Dodaj do ulubionych

mam już dośc - pomóżcie!

13.04.09, 14:28
Witam serdecznie,

Czytam i czytam wasze posty i w końcu postanowiłam sama napisać. Nie
wiem czy powinnam udać się do terapeuty? Jak narazie udaje mi się
przykrywać swój prawdziwy nastrój głupim usmiechem ale powoli czuję,
że nie daję rady.
Mam męża i cudowną 4 letnią córeczkę, budujemy dom, oboje mamy pracę
i na pozór wszystko wydaje się super. Niestety tak nie jest. Oboje z
mężem jesteśmy jedynakami, jego rodzice są po rozwodzie i jak to
zwykle bywa mój układ z teściową nie jest najlepszy. Mój mąż jest
rozwodnikiem, z poprzednią żoną był rok i ma z nią jedno dziecko. Ze
mną jest już 6 lat ale jego matka nigdy nie zaakceptowała faktu jego
rozwodu i cały czas daje mi do zrozumienia, że jestem tą drugą...
nie będę tu się rozpisywać ile przykrych rzeczy od niej zaznałam bo
to temat na dłuższe wywody. Mój ojciec nienawidzi mojego męża i to
dosłownie. Każde święta to dla mnie droga przez mękę. Wczoraj przy
świątecznym stole doszło do takiej awantury, że mąż po prostu nie
wytrzymał i powidział mojemu ojcu co o nim myśli. Ja wiem, że ma
rację i cała rodzina to wie. Całe życie takie było, przez cały czas
żyłam w ciągłym strachu i w obawie czy mój ojciec będzie zadowolony
z moich decyzji. I nawet teraz kiedy jestem już tyle lat po ślubie
on dalej potrafi wyprowadzić mnie z równowagi i dąży do tego żebym
się rozwiodła. Nie mam siły z tym wszystkim walczyć i najgorsze jest
to że cierpi na tym nasze małżeństwo. I wiem, że pewnie powiecie, że
powinniśmy olać ojca i olać teściową ale będąc jedynakami mamy taką
ogromną potrzebę stworzenia takiej prawdziwej rodziny, gdzie byłoby
miejsce dla każdego. Tutaj chyba nie da rady. Mój mąż nie jest
święty ale nie jest też zły, jest dobrym ojcem, stara się. Najgorsze
w tym wszystkim jest to, że ja powoli uciekam, coraz częściej chcę
być sama, zamykam się w sobie. Nie potrafię się cieszyć tym co mam,
mam wrażenie, że cały czas ktoś czegoś ode mnie oczekuje. Mąż ma
pretensje, że ciągle jestem smutna, że za mało mu okazuję uczucia a
ja po prostu nie mam siły, czuję jakbym była w jakimś zawieszeniu,
mam myśli żeby zabrać dziecko i gdzies pojechać na kilka dni... a
może na zawsze, ale co to zmieni... to tylko ucieczka jak na dłuższą
metę można tak żyć? Nie jestem szczęśliwa a przecież nic nie stoi na
przeszkodzie, żebym była.

Trochę się wygadałam, sorry że tak długo ale chyba nie umiem
poradzić sobie sama.
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: mam już dośc - pomóżcie! 13.04.09, 15:29
      W kazdym zyciu znajdziesz wiele rzeczy z ktorych mozna sie cieszyc i
      wiele rzeczy ktore rania, przynosza epizody depresyjne,
      zniechecenie.
      Ty masz cudowna Coreczke, masz Meza ktorego kochasz ale masz rowniez
      problemy z tesciowa i Ojcem.
      Z tego co piszesz wynika ze skupiasz sie na tych negatywnych
      problemach a nie wiele czasu poswiecasz tym dobrym.
      Jakie ma znaczenie co mowi Twoja tesciowa albo Ojciec, po co to
      przezywac i tworzyc epizody depresyjne. Kiedy o tym myslisz tracisz
      radosc, pograzasz sie w smutku i stajesz sie nieszczesliwa.
      Zamiast tego zajmnij sie Corka, ono przynosi wiele radosci i sensu,
      okazuj wiecej uczucia Mezowi, po prostu probuj zyc radoscia a nie
      smutkiem.
      Kiedy nakrecasz smutek i strach wtedy tworzysz epizody depresyjne
      ktore moga sie zakonczyc depresja. Wokol Ciebie jest wiele radosci i
      milosci, zyj tym a znikna Twoje problemy.
      Serdeczne pozdrowienia.



    • bertrada Re: mam już dośc - pomóżcie! 13.04.09, 16:12
      Skoro czujesz się przygnębiona i masz wszystkiego dość, to faktycznie może to
      być objaw depresji. I dlatego warto skonsultować się z psychiatrą.
      Natomiast zupełnie inną sprawą jest to, że dotąd żadne z was nie odcięło
      pępowiny. To nie jest normalne, żeby dwa stare konie przejmowały się fochami
      rodziców. To już zdrowe dziecko jest w stanie potraktować swoich starych na
      zasadzie huc se ta huc a ja i tak swoje zrobię. Być może to wasze zachowanie
      jest jakimś objawem zaburzeń osobowości albo jakiejś niedojrzałości
      emocjonalnej. A może nawet zaburzeń lękowo-depresyjnych.
      Mimo wszystko wydaje mi się, że sami sobie z tym nie poradzicie i naprawdę
      potrzebujecie specjalistycznej pomocy. I to obydwoje a nie Ty sama.
      • lucyna_n Re: mam już dośc - pomóżcie! 13.04.09, 18:14
        jak to łatwo powiedzieć, cóż.. gadanina nic nie kosztuje.
        • marty_nike Re: mam już dośc - pomóżcie! 13.04.09, 18:41
          Suzi czy probowalas rozmawiac z Twoim ojcem na ten temat,mowilas mu jak sie
          czujesz i do czego prowadza te wojny,a Twoj maz rozmawial z matka?Moze trzeba im
          uswiadomic jaka robia Wam krzywde bo byc moze oni nie zdaja sobie z tego sprawy.
          Nie wiem jak i czym zaczynaja sie te klotnie ale moze sprobujcie zmienic taktyke
          i kiedy czujecie ze ojciec lub tesciowa "uderza" zignorujcie to co
          mowia,zmiencie temat,nie podsycajcie atmosfery do klotni.
          Ja osobiscie w takich wypadkach zaprzestalam wizyt u tesciowej,z wizyta do niej
          chodzil tylko maz.Skutek byl taki,ze tescioa zaprzestala swoich docinkow a
          przychodzac do nas na urodziny nawet jesli byly to urodziny jej syna czy wnukow
          przynosila mi bukiet kwiatow.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka