Dodaj do ulubionych

Szukam bratniej duszy z Warszawy.

29.07.03, 09:59
Wiem, wiem. To nie forum towarzyskie. Ale przecież tak też możemy sobie
pomóc. Chory jestem chyba od zawsze. Teraz jest ze mną nieco lepiej (dlatego
jestem w stanie pisać). Mam 29 lat i bardzo potrzebuję bliskiej osoby i to
takiej która zna ból depresji. Wiecie przecież jak trudno wytłumaczyć osobie
zdrowej nasze myśli i uczucia. Odezwijcie się. Nie liczę na to, że znajdę tu
swoją drugą połowę (chociaż kto wie?) ale mam nadzieję że znajdę kogoś, z kim
będę mógł podzielić się czasem moimi złymi i dobrymi myślami. Wysłucham i
zoztanę wysłuchany. Czy chcę za dużo? Może - ale nie straciłem jeszcze
nadzieji. Andrzej.
Obserwuj wątek
    • marzenus Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 10:31

      Mnie pomogli, więc ja spłacam dług i wyrażam chęć pomocy...
      Na pewno odzew będzie duży. Na pewno na tym forum znajdzesz dużo pomocy. Tu
      ludzie są wspaniali i wyrozumiali.
      W każdym bądź razie ja Cię wysłucham.
      • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 10:51
        Nie wiem czy uda mi się odpowiedzieć Marzenie, ale to do Niej. Dzięki za odzew.
        To dobrze, że Tobie ktoś pomógł. Ze mną też teraz nie jest źle. Biorę
        moklobamid i karbamazepinę i jest mi ... średnio. Czasami jest lepiej czasami
        całkiem źle. Nie jest tak tragicznie jak było (oj było) ale i "drugie dno" mi
        pozostało. Niestety pewnie muszę nauczyć się z tym żyć. Napisałem tu bo tak
        naprawdę szukam drugiej połowy. Nie jestem bardzo samotny - mam kumpli i paru
        przyjaciół. Ale brakuje mi kogoś... no właśnie. Wymyśliłem sobie, że najprędzej
        zrozumie mnie (i ja ją) osoba podobna do mnie. Jeszcze raz dziękuję.
        • marzenus Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 11:21

          To chyba powinieneś napisać: "szukam drugiej połowy ..."
          W tym aspekcie Ci nie pomogę - mam rodzinę, która jest dla mnie bardzo ważna.
          Ale jeżeli mogę Ci pomóc - wysłuchać i poradzić - zawsze możesz się do mnie
          zwrócić.
          Swoją drogą, nie wiem, czy związek dwojga ludzi "po przejściach" jest dobry.
          Nie chcę oceniać niczyich decyzji, ale musi być ktoś w związku, kto podtrzymuje
          na duchu. Oczywiście moze to być raz jedno, raz drugie. A oboje ze skłonnścią
          do dołków? Czy aby nie będzie tak, że oboje będziecie się w nie wpędzać?
          Podobno ludzie łączą się ze sobą na zasadzie przeciwności. Chyba własnie w celu
          uzupełniania. Cóż, taki jest moje skromne zdanie.
          • lilith76 Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 11:45
            choć wiele kobiet szuka w mężczyznach wsparcia, to są i takie które lubią
            się "oddawać sprawie"; kto zrozumie kobietę, która całe życie spędziła przy
            mężu alkoholiku albo agresywnym psychopacie? depresja przy tym to na prawdę
            drobna przypadłość, która pzowoliła by im spełniać sie jako opiekunki; tylko,
            że one nie mają chyba swojego forum ;)chyba przyłączam się do ciebie - w
            związku "jedno musi być normalne"; ale i bardzo silne, empatyczne i
            wyrozumiałe; tylko gdzie są tacy faceci?
            • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 12:18
              Piszecie tak ,jakby ktoś chory na depresję był zupełnie bezradnym zwierzątkiem.
              Przecież to nie jest tak. Owszem, nie jestem najzaradniejszym facetem w Polsce,
              ale też nie wymagam stałej opieki. Szanuję Wasze zdanie, ale z moich
              doświadczeń i obserwacji wynika, że związki oparte na silnej dominacji (opiece)
              jednej strony nie zawsze są szczęśliwe. Ja szukam w drugiej osobie partnera do
              podziwiania piękna świata i walki z jego złem. Nie chcę iść przed czy za Nią.
              Chcę iść obok. Oczywiście pewnie zdaży się że któreś z nas się potknie i
              wyp...oli ale po to jest ta druga osoba, żeby pomóc wstać. A jak się wysypiemy
              razem to trochę se razem posiedzimy i ruszymy dalej. Nie za szybko. W swoim
              tempie. To mi się właśnie marzy.
              • marzenus Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 13:01

