Dodaj do ulubionych

czy to fobia społeczna?

31.10.05, 19:03
Witam wszystkich. Jestem tu pierwszy raz. Trochę szkoda, że tak mało tu
ludzi, ale mam nadzieję, że ktoś mi odpowie;-)
Opiszę jak to jest u mnie: od dziecka byłem bardzo nieśmiały w stosunku do
ludzi, i z tego powodu miałem mnóstwo przykrych przeżyć, np. bardzo się
rumieniłem w różnych sytuacjach, nie mogłem wydusić z siebie ani słowa gdy
ktoś o coś mnie pytał, serce waliło mi jak młot, cały się trzęsłem;-(
--------------------------------------------------------------------
W szkole było koszmarnie. Cały czas chodziłem spięty i zdenerwowany. Przy
ustnych odpowiedziach nie mogłem nic powiedzieć, albo bardzo się zacinałem (
mimo, że ćwiczyłem to samo w domu i szło mi ok ),ogólnie publiczne
wystąpienia bardzo mnie stresowały, na lekcjach nic się nie odzywałem.
Nauczyciele też mi często dogryzali, np że jestem " znerwicowany ", albo że "
nie umiem czytać " itp
Jakimś cudem skończyłem szkołę i teraz studiuję ( trzeci rok ). Na szczęście
wybrałem bardzo ścisły kierunek, na którym jak na razie nikt nie kazał mi
pisać żadnych referatów, a i do mówienia też mało kto zmusza. Egzaminy też są
głównie pisemne.
----------------------------------------------------------------------
Jednak ten strach, że wykładowca zapyta mnie o coś, jest we mnie bardzo
silny. Zawsze wyobrażam sobie najgorszy scenariusz: że tak się zdenerwuję, że
nie powiem ani słowa. Poza tym często na ćwiczeniach wiem coś o co pyta
prowadzący, i tak bardzo chciałbym powiedzieć, ale po prostu coś w gardle
mnie zatyka.
Poza tym nie chodzę do sklepów gdzie trzeba o coś poprosić, chyba że muszę i
wtedy jest to dla mnie katorga. Telefonów też nie odbieram, o co rodzice mają
często do mnie pretensje;-( Kiedyś jak odbierałem to też miałem głupie
sytuacje, np; nic nie mogłem powiedzieć, cały się trzęsłem,po czym szybko
odkładałem słuchawkę;-(
-------------------------------------------------------------------------
Nie mam żadnych znajomych. A z kumplami ze studiów też ciężko mi się
rozmawia. Nigdzie nie wychodzę, no chyba, że na uczelnię. Coraz częściej
myślę o przerwaniu studiów przez te ciągłe niepokoje i lęki. Już nie wiem co
robić.
Rodzice mnie nie rozumieją w ogóle. Kiedyś im o tym powiedziałem to się tylko
śmieli. Czy wg Was to fobia społeczna i powinienem pójść do psychiatry?

Obserwuj wątek
    • sylwek07 Re: czy to fobia społeczna? 31.10.05, 23:17
      moze do psychiatry to nie ale do psychologa .....
    • annreal Witaj new_model, 01.11.05, 01:50
      myslę, ze rozmowa z psychologiem jest jak najbardziej na miejscu, szczegolnie w
      sytuacji kiedy najblizsi Cie nie rozumieja. To wyglada faktycznie jak jakas
      fobia przed kontaktem z ludzmi, a przeciez w obecnym czasie trudno jest takiego
      kontaktu unikac. Jest to problem, ktorego mozna sie pozbyc przy odrobinie silnej
      woli i wytrwalosci. To wazny moment w Twoim zyciu, kiedy widzisz, ze to utrudnia
      Ci zycie i nie pozwala swobodnie funkcjonowac. Dobrze, ze szukasz pomocy - kto
      szuka ten ZNAJDUJE.
      Poszukaj jakiejs poradni psychologicznej w "zasiegu swoich mozliwosci". Powiedz
      o tym problemie psychologowi - on, z zalozenia, jest od tego, zeby wysluchac
      Cie, wyjasnic Ci przyczyny tej fobii i pomoc znalezc rozwiazanie.
      Poszukaj tez w swoim otoczeniu ( rodzenstwo, kuzyni, moze jednak jacys znajomi )
      osoby, ktora moglbys wtajemniczyc w swoj problem. Rozmowa potrafii zdzialac
      cuda, naprawde. Jesli jednak takiej osoby nie ma albo nie masz odwagi o tym
      powiedziec, mozesz zawsze skorzystac z mozliwosci jakie daje net ( forum;), chat ).
      I pamietaj - nie masz monopolu na ten problem;), ja od bardzo niedawna takze
      probuje sobie z nim poradzic. I tez jeszcze kilka dni temu myslalam o rzucaniu
      studiow, a wlasciwie o zrobieniu przerwy. Ale to chyba nie jest wyjscie, nie
      myslisz? Co potem zrobie? Zaszyje sie w domu, zamkne w szafie i bede z nerwow
      zagryzac batonika przy swietle latarki? A zycie przejdzie mi kolo nosa szyderczo
      szczerzac zeby. Nie chce sobie na to pozwolic. Dlatego podejmuje teraz walke,
      bo, jak spiewa A.M.Jopek "Zyje sie TYLKO raz".

      Wierze ze sie uda.


      Pozdrawiam.

      Otwarta jestem na glebszy kontakt w tej sprawie. Chetnie wymienie sie
      doswiadczeniem i refleksami.

      Jeszcze raz pozdrawiam.
    • annreal Ps... 01.11.05, 01:53
      To przykre ze Twoi rodzice tak zareagowali - NIE MIELI PRAWA Cie wysmiac.
      • new_model Re: Ps... 01.11.05, 10:24
        Czesc Annreal! Bardzo jestem ciekaw jaki jest Twój problem;-) Byłbym wdzięczny
        gdybyś opisała go trochę ;-)
        A co do rodziców to trudno im się dziwić. Sami zawsze byli śmiali, nie mieli
        takich problemów jak ja, więc po prostu nie rozumieją. Zresztą naprawdę mało
        kto to rozumie;-(
        A do psychologa to kiedyś chodziłem. Pod koniec liceum, gdy było już naprawdę
        ciężko ze mną, pedagog szkolna wysłała mnie do jakiegoś ośrodka. Najpierw
        chodziłem indywidualnie, a później dałem się namówić na terapię grupową. Z
        czasem nieźle mi szło rozmawiać z młodzieżą, która tam przychodziła. Ale jednak
        zawsze przed zabraniem głosu czułem paniczny lęk. Tak naprawdę to mam już dość
        takich wizyt u psychologów. Nie lubię się przed kimś otwierać. Chciałbym po
        prostu dostać jakieś silne leki na uspokojenie, a psycholog mi ich przecież nie
        przepisze...
        • annreal Witaj new_model, 02.11.05, 15:43
          psycholog Ci leków faktycznie nie przepisze, zatem jesli jestes zdecydowany na
          pigułki to poszukaj dobrego psychiatry, ktory Ci je przepisze.
          Ja osobiscie nie akceptuje takiego rozwiazania ( mam na mysli leki) dopoki nie
          wyczerpie całej gamy innych rozwiazan. Pigulki to dla mnie zgoda na zaleznosc od
          czegos. Zreszta mysle ze w moim przypadku potrzebne sa inne rzeczy zebym mogla
          sie "wyleczyc". Wierze w efekty dobrze przeprowadzonej terapii. Wiem, ze jestem
          gotowa i wystarczajaco zmotywowana zeby ja podjac. Wiem ze tego bardzo
          potrzebuje i bez tego nie rusze dalej. Ale narazie nie wiem dokad isc i obawiam
          sie ze to troche kosztuje:/
          Przechodzac do rzeczy..
          Pytales mnie o moj problem.
          Wiec wyglada to tak;
          w tej chwili - mam 21 lat, niska samoocene, nie wiem jaka jestem, nie akceptuje
          siebie, jestem pod stalym nadzorem mojego "Wewnetrznego Krytyka", nie prowadze
          takiego zycia towarzyskiego jak bym tego chciala - generalnie coraz bardziej
          unikam kontaktow z ludzmi, boje sie oceny, nie czuje sie dobrze w grupie ludzi,
          czuje sie gorsza od innych, brakuje mi pewnosci siebie, boje sie wystapien
          publicznych ( a moje z kolei studia sa raczej humanistyczne - sa dyskusje,
          referaty, prezentacje itd.),
          poza tym mam swoje potrzeby i marzenia,
          i doswiadczam coraz wiekszej frustracji bo przez swoje problemy nie moge isc do
          przodu i realizowac sie. To mnie juz naprawde dobija..
          Duzo myslalam o swoim zyciu, potrzebowalam zrozumiec dlaczego tak sie ze mna
          dzieje, dlaczego nie moge normalnie funkcjonowac. I wydaje mi sie ze mniej
          wiecej zrozumialam ten "mechanizm". Teraz potrzebuje specjalnej pomocy, zeby
          naprawic swoje zycie - nabrac pewnosci siebie, zbudowac stabilna adekwatna
          samoocene, pozbyc sie fobii przed ludzmi i moc wsrod nich normalnie, sprawnie
          funkcjonowac. Sama probowalam sobie dotychczas pomagac, ale jak widze teraz -
          bezskutecznie. Odkad wrocilam na studia ( minąl juz jakis miesiac ) bardzo "mi
          sie pogorszylo"; zle sie czuje, mam obnizony nastroj, unikam ludzi, najchetniej
          zamknelabym sie w pokoju i nie wychodzila do nikogo, widze cale swoje
          dotychczasowe zycie w czarnych barwach, przyszlosc to biala plama. Do tego
          dochodzi wewnetrzne uczucie niepokoju, czasem nawet strachu , paniki
          (szczegolnie wtedy, gdy mam wchodzic w kontakt z drugim czlowiekiem ). Przeraza
          mnie to, myslalam nawet o "zawieszeniu" studiowania, ale stwierdzilam, ze to bez
          sensu.. Co potem?
          Mam wrazenie ze ten caly moj problem to bardzo zlozona sytuacja. Widze w tym
          ogromny wplyw moich rodzicow, ktorzy przyczynili sie do mojej niskiej samooceny
          i braku samoakceptacji. Do tego moja dziecieca niesmialosc i tak zaczela
          kielkowac fobia na ludzi. Zawsze ograniczalam swoje zycie towarzyskie, bo zle
          sie czulam wsrod ludzi; mialam wrazenie ze nie pasuje, ze odstaje, ze jestem
          gorsza, balam sie oceny. I tak mi zostalo. Teraz mieszkam na stancji z innymi
          dziewczynami i chodze na zajecia na uczelnie, gdzie spotykam innych ludzi - jest
          to dla mnie ogroooomne zrodlo stresu. Nie moge tak dalej zyc:/
          Staralam sie opisac moj problem choc tak z grubsza. Mam nadzieje ze udalo mi sie
          to choc w malej czesci.
          Jestem ciekawa jak radzisz sobie na codzien ze swoim lekiem - jak wyglada Twoj
          kontakt z innymi osobami, jak moglbys opisac swoje uczucia w takiej sytuacji?
          A poza tym - czy jestes naprawde zdecydowany na jakies pigulki czy syropki?
          I czy pamietasz jakie bylo Twoje nastawienie do tej indywidualnej, a potem
          grupowej terapii? Czy Ty tez tego chciales? Czy moze byles oporny i nie chciales
          z jakiegos powodu? Naprawde nic Ci ta terapia nie dala? W niczym nie pomogla?
          Hm.. Narazie na tym koncze. Niestety nie mam netu w domu i musze, ze tak sie
          wyraze " dochodzic " do niego :))
          Pozdrawiam Cie new_model, do kontaktu:)
          • new_model Re: Witaj new_model, 04.11.05, 18:45
            Czesc annreal;-) Dzieki, ze tak pieknie opisalas jak to wyglada u Ciebie.
            Jestem mile zaskoczony bo czuje niemal to samo co Ty. Dobrze wiedziec, ze nie
            jest sie jedynym z takim problemem.
            Postaram sie odpowiedziec na Twoje pytania. Dlugo sie zastanawialem co mam
            napisac. Pytasz mnie o to jak sobie radze z lekiem. Jest to dla mnie cos nie do
            pokonania. Probuje z tym walczyc usmiechajac sie do ludzi, ktorych sie boje.
            Czesto smieje sie sam z siebie jak znowu popelnie jakas gafe. Zreszta mialem w
            swoim zyciu tyle przykrych sytuacji, ze kolejne wyglupienie sie nie zrobi mi
            juz wiekszej roznicy. I tez nie przezywam tego tak jak kiedys. Chyba sie juz
            troche z tym oswoilem. Ale lek potrafi sie we mnie czasem tak bardzo nasilic,
            ze zupelnie nad nim nie panuje. Ostatnio np musialem isc do jednego profesora
            umowic sie na egzamin. Taka sobie blahostka, a zbieralem sie cale 2 tygodnie,
            bo tak strasznie sie balem isc do niego. W koncu poszedlem, ale bylem wtedy juz
            na skraju wyczerpania psychicznego. Sam nie wiem skad wzialem odwage, w kazdym
            razie to bylo jak zly sen. I tak jest zawsze, gdy musze zalatwic jakas sprawe
            wymagajaca kontaktu z innym czlowiekiem.
            A co do tej calej terapii to nie wspominam najlepiej. Od samego poczatku
            czulem, ze to mi niewiele pomoze. Nie podobalo mi sie to, ze musialem duzo
            mowic o sobie, a tego bardzo nie lubie. Podobnie pozniej na terapii grupowej
            musialem otwierac sie przed obcymi ludzmi. Oraz wysluchiwac ich problemow,
            ktore byly inne niz moje, w dodatku w ogole mnie nie obchodzily. Do tego pani
            psycholog wymyslala jakies dziwne zabawy, ktore tez wiekszego sensu nie mialy.
            Jedyny pozytek byl moze taki, ze kazdy musial po kolei wypowiadac sie glosno,
            co sprawilo, ze za ktoryms razem juz nie balem sie tego tak bardzo. I
            odkrylem,ze jednak moge mowic w takich sytuacjach. Ale pozniej w szkole i tak
            bylo po staremu, czyli niemoznosc powiedzenia czegokolwiek...
            Jestem zdecydowany na branie jakichs lekow i bardzo bym chcial, ale sama mysl o
            pojsciu do psychiatry tez mnie przeraza. Nie wiem nawet gdzie przyjmuje
            bezplatnie. Pocieszam sie, ze nie jest jeszcze tak zle. Nie wiem czy kiedys
            odwaze sie pojsc.
            --------------------------------------------------------------------------
            Swoja droga to i tak podziwiam Cie, ze wytrzymalas jakos na tych swoich
            studiach.Domyslam sie, ze to juz trzeci rok. Skoro wystapienia publiczne sa tam
            na porzadku dziennym, to jak do tej pory one Ci wychodzily?
            A te kolezanki z ktorymi jestes na stancji nie pomagaja Ci?
            Moglbym jeszcze sporo napisac, ale nie chce pisac za duzo. Czekam na kolejnego
            interesujacego posta od Ciebie;-)
            • annreal Witaj ponownie;), 06.11.05, 17:23
              dziekuje za mila "recenzje" mojego posta. Niestety ten nie bedzie chyba az tak
              interesujacy i dlugi bo niestety jestem w kafe i mam malo czasu. Wlasnie
              wrocilam do Lublina, tu studiuje. Z ogromna niechecia tu przyjechalam.Zle sie
              czuje i boje sie ze nie wytrzymam juz dlugo.
              Pytales o kolezanki na stancji...No coz..Wczym one moga mi pomagac, nie sa
              moimi przyjaciolkami, nic nie wiedza. Dlatego tez stresuje mnie przebywanie
              wsrod osob przy ktorych musze udawac ze jest ok...
              Nie chce mi sie nawet teraz tam wracac.One sa w porzadku, ale wstyd mi
              powiedziec o moich problemach...Ale moze wkrotce bede musiala.
              Musze narazie konczyc,napiszjak Ty radzisz sobie na codzien i co z tym
              psychiatra. Niestety nie mam stalego dostepu do netu wiec nie bede pisac
              regularnie.
              Czuje ze potrzebuje kontaktu z osobami ktore maja podobne problemy, ale
              niestety net to jedyna mozliwosc.. Wiec teraz staram sie o zalozenie netu na
              stancji...
              Boje sie ze wpadne w depresje..
              I czuje sie samotna, mimo tego iz niby nie jestem...
              Pozdrawiam i prepraszam ze tak maloradosnym akcentem koncze.
              Do uslyszenia.
              3 maj sie
              • new_model annreal ;-) 08.11.05, 18:33
                Jak mozesz to podaj swoj mail ( po co zasmiecac forum? ;-))
                Widac, ze u Ciebie nienajlepiej. U mnie niestety tez. Marze tylko o tym aby
                uciec gdzies jak najdalej stad. Nienawidze tej rzeczywistosci w ktorej przyszlo
                mi zyc. Mam juz dosc udawania przed rodzina, ze wszystko jest ok. Mam juz dosc
                lazenia na uczelnie ( nie wiem po co ;-( Sama mysl o tym, ze trzeba tam isc i
                przebywac wsrod tych ludzi, przyprawia mnie o mdlosci. A na siebie to juz
                wprost patrzec nie moge. Czuje sie taki beznadziejny. A kiedys mialem tyle
                marzen, chcialem byc kims, a przez to g**** juz teraz wiem, ze chocbym nie wiem
                jak sie staral, i tak nic nigdy nie osiagne.
                Rodzice mnie wkurzaja. To takie okropne, ze musze z nimi mieszkac.
                Nie wiem czy bedzie jakis psychiatra. Narazie jestem kompletnie niezdolny do
                podjecia jakiegokolwiek dzialania w tym kierunku...
                Nie przejmuj sie, ze nie masz stalego dostepu do netu. Cierpliwie poczekam na
                Twojego nastepnego posta ;-)
                • annreal Re: annreal ;-) 08.11.05, 18:40
                  moj e-mail to passion.desire@autograf.pl
                  • sylwek07 Re: annreal ;-) 08.11.05, 21:44
                    ja mieszkam w Lublinie...mozesz pisac na mojego e-maila gazetowego.
                    pozdrawiam :-)
    • gosia_kr3 Re: czy to fobia społeczna? 04.11.05, 13:15
      Przeczytałam o Twoich problemach!to co piszesz to typowy objaw nerwicy!
      koniecznie powienieneś udać się do lekarza,a on skierje Cię do psychologa bądź
      terapeuty !Wierz mi na słowo,ze im szybciej tym lepiej !To można POKONAĆ,choć
      będziesz musiał włożyć w to sporo swojej pracy !Te objawy są ogromnie męczące i
      nie dają spokojnie"żyć"!Z niczego nie rezygnuj, nie poddawaj się,bo -wpadniesz-
      we własne sidła!Rodzice Cię nie rozumieją i w tym też jest ogromny problem,a
      sami Ci "dopomogli"w "twojej chorobie"...!!!!Ale o tym nie wiedzą !Zrozumienie
      tego,dlaczego tak się dzieje,bardzo Ci pomoże i będziesz zdrowy !!Terapia
      wskazana i konieczna :))!!To ULECZALNE !!Tak,że uśmiechnij się,to nic nie
      kosztuje!nie -uciekaj-od ludzi ,kolegów i znajomych!Jak będziesz chciał więcej
      informacji i rad to napisz! Pozdrawiam i pamiętaj...NIE BÓJ SIĘ
      ODPOWIEDZIEĆ..!! TO "NIE BOLI" !PA-....
      • sylwana101 Re: czy to fobia społeczna? 04.11.05, 13:46
        Cześć a może ktoś ma namiary na dobrą psycholog lub psychiatrę w okolicach
        Katowic lub Bytomia papa Selena
      • new_model Re: czy to fobia społeczna? 05.11.05, 16:37
        gosia_kr3 dzieki za zrozumienie.
        Masz na mysli lekarza rodzinnego? A nie moge isc od razu do psychiatry? Rzadko
        chodze po lekarzach i nie wiem za bardzo jak to wszystko funkcjonuje. Czy musze
        wziasc ze soba jakas ksiazeczke zdrowia czy jakis inny dokument? Sorry za takie
        glupie pytanie;-) Moglbym sie zapytac rodzicow, ale nie chce im o tym mowic.
        A czy bede musial opowiadac mu cala historie tej fobii, czy sam sie domysli i
        nie bedzie mnie meczyl? I jeszcze jedno: nie wiesz moze, czy leki na to cos
        kosztuja duzo? ;-)
        • gigi26 Re: czy to fobia społeczna? 12.11.05, 09:27
          hej, weź aktualną książeczkę zdrowia, wizyta w przychodni jest bezpłatna, ale zanim staniesz w kolejce wybierz sobie nawisko psychiatry, wtedy w kolejce oszczędzisz sobie trudu tłumaczenia przy wszystkich do jakiego lekarza idziesz, podaj nazwisko lekarza i już jesteś zarejestrowany, no ale nie licz że przyjmą cię od ręki , poczekasz ze dwa tygodnie, więc jeżeli cię stać może zaryzykuj prywatnie, pozdrawiam i powodzeni9a
    • mia83 Re: czy to fobia społeczna? 04.11.05, 15:31
      Witam! Mam 22 lata i wlasnie surfuje od forum do forum w poszukiwaniu
      czegokolwiek o schorzeniu ktore niewatpliwie posiadam. Ty zreszta tez!
      Niestety, to jest nerwica, której odmianą jest wlasnie fobia społeczna. U mnie
      pierwsze objawy zaczęły pojawiać się na drugim roku studiów, a więc jakies 2
      lata temu, ale do niedawna byly one sporadyczne i generalnie nie przeszkadzaly
      mi w codzinnym funkcjonowaniu. Jestem osoba towarzyska, uwielbiam imprezy, mam
      naprawde wielu znajomych i w sumie zyloby mi sie zajebiscie, gdyby nie te
      niekotrolowane i kompletnie niezrozumiale dla mnie leki przed np. publicznym
      wystapieniem, czasem nawet rozmowa z grupą nieznajomych, publicznym jedzeniem
      (tak, to jest koszmar!) i innymi sytuacjami. Wpadam w dziwne stany gdy np. ktos
      skupia na mnie zbyt duzą uwage, przyglada mi sie zbyt natarczywie lub jestem w
      towarzystwie tzw. osoby dla mnie toxycznej. Suma sumarum w miare mozliwosci
      unikam np. jedzenia w restauracjach, wypowiadania sie na forum, czy tez nowych
      sytuacji... Moje objawy w chwilach juz extremalnie mnie stresujacych to
      przyspieszone tetno, drzace rece, pustka w glowie no i drzenie glosu. Czuje jak
      robi mi sie goraco i jedyne co w takich sytuacjach moge zrobic to uciec, ale
      troche no... glupio :) Dodam ze nie mam problemow ze soba, jestem raczej pewna
      siebie, lubie ludzi i ich towarzystwo. Jestem typem imprezowiczki, dzieki Bogu
      po jednym browarku nie miewam juz zadnych lękow. Ale przeciez nie na tym to
      polega zebym zostala alkoholiczka. Majac dosc tych dziwnych stanow udalam sie
      do neurologa ktory kiedys wyleczyl mnie z migreny. Najpierw powiedzial ze to
      nerwica wegetatywna, dostalam jakies tabletki, ktore w sumie nie bardzo mi
      pomogly. W tym tyg przepisal mi kolejne, ktore zaczynam brac jedynie na noc,
      efekty powinny pojawic sie po tygodniu wiec dam znac, jak to wyglada. Sek w tym
      ze jak wczesniej slyszalam ze mialabym leczyc sie lekami z "tego gatunku"
      absolutnie bym sie na to nie zgodzila. Zmienilam jednak zdanie... licze na
      szybkie efekty, bo w koncu nowa szkola.... W kazdym razie... Koniecznie udaj
      sie do specjalisty. Psychoterapia to napewno lepsze rozwiazanie niz
      farmaceutyki, no ale... jesli ma sie na to czas. Ja poki co musze pomoc sobie w
      ten gorszy sposob. Pozdrawiam
      • new_model Re: czy to fobia społeczna? 05.11.05, 16:49
        Czesc mia83! To bardzo ciekawe co piszesz, zwlaszcza ten lek przed publicznym
        jedzeniem. Na szczescie ja tego jeszcze u siebie nie zaobserwowalem;-)Choc nie
        lubie jesc przy ludziach i zawsze jem jak jestem sam, ale chyba nie jest to
        jeszcze lek. A swoja droga to niezwykle, ze to ujawnilo sie u Ciebie tak pozno.
        Ba ja tak mam odkad pamietam. Objawy, ktore opisujesz doskonale rozumiem, sa
        koszmarne;-( Zgadzam sie z Toba: gdyby nie te niekontrolowane i niezrozumiale
        leki, zycie byloby piekne...
        • sylwek07 Re: czy to fobia społeczna? 06.11.05, 10:44
          gdyby nie te niekontrolowane i niezrozumiale leki, zycie byloby piekne...
          ------------------------------------
          Te leki sa zrozumiale i wazne aby zaczac ...a ze zycie i tak jest piekne :)
          • mamadu1 Re: czy to fobia społeczna? 13.11.05, 00:16
            New model i annreal - jakbym czytała o sobie...
            Hm, ja też sie usmiecham do ludzi, aby pokryć własne zakłopotanie. W ogóle nei
            umiem się otworzyć i cały czas milczę. Obawiam się powiedzenia czegos głupiego,
            bo bardzo często mi sie to zdarza. Każdą rozmowę traktuję jak egzamin - plącze
            mi się język, mylą słowa, mam pustke w głowie. Do dzisiaj z przykrościa
            wspominam pewne zdarzenie z młodości, kiedy w szkole podeszła do mnie koleżanka
            i miała prośbę abym streściła jej przeczytana lekturę... A ja poczułam, jak ze
            strachu podnosza mi się cebulki włosów... Zaczęłam cos bełkotać bez ładu i
            składu, a raczej całą książkę streściłam jej w trzech, czterech słowach...
            Dziewczyna w lekkim szoku odeszła, pozostając w przekonaniu o mojej
            nienormalności, a ja chciałam przestać istnieć...
            Kompletnie nie potrafię sobie ze sobą radzić. Wmawiam sobie, że przeciez gdy
            wchodzę do autobusu, to nikt na to nie zwraca uwagi, bo każdy jest zajęty sobą
            własnymi myslami, rozmową z kimś itd. Ale nie - mi zawsze towarzyszy uczucie
            bycia obserwowaną. W związku z tym cały czas się spinam i nei mogę byc swobodna
            i wyluzowana. Nie cierpię rozmawiać z kims w autobusie, bo wydaje mi się, że
            ludzie wokół tego słuchają. Wtedy wypowiadam się nie tak, jak bym chciała,
            tylko tak, jak wydaje mi się, ze będzie to dobrze postrzegane:-o Paranoja
            normalnie...;)
            Oczywiście mam erytrofobię, czyli panike przed rumieńcami. Towarzyszy mi to od
            niepamiętnych czasów, bo mam nieszczęscie posiadać cerę ze skłonnością do tego
            typu wyskoków;p Suuuuper jest w tłumie nagle poczuć, że TO sie zbliża. Wtedy
            panikuję. Skupiam sie na powstrzymaniu sie od czerwienienia, ale oczywiście nie
            mogę się najczęściej powtrzymać, więc jestem w tym stanie i nie wiem, gdzie mam
            podziac oczy. Udaję, ze jest ok, ale w środku panika. Potem smutek, taki
            dogłębny. Jakby walił się świat...
            Ja przez chorobę nie skończyłam szkoły, bo nagle odkryłam świetny sposób na to
            wszystko - siedzenie w domu:> Kiedy jestem w domu, czuję sie bezpiecznie - mogę
            sobie wyobrażać, jak to kiedys będzie cudownie, jak się wyleczę itd.;)
            Oczywiście przez to jestem teraz na granicy kalectwa życiowego (właściwie nei
            wiem, czy na granicy - może po prostu jestem już kaleką).

            No ale ostatnio znowu pojawilo sie światełko w tunelu - idę na terapię;p
            Mamnadzieję, że tym razem nie ucieknę i jakoś z tego wyjdę. Ostatnio zauważam
            jakieś pozytywne zmiany u siebie, tzn. widzę, ze niektóre sytuacje nie są aż
            tak przerażające, jakimi wydawały mi się do niedawna...

            Najtrudniej jest uwierzyć w siebie w sytuacji, gdy podświadomie jest się
            przekonanym o własnej bezwartościowości. Ciężka sprawa, ale wierzę, że mozliwa.


            Ja jestem przeciwnikiem leków, bo podobnie jak annreal nie chce byc wewnętrznie
            sterowana. No i co to za satysfakcja, że jest ok nie dlatego, że sama cos
            pokonałam, tylko zadziałay jakies substancje chemiczne na mój mózg... Ale
            rozumiem taką chęć do leków u innych- czasem nei ma innego wyjścia i można się
            ratować, zwłaszcza w sytuacji chęci ucieczki. Koniecznie trzymaj się tch
            studiów, za wszelką cenę je skończ. bo potem zostaniesz na lodzie, tak jak
            ja...Zamkniejsz się w sobie, nei będzie ci się chcialo wyjść do ludzi i
            zakopiesz sie za zycia. To najgorsze, co mozna zrobic...

            • new_model Czesc mamadu1 14.11.05, 18:45
              To zdarzenie, ktore wspominasz z przeszlosci, zapomnij wreszcie o nim. U mnie
              sa takie " zabawne " sytuacje na porzadku dziennym;-) Juz nawet wszystko mi
              jedno, ze ludzie sobie mysla, ze jestem jakis nienormalny ;-)

              Doskonale Cie rozumiem. Tez juz czasami nie wiem co ze soba zrobic. Mowie nie
              to co bym chcial. A najczesciej i tak nic nie mowie ;-)Erytrofobia oczywiscie
              tez jest moim nieodlacznym partnerem. Ale juz sie nią i tak nie przejmuje tak
              jak kiedys. Najgorszy jest ten wewnetrzny paniczny strach w kontaktach z
              ludzmi. Ja juz przyzwyczailem sie do swojego "kalectwa" i nie mam sily z nim
              walczyc. Dzisiaj jeszcze jakos sobie radze na studiach, ale doluje mnie to jak
              inni swobodnie wypowiadaja sie na zajeciach, a ja nie potrafie. Staram sie
              nadrabiac pisemnymi sprawdzianami, ale nie wiem jak jeszcze dlugo tak wytrzymam.
              Poza tym i tak watpie, ze znajde po tych studiach jakas prace z ta fobia
              spoleczna. Kto zatrudni kogos takiego? Raczej nikt ;-(
              Super, ze idziesz na terapie. Prosze Cie o to, abys czasem tu zagladala i
              opisywala jak tam sprawy sie maja.

              A jak to bylo u Ciebie z tym siedzeniem w domu: w ogole nie chodzilas do
              szkoly? I co na to Twoi rodzice? A jak sobie teraz radzisz, czy pracujesz
              gdzies? Skoro siedzisz w domu to skad masz kase, aby sie utrzymac? I ile Ty
              wlasciwie masz lat?

              Czekam na Twojego nastepnego posta ;-)
              • mamadu1 Re: Czesc mamadu1 16.11.05, 12:42
                Witaj!

                Mam prawie 30 lat i uwierz, ze znam pewne etapy tej choroby, które następują w
                przypadku poddania się temu wszystkiemu i braku chęci walki. Więc nie poddawaj
                się, bo to najgorsze, co można zrobic.

                Co myslisz o połączeniu leków z psychoterapią? Wydaje mi się, ze to będzie
                dobre rozwiązanie.
                Tylko trzeba zrobić ten pierwszy krok. Uwierz, ze to może pomóc i weź się za
                to, póki jesteś aktywny i chodzisz na uczelnię. Wtedy jest łatwiej - o wiele
                gorzej jest zrywac się do walki, kiedy się juz czlowiek prawie calkowicie
                poddał.

                Akcent mocno optymistyczny - moja psycholog, na pytanie czy w ogóle fobię społ.
                da się wyleczyć, odpowiedziała, ze TAK:) I że objawy da się wyleczyć nawet
                bardzo szybko:) natomiast żeby wyleczyc się calkowicie i trwale, warto poznać
                przyczynę swojej chroby...

                Ja Cie rozumiem, gdy piszesz, że nie umiesz się otwierać przed ludźmi. To nie
                jest zadna przeszkoda w psychoterapii. Poza tym trzeba się nastawić, ze ta
                druga osoba ma taki zawód - wysłuchuje ludzi, niewazne, o czym będą mówić. Tak
                naprawdę to ona "nie takie rzeczy juz słyszała";)
                Chrzanić to, co sobie o nas pomyslą! trzeba przestawić się na myślenie
                egoistyczne (choć wiem, ze w tej chorobie to trudne;). To ja chce miec z
                terapii korzyści, wiec będe mówił to, co uwazam za słuszne! Ta druga osoba jest
                po to, zeby mi pomóc. W koncu po to sie uczyła, po to ma taki zawód... Można
                sobie pozwolic na taki skrajny egoizm, ze "gdyby nie ja, to ona nie miałaby
                pracy he he;)" Czyli w konsekwencji - ona chce usłyszeć te wszystkie rzeczy,
                żeby miec nad czym pracować;)
                Poza tym na wstępie mozna powiedzieć psychologowi, ze ma się klopoty
                z "wywnętrzaniem sie" - on na pewno coś na to poradzi, cos podpowie. Można
                przeciez spisać na kartce najbardziej wstydliwe problemy i w ten sposób cos
                przekazac:)

                Odezwę się jeszcze na pewno, bo wiesz, ja mam teraz duzo energii na zmianę tej
                chorej sytuacji;) Będę was pewnie wkurzać swoim entuzjazmem, ale mam wielką
                nadzieję, ze ktos za mną pójdzie i zrobi cos dla siebie;p Mam nadzieję, ze Ty,
                new_model, cos zrobisz.

                Mnie się wydaje, ze u podstaw tej choroby lezy przekonanie o własnej
                bezwartościowości itd. A z takim nastawieniem jest w ogóle cięzko się za siebie
                wziąć;) Od razu pojawiaja się mysli typu "a po co... ".
                Eh, jak sami o siebie nie zawalczymy, to nikt tego nei zrobi;p
                Nosz trzeba jakoś to ogarnąć, po co zyć i być nieszczęśliwym?

                >"Poza tym i tak watpie, ze znajde po tych studiach jakas prace z ta fobia
                > spoleczna. Kto zatrudni kogos takiego? Raczej nikt ;-("< - nie wolno Ci tak
                mysleć. Tzn. wolno, bo myśleć nikt Ci nei zabroni, ale przecież wyrządzasz
                sobie tym ogromną krzywdę. To jest złe przeświadczenie. Np. w świetle tego, co
                powiedziała mi psycholog - ze da się z tgo wyleczyć.

                Napisz, co myslisz o terapii (leki + psychoterapia):)

                Na Twoje pytania obiecuję, że za jakiś czas odpiszę;)
                • takhisis Re: Czesc mamadu1 17.11.05, 00:28
                  Witam wszystkich, jestem tutaj pierwszy raz, ale na fobię społeczną cierpię od
                  kiedy pamiętam. Zaczęłam leczenie ponad 3 lata temu, oczywiście bez specjalnych
                  nadziei na poprawę sytuacji. I wiecie co? To cholerstwo się da pokonać,
                  naprawdę!Mamadu1 (pozdrawiam gorąco!) masz rację--najgorszym wyjściem z
                  sytuacji jest poddawanie się, rezygnacja z kontaktów z ludźmi.
                  Od zawsze miałam problemy z, jak mi się wtedy wydawało (i moim rodzicom
                  także),zwykłą nieśmiałością. Najbardziej drastycznym przykładem jaki pamiętam z
                  lat dziecięcych był wstyd przed zapytaniem się nauczyciela na świetlicy czy
                  mogę iść do toalety, nie wspominając o takich sprawach jak paniczny lęk przed
                  wyjściem na podwórko. Nie będę tutaj przytaczać dalszych przykładów zachowań,
                  które dla otoczenia były całkowicie niezrozumiałe, chociaż było ich wiele.
                  Dorastałam, fobia cały czas się pogłębiała--na szczęście udało mi się skończyć
                  szkołę, dostać się na studia (zemdlałam ze strachu na egzaminie wstępnym)
                  Studia (filologia angielska) niestety wymagały dużej ilości publicznych
                  wystąpień (o praktykach w szkole nie wspomnę), ale zamiast rezygnować
                  postanowiłam (wreszcie) skorzystać z pomocy specjalisty. Pierwszy psychiatra
                  przepisał mi otumaniające leki (lorafen), ale przynajmniej powiedział mi, że to
                  co się ze mną dzieje to nie nieśmiałość tylko "zaburzenia lękowe". Szukałam
                  dalej--tym razem trafiłam do psychologa, u którego nie byłam w stanie
                  wykrztusić słowa, cały czas płakałam. Następny psychiatra, dostałam bioxetin
                  (fluoksetyna)i spamilan, i powoli zaczęłam pokonywać moje lęki. Nie wiem na ile
                  to kwestia leczenia farmakologicznego, na ile świadomość, że jestem pod wpływem
                  leków, a na ile naprawdę fantastyczny psychiatra (z którym naprawdę mogłam
                  porozmawiać). Potem przeszłam terapię indywidualną, grupową i stopniowo
                  stawałam na własnych nogach. Rok temu zaczęłam pracę jako nauczyciel języka
                  angielskiego, poczułam się zbyt pewnie i zerwałam terapię, rzuciłam leki, ale
                  jakoś sobie dawałam radę przez następne 9 miesięcy, aż do momentu kiedy
                  skończyłam studia i zrezygnowałam z pracy (miałam tuż po obronie dojechać do
                  mojego narzeczonego w Anglii). Wyjazd się opóźnił, a ja pozbawiona zewnętrznego
                  przymusu (zajęcia, lekcje) zaczęłam coraz więcej czasu spędzać w domu. I znów
                  zaczyna mi powracać niechęć do wyjścia gdziekolwiek, mieszkanie jest moim
                  azylem, zdarza mi się nie odbierać telefonów. Ale nie dam się! Bo izolacja,
                  przynajmniej w moim przypadku pogarsza sytuację. Przepraszam za przydługawy
                  wywód tylko o sobie, ale chciałam się z grubsza przedstawić. Pozdrawiam Was
                  wszystkich cieplutko!
                  • new_model witaj takhisis ;-) 18.11.05, 22:05
                    Mam kilka pytan. Po jakim czasie od brania lekow zauwazylas ich dzialanie? Co
                    to za uczucie byc na takich lekach? Czy one naprawde sa skuteczne? To znaczy
                    czy np mozna po czyms takim wystepowac publicznie i nie czuc zadnego
                    zdenerwowania, albo zagadac do kogos obcego i tez czuc sie na luzie.
                    Ja sie boje, ze mi zadne leki nie pomogą ;-(
                    Poza tym, co do: > Przepraszam za przydługawy
                    > wywód tylko o sobie, ale chciałam się z grubsza przedstawić < Jaki tam
                    przydlugawy wywod? Wiesz jak przyjemnie sie czytalo ;-) Cudownie wiedziec, ze
                    to mozna pokonac, ale nie wiem czy mi sie uda...
                    Zagladaj tu czasem i pisz o sobie jak najwiecej ;-)

                    • takhisis Re: witaj takhisis ;-) 19.11.05, 00:26
                      Witaj new_model!
                      Bardzo dziękuję za odpowiedź, będę tu chyba częstym gościem :D
                      Odnośnie leków--mój psychiatra trochę mi ich zafundował, więc nie jestem w
                      stanie ich osobno ocenić. Zaczęliśmy od uspokojającego spamilanu, propranololu
                      (nasercowy) i bioxetinu (polski odpowiednik prozacu). Jako grzeczna pacjentka
                      przed użyciem przestudiowałam ulotkę, zwłaszcza objawy uboczne i zaczęłam
                      wątpić czy aby na pewno ujdę z tego z życiem ;) (możesz wrzucić nazwy w
                      wyszukiwarkę, to zobaczysz) Ale nie zauważyłam jakiś spektakularnych efektów,
                      ani tego na czym najbardziej mi zależało--działania uspakającego, z perspektywy
                      czasu jestem skłonna twierdzić, że bardziej pomogła mi świadomość, że
                      mam "tarczę ochronną" w postaci leków niż leki. Może to wynika z tego, że mój
                      psychiatra nie chciał mnie "wyłączyć"; tak na przykład na mnie działa Lorafen--
                      co z tego, że się nie denerwuję gdy nie jestem w stanie wstać z łóżka? Nie znam
                      leku, który jak za dotknięciem magicznej różdżki zniszczyłby wszystkie problemy
                      ludzi z fobią społeczną i pozwolił na normalne funkcjonowanie.(ale nie powiem,
                      że nie marzy mi się taki) W cholernie stresujących sytuacjach (typu
                      prezentacja, ustny egzamin) stosunkowo pomagał afobam, ale brałam go doraźnie,
                      bo podobno łatwo uzależnia. Z przetestowanych mam jeszcze przeciwpadaczkowy
                      topamax (nie mam pojęcia skąd doktorek to wytrzasnął) i milocardin (ohydne
                      kropelki--to zresztą starsza generacja uspokajaczy). Jak widzisz jak na 2,5
                      roku to całkiem nieźle ;) O żadnym z tych leków nie mogę powiedzieć, że mi
                      drastycznie pomógł, niestety, ale to kwestia indywidualna, może na kogoś innego
                      zadziałałyby lepiej.
                      Odnośnie Twojego pytania-->Czy one naprawde sa skuteczne? To znaczy
                      > czy np mozna po czyms takim wystepowac publicznie i nie czuc zadnego
                      > zdenerwowania, albo zagadac do kogos obcego i tez czuc sie na luzie
                      ja dość rzadko jestem całkowicie spokojna, przez te wszytkie lata nauczyłam się
                      traktować lęki jako stan naturalny, zauważyłam, że jeśli nie mam obiektywnych
                      przyczyn do zdenerwowania, to coś sobie wynajduję. Nie oczekuję, że kiedyś
                      stanę się oazą spokoju, po prostu nie chcę, żeby fobia utrudniała mi codzienne
                      życie. Za mój olbrzymi sukces uważam to, że pomimo zdenerwowania potrafię
                      zmusić się do czegoś--tak było z moimi pierwszymi lekcjami--naprawdę się bałam.
                      Ale po pewnym czasie przywykłam do bycia w centrum uwagi, polubiłam moich
                      uczniów, oni mnie też i zdenerwowanie się zmniejszało. Ale lekka trema, taka
                      mobilizująca, została.
                      Wydaje mi się, że warto połączyć leki z psychoterapią i stopniowo starać się
                      przezwyciężać swoje lęki zamiast pozwolić fobii niszczyć swoje życie. Wiem,
                      powiało moralizatorstwem, ale to jest jedyna droga do wyleczenia albo
                      zaleczenia jaką znam.
                      Nie pisz, że jesteś beznadziejny--zobacz ile spraw Ci się udało, przebrnąłeś
                      przez najgorszy okres na studiach, powiedziałeś o tym co czujesz rodzicom (a
                      wiem ile to wymaga odwagi),rozmawiasz jednak ze znajomymi z uczelni, znalazłeś
                      kontakt z ludźmi z terapii grupowej, uśmiechasz się do ludzi, wreszcie, wiesz,
                      że to co się z Tobą dzieje to WYLECZALNA choroba. To nie jest mało, a mogę
                      pisać tylko o tym, co znalazłam w Twoich postach.
                      Do Mamadu napisałeś, że nie jesteś jeszcze gotow na psychoterapię i chciałbyś
                      same leki.Możesz najpierw iść do psychiatry, zobaczyć jak na Ciebie działają
                      leki i zdecydować co dalej. To już jest duży krok naprzód.
                      Nie wiem skąd jesteś, jeśli nie z Łodzi to nie potrafię Ci wskazać namiarów na
                      dobrego psychiatrę/psychologa, ale uważam, że powinieneś spróbować. Podzielałam
                      Twój sceptycyzm co do psychologa--ale objawy fobii społecznej to tylko czubek
                      góry lodowej--w moim przypadku braku poczucia własnej wartości. I na to nie ma
                      leku. Moje początki psychoterapii to koszmarna porażka, w ogóle nie potrafiłam
                      się otworzyć, marzyłam tylko o tym, żeby 45min minęło. Potem zmieniłam
                      psychologa, trafiłam do fantastycznej kobiety, która nie przymuszała mnie do
                      mówienia o dzieciństwie, najpierw nauczyła mnie jak się bronić przed obecnymi
                      demonami o dzieciństwie chętnie jej opowiedziałam potem.
                      Proszę Cię, nie poddawaj się, spróbuj--nawet jeśli się nie uda to chyba gorzej
                      niż teraz nie będzie ;-) Będę tu często wpadać, jeśli masz ochotę zawsze możesz
                      napisać i liczyć na moją jakże niefachową, ale za to pełną dobrych chęci
                      obecność.
                      Pozdrawiam ciepło Ciebie i wszystkich Forumowiczów :D


                    • takhisis Re: witaj takhisis ;-) 19.11.05, 01:15
                      Jeszcze jedno. Pisałeś o swoim lęku przed pytaniem wykładowcy--czasem
                      wykładowcy też umierają ze strachu, żeby ich o coś niespodziewanego nie
                      zapytali. Serio, serio. Wiem z autopsji--rok prowadziłam zajęcia na wyższej
                      uczelni, nawet egzamin ustny przeprowadzałam :D
                • new_model mamadu ;-) 18.11.05, 21:46
                  Mysle, ze polaczenie lekow z psychoterapia to swietny pomysl.
                  Ale ja nie jestem jeszcze gotow na psychoterapie. Chcialbym tylko same leki.
                  Poza tym to nie wiem o czym mial bym opowiadac takiej pani psycholog. Nie mam
                  zadnych innych problemow i zmartwien oprocz tej fobii spolecznej. To mialbym
                  ciagle o tym samym? A poza tym nie chce mi sie rozgrzebywac roznych zdarzen z
                  przeszlosci, ani opowiadac o swoim dziecinstwie...itp

                  Jak narazie nie jestem pewien co do tego, ze fobie spoleczna da sie wyleczyc.
                  Uwierze w to dopiero wtedy, gdy sam sie wylecze. A jakos nie moge sobie
                  wyobrazic siebie bez tej fobii, bez tego panicznego lęku w roznych sytuacjach
                  spolecznych... To byloby zbyt piekne ;-)

                  Zgadzam sie z Toba, ze
                  > u podstaw tej choroby lezy przekonanie o własnej
                  > bezwartościowości itd. A z takim nastawieniem jest w ogóle cięzko się za
                  siebie wziac<
                  Mi czesto sie wydaje, ze jestem taki beznadziejny i bezwartosciowy...

                  Na koniec moge napisac, ze rodzice juz wiedza o tym. W koncu im powiedzialem ;-(
                  bo bylem bliski rzucenia studiow. W sumie ich to nie zdziwilo. Wyglada na to,
                  ze jednak chcac czy nie chcac wyladuje u jakiegos psychiatry ;-( Rodzicom
                  zalezy bardziej niz mi, abym skonczyl jakies studia. Wkurzaja mnie z tym
                  troche...Mam sie tak meczyc dla nich?
                  ;-(




                  • mamadu1 Re: mamadu ;-) 19.11.05, 00:02
                    Witajcie, takhisis i new_model:)
                    takhisis, Twój post jest bardzo optymistyczny, choc mam nadzieję, ze jednak
                    znajac smak zwycięstwa, nei popadniesz z powrtoem w izolację:( Trzymaj się
                    dzielnie i walcz z tym ogarniającym uczuciem niecheci do wszystkiego i
                    zamykania się w domu...
                    Twój post jest super, jestes przykładem osoby, której się udało z tego wyjść:D
                    A wiec prawdą jest, że mozna! Tylko trzeba chcieć;)


                    New model, to dobrze, że powidziałes rodzicom. Zrozumieli? Może pomogą Ci w
                    znalezieniu specjalisty?
                    Calkowicie Cię rozumiem z tymi lekami. Ja brałam bioxetin i rzeczywiście trochę
                    pomogło, choc to chyba seroxat jest pomocny w fobii społecznej. Bioxetin dodał
                    mi troszke odwagi i bylo lepiej;) Różnica była jednak bardzo niewielka, dlatego
                    leki mnie nei zachycają. No i poczucie "bycia nienaturalną" - to tez jest
                    neiciekawe;p. Choc pewnie gdybym nagle musiała cos stresującego robic, to może
                    bym się skusiła;P

                    Równiez czekam na relację, jak takhisis czuła się po lekach:)


                    Co do niechęci powrotu do dzieciństwa, to też rozumiem. Właściwie z pychologiem
                    trudno jest mi rozmawiać, bo na każde powiedziane zdanie np. o matce, psycholog
                    ciągnie za słowa (np. i co pani czuła wtedy i wtedy) - a mi jest trudno mówić o
                    swoich uczuciach...
                    Ale ponoć przyczyna tkwi własnie w przeszłości;p
                    Nasze niskie poczucie własnej wartości nie wzięło sie przeciez z księzyca:)
                    Ktoś musiał nam przekazać taki komunikat...

                    Buuu, najgorzej jak trzeba cos załatwić. I nagle staję się niemową. Musze o cos
                    zapytac, ale kurcze wydaje mi się to śmieszne, nei chce zawracać komus głowy i
                    takie tam;(
                    Moze pomogłoby podniesienie poczucia swojej wartości?

                    A co do studiów, to oczywiście "męczysz" się przede wszystkim dla siebie;p Nie
                    zakładaj z góry, że wszystko sie źle skończy, tylko biegiem do specjalisty!
                    A próbowałes brać jakies ziołowe leki bez recepty? Ja czasem, kiedy mam
                    jakiegoś gigantycznego stresa, biorę takie i nawet pomagaja. oczywiście
                    minimalnie,ale jest znosniej. Np. Persen forte;)
                    Głupio jest tak mówic drugiej osobie, co ma robic, ale naprawdę uwazam, ze jak
                    teraz się poddasz, to potem bedzie jeszcze ciężej.
                    Szybko szukaj tego psychiatry i neich przepisuje Ci leki zmniejszające lęki,
                    czy to bedzie seroxat czy cipramil czy jakiś inny - skoro sam sobie nei jestes
                    w stanie pomóc...

                    Na pocieszenie napiszę jeszcze, że kiedys rozmawialam z dziewczyna która
                    właśnie była po seroxacie i była zachwycna - powiedziala, że minęła jej fobia i
                    że na lekach uczy się nowego, społecznego zachowania:D Powodzenia:)

                    A ja byłam na terapii grupowej i jestem zadowolona. Uważam to za cenne
                    doswiadczenie. przełamuje ta siebie i zamierzam dojśc do momentu, kiedy
                    zapytanie się kogoś o coś będzie dla mnie łatwe;)
                    • takhisis Re: mamadu ;-) 19.11.05, 01:11
                      Witaj Mamadu!
                      Bardzo się cieszę, że jesteś zadowolona z terapii grupowej, będę trzymać za
                      Ciebie mocno kciuki i czekać na dalsze relacje :D

                      Ja też będę walczyć, zbyt dużo osiągnęłam, żeby to stracić. Tyle że w moim
                      przypadku sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana--fobia była moją
                      nieodłączną towarzyszką od zawsze, ale w czasie terapii, kiedy moje lęki się
                      zmniejszyły zaczęły się na dobre moje kłopoty z zaburzeniami odżywiania (od
                      nieśmiałych początków anoreksji do wspaniałego rozkwitu bulimii). Z tym sobie
                      nie potrafię poradzić, ale myślę, że zarówno fobia jak i bulimia biorą się z
                      tego samego--braku poczucia własnej wartości. Ale optymistycznym akcentem jest
                      to, że z osoby, która traciła przytomność z obawy przed mówieniem stałam się
                      osobą, która się dobrze czuje ucząc innych.

                      Ile brałaś bioxetin? Ja kawał czasu, a najśmieszniejsze, że jak zrezygnowałam,
                      stwierdziłam, że nie jest mi już potrzebny :D

                      Myślisz, że możliwe jest nauczenie się samoakceptacji? Zwiększenie poczucia
                      własnej wartości? Bo niezależnie od tego ile mi się udaje osiągnąć ile mój
                      narzeczony powie mi komplementów wciąż czuję się tak samo.

                      Pozdrawiam cieplutko i kończę bo coś się zrobiło późno ;P
                      Ale wrócę! ;)
                      • mamadu1 Re: mamadu ;-) 19.11.05, 20:28
                        Witajcie:)
                        New model, czuję że jesteś już bardzo wykończony tą sytuacją - poczytaj sobie
                        opinie o seroxacie - ten lek ponoć naprawdę daje dobre rezultaty, jesli chodzi
                        o lęki. Tutaj jest forum o nerwicach i akurat temat o seroxacie:
                        www.psychologia.apl.pl/forum/viewtopic.php?t=6048
                        Zwróć uwagę na ostatni czy przedostatni post na stronie:) Poza tym jest wiele
                        pozytywów, ze można go brać stale i ze nie uzaleznia (choć jakieś głupie posty
                        tez się tam zdarzyły, ale na nie nie zwracamy uwagi;). Najwaznijesze to to, ze
                        ludzie po seroxacie naprawde świetnie funkcjonują. A co jeszcze ważniejsze,
                        uczą się nowych zachowań i byc może utrwalają w sobie pozytywne opinie na temat
                        własnego zachowania - że im też coś się udało:D
                        Kurcze, jestem zdziwiona, ze tak namawiam Cie na lek, ale widzę, ze już
                        zaczynasz się poddawać i tracić nadzieję. Tak nie wolno! Idź do psychaitry po
                        receptę:D
                        Pozwodzenia:D I nie myśl negatywnie;) I nie rzucaj studiów! Po prostu poczekasz
                        sobie fajnie na działanie leku i będzie dobrze! Może powiedz o tym rodzicom, o
                        seroxacie!

                        Takhisis - doskonale Cię rozumiem, zwłaszcza jesli chodzi o bulimię i
                        anoreksję... I dokładnie tak jest - i fobia, i bulimia/anoreksja biorą sie z
                        tego samego.

                        Nie pamietam dokładnie, ile brałam bioxetn, chyba cos ok. 3 miesięcy. Pamietam,
                        ze wydawało mi się wtedy, że w sumie nic mi nie pomaga. Pojechałam wówczas na
                        stresujące wakaje, bo do obcych ludzi na działkę. I brałam bioxetin,
                        funkcjonując jakos pozytywniej, choc caly czas z lękami. I tak się zdarzyło, że
                        za rok pojechałam w to samo miejsce, tym razem bez bioxetinu. I wtedy było o
                        wiele gorzej - tylko na tej podstawie (porównania moich dwóch stanów w tych
                        samych okolicznościach) moge stwierdzić, ze bioxetin mi troche pomógł, ale
                        zadziałał głównie na poprawę nastroju, a nie na lęki. Dlatego tak polecam New
                        modelowi seroxat, bo słyszałam, ze uderza on właśnie w lęki. Az samej mi się
                        chce spróbowac, ale jednak się powstrzymam i spróbuję wyciągnąć się z tego bez
                        wspomagania. No chyba że juz będzie tragicznie, wtedy może może...
                        Oczywiście, że tyle osiągnęłas i byloby to tragiczne, żebyś wszystko
                        zaprzepasciła. Ja w ogóle uważam, że to jakiś kosmos, ze z fobią społeczną tak
                        świetnie funkcjonujesz. Nauczycielka - toż to są czyste sytuacje z koszmarów
                        cierpiącego na patologiczną niesmialość:) A Ty dałas radę- czy to nie
                        cudowne!!!?

                        Nie mam pojęcia, czy możliwe jest nauczenie sie samoakceptacji... Kurcze, tyle
                        książek i psychologicznych poradników powstaje na ten temat, ale może człowiek
                        działa na zasadzie instynktu - skoro wpojono nam przez lata, że jestesmy
                        bezwartościowi, to nie umiemy (mimo ogromnych checi) mysleć o sobie inaczej?
                        Poza tym to negatywne myslenie nie zawsze funkjonuje świadomie. To jest jakos
                        podskórne. Ja mam to samo - u Ciebie narzeczony stara się dowartościowac, a u
                        mnie mama, która bardzo we mnie wierzy (choć popełniła tez mnóstwo błędów;). A
                        to nie działa. Wręcz przeciwnei - na kazde jej dobre słowo o mnie ja znajde
                        tysiąc złych...
                        Może trzeba po prostu nad tym ciężko pracować?
                        To tak jak z samodzielna nauka j. ang. Kiedys nei bylo tylu kursów, ludzie sami
                        czasem brali się za ksiązki, kasety itd. ja myślę, że nie starczyloby mi na to
                        determinacji i pewnie szybko bym taka nauke przerwała, a niektórzy się wiele
                        nauczyli . I tak samo praca nad sobą - sami musimy odwalić ciężka robotę, bo
                        nikt tego za nas nie zrobi. Czyli powtarzać sobie w każdej sytuacji, ze jest
                        ok. I nie karać się, nie zmuszac do czegos, nie wykazywac sie brakiem
                        szacunku...
                        Eh, tylko łatwo powiedziec, a trudniej zrobic;p
                        Ja niedawno na innym forum dostalam książkę z netu o asertywnosci. [Służę
                        przesłaniem, może komus pomoże:)]. Czytałam ją i widzialam własne błędne
                        komunikaty wgrane w moją głowę. Tylko że wadą tego sposobu pracy nad soba jest
                        to, ze w pewnym momencie kończy się na to energia. Ilez samodyscypliny
                        potrzeba, by rzeczywiście zmienić się naprawdę, na stałe. Codzienna praca nad
                        sobą. To ciężka sprawa i frustrująca - świadomośc, ze innym przychodzi to z
                        taka łatwością, a my musielibyśmy na każdym kroku analizowac własne myśli i
                        je "prostować". Brrr.
                        No ale może o to chodzi?

                        Pozdrawiam Was :) I czekam na posty;p
                        New model - oczywiście zachęcam do psychoterapii, jak już będziesz na
                        seroxacie;) Wtedy byłoby łatwiej:)
                        • new_model Witam ;-) 19.11.05, 23:01
                          Witajcie mamadu i takhisis ;-)
                          Takhisis tak sie sklada, ze jestem z Łodzi ;-)

                          Moze napisze cos wiecej o reakcji rodzicow. Tak naprawde to nigdy bym im nie
                          powiedzial, ale akurat w ten sam dzien zdarzyla mi sie bardzo przykra sytuacja
                          na zajeciach. Zostalem o cos zapytany przez profesora i oczywiscie dostalem
                          takiego koszmarnego ataku paniki, ze nic nie moglem powiedziec. Az tak zle to
                          dawno nie mialem. Skonczylo sie na tym, ze caly sie zarumienilem. Pozniej juz
                          do konca zajec siedzialem juz taki zdolowany, ze naprawde mialem wszystkiego
                          dosc. Dlatego bylem zdesperowany powiedziec rodzicom. Ciezko bylo. Na poczatku
                          matka myslala, ze ktos mnie pobil albo wyrzucili mnie ze studiow. Gdy jej w
                          koncu zdolalem powiedziec to nawet mnie przytulila i powiedziala, ze bedzie
                          dobrze i pojdziemy do lekarza. Na nastepny dzien pojechali i zapisali mnie do
                          jakiejs przychodni. Niestety wizyte mam dopiero za miesiac ;-( Nie chce ich
                          narazac na koszty i namawiac na prywatnego. Ale w tygodniu mamy isc do lekarza
                          rodzinnego. Moze on cos przepisze ;-)

                          Dzieki mamadu. Jak juz bede u psychiatry to poprosze o seroxat ;-)

                          Narazie musze sie w koncu wziasc troche za nauke. Zauwazylem, ze marnuje duzo
                          dobrych szans. Np wtedy gdy nic nie trzeba mowic, a tylko isc do tablicy i
                          rozwiazac jakies zadanie. A ja niestety nie wiem jak, bo przez to wszystko juz
                          mi sie uczyc nie chce. Co biore sie do ksiazek to zaraz mi przychodzi na mysl
                          cos co mnie czeka na nastepny dzien, a co budzi we mnie lęk. Mam nadzieje, ze
                          te leki mi pomoga i bede mogl normalnie sie uczyc.

                          Takhisis ja tez mam problemy z odzywianiem. Czesto mam tak, ze nic nie jem
                          przez kilka dni, chyba dlatego aby sie jakos pokarac za to jaki jestem. I o
                          dziwo jak nic nie jem to czuje sie troche lepiej;-)

                          A na koniec dziekuje Wam za te wszystkie cieple slowa. Nikt mnie tak jeszcze
                          nie pocieszal ;-)
                • disable2 Re: Czesc mamadu1 06.05.06, 21:53
                  Witam,
                  bez dwóch zdań polecam lekturę "6 filarów poczucia własnej wartości", jeśli
                  chodzi o sprawę zrozumienia przyczyny.Ja znalazłam tam wszyskie odpowiedzi na
                  nurtuące mnie pytania. cena ok 36zł, ale naprawe WARTO zainwestować!! pozdawiam
                  i życze wiele sił w pokonywaniu barier!!
            • disable2 Re: czy to fobia społeczna? 06.05.06, 21:46
              "6 filarów poczucia własnej wartości" Nathaniela Brandena. Ta książka pomoże Wam
              w znacznym stopniu (mi prwie w 100%) zrozumiec wszystkie te mechanizmy tego typu
              zachowań i wogóle cała ich istotę. lektura może się wydawać ciężka...
              Powiedziałabym dla ambitych a z tego co zauważyłam większość z "Nas" tacy
              właśnie są.... Pozdrawiam wszystkich. Pamiętajcie, nie jesteście sami!!!
    • livia19 Re: czy to fobia społeczna? 21.11.05, 13:55
      Wypisz, wymaluj cała ja. Wszystko co zostało tu napisane pasuje do mnie. Mam
      już dosć. Chce cos z tym zrobić!
      • new_model Re: czy to fobia społeczna? 21.11.05, 20:09
        Livia19 ja tez mam juz dosc ;-) Fajnie bedzie jak napiszesz cos wiecej o
        sobie ;-D
        • sylwek07 Re: czy to fobia społeczna? 21.11.05, 20:52
          tez mam dosc :(((
          • new_model Re: czy to fobia społeczna? 21.11.05, 20:57
            Hej sylwek07 ;-) Moze Ty tez bys cos wiecej o sobie napisał ;-P
            • mamadu1 Re: czy to fobia społeczna? 21.11.05, 23:18
              A czy próbowaliście coś zrobić? Bo chyba wszyscy mamy dosyć tej chorej
              sytuacji:/
              • new_model Re: czy to fobia społeczna? 22.11.05, 18:32
                Dzis bylem u lekarza rodzinnego ;-) Powiedzialem mu o swoich lękach. Nie wiem
                po co, ale kazal mi zrobic morfologie krwi. A co to ma do rzeczy...? Pytal sie
                czy sypiam po nocach i czy chce mi sie zyc. Na obie pytania odpowiedz moja byla
                negatywna ;-) Przepisal mi lek o nazwie Efectin ER 75. Czytalem ulotke, pomaga
                w depresji z lękami. Ma zaczac dzialac po tygodniu. No coz, zobaczymy...
                Poza tym rozbawilo go to, ze na trzecim roku studiow nie mam jeszcze
                dziewczyny ;-) i kazal mi sobie znalezc ;-/ No coz, bez komentarza. Raczej
                ciezko byc z kims jak ma sie taki lęk przed ludzmi, ale niewazne...
                Tak bardzo bym chcial, zeby ten lek choc troche mi pomogl ;-)
                • mamadu1 Re: czy to fobia społeczna? 23.11.05, 00:31
                  Ooo, to fajnie, że już coś się zadziało:) Pomoże, cierpliwości:)
                  morfologię? Też nie wiem, po co. Może pod kątem leków?
                  Hmm, dziwny lekarz, że rozbawia go coś takiego;p Może ma duże poczucie humoru?;)

                  Na ulotkach takich leków jest zwykle ogromna lista skutków ubocznych;) Nie
                  zrażaj się - ja jak cos takiego przeczytałam, to mialam poważne obawy, czy po
                  leku nie zeświruję jeszcze mocniej, ale nie, w ogóle nic się nie zdarzyło:)



                  • sylwek07 Re: czy to fobia społeczna? 23.11.05, 22:58
                    new_model ja juz napisalem osobie we wczesniejszych postach ....

                    mamadu1 teraz to ja robie male kroczki w moim zyciu aby dojsc do celu i chyba
                    to jest najlepsze rozwiazenia aby zobaczyc te male zrobione cele :)
                    • madzulek czy to fobia? 30.11.05, 20:02
                      Witam wszytkich:)
                      Objawy ktore wiekszośc z was opisuje nie są mi obce-naprawde was rozumiem:
                      -rumienie sie czesto,mam wrazenie,że np. w pociągu ludzie sie na mnie gapią,mam
                      trudnosci z wystąpieniem na forum-nawet przy malej ilosci osob,boje sie nawet
                      rozmawiac czasem ze znajomymi,bo boje sie,że np. spale cegłe-a oni tego nie
                      rozumieją i mogą to uznać za cos dziwnego-kiedys jak tak sie stalo,to kumpela
                      mi powiedziala,że cos krece,bo robie sie czerwona-a w cale nie krecilam-bo
                      rumieniec wynikal z podłoza lekowego,a nie z tego powodu,że cos sciemniam....na
                      studiach tez nie mam łatwo-jak sie czerwienie nawet bez konkretnej przyczyny,to
                      od razu jestem podejzliwie obserwowana,a przez to jeszcze bardziej sie we mnie
                      lek nasila i mam ochote uciekac.........jeszcze wiele mogłabym pisac i podawac
                      wiele przykładów.
                      Ale chce tez powiedziec,że nie chcialabym brac silnych lekow-czasem pije
                      melise i w razie czego tez posilkuje sie tabletką ziołową na bazie melisy.Wiem
                      tez,że musze z tym walczyc,żeby nie zaprzepascic studiow i nie stracic bliskich
                      mi osob-podjełam decyzje,że musze sama chciec i nie martiwc sie tym do łez.
                      Brat mnie zawsze pociesza,kiedy mu mowie,że ma lepszą sytacje,(bo on jest
                      bardzo towarzyski i nie ma tego typu problemow)to mowi wtedy: "a co sie
                      martwisz im jestes bardziej czerwona tym ciekawiej i smieszniej,zmieniasz
                      kolory jak kameleon,a inni tak nie umieją".Heh w cale az tak smiesznie nie jest
                      jak przychodzi FALA STRACHU.Jestem na studiach,gdzie musze sie na niektorych
                      zajeciach uzielac,wiec nie mam łatwo,ale wiem,że kiedys jak juz bede starą
                      babinką-to wtedy bede sie z tego śmiać;)
                      Pozdrawiam wszytkich:*
                      • new_model Czesc madzulek ;-) 30.11.05, 20:29
                        Tak, to prawda, ludzie tego nie rozumieją ;-( Ale na szczęscie nie wszyscy. Jak
                        widzisz zawsze mozesz zajrzec na to forum i zawsze znajdziesz kogos, kto Cie
                        zrozumie, wyslucha i napisze cos milego;-)

                        Piszesz, ze Twoj brat jest towarzyski i nie ma takich problemow. Ja mam starsza
                        siostre, ktora tez nigdy nie miala czegos takiego i nie rozumie mnie. Nawet nie
                        powiedzialem jej o tym, ze wlasnie zaczalem sie leczyc i biore efectin, bo
                        chyba by mnie wysmiala.
                        Tez kiedys pilem melise i bralem jakies ziolowe tabletki uspokajajace. Ale nie
                        wydaje mi sie, zeby mi cos pomagaly. A teraz jak juz lykam sobie codziennie na
                        wieczor jakies porzadne lekarstwo to czuje sie duzo lepiej ;-) I mam nadzieje,
                        ze lekarz przepisze mi tego jeszcze wiecej ;-)
                        A do starosci to i tak nie chce dozyc, dlatego moge faszerowac sie tymi silnymi
                        lekami, byle tylko jakos sobie radzic na co dzien ;-)
                        • madzulek czesc new_model 01.12.05, 17:44
                          Wiesz-nie mozesz mówic,że nie dożyjesz starości-tak nie mozesz
                          myslec...Wiesz,mysle,że Twoje zycie i wszytkich tu piszących poukłada się i
                          bedzie dobrze.Moj brat(znow o nim wspominam;)) czesto mówi,że nie powinnam sie
                          zadreczać tymi wszytkimi problemami,bo one jeszcze bardziej bedą we mnie.I że
                          np. inni ludzie mają o wiele gorzej-bo np. nie mogą chodzić,ablo są
                          nieuleczalnie chorzy i znają date swojej śmierci,a nie uzalają sie nad sobą-nie
                          zamykają się w pokoju i nie płaczą w samotosci.Staram sie to zrozumieć i
                          wmawiac sobie,że mam o wiele lepiej-ale nie zawsze idzie.Ale staram się i
                          czasem obiecuje sobie,że bede prcowac nad pozytywnym mysleniem.
                          ...no i kiedy czasem wpadam w dolinę,to mysle o lekach,ale nie chce sie
                          faszerowac prochami i byc od tego zalezna...boję sie świata i ludzi,ale moze
                          własnie taka mialam byc.
                          Mimo moich wszytkich nerwów,blokad psychicznych z ktorymi sie budze kazdego
                          dnia i rumiencem wsydu,ktory wyskakuje czesciej niz sama bym tego chciala-chce
                          żyć.
                          Mam kolegę,ktory mial podobne dolegliwosci-ale udalo sie mu dostac do dobrej
                          firmy i musial wystepowac na forum,czuć spojrzena(nawet znanych mu kolegów-
                          ktorych sie wtedy wsydził).Teraz ma rodzinę-osoby ktore go kochają-i nawet
                          jesli czuje w sobie pozostałosci fobi,to i tak wie,że wazniejsza od wszelkiego
                          zadreczania sie-jest jego rodzina.
                          W przyszłosci chce zostac przedszkolanką-i wiem,że pewnie wiele bedzie
                          sytacji,w ktorych bede sie bala i czula narastający lęk,ale chce trwac i byc
                          lepszą-mimo tego,że mam w sobie takie stresy,przez ktore wiele razy płakałam.
                          I rowniez Tobie i innym tego zyczę:)
                          Pozdrawiam:)
    • himera24 Re: czy to fobia społeczna? 02.12.05, 16:07
      wyglada na to ze masz typowe stymptomy fobi spolecznej. udaj sie do psychologa,
      to naprawde moze pomoc!
      co do rodzicow to nawet nie staram sie im powiedziec bo juz wiem jaka bylaby
      ich reakcja, nawet nic nie wiedza ze chodze do psychologa, niestety wiem ze
      musze im wkoncu powiedziec wkoncu to moi rodzice, zamierzam im wydrukowac
      informacje na temat fobii spolecznej aby sobie poczytali i pozniej im powiem ze
      ja to wlasnie mam i ze stwierdzil to psycholog.

      powodzenia, pamietaj nie jestes sam i wiedz ze terapia pomaga.
    • fs1986 Re: czy to fobia społeczna? 03.12.05, 13:09
      witam wszystkich
      ja również cierpię na fobię społeczną od kilku lat. od dzieciństwa byłem bardzo
      nieśmiały, a pod koniec gimnazjum zaczęło się to nasilać, aż "ewoluowało" do
      fobii społecznej, którą stwierdził lekarz rodzinny oraz psycholog.

      Dwa lata temu postanowiłem chodzić na psychoterapię, na którą chodziłem ponad
      rok jednak bez efektów - dostałem skierowanie do psychiatry, ale ten mnie po
      prostu zbył, gdyż mam 18 lat i uznał, że próbuje tylko załatwic sobie papiery
      odraczające mnie z wojska mimo, iż miałem opinie psychologiczne od dwóch
      różnych psychologów, opinie i skierowanie lekarza rodzinnego. Teraz po maturze
      (sam się dziwie sobie jak ja ją zdałem, chociaż na ustnych słyszałem docinki
      egzaminatorów typu - ale zestresowany, wyluzuj się itp) poszedłem do psychiatry
      dla dorosłych - tym razem ze skierowaniem od neurologa u którego robiłem EEG i
      wyszło, że to nie mam zmian w mózgu, a moje dolegliwości mają podłoże
      psychiczne, ale z podobnym skutkiem - jedno z pierwszych pytań lekarza
      brzmiało: jaką dostałem kategorię na poborze do wojska - ze względu, że
      dostałem odroczenie na rok podobnie jak poprzedni psychiatra powiedział, zebym
      sobie kupił jakieś tabletki ziołowe na uspokojenie i będzie OK - też uznał że
      tylko uciekam od woja.

      Jeżeli chodzi o moja edukację to dodam tylko, iż w tym roku skończyłem liceum i
      dostałem się na studia, na których uczyłem się tylko tydzień i zrezygnowałem z
      wiadomych przyczyn - nie dałem rady dłużej.
      Chciałbym się z tego wyleczyć, ale wątpie czy jest to możliwe, gdyż teraz
      najbardziej obawiam się wojska - za dwa miesiące znowu mam pobór i jeśli
      dostanę kat A - to raczej wezmą mnie do armii, bo nigdzie się nie uczę a na
      odroczenie ze względu na fobię chyba nie mam co liczyć - który psychiatra mi
      uwierzy, że mam fobie?? Teraz najczęściej myslę o samobóju, bo co mi zostało??
      w sumie to nie wiem po co napisałem tego posta, ale jak już napisałem, to niech
      jest:)
      pozdrawiam
      • mamadu1 Re: czy to fobia społeczna? 03.12.05, 21:00
        Hej wszystkim nowym:)
        Fs, to oczywiste, po co napisałes maila - to Twój krzyk o pomoc... Uwierz, że
        to nie jest nieuleczalna choroba!
        I trzymaj się! A co z rodziną - wie o Twoich problemach?
        Poza tym zapewniam, ze samobój tyo najgorsze z możliwych rozwiązań:P Żaden
        samobój w ogóle nie wchodzi w grę, zapomnij o tym tak szybko, jak to napisałes!
        A psychoterapia nie pomogła, bo pewnie nei byłes w nią w 100% zaangazowany?
        Spróbuj jeszcze raz, szukaj tych najlepszych specjalistów, bo chodzi o Twoje
        zycie! Poza tym są leki, jesli naprawdę jest cięzko!

        New model, jak na lekach?

        Sylwek, tak trzymaj (z tymi małymi kroczkami:)

        Madzulek - pozytywny w sumie post:)

        • mamadu1 Re: czy to fobia społeczna? 03.12.05, 21:01
          mamadu1 napisała:

          > Hej wszystkim nowym:)
          > Fs, to oczywiste, po co napisałes maila

          Nie maila, tylko posta oczywiście:)
          • fs1986 Re: czy to fobia społeczna? 04.12.05, 08:56
            witam ponownie:)
            rodzinka wie o mojej dolegliwości, ale do nich jakby to nie docierało, że to
            jest coś więcej niż nieśmiałośc. Ciągle mi mówia: głowa do góry, do odważnych
            świat należy itp. ale mnie to już denerwuje, bo takie teksty mnie chyba jeszcze
            bardziej dołują. Mimo, iż nieraz pokazywałem im info o fobii i wiedza co to
            jest, dalej są przekonani, że ja tylko wyolbrzymiam swoją nieśmiałość.
            Co do leków i specjalistów to jak napisałem wcześniej - psychiatra raczej
            odpada - rzeczywiście moje wizyty moga wyglądać jakbym chciał sobie tylko
            załatwić odroczenie z wojska.
            Nie wiem jak co będzie dalej, ale jak będzie lepiej to napisze, bo gorzej to
            już chyba być nie może.
            pozdrawiam wszystkich
            • new_model Re: czy to fobia społeczna? 04.12.05, 19:13
              Witam wszystkich!
              Mamadu, leki chyba jeszcze nie zaczęły działać. Biorę dopiero półtora tygodnia,
              więc na jakieś efekty muszę jeszcze trochę poczekać. Ale ogólnie jest ok, jakoś
              się trzymam. Rodzice są dla mnie mili jak nigdy ,często pytają jak się
              czuję... ;-) Na uczelni też narazie nic stresującego się nie dzieje ;-)

              Hej fs1986 ;-) Tak bardzo chciałbym Cię jakoś pocieszyć i doradzić
              coś...Zgadzam się z mamadu, że samobój to kiepski pomysł, więc zapomnij o tym.
              Szkoda, że tak krótko wytrzymałeś na tych studiach. Mi też na początku było
              ciężko i myślałem, ze nie dam rady. Bałem się, że trzeba będzie się
              przedstawiać na zajęciach . Na szczęście nic z tych rzeczy ;-P Kazali tylko
              wpisać się na listę. Nikt o nic nie pytał, do niczego nie zmuszał, i chyba
              dlatego dotrwałem aż do tego trzeciego roku. Może po prostu wybrałeś zły
              kierunek.
              A rodziną się nie przejmuj, niech sobie gadają co chcą.
              Ja idę do psychiatry dopiero pod koniec grudnia i mam nadzieję, że mnie
              zrozumie. Bo Ty to naprawdę miałeś pecha. Co to w ogóle za psychiatra. To nie
              widział, że rozmawiając z nim jesteś zestresowany ( bo pewnie byłeś... )? A
              opowiadałeś mu o tych wszystkich sytuacjach w których odczuwasz paniczny lęk?
              Przecież nikt zdrowy by tego sobie nie wymyślił.

              Ja nie wiem. Na Twoim miejscu szukałbym innych specjalistów. W końcu któryś
              musi Cię zrozumieć... ;-/
              • mamadu1 Re: czy to fobia społeczna? 06.12.05, 13:37
                Trzymam kciuki, New model, zeby zaczęły działać:D
                I w ogóle trzymajmy się ciepło, ludziska;p Święty Mikołaj Wam to mówi;p
    • livia19 Re: czy to fobia społeczna? 08.12.05, 13:31
      Jednak musiałam wrócić do tego wątku. W tej chwili mam dosć wszystkiego.
      Jestemw pracy, której nienawidze całym sercem i zastanawiam sie co ja tu robię.
      Ale po kolei.
      Długo myślałam, ze problem, zktórym sie borykam jest po prostu nieśmiałoscią,
      dopóki ktoś nie stwierdził (na którymśz forów), ze to bardziej przypomina fobię
      społeczna i... miał racje.
      Od najmłodszych lat byłam bardzo nieśmiała. W szkole podstawowej nigdy sama nie
      zgłosiłam sie do odpowiedzi, mimo ze zaewsze byłam przygotowana. Zresztą moje
      swiadectwa z podstawówki, jak zauważył mój maż są bardzo nudne - na wszystkich
      srednia 5. Nuczyciele mieli do mnie tylko jedno zastrzezenie - mało aktywna na
      lekcjach. Ile razy chciałam sie zgłosić, podnieść ten cholerny palec do góry ,
      ale wtedy zaczynało sie drżenie rąk, pocenie, przyśpieszone bicie serca i w
      końcu rezyghnacja. W szkole sredniej było jeszcze gorzej. Zaczęłam mieć
      problemy z wypowiadaniem się, plątał mi sie jezyk, brakowało mi słów. Wiele na
      tym traciłam.
      Ale moja fobia to nie tylko szkoła - od malenkosci wstydziłam sie chodzić do
      sklepów, załatwianie spraw w urzędach od zawsze kosztowało mnie wiele stresu.
      Wstydziłam sie rozmawiać z ludźmi.
      • livia19 Re: czy to fobia społeczna? 08.12.05, 13:50
        c.d
        Wykrzsztuszenie z siebie jakiegokolwiek sensownego zdania było ponad moje siły.
        Potem były studia humanistyczne (większosć czasu spedzona na imprezowaniu i
        zabawie, bo to pozwalało zapomnieć o moim problemie). Byłam przebojową laska,
        luzarą, z którą mozna o wszystkim porozmawiać i uzyskać poradę. Maska, którą
        sama sobie narzuciłam ptrzerosła mnie. Poszłam trochę w alkohol, ma całe
        szczęście w odpowiednim czasie udało mi się oprzytomnieć, ze nie tędy droga.
        Wyszłąm za mąż, urodziłam syna, załatwiono mi pracę. Praca polega na ...
        kontakcie z ludźmi, często wiąze sie z publicznymi występami. Jest to ponad
        moje siły.
        Od jakiegos czasu unikam kontaktu z ludźmi, rozmowy znimi ograniczam do
        minimum. Staram sire nie wypowiadać w wiekszym gronie, zeby sie nie zbłaźnić.
        Zawsze analizuję swoje zachowanie i jakoś nigdy nie jestem z siebie
        zadowolona.Dochodzi do tego, ze jak widzę kogos znajomego na ulicy to
        przechodze na drugą stronę albo chowam sie do sklepu. Najchętniej zamknęłabym
        sie w domu i nigdzie nie wychodziła.Jest coraz gorzej. Nie umię już z ludźmi
        rozmawiać, odizolowałam sie od koleżanek i znajomych. Po prostu dziczeję.
        bniedawni kupiłam z mężem mieszkanie i kiedy wracam tam po pracy czuję sie
        wreszcie bezpiecznie. nie mam ochoty na niczyje wizyty.
        Stwierdxzam, ze jestem do niczego, ze nie takie były moje aspiracje i plany
        zyciowe. Gdyby nie ta przeklęta fobia mogłabym cos osiągnać.
        Maż wie, ze mam takie problemy, ale nie wie w jakim natężeniu to wszystko
        przeżywam. On nie ma problemu z kontaktami z ludźmi. Osttanio prowafdził
        turniej mikołajkowy i zazdrosciłam mu tej lekkosci bycia przy mikrofonie.
        cholernie mu zazdrosciłam.
        czasami wydaje mi sie, ze gdyby nie syn rozpadłabym isę już dawno na małe
        kawałeczki i zbierali by ,mnie teraz w jakimś szpitalu psychiatrycznym/
        Potrzebuje pomocy, ale nie wiem ska d zavcza. Żyję w miasteczku, gdzie ludzie
        sie znają, a psychologów i psychiatrów znam, bo z nimi współpracuję.
        Sama nie daję już rady. Czuję sie bezsilna, zła na siebie, ze nie umię walczyć.
        • livia19 Re: czy to fobia społeczna? 08.12.05, 14:00
          Przepraszam za błędy i te urywane posty, ale jestem w pracy i kiedy ktoś
          wchodzi szybko muszę wychodzić z internetu. Przeczytała to wszystko co napisałm
          i widzę, ze jest to strasznie chotyczne i nawet teraz wstydzę się za siebie.
          • fs1986 Re: czy to fobia społeczna? 08.12.05, 15:20
            hey!
            mam dokładnie tak samo jak Ty! w tym roku skończyłem liceum i jak do tej pory
            był to chyba najgorszy czas dla mnie. tak jak Ty nigdy się sam nie zgłaszałem
            do odpowiedzi, a nieraz jak mnie nauczyciel wyznaczył to poprostu rezygnowałem
            dostając ndst, podobnie jak rezygnowałem z referatów. Na lekcjach prawie wogóle
            się nie odzywałem, a co jest najzabawniejsze: przez 3 lata siedziałem w
            pierszej ławce - przed nauczycielem, a i tak więszość z nich nie wiedziała jak
            mam na imię - często było tak, że nauczyciele patrzyli gdzieś w głąb klasy
            wołając mnie, a ja siedziałem tuż przed nim!! ale to chyba jedyny pozytywny
            aspekt. Na wycieczki klsowe nie jeździłem (byłem tylko raz w kinie przez 3
            lata), na studniówce jako jedyny ze szkoły też nie byłem. Po szkole chodziły o
            mnie różne bardzo "chamskie" plotki o których nie będę pisał, bo takie plotki
            to już przegięcie.
            Livia19 - gratuluje studiów - ja zrezygnowałem po tygodniu, gratuluję pracy i
            rodzinki :) pozdrawiam
            • krecik86 Re: czy to fobia społeczna? 08.12.05, 17:14
              też coraz częściej zastanwiam sie nad zerwaniem studiow Ale co bede robil
              pozniej? Wole narazie o tym nie myslec
              Narazie mam spotkanie za pare dni u psychiatry Licze ze mi przepisze jakis
              dobry lek Moze seroxat. To sie jeszcze okaze.
              • madzulek trzeba żyć 08.12.05, 18:28
                czesc wszystkim!
                Szakoda,że fobia społeczna nie mija:( w szkole przede mną dwa wystąpienia-juz
                nie długo-jedno na 10 min. a drugie na godzinę-razem z grupą:( Oni będą
                spokojnie mówic co trzeba,a ja sie będe denerwowac i czerwienic:(
                A głupio sie tłumaczyć,że ma sie fobie-i tak wiekszośc powie,że sobie to
                zmyslam.Jak sie stresuje,to zazwyczaj nie mogę usidziec i jakos mam ochote
                uciec-ale wiadomo w srodku cwiczen na studiach,gdzie do drzwi daleko-nie da sie
                uciec...
                Patrze na tych wszstkich ludzi-są tez tacy co sie czasem zaczerwienią-np. jak
                cos mają powiedziec,ale to tylko chwilowe u nich-bo mówią płynnie i
                swobidnie...no i duzo jest luzaków,dla ktorych wyjscie na środek jest czymś
                naturalnym i swobodnym.Zadroszczę im-jakoś nikt z moich znajomych nie ma fobi-
                kazdy jest wyluzowany i kontakt z ludzmi jest dla nich czymś super-uwielbiają
                wystepowac na srodku-podniesc głowe do gory i mowic swobodnie o wszytkim do
                wszytkich...
                Czasem mysle,że nauczyciele i wykładowy powinni byc przygotowani na to,ze
                nie wszyscy radzą sobie z wystąpieniami i swobodnymi odpowiedziami.Że jąkanie
                sie,czy brak słow nie wynika z niewiedzy,czy tepoty,tylko z blokady
                psychicznej.Denerwuje mnie to,że umiem sie wypowiadac,ale na papierze,a tak
                bardzo marzy mi sie,żebym umiała tak jak teraz pisze tu sobie swobodnie-żeby
                tak tez bylo jak kogoś spotkam.Abym umiala spojrzeć ludziom w oczy i mogła
                czuć,że moj głos jest głosem,a nie bełkotem stłumionym przez fobie,ktora mną
                manipulije jak marionetką.Niby idzie z tym walczyć-staram sie jak mogę-czasem
                sie dziwie,że daje rade w tak wielu rzeczach...ale wiem,ze muszę-jest kilka
                osob dla ktorych chce walczyć-MUSZĘ.Może kiedys uda mi sie zrozumiec podłize
                fobi,może znajdę jakies sensowne wyjasnienie tego i zacznę życ jak to bylo,gdy
                bylam małym dzieckiem-potrafiłam nawet przed obcymi wystepowac w
                przedstawieniach-grac role i czuć,ze nie jestem zagrozona przez nikogo....
                konczę,bo nie chce nikogo zanudzić-ściskam WAS i 3majcie się mimo wszystko!
                • depresyjka4 Re: trzeba żyć 09.05.06, 21:39
                  ja jestem na seroxacie i od dawna juz nie miałam żadnego ataku paniki w
                  społecznych sytuacjach, choć też i niewiele mogę na ten temat powiedzieć, bo
                  nie wiem jak by mi wyszło teraz np. publiczne wystąpienie, bo nie muszę na
                  szczęście tego robić.
                  ale ogólnie jest duzo lepiej niż było kiedyś.
                  co do wykładowców na uczelni to jednak sporo jest u mnie dobrych i
                  wyrozumiałych ludzi, który od razu widzą o co chodzi i nie zmuszają mnie do
                  mówienia.
                  poza tym chodzę spokojniejsza, bardziej wyluzowana, nie przejmuje się co inni o
                  mnie myślą, wygłupiam się...leki naprawdę działają!!!
                  • danuta1958 LUDZIE LECZCIE SIĘ ! TO JEST DO WYLECZENIA ! 10.05.06, 10:13
                    Witam wszystkich.
                    mam 48 lat !!!
                    i to samo co wy od szkoły podstawowej. Tylko, że ja do wieku 35 lat myślałam,
                    że wszyscy tak mają !!!! i, że wszyscy się z takim problemem borykają. Wszyscy
                    bez wyjątku! Więc do wieku ok 35 lat zrobilam studia, urodzilam dzieci,
                    pracowalam w PAN-ie itd, itp. Potem jak na siłę mnie awansowali przeżywałam
                    męczarnie nie do opisania: wyjazdy, spotkania, referaty, telefony... Wtedy
                    dopiero zorientowałam się, że coś jest ze mną nie tak!
                    Myślałam, że się przyzwyczaję do stanowiska. Niestety nie! Powoli w ciągu 10
                    lat zaczęłam, nie sypiać, nie jadać, po pracy nic mnie nie obchodziło i miałam
                    wrażenie, ze cały świat dzwigam ja! Płakałam z bólu gdy mnie mąż odwoził do
                    pracy. Nie brałam wolnego, bo po przerwie w pracy lęk potęgował się nie do
                    opisania. Bałam się iść do psyhatry, bo stracę pozycję i pracę, bo ludzie
                    zauważą, a ja jestem kimś. Zaprowadził mnie tam mąż. Proponowano szpital - nie
                    zgodziłam się. Jestem leczona od tamtej pory do teraz. Zmieniłam pracę na mniej
                    stresującą. Skończyłabym w zakładzie, gdyby nie pomoc psychatry!
                    Ludzie leczcie się !!! Leczcie się. Im wcześniej tym krócej będzie trwało
                    leczenie. "Jak ktoś chory to bierze antybiotyki, aby sie wyleczyć". Prawda?
                    Powodzenia. ja

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka