mader1 Re: Chrzest Wasz lub Waszych dzieci 23.07.04, 15:36 Wyjezdzam i juz jestem " na walizkach", ale chetnie poczytam po powrocie. Jak to bylo. Jak Wy protestanci przezywaliscie ten dzien ? Jak Wy ( My) rodzice katoliccy przezywalismy ten dzien naszych dzieci ? Odpowiedz Link
isma Re: Chrzest Wasz lub Waszych dzieci 23.07.04, 17:14 Mamy odrobine niedosytu... Wiec tak. Ochrzcilismy Miniature, jak miala 11 miesiecy. W zimie nie chcielismy, albowiem dziecie bylo chorowite od zawsze, potem czekalismy na dogodny dla rodzicow chrzestnych termin. Bo rodzicow chrzestnych wybralismy sobie pieczolowicie. Oboje sa bardzo gleboko wierzacy, madrzy, uczciwi, i chcialabym, zeby Minia mogla brac z nich przyklad. Troche smiechu przy okazji bylo, bo dalsza rodzina przebakiwala to i owo o zabobonach typu, ze rodzice chrzestni nie moga byc malzenstwem - a byli juz narzeczonymi. No, to ochrzcilismy dziecie trzy tygodnie przed ich slubem )) Chrzest byl tasmowy, w parafii nie chcieli sie zgodzic na osobny. Co niestety troche wplynelo na powage chwili - Minia byla bez zarzutu, ale piecioro czy szescioro pozostalych znacznie mlodszych niemowlakow zachowywalo sie w sposob swemu wiekowi wlasciwy )). Homilia byla bardzo piekna, wlasciwie raczej do rodzicow skierowana, o sensie ponawiania wyboru wiary. Z okazji chrztu dostala tylko Biblie. Zadnej kasy, zadnej bizuterii )) A "przyjecie" bylo na osob siedem, wliczajac w to Minie. Fakt, bylo w tzw. lokalu, tj. w ogrodku wiejskiej karczmy - ale to li tylko z tego wzgledu, ze nasze wlasne salony o powierzchni 36 metrow kwadratowych w sumie z trudem mieszcza wiecej niz piec osob na jeden raz. Alkoholu nie bylo, troche z wyboru, troche z koniecnzosci - wodki nie pijemy, a wino akurat nie nalezy do specjalnosci wybranego przez nas przybytku sztuki kulinarnej. Zreszta w gronie trzech kierowcow, jednej karmiacej i jednego dziecka niewielu biesiadnikow by sie na jakiekolwiek procenty skusilo )) Odpowiedz Link
direta Chrzestni a zabobony 14.09.06, 20:18 isma napisała: > Troche smiechu przy okazji bylo, bo dalsza rodzina przebakiwala to i owo o > zabobonach typu, ze rodzice chrzestni nie moga byc malzenstwem - a byli juz > narzeczonymi. No, to ochrzcilismy dziecie trzy tygodnie przed ich slubem )) A my swiadomie i dobrowolnie wybralismy na chrzestnych osoby nie z rodziny (tzn nie spokrewnione z żadnym z nas) i do tego będące od paru lat małżeństwem. Nie z rodziny, bo ja też miałam chrzestnych niespokrewnionych (znajomi rodziców ze studiów) i bardzo to sobie chwaliłam. Uważam "od zawsze" że zamykanie się w gronie rodzinnym zubaża rodzinę i kisi ją we własnym sosie, poza tym chrzestni z rodziny są często chrzestnymi formalnymi. Widziałam to wielokrotnie i na wielu przykładach. Natomaist chrzestni niespokrewnienie stają się w ten sposób częścią rodziny, co poszerza i rodzinę i serca. Zawsze odkąd pamiętam bardzo mnie dziwiło kiedy koleżanki się dziwiły, że moi chrzestni nie są ani rodzeństwem mamy, ani taty, ani jakąś ciotką czy kuzynką. To tyle w kwestii rodzinnej. Natomiast w kwestii małżeńskiej - ponieważ nie bardzo mi w dzieciństwie pasowało, że chrzestna matka i chrzestny ojciec nie są małzeństwem, chociaż moja mama i mój tata są małżeństwem i każda mama plus tata to małżeństwo, pomijając przypadki bolesnych rozdarć (tak to mniej więcej w dzieciństwie odbierałam, jako rodzaj rany na rodzinie)więc postanowiłam zafundować swojemu dziecku chrzestnych z prawdziwego zdarzenia, czyli małżeństwo. Więc mój ma i chrzestną mamę i chrzestnego tatę i nawet dwóch chrzestnych braci, jednego starszego i jednego młodszego. Tak sobie myślę, że owe zabobony mają podstawę jak najbardziej materialną - po prostu małzenstwo da jeden prezent, a jesli kazdy chrzestny jest osobny i nie kontaktujący sie ze swoją "połówką", to prezenty będą dwa Odpowiedz Link
marzek2 Re: Chrzest Wasz lub Waszych dzieci 23.07.04, 23:45 A ja mało skomplikowana protestatka byłam (i tak mi chyba zostało ): nawróciłam się, dziewczyna, która spotykała się ze mną i siostrą na tzw "małej grupie" opowiedziała nam, jakie jest biblijne znaczenie chrztu na wyznanie wiary, brzmiało to sensownie więc... zdecydowałam się ochrzcić ) Moja siostra też, z jedną małą różnicą, że ja jednocześnie z chrztem przyjmowałam członkostwo w zborze (do tego zazwyczaj zachęca się w zborach nowo-nawróconych tzw "katechumenów" czyli tych, co będą ochrzczeni), moja siostra się uparła, wręcz nie poddała prawie presji i "tylko" się ochrzciła. W tym czasie odwiedziała również inną wspólnotę protestancką i nie była zdecydowała gdzie chce "należeć". Członkostwo u nas przyjęła chyba po roku i jak mówi "dokładnie wiedziała, na co się pisze" )) Ale miało być o mnie: cóż, najlepiej pamiętam swoje oburzenie i prawie wykłócanie się (ładna postawa jak na świeżą chrześcijankę ( z jedną z sióstr, że ja tej okropnej chustki na głowę nie włożę i już! Bo musicie wiedzieć, że katechmeni (przynajmniej u baptystów) noszą w czasie chrztu - cóż - najlepiej nazwać to szatą - coś na kształt koszuli nocnej + chustki na głowach u dziewczyn. Faceci na szczęście spodnie i jakieś bluzy czy coś. No ale w końcu tę chustkę nieszczęsną włożyłam i dałam się zanurzyć ) Znaczenie miało dla mnie raczej przyjęcie do zboru, tym byłam bardzo przejęta, duchowo bardziej znaczące było dla mnie nawrócenie, chrzest był tego publicznym pokazaniem. Ważne było dla mnie, że pojechała z nami nasza mama. Rodzina - inna kwestia - my chyba miałyśmy szczęście... mama bardzo nas kocha i za żadne skarby stracić nie chciała więc zaakceptowała, gorzej było z babcią, ja to już wtedy byłam dorosła, siostra też, ale jakoś miała nadzieję, że chociaż ona się "upamięta". Chyba nigdy do końca nie pogodziła się z tym faktem, choć pokochała naszych mężów i wiedziała, że życie "w innej wierze" nie jest dla nas gorsze itp. Ale wierzcie mi, chrzest dla przyszłego członka zboru protestanckiego to nie zawsze tak łatwa decyzja... Wiele rodzin myśli, że wtedy "traci" ostatecznie swoje ukochane dzieci, babcia ciumaka na początku go wydziedziczyła (z czego, do tej pory nie wiemy ) Teraz jest ok, choć czasem teściowej zdarza się przy rozmowie z nami palnąć "no właśnie a propo sekt...". Już machnęliśmy na to ręką/rękami ) Ale się rozpisałam, tak jakoś mi wyszło. Co do chrzu moich dzieci, chciałabym tego dla nich najbardziej na świecie, to znaczy ich nawrócenia i w konsekwencji tego chrztu... jak tylko pomyślę, że to się może stanie, już płaczę ze szczęścia. Byle tylko były blisko Boga... Odpowiedz Link
svistak Re: Chrzest Wasz lub Waszych dzieci 30.07.04, 20:54 ...moj chrzest? coz... stalam w polmroku, tuz za zaslona, zanurzona po uda w baptysterium gdy uslyszalam pytanie pastora skierowane do jednej z siostr, ktora akurat byla chrzczona w kaplicy:" czy jestes gotowa sluzyc Jezusowi Chrystusowi do konca twych dni?" . Zadrzalam: "czy JA jestem rzeczywiscie na to gotowa? do konca? cokolwiek bedzie sie dzialo? nawet jak nadejda przesladowania? hmm... nie powinnam przystepowac do chrztu jesli nie jestem tego pewna..." i odpowiedzialam jak Piotr: "pfileo, Panie"= "Ty wiesz, ze chcialabym, ale jestem tylko czlowiekiem i sie boje, bo znam swoja slabosc... Bez Ciebie mi sie nie uda...Pomoz." Podjelam decyzje i przeszlam na druga- jasna strone- do oswietlonej kaplicy i juz pewnie ( z wiara) odpowiadalam na pytania- tak by wszyscy zgromadzeni (nawet duchy w okregach niebieskich) slyszeli: "Tak. Wybieram Chrystusa". A potem to juz walka duchowa- normalka s. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Chrzest Wasz lub Waszych dzieci 26.07.04, 00:24 A ja właśnie wróciłam. Niestety nie mogę zebrać myśli, bo padam na nos po podróży. O chrztach dzieci napiszę jutro. A jest o czym - chrzty w Wielką Noc przez zanużenie. Dużo wzruszeń, radości, poczucia dokonania się czegoś wielkiego ... Odpowiedz Link
lolinka2 Re: Chrzest Wasz lub Waszych dzieci 07.12.05, 20:25 Stres ogromny - najpierw fura przygotowań, kilka spotkań ze starszymi zboru, potem samo zgromadzenie w trakcie którego był chrzest. Jednocześnie piękny dzień i niezapomniany, wykład biblijny kierowany specjalnie do nas (6 kandydatów do chrztu) podkreslający fakt, ze chrzest jest poczatkiem a nie koćńem drogi i że na swój sposób przypomina ślub - wiążemy się z niebiańskim Stwórcą już na całą wieczność... Gardło miałam zaciśnięte na pieśni tuż przed przejściem na miejsce zanurzenia... potem mnóstwo przyjaciół którzy byli ze mną w tym ważnym momencie - również moja mama, chociaż nie jesteśmy współwyznawczyniami... to było dla mnie b. ważne W tej chwli... przypomnienie momentu chrztu funkcjonuje jako czynnik motywujący w chwilach, gdy brak sił... Odpowiedz Link
alinaw1 Re: Chrzest Wasz lub Waszych dzieci 21.01.06, 13:57 Stasia ochrzciliśmy w tym samym kosciółku, w którym braliśmy ślub. Przygotowywaliśmy się i duchowo i organizacyjnie. Podobnie jak na naszym slubie- rodzina brała czynny udział w mszy św. Były te same świeczniki, które podarowaliśmy po ślubie... A homilia była tylko do nas. Jako, że znamy się z ojcami i braciszkami tamtejszej parafii- wszystko miało charakter jakby bardziej rodzinny i kameralny. Jako, że chrzest był 300 km od naszego mieszkania- zaprosiliśmy gości (chrzestna+chrzestny to małżeństwo, babciax2, dziadek i my-rodzice, czyli7 osób dorosłych + 2 dzieci) na obiad do restauracji, gdzie potraktowano nas po królewsku. Taras tylko dla nas, pięknie przybrany, oryginalna zastawa. My przygotowaliśmy kolorowe i wesołe menu. W prezencie od restauracji otrzymaliśmy przepiękną...ikonę przedstawiającą Maryję i Dzieciątko. I jeszcze jedno; Strój dla synka nie był szczególnie okazyjny- ot, zwykłe białe śpioszki z kaftanikiem za 19 zł. Zamiast więc strojnej peleryny, czy poduchy kupiliśmy piękne kwiaty na przybranie ołtarza. Odpowiedz Link
piotrsko Re: Chrzest Wasz lub 26.07.04, 08:43 My chrzciliśmy nasze dzieci ( Kubę i Marysię ) w Wielką Noc podczas czuwania paschalnego. Kuba, kiedy był chrzczony miał wtedy prawie 9 miesięcy. Chrzest był przez zanurzenie. Podobnie było z Marysią - była tylko trochę młodsza, miała ok. 6 miesięcy. Taki chrzest w środku Nocy Paschalnej jest wielkim świętem dla całej wspólnoty i dla całej rodziny. Moment samego chrztu podczas długiej liturgii powoduje zawsze gwałtowne ożywienie. Ponieważ chrzest jest przez zanurzenie najpierw trzeba rozebrać dziecko do nagusieńka, a potem prezbiter zanurza je całe w chrzcielnicy ( w tym roku mój chrześniak Piotruś próbował ratować się przed chrztem chwytając księdza z całej siły za albę ). Chrzcielnica na taki chrzest musi być specjalnie przygotowana. Klasyczne chrzicelnice w naszych kościołach nie nadają się do chrztu przez zanurzenie z przyczyn czysto technicznych. Chrzcielnica albo ma postać głębszej wanienki, którą napełnia się wodą i zanurza dziecko albo też ma postać sadzawki chrzcielnej i wtedy prezbiter wchodzi do wody razem z dzieckiem. Zazwyczaj buduje się taką chrzcielnicę specjalnie na potrzeby Paschy. Ale w niektórych kościołach zaczyna się już budować na stałe chrzcielnice w postaci specjalnej sadzawki chrzcielnej w posadzce podłogi Koscioła. Taka chrzcielnica ma wtedy zwykle dopływ ciepłej wody. U nas w Sosnowcu np. jest w budowie jeden kościół, który będzie miał taką właśnie chrzcielnicę. W tym wszystkim najlepsze jest to, że te pozorne udziwnienia naprawde pomagają lepiej przeżywać chrzest i całą liturgię Wielkiej Nocy. Może kiedyś znajdę czas żeby napisać na temat nieco więcej. Pozdrowienia. Piotr. Odpowiedz Link
alex05012000 Re: Chrzest Wasz lub 26.07.04, 10:41 witajcie, najpierw anegdota z mojego chrztu - byłam chrzczona w wieku lat 2 czy 2,5 gdyż czekano na przyjazd mamy chrzestnej z Paryża (Polki), a wtedy czasy były takie, że wyjazdy nie były łatwe (rok 1965-67...), byłam w wieku na "nie", wszystkie odpowiedzi były "nie", więc jak ksiądz się spytał czy chcesz być ochrzczona to palnęłam głośne "nie"! chrzest naszej Olki, miała wtedy 9 miesięcy, odbył się bardzo uroczyście w warszawskim kościele Wizytek (ile załatwiania hi,hi..., bo nie dość, że to nie moja parafia, to jeszcze w ogóle nie jest to kościół parafialny...)a uroczystość była podwójna gdyż na tej samej mszy odbył sie nasz ślub kościelny (6 lat po cywilnym!), było naprawdę bardzo uroczyście i podniośle, bez białych sukni z trenami rzecz jasna, bo gdzie "starej babie, mężatce, dzieciatej" białe suknie...) ale w bardzo skupionej poważnej atmosferze, wielkie przeżycie przysięgać przed Bogiem ... że cię nie opuszczę aż do śmierci... itd. Olesia była spokojna i pogodna, siedziała u mamy chrzestnej na kolanach, tylko raz ją w palec ugryzła, hi,hi... bo akurat pierwszy ząb jej wyrósł.... potem było przyjęcie u mojej mamy na około 25-30 osób: rodzina i znajomi domu... (a propos alkoholi były wina, u mamy i u nas nie podaje się wódek, wino białe, czerwone, do kawy koniak..., te całkowite zakazy spożywania jakiegokolwiek alkoholu wydają mi się nieco nie na miejscu, ale wszystko zależy od okoliczności.... Na koniec jeszcze ciekawostka: panna młoda (czyli ja) wiozła do kościoła (za kierownicą znaczy) męża (który nie prowadzi poajzdów mechanicznych), dziecko (do chrztu) i chrzestnego ojca/świadka ślubu zarazem... tu chyba jestem odosobniona?! pozdrawiam w poniedziałkowy ranek - maria Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Chrzest Wasz lub 26.07.04, 10:42 No i tym sposobem Piotr wyręczył mnie w opisie chrztu naszych dzieci Cała trójka była chrzczona w Wielką Noc przez zanurzenie. Najstarszy miał 6 m-cy, średnia rok, a najmłodsza 2 m-ce. U nas w kościele parafialnym takie chrzty są co roku od ponad 10 lat (i nie jest to związane z drogą neokatechumenalną, ale z otwartością na Ducha naszych franciszkanów). Bardzo się z tego w parafii cieszymy Chrzcielnicą jest (jak do tej pory; mam nadzieję, że doczekamy się stałej chrzcielnicy z możliwością zanurzania dzieci w ciepłej wodzie) wanienka, przykryta białym materiałem, ustrojona wieńcem. Przeżycie samego chrztu jest wielkie; środek nocy, tej jedynej Nocy, Wielkiej Nocy, w której dokonało się zmartwychwstanie Jezusa. Ale nie tylko o tę Noc chodzi, a o całe Święte Triduum Paschalne, o to jedno święto w trzech dniach, gdzie przeżywamy najważniejsze wydarzenia naszej wiary. Ciężko to wszystko opisać. Wiem, że wśród ludzi dużo emocji budzi samo zanurzanie dzieci i do tego w środku nocy, ale gdy się w tym uczestniczy, inaczej się to odbiera. Na naszej stronce są trzy zdjęcia z chrztu naszych dzieci, można zajrzeć Trzeba szukać w "coś dla ducha" i dalej Święte Triduum Paschalne Kasia Odpowiedz Link
piotrsko Do Kasi 26.07.04, 15:36 Witaj Kasiu ! Oglądałem zdjęcia. Bardzo mi się podobały. Cieszę się, że nie tylko Droga Neokatachumenalna proponuje całonocną liturgię paschalną z chrztem przez zanurzenie. Słyszałem o wielu parafiach, w których robi się czuwanie paschalne ( np. w Krakowie u dominikanów ) ale nie słyszałem aby poza Drogą ktoś zadawał sobie trud chrztów przez zanurzenie. Tym bardziej jest to miłe. W mojej parafii są jak na razie tylko 2 wspólnoty neokatechumenalne ( razem ok. 50 osób ) ale na Paschę przychodzi gościnnie z roku na rok co raz więcej osób. W tym roku było ponad 100. Do tej pory robiliśmy Paschę w dużej sali przy kościele ( cieplej niż w kościele i widniej, obok toalety i salka gdzie mogą spać dzieci, które "padną" ). Ideałem jest aby robić Paschę w budynku kościoła. Ale warunki nie zawsze są do tego odpowiednie. Polskie kościoły są zwykle zimne, a chrzty przez zanurzenie wymagają nie tylko ciepłej wody ale i odpowiedniej temperatury powietrza. Na przyszły rok musimy znaleźć większą salę bo w obecnej już się prawie nie mieścimy. Zanosi się na 5 chrztów, w tym także - jak Bóg da naszego trzeciego potomka, który jest już w drodze ) Piotr. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Do Kasi 26.07.04, 15:56 Nasz kościół ma ogrzewanie, chociaż jest już ponad 100-letni. A specjalnie na Wielką Noc ogrzewanie jest włączone na całą parę. Jest rzeczywiście ciepluko. U nas jest jeszcze tak, że można dzieci położyć w klasztorze u ojców. My z tego korzystaliśmy przy chrztach naszych córek. W klasztorze jest głośnik, wszystko dobrze słychać. Można wymieniać się przy dzieciach. Dla mnie mamy karmiącej było to bardzo ważne. Gdyby nie życzliwość ojców, nie mogłabym w pełni być na Wielkiej Nocy (bo mimo tego, że byłam częściowo w klasztorze, czułam się jakbym była w środku w kościele). Rodzice z reguły z tej możliwości nie korzystają. W momencie, kiedy zaczyna się litania do wszystkich świętych jadą do domu po dzieci. Litania jest strasznie długa, więc nie ma problemu z przywiezieniem maluchów. A jakby ktoś nie zdążył, to czekamy śpiewając. U nas jest co roku około 5 chrztów i bardzo się cieszymy, że ludzie chcą chrzcić w Wielką Noc, i to nie tylko ludzie ze wspólnot. Bardzo dziękuję Bogu za moją parafię i pracujących w niej ojców, to wielki dar A swoją drogą u nas najpierw było tak w pełni przeżywane Triduum i chrzty przez zanurzenie, a dopiero potem neokatechumenat. Pozdrawiam - Kasia. Odpowiedz Link
mader1 Re: nasza rodzina poprzez chrzty... :) 01.08.04, 17:52 Czytalam to, co napisaliscie i baaardzo to piekne. Svistak napisala tak wzruszajaco o tej chwili podjecia decyzji, o niepewnosci. Sw. Piotr jest moja nadzieja... na to, ze Bog moze wszystko. A u nas to wszystko ewoluowalo. Chrzest pierwszej corci byl... no tak, wiecie 14 lat temu. Bylismy juz 3 lata po slubie, mieszkalismy osobno, bylismy niezalezni a jednak dalismy sie namowic tesciowej na pomoc w przyjeciu po chrzcie. Chrzest byl wiec w parafii tesciowej, ksieza nas tam juz nie znali ( oprocz proboszcza, ktory pamietal mojego meza, chrzest byl tzw " tasmowy", bylo duzo maluszkow, trudno bylo zachowac podniosla atmosfere, a jednak bylam wzruszona... Gorzej bylo potem... zrozumialam, ze dla gosci ( duuuzo rodziny, siostry tesciowej, kuzyni), chrzest jest, jak to ujal Jajek ( Kubus) pretekstem do chrzcin Co bede duzo pisac - bylo nie tak, jak sobie wyobrazalismy z mezem, niestety. To byly jakby imieniny, i to mojej tesciowej, nie dziecka. Zreszta to nie jej wina, a raczej nasza, bo myslelismy, ze wszyscy mysla tak samo, jak my. Druga coreczke ochrzcil wspanialy ks. Janusz w naszej owczesnej parafii, pomimo, iz nie bylo takich praktyk - na osobnej mszy - przezylismy to bardzo, slowa wypowiadane przy chrzcie sa dla mnie niesamowicie podniosle i wzruszajace. Chrzest byl w centrum. Zabralismy gosci do restauracji ( mieszkanie nie bylo zbyt duze), ale tam bylo to przyjecie po chrzcie - a w centrum byla nasza coreczka Tesciowej bardzo sie podobalo Synek... mial chrzest bardzo uroczysty. Trwal 2,5 godz. Dzieci byly " gospodarzami " i choc nie zdecydowalismy sie na zanurzenie, bylo wspaniale.Znak krzyza robiony na czole mojego synka przez prawie wszystkich zgromadzonych w kaplicy... psalm spiewany przez najstarsza siostre... piekne kazanie ks. Tarnowskiego. Po chrzcie sami przyjelismy naszych gosci. Poprosilismy rodzicow wszystkich obecnych dzieci o jakies ich zdjecia z chrztu i wsrod smiechu wspominalismy inne chrzty... Odpowiedz Link
bei Chrzest Artusia 07.12.05, 19:02 Przyjęty był do wspólnoty odrobinę nietypowo.bo na mszy sobotniej- w pierwszą rocznicę swoich urodzin...zjechała rodzina...My zwruszeni..Synuś w dobrym humorku- mimo, iz to był czas jego drzemki...Przez mszę skupiał uwagę na gościach i wystroju koscioła...i probował spiewać jak kotek aaaaaaaaaaa.....a później był juz bardzo marudny..i płakał... Byłam bardzo rozkojarzona, misterium sakramentu przemknęło ...dopiero odtwarzając film zdarzeń na spokojnie na nowu odczułam świąteczność chwili... w domu maluch juz był bardzo grzeczny..przespał się..poźniej zabawiał się... i gosci.. cieszylismy się, ze tak duzo osob z rodziny świetowało to wydarzenie Odpowiedz Link
maadzik3 Chrzest Maciusia 08.12.05, 03:57 Mlodego chrzcilismy jak mial 5 tygodni. Pamietam piekna mowe pastora i olbrzymi lek mlodej mamy (czyli moj) czy mi moja najdrozsza i wyjatkowo odpowiedzialna przyjaciolka (czytaj: chrzestna) dzieciecia nie upusci. Pewnie czesc z Was tez te paranoje przerabiala w poczatkach macierzynstwa. Mlodzieniec byl spokojny, nawet polany woda reagowal umiarkowanie, i ku memu zaskoczeniu wytrzymal duuuzo czasu bez przyssania (czytaj: cicho). Wspominam calosc radosnie. przyjecie zrobilismy w lokalu, ale wylacznie dla chrzestnych i rodzicow wiec duzo nas tam nie bylo)) A teraz to wydaje sie tak dawno... Magda Odpowiedz Link
anuteczek Chrzest Maćka 10.12.05, 17:33 Dla nas chrzest Maćka był bardzo trudnym przeżyciem. Nie mogliśmy uczestniczyć w nim tak, jak byśmy chcieli... Maciek został ochrzczony w czasie normalnej niedzielnej Mszy Świętej dla dzieci 17 lipca - miał wtedy 3,5m-ca. Było to wyjątkowe wydarzenie - bo byliśmy wszyscy razem - mój mąż, tata Maćka, nasze rodziny. Chrztu udzielał mój wieloletni przyjaciel, a homilię wygłosił zaprzyjaźniony ksiądz proboszcz(który zresztą 'udzielał' ślubu mnie i tacie Maćka). Było uroczyście, pięknie. Homilia - chrzcielna - taka skierowana do dzieci, jednak nam dorosłym dawała sporo do myślenia. Rodzicami chrzestnymi zostali mój mąż - jako, że to on będzie razem ze mną wychowywać Małego i moja siostra. Łzy leciały nam ciurkiem, jednocześnie prosiliśmy o owoce Chrztu Św. dla naszych nienarodzonych córeczek Antoniny i Zoji - Emmy jeszcze wtedy nie było. Maciek był spokojny, ciekawie się rozglądał i usmiechał. Było upalnie więc miał na sobie body i białe krótkie ogrodniczki. Żadnych udziwnień, garniturków... Białą szatkę zrobiła własnoręcznie chrzestna, podobnie jak bukiecik. Mały dostał od Taty Aniołki nad łóżeczko, krzyżyk od dziadków i łańcuszek z medalikiem od mojej siostry. Po chrzcie udaliśmy się do usc, gdzie zawarliśmy związek małżeński - jako ciekawostkę dodam, że udzieliła go nam moja chrzestna matka Chciałabym jeszcze wspomnieć ojeszcze jednym ważnym dla mnie chrzcie - małego Dominika - 'mojego chrzestnego brata' - moi rodzice są jego rodzicami chrzestnymi. Jest synem pracownicy mojej mamy - niedługo skończy pięć lat. Jego mama uciekła od męża pijaka i związała się ze sporo młodszym mężczyzną. Owocem tego związku jest Dominik. Mogę z czystym sumieniem napisać, że żyje on dzięki mojej mamie, mojej siostrze i mnie, jego mama chciała go usunąć. Mama usłyszała o tym od innych pracownic i natychmiast zajęła się sprawą. Pamiętam jak we trzy przekonywałyśmy ją, żeby zdecydowała się urodzić. Pokazywałyśmy zdjęcia nienarodzonych dzieci, tłumaczyłyśmy, modliłyśmy się... Chrzest odbył się w małym wiejskim kościólku w sobotę. Prosiłyśmy księdza, żeby był połączony z Mszą świętą, ale ksiądz się nie zgodził. Było nam bardzo przykro. Wymogłyśmy na nim chrzest w kościele a nie w kancelarii. Prosiłyśmy o parę słów homilii, udało się - homilia była skierowana do Rodziców i rodzeństwa małego. Było nam trochę przykro, że prawie dorośli siostry i bracia stali z tyłu i nawet nie podeszli do prezbiterium. To była cicha, skromna uroczystość, ale bardzo głęboko ją przeżyłam - nie wiem, czy nie bardziej niż chrzest swojego syna... Trochę wstyd mi było za księdza... Odpowiedz Link
utka Chrzest Miłki 13.12.05, 13:16 mial miejsce 4 grudnia ubieglego roku, jak mala miala niespelna 3 miesiace ... a i tak moja mama co rusz mi uwage zwracala, ze za dlugo z tym czekamy ( w rodzinie tradycyjnie juz dzieci chrzcza jak maja ok. 4 tygodni) Byla to piekna sloneczna sobota, wawelska kaplica Najswietszego Sakramentu (vel Batorego) wylaczona ze zwiedzania, oswietlona tylko swiecami (wiec zdjec prawie zadnych nie ma) my z mala, moi rodzice, meza rodzice i chrzestni + zaprzyjazniony biskup, ktory chrztu udzielal no i cala uroczystosc nam w tym miejscu zalatwil, ze tak powiem. Miala byc tylko sama ceremonia chrzcielna a biskup odprawil jak nalezy msze z pieknym kazaniem. Potem mala dostala na pamiatke piekna wielka muszle w ktorej byla chrzcielna woda swiecona. A jak wychodzilismy z katedry, to kazdy turysta chcial Miłaska dotknac bo taki nowo- ochrzczonek szczescie ponoc przynosi ..... Odpowiedz Link
kiwwinka Re: Chrzest Wasz 15.12.05, 09:57 mój chrzest był razem z mężem mąż wszedł do wody pierwszy z 14 katechumenów, potem szybko poszedł się wysuszyć i przejął naszą 2 letnią wtedy córeczkę,która oczywiście wystraszyła się dlaczego pan topi tatusia a gdy była już w ramionach taty ja poszłam do chrztu jako ostatnia z wszystkich. To było niesamowite przeżycie, bardzo pragnęłam tego chrztu po nawróceniu, tym bardziej cieszyłam się bo mąż nawrócił się krótko przed moim chrztem i mogli.śmy przystąpić do niego razem mamy piękne zdjęcia na chwilę przed zanurzeniem i jest to jedne z nielicznych zdjęć na których pięknie wyglądam Odpowiedz Link
samboraga Re: Chrzest Wasz lub 12.06.06, 22:34 Chrzest młodszego był wczoraj, w uroczystość Trójcy Św. Bardzo chciałam, aby było to przeżycie i chyba się udało To był 'normalny' chrzest, w naszej parafii, podczas mszy św. Starszego chrzciliśmy w sąsiedniej parafii i teraz tego żałuję, ale stało się. Teraz czułam się na miejscu, że jest tak jak powinno być) Wzruszyłam się na kazaniu, było o tajemnicy Trójcy Św., o życiu w Bogu, życiu Miłością, do której jesteśmy powołani i - tu ksiądz wspomniał o naszym maluchu, że za chwilę i on stanie się uczestnikiem życia Bożego). Mały uśmiechnął się przez sen na kazaniu U nas chrzcielnica jest na podwyższeniu, przy ołtarzu, mieliśmy przed sobą cały kościół, nasze dziecko było jedynym chrzczonym tego dnia. Obudził się podczas polewania i patrzył zdziwiony, ale nie płakał Udało mi się skupić, mimo zdenerwowania. Nawet nie denerwowali mnie dziadkowie rozpraszający co chwilę starszego ('a ty widziałeś jak braciszek ziewnął'), rozpraszający nas (sesja zdjęciowa...). Fuknęliśmy w pewnym momencie na obu i...wystarczyło Na koniec mszy mały zastrajkował i trzeba było wyciągnąć butelkę - w ten sposób z chrztu przeszliśmy do chrzcin) To na pewno był inny chrzest niż starszego, teraz byliśmy bardziej świadomi i wiedzieliśmy jak chcemy przeżyć tę chwilę. Wówczas były święta, 26 grudnia, a my, niewiele ponad rok po ślubie, dopiero uczyliśmy się 'być w rodzinie', 'sesja zdjęciowa dziadków' była ważniejsza od kazania(... Cieszę się, że tym razem się udało))) Odpowiedz Link
brucha Re: Chrzest Wasz lub 14.06.06, 10:06 wątek sprzed roku a taki jakiś sympatyczny, więc i ja opowiem o moich doświadczeniach. chrzty dzieci moich blikich znajomych: w małym acz historycznym kościółku zakonnym, w gronie najbliższych tylko, w sobotę, wszyscy zgromadzeni dookoła ołtarza, trzymają się za rece, czytania czytają rodzice, chrzestni, albo inny chętny z gromadki. kazanie 'krótkie i na temat'. pdczas samego chrzu wszyscy bliziutko przy dzidzi, tak jakby to oni sami udzielali sakramentu. widać, że każdy zaangażowany i wie po co przybył. na koniec każdy głośno czegoś maleńkiemu chrześcijaninowi głośno życzy. chrzest dziecka innych bliskich znajomych - prawosławny. chrzest w domu, pop zaczął od ofiarowania dziecka Bogu. podniósł go wysoko, pod sufit prawie, trzymając w pozycji poziomej. zamarłam na chwilę... cały obrzęd (chrztu i bierzmowania od razu też) był w cyrylicy, ale pop tłumaczył co robi i co się dzieje. byłam pod wrażeniem. tam to się dopiero polewa i smaruje... pop był z pomagierem od śpiewania, więc próbkę śpiewu cerkiewnego też mieliśmy. trwało to chyba ze dwie godziny. wyrzekając się sztana pluliśmy przez lewe ramię. jeśli ktoś ma możliwość uczestniczyć to polecam, chociazby ze względu na malownczość obrzędu. chrzest moich dzieci - w sobotę, w gronie najbliższych. starszak nie zasłużył na mszę (w sumie to nawet nie wiem dlaczego, chyba nie miałam już siły dyskutować), ale był bardzo dzielny, przewracał księdzu kartki w księdze. ojciec ze świadkiem chrztu musieli stać dwa schodki niżej. młodszy załapał się na mszę ;o) i byłoby ok, gdyby na koniec ksiądz podając wszystkim rękę na pożegnanie nie ominął 'z gracją' świadka chrztu. tym razem przynajmniej ojciec dziecka został zauważony. m. Odpowiedz Link
fiamma75 Wczoraj 11.09.06, 19:25 nasza córeczka została przyjęta do wspólnoty KK podczas niedzielnej Eucharystii. Chrztów było aż 6, Dobrusia była chyba najmłodsza a szafarzem Sakramentu na naszą prośbę był przyjaciel rodziny-zakonnik "duchacz". Mała przespała wszystko Ona zresztą zazwyczaj w kościele śpi (to nie była jej pierwsza wizyta), a dźwięk dzwonów to dla niej rewelacyjna kołysanka. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Wczoraj 12.09.06, 11:16 Gratulacje Niech rośnie w łasce u Boga i u ludzi. Odpowiedz Link
ese1 u nas po Katolicku 13.09.07, 18:30 chrztu wlasnego nie pamietam nawet zdjec z niego nie ma, ale jest zapis w ksiegach, wiec zostalam ochrzczona) a nasze dzieci byly chrzczone w tym samym malym kosciolku- Sanktuarium przy klasztorze OO Franciszkanow w Kazimierzu dolnym, gdzie my wczesniej bralismy slub. Dla mnie osobiscie to jest bardzo szczegolne miejsce, z ktorym bylam zwiazana od mlodosci, gdzie przezylam moje nawrocenie(czy inacze, gdzie postanowilam zaczac szukac Boga) i gdzie zostalo moje serce. a wygladalo to za kazdym razem tak chcamo. Chcielismy miec osobna Msze, glownie dlatego, ze jest to maly kosciolek, my mielismy sporo gosci no i z racji, ze Msza byla w dwoch jezykach (M, jak juz gdzies wspominalam, jest Francuzem). Na Mszy wspaniale spiewala nam grupa dzieci - schola prowadzona przez moja przyjaciolke. Odpowiedz Link