas
    • rumiankowa Re: o psychoterapii... 05.07.05, 15:13
      yasmeen napisała:

      > Skonczylam psychoterapie. Grupowa. Behawioralno-poznawcza...

      Ja skonczylam wglądową (tez grupową). 4 lata temu.

      > Wiecie co - do dupy to bylo.

      Wiecie co.. uratowalam swoje zycie.

      Tak, rozumiem, ze Tobie wiele rzeczy nie odpowiadalo na tej terapii, moze
      faktycznie zle trafilas, moze grupa byla niefortunnie dobrana, a moze Tobie
      duzo wiecej trzeba by wyjsc na prosta niz innym czlonkom.
      Powiem tylko tyle, ze dla mnie terapia byla wielkim przelomem i odkryciem. Od
      tamtej pory wiele zrobilam w zyciu i jestem sobie (!) b. wdzieczna za udzial,
      odwage, zaangazowanie i pewne ryzyko.

      > Cale to zycie o kant d... rozwalic... Tyle wam powiem...

      Jedna terapia ma sie nijak do "calego zycia". Tyle Ci powiem.
      • lucyna_n Re: o psychoterapii... 05.07.05, 16:19
        na czym polega terapia wglądowa?
        • kamilla7 Re: o psychoterapii... 05.07.05, 19:51
          Witam,
          czytam sobie to forum i jakoś mi lżej, ze nie tylko ja jedna...
          A moze ktoś mi coś podpowie?
          Mam depresje i źle mi z tym. Tzn o tym, ze mam zaburzenia depresyjno-lękowe to
          dowiedziałam się niedawno. Poszłam do psychologa, bo mi się wydawało, ze taka
          beznadziejna jestem i to zycie takie beznadziejne, a przecież ja kiedyś taka
          świetna byłam! zawsze sobie radziłam, a tu - bez pracy, bez mieszkania, bez
          eeeech... Pomyslałam (namówiona), że pogadam z kimś, moze nabiore pewności
          siebie, bo przeciez to niemożliwe...
          No i stało się. Nie mam pieniędzy więc poszłam do przychodni NFZ, za darmo. Ale
          to mogła być tylko terapia grupowa (nie chciałam, nie mam wiary, i nie
          odważyłabym się mówić, i...) więc zostało 7 spotkań indywidualnych. Tam z miłą
          panią sięgnęłyśmy wgłąb mojego życia i... ryczałam histerycznie po raz pierwszy
          od wielu lat. TAK, byłam krzydzona, TAk, nie dostałam miłości, TAK żyję w
          poczuciu winy (za co?), TAK boję się że wszyscy chcą mnie oszukać, TAK mam mysli
          samobójcze (choć staram się nie), TAK TAK TAK!
          Otworzyłam się, pozwoliłam sobie na wyrzucenie tego, co skrzetnie dotąd
          chowałam, o czym bałam się myśleć, bele do przodu.
          No i...
          Przychodze na ostanie spotkanie, a pani mi miło mówi, ze to koniec (choć na
          dobrą sprawę ledwie zaczęłyśmy), więcej spotkań mi nie przysługuje. Ja wiem,
          takie sa realia, ale co ja mam teraz zrobić????
          Zostałam z takim rozgrzebanym gówienkiem w reku, nie chcę tego, boję się. Wcale
          mi nie lepiej tylko gorzej. Pani powiedziała, ze na mój problem to trzeba około
          3-5 lat psychoterapii anlitycznej.
          Tylko, ze mnie nie stać!!!
          I czuje się podle...
          A moze ktoś z was wie, jak sobie poradzić bezinwestycyjnie? Ja naprawdę nie mam
          tych 80 zł za 50 min 1xtydzień. I nie wiem, co dalej robić...
          Pozdrawiam serdecznie
          K.
          • lucyna_n Re: o psychoterapii... 05.07.05, 21:50
            psychoterapie analityczna to sobie z gory mozesz odpuscic, nic Ci to nie da, tylko zostaniesz z
            rozsypanka z miliona kawalkow.
            • rumiankowa Re: o psychoterapii... 08.07.05, 15:32
              lucyna_n napisała:

              > psychoterapie analityczna to sobie z gory mozesz odpuscic, nic Ci to nie da,
              ty
              > lko zostaniesz z
              > rozsypanka z miliona kawalkow.

              Etam, po co komus takie mity i wlasne lęki wciskac. TO nie jest prawda, choc
              ludzie sie tego "grzebania" bardzo boja - co jest oczywistoscia, skoro na tym
              narosl taki wrzod i problem. W psychoterapii rowniez sklada sie te kawalki.
              • lucyna_n Re: o psychoterapii... 08.07.05, 15:51
                w analitycznej guzik Ci poskladaja, pomaga tylko tym co potrzebuja sie przed kims wygadac.
                • rumiankowa Re: o psychoterapii... 09.07.05, 13:28
                  lucyna_n napisała:

                  > w analitycznej guzik Ci poskladaja, pomaga tylko tym co potrzebuja sie przed
                  ki
                  > ms wygadac.

