Temat jest dość złożony, ale zacznę od początku. Mam 21 lat i właśnie dostałam
mieszkanie i zaczęłam mieszkać sama. Muszę przyznać, że studiuję na dwóch
kierunkach, pracuje i mam psa, który nie potrafi się sam sobą zając i jest
strasznie absorbujący (beagle

) Lubię spędzać czas sama w domu odpoczywając.
Kilka razy zaprosiłam znajomych (zazwyczaj po jednej osobie) na oglądanie
mieszkania i piwko z ciastkami. Zazwyczaj zapraszałam na 20, i miałam
nadzieję, że posiedzą z 2, maks 3 godziny i będzie koniec. DOdam, że były to
osoby, które mieszkały niedaleko.
I tak np.
Osoba pierwsza - sąsiadka z dawnego bloku, w moim wieku, o nie zbyt dużym
ilorazie inteligencji, przyszła i nie nie przyniosła, nawet najtańszych
ciastek. Po 10 minutach temat do rozmowy skończył się dla mnie, a ona dalsze 4
godziny opowiadała o swoich miłościach i innych zmyślonych historiach.
Osoba druga - nowo poznany znajomy ze studiów - chłopak, którego widzę 3 raz.
Przyszedł na 20, też niczego nie przyniósł, o 1 nad ranem zaczęłam ziewać i
mrużyć oczy, o 3 nad ranem spytał się mnie, czy nie mam drugiego łózka bo by
się "przekimał", a mieszkał dwie ulice dalej.
Sytuacji jest takich bardzo dużo, boję się, że dojdzie do tego, że całkowicie
zdziczeję, i zamknę się sama w domu. Naprawdę zastanawiam się, czy to ja
przesadzam czy inni są normalnie wychowani.
Jesteśmy studentami, wiadomo jak z sytuacją finansową. Zawsze staram się coś
przynieść do kogoś, choćby ciastka lub jakiś napój, nawet jak jestem już
któryś raz. Siedzę u kogoś zazwyczaj godzinę, za namową gospodarza dwie, ale
nie więcej.
Nie wiem, czy mówić konkretnie ludziom, że dziękuję za wizytę i muszę ich
przeprosić bo idę spać?
A jeszcze sytuacja z nocowanie. Tak naprawdę, to jeżeli chodzi o mnie, to wolę
nawet zapłacić za hotel czy schronisko i nie spać u kogoś, a jeżeli nocuję to
robię to już z przymusu.
Zawsze staram się dostosować do gospodarzy, i jestem zazwyczaj cały dzień poza
mieszkaniem, żeby nie przeszkadzać. Kupuję za gościnę jakieś jedzonko na
kolację czy owoce dla wszystkich. I staram się oszczędzać wodę - jak dziwnie
to nie brzmi.
Sytuacja pierwsza - dawna nie zbyt dobra koleżanka, miała obronę i przyjechała
na jeden dzień.
Chciała mi płacić za nocleg i takie tam głupoty głośno ogłaszane, ale umowa
była taka,że jest moim gościem i jedyne co może zrobić to wyjść z moim psem na
popołudniowy spacerek, żebym mogła się pouczyć. Dodajmy, że niby była w nim
strasznie rozkochana.
Dziewczyna nie potrafiła zając się sobą, wcześniej uprzedziłam ją, żeby wzięła
książkę lub kupiła gazetę. Kupiła Cosmopolitan

Próbowałam się uczyć, a ona tylko cały czas zagadywała mnie, czy jest grupa,
co jest w jej ciele nie tak i jaką dietę próbowała. DOdam, że jej rozmiar to
34-36. Oczywiście niczego nie powtórzyłam przed egzaminem, a ona nie rozumiała
aluzji.
Z psem nie wyszła.
Sytuacja druga - koleżanka też ze studiów i też obrona. Wyłamała się i
przywiozła ze sobą ciastka

Problem pierwszy, cały czas narzekała na mojego psa i pytała się, czemu taki
rozpieszczony. Potem wszystkim mówiła, że musiała spać z nim w łóżku. Ja
spałam na materacu na podłodze i wcześniej ją poinformowałam o tym,ze pies nie
rusza się z łózka.
Ja uczyłam się do rana, a ona miała wstać rano i powtórzyć przed obroną. W tej
sytuacji byśmy się wymienili i nikt nikomu nie przeszkadzał by. Dziewczyna
wstała, poszła do łazienki i pół godziny słyszałam lejącą się wodę. Potem co
chwilę budziła mnie i pytała się, czy nie mam kremu, lub suszarki. Wzięła
suszarkę i suszyła włosy o długości 10 cm z 40 minut. Po wyjściu z łazienki
zaczęła chodzić po gresie na obcasach i zrobiła sobie wybieg dla modelek. Na
koniec weszła do pokoju, usiadła na stole !!, wyzduała usta i patrzyła się na
mnie, żeby z nią rozmawiać, bo się nudzi.
Dodam, że nie chodzi o prąd czy wodę, ale o to, że moje mieszkanie ma 25 m2 i
wszystko słychać. Sama nie chodzę po gresie na obcasach, bo boję się, że się
zniszczy. W końcu na to wszystko sama zapracowałam.
Po 2 godzinach snu taka pobudka.
NIe mogę wcale dogadać się z moimi gośćmi, a to niby wykształceni ludzie.