po.ranna
08.06.06, 08:34
Piszę na tym forum pierwszy raz. Nie wiem nawet czy powinnam komukolwiek
zawracać głowę. Ale wyrzucę z siebie te toksyny - już nie mogę dłużej.
Odkąd pamiętam byłam nikim. W podstawówce zmarł mój tata. Pił. Od tego czasu
było już tylko gorzej. Ostatni sukces z tamtych czasów to dostanie się do
liceum. Ale towarzystwo, alkohol, imprezy - to dało swoje efekty. Nie zdałam
w 3 klasie i zostałam usunięta ze szkoły - dokonczylam zaocznie.
Jedyne, co pamiętam z liceum bardzo dobitnie to to, że koleżeństwo opisując
mnie podczas jakiegoś święta zaśpiewało o mnie "mniej niż zerooooo". Potem
poszłam do pracy i tam, w poszukiwaniu ojca, wdałam się w romans z żonatym,
starszym ode mnie o 17 lat facetem. Potem był inny, też bogaty, żonaty i
starszy. I też byłam miła.
Potem jakoś się ocknęłam, wyszłam za mąż. Wydawało mi się, że wreszcie los
się do mnie uśmiechnął. Mam dobrego męża. I to też musiałam spiep..yć. On o
niczym nie wie. Ale ja wiem.
Staramy się od 2 lat o dziecko. Raz nawet byłam w ciąży, ale poroniłam.
Ostatnio jak dostalam okres, to stwierdziłam, że takie ze mnie zero, że nawet
dziecka nie potrafię mieć. Dno. I tak sobie siedzę i się zastanawiam: po co
żyję?????
Swój żal niejednokrotnie wypłakałam już Bogu, ale On mnie chyba nie słucha.
Co mam zrobić, żeby wreszcie poradzic sobie z przeszłością i z przyszłością?
Jak to ruszyć?? Jak zdobyć szacunek wśród ludzi i siebie samej?
Czy naprawdę jestem takim zerem, czy już nie ma dla mnie szansy??
Błagam poradźcie coś.
Do lekarza nie pójdę bo im nie wierzę, poza tym wstydziłabym się przyznać do
tego wszystkiego obcemu człowiekowi. Tutaj jestem nieznana i niewidzialna,
więc mogę się przyznać do wszystkiego.