Gość: Andrzej B.
IP: *.gum.gov.pl
29.04.05, 11:17
Jeszcze w sprawie domu Witolińska 41 i nie tylko…
Od kilku lat sprawa domu Witolińska 41 (róg Jarocińskiej) i Hechalucu
wraca w dyskusjach na Forum. Pozwolę sobie i ja zabrać głos, bowiem od 1945
r. mieszkam na Grochowie, najpierw przy ul. Jarocińskiej 15, a obecnie na
Osiedlu Ostrobramska. Całe swe dzieciństwo spędziłem dosłownie w cieniu tej
kamienicy i na terenach fermy pożydowskiej, na której stoi część domów
naszego Osiedla.
Sprawcą zamieszania wokół sprawy jest Jerzy Kasprzycki, który w swej
książce pt. Praga. Korzenie miasta, w kwartale ulic Sulejowska-Tarnowiecka-
Pustelnicka-Witolińska, zlokalizował główny ośrodek fermy Hechalucu. Niestety
minął się z prawdą, w rzeczywistości teren ten był zabudowany domami
jednorodzinnymi i czynszowymi. Wiem to od osób, zamieszkałych tu przed wojną,
z którymi przyjaźnili się moi rodzice i częściowo z własnych obserwacji. Do
dziś pamiętam wygląd zewnętrzny i lokalizację domów oraz nazwiska niektórych
właścicieli, np.: inż. Brzeziński, prof. muzyki Michał Orlicki, mgr praw i dr
med. Marian Sochowski, em. kpt. WP Litwora, p. Leokadia Barańska, p. Roma
Rokicka, pp. Lewandowiczowie, p. Gruszczyńska, p. Ordężyna, pp. Przygodowie i
in.
Właścicielem domu przy ul. Witolińskiej 41 był p. Pawliński, który
wraz z żoną, córką (p. Zakrzewską) i wnuczką zajmowali całe piętro z
balkonem. Dozorczynią była p. Rozenkowa, która z córką mieszkała w
kondygnacji przyziemia. Z wnuczką p. Pawlińskiego i córką p. Rozenkowej
chodziłem do jednej klasy. Z całym naciskiem podkreślam, że nie był to dom
żydowski, nie wchodził w skład Hechalucu i jest mało prawdopodobne, by
mieszkał w nim jakiś rabin. Dodatkowym świadectwem „aryjskości” domu może być
kapliczka z Matką Boską (pamiętam ją z dawnych lat), po której do dziś
została tylko nisza nad balkonem. Natomiast teren narożnika
Pustelnicka/Witolińska, którego część zajmuje Spółdzielnia Inwalidów SIPS,
istotnie należał do Żydów. Stały tam jakieś murowane budynki, które w 1945 r.
leżały w gruzach – po nich, jako dziecko, biegałem z rówieśnikami. Starsi
mieszkańcy opowiadali, że po zniszczeniu przez Niemców tych zabudowań, na
gruzach wiatr rozwiewał niezidentyfikowanej treści książki i teksty w jęz.
hebrajskim. Pamiętam też resztki fundamentów dużego budynku na terenie fermy
pożydowskiej, które wg obecnej topografii, mogły znajdować się w okolicach
pawilonu TOTO przy ul. Łukowskiej. Z wiarygodnego przekazu wiem, że był to
jakiś obiekt szkolno-biurowy Hechalucu, określany przez mieszkańców Grochowa
niezbyt eleganckim mianem żółtej budy. W historii holocaustu znany pod nazwą
Różyczki, był wykorzystywany przez Janusza Korczaka na kolonie letnie dla
wychowanków Domu Sierot z ul. Krochmalnej –
por. //fcit.coedu.usf.edu/holocaust/ KORCZAK/fotos/. (Różyczkami nazywane
były też inne domy, w których wypoczywały sieroty Korczaka). W czasie
okupacji na terenie fermy, Niemcy uprawiali kartofle, a zarządcą był
volksdeutsch z poznańskiego. Po wojnie okoliczni mieszkańcy zakładali tam na
dziko działki rolnicze, a my dzieci raczyłyśmy się tam resztkami jakichś
marnych owoców i warzyw. Gdy teren przejął Zarząd Ogrodów Działkowych
Witolińska, na fundamentach zrujnowanej przez Niemców Różyczki wzniesiono
budynek świetlicowy. Stał on do czasu likwidacji działek pod budowę Osiedla.
Myślę, że zainteresowanie domem Witolińska 41 przez wycieczki
żydowskie wynika z faktu, że jest on jedynym, ocalałym świadkiem tak ważnej
dla nich działalności Hechalucu na terenie Grochowa-Witolina. Gdyby było
inaczej, z pewnością Żydzi zajęliby się wykupem i rewaloryzacją
zdewastowanego budynku.
Pozdrawiam