depresja4
03.10.03, 14:07
W zasadzie wszystko jest OK. Mam kochającego mnie męża, zdrowe dziecko,
finansowo mimo jakiś tam długów nie jest najgorzej, ale mimo to czuję się
fatalnie.
Jakiś czas temu rozwiązali firmę w której pracowałam 5 lat, nie był to dla
mnie jakiś szok ponieważ wyniki finansowe od dawna wskazywały, że do tego
dojdzie, a poza tym nie lubiłam tej pracy, więc w sumie cieszę się, że już
tam nie pracuję.
Bardzo chciałabym być tłumaczem, ukończyłam wcześniej ekonomie teraz studiuję
na 3 roku filologie zaocznie, lubię tłumaczyć, lubię kontakty z nowymi
ludźmi, ale wiem, że żeby być dobrym tłumaczem muszę się temu poświęcić, dużo
uczyć we własnym zakresie. Nie zależy mi na ukończeniu tych studiów dla
samego papierka, ale po to, aby rzeczywiście być dobrym w tym zawodzie. Mój
mąż niby to rozumie, mówi, że wierzy we mnie, że na pewno mi się uda. Ale
wydaje mi się, że są to tylko słowa. Mimo, że jest czuły, kochający czuję, że
nie jest do końca tak jak mówi.
Problemem są oczywiście pieniądze, zawsze mieliśmy 2 pensje, teraz żyjemy z
jednej i absurd ale nasze długi są mniejsze.
Owszem mogłabym iść do pracy, w końcu mam doświadczenie, wykształcenie i
dobrze znam 2 języki obce, ale tak naprawdę tego nie chcę. Obawiam się, że
jeśli pójdę do pracy to zrezygnuję z marzeń o zostaniu tłumaczem. Chodzi mi
głównie o czas potrzebny na naukę. Praca ok. 10 godzin dziennie + dojazd to w
domu jestem około 19-20, dziecko cały czas u babci , spragnione kontaktu ze
mną, do tego proza życia (pranie, prasowanie, gotowanie mimo, że robimy to
wspólnie to i tak zajmuje mi to dużo czasu) i już jest 23-24 godzina,
odrobienie trochę zadań na studia i tak będą mijać tygodnie. Już przerabiałam
ten schemat przez ostatnie 5 lat, wiem jak było ciężko. Ale mąż mówi, że
takie jest życie.
Ale ja nie chcę, aby moje życie było takie, ciągle takie same, w kółko ten
sam schemat.
Wiem, że jako tłumacz mogłabym w większym zakresie samodzielnie kształtować
mój dzień pracy.
CHCIAŁABYM, ABY MÓJ MĄŻ „DAŁ” MI ROK. Rok, który pozwoli mi na przybliżenie
się do mojego marzenia. Piszę dał ponieważ całe utrzymanie domu będzie wtedy
spoczywało na nim, ale wiem, że jestem w stanie skromnie żyć, zrezygnować z
wielu rzeczy, aby zrealizować mój cel.
Teraz siedzę w domu, mam tygodnie w których na naukę poświęcam ok. 12 godzin
dziennie i wtedy czuję się rewelacyjnie, ponieważ wiem, że jestem bliżej
celu, który zaplanowałam osiągnąć. Ale niestety bywają tygodnie w których nic
nie robię, nie dbam o siebie, nie ćwiczę, nie uczę się, ponieważ boję się, że
sobie nie damy rady finansowo. Po podliczeniu wydatków wiem, że starczy nam
na skromne życie, więc dlaczego ja się tak strasznie boję. Mąż niby nie
zmusza mnie abym rozpoczęła pracę, ale wiem , że nie jest w stanie „dać” mi
tego roku, wiem ,że też się boi, że też nie wie jak będzie. Nie mam do niego
o to pretensji, ale chciałabym, aby uwierzył we mnie. Ten rok potraktował
jako czas „inwestycji”, która na pewno zaowocuje w przyszłości. Nawet jeśli
nie zostanę profesjonalnym tłumaczem, to będę znała biegle 2 języki.
Ja wiem , że on we mnie wierzy TYLKO, że ja nie WIERZĘ W SIEBIE. Łatwiej jest
zrezygnować, niż przejść przez trud przygotowań.
TA DEPRESJA DOPROWADZA MNIE DO SZAŁU.
Dla większości moje problemy wydadzą się pewnie śmieszne, ale ja nie potrafię
sobie z nimi radzić, JAK MAM ODZYSKAĆ WIARĘ W SIEBIE?
Gosia