Dodaj do ulubionych

Jak mam dalej żyć?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.03, 10:38
Witam Was wszystkich. Jestem tu pierwszy raz i mam nadzieję, że będziecie w
stanie choć troszkę mi pomóc w moim cierpieniu. Wiem, że to głupie ale
właśnie rozstałam się z mężczyzną mojego życia (tak mi się przynajmniej
wydawało).Nic nie wskazywało na to,że się rozstaniemy ale to stało się tak
nagle.Powiedział,że nie potrafi dłużej tak żyć,że nie potrafię Go zrozumieć
oraz tego,że całe dnie spędzałam sama (niestety taką
miał "pracę").Zaakceptowałam to ale On twierdzi,że nigdy się pod tym względem
nie zmienię i że już tak będzie zawsze.Cieżko żyć mi z tą myślą,że "być może"
już nie będziemy razem a najgorsze jest to,że żyję w całkowitym zawieszeniu
bo nie powiedział mi,że to definitywnie koniec ani że być może mamy szansę na
to aby jeszcze być ze sobą.Wyprowadziłam się do rodziców bo On zdecydował,że
to będzie dla mojego dobra.Ale ja Go tak bardzo kocham i nie potrafię sobie
wyobrazić nikogo innego w moim życiu bo tylko z Nim chcę spędzić resztę
swojego życia.Boli mnie to,że tak łatwo zrezygnował z Nas,z Naszego wspólnego
życia oraz Naszych planów i marzeń na przyszłość.Tylko On był sensem mojego
życia,które teraz nic dla mnie nie znaczy.Myślę dość często aby ulżyć swemu
cierpieniu,nie czekać co będzie dalej bo boję się najgorszego więc chyba wolę
sama sobie pomóc boe nie widzę innego wyjścia,a nawet nie chcę go
mieć.Poddałam się i nie mam już siły więcej walczyć,bo całe moje życie było
jedną wielką walką o prawo do szczęścia ale to wkrótce się zmieni...Już nie
będę nigdy cierpiała ani nikt nigdy już mnie nie skrzywdzi...Za bardzo
cierpię aby w cokolwiek wierzyć,że coś się zmieni. Przepraszam,że taki długi
post ale naprawdę BARDZO POTRZEBUJĘ POMOCY!!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • helaraja Re: Jak mam dalej żyć? 31.03.03, 11:59
      Przede wszystkim pozbądż się złudzeń. Jak facet zrywa, to na ogół mówi, że to
      Tobie nie jest dobrze. Ja wiem, że teraz jest okropnie ciężko, ale lepiej
      powiedzieć sobie, że to koniec, niż żyć w zawieszeniu. Chcesz czekać, aż nie
      będzie miał co zrobić z wolnym wieczorem i zadzwoni, poczym znów zacznie się
      wszystko od nowa? Nie warto. Idż do znajomych, przeszukaj kalendarzyk z dawno
      zapomnianymi telefonami - zadzwoń, przypomnij się, spytaj co słychać. A płacz
      sobie wieczorami w poduszkę, zobaczysz że będzie to trwało krócej, niż teraz Ci
      się wydaje. Bardzo serdecznie pozdrawiam i przypominam: jak najszybciej ucinaj
      straty!
    • Gość: GOŚĆX Re: Jak mam dalej żyć? IP: 158.66.100.* 31.03.03, 15:06
      Witaj,
      Rozumiem Twój problem i szczerze Ci współczuję. Rozumiem i współczuje bo sam
      wiem jak sie człowiek czuje w tego rodzaju chwilach....
      ALE, Wydaje mi sie że biadolic mozna bez końca, rwać włosy z głowy, wieszać się
      skakać przez okno czy tez wiecznie umartwiać. To jest najłatwiejsze. A
      może . . . najtrudniej jest odnaleźć w takich momentach PRAWDĘ. Prawdę, która
      zawsze jest jedna, zawsze leży pośrodku i zawsze mozna sie po nią schylić.
      Ta prawda często nie ma wiele wspólnego z naszymi nieracjonalnymi wyobrażeniami
      i marzeniami. Ktoś na innym formum napisał, że w rzeczywistości nie kochamy
      swojego partnera tylko nasze wyidealizowane wyobrażenia o tym człowieku...
      Chyba to prawda. Nie mozna mówić, żeby się nie zakochiwać czy też w ogóle nie
      angazować. W sumie to jest niemozliwe - bo tak jesteśmy skonstruowani.
      Potrzebujemy miłości, dobrego słowa, ciepła, pocieszenia, współczucia i
      kontaktu fizycznego. To normalne. Jednak angazując się w związek człowiek nie
      powinien sie dla kogoś zatracać i "wyrywać samego siebie z korzeniami" dla tego
      jedynego czy tej jedynej. Rozumiem przez to zapomnienie o swojej własnej
      wartości, swoim ego, swoich osiągnięciach i własnym świecie wartości, czy
      własnych celach do zrealizowania. W ten sposób całą nasza uwage skupiamy na
