Dodaj do ulubionych

Sama, sam, czyli samotni.

16.11.06, 18:07
Zastanwia mnie jedno. Czy wam też trudno życ z innymi. Mam na myli rodzine,ale
głownie chodzi mi o partnera.
Ja juz jestem tak dlugo sama, ze teraz nawet sobie nie wyobrazam byc z kimś.
Nie wiem, czy bym potrafiła. Kiedys bardzo chciałam miec kogos, a teraz juz
chyba wiem ze nie potrafie. Nie miała bym czasu, denerwuje mnie spotykanie sie
z kims codziennie. Lubie miec czas dla siebie.
I teraz zastanawiam sie czy jestem poprostu egoistka, czy moze poprostu przez
tak dlugi okres samotnosci zdziczałam. Dodam tylko ze nigdy nie byłam w
trwałym zwiazku. Spotykałam sie z roznymi facetami, ale nigdy nikt sie zemna
nie zwiazał.
Nie wiem czy to moja wina. Co takiego wemnie jest ze dla nikogo nie jestes
dosc dobra, bo to chyba o to chodzi.
Mam jakis obraz idealnego partnera z jakim bym chciała byc, ale ja takich
ludzi nie spotykam, a jak spotkam to nic z tego nie wychodzi.
i wiem ze problem nie tkwi w wygladzie, tylko w czyms innym czego nie moge
odszyfrwac.
Nie chce byc tez z kims kto mi nie odpowiada w 100% , a wiem ze kobiety tak
robia wiaza sie z facetami mimo ze ich nie kochaja, mimo ze wiedza ze ich nie
pokochaja, i mimo tego ze wiedza ze to nie jest partner odp dla nich.
Mnie by chyba nerwy posciły jak bym miała tracic zycie na kogos kto mnie nie
fascynuje, ciekawi pociaga.
Przeciez to jest strata czasu i energii.
Obserwuj wątek
    • bellio Re: Sama, sam, czyli samotni. 17.11.06, 16:57
      Natrętna,

      Nie miałam nigdy problemów w kontaktach z ludźmi, jestem mężatką od 2 lat. więc
      moze u ciebie to nie kwestia nn, a charakteru, przyzwyczajenia, usposobienia?
      są ludzie, ktorzy potrzebują samotności i przestrzeni dla siebie, nie jest to
      egoizm. Ważne, żebyś wiedziala, czy chcesz być sama, czy nie. Takim samotnikiem
      jest mój mąż, a ja nauczyłam sie szanować to, że potrzebuje czasu tylko dla
      siebie :)Nie przeszkadza to zupełnie budować bardzo mocnego związku, trzeba
      tylko znaleźć kogoś, kto to rozumie, jest podobny.
    • lawyer_pl Re: Sama, sam, czyli samotni. 18.11.06, 20:32
      Nie wiem, czy to ma zwiazek z NN, ale tez ciagle czekam na jednajedyna, idealna dziewczyne, ale efekt jest taki, ze mam 25 lat i wciaz jestem sam. :( Moze mam za duze wymagania, a moze po prostu w zyciu nie ma "idealow"? :/
      • kot9912 Re: Sama, sam, czyli samotni. 19.11.06, 08:15
        Może taka sytuacja czekania na "ideał" ma związek z jakąs sztywnośćia moralną,
        która charakteryzuje niektóre osoby z NN? Natretna, masz rację, nie ma co się
        wiążać z kimś tylko dlatego by nie być singlem. To strata czasu. Ja jestem
        sama, w lutym stukną mi 24 lata, ale uważam, że moje zycie jest lepsze, niz
        kobiet/mężczyzn tkwiącyh w destrukcyjnych związkach. Nikt mnie nie zdradza, nie
        próbuje odebrać poczucia godności.
        Belio, Ty i kilka innych osób pokazujecie mi swoim życiem, że można znaleźć Ta
        jedyna druga połókę:) Cieszę się twoim szczęściem:)Belio, przepraszam, ze w
        jakims wątki Tobie jeszcze nie odpisałam, ale jestem zalatana. Zaraz wychodze
        np. na kurs prawka:)

