suzi27
13.04.09, 14:28
Witam serdecznie,
Czytam i czytam wasze posty i w końcu postanowiłam sama napisać. Nie
wiem czy powinnam udać się do terapeuty? Jak narazie udaje mi się
przykrywać swój prawdziwy nastrój głupim usmiechem ale powoli czuję,
że nie daję rady.
Mam męża i cudowną 4 letnią córeczkę, budujemy dom, oboje mamy pracę
i na pozór wszystko wydaje się super. Niestety tak nie jest. Oboje z
mężem jesteśmy jedynakami, jego rodzice są po rozwodzie i jak to
zwykle bywa mój układ z teściową nie jest najlepszy. Mój mąż jest
rozwodnikiem, z poprzednią żoną był rok i ma z nią jedno dziecko. Ze
mną jest już 6 lat ale jego matka nigdy nie zaakceptowała faktu jego
rozwodu i cały czas daje mi do zrozumienia, że jestem tą drugą...
nie będę tu się rozpisywać ile przykrych rzeczy od niej zaznałam bo
to temat na dłuższe wywody. Mój ojciec nienawidzi mojego męża i to
dosłownie. Każde święta to dla mnie droga przez mękę. Wczoraj przy
świątecznym stole doszło do takiej awantury, że mąż po prostu nie
wytrzymał i powidział mojemu ojcu co o nim myśli. Ja wiem, że ma
rację i cała rodzina to wie. Całe życie takie było, przez cały czas
żyłam w ciągłym strachu i w obawie czy mój ojciec będzie zadowolony
z moich decyzji. I nawet teraz kiedy jestem już tyle lat po ślubie
on dalej potrafi wyprowadzić mnie z równowagi i dąży do tego żebym
się rozwiodła. Nie mam siły z tym wszystkim walczyć i najgorsze jest
to że cierpi na tym nasze małżeństwo. I wiem, że pewnie powiecie, że
powinniśmy olać ojca i olać teściową ale będąc jedynakami mamy taką
ogromną potrzebę stworzenia takiej prawdziwej rodziny, gdzie byłoby
miejsce dla każdego. Tutaj chyba nie da rady. Mój mąż nie jest
święty ale nie jest też zły, jest dobrym ojcem, stara się. Najgorsze
w tym wszystkim jest to, że ja powoli uciekam, coraz częściej chcę
być sama, zamykam się w sobie. Nie potrafię się cieszyć tym co mam,
mam wrażenie, że cały czas ktoś czegoś ode mnie oczekuje. Mąż ma
pretensje, że ciągle jestem smutna, że za mało mu okazuję uczucia a
ja po prostu nie mam siły, czuję jakbym była w jakimś zawieszeniu,
mam myśli żeby zabrać dziecko i gdzies pojechać na kilka dni... a
może na zawsze, ale co to zmieni... to tylko ucieczka jak na dłuższą
metę można tak żyć? Nie jestem szczęśliwa a przecież nic nie stoi na
przeszkodzie, żebym była.
Trochę się wygadałam, sorry że tak długo ale chyba nie umiem
poradzić sobie sama.