malenka691
06.09.07, 23:34
Witajcie!!!!!
Nie wiem w zasadzie od czego zaczac,wiec moze od poczatku....córka
poszła własnie do pierwszej klasy,zanim dokonałam wyboru szkoły
obejżałam ja osbie dokładnie, byłysmy na dniu otwartym,bardzo nam
sie podobało, córka była zadowolona...jest blisko domu- to tez ważne
bo do zerówki chodziła w przedszkolu które było daleko i mimo iż
samo w sobie super to jednak wykanczały nas dojazdy,a tutaj miałaby
chociaz dzieci które mieszkaja w naszej okolicy ,bo sprowadziłysmy
sie niedawno i nie ma tu żadnych znajomych...ale do
rzeczy.Rozpoczecie roku-szok!!!-okazuje sie że w klasie w której
miało byc 25 dzieci jest ich 36,ledwo sie wszyscy zmieścili w sali,w
pierwszym dniu czekam na córke w szatni ,ale okazuje sie ze przez
pomyłke została zaprowadzona na świetlice,wpadam tam ,a młoda
zdzorientowana ze lzami w oczach stoi na środku sali...kolejny
dzien--po szkole relacjonuje mi ochle ze na przerwie dostała od
jakiegos starszego chłopaka po głowie i leciała jej krew-widziałam
sie z wychowawczynia tego dnia w szatni po lekcjach ,ale tylko sie
usmiechneła i nic o tym nie wspomniała....tego typu negatywnych
sytuacji przez te pare dni było kilka ....nie wiem juz co
myslec..jestem rozczarowana, bo chodz wiedziałam ze szkoła to już
nie zabawa w przedszkolu,ale mimo wszystko...to tak jakby kupic
wycieczke na karaiby,nocleg w pałacu,w folderze wszystko
ładnie ,pieknie,a potem na miejscu pałac okazuje sie stodołą.....nie
wiem czy tylko ja mam takie negatywne odczucia po pierwszych dniach
w szkole?
lena