        Pozdro

        Marta

        Marta
        • lawyer_pl Re: Sama, sam, czyli samotni. 19.11.06, 12:06
          W moim przypadku w gre chyba wchodzi obawa przed "strata czasu" o ktorej piszesz ty i Natretna. Ale z drugiej strony, skad wiadomo, ze dana osoba to jest/nie jest wlasnie ta, skoro nie chce sie nawet zaryzykowac i jej poznac. :/
          • natretna Re: Sama, sam, czyli samotni. 19.11.06, 15:01
            Właśnie, strata czasu. Ale to nie tylko to. Ja chyba wbrew temu jak sama siebie
            odbieram jestem osoba mało dostępną. A czasami aż nadto. Nie potrafię
            wypośrodkować, zresztą z góry chyba zakładam, że ktoś nie chce zemną byc.
            Czasami wydaje mi się ze to ja podejmuje za niego decyzje.
            A najgorsza jest myśl, że gdzieś jest taka sama osoba. Facet z którym było by mi
            dobrze, ale może nawet nie bedę o tym wiedziała, ponieważ ludzie stwarzają
            pozory szczęśliwych nikogo i niczego nie szukających ludzi. I jak przedstawiam
            taki obraz faceta koleżanką to one sie smieją ze to jakas ciapa. Ale tak
            naprawde ze sa fajni przebojowi meżczyzni którzy maja tak samo jak ja. Ale
            niestety nie spotkałam ich jeszcze i pewnie nie spotkam.
            • lawyer_pl Re: Sama, sam, czyli samotni. 19.11.06, 16:55
              natretna napisała:

              > Ale niestety nie spotkałam ich jeszcze i pewnie nie spotkam.

              Ja jestem fajny, przebojowy i mam tak samo jak Ty! :o]]]]
              • natretna Re: Sama, sam, czyli samotni. 19.11.06, 23:02
                OOo, ale jak znam życie to mieszkasz kawał drogi od pięknej stolicy.
                Zdarzają sie fajni faceci, ale są często za daleko albo są nie śmiali. Lub ja im
                nie odpowiadam.
                Nie chce byc juz dłuzej sama. Chce miec kogos z kim moge porozmawiac, tak jak
                bym chciała to zrobic teraz kiedy siostra doprowadza mnie do furi.
                Kurcze chciała bym miec kogos na kim mogła bym polegac, z kim chciała bym
                spedzac czas.
                • lawyer_pl Re: Sama, sam, czyli samotni. 19.11.06, 23:26
                  Ja z "pieknego" Gornego Slaska jestem. :/ No, ale jak mowia, milosc nie zna granic. ;)
                  • bellio Re: Sama, sam, czyli samotni. 20.11.06, 10:36
                    Ho ho, pierwsze forumowe love story nam sie zaczyna ;) a serio - sztywność
                    moralna - tak! przez nią przez długi czas po pierwszej randce oczekiwałam nie
                    wiadomo czego, najlepiej od razu ślubnego kobierca, a za każde niepowodzenie
                    obwiniałam siebie i łapałam doły. to na szceście już minęło. życze wam
                    wszystkim naprawde dużo miłości w zyciu, bo jak na to nie patrzeć, najblizsze
                    osoba (ale naprawde bliska, nie taka , która stwarza "pozory szczescia", bo to
                    nie ma wg mnie sensu) to naprawde ogromne oparcie, wytchnienie i szczescie.

                    Marta,
                    Nie przepraszaj :) pomogłaś mi jak dawno nikt jednym ze swoich postów :)
                    chociaz skoro o tym wspominasz - pisz jak najwiecej, bo to naprawde ogrmona
                    pomoc i radośc czytać twoje posty :) nie myslalas, zeby zostać psychologiem?
                    wszyscy mielibyśmy problem z głowy i zaufanego terpeute ;)
                    • natretna Re: Sama, sam, czyli samotni. 20.11.06, 13:34
                      Oj tam odrazu Love story, poprostu sie zapoznajemy :)
                      Ale swoja droga kogo ostatnio nie spotkam, w necie lub w realu :) pochodzi ze
                      slaska.

                      Faktycznie posty, Marty sa bardzo ciepłe a do tego bardzo sensowne. Tez lubie ja
                      czytac i swojego czasu tez mi bardzo pomogła.
                      • bellio Re: Sama, sam, czyli samotni. 20.11.06, 14:02
                        taki sobie poniedzialkowy zarcik z tym love story :)
                        A Marcie zapomniałam życzyć powodzenia na kursie na prawko! poprawiam sie i już
                        zycze :) to niedługo i mnie czeka
                        • kot9912 Re: Sama, sam, czyli samotni. 20.11.06, 22:24
                          Drogie dziewczyny:)

                          Zarumieniłam się, choć uważam, że charakterek mam paskudny, naprawdę. Mam
                          milion wad. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że poznałam takie odoby jak Wy.
                          Uczę się od Was wielu cennych rzeczy, Wasze wypowiedzi dają mi wiele do
                          myślenia. Chylę czoła... :) Nie wiem czy widzicie jaką siłę macie w sobie -
                          natrętna, Belio, naprawdę jest w was jakas magia. Są ludzie, którzy mają w
                          sobie takie ciepło, takie "coś" dobrego... i Wy należycie do tego grona.
                          Podziwiam Was.

                          Szkoda, że teraz mam taki gorący czas, bo chętnie bym z Wami pokorespondowała,
                          z innymi forumowiczami także. No ale nie mam na nic czasu... Wszystko robię w
                          biegu. Ale jestem szczęśliwa... Dziękuję Wam za miłe słowa. Postaram się
                          częściej pisywać.

                          Cieplutkie pozdro:)pa pa


                          Marta





                          • bellio Re: Sama, sam, czyli samotni. 21.11.06, 10:51
                            Marta, niesamowicie miłe jest to co piszesz. I wyobraź sobie, ze o sobie tez
                            zawsze mysle "ja to mam charakter nie do wytrzymania"! Dzieki jeszcze raz i
                            powodzenia w gorącym okresie!!
                            • kot9912 Re: Sama, sam, czyli samotni. 22.11.06, 11:48
                              Belio Droga:)

                              Naprawdę tak uważam, a wcale w życiu nie jestem taka "rozrzutna" w pozytywnych
                              opiniach - jestem tryskającą energią, komunikatywną dziewczyną, ale raczej
                              zimną. Musze naprawdę czuć że ktoś "taki" jest nim napisze lub powiem
                              to. "Taki" czyli taki jak Wy:)


                              Pozdro pa

                              Marta
                      • lawyer_pl Re: Sama, sam, czyli samotni. 20.11.06, 14:57
                        natretna napisała:

                        > Oj tam odrazu Love story, poprostu sie zapoznajemy :)
                        > Ale swoja droga kogo ostatnio nie spotkam, w necie lub w realu :) pochodzi ze
                        > slaska.

                        Bo, fajne chlopaki sa ze Slaska wlasnie! :)

                        A tak swoja droga, ciekawe jakby jakby wygladal zwiazek dwoch osob z NN. Czy bylyby dla siebie oparciem, czy moze ciezarem wzajemnie nakrecajacymi wlasne natrectwa? A jakie ciekawe byloby potomstwo z takiego zwiazku! Bajka! :D
                        • natretna Re: Sama, sam, czyli samotni. 20.11.06, 20:02
                          Jak forumowe Love story to może podam profil:
                          Natretna:
                          "wielbicielka telezakupów, lokalna sexbomba, uwielbia okoliczne ciuchlndy i
                          dlugie rozmowy przez telefon, w przyszlosci chce zostac psychologiem i uratowac
                          głodne dzieci"
                          To taki żarcik, cytat z ksiązki która lubię.

                          Coś z tym Śląskiem musi byc, bo to sie coraz częściej potwierdza.
                          Myślę, że druga połowa z NN to nie jest złe rozwiązanie, pewnie tyle samo
                          zwolenników tej teorii i przeciwników.
                          W sumie kto lepiej zrozumie co siedzi w głowie mi i innym chorym na NN nic inna
                          osoba chora na NN.
                          A co do dzieci to to chyba nie jest choroba przenoszona droga płciowa :D
                          A tak na poważnie to z tego co wiem ale nie jestem pewna to chyba NN sie nie
                          dziedziczy, chociaż jak patrze na moja rodzinę to dochodzę do wniosku ze
                          zaburzenia psychiczne jednak sie dziedziczy :)

                          Ale swoja droga miał by bardzo ekscentrycznych rodziców.

                          Dziś miałam dobry dzień, natręctw malutko a może ich nie zauważałam ? Bo byłam
                          zajęta.

                          Mam nadzieje ze wam tez milo minął dzień.
                          • lawyer_pl Re: Sama, sam, czyli samotni. 20.11.06, 20:56
                            natretna napisała:

                            > Jak forumowe Love story to może podam profil:
                            > Natretna:
                            > "wielbicielka telezakupów, lokalna sexbomba, uwielbia okoliczne ciuchlndy i
                            > dlugie rozmowy przez telefon, w przyszlosci chce zostac psychologiem i uratowac
                            > głodne dzieci"
                            > To taki żarcik, cytat z ksiązki która lubię.

                            Czyli plagiat normalnie. Nie bojmy sie tego nazwac po imieniu. Mam tylko nadzieje, ze to nie z "Samotnosci w Sieci". ;-))))))

                            > Coś z tym Śląskiem musi byc, bo to sie coraz częściej potwierdza.
                            > Myślę, że druga połowa z NN to nie jest złe rozwiązanie, pewnie tyle samo
                            > zwolenników tej teorii i przeciwników.
                            > W sumie kto lepiej zrozumie co siedzi w głowie mi i innym chorym na NN nic inna
                            > osoba chora na NN.

                            No niby tak, ale imho pod warunkiem, ze oboje nie maja w tej samej chwili "dola", bo wtedy to mozna sie raczej razem pograzyc niz wesprzec.

                            > A co do dzieci to to chyba nie jest choroba przenoszona droga płciowa :D

                            No raczej nie. W przeciwnym razie powinienem byc zdrowy. ;)

                            > A tak na poważnie to z tego co wiem ale nie jestem pewna to chyba NN sie nie
                            > dziedziczy, chociaż jak patrze na moja rodzinę to dochodzę do wniosku ze
                            > zaburzenia psychiczne jednak sie dziedziczy :)

                            Moja rodzina jest raczej normalna, choc od czasu choroby moja percepcja wzgledem zachowan anormalnych u innych osob, mocno sie wyostrzyla i z calym przekonaniem moge stwierdzic, ze NIE MA na tym bozym swiecie, CALKOWICIE zdrowych psychicznie osob albo ja przynajmniej takowych nie znam...

                            > Ale swoja droga miał by bardzo ekscentrycznych rodziców.

                            Bez dwoch zdan. ;)

                            > Dziś miałam dobry dzień, natręctw malutko a może ich nie zauważałam ? Bo byłam
                            > zajęta.

                            Odkad biore leki to moje natrectwa prawie zniknelo, a nawet jak pojawiaja sie jakies mysli to jestem w stanie je zignorowac. Czyzby sukces?

                            • natretna Re: Sama, sam, czyli samotni. 21.11.06, 16:34
                              Tak, plagiat żywcem zerżnięte z książki, ale nie z samotności w sieci.

                              Ja jak mam dołka w NN to raczej robie sie niebezpieczna, nerwowa. I lepiej sie
                              do mnie nie zbliżać.
                              Generalnie nie jestem osoba, "przejmująca" nastrój drugiej osoby.

                              Pewnie że nie ma osób normalnych tak do końca, wszyscy maja jakieś tam swoje
                              odchylenia. Ale naprawdę nie są to tak do końca małe odchylenia.

                              Jakimi ty sie lekami leczysz ? Ja leczyłam sie jakiś czas ale zrezygnowałam ze
                              wstydu.








                              Spokój Wielki spokój Przestrzeń między Łzami w oku

                              Spokój w morzu Morze czeka Słodycz wielka Wraca rzeka
                              • lawyer_pl Re: Sama, sam, czyli samotni. 21.11.06, 17:27
                                natretna napisała:

                                > Ja jak mam dołka w NN to raczej robie sie niebezpieczna, nerwowa. I lepiej sie
                                > do mnie nie zbliżać.

                                Znam to. Czlowiek jest naladowy niczym beczka prochem i wystarczy najmniejsza iskra, aby wybuchnac. Mi w takich stanach pomaga wysilek fizyczny, aby sie troche rozladowac.

                                > Generalnie nie jestem osoba, "przejmująca" nastrój drugiej osoby.

                                Ja niestety przejmuje. Niby jestem introwertykiem i "egoista", ale jak widze kogos smutnego to mi sie ten nastroj udziela. :(

                                > Pewnie że nie ma osób normalnych tak do końca, wszyscy maja jakieś tam swoje
                                > odchylenia. Ale naprawdę nie są to tak do końca małe odchylenia.
                                > Jakimi ty sie lekami leczysz ? Ja leczyłam sie jakiś czas ale zrezygnowałam ze
                                > wstydu.

                                Od jakis kuliku m-cy biore seroxat i efekty sa calkiem dobre, jesli wziac pod uwage stan w jakim bylem wczesniej. Wciaz co prawda przyplatuja sie jakies meczace mysli, ale to nie to co bylo dawniej. Potrafie je zracjonalizowac i zignorowac, co kiedys bylo prawie niemozliwe. :)
                                A czego sie wstydzisz? Chodzenia do lekarza? Ja do lekarza pojsc moge, ale juz do psychologa nie poszedlbym za zadne skarby.
                                • natretna Re: Sama, sam, czyli samotni. 22.11.06, 17:16
                                  Nie, ja sie nie wstydze chodzic do lekarza. Nie obnosiłam sie z tym, ale nie
                                  przeszkadzało mi to. Choroba jak choroba, ale niestety nasze społeczenstwo
                                  jeszcze tego tak nie pojmuje.

                                  Ja bałam sie terapi, co juz kiedys pisałam, poniewąz miałam obawy przed tym co
                                  lekarz znajdzie w mojej głowie.
                                  Ze dowiem sie czemu taka jestem, ze ktos bedzie wiedział o mnie cos czego ja
                                  sama nie wiem, lub nie chce wiedziec.
                                  W moim zyciu pojawiło sie kilka dziwnych zdarzen, ktorych do tej pory nie jestem
                                  pewna. Nie wiem czy zdarzyły sie naprawde.
                                  Bylo to dawno i nie wiem czy to wymysł mojej fantazji.
                                  Dlatego też nigdy nie poddała bym sie hipnozie, bo czuła bym sie ze powiem cos
                                  czego potem bede sie wsydziła.
                                  Kiedys tez bałam sie ze lekarz wsadzi mnie do psychiatryka, ale taki starach
                                  czasem pozostaje. Jak bardzo sie denerwuje, to mam wrazenie ze moja rodzinka
                                  zaraz zajdzie mninie od tylu i zwiaze.

                                  Boje sie ze lekarz powie mi dlaczego jestem chora, lub czego boje sie
                                  najbardziej ze powie mi ze symulowałam.

                                  Tak samo było jak byłam chora, wciąż bałam sie ze inni powiedzą ze symuluje.
                                  Byłam pewna ze zamiast morfiny dają mi sól fizjologiczna.

                                  Nawet w restauracji, wydaje mi sie ze kelner mnie oszukuje i zamiast coli light
                                  przynosi zwykła cole :(
                                  • himhith Re: Sama, sam, czyli samotni. 22.11.06, 19:52
                                    Twoj lek terapia wyglada na natrectwo. Chyba kazdy z NN ma obawy przed choroba psychiczna, ale spokojnie. Moj lekarz kiedys powiedzial, ze chorzy na NN nie zapadaja na schozofrenie ani inne tego typu choroby. Nawet jak mialas jakis "epizod" to nie oznacza to schizofrenii, po prostu zesteresowany, zalekniony umysl lubi platac figle. Takze glowa do gory. :) Co do obawa przez "psychiatrykiem", to nieprzebnie sie obawiasz. Osoby powyzej 16 roku zycie _nie_mozna_ zmusic do leczenia (w tym szpitalnego), bez jej zgody. Wyjatek dotyczy tylko osob ubezwlasnowolnionych calkowicie, a to nie jest w naszym kraju proste.
                                    • natretna Re: Sama, sam, czyli samotni. 22.11.06, 20:22
                                      Wiem, że to mało prawdopodobne. Nawet moja lekarka, kiedy powiedziałam jej ze
                                      koncze terapie powiedziała ze jestem pełnoletnia i nie zagrazam nikomu wiec nie
                                      moze mnie zmusisc. I ze jest jest przykro ale to moj wybór.
                                      I ze ona osobiscie uwaza ze jako lekarz doznała porażki, bo bardzo chciała mi
                                      pomoc.

                                      Powiem, szczerze ze bardziej niz psychiatryka wyjda na jaw moje tajemnice. Ktore
                                      trzymam gleboko w podswiadomosci.

                                      A do tego nurtuje mnie ta sytuacja, w ktorej uczestniczyłam jako dziecko i nadal
                                      nie wiem czy miała ona miejsce naprawde.

                                      Schozofrenia, nie budzi we mnie leku, mam sasiada ktory, jest na to chory i nie
                                      widze tego u siebie.
                                      Natomiast miałam wiele objawów, nie związanych z nerwica natrectw np omamy
                                      sluchowe, wzrokowe, samookaleczanie, "mary" nicne, czasem budziłam sie kilka
                                      razy w nocy - czułam sie jak by cos mnie wybudzało a potem ta postac widziałam.
                                      Czesto jest tak, że to co powiem spełnia sie dlatego jak cos przyjdzie mi do
                                      glowy "odczyniam" nad tam mysla kompulsje zeby tylko sie nie spelnilo.

                                      Pamietam dokladnie sesje, na ktorej stwierdziłam ze to juz koniec leczenia.
                                      Czułam sie wtedy jak by ktos wkrad mi sie bardzo gleboko w umysł, podziekowałam
                                      i wiecej nie wrociłam.
                                      • lawyer_pl Re: Sama, sam, czyli samotni. 23.11.06, 11:24
                                        Jak lekarka mowi, ze odniosla odniosla porazke, to widocznie sama jest wielka porazka. Przeciez NN to nie grypa, tego sie nie da wyleczyc w kilka dni. Terapia trwa dlugimi latami i zwykle jest prowadzona na metoda prob i bledow, zanim sie dotrze do sedna problemu. Ogolnie to niecierpie takich zaangazonych lekarzy, ktorzy uwazaja, ze maja misje i ze musza koniecznie wyleczyc albo polec \na polu bitwy. ;) Juz wole takich, ktorzy sie ograniczaja do wypisania recepty. Sam mialem w zyciu pare takich sytuacji, ze nie jestem pewien czy one zdarzyly sie na prawde, ale sa to rzeczy z wczesnego dziecinstwa i sa raczej zabawne niz straszne. Natomiast co do mar nocnych, to czesto zdarza mi sie spac z zapalonym swiatlem, bo innaczej mam wrazenie, ze ktos jest w pokoj (duch?) i mnie obserwuje. :) Jesli moge cos Ci radzic, to z calego serca zachecam cie do podjecia terapi. Jesli boisz sie grzebania w glowie, to przynajmniej zacznij brac leki. Bo naprawde nie watro tracic zycia na uzeranie sie z choroba.
                                        • natretna Re: Sama, sam, czyli samotni. 23.11.06, 22:54
                                          Ale ja już brałam leki i nie czułam różnicy, zresztą ja czasem mam wątpliwości
                                          czy jestem chora. Wiem, że to głupio brzmi ale Nn jest zemną od zawsze. I nie
                                          wyobrażam sobie innego życia, bez NN nie było by mnie. Była by całkiem inna osoba.

                                          Kurcze naprawdę nie wiem co z sobą zrobic. Nie mam planu na siebie. Wczoraj
                                          przeżyłam duży zawód. I kolejny raz po prostu już mi sie nie chce. Za każdym
                                          razem bardziej. Czuje sie bezsilna i godzę się z tym, że jestem sama i będę.
                                          Wiadomo, że w głębi duszy wciąż na to czekam.
                                          Ale powiedzenie sobie " nie rób sobie nadziei, nie masz na co czekac" troche
                                          ułatwia.
                                          Bo nie czekam na niemożliwe.
                                          • kot9912 Re: Sama, sam, czyli samotni. 23.11.06, 23:18
                                            Natrętna, nie wiem co się stało... Jeżeli będziesz chciała to o tym napiszesz,
                                            jeżli nie to rozumiem - pewne rzeczy lepiej zachować dla siebie. Wiem, jak to
                                            jest gdy człowiek się zawiedzie, wtedy część ludzie się wycofuje. Ale z czasem
                                            u większości to mija - mam nadzieję, że u Ciebie tez tak będzie.
                                            Kurczę, to bardzo złożone, nie wiem jakie cele sobie wyznaczyłas i okazały się
                                            nierealne, nie wiem dlazcego tak się stało. Ale wiem jedno - można przegrac
                                            bitwę, ale to nie przesądza o wojnie. Nie będę Tobie mówić, że trzeba wierzyć
                                            itp. bo myslę, że w tej sytuacji pomyslałabyś, że Cię nie rozumiem skoro tak
                                            mówię. Myślę jednak, że czas zweryfikuje Twoje odczucia, dążenia i ustabilizuje
                                            emocje wprowadzając do myślenia także te pozytywne wątki...

                                            Jakby co - pisz

                                            Marta
                                            • lawyer_pl Re: Sama, sam, czyli samotni. 24.11.06, 00:12
                                              Dokladnie. Pozwole sie podpisac pod tym postem obiema rekami. :)
                                          • lawyer_pl Re: Sama, sam, czyli samotni. 24.11.06, 00:11
                                            A jakie leki bralas? Moze bralas za male dawki? Moze bralas za krotko?
                                            • natretna Re: Sama, sam, czyli samotni. 24.11.06, 20:10
                                              Brałam Zoloft, potem asentre. Zaczynałam od polowy tabletki potem brałam cała.
                                              Nie wiem, nawet mi sie już o tym nie chce myslec.

                                              Mam doscy swoich myśli, i tego ze wszystko sie psuje, że nigdy nie moze byc
                                              dlugo dobrze.
                                              Chociaż, nauczyłam sie mówic "tak musiało byc, to nie jest bez sensu"
                                              I faktycznie, czasem tak bywa. Ostatnio straciłam prace, i to w dosc okrutny
                                              sposób a teraz znalazłam lepsza:)

                                              Wiem, że wszystko co sie dzieje w moim życiu ma jakis cel i do czegos prowadzi,
                                              ale czasem mogło by byc latwiej.

                                              Jaka to sprawiedliwosc, ze jedni rodza sie milionerami do tego sa uzdolnieni i
                                              np piekni a inni rodza sie np patologicznych rodzinach ?

                                              To musi miec sens ale jaki ?

                                              Kot : Dzięki za twój list, co do tego co mi sie wydaje, to jest zwiazane z
                                              sexem nie jest tak straszne jak mogło by sie wydawac ale...
                                              Zreszta bardziej mnie nie pokoi fakt ze nie wiem czy to bylo czy mi sie sniło.
                                              Nawet kiedys pytałam sie tej osoby o to zdarzenie, ale zaprzeczyła. Ale i tak
                                              nie wiem, mogła zaprzeczyc bo to bylo wstydliwe albo naprawde tego nie bylo.-
                                              Spokój Wielki spokój Przestrzeń między Łzami w oku

                                              Spokój w morzu Morze czeka Słodycz wielka Wraca rzeka
                                              • kot9912 Re: Sama, sam, czyli samotni. 24.11.06, 23:03
                                                Natrętna, jeżeli jestes smutna to może warto chociaż z kims pogadać? Czy masz
                                                taką zaufaną osobę? Albo załóż bloga i tam przelej swoje emocje. Niekiedy nasze
                                                uczucia, odczucia wydają się nam jasne, znane nam, ale gdy zaczynamy je
                                                werbalizować choćby w taki sposób to okazuje sie, że odkrywamy wiele innych
                                                znaczeń, dostrzegamy coś, czego wczesniej nie widzieliśmy...

                                                Teraz chyba pierwszy raz powiem jak pedagog. Żeby cokolwiek zrobić, cokolwiek
                                                uczynić, musimy to poznać. I to poznac jaknajlepiej. Nigdy nie uda nam się
                                                zrozumieć wszystkiego, ale wysiłkiem możemy wiele drzwi samoświadomości
                                                otworzyć. Natrętna, jestes osobą bardzo świadomą siebie, analizujesz świat. To
                                                widać. Zastosuj może swoje umiejętności do kwestii jednego aspektu - czyli co
                                                ja mam zamiar zrobić z NN??? Zastanów się - czekam, aż samo minie? Dlaczego nie
                                                biorę leków? Co by się zmieniło gdybym je brała? Bo to nie jest tak, ż eTy
                                                teraz nic nie robisz w kwestii NN _ fakt, że się nie leczysz jest też jakąs
                                                decyzją, którą ja rozumiemi wiele osób na tym forum także. Zadecydowałaś i masz
                                                do tegoprawo. Ale pomyśl - co stracisz jeżeli zaczniesz coś robić innego?
                                                Wydaje mi się, ż enie jestes szczęśliwa - mogę sie oczywiście mylić. Ale tak
                                                czuję czytając Twoje posty. Ale wiesz, twoje myslenie o tym wszystkim jest
                                                dowodem, ze dusza rwie się do szczęścia...

                                                Ja tak to widzę, ale mogę się mylić oczywiście.

                                                Dobrej nocy

                                                Marta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka