Wylądowałam w szpitalu po całocodobowych ale nieregularnych skurczach. Od
razu na izbie przyjęć odeszły mi wody więc pozostawiono mnie w szpitalu.
Przez cały dzień (byłam tam od 9.00 rano) nie było żadnych postępów porodu,
szyjka się nie rozwierała choć cały czas odczuwałam nieregularne skurcze.
Położna zaczęła coś wspominać, że trzeba będzie podać oksytocynę. Z godziny
na godzinę nie było postępów, ale lekarz prowadzący poród cały czas mnie
zbywał, nie chciał podać kroplówki, mówił, że jeszcze poczekamy. Popołudniu
byłam już naprawdę zniecierpliwiona. Podano mi obiad... Zaczęło się ściemniać
a poród dalej bez zmian i nadal nie dostałam oksytocyny. W końcu zmieniła się
położna, była już godzina 21.00, zrobiła mi KTG i kazała iść spać.
Powiedziałam, że nie zasnę, że jestem wykończona, bo całą poprzednią noc już
nie spałam, ponieważ miałam skurcze, że wody mi odeszły 12 godzin temu i że
jak teraz nie dadzą mi oksytocyny i nie urodzę, to rano nie będę miała siły.
Położna na to, że lekarz powiedział, że "na noc nie dajemy". Zamurowało mnie.
Cały czas była mowa o kroplówce a teraz się nagle okazało, że nic z tego.
Poprosiłam lekarza i zapytałam jakie są przeciwwskazania. Przyznał, że
żadnych i w końcu podali mi tą kroplówkę. Poród ruszył z kopyta. Po dwóch
godzinach na moją prośbę podano mi znieczulenie zewnętrzoponowe. Po niecałych
pięciu godzinach od podania kroplówki urodziłam. O ile przed podaniem
kroplówki lekarz był w stosunku do mnie uprzejmy o tyle po jej podaniu był
już bardzo nieprzyjemny. Był zły ponieważ miał nadzieję, że to nie on będzie
odbierał mój poród. W tym momencie powinnam dodać, że był to weekend,
urodziłam w nocy z soboty na niedzielę, a na dodatek moja lekarka (która
prowadziła moją ciążę) przychodziła na dyżur w niedzielę rano. Ten lekarz
który odbierał mój poród bronił się przed podaniem mi oksytocyny tym, że rano
przychodzi moja lekarka i ona się mną zajmie. Poza tym skarżył się położnej
(w mojej obecności), że dostaje za dyżur tylko(!) 400zł a odbiera już trzeci
poród. Teraz już chyba jest jasne dlaczego nie chciał podać mi kroplówki...
Niestety na tym nie koniec nieprzyjemności.
Jak urodziłam położono mi synka na brzuchu więc jakoś tak automatycznie go
złapałam na co natychmiast zareagowała pani doktor pediatra: "no może pozwoli
mi go pani zbadać!". Bardzo "miłe" to było. Potem okazało się, że synek ma
przyspieszony oddech i trzeba go zabrać na obserwacje i umieścić w
inkubatorze. Pani pediatra wychodząc powiedziała mi o tym, wtedy zapytałam
czy to coś groźnego, na co pani doktor odburknęła wywracając oczy do góry i
patrząc na położną: "no nie wiem czy ja po chińsku mówię?". I dodała
jeszcze: "jak pani nie chce to mogę pani zostawić dziecko, nie ma nic na
siłę". Bez komentarza...
Potem "przemiły" pan doktor przystąpił do szycia (oczywiście zostałam nacięta
o co nikt mnie nie pytał). Dostałam kolejną dawkę znieczulenia
zewnątrzoponowego. W pewnym momencie zaczęło mnie bardzo boleć (bardzo!) i
powiedziałam o tym lekarzowi, że znieczulenie chyba nie działa (czułam tak
jakby szyto mnie "na żywca"), na co pan doktor: "reklamacje do anestezjologa"
i nie zważając na moje jęki szył dalej. Za chwilę zaczął mnie przedrzeźniać i
warknął, żebym przestała już jęczeć i jaką to jestem niewdzięczną pacjentką.
Przez cały czas od samego początku był ze mną mąż, wypraszano go tylko
czasami gdy byłam badana, nie było go również przy szyciu.
To tyle. Dodam jeszcze, że spędziłam w szpitalu prawie tydzień i jestem
bardzo zadowolona z pobytu. Później już ani razu nie spotkałam się z niczyjej
strony z tak chamskim i nieprzyjemnym traktowaniem. Bardzo miłe są panie
położne, szczególnie przełożona, panie pielęgniarki, ordynator pediatrów pan
doktor Marek Kania oraz wszyscy inni lekarze z którymi miałam później kontakt
na obchodach.
Nie podaje nazwiska lekarza ginekologa i pani pediatry choć może powinnam...
Mogłabym też coś jeszcze napisać o pani położnej ale mam już dość. Dziwne że
po tym wszystkim co mnie spotkało z ich strony mam jeszcze jakieś skrupuły...
Wniosek jest taki, że nawet w najlepszym szpitalu można trafić na chamski i
nieludzki personel.
Pozdrawiam wszystkie przyszłe i obecne mamy