czekolada_z_orzechami
17.04.08, 06:41
Ostatnio znów zaczęłam tu zaglądać. Bo jest fatalnie.
Na uczelni ch**owo. Zaliczenie goni zaliczenie. Cudem się prześlizguję z pisemnych. Na ustne nie chodzę, mam spore zaległości.
Zaczęłam jeść i znów przytyłam. Dzwoniłam do psychologa w sprawie zaburzeń odżywiania. 70zł za godzinę. Tygodniowo i długa terapia.
Pogoda depresyjna. Nie śpię po nocach, a jak już zasnę wybudzam się o 4 i wstaję.
Mam straszne problemy z pamięcią. Improwizuję z myśleniem. Nie potrafię się skupić na 2 linijkach tekstu, zaraz wszystko zapominam.
Nie mogę się uczyć. Mam ataki drgawek i lęków.
Przypomniała mi się sytuacja sprzed roku kiedy w nocy dostałam ataku. Nie miałam nawet Xanaxu.
Przyjechało pogotowie. Dostałam bolesny zastrzyk hydroksyzyny w dupe i opieprz od lekarza "depresja? jaka depresja?! znaleźć dziewczynie zajęcie, komputer, koleżanki". Myślałam,że zwariuje. Boję się lekarzy z pogotowia.
Poszłam do spowiedzi. Ksiądz kazał wybrać się do egzorcysty.
A ja mam zaburzenia odżywiania, myśli samobójcze, studia,które mi się sypią i kochającego chłopaka.
Niedobrze mi.
Czekam na zbawienie. Najpewniej go unikam. Niechybnie. Bez wysiłku chcę odejść - odejdź.