                  Piszesz jakbys conajmniej znala 90% przypadkow konczacych taka terapie. Skad
                  taki pochopny i radykalny wniosek?
          • rumiankowa Re: o psychoterapii... 08.07.05, 15:29
            Zdecyduj sie na ta grupowa. Masz teraz najlepszy czas na to i mozliwosci. I nap
            [rawde nie ma sie czego bac - mowisz/robisz tam tyle ile chcesz, nic na sile.
        • rumiankowa Re: o psychoterapii... 08.07.05, 15:26
          lucyna_n napisała:

          > na czym polega terapia wglądowa?

          Na wgladzie w sedno problemow - szukaniu przyczyn. Czyli pewnie najczesciej
          niestety na przerobieniu spraw z dziecinstwa.
          • lucyna_n Re: o psychoterapii... 08.07.05, 15:53
            czyli to samo co psychoanaliza, przecie to trup niewart pogrzebu, spowiedz dla ateistów.
            • rumiankowa Re: o psychoterapii... 09.07.05, 13:40
              lucyna_n napisała:

              > czyli to samo co psychoanaliza, przecie to trup niewart pogrzebu, spowiedz
              dla
              > ateistów.

              Nie, nie jest to spowiedz dla ateistow. Masz jakies wypaczone pojecie w tych
              tematach, nie wiem czy bazujesz na jakichs niefortunnych doswiadczeniach
              wlasnych czy cos innego jest powodem wyglaszania takich sądow - ale wiem, ze
              prawidlowo przeprowadzona psychoterapia nie ma wiel wspolnego z tym co gloisz.
              Nie ma sensu ludzi straszyc i zniechecac swoimi przesadami. Moze napisz cos
              konkretniejszego, skad taka pesymistyczna ocena?
              Pozdrawiam
      • yasmeen Re: o psychoterapii... 05.07.05, 21:51
        rumiankowa napisała:

        > yasmeen napisała:
        > > Wiecie co - do dupy to bylo.
        >
        > Wiecie co.. uratowalam swoje zycie.
        >
        > Tak, rozumiem, ze Tobie wiele rzeczy nie odpowiadalo na tej terapii, moze
        > faktycznie zle trafilas, moze grupa byla niefortunnie dobrana, a moze Tobie
        > duzo wiecej trzeba by wyjsc na prosta niz innym czlonkom.
        > Powiem tylko tyle, ze dla mnie terapia byla wielkim przelomem i odkryciem. Od
        > tamtej pory wiele zrobilam w zyciu i jestem sobie (!) b. wdzieczna za udzial,
        > odwage, zaangazowanie i pewne ryzyko.
        >
        > > Cale to zycie o kant d... rozwalic... Tyle wam powiem...
        >
        > Jedna terapia ma sie nijak do "calego zycia". Tyle Ci powiem.
        >

        Ciesze sie, ze Ci pomoglo. Natomiast to, ze wyszlas na prosta nie daje Ci moim
        zdaniem prawa do przedrzezniania mnie. Napisalam wtedy to co czulam , tak jak
        czulam i slowami, ktore mi wtedy przychodzily na mysl. Doceniam polemike - nie
        podoba mi sie styl w jakim ja prowadzisz. - lapania za slowka i przedrzezniania...


        Milego kolejnego dzionka w lepszym swiecie
        yas
        • rumiankowa Re: o psychoterapii... 08.07.05, 15:37
          yasmeen napisała:

          > (..) lapania za slowka i przedrzezniania

          Nie bylo tam przedrzezniania - przykro mi, ze tak latwo czujesz sie atakowana.

          > Milego kolejnego dzionka w lepszym swiecie
          > yas

          W tym zdaniu duzo wiecej ironii niz moznaby nawet przy najlepszych checiach
          przypisac mojej wypowiedzi ;)
          Nie pisalam tego by sie "pochwalic" jakim "lepszym swiatem" bo obie zyjemy w
          tym samym, ale by nie odbierac innym nadziei na poprawe np po psychoterapii.
          Trzymaj sie.
    • fikumikuja Re: o psychoterapii... 08.07.05, 23:18
      Bylam na 3 miesiecznej terapii grupowej. Poszalm tam z marszu, nic nie
      wiedzialam co mnie czeka. Wczesniej bylam na lekach i w koncu lekarz
      zaproponowal te terapie. Szlam z wielkimi obawami. Dzisiaj dziekuje bogu, ze tam
      sie znalazlam. Zaczelam rozumiec siebie, to tak w skrocie. Jak czytam o Waszych
      doswiadczeniach to szok. Moja terapia grupowa byla super. Z osoby bardzo
      wycofanej, ciagle placzacej, bez checi do zycia - zmienilam sie. Program terapii
      byl bardzo urozmaicony, sporo zajec ciekawych. Zaczelo sie od powrotu do
      dziecinstwa, tam sie wszystko zaczelo. Zrozumialam dlaczego w zyciu postepowalam
      tak a nie inaczej, pokochalam siebie.
      Poznalam wspanilych ludzi, rowniez przez zycie dotknietych. Do dzisiaj
      utrzymujemy kontakt. To sa moi prawdziwi przyjaciele, wiemy o sobie wszystko.
      Mimo, ze nie wiem jaka lubia muzyke, co lubia zjesc itd. ale poznie wspolnych
      klopotow bardzo nas zblizylo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka