agniecha17
11.12.05, 00:04
Jestem juz tak zalamana, ze juz nie mam sily walczyc. Mieszkamy za granica
(ja zrezygnowalam z pracy, bo on koniecznie chcial wyjechac, a rozne
zawirowania sprawily, ze wlasciwie bylismy zmuszeni). No i od 6msc-y siedze
calymi dniami w domu z teraz juz 16 miesiecznym synkiem, calkiem sama w obcym
kraju a maz wraca codziennie o 22. Dodam, ze ma nienormowany czas pracy i
oficjalnie konczy ja o 18.30. Wraca, je kolacje, chwile rozmawiamy i zasypia
na kanapie...Na nic wiecej nie moge liczyc, ciagle spi. Jestem szczesliwa, ze
moge wychowywac swoje upragnione dziecko (po latach staran i po in vitro) i
nie musze go oddawac jakiejs opiekunce, ale jestem strasznie zmeczona byciem
tylko matka, tym ze nigdzie nie moge wyjsc z mezem, chyba, ze wezmiemy obca
opiekunke za takie pieniadze, ze az sie odechciewa wychodzic, nie moge sie
spotkac z kimkolwiek, bo wlasciwie poza placem zabaw nikogo nie znam, a poza
tym chce spedzic troche czasu z mezem. On jest wiecznie zmeczony i przesypia
na tej kanapie pol nocy, a na "zachety" z mojej strony, by milej spedzic
wieczor reaguje slowami "nie dzisiaj kochanie". A ja mam tylko 30 lat i chce
czuc sie kobieta, a nie tylko mama...Cale wekeendy jestesmy z dzieckiem, a
gdy dziecko spi, moj maz rowniez. W Polsce czesto pracowal miesiacami w
delegacji, ale teraz jest chyba gorzej, bo mam go w domu (to jeden z powodow
wyjazdu), ale tak jakby go nie bylo. Wiem, ze jest przemeczony, ale nieraz
mysle, ze woli zostac w pracy niz wracac do nas. Poza tym szkoda mi synka, bo
widuje tate naprawde rzadko. Kiedy o tym rozmawiamy, on twierdzi, ze marudze
i szukam dziury w calym, ze wszystko zaczyna nam sie ukladac a ja ciagle
jestem niezadowolona, ze mnie bardzo kocha, ale taka praca itp. A ja czuje
sie taka samotna...