Gość: Ballest
IP: 62.67.0.*
26.08.01, 23:37
Lili Marlena
Sternberg wysłał aktorkę do kosmetyczki, dietetyka i chirurga plastycznego.
Jeszcze twarz Loli Loli była szczera, obiecywała wszystko. Nowa twarz Marleny
Dietrich obiecywała wiele i jednocześnie nic: widać w niej tajemnicę,
pożądanie, ciepło, kruchość, ironię, zaproszenie, znużenie
- Trzy... Trzy... Trzy!!! Trzy wiwaty dla pana, który wygrał w naszej loterii -
wykrzyczała swoją kwestię wysoka blondyna z gołymi nogami, w kusej spódniczce.
Josef von Sternberg ziewnął.
- A ona? - zapytał producent Erich Pommer.
- Co, taka krowa? Chyba żartujesz - odparł Sternberg.
Słynny austriacki reżyser filmowy od kilku tygodni szukał w Berlinie aktorki do
głównej roli w niemiecko-amerykańskim filmie "Błękitny anioł". Żadna nie
pasowała - postanowił jechać do Hollywood.
Ostatniego wieczoru Pommer zaprowadził go do Berliner Theater na musical "Zwei
Krawatten".
I tam Sternberg zobaczył wysoką aktorkę - tę "krowę". Kiedy zaczęła tańczyć i
śpiewać, zmienił zdanie: - Erich, chyba się pomyliłem, bierzemy ją, zaczynamy
film.
Był wieczór, 5 września 1929 roku. "Krowa" nazywała się Marlena Dietrich i choć
miała aż 28 lat, Josef von Sternberg postanowił zrobić z niej gwiazdę. Nie
przypuszczał, że sam spłonie w jej blasku.
Piękna ciotka z Polski rodem
- Była najpiękniejszą kobietą, jaką spotkałam w życiu. Niewolniczo naśladowałam
jej sposób ubierania, makijażu, pożyczałam suknie, futra, klejnoty.
Ukształtowała moją kobiecość.
Tak Marlena Dietrich wspominała żonę swojego wuja - Jolly Felsing, która
naprawdę miała na pierwsze imię Marta, na drugie Helena, i była Polką. Jako
dziecko wyjechała do Ameryki. Po pierwszej wojnie światowej wyszła za mąż za
przystojnego przedsiębiorcę Willy''ego Felsinga. Felsingowie od 1733 roku
trudnili się wyrobem luksusowych zegarów. Mieli sporą fabrykę i sieć sklepów.
Siostra Willy''ego - Josephine - popełniła mezalians, poślubiając ubogiego
porucznika policji Louisa Dietricha.
- Kiedy miałam siedem lat, ojciec spadł z konia i skręcił kark - wspominała
Marlena. - Matka wyszła za mąż po raz drugi w 1916 roku za porucznika
grenadierów Eduarda von Losch. Wkrótce po ślubie zginął na froncie rosyjskim.
Marlena nazywała się wtedy Maria Magdalena i razem ze starszą o rok siostrą
Liesel wychowywała się w szkołach dla panien. - Były zorganizowane jak pruskie
koszary - wspominała.
- Nie skończyła gimnazjum, bo wolała brać lekcje gry na skrzypcach - pisze
Steven Bach w biografii "Marlene Dietrich. Life and Legend".
Ale gdy Maria Magdalena miała 20 lat i stała u progu kariery muzycznej,
nieszczęśliwie naderwała ścięgna w lewym nadgarstku. Zamiast na scenie Berliner
Philharmoniker wylądowała na proscenium kinoteatru, w męskiej orkiestrze
przygrywającej do niemych filmów.
- Marie Magdalene to nie są imiona dla artystki estradowej. Zrób z tego
Marlenę. Marlene Dietrich, to brzmi - doradziła Jolly Felsing.
Zżerała kartofle i pijała piwo
- Panno Marleno, muszę panią zwolnić - maestro Giuseppe Becce, szef orkiestry
wytwórni filmowej UFA, był zakłopotany. - Pani nogi. One są za długie. Koledzy
zamiast w nuty patrzą na pani nogi.
W latach dwudziestych kobiety odsłoniły łydki. Marlena czasami podciągała
sukienkę zbyt wysoko. Straciła pracę.
Było o nią trudno. Niemcy pogrążyły się w powojennym chaosie. Hrabia Harry von
Kessler w swoim "Dzienniku" notował: "W pierwszym półroczu po zawieszeniu
broni zmarło z głodu 700 tys. ludzi. Niemcy miotają się między rozpaczą,
szaleńczą zabawą i rewolucją. Życie w Berlinie stało się koszmarem: nocami
słychać porykiwania jazz-bandów i grzechot karabinów maszynowych. Szumowiny z
połowy Europy najechały miasto i tuczą się, a przed sklepami od świtu wystają
pobladłe z niedożywienia dzieci i ich głodujące matki, licząc, że coś dostaną
na kredyt".
- Tańczysz, śpiewasz, umieszczę cię na scenie - powiedział Marlenie jej
szwagier Georg Will, menedżer w istniejącym do dziś kabarecie Theater des
Westens.
Fikała nogami w kusych kostiumikach, śpiewała w chórkach, czasami solo, z
lubością objadała się sałatką kartoflaną i popijała wielkimi kuflami piwa. Dla
relaksu pobierała lekcje boksu u tureckiego trenera Sabri Mahira (naprawdę
nazywał się Solomon Mayer i pochodzi z Kolonii). Sypiała z mężczyznami i
kobietami.
- Widziałam ją kiedyś na tarasie kawiarni w otoczeniu młodych aktorek -
wspominała dokumentalistka Leni Riefenstahl. - Tym swoim głębokim, chropawym
głosem mówiła: "Dlaczego zawsze mamy mieć piękne biusty? Dlaczego nie mogą
trochę zwisać?". I ściągnęła górę sukni. W biały dzień, na oczach spacerowiczów.
Szczenię na rękach, boa na szyi
- Ubrana tylko w luźny szlafroczek weszła do mojego pokoju z pieskiem na
smyczy, podniosła szczeniaczka, przytuliła go do policzka. Uśmiechnęła się.
Dech mi zaparło. Zdołałem wyjęczeć "O, Boże" i dopisałem Marlenę do składu
ekipy.
Fritz Maurischat wspomina, jak w studio filmowym w Weissensee kompletował
obsadę filmu "Tragedia miłości". Marlena wchodziła ostatnia. Nie miała szans.
Ale chwyt ze szczeniakiem poskutkował.
- Mężczyźni nie potrafili jej się oprzeć - wspominała aktorka Mia May. - Nosiła
monokl i boa z piór, czasem pięć kołnierzy z lisów na raz. Na to narzucała
wilczurę. Ci, którzy zobaczyli ją na ulicy, zmieniali plany i podążali za nią.
Czasami wkraczała do lokalu w towarzystwie kilkunastu zafascynowanych panów.
Kręcona jesienią 1922 roku "Tragedia miłości" była drugim filmem Marleny. Grała
małą rólkę. Ale na planie poznała asystenta reżysera, Rudiego Siebera.
Mia May: - Jej oczy mówiły: będziesz ojcem mojego dziecka. 17 maja 1923 roku
pobrali się, a 13 grudnia 1924 roku urodziła im się córeczka Maria.
Dekadencja jest boska, a bezwstyd powszechny
- Związek Marleny z Rudim był skomplikowanej natury. Formalnie wytrwali w
małżeństwie do końca. Najpierw kochali się, później pozostali w głębokiej
przyjaźni. Wzajemnie tolerowali swoje romanse. Biseksualna Marlena zmieniała
kochanków i kochanki jak rękawiczki - pisze Steven Bach.
Rudi miewał wiele kobiet, aż związał się z rosyjską tancerką Tamarą Matul, z
którą żył do śmierci. Marlena utrzymywała ich oboje.
Berlin w latach dwudziestych był najbardziej zdemoralizowane miejsce na kuli
ziemskiej. Luigi Barzini w książce "Europejczycy" pisał: "Na Kurfuerstendamm
przechadzają się gromady mężczyzn przebranych za kobiety i kobiet przebranych
za pensjonarki lub w męskich strojach, wysokich butach, z pejczami w rękach. A
pośród nich turlają się beznodzy weterani wojenni na deskach z kółkami, wokół
pełno głodujących bezrobotnych, tłumy żebraków. Widziałem alfonsów oferujących
wszystko dla wszystkich: małych chłopców, małe dziewczynki, muskularnych
młodzieńców, biseksualne kobiety, a nawet zwierzęta!".
Stefan Zweig relacjonował wstrząśnięty dla prasy wiedeńskiej: "W ciemnawych
barach widuje się urzędników państwowych, ludzi ze świata finansów jak bez
wstydu wabią pijanych marynarzy. Setki kobiet i mężczyzn pławią się nocami w
niewypowiedzianej rozpuście. Upadek wszelkich wartości sprawił, że zbiorowe
szaleństwo szczególnie silnie ogarnia kręgi mieszczańskie, które dotąd
stanowiły opokę dla rodziny i poczucia przyzwoitości".
Grała na pile, paliła cygarety
- W spektaklu "Broadway. Berlin" z 1928 roku brakowało seksapilu - opowiadał
impresario Robert Klein. - Spytałem Marlenę, czy ma jakieś ukryte talenty,
którymi mogłaby się z nami podzielić.
- Umiem grać na pile - odparła.
- Zamurowało mnie - wspominał Klein. - A ona następnego dnia przyniosła piłę,
smyczek, usiadła na krześle, rozłożyła nogi i zagrała!
Gry na pile nauczył Marlenę dla zabawy polsko-bawarski aktor Igo Sym (w czasie
wojny zastrzelony w Warszawie z rozkazu AK jako zdrajca).
Do 1929 roku Marlena wystąpiła w 17 filmach, 26 sztukach teatralnych i
musicalach. "Krytycy uważali ją za aktorkę bulwarową i rzadk