jadowita71
02.04.13, 18:38
przyjechał. Jak co roku. Starszy syn - dystans, córka trzynastolatka czeka. Dzień, drugi. Tatuś dzwoni, że nie przyjedzie - czytaj nie zobaczy się z dziećmi wcale. Bo ma letnie opony i 10 km nie przyjedzie. Amen. Nadmieniam, iż przyjechał na święta do aktualnej teściowej z aktualną żoną ok 400 km. Na tychże oponach chyba, bo jak? I, że tak jest praktycznie zawsze. Czasem wyskrobie z dwutygodniowego urlopu 2 godziny, a córce podarował w zeszłym roku pudełko tic-taców. To nie żart, ma je do dziś.
Jak wywołać uśmiech na smutnej buzi? Jak wytłumaczyć i czy usprawiedliwiać go znowu?
Gdzie u licha są Ci ojcowie, walczący o prawa do opieki nad dziećmi??