                Ok. To Twoja wizja, którą oczywiscie szanuję. Byle Ci się udało.
                I nikt nie mówi, że jesteś do niczego. To nieprawda!
                Mam nadzieję, że znajdziesz odpowiednią osobę i będziesz z nią podziwiał piękno
                tego świata. O ile takie istnieje...
                • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 13:58
                  Istnieje napewno. Jedyny problem to znaleźć ją w masie ludzi, niekoniecznie
                  złych, ale nie będących Nią. Sprawiasz wrażenie jakbyś nie wierzyła w to że mi
                  się uda. Dlaczego? Masz jakieś złe doświadczenia? Miałem ochotę napisać że
                  jestem optymistą, ale to chyba nieprawda. Chyba nie jestem aż tak strasznym
                  pesymistą.
                  • marzenus Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 14:08

                    Nie, to ja jestem pesymistką.
                    Głowa do góry! Znajdziesz napewno!
                    • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 14:25
                      Czasami w to wierzę, czasami nie. Tak naprawdę to już się pogodziłem z faktem,
                      że "tacy chłopacy" jak ja pozostają starymi kawalerami, albo związują się z
                      kimś kogo nie kochają, po to tylko żeby zbytnio się nie wyróżniać ze zdrowego
                      społeczeństwa. Czasami nawet mi to nie przeszkadza. A czy Ty nigdy nie marzysz
                      o rzeczach (prawie) nieosiągalnych?
                      • marzenus Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 14:49
                        Jakim starym kawalerem? O czym Ty mówisz? Poza tym podobno ostatnio w modzie
                        jest życie na kocią łapę.
                        Czy marzę o czymś nieosiągalnym? Przyznam sie, że raczej nie. Może po prostu
                        mam nadzieję na pewne rzeczy. Marzenia schowałam do kieszeni, staram się być
                        realistką. Choć podobno marzenia to piękna rzecz. Chyba warto czasami
                        pomarzyć... Marzyciele to bardziej wrażliwe dusze, prawda?
                        • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 15:16
                          Ja do tej pory marzę o lataniu, eliksirze młodości i takichtam. Wiem - jestem
                          ewolucyjnie nieprzystosowany i muszę wyginąć. Może więc lepiej, że jestem sam?
                          A tak serio to przyjemnie jest czasami odpłynąć myślami gdzieś daleko. Jeżeli
                          nie robi się tego np. za kierownicą, albo na torach tramwajowych - nie przynosi
                          to organizmowi szody. Jest za to bardzo przyjemne. Ty realistko (głęboka
                          pogarda).
                          • marzenus Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 07:57
                            deepinside napisał:

                            > Ty realistko (głęboka
                            > pogarda).


                            ???????????????? No tego się nie spodziewałam!
                            • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 08:16
                              Hej, mam nadzieję że nie wzięłaś tego poważnie. To miał być żart. Też staram
                              się być realistą, chociaż bujanie w obłokach jest taaakie przyjemne. NIECH ŻYJĄ
                              MARZENIA!!!
                              • marzenus Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 08:32

                                No mam nadzieję, że to był żart, "starający się być realistą".
                                Jak tam dzisiaj nastrój?
                                • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 10:40
                                  Podobny do wczorajszego. przepełniony schowanym głęboko strachem przed światem
                                  i ludźmi ale nad tym strachem jest nadzieja. Czasami wydaje mi się, że moje
                                  myśli są głębokim i czarnym bagnem - przykrytym grubszą lub cieńszą warstwą
                                  radości i nadzieji - jak czystą wodą. Teraz tej wody jest dośc dużo. A jak to
                                  jest z Tobą. Masz takie swoje bagno?
                                  PS Cieszę się, że się nie obraziłaś - jeśli sprawiłem Ci porzykrość -
                                  przepraszam.
                                  • marzenus Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 11:12

                                    Nie obraziłam się, nie przepraszaj, nie ma za co.
                                    Mam swoje bagno. Czasami nie chce mi się po prostu nic. Nikogo widzieć, nigdzie
                                    iść, wstać z łóżka. Niestety ostatnimi czasy jest ktoś, kto mi na to nie
                                    pozwala - głównie przez tą osbę nie mogę spędzić całego dnia w łóżku.
                                    Ale mam tak, że zastanawiam się nad tym, co by było, gdyby mnie nie było ...
                                    Wiesz, przyznam się do czegoś, chociaż może nie powinnam. Kiedyś przyśnił mi
                                    się mój pogrzeb - nie był to tylko jeden sen, ale taki z tych powracających. Na
                                    dodatek w tym śnie było wyraźnie jasne, że umarłam podczas porodu. Jak byłam w
                                    ciąży, cały czas o tym myślałam. Trochę miałam nadzieję, że to wszystko skończy
                                    się moją śmiercią. To straszne, wiem. Byłam wręcz o tym przekonana. No ale tak
                                    się nie stało. I ... czasami żałuję. To też straszne.
                                    • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 11:37
                                      Ja najczęściej myślę o Tym kiedy zamknę oczy żeby zasnąć. To trochę tak jakbym
                                      wylączał wierzchnią warstwę - tą codzienność, którą wielu ludzi otacza się jak
                                      pancerzem. Trochę z konieczności, trochę z lęku przed swoimi własnymi myślami.
                                      Tymi prawdziwymi - po co? dlaczego?. Często wystarcza im wiedzieć jak. Ja mam 3
                                      przyjaciół (w tym jedną dziewczynę) i to oni, choć nie wprost, nie pozwalają mi
                                      znikać na zbyt długo. Czasami zastanawiam się gdzie jest to prawdziwe życie.
                                      Czy to to codzienne - praca, kumple , przyjaciele czy to w mojej głowie, we
                                      mnie, kiedy leżę w ciemności i CZUJĘ.
                                      • blue_a Może od czapy, ale.. 30.07.03, 11:53
                                        deepinside napisał:

                                        > Czasami zastanawiam się gdzie jest to prawdziwe życie.
                                        > Czy to to codzienne - praca, kumple , przyjaciele czy to w mojej głowie, we
                                        > mnie, kiedy leżę w ciemności i CZUJĘ.

                                        To drugie, ale pozostanie w nim na zawsze grozi..nie wiem? bałabym się, że
                                        taka izolacja może czynić z odizolowanego "postać odczłowieczoną", nieludzką.
                                        (Wiem ,co chcę napisać, aLe nie wiem, JAK :)

                                        Przychodzi mi na myśl porównanie z pociągiem wahadłowym. Raz jestem "u
                                        siebie", potem wracam do świata, czerpię (daję też) z niego nowe idee, pomysły,
                                        zapachy, przyglądam się. A potem znów "zanurzenie". Najprzyjemniej w swoim
                                        świecie (?), ale wychylam (staram się :) też łepek na powierzchnię.
                                        • deepinside Re: Może od czapy, ale.. 30.07.03, 13:07
                                          ja czasami mam z kolei uczucie, że świat "codzienny" oglądam zza szklanej
                                          tafli. to takie dziwne szkło, które przepuszcza dźwięki, zapachy, a nawet
                                          myśli, ALE CZUJĘ ŻE JEST. Jest zawsze i nie znika nawet w kontaktach z
                                          najbliższymi, choć wydaje sięwtedy cieńsze. Jestem tu bo mam nadzieję, że osoba
                                          podobna do mnie okaże się być po mojej stronie szyby...
                                          • blue_a subiektywne Wszechświaty :) 30.07.03, 13:19
                                            deepinside napisał:

                                            > Jestem tu bo mam nadzieję, że osoba
                                            > podobna do mnie okaże się być po mojej stronie szyby...

                                            Podobno niemożliwa jest zupełna "przystawalność" subiektywnych światów.
                                            Szkoda :) Ale poczucie, że ktoś rozumie chociaż trochę czasem wystarcza. Na
                                            początek :)
                                            • deepinside Re: subiektywne Wszechświaty :) 30.07.03, 13:50
                                              a co to jest ta przystawalność. tak naprawdę przecież każdy z nas to odrębny
                                              świat, a cała otaczająca nas rzeczywistość włączając w to ludzi, jest tego
                                              świata wypełnieniem. to strasznie ciekawski temat do wielu długich rozmów.
                                              ciekawy bo niewyczerpany. bo przecież nikt nie wie jak to jest z tym prawdziwym
                                              i subiektywnym żwiatem wszyscyśmy przecież nieznośnie subiektywni i to właśnie
                                              napędza moją ciekawość ludzi.
                                              • blue_a od rzeczy :) 30.07.03, 14:00
                                                Przez chwilę zwrócę uwagę na formę, a nie na treść. Pisanie całych zdań małymi
                                                literkami. Mam tak, gdy spada mi nastrój. I w ogóle mam ochotę na wątek pt. co
                                                robić, gdy spada. Podrzucić do góry :)
                                                • deepinside Re: od rzeczy :) 30.07.03, 14:25
                                                  A ja tak mam bo jestem leniem. Ale postaram się poprawić. Jak mi spada to
                                                  zostawiam tam gdzie jest, bo skubany jest taki wredny, że jak próbuję go
                                                  podnieść, kiedy on nie ma na to ochoty, zaraz spada jeszcze niżej niż był. Ma
                                                  chyba coś z kota. Ale jak wezmę na przetrzymanie to mu się znudzi i sam się
                                                  podniesie.
          • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 11:50
            Masz rację, powinienem to jaśniej napisać. Zajrzenie na forum i wpisanie tematu
            było impulsem - teraz napisałbym to inaczej. Pozatym przyznaję, że nie miałem
            odwagi napisać wprost czego szukam. To by było jakieś takie ... zdrowe -
            normalne. Nie zawsze też do końca wiem czego chcę. Niestety, jestem w końcu
            wariatem. To że teraz nie potrzebuję "przyjacielskiej" rozmowy nie oznacza, że
            nie będę jej potrzebował jutro czy za tydzień. Nie zamierzam znikać z tego
            forum i mam nadzieję, że moje domysły co do spotykających się tu ludzi się
            potwierdzą. W każdym razie wiedz, że jestem Ci wdzięczny za szybki odzew i
            ofiarowaną pomoc. Liczę na to, że gdybym kiedyś byl w potrzebie - nadal tu
            będziesz. Ja teraz czuję się lepiej, więc jeżeli czyta to ktoś potrzebujący
            rozmowy, pocieszenia lub choćby zrozumienia - niech pisze. Spróbuję pomóc.
    • lilith76 Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 11:04
      pamiętam, że w "dołkach" zazwyczaj trudno wyartykułować, co się czuje -
      zazwyczaj człowiek zwija się do środka i zastyga na długi okres czasu; dopóki
      jest się radosną, roześmianą dziewczynką wszystko jest ok; gdy przychodzą
      kłopoty jest się zbyt skomplikowaną zabawką; mężczyźni lubią skomplikowane
      samochody, komputery, telefony, ale od kobiet wymagają prostoty; nauczyłam się,
      że nawet jeśli spróbuje zbudować jakiś związek, kiedy wszystko "jest na górce",
      to stracę to, gdy nadejdzie "dołek"; ważne żeby walczyć dla siebie samego;
      • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 11:18
        Mam nadzieję, że nie poddajesz się. Chyba i tacy popaprańcy jak my mają prawo
        do miłości i zrozumienia. W każdym razie tego Ci życzę. Dzięki za odzew.
    • lilith76 Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 15:02
      wątek z poszukiwań bratniej duszy do pogadania zamienił się w rozważania, czy
      osoba w depresji może stworzyć z inną osobą alternatywnie normalny świat. robi
      się ciekawie. optymizm w depresji chyba pomaga, choć z pozoru te dwie rzeczy
      powinny się wykluczać. może to nie optymizm, ale wiara. nie trać jej. co do
      innych wypowiedzi: osoby po depresji mają niekiedy ogromny dystans i mały
      kredyt zaufania dla uczuć i miłości. w przypadku depresji sama miłosć to
      czasami za mało.
      • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 29.07.03, 15:23
        jeżeli miłość to za mało to to nie jest miłość. owszem miłość istnieje tylko w
        relacji między dwojgiem ludzi i nie ma ona wpływu na świat zewnętrzny. najwyżej
        na jego postrzeganie. nie mieszajmy tych dwóch rzeczy. kochana osoba przestaje
        być światem zewnętrznym, tym który trzeba podziwiać, ale jednocześnie być
        gotowym na odparcie ataku. nie mogę pisać dalej, bo nie ma na górze Twojego
        posta i pewnie już piszę nie na temat.
        • lilith76 Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 10:01
          ulewa pozbawiła mnie dostępu do internetu (razem z resztą firmy - nikt nie
          wiedział co ze soba zrobić); po długim milczeniu - odpowiedź; wiem, że brzmi to
          strasznie racjonalnie "miłość to za mało", ale miłość to tylko baza, na której
          można coś budować, a nie sam budynek; nie podparta wspólnymi celami,
          przeżyciami, problemami szybko rozsypuje się w proch; juz szczególnie gdy jedno
          potrzebuje wyjątkowego wsparcia emocjonalnego i życiowego; tak na prawdę osób,
          które przeżyły ze sobą 50 - 60 lat, zżyte jak jeden organizm jest tak niewiele
          i potwornie im tego zazdroszczę; i nikt nie ma pojęcia jak oni tego dokonali i
          dlaczego to im właśnie wyszło;
          • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 11:48
            Tak naprawdę to zależy przecież od naszej definicji miłości. Ja mam 29 lat i
            tylko raz, będęc młody i uniesiony powiedziałem KOCHAM. To nie była prawda i
            już wtedy to czułem. To byo złe i do dziś mnie to boli. Ale wszyscy mówili. A
            nie jestem zakonnikiem i parę razy doświadczyłem bliskości TEGO uczucia. Dla
            mnie miłość to jest to wszystko co tylko mżna czuć do drugiej osoby. Jest w
            niej i przyjaźń i namiętność i współczucie i ciekawość, a nawet złość która
            mija. Nie wymienię wszystkiego. Miłość jest jak światło słoneczne - składa się
            z wszystkich barw które jednocześnie dają nową wartość.
    • isibeult Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 10:22
      duzo ostatno mysle o zwiazkach miedzyludzkich...odkad choruje, widze jak wiele
      ludzi sie ode mnie odsuwa...zawsze bylam kims, do kogo inni zwracali sie z
      problemami, zawsze bylam gotowa chociazby wysluchac...teraz kiedy sama nie
      radze sobie z moimi demonami, inni wydaja sie pytac "a niby dlaczego mielibysmy
      brac sobie na glowe cudze problemy?"...zostaly wokol mnie moze 2, 3 osoby,
      przyjaciele ktorzy nie uwazaja, ze depresja jest choroba zakazna...ostatni
      mezczyzna z jakim bylam zwiazana poczatkowo wspieral mnie w decyzji o
      rozpoczeciu leczenia, ale szybko stwierdzil, ze juz nie chce sie w to
      bawic...oczywiscie mozna powiedziec, ze nie kochal naprawde, ze moze nie kochal
      wcale...ale ja sie jednak boje, ze moze prostu nawet milosc nie wystarcza...
      • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 10:54
        Zauważyłem, że depresanci często za bardzo łączą jakieś swoje niepowodzenia z
        chorobą. Faceci (i chyba kobiety też) naprawdę często odchodzą od swoich kobiet
        z powodu "niezakręcania tpasty do zębów". Tak naprawdę chyba wielu z nich sama
        w to wierzy. Twoja choroba była taką niezakręconą tubką. Depresja jest tylko
        jedną z cech które opisują Cię jako człowieka. Inne cechy to np. wzrost, kolor
        oczu, sposób w jaki się śmiejesz i to czy jajke na miękko jesz rano czy
        wieczorem (naprawdę są dość ostre podziały). Depresja, a raczej cechy
        charakteru często jej towarzyszące ma także dobre strony. I dla chorego i dla
        jego najbliższych. Trzeba się nauczyć je dostrzegać. Ja je widzę - dlatego
        szukam tutaj swojej drugiej połowy. A Twój mężczyzna Cię najpospoliciej nie
        kochał. Niestety o miłość nie jest łatwo. Często żyjemy w mniejszych lub
        większych kompromisach. Bardzo złe jest natomiast udawanie miłości - także
        przed samym sobą. Pamiętaj, że takie pomyłki zdażają się wszystkim. Zdrowym
        też. Niestety problem jest stary i wieczny jak świat (swoją drogą to ciekawe
        jak to jest u jakichś zielonych galaretek w sąsiedniej galaktyce, jeżeli są
        wielopłciowe).
        • lilith76 Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 11:52
          deepinside napisał:

          > Zauważyłem, że depresanci często za bardzo łączą jakieś swoje niepowodzenia z
          > chorobą.

          o tak! i czasami warunkują powodzenie w walce z nastrojem, depresją: "gdyby
          mnie ktoś kochał wszystko był by ok a ja zdrowa/y"; a to nie tak; potem
          wystarczy mały problem, kłótnia, zakręt w związku i wszystko może wrócić a
          człowiek czuje się usprawiedliwiony; w moim życiu najpiękniejsze wydarzyło się
          wtedy, gdy sama powoli, mozolnie poskładałam swój świat - dla siebie; co nie
          znaczy, że nie boję się, że wraca;
          • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 12:49
            Pisałem tu gdzieś kiedyś, o drodze przez życie obok siebie, a nie za plecami.
            Nie powinno się budować związku na zasadzie opierania się na kimś. To tak jak
            kiedy dwoje ludzi idzie obok siebie. Kiedy teren jest trudny (a i czasem na
            prostej drodze) któreś z nich może stracić równowagę. Wtedy ma tądrugą osobę,
            która podtrzyma i nie pozwoli się wywalić. Ale jeśli nawet to się zdarzy - to
            poda rękę i pomoże wstać. W razie czego poczeka, aż będziemy do wstania gotowi.
            Ale jeżeli ktoś mający problemy z równowagą uczepi się pleców jakiegoś
            sprintera, to ten prędzej czy później zauważy, że bez takiego plecaka biegnie
            szybciej. A plecak - porzucony zostanie sam. A siedząc, nie da rady się do
            nikogo zbliżyć - nawet do innego wywalonego. Dlatego trzeba najpierw samemu
            nauczyć się utrzymywać jakotaką równowagę. Niestety. To trudne, ale
            nieuniknione. Ale jestem patetyczny, ażmnie zemdliło.
            • wlodek101 Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 13:59
              To mnie poruszło. Pięknie zauważyłeś, że w życiu dwoje musi się wspierać a nie
              jedno na drugim opierać. Ja jestem żonaty od lat i różnie było. Wydawało mi się
              ze to na mnie "lezy" cały dom i mnie przytłacza razem z jego tubylcami. To mnie
              też dowartościowywało jako samca. I przyszedł taki dzień gdy wszystko się
              wywróciło. Myślałem że oszaleję. Świat w czarnych kolorach bez perspektywy. No
              i w konsekwencji unicestwienie domu wraz z jego tubylcami. I stała się rzecz
              niesamowita. Moja żonka, wcześniej myszka, stojąca "z boku" wzięła wszystko na
              siebie. Najpierw byłem o to zły. Co ona? Chce mnie jeszcze poniżyć! Ale
              stopniowo uwirzyłem w jej doskonałość. Jej serce, jej prawdziwe partnerstwo.
              Minęły 2 lata od tamtej "chwili", wracam do normalności, staję się znowu
              wewnętrznie silniejszy. Ale gdyby nie ONA nie pisałbym o tym dzisiaj... Życzę
              ci takiej "połowy"!
              • deepinside Do Włodka i Eremki 30.07.03, 16:55
                Dzięki za odzew. Więcej napiszę jutro (albo i później) bo mnie praca dopadła.
                Ale napiszę napewno - zaglądajcie tu czasem proszę.
              • deepinside SPÓŹNIONA reakcja 01.08.03, 08:30
                Dzięki Włodku za pozytywna myśli. A widzicie wszyscy. Są tacy ludzie i takie
                związki. Ja też w to wierzę. Najcenniejsi w moim marnym życiu są ludzie.
                Naprawdę udało mi się spotkać na swojej drodze wspaniałych przyjaciół.
                Pieniądze, zdrowie i kariera przymijają, Oni będą zawsze (nawet jak ich nie
                będzie). Cały problem polega nawet nie na tym, że trudno znaleźć wartościowych
                ludzi. Ni ma wartościowych i niewartościowych. Są tylko różni ludzie. Wartość
                człowieka jest w 100% subiektywna. Moi przyjaciele sądla mnie bardzo cenni, ale
                osobiście znam conajmniej jednąosobę, która 2 z nich ma za nic. I tak to już z
                ludźmi jest. Dlatego trzeba szukać - przyjaciół, kumpli i "drugiej połowy".
                Szukać i nie słuchaćtych, co mówią że miłość i przyjaźń nie jest dla nas. Życzę
                wszystkim tak udanych poszukiwań, jakie opisał Włodek, a jemu, żeby tak było do
                końca świata.
    • eremka Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 30.07.03, 14:27
      Swojej polowki trzeba szukac, gdzie sie tylko da ;-) mozna i tutaj, ale jako
      soba doswiadczona przez tytulowa chorobe musze uczciwie stwierdzic, ze milosc
      to za malo na te chorobe. Moj maz niby mnie kocha, ale czesto kiedy potrzebuje
      od niego wsparcia, on mi go nie moze/nie chce udzielic.
      Ja tez bylam osoba, ktora dzwigala swoje ciezary i obowiazki bez skargi i z
      usmiechem, innym staralam sie pomoc slowem, czynem jak sie dalo. Teraz czasami
      wyciagam reke po pomoc i ...roznie bywa. Smutne.
      Depresja wytraca cie zbiegu, z marszu, z rytmu codziennosci. Swiat biegnie, a
      ty widzisz, ze sie zatrzymales i nikt nie chce zwolnic, zeby na ciebie
      poczekac... To ty musisz sie sprezac, zeby dogonic co czy kogos. Wiem, ze juz
      nie bede taka jak dawniej... licze na to, ze wyzdrowieje, ale chyba nie mozna
      wrocic do poprzedniego stanu swiadomosci.
      Wlodkowi gratuluje zony,
      pozdrawiam wszystkich
      • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 01.08.03, 10:42
        Właśnie dlatego może warto poszukać kogoś podobnego do siebie. Przecież jażeli
        w wielkim maratonie będziemy biegli koło jakiegoś wyczynowca to jedno z nas
        (lub oboje będzie) cierpieć. Dlaczego zawsze stawia się za wzór tych pędzących
        przez życie jak na wyścigach. Niech oni sobie pędzą. Nie wszyscy jesteśmy
        Benami Dzonsomnami im prędzej przestaniemy gonić takich jak on, tym prędzej
        zauważymy obok nas ludzi biegnących w zbliżonym do naszego tempie. Jeżeli i oni
        zamiast wgapiać się liderów przed nimi rozejrzą się wokół, to może przestaniemy
        myśleć, że jesteśmy sami na tym końcu. A i na obejrzenie pięknego krajobrazu
        nam czasu wystarczy. A że Ci szybcy dobiegną dalej? I co z tego. Jak twierdzą
        chyba Chińczycy, jeżeli ktoś skupi się na celu, a nie na drodze, nigdy nie
        będzie szczęśliwy. Bo za każdym celem jest następny, jeszcze nie osiągnię.
        Piszesz Eremko że nie jesteś zbyt szczęśliwa, bo czujesz że ktoś na Ciebie nie
        czeka. A może wasze tempa różnią się zbyt bardzo... Niestety, tak jak
        zwolnienie własnego tempa jest możliwe, choć chyba tylko na "czas określony",
        to przyspieszenie, będzie tylko zrywem po którym będziemy musieli przysiąść,
        lub zatrzymać się by nie upaść. Życzę Wam, aby udało się uporządkować Wasze
        światy.
    • blue_a AAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!. 31.07.03, 11:31
      Nie powiem, dlaczego :)
      • lilith76 Re: AAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!. 31.07.03, 13:03
        no i czego tak krzyczy? wątek chciało się podciągnąć? niegłupi pomysł.
        • blue_a Nie przejmuj się mną :) 31.07.03, 13:20
          Taka spontanicznie wyrażona radość :) Podciągnąć wątek? Nie :) Wtedy byłoby
          bardziej treściwie. I poza tym dziś ukazuje się moje ulubione pismo :) I aj je
          sobie kupię :) Nie przejmuj się, Lilith, w końcu to forum dla "wariatów" :)
          Uwielbiam się cieszyć :) Blue_a - Wariatka
        • deepinside BEEEEEEEEE!!!!!! 31.07.03, 13:31
          Nie mogłem się powstrzymać. Blue_a nie chciałem Cię urazić, też jestem wariatem
          i też lubię się cieszyć (znowu piszę z doskoku)
          • blue_a Psychiatra poszukiwany!!!! 31.07.03, 13:35
            :)
            • deepinside Re: Psychiatra poszukiwany!!!! 31.07.03, 14:28
              Hej A może my wszyscy stuknięci zrobimy jakąś rewolucję i zapanujemy nad
              światem. W końcu jest wśród nas paru Napoleonów, Kościuszków, a niektórzy
              podobno nawet mają w oczach lasery. Niech ten obrzydliwie racjonalny świat
              będzie choć przez trochę nasz. Niewiele pewnie byśmy byli gorsi od tych co
              teraz rządzą naszą starą kulą.
      • lilith76 Re: AAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!. 31.07.03, 16:53
        :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :)))
        :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :))) :)))
        :))) :))) :)))
    • aenne Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 04.08.03, 17:26
      deepinside napisał:

      > Wiem, wiem. To nie forum towarzyskie. Ale przecież tak też możemy sobie
      > pomóc. Chory jestem chyba od zawsze. Teraz jest ze mną nieco lepiej (dlatego
      > jestem w stanie pisać). Mam 29 lat i bardzo potrzebuję bliskiej osoby i to
      > takiej która zna ból depresji. Wiecie przecież jak trudno wytłumaczyć osobie
      > zdrowej nasze myśli i uczucia. Odezwijcie się. Nie liczę na to, że znajdę tu
      > swoją drugą połowę (chociaż kto wie?) ale mam nadzieję że znajdę kogoś, z kim
      > będę mógł podzielić się czasem moimi złymi i dobrymi myślami. Wysłucham i
      > zoztanę wysłuchany. Czy chcę za dużo? Może - ale nie straciłem jeszcze
      > nadzieji. Andrzej.
      czesc bratnia duszo. Mam 29 lat, jestem z Warszawy i znam bol depresji jak
      jasna cholera. Poza tym jestem kompulsywna czynnosciowa, uprzedzam uczciwie.
      Pozdrawiam. E-mail: amistad45@wp.pl
      • deepinside coś masz z adresem 05.08.03, 15:57
        Dzięki za odzew. Wysłałem Ci wiadomość na konto gazety bo na to podane przez
        Ciebie nie chciało się wysłać. Jeżeli wiadomość do Ciebie dotrze to daj proszę
        znać.
    • aenne Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 05.08.03, 17:16
      ha to znowu ja. tez bym sie chciala poznac osobiscie, ale caly sierpien siedze
      w miescie kwitnacej pyry, bo mam tu warsztaty choreologiczne, a wlasciwie
      kinetograficzne - tak jak sie muzyke zapisuje nutami, to ruch i taniec takimi
      znaczkami. mam to do piatego wrzesnia, a mieszkam w hotelu robotniczym w tzw.
      zlej dzielnicy ha ha, ale mnie przynajmniej nikt nie kontroluje, ile mam sie
      kapac i myc bo to tez mam nerwicowe.tak czy owak jestem w stolicy dopiero od
      piatego wrzesnia, chyba ze bedziesz w sierpniu w pyrlandii.a z adresem to nie
      wiem co jest bo z innego forum terapeuta mi odpisal opisujac, co mi jest. uczy
      ksiedza pacierza biedaczek. chyba chodzi o to zeby pozostawac w ramach stron
      gazety. gazeta tego pilnuje. pozdrawiam
      • deepinside Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 06.08.03, 14:04
        A zatem ze spotkaniem poczekam aż wrócisz. A narazie pisz proszę na mail
        deepinside@gazeta.pl, lub na forum i baw się dobrze.
    • dotka5 Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 05.08.03, 23:49
      tak sie sklada ze tez szukam takiej bratniej duszy jesli to nie przeszkoda to
      wolalabym bardziej prywatnie na gg albo meil jesli oczywiscie nie masz nic
      przeciwko. Napisz mi tu jak mozesz czy bys chcial
      pozdrowki
      • deepinside MÓJ MAIL TO deepinside@gazeta.pl 06.08.03, 11:05
        Nie wiem po co ten NOSPAM. Pewnie większość z Was o tym wie, ale niektórzy się
        nabierają. Gdybyście chcieli napisać bezpośredno do mnie piszcie więc na ten
        adres. Andrzej.
    • aenne Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 06.08.03, 16:56
      wiesz co moze wroce na weekend wyspac sie i w ogole schowac w domku w razie
      czego napisze w piatek wieczorem jeszcze pomysle
      pozdrawiam
    • aenne Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 06.08.03, 16:57
      aha a tak w ogole to przepraszam ze sie nie przedstawilam anna jestem
    • aenne Re: Szukam bratniej duszy z Warszawy. 06.08.03, 17:48
      ha ha jakbys mial kompulsywnosc czynnosciowa, tobys raczej wiedzial. czynnosci
      przymusowe, i do tego wykonywane w okreslonych "warunkach", ktore ci ustala
      twoj kompulsywny demon. legendarne i najbardziej kojarzone z ta choroba mycie
      rak, ale nie tylko, skad, to by bylo za fajnie. jak bylam mala, to mialam k.
      myslowa - mysli natretne, ktorych nie mozesz sie pozbyc, przychodza co pare
      minut przez cale miesiace. przewaznie po dwoch miesiacach wyznawalam je mamie,
      ale czasem nie moglam, np. jak mi sie zdawalo, ze wezme najwiekszy noz i ja
      zabije - a to polega na tym, ze wydaje ci sie, ze naprawde to zrobisz! na ogol
      dotycza erotyki, bolu, okrucienstwa, bluznierstwa. "bluznilam" tez, a jakze.
      jak mialam czternascie lat, to wpadl mi w rece artykul z "wiedzy i zycia" o tej
      chorobie. dotychczas uwazalam, ze jestem po prostu podla i nikt z moich
      znajomych nie podalby mi reki, gdyby o tym wiedzial. ten kierat i niewolnictwo,
      o rany, w jakie cie wpedza kompulsywnosc! gdybym mogla wybierac, wolalabym
      bulimie. moje natrectwa umozliwiaja mi zasniecie. po wnikliwej samoobserwacji
      doszlam do wniosku, ze to u mnie forma depresji. m o j a L e t a p l y n i
      e z k r a n u. poezja kompulsywna nowa forma literacka (przy "a" w trzech
      ostatnich slowach dopisz ogonki).
      dawaj zdjecie, dawaj!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka