Dodaj do ulubionych

Żyć się odechciewa

10.07.05, 18:31
POnad rok temu leczyłam się na depresję. po odstawieniu leków przez dość długi
okres czasu było dobrze. Ale teraz chyba znowu jest to samo. Nie mam siły
wstać z łóżka. Dopiero koło południa udaje mi się podnieść. Dziecko biega samo
po mieszkaniu - ma 6 lat a ja zmuszam się do tego żeby zrobić mu cokolwiek do
jedzenia sobie nie gotuję bo już nie mam siły. nie sprzątam nie prasuję.
Potrafię pół dnia przeleżeć w łóżku i po prostu płakać. Nie mam ochoty
wychodzić z domu i spotykać się ze znajomymi. Najlepiej byłoby żeby wszyscy
dali mi święty spokój. Rano trzęsą się ręce. Jedyne czego nie ma to duszności
w klatce piersiowej - tak było poprzednim razem. Nie mam już siły. Znowu to
samo? Zdarza mi się myśleć o tym żeby skonczyć to wszystko. Jaki błąd
popełniłam? Zbyt krótko brałam leki. W czerwcu była 3 rocznica śmierci mojego
męża. Popełnił samobójstwo. Dopiero w tym roku dowiedziałam się, że mnie
zdradzał, szastał pieniędzmi na prawo i lewo w czasie kiedy było nam naprawdę
ciężko. Powiesił się włąśnie dlatego że nie rozliczył się w pracy z gotówki.
Teraz już wiem, na co ją wydał. Samoocena zero, poczucie własnej wartości
zero. Już nie wiem co robić. Nawet chyba nie mam ochoty.
Obserwuj wątek
    • donek11 Re: Żyć się odechciewa 10.07.05, 18:59
      Wiesz co, myśle że skoro tyle przeszłaś i do tego jesteś sama to masz w sobie
      bardzo dużo siły, i musisz być naprawde wyjątkową kobietą, miała prawo
      przytrafić ci się depresja najlepiej jak byś znowu ją wyleczyła może za
      wcześnie przerwałaś leczenie ? gdzieś czytałem że przy nerwicach (nie wiem czy
      przy depresjach też) kiedy jest już ok to i tak nie powinno przerywać się
      terapi dopuki lekarz tego nie stwierdzi, bo one poprostu mogą wrucić.
      Mnie też właśnie dorwała nerwica, objawy są raczej bardzo nieprzyjemne, ale
      jest tyle pięknych rzeczy że nie warto się poddawać :) A kontakt z ludźmi i
      wykonywanie codziennych zajęć zwłaszcza tych które lubi się robić działa
      pozytywnie, chyba lepiej tego nie unikać. życzę świetnego samopoczucia i
      zdrówka !
      • suchyxxx Re: Żyć się odechciewa 10.07.05, 20:18
        Jakie objawy nerwicy macie??Mnie one strasznie męczą mimo że jestem zdrowy
        psychicznie to ciało dolega non stop(nerwica wegetatywna).Nie mam problemów z
        życioem i chcę żyć a bóle nie mijają i te zawroty w głowie.Odstawiłem leki
        niedawno i po nich mi wróciły bóle i dolegliwości ale wiem że jestem zdrowy
        psychicznie więc leków nie mogę brać(lekarz powiedział).Jak nie brać jak mnie
        wszystko boli i żyć trudno z 10x bardziej.
    • azar21 [...] 10.07.05, 22:14
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • mskaiq Re: Żyć się odechciewa 11.07.05, 16:48
      Mysle ze Twoja depresja bierze sie z tego co sie wydarzylo w Twoim malzenstwie.
      Mysle ze nie potrafisz i nie chcesz wybaczyc ani Sobie ani Mezowi tego stalo.
      Ciagle sa w Tobie mysli o tym co sie stalo, one Cie doluja, odbieraja chec do
      dzialania i zycia. Jedyny sposob to przestac myslec o tym, inaczej te mysli Cie
      zniszcza. Nie wolno spac bo sen tylko poteguje zal i smutek.
      Musisz sie przelamac, wez Dziecko i idz na spacer. Kiedy juz wyjdziesz
      poczujesz duza ulge, wysilek fizyczny i powietrze pomoga Ci odzyskac kontrole
      nad Soba. Musisz zaczac wychodzic codziennie na te spacery, to wazne dla Ciebie
      i dla dziecka. Musisz zaczac sie prawidlowo odzywiac, to rowniez jest wazne dla
      Was obojga, Ono Ciebie potrzebuje i kocha. Dla Niego jestes wszystkim, calym
      swiatem bo calkowicie zalezy od Ciebie.

      Piszesz co zrobilas zle, nie bralas za krotko lekow, tego co sie dzieje z Toba
      nie zmienia leki, tylko Ty mozesz to zrobic.
      Dlaczego uwazasz ze Twoja wartosc jest rowna zero. Co jest przyczyna ze tak
      uwazasz, ja nie widze takiej przyczyny. Ty nie jesteas winna temu co sie
      wydarzylo w Twoim zyciu. Czesto nie mamy zadnego wplywu na to co sie wydarza w
      naszym zyciu. Wtedy trzeba przetrwac, nie mozna pozwolic aby te zewnetrzne
      okolicznosci zniszczyly Ciebie i wszystko co jest wazne dla Ciebie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • shangri-la Re: Żyć się odechciewa 11.07.05, 17:27
        Mam trochę inne doświadczenia, ale rozumiem Cię doskonale i czuję się
        podobnie....masz rację....ŻYC SIĘ NIE TYLKO ODECHCIEWA, ALE NIE CHCE......
        To koszmar bez końca..........
        • anpa2 Re: Żyć się odechciewa 13.07.05, 13:19
          Poszłam do lekarza i biorę leki ale jest bardzo źle. wiem, że one działają z
          opóźnieniem, ale nie wiem czy dam radę. Pytałam się mojej przyjaciółki którą
          kiedyś spotkało to samo, czy miewała myśli samobójcze. Powiedziała, że nie. Ja
          niestety tak i to niemalże codziennie. Jedynie dziecko jest dla mnie motywacją
          do tego, żeby rano wstać z łóżka i żyć dalej. Ale jak długo jeszcze? Nie wiem.
          Nie wiem czy tym razem dam radę.
          • shangri-la Re: Żyć się odechciewa 13.07.05, 13:46
            Trzymaj się dziewczyno! Mam to samo i dziecko prawie już dorosłe.....Nie daj
            się, walcz! Trzymam kcuki za Ciebie!
            Pozdrawiam:)
            • micaela Re: Żyć się odechciewa 13.07.05, 14:37
              mysli samobojcze w depresji to normalka. musisz jakos wytrzymac,masz dla
              kogo.Juz wystarczy, ze Twoje dziecko w tak tragiczny sposob stracilo ojca.Badz
              dzielna, nawet najbardziej paskudna depresja mija.
              cieplo Cie pozdrawiam
              • donek11 Re: Żyć się odechciewa 13.07.05, 19:38
                Tak to prawda, wszystkie paskudne stany w końcu odejdą i znowu będzie
                radośnie :)
                w tych cięższych dniach kiedy nie widać nadziei że będzie lepiej trzeba się po
                prostu jakoś trzymać, myślę że dziecko jest na prawdę mocną motywacją na pewno
                przeżyjesz z nim jeszcze wiele wspaniałych chwil :) Dobrze jest znaleźć w życiu
                sobie jakieś cele, i kiedy wyjdzie się na prostą dążyć do nich i cieszyć się
                każdą chwilą a nie tak jak to niestety często bywa dołować się każdym
                głupstwem, życzę Ci wieeele radości z życia a patrzenie na dorastające dziecko
                to na pewno radość :)
                • donek11 Re: Żyć się odechciewa 13.07.05, 19:46
                  a co do myśli samobójczych to nie przejmuj się tym że twoja koleżanka ich nie
                  miała a ty masz każdy człowiek jest inny ma inny bagaż doświadczeń i inaczej
                  patrzy na świat te same rzeczy różni ludzie różnie widzą to samo z chorobami
                  każdy wszystko przechodzi na swój sposób, w depresjach i nerwicach ważne jest
                  żeby wprowadzać do umysłu jak najwięcej pozytywnych doświadczeń dzięki temu one
                  nie będą wracać, kiedy poczujesz się lepiej nie unikaj lepiej ludzi ani życia,
                  no jedynie tych co cię wkurzają :P
                  gorące pozdrowienia
    • vedel1 Re: Żyć się odechciewa 15.07.05, 12:03
      Kochana, a może byś rozważyła pobyt w szpitalu. Teraz okres wakacji może ktoś z
      rodziny lub znajomych ci pomoże przy dziecku, a może ktoś z forumowiczów? W
      szpitalu byś miała pod ręką lekarza, dobrano by ci dobry lek. Zastanów się.
      Kilka razy w życiu miałam ciężkie chwile, ale zawsze potem "zaświeciło słońce".
      Ściskam.
      • drugi_biegun Re: Żyć się odechciewa 15.07.05, 12:11
        vedel1 napisała:

        > Kochana, a może byś rozważyła pobyt w szpitalu. Teraz okres wakacji może ktoś
        z
        >
        > rodziny lub znajomych ci pomoże przy dziecku, a może ktoś z forumowiczów?

        przyjemniejsze a przez to i lepsze byłoby sanatorium. jak najdalej od domu i od
        problemow domowych a tez i od dziecka, które...ma teraz matkę co najwyżej w
        połowie
        oddac dziecko w nieznane rece raczej bym nie polecala
        tylko, ze takiego sanatorium dla depresyjnych chyba w Polsce nie ma...czyli
        pozostaje szpital-niestety
      • shangri-la Re: Żyć się odechciewa 15.07.05, 12:14
        Cieszę się, ze jest ktoś, komu po ciężkich chwilach "świeci słońce".
        U mnie tak jakoś same chmury....coraz ciemniejsze.....
    • vedel1 Re: Żyć się odechciewa 15.07.05, 12:21
      nie nalezy oddawać dziecka "w obce ręcę", ale może forumowicze wymyślą coś
      mądrego. anapa2 wyraźnie kiepsko się czuje i musi się leczyć. To jest dla niej
      teraz bardzo ważne!
      A co do świecenia słońca - to nawet w ciężkich chwilach nie należy pogarszać
      swojej sytuacji i sobie dokładać. Może jednak jest w twoim życiu cokolowiek,
      nawet małego co jest fajne? A może możesz komuś pomóc?
      • shangri-la Re: Żyć się odechciewa 15.07.05, 12:45
        Ten, któremu chciałam pomóc....odrzucił mnie razem z moimi szczerymi
        uczuciami.....pomagam zawsze i wszędzie, gdzie tylko mam ku temu okazję, ale
        bardzo trudno jest WSPIERAĆ duchowo drugiego depresanta, jeśli nasz, osobisty
        świat ulega zagładzie:(
        Rozminęłam sie chyba z powołaniem....jako neurotyczka powinnam była w młodym
        wieku wyjechać na jakieś misje....oszczędziłabym sobie tylu dramatów i dzis nie
        musiałabym sie zastanawiać nad sensem mojej beznadziejnej egzystencji.
        • vedel1 Re: Żyć się odechciewa 15.07.05, 13:08
          Moja droga, najcenniejsze co możesz dać drugiemu człowiekowi to jest twój czas.
          Jestem pewna, że takie osoby są koło ciebie. Np. ja dowiedziałam się, że w
          szpitalu na oddziale dziecięcym jest 3-letni chłopczyk, od kilku mieśiecy
          przebywa w szpitalu i nikt go nie odwiedza mimo, że ma rodziców... Jedyne co
          mogłam dziś zrobić to kupić mu zabawki i kilka ubranek. Będę miała chwilkę za
          dwa tygodnie to go może odwiedzę. Ale myślę, że byłby zadwowolony gdybym mogła
          go poodwiedzać, poczytać mu lub poprostu posiedzieć. Jestem pewna, że koło nas
          jest pełno takich osób. Idź do nich!
        • anpa2 Re: Żyć się odechciewa 18.07.05, 15:20
          Od soboty zaczęłam funkcjonować w miarę normalnie. Więcej śpię nie jestem tak
          zmęczona w ciągu dnia. Do normalności jeszcze bardzo daleko - nie wiem kiedy
          dojdę do stanu sprzed... Trudno być w takich chwilach samemu. Na pomoc dziecka
          nie mam co liczyć. Ale może lepiej tak niż być z kimś kto nie rozumie. Nie
          rozmawiam z nikim o tym co się ze mną dzieje oprócz was bo stwierdziliby po
          prostu że j estem wariatką. ieszkam w małym mieście i wizyta np. u psychiatry
          jest kojarzona jednoznacznie. Mojej mamie dałam poprzednim razem ulotkę
          dotyczącą depresji, którą dostałam od lekarza i tym razem, kiedy powiedziałam
          jej że idę po leki wiedziała już o co chodzi. Poprzednio słyszałam tylko weź się
          w garść, weź się za siebie. Teraz chyba rozumie, że tak się nie da. Jest mi
          jeszcze ciężko, chodzą po głowie różne myśli ale chyba odbiłam już się od dna.
          Boję się tylko tego, że kiedyś to znowu wróci i tym razem nie dam sobie z tym
          rady. A na razie jest tak sobie...
        • drugi_biegun Re: Żyć się odechciewa 18.07.05, 18:40
          shangri-la napisała:

          > Ten, któremu chciałam pomóc....odrzucił mnie razem z moimi szczerymi
          > uczuciami.....pomagam zawsze i wszędzie, gdzie tylko mam ku temu okazję, ale
          > bardzo trudno jest WSPIERAĆ duchowo drugiego depresanta, jeśli nasz,
          osobisty
          > świat ulega zagładzie:(
          > Rozminęłam sie chyba z powołaniem....jako neurotyczka powinnam była w młodym
          > wieku wyjechać na jakieś misje....oszczędziłabym sobie tylu dramatów i dzis
          nie
          >
          > musiałabym sie zastanawiać nad sensem mojej beznadziejnej egzystencji.

          nie rób sobie wyrzutów, ze gdyby......itd.
          to bez sensu takie gdybanie...do tyłu
          dziśs jesteś tam gdzie jesteś i uwierz mi....że doświadczasz tego wszystkiego,
          bo inaaczej być nie mogło
          nie maa wiedzy i mądrości....wstecz
          możze ktoś cię zawiódł teraz
          może ktoś cię zawiodł wcześniej
          może dałaś się zawieść tam, gdzie nie chciałaś....
          możze,może....
          my na to "może" naprawdę mamy niewielki wpływ albo nawet żaden
          aale mamy wpływ jak dalej pokierujemy swoimi myślami
          naucz się mówić pewnym myślom STOP!!!
          STOP!ZAKAZ WSTĘPU!
          naucz się uchwycić ten jeden jedyny moment, kiedy naa Swoje STOP jeszcze masz
          siły reagować
          • zyrafa46 Re: Żyć się odechciewa. Coś I DLA +__- :-))) 20.07.05, 00:00
            Podoba mi sie to co piszesz +__-. Też tak myślę, nie tylko myślę. Staram sie
            tak działac - i to zdaje egzamin. Ktoś napisał, że jakoś tak: nasze życie
            zaczyna się od następnej chwili po tej, która właśnie minęła. Takie zdanie
            jest budujące, jeśli SIĘ TEGO CHCE CHCIEĆ. Mi się chce, bo Bozia dała nam życie
            po to, byśmy go nie zmarnowali. Jak zapominam, że ma mi się chcieć, sięgam po
            ściągawkę. Czasem nie ma ściągawki pod ręką. Co wtedy robić?
            Żyrafa
            • danuski Re: Żyć się odechciewa. Coś I DLA +__- :-))) 20.07.05, 07:07
              zyrafa46 napisała:

              >Bozia dała nam życie
              >
              > po to, byśmy go nie zmarnowali.

              to ja!
              drugi_biegun
              naa swoje życie nie patrzę, że mi je dała Bozia
              przecież w bociany już od dawna nie wierzę
              ale Bozia coś naam daje, jak już życie trwa-życie z "przejściami" przez dzień
              po dniu z dnia na dzień. daje pocieszenie, że kiedyś taam, dawno temu....inni
              teżz mieli swoje "przejścia" i jakoś z nich wychodzili....jeszcze tu, na
              Ziemi,bo nauczyli się....mieć nadzieję, żze może jutro, może za chwilę...a jak
              nie tu naa Ziemi, to może ...kiedyś tam...cud się staanie i złe chwile
              bezpowrotnie odejdą a w sercu zagości spokuj i radość-niekoniecznie wieczna, bo
              kto chciałby "wiecznie" się tylko śmiać i radować?
              ja nie
              przecież tak pięknie jest po letniej burzy!


              >Jak zapominam, że ma mi się chcieć, sięgam po
              > ściągawkę. Czasem nie ma ściągawki pod ręką. Co wtedy robić?
              > Żyrafa

              co robić jaak "pod ręką" nie ma ściągawki?
              trzebaa "ściągawkę" umieścić w sercu (głowie) i wtedy zawsze jest pod
              ręką....chociaż niteczka...cieńsza niżz nić Adrianny, ale...doprowadza nas do
              tego "smoka", który nas, a raczej w nas, lubi się budzić, kiedy....oddalamy się
              od tego co kochamy najbardziej. ta cieniutka nić to jak ....żyłka złota, która
              prowadzi naaas...gdzie nasz skarb największy trzymamy.
              gdzie serce twoje, tam twój skarb jest-to moja ściąga zawsze ze mną, przy mnie
              i we mnie
              • zyrafa46 Re: Żyć się odechciewa. Coś I DLA +__- :-))) 21.07.05, 23:56
                +__-, jeteś teraz danuski? muszę sie przyzwyczaić.

                zeby mozna było wyciągnąc sobie troche takiej niteczki... Och, ja jestem
                pomysłowa. Już bym wiedziała co można zrobic z taką niteczką. To mi sie podoba.
                Tak mi słodko z Tą niteczką. Tą z wielkiej litery, niechcący - niech zostanie.
                Będę wierzyc, że ją mam i sie cieszyć. Teraz myślę o tym wystajacym,
                rozciągliwym lub wysuwalnym koniuszku - na zewnątrz....Jak Ci sie to podoba?
                Zyrafa
    • rumiankowa Re: Żyć się odechciewa 20.07.05, 14:28
      Dopiero w tym roku dowiedzialas sie prawdy nt zycia meza, wiec to jakby od
      poczatku zaczelo sie zmaganie z tym problemem, ktory wydawalo by sie ze juz
      troszke przysechl. Depresja reaktywna, nie boj sie antydepresantow, wydaje sie,
      ze sa Ci teraz potrzebne.
    • dido74 Re: Żyć się odechciewa 21.07.05, 21:39
      wiem co czujesz gdyż depresja nie jest mi obca.Od paru lat na nią choruję choć
      mogę powiedzieć,że w tym roku jakos lzej ją znoszę. Albo poprostu nauczylam się
      z nią zyc.Są jednak dni,że poprostu dopada mnie "dół".Wiem jednak,że jezeli
      chodzi o dolegliwości sumatyczne tj.klopoty z sercem(kolatanie itd)lęki czy
      drżenie rąk przeszło.Pamiętam ostatni atak..bylo to w nocy.Jak zwykle pojawił
      się nagle.Byl wtedy obok mnie ktoś bliski przytulił i powiedział,że będzie
      dobrze,że nic się nie stanie.Uwierzylam w te slowa i atak przeszedł.pierwszy
      raz nie musiałam w panice sięgać po leki.I wiesz piszę ci to po to byś
      uwierzyła ze mozna samemu wplynąć na depresję.uwierzyć że mozna się jej nie
      dac.Ja myślałam,że nigdy mi się nie uda i że zawsze będę się bala tych
      ataków.Ale stalo się inaczej.Tlumaczyłam sobie że depresja to zwyczajna choroba
      tak jak np.przeziębienie..przeziębienie tez powraca a jej się jakoś nie
      boję .Spróbuj rozmawiać na tematy związane z depresja,musisz komuś zaufać i
      razem wytrwać w najgorszych chwilach.I pamiętaj masz dziecko.ono Cie potrzebuje
      i musisz być dla niego oparciem.Wiem,że latwo się mówi.bo sama byłam w takiej
      sytuacji że czułam "nicośc" w glowie,totalną pustke..ale w końcu musiałam sie
      podniesc,bo tłumaczyłam sobie że przecież muszę być ostoją dla moich dzieci(mam
      ich troje)to ja muszę ich wspierać i chronić a nie one mnie.Przeciez tyle jest
      zła na świecie ze jeszcze doswiadczą łez ,dlatego musialam im tego
      zaoszczędzic.Uwierz w siebie..uwierz,że cale życie przed Tobą..życie ktore
      zalezy tylko od Ciebie.Ja już w Ciebie wierze,bo jestes kobietą a kobieta jest
      naprawdę silna..Przemyśl to co Ci chciałam przekazać.To nie sa puste słowa bo
      sama doskonale wiem co czujesz..Trzymaj się i głowa do góry!!!
      pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka