anna_no14
17.07.07, 09:45
Nie wiem co zrobić. Nie wiem nawet od czego zacząć. Może pokrótce się
przedstawię. Za dwa miesiące skończę 30 lat, mam dwoje wspaniałych dzieci, 4
letniego chłopca i 2 letnią dziewczynkę. Od 5 lat jestem w związku
małżeńskim, no właśnie i to stanowi dla mnie największy problem. Niby nie
dzieje się żadna tragedia, ale związek nie daje mi tego co powinien. Nie mam
w nim żadnego wsparcia. Dodam że jestem aktywna zawodowo, a sprawy domowe są
wyłącznie na mojej głowie, poza zawożeniem dzieci do przedszkola, żłobka,
jeśli mąż nie wyjedzie w trasę, odbieraniem głównie ja się zajmuję. Maż
prowadzi własną działalność, stąd jego ciągła nieobecność w domu,
przynajmniej tak twierdzi, na moje prośby, żeby się zaangażował w życie
rodzinne stwierdza, że może wszystko rzucić i nic nie robić i wtedy będzie
miał niezliczony czas dla dzieci i dla mnie, ale mnie nie o to chodzi,
przecież można wszystko pogodzić, ja przecież również pracuję, ale wieczory
są wyłącznie dla dzieci (chciałabym żeby jeszcze były dla męża). W weekendy
również mąż jest nieobecny, bo po pierwsze musi się wyspać 2. obejrzeć
powtórki meczów 3. być w firmie 4. zrobić coś dla znajomego 5. źle się czuje,
bo przemęczony itd. Ponieważ nie dawałam sobie rady ze wszystkim w końcu
znalazłam panią do pomocy, która przychodzi co 2 tyg i ogarnia mi trochę w
mieszkaniu, tak więc obowiązków domowych mniej. Ale ja bym chciała z mężem
iść przez życie, nie obok. Podejrzewałam go już o zdradę, te ciągłę jego
nieobecności w domu, późne powroty, ale on chyba po prostu taki jest, że woli
spędzać czas z kumplami niż z żoną. Dwa miesiące temu wyjechał ze znajomymi
na żagle, za moim przyzwoleniem, nie było go 10 dni. Miałam nadzieję że wróci
stęskniony, a on niestety dopiero wtedy poznał smak wolności. Rozchulał się
na dobre. Średnio co dwa dni wracał grubo po 24 do domu, w stanie takim, że
dzieci raczej nie powinien odwozić o 8 do przedszkola. Następnego dnia
oczywiście musiał odespać. Wychodził np. wynieść śmieci (podejrzane
zachowanie, bo nigdy nie wyrywał się do roboty) i wracał w nocy. Wytrzymałam
dwa tygodnie i po rozmowie z nim nawet miałam wrażenie że zrozumiał o co mi
chodzi. Niestety minęły trzy dni i poszedł na całość. W nocy około 3
dzwoniłam, żeby przyszedł, rano wstaję o 5.30 do pracy, patrzę a go ciągle
nie ma. Po telefonie przyszedł, stan pozostawiał wiele do życzenia.
Zastanawiałam się czy powinnam zostawiać z nim dzieci, nie powinnam, ale co
miałam zrobić pracy nie chciałam zawalać. Byłam wściekła. Pojechaliśmy na
zaplanowany urlop 7 dniowy, miał on mi wyjaśnić sytuację. 2 dni pracował i
byłam sama, pozostałe odpoczywał, był podziębiony, więc się nie angażował,
męczył się strasznie. Na propozycję jakiegoś wspólnego przedsięwzięcia
reaguje apatią, i mówi, że jest ciągle zmęczony. Nasze kontakty ograniczają
się do informacji przekazywanych przez telefon.
Kocham go bardzo i to z nim chciałabym spędzić życie, ale z nim a nie gdzieś
obok. Nie wiem co robić, w żaden sposób nie mogę do niego dotrzeć. On woli
luzacki styl życia bez angażowania się, jedna wielka impreza, a rodzina
jednak wymaga zaangażownia. Nasze próby rozmów kończą się awanturą i
płaczem. On obwinia mnie o wszystko, że chcę go zamknąć w domu, ograniczam
go, a on nie ma ochoty i już, ciągle ma jakieś sprawy do załatwienia i
kontakty do wyrobienia, a według niego można to zrobić tylko poprzez alkohol.
Według mnie jego życie wygląda w ten sposób, że on chce się bawić a gderająca
żona nie pozwala mu na to. Ma mi za złe że np. jak chcę żeby był w domu (po
21), to dzwonię do niego z coraz to większą częstotliwością, według niego to
nic nie da, według mnie też, ale co mam siedzieć z założonymi rękoma?. Już
nie raz myślałam o rozstaniu, ale boję się że sobie mimo wszystko nie poradzę
np. finansowo, poza tym ja nie chcę się rozstawać, ale nie wiem co robić.
Myślałam że dowie się jak może czuć się człowiek opuszczony gdy wyjadę.
Nadarzył się wyjazd firmowy i wyjechałam na 10 dni. On niewiele myślać
wywiózł dzieci do mojej mamy i hulał przez ten cały czas, miał naprawdę dużo
swobody wtedy. Czyli moje działanie tak naprawdę zostało wymierzone przeciwko
mnie, a on sobie poradził.
Czy ktoś może mi doradzić co robić?