      innym człowieku a co gorsza bezgranicznie mu ufamy. Uważam że to wysoce nie
      zyciowa postawa a wrecz niebezpieczna dla nas samych. W ten sposób możemy
      zaszkodzic przede wszystkim samym sobie. Ludzie nie badźmy dziecmi. Przecież
      bezgranicznie możemy zaufac tylko swoim rodzicom! Ich możemy byc pewni. Czy
      możemy ufac obcym??? Tak... Ale wszystko w zyciu trzeba robić z umiarem. Stare
      powiedzenie:Co za duzo to nie zdrowo. Nie obiecujmy sobie zbyt wiele po innych
      ludziach . Nie bądźmy infantylni. Bo to prowadzi do wciąz nowych i
      niepotrzebnych rozczarowań.
      Każde rozstania, zdrady i nieporozmienia to skarb w tym sensie, że sa to w
      pewnym sensie pozyteczne (choc bolesne) nauczki na przyszłość. Jednoczesnie
      poznajemy tez własne mozliwości, upodobania i oczekiwania od życia. To taki sam
      mechanizm jak pierwsze poparzenie sie w dzieciństwie zapałką. Poparzenie boli.
      Ale w ten sposób dziecko uczy sie bezpiecznego obchodzenia z zapałkami i więcej
      sie nie parzy...
      Potem nadchodzi w życiu czas na amory. W 90% przypadków początki sa bolesne.
      Parzymy sie ta zapałką bo jeszcze nie wiemy w jaki sposób i jak długo ja
      trzymać... Dzieki temu nie spalimy sie w czasie prawdziwej głebokiej miłości
      jaka na nas czeka w życiu.
      Głowa do góry i do roboty w pracy nad samym sobą. Pamietaj. Jesli Twój partner
      jest PRAWDZIWYM PRZYJACIELEM I Cie SZANUJE - to w przypadku problemów w związku
      bedzie chciał o tym rozmawiac i za wszelka cenę próbować naprawic sytuacje.
      Facet o którym piszesz chyba nie jest taka osobą.
      GOŚĆX
    • Gość: ola Re: Jak mam dalej żyć? IP: *.uta.fi 31.03.03, 15:17
      powiem tylko tyle ze bycie z druga osoba czesto powoduje ze pewne cechy naszego
      charakteru "chowaja sie" i moze teraz dizeki temu z e go nie ma odkryjesz w
      sobie te cechy,moze wcale on nie byl twoim mezczyzna zycia jezeli cie
      zostawil,bo gdyby byl przeciez by zostal prawda?!moze to durne ale ja zawsze
      sobie mysle ze czas szybko leci i im dluzej bede czegos zalowac,plakac itp tym
      mniej czasu mi zostanie na osiagniecie swoich marzen,celow,poznanie nowych
      ludzi,miejsc,odkrycie tego co jest piekne i czego zobaczenie nie bylo mozliwe z
      ta druga osoba!pomysl,ze jest tyle pieknych rzeczy i tylu wspanialych
      mezczyzn,ludzi ktorych warto poznac,zobaczyc,odkryc!najlepszym sposobem aby
      sobie pomoc jest wyznaczenie nowych celow,nawet malych,ktore bedziesz mogla
      zrealizowac!lepiej zajac sie czyms niz marnowac czas!
      pozdrawiam i zycze powodzenia
    • Gość: Mała Re: Jak mam dalej żyć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.03, 16:56
      Dziękuję za każdą odpowiedź ale w tej chwili ciężko jest
      myśleć,że "wkrótce"wszystko się ułoży bo na razie wydaje mi się to takie
      nierealne i jak bardzo odległe. Mam po prostu już dość pogoni za
      szczęściem,które mnie omija ogromnym łukiem,ciągle za czymś gonię ale chyba juz
      sama pogubiłam się czego tak naprawdę potrzebuję.Kiedyś myslałam o paru
      rzeczach,które chciałabym dokończyć czy zacząć ale teraz to nie ma dla
      najmniejszego sensu, bo i po co oraz dla kogo? Nie mam żadnj motywacji,żadnej
      chęci nie mówiąc już o sile bo ona ze mnie wyparowała.Nie mam tak naprawdę dla
      kogo żyć - właśnie stoję na rozstaju swoich dróg i zastanawima się po co ja
      właciwie żyję?Czy tylko po to aby żyć?Nie wiem, czy ma sens abym się dłużej
      męczyła bo jestem już taka słaba.Chyba potrzebuję pomocy ale od kogo?
      Rodzina,przyjaciele,znajomi - wszyscy mają swoje życie i swoje problemy.A
      zresztą sama nie wiem czemu ale moje kontakty z przyjaciółmi czy znajomymi
      ograniczyły się do minimum,bardzo rzadkie spotkanie a jeżeli już to ciągłe
      udawanie,że wszystko jest w porządku choć wcale tak nie było.Ile i jak długo
      można udawać,że wszystko jest OK choć wcale się tak nie myśli a serce pęka ci z
      żalu i rozpaczy?Jak długo można tak żyć?Ja się męczę,życie mnie męczy i boję
      się mysleć o tym co będzie jutro.Bardzo potrzebuję kogoś do kochania,może mam w
      sobie aż za dużo tej miłości a nie mam na kogo jej przelać.Czuję się
      przytłoczona i nie mam siły się podnieść.Tak bardzo bym chciała aby to wszystko
      okazało się tylko złym snem i żebym znowu mogła normalnie
      funkcjonować.chciałabym coś jescze napisać o moim związku,mam trochę bałagan w
      myślach ale może mi się to uda.Nie wiem czym była spowodowana jego
      decyzja,powiedział że była przemyślana choć ja tak nie uważam.Podjął ją zbyt
      szybko,zbyt pochopnie i na jedną kartę postawił wszystko.Bywało między Nami
      różnie,raz lepiej raz gorzej,jak to bywa w związkach ale nigdy bym się tego nie
      spodziewała.Może jestem nienormalna ale ciągle mam nadzieję,że może Nasz
      związek jeszcze da się uratować.Kocham Go,może nawet zbyt mocno i zbyt bardzo i
      potrafię tak nagle o Nim zapomnieć.Nie potrafię!Może potrzebujemy czasu,może to
      Nam pomoże i spróbujemy się zrozumieć oraz Nasz związek.Może czas Nam
      pomoże,może taka mała "separacja"wyjdzie Nam na dobre ale teraz tak piszę a
      chyba sama w to nie wierzę.Czy problemy mają aż taki wpływ na związek?Bo gdy
      one pojawiły się w życiu mojego faceta to chyba wkroczyły także i do Naszego
      związku.Może Go przerosły,może nie potrafi się odnależć w tej sytuacji ale gdy
      się ma ukochaną osobę,to właśnie po to jest aby dzielić z nią radości i
      smutki.Chcę być przy Nim,chcę Mu pomóc odnaleźć się i chcę być z Nim.Tak bardzo
      mocno Go kocham,że życie bez Niego nie stanowi dla mnie już żadnego
      sensu.Umarła cząstka mnie.Co robić?Czekać?Nie czekać?Zyć dalej czy ............
      • Gość: Laura Re: Jak mam dalej żyć? IP: 195.116.84.* 31.03.03, 21:01
        Wiem co przeżywasz , bo pare lat temu byłam w takiej samej sytuacji.Też
        zostawił mnie mężczyzna moich marzeń,bynajmniej tak mi sie wtedy wydawało.W
        jednej chwili zawalił się cały mój świat, życie straciło sens, cały czas
        myślałam o śmierci.Myślałam że jak coś sobie zrobie to w ten sposób ukaram go
        za to że tak bardzo mnie zranił,że zrozumie jaką krzywdę mi wyrządził...Ale
        teraz patrząc na to z perspektywy tych kilku lat, jestem mu wdzięczna za to że
        właśnie wtedy mnie zostawił.Ciężko było mi po tym rozstaniu, ale jakoś się
        pozbierałam, chociaż muszę przyznać że trwało to jakiś czas, ale jak to się
        mówi czas leczy rany.Wyleczyłam się z tej chorej miłości, ale nie potrafiłam
        już być z nikim, każdego faceta traktowałam jak zabawkę,chciałam żeby każdy z
        nich przeżywał to samo co ja wtedy.Wiem że to było głupie ale nie potrafiłam
        inaczej patrzeć na związek między kobietą a mężczyzną do czasu aż...poznałam
        swojego męża.Teraz wydaje mi sie że nie warto gonić za szczęściem bo ono samo
        Cię odnajdzie i to w najmniej spodziewanym momencie...Nie zamykaj się w sobie ,
        wyjdź do ludzi , napewno obok jest ktoś kto pomoże przetrwać te trudne
        chwile...Myślę że z biegiem czasu stwierdzisz że nie wart był Twoich łez..
        Pozdrawiam i głowa do góry!!!
    • Gość: ewa Re: Jak mam dalej żyć? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 31.03.03, 20:34
      tak najlepiej jest owiedzieć, że wszystko się ułoży itp. A gówno prawda, tego
      typu słowa jeszcze bardziej pogrązają!
      Nie wiem co Ci powiedzieć, ale znajdziesz faceta swojego życia... Co nas nie
      zabije to nas wzmocni całuję!
      • kkx Re: Jak mam dalej żyć? 31.03.03, 20:45
        mozna sie nauczyc nie przejmowac sie tym
        nauka twa kilka miesiecy, jest trudna i bolesna
        ale mozna zapracowac na pare miesiecy spokoju
        oczywiscie potem (po miesiacach, latach?) niespodziewanie spokoj zostaje
        zburzony i trzeba sie uczyc zyc z kims, co przychodzi jednak latwiej...
        no i tak to sie toczy
        az kreci mi sie w glowie, gdy to sobie wyobrazam

        • mika_1 Re: Jak mam dalej żyć? 31.03.03, 22:01
          Teraz jest cięzko, dramatycznie i bez sensu... Tak jest i już. Tego uczucia nie zmienisz, nie pozbędziesz się go szybko. Ale tak jets, tak bywa - było, skońzcyło się niestety. Ale uwierz, że Twoje największe szczęscie jeszcze przed Tobą, że to co teraz przeżywasz, pozwoli Ci wyciągnąc wnioski i dzięki temu w przyszłości zbudujesz wspanialszy, trwalszy związek. Teraz pewnie brzmi to głupio i bez sensu, ale tak jest i tak będzie:)
          Nie poddawaj się, walcz, bo wbrew pozorom jest o co! O szczęcie, radośc życia, o Siebie!!!
          Trzymam kciuki, pozdrawiam, Mika:)
    • Gość: Mała Re: Jak mam dalej żyć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.03, 10:22
      Nie wiem czy śmiać się czy płakać bo zobaczyłam,że jednak są jeszcze na świecie
      ludzie,którzy interesują się losem obcych ludzi i chcą im jakoś pomóc.Ale nie
      rozumiem czemu muszę szukać pomocy u innych,może problem tkwi w tym,że nie
      znalazłam oparcia w rodzinie,w bliskich mi osobach.Mieszkam z Nimi ale czuję
      jakbyśmy żyli obok siebie,mijamy się codziennie i udajemy,że wszystko jest
      OK,gdy tak naprawdę to nawet nie zdają sobie sprawy z tego jak jest mi
      cholernie ciężko.Skoro nie znalazłam pomocy u bliskich więc muszę szukać jej
      gdzie indziej,np:na forum lub u psychologa (właśnie się zapisałam na piątek).
      Tylko jestem ciekawa czy to coś pomoże.Na razie nie myślę pozytywnie, wogóle
      nie myślę bo po co?Życie tyle razy kopnęło mnie bardzo boleśnie a ja nadal
      niczego się nie nauczyłam.Przecież wszystko ma swoje granice,także znoszenie
      bólu i cierpień a ja już mam dosyć tego wszystkiego!Nie dam rady się podnieść
      bo już poprostu opadłam z sił,nie mam ochoty dalej walczyć i myśleć pozytywnie
      bo nie mam dla kogo.A zresztą i tak nadal planuję zrobić coś może głupiego ale
      nie boję się...przynajmniej tego nie boję się zrobić....
      • Gość: GOŚĆX Re: Jak mam dalej żyć? IP: 158.66.100.* 01.04.03, 11:17
        No to uswiadom sobie ze na całym swiecie ludzie tracą swoje domy, swoich
        bliskich, tracą kończyny na minach, stają sie trwałymi kalekami, kobiety sa
        brutalnie gwałcone i bite, dziewczyny w wielu grupach etnicznych w Afryce sa
        poddawane sadystycznym rytuałom i traktowaniu, ludzie przeżyli II wojnę-
        chowając sie po piwnicach jak spłoszone bezpańskie psy, ludzie przeżywali obozy
        zagłady, a nawet swoje egzekucje, które nie doszły do skutku bo akurat oprawcom
        zacieła sie broń ...! Wyobraź sobie co czuja rodziny chłopaków, których
        przywoza teraz z Iraku w plastikowych workach jak śmiecie!!! Oni żyją i bedą
        żyć.
        Spróbój troche oprzytomnieć i trzeźwiej spojrzec na rzeczywistość !!!!
        Ludzie znosili i znoszą rzeczy nie do zniesienia-przy których "rozstania" to
        pierdnięcie pośród burzy. Jeśli coś takiego az tak Cie załamuje, to co powiesz
        gdy w życiu spotka Cie prawdziwa tragedia i ból psychiczny/fizyczny.
        GOŚĆX
        • Gość: paula Re: Jak mam dalej żyć? IP: *.uta.fi 02.04.03, 13:13
          popieram!nic dodac nic ujac!!
      • emma_b Re: Jak mam dalej żyć? 01.04.03, 14:02
        Piszesz, ze nie masz juz dla kogo zyc....oczywiscie ze masz, masz zyc przede
        wszystkim dla siebie,bo jestes dla siebie najwazniejsza istota na swiecie i Ty
        masz najwiekszy wplyw na jakosc Twojego zycia.
        Z pierwszego Twojego postu jasno wynika, ze byl to zwiazek toksyczny i ze
        jestes osoba ze sklonnoscia do uzalezniania sie od mezczyzny.Mezczyzna Twojego
        zycia....chyba lepiej, zeby to nie byl jednak on. A w ogole to ladniej to
        ujmuje Jerzy Pilch piszac: Aktualna Kobieta Mego Zycia...
        Ja wiem, ze trudno teraz wywolac Twoj usmiech, bo bardzo cierpisz.Szczerze Ci
        wspolczuje, tez bylam w takiej sytuacji i dlugo nie moglam zlapac rownowagi.Ale
        to minie,zwlaszcza jesli zechcesz znalezc w sobie motywacje do takiej zmiany,
        aby zaden Twoj nastepny zwiazek nie uzaleznial Cie od mezczyzny i od tegoz
        zwiazku. Ciekawa jestem ile masz lat..
        Proponuje Ci na poczatek pare lektur do poduszki:
        Elbieta Swiecicka Macavoy - Milosna obsesja czyli syndrom Marylin Monroe
        Robin Norwood - Kobiety, ktore kochaja za bardzo (i ciagle licza na to ze on
        sie zmieni)
        Pia Mellody - Toksyczne zwiazki -anatomia i terapia wspoluzaleznienia
        Lee Jampolski - Leczenie uzaleznionego umyslu
        Trzymaj sie i przestan myslec o przedwczesnym rozstaniu sie z tym
        swiatem.Naprawde moze byc Ci jeszcze na nim calkiem fajnie.
        Serdecznie zycze szybkiej poprawy.e
    • Gość: Mała Re: Jak mam dalej żyć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.03, 10:13
      Mija kolejny dzień a ja nadal zastanawiam się nad swoim życiem. Czytam i czytam
      Wasze odpowiedzi ale szczerze mówiąc jeszcze nie pomaga. Nie potrafię wyrwać
      się z tego stanu jaki mnie ogarnął bo trudno normalnie funkcjonować gdy wali
      się całe wyobrażenie o pięknym i wspaniałym życiu. Mam dość czekania aż kiedyś
      wszystko może się ułoży, że będzie lepiej bo już samo to czekanie jest jedną
      wielką niepewną. Szkoda,że nie potrafię się pogodzić z tym co mnie spotkało bo
      całe moje życie było ciągłym czekaniem na coś lub na kogoś. Wysiadła mi
      psychika, jest mi wszystko obojętne i nie wiem kiedy zobaczę sens w życiu.
      • helaraja Re: Jak mam dalej żyć? 02.04.03, 11:45
        Posłuchaj, bądż pewna, że wiele kobiet przez to przeszło. Wiem, że żadna to
        pociecha, ale takie jest to życie. Ja miałam dzieci, a za to nie miałam pracy.
        To już dwa lata, a jak widzisz, tkwię na stronie "depresja". Ale ZYJE i to mój
        największy sukces!
      • Gość: kasia ojeju,ale ty jestes IP: *.uta.fi 02.04.03, 13:26
        Gość portalu: Mała napisał(a):

        > Mija kolejny dzień a ja nadal zastanawiam się nad swoim życiem. Czytam i
        czytam
        >
        > Wasze odpowiedzi ale szczerze mówiąc jeszcze nie pomaga.

        po pierwsze to nie my jetsesmy toba,i naszym zadaniem nie jest zyc za ciebie
        ani stworzyc ci wzor za ktorym masz podoazac by lepiej sie czuc!!!

        Nie potrafię wyrwać się z tego stanu jaki mnie ogarnął bo trudno normalnie
        funkcjonować gdy wali
        > się całe wyobrażenie o pięknym i wspaniałym życiu.

        A czemu nie pomyslisz ze zycie moze byc jeszcze piekniejsze niz bylo,a zle
        funkcjonujesz dzieki samej sobie!!placz ile wlezie,ale przestan sobie wmawiac
        ze nie dasz rady,ze on byl jedyny,to chore!!!!!!!!!
        Mam dość czekania aż kiedyś
        > wszystko może się ułoży, że będzie lepiej bo już samo to czekanie jest jedną
        > wielką niepewną.

        ale czy ktos kaze ci czekac???????? zacznij dzialac,choc na poczatku bedzie
        ciezko,wreszcie zacnziesz dostrzegac zmiany,i usmiech znowu pojawi sie na
        twojej twarzy!!!ktos madry powiedzial,ze: tylko przegrani poddaja sie losowi!!

        Szkoda,że nie potrafię się pogodzić z tym co mnie spotkało bo
        > całe moje życie było ciągłym czekaniem na coś lub na kogoś.

        wiec juz nie czekaj!zacznij zyc dla siebie a nie dla innych i czegos innego!
        kazda sekunda naszego zycia czegos nas uczy!!

        Wysiadła mi
        > psychika, jest mi wszystko obojętne i nie wiem kiedy zobaczę sens w życiu.

        zabijajac sie nie ukarzesz nikogo innego poza sama soba!! jezeli jestes osoba
        wierzaca,moze powinnas sie pomodlic by Bog dal ci sile! ja zawsze przyjmuje
        wszystko tak jak jest:tez rozstalam sie z chlopakiem po niemal 5
        latach,poplakalam 2 dni i powiedzialam sobie trudno ,widac Bog chcial by tak
        bylo,bo On nie czyni nic co mogloby nas skrzywidzic!teraz jestem szczesliwa,bo
        znowu jetsem z tym samym chlopakiem!nie czekalam na niego ,postanowilam zamknac
        tamten rozdzial zycia!ale Bog chcial bysmy znowu byli razem!!tamto
        doswiadczenie tylko mi uswiadomilo jaka jetsem silna i ze jestem pania swego
        zycia!nigdy nie stracilam sensu zycia,a troche przeszlam!najwazniejszy jets
        usmiech i wiara ze bedize lepiej!!
        wiec przestan sie mazac i wez sie za siebie!
        pozdr kasia
      • Gość: stara Re: Jak mam dalej żyć? IP: *.inco.wroc.pl 08.04.03, 21:55
        Mala, a ja Ci zazdroszcze. Moglas spakowac sie i odejsc. Mialas dosc sily i
        mialas dokad. Jestes w takim miejscu zycia, ze masz jeszcze czas na nowy,
        lepszy zwiazek. Ja przeszlam przez cos podobnego, ale moj ukochany pokazal
        swoja prawdziwa twarz po 25 latach calkiem niezlego malzenstwa. Zawalilo sie
        cale moje zycie. Trwa to juz 5 lat. Nie umiem sie uwolnic (on nie chce odejsc)
        i nie mam juz nadziei na lepsze zycie. Wylalam morze lez i co gorsza nie mam z
        kim o tym porozmawiac. Przeszlam przez depresje, psychiatre, leki. Niby troche
        lepiej, bo zyje, pracuje. W srodku jednak stale boli, mam ogromne klopoty ze
        snem i juz nie umiem sie niczym cieszyc.
    • Gość: Xanatos Re: Jak mam dalej żyć? IP: 213.17.170.* 02.04.03, 15:19
      Powiem Ci tam Mała. Przestań myśleć o pięknej przyszłości. Myślenie o niej
      przynosi tylko rozczarowanie. Żyj chwilą. Powiem Ci jeszcze tak. Kocham
      kobietę, która mnie nie kocha. Co najwyżej tylko uwielbia. To jednak nie
      miłość. Jednak to mnie nie boli, bo miłość jest we mnie. To moje uczucie. Wiem,
      że potrafię kochać. Ty też potrafisz. Pamiętaj jeszcze, że ból to nic złego. On
      czyni człowieka. Ja poprzez ból stałem się silny. Ty też się staniesz.
    • ewencja Re: Jak mam dalej żyć? 02.04.03, 17:31
      DOŚĆX i paula! No jasne, a jeszcze inni chorują na raka i zdychają z głodu!
      Po cholery płakać przez miłość! No spoko pocieszenie typu, że inni mają gorzej
      pogarsza sprawę! No i co z tego, że inni mają gorzej, tą sama drogą idąc - inni
      mają lepiej i co???
      Mala idź do psychologa zobaczymy co on powie!
    • Gość: Mała Re: Jak mam dalej żyć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.03, 12:52
      Byłam u psychologa, mój stan musiał chyba być ciężki skoro powiedziała żebym
      przeszła się do lekarza psychiatry po jakieś środki na uspokojenie oraz,że nie
      skończymy na jednej wizycie. Miałam parę dni urlopu,chyba jest ociupinkę lepiej
      ale... boję się czy to za chwilę wszystko nie runie. Co radzicie,czy udać się
      do lekarza po te leki (a czy potem nie będę po nie sięgała gdy w moim życiu
      pojawi się choćby maleńki problem)i czy iść i kontynuować wizyty u psychologa.
      Zrobiłam sobie listę "dobrych" i "złych" rzeczy w moim związku i ku mojemu
      przerażeniu zobaczyłam na kartce papieru PRAWDĘ co się działo w moim życiu.
      Łatwo się domyślić,że ujemne strony były górą,smutne ale prawdziwe. Teraz
      widzę,że ten związek mógł mnie zniszczyć do końca ale mimo wszystko tak się nie
      stało. Byłam po resztę swoich rzeczy i stwierdziłam,że bardzo szybko wyrzucił
      mnie ze swojego życia,domu oraz pamięci. Nie było już nic co wskazywałoby na
      to,że tam mieszkałam; nawet moje zdjęcia zniknęły. Szkoda było jego słów o
      miłości,przyjaźni i zaufaniu bo tak chyba nie robi osoba,która NAPRAWDĘ KOCHA?
      • Gość: paula Re: Jak mam dalej żyć? IP: *.uta.fi 07.04.03, 14:31
        brawo mala!ciesze sie ze zrozumialas !a jezeli te wizyty ci pomagaja to
        powinnas chodzic!
        gratuluje i na prawde sie ciesze ze juz lepiej'!
        paula
    • emma_b Re: Jak mam dalej żyć? 07.04.03, 19:09
      Witaj Mala,
      z przyjemnoscia konstatuje,ze jestes na dobrej drodze do wyleczenia skoro
      zrobilas wlasnie taka liste jaka zrobilas. Co oczywiscie nie znaczy, ze szybko
      przestaniesz cierpiec.
      Wydaje mi sie, ze wystarczy Ci psychoterapia. O ile psycholog u ktorego bylas
      nie jest psychoterapeuta,to postaraj sie o takiego,ktory jest.
      Serdecznie pozdrawiam
    • ewencja Re: Jak mam dalej żyć? 08.04.03, 16:32
      Hej!
      Dobrze, że chociaż jest nuitka czegoś dobrego.
      Wiesz może spróbuj iść dospsychiatry, on z Tobą jeszcze raz porozmawia, nie da
      silnych leków, ale może lepiej żebyś coś miałą na wszelki wypadek. Czasem (w
      moim przypadku) sama obecność leku w torebce jest lepsza niż nic!
      Pozdrawiam
      Ewa
    • johnbrown Re: Jak mam dalej żyć? 10.04.03, 19:08
      Mała, wiem co Cię dręczy bo miałem podobny problem. Ale:

      Po pierwsze ludzi z takimi problemami jest mnóstwo!!!! Potwornie duzo. Wiec w
      tych problemach nie jesteśmy sami. Aż byłem zaskoczony ilu ludzi mnie rozumie
      bo przezyli to samo!!! To juz jest pocieszajace bo nie jesteś sama!

      Po drugie to nie życie się wali. To tylko jakis etap odpadł! ALe Twoje zycie
      sie nei skończyło i nie kończy i mam nadzieję (nie gadaj głupot bardzo Cię
      proszę) że sie szybko nie skończy!!! Bo jesteś człowiekiem który czuje a
      takich ludzi ten swiat potrzebuje! A skończył sie etap który z perspektywy
      życia dobrze ze się kończył!!! Wolała bys by Ci to zrobił jak byś miała z nim
      kilkoro dzieci??? WIęc keep smiling i dziękuj Bogu ze jest jak jest! ;-)))

      Po trzecie co był wart ten facet? Przecież to jakiś śmieć! I nie bój się tego
      powiedzieć bo wszyscy w koło tak Ci powiedzą! ;-)))

      PO czwarte nie myśl o kontynuacji, czy czymkolwiek tego typu! Nie wchodzi się
      2 razy do tej samej wody bo jest juz brudna! Nie zrobisz uczty z
      podgrzewanych kotletów! I tyle. Takie sa reguły i prawidłowości! I nie warto
      się tym zadręczać, myślec o tym ze może... mogło by... itd. Nie! Nie mogło by!
      Jestem pół roku po najgorszych przeżyciaćh jakie moga spotkać człowieka
      strasznie zakochanego i zaręczonego. I żyję dalej! I cieszę sie z tego życia,
      poznaję nową kobietę. Jestem niestety ostrożniejszy wobec niej i nie wiem czy
      beę szybko potrafił jej dac tyle co dałem tamtej! Ale próbuję, uśmiecham się
      do zycia, dziękuję Bogu ze mnie od tamtej wybawił i tylk ożałuję ze ja kiedy
      kolwiek poznałem bo zostawila we mnie pogorzelisko. Ale "przyjdzie walec i
      wyrówna"! A raczej spychacz, i znów bedzie można posiac kwiaty, drzewa,
      zaśpiewają ptaki, itd... !!!
      ;-)))
      Cieszcie sie z życia bo macie jedno! I czyńcie dobro bo to daje radość!
      Feel good!
    • sto19 Re: Jak mam dalej żyć? 13.04.03, 18:34
      To potrwa ale przeżyjesz, mówienie , że nie jesteś pierwsza albo , ze na
      świecie dzieja się naprawde straszne rzeczy nic Ci nie pomoże, jedyne wyjście
      to czas i "dokopanie się" do wewnętrznej siły (na pewno też ją masz). Moim
      zdaniem są dwie sprawy w życiu na które naprawde nic nie można poradzić,
      pierwsza to śmierc, druga to koniec lub brak miłości, bezsilność najbardziej
      boli. Rada : idż do przodu i nie pogłębiaj dołów które Ci sie zdarzają, życie
      przed Toba, warto sie tym cieszyć , nawet gdy ma to być życie bez niego.
    • ankaaa1 Re: Jak mam dalej żyć? 15.04.03, 14:48
      czytalam jeszcze pare dni ten list
      wiele razy czulam sie tak benzdziejnie.
      Swiat walil mi sie na glowe.
      Mialam mysli samobojcze.
      Ktos kto nigdy tego nie przezyl - i pisze " poplaczesz
      w poduszke dwa dni.."
      Bzdura, smiem twierdzic, ze nigdy nie kochal.
      A ja kocham calymn sercem - czlowieka trudnego.
      czlowieka ktory nie umie powiedziec "przepraszam"
      Czlowieka, przed ktorym wszyscy mnie ostrzegaja,
      Czlowieka, ktory wczoraj powiedzial zebym sie od niego odczepila bo w przeciwnym
      razie ... stek bzdur...
      straszenie - tego sie obawialam.
      Dzisiaj jest najgorzej.
      Placze, nie zrobilam dzisiaj nic!
      Wczoraj musialam zajsc do jego mamy - rozryczalam sie powiedzialam
      co i jak, usiadla i przyznala racje, ze on nigdy nie bedzie z zadna kobieta
      ze juz taki jest, ze potrafi tylko ranic.
      Mielismy wspolne plany.
      Oszukal mnie i wykorzystal.
      Tylko o dziwo ja go nadal kocham!!!
      A On?
      On mnie nienawidzi.
      W mysl zasady - nienawidzimy osoby ktora skrzywdzilismy.
      Czujemy podswiadomie, ze ofiara nasza jest winna, ze sie poddala, ze dala sie
      wykorzystac. Taka przewrotna natura.
      Ze sie ofiara ugiela...
      I to w nas poteguje nienawisc.
      A ja Go nie slrzywdzilam i KOCHAM, KOCHAM. KOCHAm.
      Mam rozmaite mysli w glowie.
      Chce prosic jego mame zeby z nim porozmawiala.
      Ktos nawidzony i szczesliwie zakochany znowu napisze - zapomnisz, jezeli macie
      bys razem to bedziecie... przezyjesz i takjie rozne.
      Ale ja nie chce tego sluchac, on sie pierwszy nie odezwie, jest za dumny.
      Nie potrafi mowic PRZEPRASZAM.
      A ja tak bardzo bym chciala, zeby zrozumial swoj blad.
      Prosze poradzcie.
      Ida Swieta a mi nie chce sie zyc.
      Pozdrawiam






      • ry-bka Re: Jak mam dalej żyć? 18.04.03, 12:07
        W tej chwili w to nie wierzysz ale możesz życ bez niego...
        Znam to z autopsji, żaŁowaŁam że w pewnej chwili nie miaŁam odwagi się zabic, a
        teraz cieszę się że żyję. Nadal Go kocham, ale myśle że może jest szczęśliwszy
        bezemnie? Jestem smutna i nie jest juz jak kiedyś, ale widzę już że życie może
        cieszyć mimo wszystko. Pomyśl - możesz kochać niczegi nie oczekując, nawet
        bycia razem. To trudne ale możliwe.
        Wiem jak się czujesz, naprawde!
        Spróbuj przyjąć tą sytuację, zaakceptować , pogodzić się
    • jranc Re: Jak mam dalej żyć? 17.04.03, 14:38
      Żyć masz normalnie i nie wygadywać idiotyzmów, ani nawet o nich nie myśleć. Być
      może trudno Ci to teraz zrozumieć, ale czas naprawdę leczy wszystkie rany i
      prędzej czy później znajdziesz nowy sens życia. Daj sobie szansę!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka