12.02.08, 18:48
Sledze forum od dluzszego czasu, ale wpisuje sie po raz pierwszy.
Mam fobie spoleczna od ukonczenia podstawowki ok. 15 lat. Wczesniej
wystepowalam na apelach przed cala szkola i moglam wszystko. Szkola
srednia to byl szok i dziwie sie jak ktos pisze, iz zmiana otoczenia
pomaga. Ja sie tego panicznie boje. Mam swoja prace, swoich
znajomych, jak mozna zmienic prace z fs ? Dla mnie to nierealne :(
Tu gdzie jestem czuje sie bezpiecznie i daje sobie rade. Ale to
dawanie rady mnie wykancza, czasem tak sie stresuje, pewnie sami
wiecie jak to jest. Usmiecham sie, patrze w oczy, staram sie ladnie
cos komus tlumaczyc, sprzeciwiam sie jak trzeba, ale w srodku ja sie
cala trzese, czuje cieplo i goraco, czasem sie wrecz dusze, brak mi
powietrza. Jednak ciagle pieknie patrze komus w oczy i udaje twarda.
Malo tego niektorzy sie na to nabieraja, inni ktorzy mnie widza
mowia, ze nie widac po mnie napiecia (pewnie sa slabymi
obserwatorami). Te objawy to tylko w skrocie, od plam czerwonych ze
zdenerwowania, drzenia rak, drzenia glowy, uczucia zimna i goraca,
duszenia sie, szybkiego bicia serca, przewracania w zoladku po w
skrajnych przypadkach paralizujacy lek, ktory zmusza do ucieczki,
ale czasem nie mozna uciec, schowac sie, trzeba zostac, ale chce sie
plakac i walic glowa o sciane ze nie mozna normlanie z kims
porozmawiac, czegos zalatwic. Preciez wiem, ze nie zawzse musze
wypasc dobrze, jestem tylko czlowiekiem, ze ludzie nie chca mi
zrobic krzywdy, ze to zwykla rozmowa, guzik to daje !!! Nie sadzcie
ze jest ze mna zawsze zle. Czasem mam dobry dzien, ide dumnie po
miescie i czasem tylko jak spotkam kogos niespodziewanie jest
panika. W sytuacji stresowej sie mobilizuje i sobie radze, przy
luznej rozmowie jest dramat. Pracuje, skoneczylam studia, mam
przyjaciol, znajomych, ale ile mnie to kosztuje czasem to tylko ja
wiem. Imprezuje bo alkohol pomaga, oczywiscie w pewnych
ograniczonych ilosciach. Bo jak wiadomo kontrola musi byc, na kazdym
kroku ! Nie mam juz sily, chociaz teraz nie jest zle. Jestem
opytymistka i wciaz (15 lat..) wierze, ze ebdzie lepiej, jutro, za
tydzien.. Nie mam depresji, tylko te leki, wlasciwie tylko jeden -
lek przed ludzmi. Zebrania to jakis koszmar, siedze jak trusia,
chociaz raz mialam super dzien i w nerwach, ale rozgadalam sie przed
grupa 10 osob [ale znam ich dobrze] - dla mnie to sukces. Zyje tak,z
e nikt by nie powiedzial, ze mam problem. Zrobilam wiele w zyciu i
jestem dosyc aktywna otaczajac sie ludzmi ktorych znam i udajac
odwazna. Ale w srodku sie spalam. Problem wielki - faceci -niby sa,
ale to taki stres, zmiany - zmiana pracy. Bralam juz jakies leki,
generalnie nie pomagaja, ale nie poddaje sie i chce cos nowego
wyprobowac. Psychoterapia odpada - jak tu wziac udzial w dyskusji w
grupie ??? obcych osob ? chyba bym umarla. Ale czasami musze dawac
sobie rade w grupie osob i daje rade, ale jak mowie nie mam juz
czasem sily. Ta fobia to jakis potwor, tydzien jest super, potem
wszystk daje w leb i najchetniej zaszylabym sie w 4 scianach.
Jednaknigdy tego nie robie, bo mimo wszystko lubie ludzi i chce byc
blisko nich. Wiem, ze sa gorsze przypadki niz moj, bo sobie daje
rade. Ale przez pewne sprawy nie przebrne - kolacja z rodzicami
mojego faceta - wykluczone : luzna rozmowa, w zupelnej ciszy , lyzki
obijajace sie o talerze, wrzok wbity we mnie, horror ! Bylabym
czerwona, bliska wpadniecia serca z klatki piersiowej, bliska
uduszenia i histerii. Ale wiecie co - przesiedzialabym u nich ile
trzeba. Ale jaki to ma sens ? Ile mozna sie tak mordowac ??? Potem
wracac i ryczec w poduszke i pytac w powietrze czemu tak sie dzieje,
czemu musze sie tak meczyc. To mili ludzie, luzna rozmowa, a ja nie
umiem, nie potrafie...
Sylwia
ps. jutro znow pojde do pracy usmiechnieta, zrobie moze nawet dobre
wrazenie, pojde z kims do kina i zadzwonie do znajomej - normalny
dzien zdrowej osoby, ale to tylko cholerne pozory !!!!!!!
Obserwuj wątek
    • malte1 Re: O mnie 12.02.08, 19:34
      to ja tez sie pod tym podpisze.

      i to by...bylo tyle z mojej strony.
    • pioter271 Re: O mnie 12.02.08, 21:20
      napisałas: ps. jutro znow pojde do pracy usmiechnieta, zrobie moze
      nawet dobre
      > wrazenie, pojde z kims do kina i zadzwonie do znajomej - normalny
      > dzien zdrowej osoby, ale to tylko cholerne pozory !!!!!!!

      musze przyznać, że w tym względzie mam tak samo..cholerne
      pozory...pozdrawiam serdecznie. 3maj sie. Bedzie dobrze :-)
    • tiktak100 Re: O mnie 12.02.08, 23:26
      Eh, znam uczucie stresu jaki opisujesz, jak każdy z nas tutaj
      piszących, ale twoje ostatnie zdanie, eh.... jak ja bym sobie czasem
      wyszedł do kina, albo na spacer ( na jakąs niealkoholową imprezę )..
      ale sie nieda... Czasem nawet trudno jest stwarzać pozory, jest tyle
      rozrywek, tyle ciekawych miejsc, tyle rzeczy które chciało by sie
      zrobić... tyle ZWYKŁYCH rzeczy...
      A co do partnerów, ja mam akurat tak, że adorantek i dziewczyn mnie
      podrywajacych jest naprawdę sporo ;/ ale jak komuś wytłumaczyc, ze
      to niema sensu.. przyznać się do fobii i liczyć na łaskę lub w 90%
      wyśmianie, zdystansowanie? Chciałbym z kimś być i miał bym z kim,
      ale to naraziło by mnie na jeszcze większy stres, którego sobie i
      potnecjalnym partnerom wolę darować...
      • escaper69 Re: O mnie 13.02.08, 13:57
        tiktak100 napisał:

        > A co do partnerów, ja mam akurat tak, że adorantek i dziewczyn
        mnie
        > podrywajacych jest naprawdę sporo ;/ ale jak komuś wytłumaczyc, ze
        > to niema sensu.. przyznać się do fobii i liczyć na łaskę lub w 90%
        > wyśmianie, zdystansowanie? Chciałbym z kimś być i miał bym z kim,
        > ale to naraziło by mnie na jeszcze większy stres, którego sobie i
        > potnecjalnym partnerom wolę darować...


        mam dokładnie tak samo, ale stres jest wtedy tak przeogromny ze
        wręcz paralizujący, wiec musze sobie zawsze odpuscic. Szkoda mi tych
        laseczek, ktore czasem cierpią ze je odrzucam(tak naprawde to ja sie
        boje odrzucenia->gdyby wyszło na jaw ze mam fs) i myślą ze mi sie
        nie podobają. Ale takie musi byc zycie fobika->samotne i pojebane, a
        do tego jutro całe miasto w walentynkowym shit'cie, pełno par
        manifestujących swoje uczucia itp. zawsze wtedy czuje sie jak mega
        odmieniec i wkurwienie bije ode mnie na kilometr
    • sirranka Re: O mnie 12.02.08, 23:55
      Phi... Zazdroszczę Ci.

      Ja nawet udawać nie umiem. Wszystko po mnie widać. Wszyściutko..
      dziwne miny, nieśmiałość, strach w oczach, sztuczne miny.
      Kiedyś koleżanka (której nawiasem mówiąc nigdy nie zwierzałam sie że mam fobie
      czy jakikolwiek problem) śmiała się bez przerwy z byle czego a do mnie w pewnej
      chwili mówi: "Jak Cie widze to aż czuję ten lęk" i uśmiecha sie do mnie pełną gębą.
      Myślałam że sie potne wtedy.
      Ja nie umiem o nic walczyć. Zazwyczaj ludzie mnie traktują jak powietrze albo
      gapią sie jak na UFO.
      • fobikspoleczny Re: O mnie 13.02.08, 21:07
        Po mnie też niestety widać.
        Ja też zupełnie nie umiem udawać - nie posiadam tego, co można
        nazwać " maską ".
        Do pracy codziennie idę "wkurwiony" ( i wcale tego nie kryję ); w
        pracy jak ktoś jest nowy, to czasami myśli, że jak jestem "
        milczek " - to można po mnie "jechać" itp. I to jest tak, że raz po
        mnie pojedzie - ja nie reaguję , drugi - też nie reaguję ( tłamszę w
        sobie emocje, ale one narastają ); aż za którymś razem "wybucham" i
        wtedy " krótka piłka i nie ma, że boli " - emocje biorą górę nad
        rozumem, a ten ktoś- zaskoczony moją reakcją - wymięka i zaczyna na
        mnie " uważać ".
        A poza pracą - niestety nie chodzę na basen, do kina - czasami tylko
        do pubu, no i później " gdzieś się poszlajać na hawirze " - ale musi
        być wtedy "mocnoprocentowo".
        Tak siedzieć tylko bezalkoholowo w kółeczku i piepszyć o
        głupotach... zupełnie nie dla mnie - tymbardziej, że ludzie wokół
        mne stają się coraz bardziej dorośli, a ja chyba jestem dalej małym
        dzieckiem. Jak zaczynają piepszyć o kupnach np. mikrofal, albo
        terakoty do przedpokoju, albo o takich zupełnie przyziemnych
        sprawach, to zaraz zaczyna mi się nudzić i robi mi się sennie.

        • sylwkasz Re: O mnie 14.02.08, 18:42
          czy wy cos bierzecie, jakies leki ???
          ja mam taki problem, ze w tym wszystkim jestem okopną optymistka i
          wciaz mam nadzieje, ze jutro, za miesiac, za dwa, ze mi przejdzie.
          Dlugo sie nie leczylam, ale to nie przechodzi.. a nie mam
          najmniejszego zamiaru z tym zyc. Nie mam zamiaru przez to gowno
          tracic mojego zycia, zaprzepascic szansy na milosc, kariere. Wiele
          rzeczy mnie ominelo, nie chce tak wiecej !
          od poniedzialku zaczynam leczenie, trzymajcie kciuki. Nie wierze ze
          nic nie zadziala, so swietne leki, coraz lepsze. Jak nei ten, to
          nastepny. I jak bedzie trzeba to bede go brala 10lat!!! bo bez tego
          nie zyje sie w pelni, a ja chce zyc, zycie jest za krotkie zeby sie
          chowac, zeby sie bac...
          przepraszam, jesli was tylko rozzloscilam, moze wy juz dawno sie
          leczycie, a ja tu wyskakuje z takim optymizmem podszytym agresja.
          Musi byc dobrze i ja w to wierze, jak nie dzis, to innego dnia...
          ps.
          za wszystkich ktorzy w dzisiejszym dniu siedza sami pije zubrowke i
          wasze zdrowko ! mam nadzieje, ze to ostatnie walentynki, ktore
          spedzam sama. nie mam 15 lat tylko 28.. i smutno dzisiaj samemu.
          chociaz smieje sie, ze to komercyjne, glupie swieto, to i tak
          smutno.. Wasze zdrowie !
          • emil80 Re: O mnie 14.02.08, 19:47
            sylwkasz napisała:

            > czy wy cos bierzecie, jakies leki ???
            Ja żadnych leków na razie, ale coraz częściej się zastanawiam czy nie zacząć.
            Czasami myślę, że już nic z tego nie będzie, a czas leci.

            > ja mam taki problem, ze w tym wszystkim jestem okopną optymistka i
            > wciaz mam nadzieje, ze jutro, za miesiac, za dwa, ze mi przejdzie.
            > Dlugo sie nie leczylam, ale to nie przechodzi.. a nie mam
            > najmniejszego zamiaru z tym zyc. Nie mam zamiaru przez to gowno
            > tracic mojego zycia, zaprzepascic szansy na milosc, kariere. Wiele
            > rzeczy mnie ominelo, nie chce tak wiecej !
            No ja to raczej jestem pesymistą (czytaj: dobrze poinformowany optymista), ale
            nadzieja jeszcze we mnie nie umarła. Szarpie się coraz bardziej, ale na razie
            nic. Nie chcę tak dalej żyć, bo co to za życie.

            > ps.
            > za wszystkich ktorzy w dzisiejszym dniu siedza sami pije zubrowke i
            > wasze zdrowko ! mam nadzieje, ze to ostatnie walentynki, ktore
            > spedzam sama. nie mam 15 lat tylko 28.. i smutno dzisiaj samemu.
            > chociaz smieje sie, ze to komercyjne, glupie swieto, to i tak
            > smutno.. Wasze zdrowie !
            A ja się nawet nie przymusiłem, żeby kupić dziś piwko. Za parę miesięcy też
            kończę 28 lat i jak patrzę wstecz to płakać mi się chce. Ale na 30 urodziny
            muszę przynajmniej jakoś sobie ułożyć życie i poczuć się szczęśliwym. Bo jeśli
            nie teraz zacznę żyć to kiedy ????????
            • fobikspoleczny Re: O mnie 14.02.08, 20:27
              A ja w maju skończę 29 latek.
              Jeśli chodzi o moje życie, to jestem raczej " niespełnionym
              marzycielem ", ale jesli chodzi o fobię, to nie widzę innego
              wyjścia, jak tylko ją pokonać.
              Płakać przecież nie usiądę - i tak każdy dzień daje mi okazję do
              płaczu; położyć się i leżeć - też nie... po jakimś czasie robi się
              nie wygodnie.
              Można tylko próbować iść do przodu, bo za plecami i tak mur "
              ostateczny ".

              Mam w domu dobre winko ( rocznik 97 ).
              I powiedziałem sobie, że dopiero je otworzę, jak poczuję się dobrze
              ( tak naprawdę i trwale ) ze samym sobą w każdej sytuacji.

              Ach... jesteśmy mniejwięcej w tym samym wieku... (
              przed "trzydziechą").
              Dziwne to uczucie widzieć kolegów z podwórka idących spacerem z
              bachorkami i fajnymi żonkami.
              Dziwne to uczucie patrzeć, jak się rozwijają, kupują, remontują,
              sprzedają... słowem "ŻYJĄ".
              Wiem doskonale, co czujecie...
              Życie spierdala Wam przez palce w zastraszającym tempie, a stojąc w
              miejscu - cofacie się.
              Ja też to czuję.
              I wiem czego się najbardziej boicie...
              ...Niespełnionego życia!!!...
              Tego, że kiedyś na starość powiecie sobie - rozmyślając nad swoim
              życiem - że było ono niestety do dupy.
              Też się tego boję, ale niedopuszczę, aby "ten wariant przeznaczenia"
              zwyciężył w moim umyśle.

              Wasze zdrowie!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka