Dodaj do ulubionych

razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić?

17.07.07, 09:45
Nie wiem co zrobić. Nie wiem nawet od czego zacząć. Może pokrótce się
przedstawię. Za dwa miesiące skończę 30 lat, mam dwoje wspaniałych dzieci, 4
letniego chłopca i 2 letnią dziewczynkę. Od 5 lat jestem w związku
małżeńskim, no właśnie i to stanowi dla mnie największy problem. Niby nie
dzieje się żadna tragedia, ale związek nie daje mi tego co powinien. Nie mam
w nim żadnego wsparcia. Dodam że jestem aktywna zawodowo, a sprawy domowe są
wyłącznie na mojej głowie, poza zawożeniem dzieci do przedszkola, żłobka,
jeśli mąż nie wyjedzie w trasę, odbieraniem głównie ja się zajmuję. Maż
prowadzi własną działalność, stąd jego ciągła nieobecność w domu,
przynajmniej tak twierdzi, na moje prośby, żeby się zaangażował w życie
rodzinne stwierdza, że może wszystko rzucić i nic nie robić i wtedy będzie
miał niezliczony czas dla dzieci i dla mnie, ale mnie nie o to chodzi,
przecież można wszystko pogodzić, ja przecież również pracuję, ale wieczory
są wyłącznie dla dzieci (chciałabym żeby jeszcze były dla męża). W weekendy
również mąż jest nieobecny, bo po pierwsze musi się wyspać 2. obejrzeć
powtórki meczów 3. być w firmie 4. zrobić coś dla znajomego 5. źle się czuje,
bo przemęczony itd. Ponieważ nie dawałam sobie rady ze wszystkim w końcu
znalazłam panią do pomocy, która przychodzi co 2 tyg i ogarnia mi trochę w
mieszkaniu, tak więc obowiązków domowych mniej. Ale ja bym chciała z mężem
iść przez życie, nie obok. Podejrzewałam go już o zdradę, te ciągłę jego
nieobecności w domu, późne powroty, ale on chyba po prostu taki jest, że woli
spędzać czas z kumplami niż z żoną. Dwa miesiące temu wyjechał ze znajomymi
na żagle, za moim przyzwoleniem, nie było go 10 dni. Miałam nadzieję że wróci
stęskniony, a on niestety dopiero wtedy poznał smak wolności. Rozchulał się
na dobre. Średnio co dwa dni wracał grubo po 24 do domu, w stanie takim, że
dzieci raczej nie powinien odwozić o 8 do przedszkola. Następnego dnia
oczywiście musiał odespać. Wychodził np. wynieść śmieci (podejrzane
zachowanie, bo nigdy nie wyrywał się do roboty) i wracał w nocy. Wytrzymałam
dwa tygodnie i po rozmowie z nim nawet miałam wrażenie że zrozumiał o co mi
chodzi. Niestety minęły trzy dni i poszedł na całość. W nocy około 3
dzwoniłam, żeby przyszedł, rano wstaję o 5.30 do pracy, patrzę a go ciągle
nie ma. Po telefonie przyszedł, stan pozostawiał wiele do życzenia.
Zastanawiałam się czy powinnam zostawiać z nim dzieci, nie powinnam, ale co
miałam zrobić pracy nie chciałam zawalać. Byłam wściekła. Pojechaliśmy na
zaplanowany urlop 7 dniowy, miał on mi wyjaśnić sytuację. 2 dni pracował i
byłam sama, pozostałe odpoczywał, był podziębiony, więc się nie angażował,
męczył się strasznie. Na propozycję jakiegoś wspólnego przedsięwzięcia
reaguje apatią, i mówi, że jest ciągle zmęczony. Nasze kontakty ograniczają
się do informacji przekazywanych przez telefon.
Kocham go bardzo i to z nim chciałabym spędzić życie, ale z nim a nie gdzieś
obok. Nie wiem co robić, w żaden sposób nie mogę do niego dotrzeć. On woli
luzacki styl życia bez angażowania się, jedna wielka impreza, a rodzina
jednak wymaga zaangażownia. Nasze próby rozmów kończą się awanturą i
płaczem. On obwinia mnie o wszystko, że chcę go zamknąć w domu, ograniczam
go, a on nie ma ochoty i już, ciągle ma jakieś sprawy do załatwienia i
kontakty do wyrobienia, a według niego można to zrobić tylko poprzez alkohol.
Według mnie jego życie wygląda w ten sposób, że on chce się bawić a gderająca
żona nie pozwala mu na to. Ma mi za złe że np. jak chcę żeby był w domu (po
21), to dzwonię do niego z coraz to większą częstotliwością, według niego to
nic nie da, według mnie też, ale co mam siedzieć z założonymi rękoma?. Już
nie raz myślałam o rozstaniu, ale boję się że sobie mimo wszystko nie poradzę
np. finansowo, poza tym ja nie chcę się rozstawać, ale nie wiem co robić.
Myślałam że dowie się jak może czuć się człowiek opuszczony gdy wyjadę.
Nadarzył się wyjazd firmowy i wyjechałam na 10 dni. On niewiele myślać
wywiózł dzieci do mojej mamy i hulał przez ten cały czas, miał naprawdę dużo
swobody wtedy. Czyli moje działanie tak naprawdę zostało wymierzone przeciwko
mnie, a on sobie poradził.
Czy ktoś może mi doradzić co robić?
Obserwuj wątek
    • boo-boo Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 10:00
      Hm... kolorowo to to nie wygląda. Nie wiem co Ci doradzić-tym bardziej,że są
      dzieci bo normalnie to mocnego kopa w dupę bym poradziła. Nie wiem, facet po
      prostu jest nieodpowiedzialny, jak się rodzinę zakłada to się jest chyba
      świadomym,że życie zmienia się o 180 stopni i nie jest się już samemu i ma się
      pewne obowiązki i zobowiązania. Kwestią jest to czy mu zależy na Tobie na
      dzieciach na rodzinie- bo jeśli nie to nic tu nie pomoże-będzie robił
      wszystko,żeby zerwać więzy z Tobą z Wami, ale tak,żeby inicjatywa zerwania
      wyszła od Ciebie żeby sobie "rączek nie pobrudził" przypadkiem bo po co, lepiej
      mieć komfortową stytuację i spokój ducha- a na coś takiego z tego co piszesz
      mi to wygląda. Nie wiem co Ci poradzić-decyzja musi należeć do Ciebie, usiądź
      na spokojnie i przemyśl wszystko, powiedz mu też w spokojnej rozmowie co
      myślisz i jak to wszystko widzisz i najważniejsze, niech on też się określi i
      wypowie w tym temacie.Nie da się żyć nie w zgodzie z własnymi
      potrzebami,oczekiwaniami-męczyć się, jeśli się jest z kimś to powinno się iść
      razem, a nie jedno na lewo, a drugie na prawo, nie twierdzę,że zawsze trzeba
      lubieć i myśleć to co druga osoba bo jest to niewykonalne, ale jakieś wspólne
      cele do których się dąży w życiu powinny być. Głaskam i powodzenia życzę-jaką-
      kolwiek decyzję podejmiesz.
      • anna_no14 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 10:06
        dzięki ciociupolciu za szybką odpowiedź, dobrze jak ktoś mi powie jak to
        wygląda z boku, bo ja sama już nic nie wiem. Spróbuję umówić się jeszcze na
        spotkanie z psychologiem, może on pozwoli mi lepiej ocenić sytuację i może
        jakoś to wszystko posklejać do kupy.

        pozdrawiam
      • anna_no14 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 10:08
        przepraszam, chciałam napisać
        dzięki boo-boo
    • anna_no14 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 10:02
      dzisiejsza wzmianka:
      Mąż się do mnie nie odzywa, bo wczoraj nie chciałam go zawieźć do znajomego,
      który coś dla nas robi i on się po raz kolejny chciał z nim napić, wykazałam
      się niezrozumieniem męża i teraz mam za swoje.
      • joanna784 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 10:12
        a może problemem jest tu alkohol a nie ty? może on poprostu wpadl w nałóg,a
        wstydzi się,boi się tobie przyznać?piszesz że często wraca wypity do domu. może
        dlatego nie chce w domu siedzieć (tu się nie napije).a wrogie nastawienie do
        ciebie to reakcja obronna-zanim zaatakujesz ty.
        • anna_no14 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 10:15
          też już o tym myślałam, ale z tym faktem tym bardziej nie wiem co zrobić.
          wczoraj zaczęłam mu wymieniać, że od czwrtku to codziennie pije, oburzył się
          bardzo, bo wypicie dwóch piwek, to przecież tego nie można liczyć. a były i
          cięższe alkohole.
          • to-wlasnie-ja Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 13:34
            Sluchaj a moze zrobcie konkretny podzial obowiazkow ? Usiadzcie razem i przedyskutujcie tak, aby kazdy mial cos , za co bedzie odpowiedzialny , ale i jest w stanie to zrobic . I trzymajcie sie tego. A jesli on np. nie zrobi zakupow to obiadu nie ma ( zawsze mozesz dzieciom cos malego ugotowac i wczesniej podac ) .A jak on sie nie wywiaze to i Ty nie - nie pierz jego rzeczy, nie prasuj itp. No i wazne byloby wsparcie rodziny, np. rozmowa z mama , ze na przyszlosc niech nie bierze dzieci, bo probujesz mezowi cos pokazac a tak to sie nie uda.
            Alkohol to faktycznie problem i to wydaje mi sie, ze dosc duzy. To nieprawda, ze trzeba az tyle pic aby cos tam zalatwic To wygodna wymowka . Zreszta skoro twierdzi ze jest az taki przemeczony to niech nie pije , bo kac dopiero meczy . Ja przeprowadzilabym powazna rozmowe na ten temat , a gdyby to nie odnioslo skutku , to ja bym ostro pojechala. Gdyby wycial kolejny numer i nie wrocil normalnie jak maz i ojciec do domu tylko balowal do rana to kazalabym mu sie spakowac albo sam wyniosla do rodzicow. Moze taka terapia szokowa odnioslaby skutek?
            Wg. mnie Twoj maz " odkryl " luz i zabawe jaka kryje w sobie alkohol i spotkania z kumplami a poniewaz AZ pracuje to uwaza , ze robi wszystko co nalezy do meza. Kiepsko to widze.
            • anna_no14 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 14:14
              dzięki Wam wszystkim, że mnie wspieracie. bardzo tego potrzebuję.
              od jakiegoś czasu tłamszę problemy w sobie, przenosi się to niestety na inne
              sfery życia, straciłam poczucie własnej wartości. chyba nie może byc tak że
              jedna osoba się stara, chce naprawiać, chce zmian a druga tylko szuka
              pretekstów do swoich zachcianek nie licząc się kompletnie z innymi a jak jest
              problem to zrzuca winę na innych.
              • wojtek56 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 14:40
                Aniu, moim zdaniem Twój mąż ma wszelkie zadatki na alkoholika, o ile już w nałóg
                nie wpadł. A Ty masz wszelkie zadatki na zostanie żoną alkoholika, o ile... itd.
                Dlaczego pije? Może nie umie pogodzić się z Twoim sukcesem zawodowym, może
                przeżył na boku nieudany romans, może rodzice nie kochali go dostatecznie mocno
                - wszystko jedno. Widać, że nie radzi sobie i ucieka od konstruktywnych rozwiązań.
                Dlaczego Ty nadal go mocno kochasz? Bo jesteś zaradna, skuteczna,
                przedsiębiorcza i nie chcesz się przyznać przed sobą i innymi, ze coś wymyka Ci
                sie spod kontroli. I tak Wasz związek będzie murszał i obrastał. Ty stracisz do
                końca poczucie własnej wartości, szacunek do siebie samej, przelejesz
                niespełnione uczucia na dzieci, co zachwieje ich relacjami z otoczeniem, itp.
                itd. Jak to w życiu.
                Może też być inaczej. Możesz spojrzeć na wszystko oczami neutralnego świadka i
                nazwać rzeczy po imieniu. Możesz zastanowić się, czego tak naprawdę chcesz i
                rozmówić się z mężem. Pamiętaj: jesteś zaradna, skuteczna, przedsiębiorcza, dasz
                sobie radę! A Twój mąż albo pójdzie na współpracę, albo... I tu moment
                najważniejszy: naprawdę nie jest warto poświęcać życia dla wpojonych,
                bezsensownych zasad. Przyznaj się sama przed sobą do porażki (pecha,
                nieszczęścia - mniejsza o nazwę) i zaryzykuj stanięcie na własnych nogach, bez
                podpierania się o chwiejnego "partnera". I nie podsuwaj za argument dzieci, że
                niby wymagają Twojego poświęcenia. One więcej stracą trwając w chorym układzie,
                niż gdyby miały jednego rodzica na co dzień, za to funkcjonującego na zdrowych
                zasadach.
                Anno, Wasz związek wcale nie musi sie rozpaść. Ale musisz poczuć w sobie
                DETERMINACJĘ. Musisz realnie postawić przed mężem perspektywę rozejścia się,
                chyba że zdecyduje się albo na odwyk, albo na inne kroki w Twoją stronę. Zrób to
                dla swoich dzieci, ale przede wszystkim dla siebie. Tobie też się coś od życia
                należy.
                • anna_no14 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 14:47
                  dzięki za odpowiedź,
                  dzięki Wam może będę w stanie inaczej spojrzeć na całą sytuację. wiem jedno,
                  muszę coś z tym zrobić. Bałam się że to na mnie runie lawina oskarżeń, że
                  właściwie o co mi chodzi, mam zaradnego (finansowo) męża, nie bije, chce
                  dobrze. dzięki że potraficie mnie zrozumieć, może dzięki Wam będę pewniejsza w
                  swoich działaniach i dam radę stawić czoła temu problemowi, a dodam że byłam
                  już bezsilna. dzięki.
            • karmilla Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 14:56
              > Gdyby wycial kolejny numer i nie wrocil
              > normalnie jak maz i ojciec do domu tylko balowal do rana to kazalabym mu sie s
              > pakowac albo sam wyniosla do rodzicow. Moze taka terapia szokowa odnioslaby s
              > kutek?

              nie byłabym taka pewna. Skoro wyjazd małżonki potraktował jako okazję do
              zabawy, pozbywając się uprzednio dzieci, to odejście małżonki z dziećmi
              potraktuje jako:
              1) krzywdę jaka go spotkała, więc trzeba się napić z kolegami i się wyżalić na
              tą wredną skukę, co to wkółko się czepiała, a teraz zabrała dzieci i poszła
              sobie/wyrzuciła mnie na brku jak psa
              2) znikniecie przeszkody w prowadzeniu imprezowego życia.
              I o alimenty moźe być trudniej, bo w końcu skoro opuściła, to niech sobie radzi
              sama
              Ja bym najpierw spróbowała robić wszystko sobie i dzieciom, a jemu nic, a jak
              się upomni, że chce jeść, mieć coś wyprane czy co tam jeszcze, to powiedzieć: a
              może ja też już nie mam ochoty ci prać/sprzątać/gtować, to mnie ogranicza, a
              jak wracam z pracy to tez bywam zmęczona i potrzebuję trochę luzu
              • to-wlasnie-ja Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 17.07.07, 16:21
                Byc moze masz racje Karmillo. Bazowalam na tym, ze co innego wyjazd zony a co innego spakowanie jemu walizek ( tak naprawde to mnie zawsze dziwi, ze zazwyczaj zona sie tula po rodzinie zostawiajac mezowi wygodne lokum ) lub w ostatecznosci pozostawienie go, aby przemyslal wlasne postepowanie . Przyznaje, ze nie wiem, czy rzeczywiscie nie potraktowalby tego jako kolejna okazje do balowania, bo po prostu nie jest to MOJ maz . Wiem, ze dla mojego bylby to wstrzas .
                Pomysl o prowadzeniu domu tylko dla siebie i dzieci tez podrzucilam . I widzisz, tu tez moze sie okazac, ze brak obiadu bedzie pretekstem do kolejnego wyjscia, bo PRZECIEZ COS ZJESC TRZEBA i zapewne wypic przy okazji...
                Jedno jest pewne - Anna ma powazny problem . Mam nadzieje, ze uda jej sie dogadac z mezem. Trzymam kciuki :)
                • anna_no14 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 18.07.07, 07:14
                  dzięki Wam wszystkim za wskazówki. Postanowiłam, że na razie nie będę nic
                  robiła do soboty. W sobotę córka kończy dwa latka, i nie będę mieszać przed jej
                  urodzinami. Poza tym w poniedziałek jestem umówiona z psychologiem, bo czuję że
                  samej mi się nie uda rozwiązać tego problemu i przejść przez to.
                  Jestem Wam bardzo wdzięczna za okazanie wsparcia, którego napradę potrzebuję i
                  dzięki Wam otwierają mi się w końcu oczy.
                  Jestem zbyt mało pewna siebie i mąż z tego korzysta, niby nie chcę żeby męża
                  ciągle nie było, ale drastycznych posunięć nie robię, i to może błąd.
                  pozdrawiam wszystkich i dzięki Wam.
                  • szarsz Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 18.07.07, 09:03
                    Anno, ja tu się odzywam pierwszy raz, ale Twój wątek mną wstrząsnął :(

                    Ja jestem dzieckiem z rodziny, w której ojciec pił i to co czytam u Ciebie -
                    tak pewnie zaczynało się u mnie w domu, między moimi rodzicami, tylko ja tego
                    nie pamiętam, byłam za mała.

                    Mogę Ci powiedzieć, że wystraszone dziecko, jakim byłam wyrosło na
                    zwichrowanego dorosłego, który długie lata borykał się ze swoimi problemami.
                    Teraz, a jestem już po trzydziestce jest lepiej... Co przeżyłam, to moje, więc
                    proszę Cię - nie funduj tego swoim dzieciom.

                    Mój ojciec pił i ukrywał to, na początku po prostu na imprezach i przy
                    załatwianiu różnych spraw - jak Twój mąż. Potem było coraz gorzej. Mama była
                    bardzo zaradną kobietą, bardzo szanowaną w naszym mieście i niestety
                    współuzależnioną... Wiesz na czym polega współuzależnienie? Na tym, że nie
                    potrafi się wybrać tego, co dobre dla Ciebie, że kryjesz i pomagasz
                    alkoholikowi, że przegrywasz własne życie w imię... No właśnie, w imię czego?
                    Nie odeszła od męża mimo tego, że pod koniec życia (mama nie żyje już od
                    siedmiu lat) musiała sama utrzymywać mieszkanie - ojciec wszystko przepijał,
                    nie dawał na czynsz, na rachunki, mama dawała mi pieniądze na studia... Jednym
                    słowem i tak była sama, tylko miała w domu takiego śmierdzącego żula, z którym
                    nie było co zrobić...

                    Mi Twój mąż wygląda na alkoholika. Bo alkoholik od pijącego różni się tym, że
                    alkoholik nie potrafi nie wypić, mimo tego, że zdaje sobie sprawę z tego, że
                    jak wypije to zawali sprawy zawodowe lub rodzinne.

                    I pamiętaj, to nie jest Twoja wina.

                    Idź na forum Uzależnienia, pogadaj tam z ludźmi, szczególnie, jeśli pojawia się
                    tam "uzależniony" - to mądry facet, ale i inni mogą wiele Ci powiedzieć.
                    Ty przede wszystkim musisz ratować i ocalić siebie. I dzieci. Dopiero wtedy
                    będziesz mogła pomóc mężowi.
                    • vicvian Re:mala korekta 20.07.07, 14:48
                      "Uzalezniony" nie pisze na forum Uzalezniena(jakos dziwnie to brzmi)a na
                      forum "Alkohol nasz los" Wszystko inne sie zgadza.
                      pozdrawiam
    • sunrise2006 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 19.07.07, 11:43
      o rany, nie wygląda to dobrze. Wiesz, niby kwestia zaufania i dogadania się, na
      ile sobie można w związku pozwolić. Ale ja czegoś takiego bym nie zniosła. To
      ja się zastanawiam nad sensem zwiazku, w którym Chłopisko mi mówi, ze jego
      zdaniem nierz od związku trzeba odpocząc i wyjechać gdzieć na kilka dni samemu.
      To ja już się zastanawiam, czy z takim to warto myśleć o przyszłości. A te
      powroty nocne twoejgo - to dla mnie przerażające. ja szczerze ci mówię, tego
      bym nie zniosła. Pal to sześc, czy to jego alkoholizm, czy kumple, czy babki,
      choć moim zdaniem wszystko się wiąże, ale ja bym w zyciu po takiej nocy, nie
      wpuściła go do łóżka. Może ja jestem zazdrosną zaborczą babą, ale wiesz, takie
      są moje granice. Sorcia, że tak z grubej rury, ale chciałam tylko powiedzieć
      swoje zdanie. Dla mnie - koszmar. a najgorsze, że ty w tym wszystkim, jak już
      napisał Wojtuś, bedziesz stopniowo tracić poczucie własnej wartości, pozwalac
      na wiele wiecej, bo już rece ci opadną. Oj...
      • anna_no14 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 19.07.07, 14:54
        prawda jest taka, że ja faktycznie pozwalam na coraz więcej, tylko nie potrafię
        tego przerwać. I niestety kółko się zamyka, bo ja tego nie akceptuję, robię się
        nieznośna, nie można ze mną wytrzymać(tak twierdzi mój mąż), więc on nie ma
        ochoty ze mną spedzać czasu. Na co dzień jestem strasznie zabiegana i niestety
        wiele wyskoków męża, przechodzi bez echa, a on byc może widzi w tym
        przyzowlenie, ja nię chcę gderać, moje argumenty niby przyjmuje i nawet mam
        wrażenie że je rozumie, ale do czasu następnej imprezki, na którą musi pójść bo
        musi załatwić ...., a ja tego nie rozumiem, on to robi dla nas, ja go nie
        wspieram w działaniach na dobro rodziny i tego typu argumenty.
        • szarsz Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 20.07.07, 09:37
          anna_no14 napisała:
          > prawda jest taka, że ja faktycznie pozwalam na coraz więcej, tylko nie
          > potrafię tego przerwać.

          I takie właśnie życie będziesz miała przez następne 5, 10, 20, 40 lat.

          > robię się nieznośna, nie można ze mną wytrzymać

          No. I jeszcze go przeproś, że żyjesz.

          > ja nię chcę gderać,

          Nie gderaj. Zrób coś. Dla siebie.

          > a ja tego nie rozumiem, on to robi dla nas, ja go nie
          > wspieram w działaniach na dobro rodziny i tego typu argumenty.

          Czym dla Ciebie jest dobro rodziny?


          Dla mnie, jako Dorosłego Dziecka Alkoholika (to dotyczy wszystkich, którzy żyją
          w dysfunkcyjnych rodzinach), najtrudniejsze było przyjęcie, że nic się nie da /
          nie dało zrobić. Jeśli człowiek chce się staczać, to będzie to robić,
          niezależnie od wszystkiego. I to nie jest Twoja wina. Ty jesteś ofiarą i masz
          prawo (obowiązek) ratować siebie.
          • drak02 Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 20.07.07, 15:46
            Anna, na podstwie tego co napisałaś , można wniosjkować , ze twoj mąż ma
            powazny problem z alkoholem. Prawdopodobnie jest uzależniony . Te wszyskie
            dziwne jego zachowania i problemy są pochodną jego picia. Myślę że alkoholizm
            towjego meża dodatkowo łaczy sie z brakiem dojrzałości społecznej i
            emocjonalnej. Nie powinnas obwiniać sie o nic, to nie Ty jestes powodem jego
            picia i problemów z tym związanych. Osoba uzalezniona pije bo musi pić - innego
            powodu nie ma. Alkoholik jest mistrzem manipulacji i potrafi znaleźć tysiące
            powodów i usprawiedliwień swojego zachowania. Najgorsze jest tp że osoba
            uzalezniona w ciaga w wir swoich kłopotów i problemów pozostałych członków
            rodziny - Ciebie i dzieci. Przez to zarówno TY jak i dzieci stajecie sie
            osobami współuzaleznionymi (szczególnie dotyczy to Ciebie i strsze dziecko,
            młodsze jest jescze nie świadome sytuacji w jakij sie znajduje).
            Współuzaleznienie objawia sie tym ze zamiast zajmowac sie własnym życiem i
            swoimi sprawami, nieustannie rozmyślasz, martwosz sie i zyjesz życiem twojego
            meża, Nie jestes pewna kiedu przyjdzie i w jakim stanie. Nie możesz mu ufać,
            kontrolujesz go, sprawdzasz itp. Zjednej srony rozumiem twoje zachowanie, w
            ten spsób pragniesz ratowac normalne funkcjonowanie rodziny , ale jednoczesnie
            wyreczasz go, załatwiesz jego sprawy i problemy, przejmujesz jego obowiazki (na
            razie domowe). Zacghęcam Cie do poszukania w internecie informacji na temat
            uzależnien i wspołuzaleznien. Wspomniałas w swoim poscie o wizycie u
            psychologa. Zachecam Cie do wizyty u psychologa zajmującego sie uzaleznieniami
            i wspołuzaleznieniami. Wiem ze to dla Ciebie moze być bardz krepujące ale
            sednem problemu moim zdaniem jest alkoholizm twojego meza. Psycholodzy
            zajmujący sie uzaleznieniami pracują w poradnich ds uzaleznien w publicznych
            osrodkach zdrowia. NIe traciłbym czasu ani pieniedzy na prywatne wizyty.
            ponizej przydatne linki
            alkoholizm.akcjasos.pl/153.php
            www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=strony&op=spis&id=167
            Jezeli masz jakies pytania mozesz napisac na moj adres gazetowy drak02@gazeta.pl
            • janulodz Re: razem źle, osobno jeszcze gorzej, co robić? 20.07.07, 16:48
              Po prostu schemat:
              Facet z problemem alkoholowym, młoda żonka nie zdająca sobie kompletnie sprawy z jego uzależnienia, na razie on dobrze zarabia, ona myśli, że mu samo przejdzie, bo taki był kochany, malutkie dzieci, On niedorozwinięty uczuciowo i emocjonalnie, Ona słaba i bezbronna, może JAKOŚ SIĘ UŁOŻY.
              NIC SIĘ SAMO NIE UŁOŻY.
              Żadne rocznice, dawnych wspomnień czar, terminy, obietnice i przysięgi.
              On teraz pokochał wódę.
              I tak będzie Tobą manipulował, az razem z nim utoniesz.

              I na przyszłość nie zostawiaj dzieci z nim samym.
              Może dojść do tragedii


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka