Dodaj do ulubionych

Makuszyński o żydach (za GW)

07.08.03, 08:58
Rasowy dowcip znad morza


Stanisław Mancewicz 05-08-2003, ostatnia aktualizacja 05-08-2003 21:07

Makuszyński, świetny pisarz dla dzieci, dla dorosłych pisał teksty okropne

Parę gazet - w tym "Gazeta Wyborcza" - odnotowało z niejaką emfazą 50.
rocznicę śmierci Kornela Makuszyńskiego. Autor paru nieśmiertelnych książek
dla dzieci i młodzieży został przedstawiony jako pisarz wyrosły na tradycji
polskiej gawędy, wzruszający i obdarzony staroświeckim poczuciem humoru - jak
napisał Marek Mikos w notce o nim. Z Makuszyńskim jednak, który do
przedwojennej Polskiej Akademii Literatury został przyjęty "ze względu na
wartości literackie i moralne tekstów przeznaczonych dla dorosłych", nie jest
wcale tak prosto i pogodnie, jakby chcieli wszyscy wychowani na "Koziołku
Matołku" czy "Szatanie z siódmej klasy". Jego proza dla dorosłych,
niewznawiana dziś, ale dostępna w bibliotekach i antykwariatach, z wielkimi
wartościami literackimi nie ma wiele wspólnego. Warto dla całości obrazu
przypomnieć jej fragmenty.

Jego wydany dwa razy w międzywojennej Polsce zbiorek felietonów "Moje Listy",
oznaczany w bibliografiach jako istotna część twórczości, jest najgorszym
przykładem "polskiej gawędy i staroświeckiego humoru" obowiązującym jednak
swego czasu wśród części rodzimych literatów. Książeczka została wydana w
Bibliotece Dzieł Wyborowych w Warszawie (po raz drugi w 1923 roku). Składa
się z niewinnych wspomnień o Ludwiku Solskim, z "listów" ze Lwowa, gdzie
Makuszyński dyrektorował teatrowi, oraz z Zakopanego i Sopotu, dokąd jeździł
na wakacje.

W Sopocie autor napotkał problem, z którym rozprawia się zasadniczo i z godną
uwagi, proroczą - by powiedzieć - myślą i niezrównanym dowcipem: "List z
Sopotu powinien być właściwie napisany po żydowsku, jeśli ma być
interesujący, stylem soczystym, obrazowym, powinien być wypowiedziany rękami,
wielkim rozradowanym wrzaskiem. Sopot bowiem tegoroczny to jedna wielka
mykwa, mykwa zaś jest to wielka kadź kąpielowa, która ma tę właściwość, że po
żydowskiej kąpieli jest w niej zawsze więcej cieczy, niż jej było przed
kąpielą. Zatoka sopocka tak mniej więcej wygląda. Żydowskie kąpiele w Sopocie
mają jednak i dobrą stronę, wszystka bowiem ryba, oszalała z przestrachu,
śmiertelnie zalękła, odurzona zapachem, obłąkana z rozpaczy, zadarłszy ogony
uciekła na polskie morze, gdzie ją można wyjmować rękami, jak oczadziałą".

Makuszyński analizuje też los mew: "Mewa (...) leci nad obszar kąpielowy, aby
przestraszyć pluskające się żydzięta, krąży nad basenem, krąży, potem zaczyna
się słaniać w powietrzu, trzepocze skrzydłami i pada w morze, taka nad
żydowskim basenem jest aura".

Autor przygód "Koziołka Matołka" lubi zwierzęta i do nich głównie stosuje
wszelakie paralele. W swą grafomańską niechęć angażuje też zjawiska
atmosferyczne: "Czasem szczury, kierowane jakimś tajemnym nakazem, wędrują
niezliczoną gromadą, tak samo w tym roku przywędrowali nad morze żydowie.
(...) Morze zgorzkniało, stało się posępne, niechętne gęste. Fale patrzą z
podełba ku brzegowi i nie chcą płynąć, wiatr to pędzi, krzyczy, nawołuje,
gwiżdże, a woda w płacz, żyd nastawia brzuch, fala w nogi". (...) Potem
zirytowane morze rzyga tem mrowiem na brzeg i wtedy na piasku leży sto
tysięcy ton koszernego mięsa."

Dziś wyjątkowo źle brzmi fragment o patriarsze: "Żydowie, zachłanni bardzo na
wszelkie leczenie się, czynią to bardzo dokładnie i umieją wyzyskać
umiejętnie słońce, wodę, piasek, nawet wiatr (...). Nawet stary patriarcha,
na którego brodzie można by założyć laboratorium chemiczne albo fabrykę
mydła, miałoby się bowiem pod ręką wszystko do tej fabrykacji potrzebne,
zajechał do Sopotu". Nie chcę czynić marnej próby sugerowania, jakoby
Makuszyński coś wiedział o nadbiegającej koszmarnej przyszłości, ale jako
członek Akademii mógł się wykazać lepszym smakiem i doborem porównań.
Obserwuj wątek
    • Gość: a Re:Mykwa IP: *.NYCMNY83.covad.net 07.08.03, 15:26
      Znakomite, ten kto chce jej doswiadczyc niech przyjedzie do NY
      • fredzio54 Re:Mykwa 07.08.03, 15:33
        Gość portalu: a napisał(a):

        > Znakomite, ten kto chce jej doswiadczyc niech przyjedzie do NY
        nasze baby uzywaja mykwe ale gojki nie przesto mamusia mi opowiadla ze gojki na
        dole smierdza ? czy to prawda Titusie rabusie ? wiem ze arabki tak mam
        doswiaczenia na postarunkaw tulkarem
        • Gość: a Re:Mykwa IP: *.NYCMNY83.covad.net 07.08.03, 15:52
          www.mojomoon.net/healnet.html
        • titus_flavius Re:Mykwa 07.08.03, 17:00
          fredzio54 napisał:

          > Gość portalu: a napisał(a):
          >
          > > Znakomite, ten kto chce jej doswiadczyc niech przyjedzie do NY
          > nasze baby uzywaja mykwe ale gojki nie przesto mamusia mi opowiadla ze gojki
          na
          >
          > dole smierdza ? czy to prawda Titusie rabusie ?

          Ave,
          gojki na dole - żydówki całe, taka jest różnica.
          T.
        • maniekxxx Re:Mykwa 12.08.03, 03:27
          fred to gojkom i arabkom nielizales? to co z ciebie za fred?
    • zwingli Henry Ford o żydach 07.08.03, 17:12
      "Doszło dziś u nas do tego, że nie można wziąć do ręki żadnego dziennika
      amerykańskiego, by w nim nie znaleźć śladów żydowskiej propagandy
      antypolskiej, propagandy, mającej na celu odwrócenie naszej uwagi od
      tego, co się dzieje w porcie nowojorskim. Jeśli czytelnik powie: Nie
      myślimy o Polsce, myślimy o Stanach Zjednoczonych, - odpowiemy mu na
      to, że właśnie myśli już o Polsce w ten sposób, w jaki Zydzi amerykańscy
      chcą, by myslał, a fakt, że myśli o tym w sposób zgodny z życzeniem
      żydowskim czyni go w pewnej mierze niezdolnym do zrozumienia
      całokształtu kwestii żydowskiej w Stanach Zjednoczonych."

      Henry Ford - Międzynarodowy Żyd

      Ford Henry (1863-1947), wybitny przemysłowiec amerykański, twórca masowej
      motoryzacji i koncernu Ford.














      • wesoly3 Re: Henry Ford o żydach 12.08.03, 02:58
        was wszedzie nie chca zydzi
    • titus_flavius Re: Makuszyński o żydach (za GW) 13.08.03, 17:41
      titus_flavius napisał:

      > Rasowy dowcip znad morza
      >
      >
      > Stanisław Mancewicz 05-08-2003, ostatnia aktualizacja 05-08-2003 21:07
      >
      > Makuszyński, świetny pisarz dla dzieci, dla dorosłych pisał teksty okropne
      >
      > Parę gazet - w tym "Gazeta Wyborcza" - odnotowało z niejaką emfazą 50.
      > rocznicę śmierci Kornela Makuszyńskiego. Autor paru nieśmiertelnych książek
      > dla dzieci i młodzieży został przedstawiony jako pisarz wyrosły na tradycji
      > polskiej gawędy, wzruszający i obdarzony staroświeckim poczuciem humoru - jak
      > napisał Marek Mikos w notce o nim. Z Makuszyńskim jednak, który do
      > przedwojennej Polskiej Akademii Literatury został przyjęty "ze względu na
      > wartości literackie i moralne tekstów przeznaczonych dla dorosłych", nie jest
      > wcale tak prosto i pogodnie, jakby chcieli wszyscy wychowani na "Koziołku
      > Matołku" czy "Szatanie z siódmej klasy". Jego proza dla dorosłych,
      > niewznawiana dziś, ale dostępna w bibliotekach i antykwariatach, z wielkimi
      > wartościami literackimi nie ma wiele wspólnego. Warto dla całości obrazu
      > przypomnieć jej fragmenty.
      >
      > Jego wydany dwa razy w międzywojennej Polsce zbiorek felietonów "Moje Listy",
      > oznaczany w bibliografiach jako istotna część twórczości, jest najgorszym
      > przykładem "polskiej gawędy i staroświeckiego humoru" obowiązującym jednak
      > swego czasu wśród części rodzimych literatów. Książeczka została wydana w
      > Bibliotece Dzieł Wyborowych w Warszawie (po raz drugi w 1923 roku). Składa
      > się z niewinnych wspomnień o Ludwiku Solskim, z "listów" ze Lwowa, gdzie
      > Makuszyński dyrektorował teatrowi, oraz z Zakopanego i Sopotu, dokąd jeździł
      > na wakacje.
      >
      > W Sopocie autor napotkał problem, z którym rozprawia się zasadniczo i z godną
      > uwagi, proroczą - by powiedzieć - myślą i niezrównanym dowcipem: "List z
      > Sopotu powinien być właściwie napisany po żydowsku, jeśli ma być
      > interesujący, stylem soczystym, obrazowym, powinien być wypowiedziany rękami,
      > wielkim rozradowanym wrzaskiem. Sopot bowiem tegoroczny to jedna wielka
      > mykwa, mykwa zaś jest to wielka kadź kąpielowa, która ma tę właściwość, że po
      > żydowskiej kąpieli jest w niej zawsze więcej cieczy, niż jej było przed
      > kąpielą. Zatoka sopocka tak mniej więcej wygląda. Żydowskie kąpiele w Sopocie
      > mają jednak i dobrą stronę, wszystka bowiem ryba, oszalała z przestrachu,
      > śmiertelnie zalękła, odurzona zapachem, obłąkana z rozpaczy, zadarłszy ogony
      > uciekła na polskie morze, gdzie ją można wyjmować rękami, jak oczadziałą".
      >
      > Makuszyński analizuje też los mew: "Mewa (...) leci nad obszar kąpielowy, aby
      > przestraszyć pluskające się żydzięta, krąży nad basenem, krąży, potem zaczyna
      > się słaniać w powietrzu, trzepocze skrzydłami i pada w morze, taka nad
      > żydowskim basenem jest aura".
      >
      > Autor przygód "Koziołka Matołka" lubi zwierzęta i do nich głównie stosuje
      > wszelakie paralele. W swą grafomańską niechęć angażuje też zjawiska
      > atmosferyczne: "Czasem szczury, kierowane jakimś tajemnym nakazem, wędrują
      > niezliczoną gromadą, tak samo w tym roku przywędrowali nad morze żydowie.
      > (...) Morze zgorzkniało, stało się posępne, niechętne gęste. Fale patrzą z
      > podełba ku brzegowi i nie chcą płynąć, wiatr to pędzi, krzyczy, nawołuje,
      > gwiżdże, a woda w płacz, żyd nastawia brzuch, fala w nogi". (...) Potem
      > zirytowane morze rzyga tem mrowiem na brzeg i wtedy na piasku leży sto
      > tysięcy ton koszernego mięsa."
      >
      > Dziś wyjątkowo źle brzmi fragment o patriarsze: "Żydowie, zachłanni bardzo na
      > wszelkie leczenie się, czynią to bardzo dokładnie i umieją wyzyskać
      > umiejętnie słońce, wodę, piasek, nawet wiatr (...). Nawet stary patriarcha,
      > na którego brodzie można by założyć laboratorium chemiczne albo fabrykę
      > mydła, miałoby się bowiem pod ręką wszystko do tej fabrykacji potrzebne,
      > zajechał do Sopotu". Nie chcę czynić marnej próby sugerowania, jakoby
      > Makuszyński coś wiedział o nadbiegającej koszmarnej przyszłości, ale jako
      > członek Akademii mógł się wykazać lepszym smakiem i doborem porównań.
    • titus_flavius Re: Makuszyński o żydach (za GW) 17.09.03, 11:21
      titus_flavius napisał:

      > Rasowy dowcip znad morza
      >
      >
      > Stanisław Mancewicz 05-08-2003, ostatnia aktualizacja 05-08-2003 21:07
      >
      > Makuszyński, świetny pisarz dla dzieci, dla dorosłych pisał teksty okropne
      >
      > Parę gazet - w tym "Gazeta Wyborcza" - odnotowało z niejaką emfazą 50.
      > rocznicę śmierci Kornela Makuszyńskiego. Autor paru nieśmiertelnych książek
      > dla dzieci i młodzieży został przedstawiony jako pisarz wyrosły na tradycji
      > polskiej gawędy, wzruszający i obdarzony staroświeckim poczuciem humoru - jak
      > napisał Marek Mikos w notce o nim. Z Makuszyńskim jednak, który do
      > przedwojennej Polskiej Akademii Literatury został przyjęty "ze względu na
      > wartości literackie i moralne tekstów przeznaczonych dla dorosłych", nie jest
      > wcale tak prosto i pogodnie, jakby chcieli wszyscy wychowani na "Koziołku
      > Matołku" czy "Szatanie z siódmej klasy". Jego proza dla dorosłych,
      > niewznawiana dziś, ale dostępna w bibliotekach i antykwariatach, z wielkimi
      > wartościami literackimi nie ma wiele wspólnego. Warto dla całości obrazu
      > przypomnieć jej fragmenty.
      >
      > Jego wydany dwa razy w międzywojennej Polsce zbiorek felietonów "Moje Listy",
      > oznaczany w bibliografiach jako istotna część twórczości, jest najgorszym
      > przykładem "polskiej gawędy i staroświeckiego humoru" obowiązującym jednak
      > swego czasu wśród części rodzimych literatów. Książeczka została wydana w
      > Bibliotece Dzieł Wyborowych w Warszawie (po raz drugi w 1923 roku). Składa
      > się z niewinnych wspomnień o Ludwiku Solskim, z "listów" ze Lwowa, gdzie
      > Makuszyński dyrektorował teatrowi, oraz z Zakopanego i Sopotu, dokąd jeździł
      > na wakacje.
      >
      > W Sopocie autor napotkał problem, z którym rozprawia się zasadniczo i z godną
      > uwagi, proroczą - by powiedzieć - myślą i niezrównanym dowcipem: "List z
      > Sopotu powinien być właściwie napisany po żydowsku, jeśli ma być
      > interesujący, stylem soczystym, obrazowym, powinien być wypowiedziany rękami,
      > wielkim rozradowanym wrzaskiem. Sopot bowiem tegoroczny to jedna wielka
      > mykwa, mykwa zaś jest to wielka kadź kąpielowa, która ma tę właściwość, że po
      > żydowskiej kąpieli jest w niej zawsze więcej cieczy, niż jej było przed
      > kąpielą. Zatoka sopocka tak mniej więcej wygląda. Żydowskie kąpiele w Sopocie
      > mają jednak i dobrą stronę, wszystka bowiem ryba, oszalała z przestrachu,
      > śmiertelnie zalękła, odurzona zapachem, obłąkana z rozpaczy, zadarłszy ogony
      > uciekła na polskie morze, gdzie ją można wyjmować rękami, jak oczadziałą".
      >
      > Makuszyński analizuje też los mew: "Mewa (...) leci nad obszar kąpielowy, aby
      > przestraszyć pluskające się żydzięta, krąży nad basenem, krąży, potem zaczyna
      > się słaniać w powietrzu, trzepocze skrzydłami i pada w morze, taka nad
      > żydowskim basenem jest aura".
      >
      > Autor przygód "Koziołka Matołka" lubi zwierzęta i do nich głównie stosuje
      > wszelakie paralele. W swą grafomańską niechęć angażuje też zjawiska
      > atmosferyczne: "Czasem szczury, kierowane jakimś tajemnym nakazem, wędrują
      > niezliczoną gromadą, tak samo w tym roku przywędrowali nad morze żydowie.
      > (...) Morze zgorzkniało, stało się posępne, niechętne gęste. Fale patrzą z
      > podełba ku brzegowi i nie chcą płynąć, wiatr to pędzi, krzyczy, nawołuje,
      > gwiżdże, a woda w płacz, żyd nastawia brzuch, fala w nogi". (...) Potem
      > zirytowane morze rzyga tem mrowiem na brzeg i wtedy na piasku leży sto
      > tysięcy ton koszernego mięsa."
      >
      > Dziś wyjątkowo źle brzmi fragment o patriarsze: "Żydowie, zachłanni bardzo na
      > wszelkie leczenie się, czynią to bardzo dokładnie i umieją wyzyskać
      > umiejętnie słońce, wodę, piasek, nawet wiatr (...). Nawet stary patriarcha,
      > na którego brodzie można by założyć laboratorium chemiczne albo fabrykę
      > mydła, miałoby się bowiem pod ręką wszystko do tej fabrykacji potrzebne,
      > zajechał do Sopotu". Nie chcę czynić marnej próby sugerowania, jakoby
      > Makuszyński coś wiedział o nadbiegającej koszmarnej przyszłości, ale jako
      > członek Akademii mógł się wykazać lepszym smakiem i doborem porównań.
      • titus_flavius Re: Makuszyński o żydach (za GW) 12.10.03, 21:10
        titus_flavius napisał:

        > titus_flavius napisał:
        >
        > > Rasowy dowcip znad morza
        > >
        > >
        > > Stanisław Mancewicz 05-08-2003, ostatnia aktualizacja 05-08-2003 21:07
        > >
        > > Makuszyński, świetny pisarz dla dzieci, dla dorosłych pisał teksty okropne
        > >
        > > Parę gazet - w tym "Gazeta Wyborcza" - odnotowało z niejaką emfazą 50.
        > > rocznicę śmierci Kornela Makuszyńskiego. Autor paru nieśmiertelnych książe
        > k
        > > dla dzieci i młodzieży został przedstawiony jako pisarz wyrosły na tradycj
        > i
        > > polskiej gawędy, wzruszający i obdarzony staroświeckim poczuciem humoru -
        > jak
        > > napisał Marek Mikos w notce o nim. Z Makuszyńskim jednak, który do
        > > przedwojennej Polskiej Akademii Literatury został przyjęty "ze względu na
        > > wartości literackie i moralne tekstów przeznaczonych dla dorosłych", nie j
        > est
        > > wcale tak prosto i pogodnie, jakby chcieli wszyscy wychowani na "Koziołku
        > > Matołku" czy "Szatanie z siódmej klasy". Jego proza dla dorosłych,
        > > niewznawiana dziś, ale dostępna w bibliotekach i antykwariatach, z wielkim
        > i
        > > wartościami literackimi nie ma wiele wspólnego. Warto dla całości obrazu
        > > przypomnieć jej fragmenty.
        > >
        > > Jego wydany dwa razy w międzywojennej Polsce zbiorek felietonów "Moje List
        > y",
        > > oznaczany w bibliografiach jako istotna część twórczości, jest najgorszym
        > > przykładem "polskiej gawędy i staroświeckiego humoru" obowiązującym jednak
        >
        > > swego czasu wśród części rodzimych literatów. Książeczka została wydana w
        > > Bibliotece Dzieł Wyborowych w Warszawie (po raz drugi w 1923 roku). Składa
        >
        > > się z niewinnych wspomnień o Ludwiku Solskim, z "listów" ze Lwowa, gdzie
        > > Makuszyński dyrektorował teatrowi, oraz z Zakopanego i Sopotu, dokąd jeźdz
        > ił
        > > na wakacje.
        > >
        > > W Sopocie autor napotkał problem, z którym rozprawia się zasadniczo i z go
        > dną
        > > uwagi, proroczą - by powiedzieć - myślą i niezrównanym dowcipem: "List z
        > > Sopotu powinien być właściwie napisany po żydowsku, jeśli ma być
        > > interesujący, stylem soczystym, obrazowym, powinien być wypowiedziany ręka
        > mi,
        > > wielkim rozradowanym wrzaskiem. Sopot bowiem tegoroczny to jedna wielka
        > > mykwa, mykwa zaś jest to wielka kadź kąpielowa, która ma tę właściwość, że
        > po
        > > żydowskiej kąpieli jest w niej zawsze więcej cieczy, niż jej było przed
        > > kąpielą. Zatoka sopocka tak mniej więcej wygląda. Żydowskie kąpiele w Sopo
        > cie
        > > mają jednak i dobrą stronę, wszystka bowiem ryba, oszalała z przestrachu,
        > > śmiertelnie zalękła, odurzona zapachem, obłąkana z rozpaczy, zadarłszy ogo
        > ny
        > > uciekła na polskie morze, gdzie ją można wyjmować rękami, jak oczadziałą".
        >
        > >
        > > Makuszyński analizuje też los mew: "Mewa (...) leci nad obszar kąpielowy,
        > aby
        > > przestraszyć pluskające się żydzięta, krąży nad basenem, krąży, potem zacz
        > yna
        > > się słaniać w powietrzu, trzepocze skrzydłami i pada w morze, taka nad
        > > żydowskim basenem jest aura".
        > >
        > > Autor przygód "Koziołka Matołka" lubi zwierzęta i do nich głównie stosuje
        > > wszelakie paralele. W swą grafomańską niechęć angażuje też zjawiska
        > > atmosferyczne: "Czasem szczury, kierowane jakimś tajemnym nakazem, wędrują
        >
        > > niezliczoną gromadą, tak samo w tym roku przywędrowali nad morze żydowie.
        > > (...) Morze zgorzkniało, stało się posępne, niechętne gęste. Fale patrzą z
        >
        > > podełba ku brzegowi i nie chcą płynąć, wiatr to pędzi, krzyczy, nawołuje,
        > > gwiżdże, a woda w płacz, żyd nastawia brzuch, fala w nogi". (...) Potem
        > > zirytowane morze rzyga tem mrowiem na brzeg i wtedy na piasku leży sto
        > > tysięcy ton koszernego mięsa."
        > >
        > > Dziś wyjątkowo źle brzmi fragment o patriarsze: "Żydowie, zachłanni bardzo
        > na
        > > wszelkie leczenie się, czynią to bardzo dokładnie i umieją wyzyskać
        > > umiejętnie słońce, wodę, piasek, nawet wiatr (...). Nawet stary patriarcha
        > ,
        > > na którego brodzie można by założyć laboratorium chemiczne albo fabrykę
        > > mydła, miałoby się bowiem pod ręką wszystko do tej fabrykacji potrzebne,
        > > zajechał do Sopotu". Nie chcę czynić marnej próby sugerowania, jakoby
        > > Makuszyński coś wiedział o nadbiegającej koszmarnej przyszłości, ale jako
        > > członek Akademii mógł się wykazać lepszym smakiem i doborem porównań.
        • titus_flavius Re: Makuszyński o żydach (za GW) 25.10.03, 12:05
          titus_flavius napisał:

          > titus_flavius napisał:
          >
          > > titus_flavius napisał:
          > >
          > > > Rasowy dowcip znad morza
          > > >
          > > >
          > > > Stanisław Mancewicz 05-08-2003, ostatnia aktualizacja 05-08-2003 21:
          > 07
          > > >
          > > > Makuszyński, świetny pisarz dla dzieci, dla dorosłych pisał teksty ok
          > ropne
          > > >
          > > > Parę gazet - w tym "Gazeta Wyborcza" - odnotowało z niejaką emfazą 50
          > .
          > > > rocznicę śmierci Kornela Makuszyńskiego. Autor paru nieśmiertelnych k
          > siąże
          > > k
          > > > dla dzieci i młodzieży został przedstawiony jako pisarz wyrosły na tr
          > adycj
          > > i
          > > > polskiej gawędy, wzruszający i obdarzony staroświeckim poczuciem humo
          > ru -
          > > jak
          > > > napisał Marek Mikos w notce o nim. Z Makuszyńskim jednak, który do
          > > > przedwojennej Polskiej Akademii Literatury został przyjęty "ze względ
          > u na
          > > > wartości literackie i moralne tekstów przeznaczonych dla dorosłych",
          > nie j
          > > est
          > > > wcale tak prosto i pogodnie, jakby chcieli wszyscy wychowani na "Kozi
          > ołku
          > > > Matołku" czy "Szatanie z siódmej klasy". Jego proza dla dorosłych,
          > > > niewznawiana dziś, ale dostępna w bibliotekach i antykwariatach, z wi
          > elkim
          > > i
          > > > wartościami literackimi nie ma wiele wspólnego. Warto dla całości obr
          > azu
          > > > przypomnieć jej fragmenty.
          > > >
          > > > Jego wydany dwa razy w międzywojennej Polsce zbiorek felietonów "Moje
          > List
          > > y",
          > > > oznaczany w bibliografiach jako istotna część twórczości, jest najgor
          > szym
          > > > przykładem "polskiej gawędy i staroświeckiego humoru" obowiązującym j
          > ednak
          > >
          > > > swego czasu wśród części rodzimych literatów. Książeczka została wyda
          > na w
          > > > Bibliotece Dzieł Wyborowych w Warszawie (po raz drugi w 1923 roku). S
          > kłada
          > >
          > > > się z niewinnych wspomnień o Ludwiku Solskim, z "listów" ze Lwowa, gd
          > zie
          > > > Makuszyński dyrektorował teatrowi, oraz z Zakopanego i Sopotu, dokąd
          > jeźdz
          > > ił
          > > > na wakacje.
          > > >
          > > > W Sopocie autor napotkał problem, z którym rozprawia się zasadniczo i
          > z go
          > > dną
          > > > uwagi, proroczą - by powiedzieć - myślą i niezrównanym dowcipem: "Lis
          > t z
          > > > Sopotu powinien być właściwie napisany po żydowsku, jeśli ma być
          > > > interesujący, stylem soczystym, obrazowym, powinien być wypowiedziany
          > ręka
          > > mi,
          > > > wielkim rozradowanym wrzaskiem. Sopot bowiem tegoroczny to jedna wiel
          > ka
          > > > mykwa, mykwa zaś jest to wielka kadź kąpielowa, która ma tę właściwoś
          > ć, że
          > > po
          > > > żydowskiej kąpieli jest w niej zawsze więcej cieczy, niż jej było prz
          > ed
          > > > kąpielą. Zatoka sopocka tak mniej więcej wygląda. Żydowskie kąpiele w
          > Sopo
          > > cie
          > > > mają jednak i dobrą stronę, wszystka bowiem ryba, oszalała z przestra
          > chu,
          > > > śmiertelnie zalękła, odurzona zapachem, obłąkana z rozpaczy, zadarłsz
          > y ogo
          > > ny
          > > > uciekła na polskie morze, gdzie ją można wyjmować rękami, jak oczadzi
          > ałą".
          > >
          > > >
          > > > Makuszyński analizuje też los mew: "Mewa (...) leci nad obszar kąpiel
          > owy,
          > > aby
          > > > przestraszyć pluskające się żydzięta, krąży nad basenem, krąży, potem
          > zacz
          > > yna
          > > > się słaniać w powietrzu, trzepocze skrzydłami i pada w morze, taka na
          > d
          > > > żydowskim basenem jest aura".
          > > >
          > > > Autor przygód "Koziołka Matołka" lubi zwierzęta i do nich głównie sto
          > suje
          > > > wszelakie paralele. W swą grafomańską niechęć angażuje też zjawiska
          > > > atmosferyczne: "Czasem szczury, kierowane jakimś tajemnym nakazem, wę
          > drują
          > >
          > > > niezliczoną gromadą, tak samo w tym roku przywędrowali nad morze żydo
          > wie.
          > > > (...) Morze zgorzkniało, stało się posępne, niechętne gęste. Fale pat
          > rzą z
          > >
          > > > podełba ku brzegowi i nie chcą płynąć, wiatr to pędzi, krzyczy, nawoł
          > uje,
          > > > gwiżdże, a woda w płacz, żyd nastawia brzuch, fala w nogi". (...) Pot
          > em
          > > > zirytowane morze rzyga tem mrowiem na brzeg i wtedy na piasku leży st
          > o
          > > > tysięcy ton koszernego mięsa."
          > > >
          > > > Dziś wyjątkowo źle brzmi fragment o patriarsze: "Żydowie, zachłanni b
          > ardzo
          > > na
          > > > wszelkie leczenie się, czynią to bardzo dokładnie i umieją wyzyskać
          > > > umiejętnie słońce, wodę, piasek, nawet wiatr (...). Nawet stary patri
          > archa
          > > ,
          > > > na którego brodzie można by założyć laboratorium chemiczne albo fabry
          > kę
          > > > mydła, miałoby się bowiem pod ręką wszystko do tej fabrykacji potrzeb
          > ne,
          > > > zajechał do Sopotu". Nie chcę czynić marnej próby sugerowania, jakoby
          >
          > > > Makuszyński coś wiedział o nadbiegającej koszmarnej przyszłości, ale
          > jako
          > > > członek Akademii mógł się wykazać lepszym smakiem i doborem porównań.
          • titus_flavius Re: Makuszyński o żydach (za GW) 30.10.03, 06:30
            titus_flavius napisał:

            > titus_flavius napisał:
            >
            > > titus_flavius napisał:
            > >
            > > > titus_flavius napisał:
            > > >
            > > > > Rasowy dowcip znad morza
            > > > >
            > > > >
            > > > > Stanisław Mancewicz 05-08-2003, ostatnia aktualizacja 05-08-200
            > 3 21:
            > > 07
            > > > >
            > > > > Makuszyński, świetny pisarz dla dzieci, dla dorosłych pisał teks
            > ty ok
            > > ropne
            > > > >
            > > > > Parę gazet - w tym "Gazeta Wyborcza" - odnotowało z niejaką emfa
            > zą 50
            > > .
            > > > > rocznicę śmierci Kornela Makuszyńskiego. Autor paru nieśmierteln
            > ych k
            > > siąże
            > > > k
            > > > > dla dzieci i młodzieży został przedstawiony jako pisarz wyrosły
            > na tr
            > > adycj
            > > > i
            > > > > polskiej gawędy, wzruszający i obdarzony staroświeckim poczuciem
            > humo
            > > ru -
            > > > jak
            > > > > napisał Marek Mikos w notce o nim. Z Makuszyńskim jednak, który
            > do
            > > > > przedwojennej Polskiej Akademii Literatury został przyjęty "ze w
            > zględ
            > > u na
            > > > > wartości literackie i moralne tekstów przeznaczonych dla dorosły
            > ch",
            > > nie j
            > > > est
            > > > > wcale tak prosto i pogodnie, jakby chcieli wszyscy wychowani na
            > "Kozi
            > > ołku
            > > > > Matołku" czy "Szatanie z siódmej klasy". Jego proza dla dorosłyc
            > h,
            > > > > niewznawiana dziś, ale dostępna w bibliotekach i antykwariatach,
            > z wi
            > > elkim
            > > > i
            > > > > wartościami literackimi nie ma wiele wspólnego. Warto dla całośc
            > i obr
            > > azu
            > > > > przypomnieć jej fragmenty.
            > > > >
            > > > > Jego wydany dwa razy w międzywojennej Polsce zbiorek felietonów
            > "Moje
            > > List
            > > > y",
            > > > > oznaczany w bibliografiach jako istotna część twórczości, jest n
            > ajgor
            > > szym
            > > > > przykładem "polskiej gawędy i staroświeckiego humoru" obowiązują
            > cym j
            > > ednak
            > > >
            > > > > swego czasu wśród części rodzimych literatów. Książeczka została
            > wyda
            > > na w
            > > > > Bibliotece Dzieł Wyborowych w Warszawie (po raz drugi w 1923 rok
            > u). S
            > > kłada
            > > >
            > > > > się z niewinnych wspomnień o Ludwiku Solskim, z "listów" ze Lwow
            > a, gd
            > > zie
            > > > > Makuszyński dyrektorował teatrowi, oraz z Zakopanego i Sopotu, d
            > okąd
            > > jeźdz
            > > > ił
            > > > > na wakacje.
            > > > >
            > > > > W Sopocie autor napotkał problem, z którym rozprawia się zasadni
            > czo i
            > > z go
            > > > dną
            > > > > uwagi, proroczą - by powiedzieć - myślą i niezrównanym dowcipem:
            > "Lis
            > > t z
            > > > > Sopotu powinien być właściwie napisany po żydowsku, jeśli ma być
            >
            > > > > interesujący, stylem soczystym, obrazowym, powinien być wypowied
            > ziany
            > > ręka
            > > > mi,
            > > > > wielkim rozradowanym wrzaskiem. Sopot bowiem tegoroczny to jedna
            > wiel
            > > ka
            > > > > mykwa, mykwa zaś jest to wielka kadź kąpielowa, która ma tę właś
            > ciwoś
            > > ć, że
            > > > po
            > > > > żydowskiej kąpieli jest w niej zawsze więcej cieczy, niż jej był
            > o prz
            > > ed
            > > > > kąpielą. Zatoka sopocka tak mniej więcej wygląda. Żydowskie kąpi
            > ele w
            > > Sopo
            > > > cie
            > > > > mają jednak i dobrą stronę, wszystka bowiem ryba, oszalała z prz
            > estra
            > > chu,
            > > > > śmiertelnie zalękła, odurzona zapachem, obłąkana z rozpaczy, zad
            > arłsz
            > > y ogo
            > > > ny
            > > > > uciekła na polskie morze, gdzie ją można wyjmować rękami, jak oc
            > zadzi
            > > ałą".
            > > >
            > > > >
            > > > > Makuszyński analizuje też los mew: "Mewa (...) leci nad obszar k
            > ąpiel
            > > owy,
            > > > aby
            > > > > przestraszyć pluskające się żydzięta, krąży nad basenem, krąży,
            > potem
            > > zacz
            > > > yna
            > > > > się słaniać w powietrzu, trzepocze skrzydłami i pada w morze, ta
            > ka na
            > > d
            > > > > żydowskim basenem jest aura".
            > > > >
            > > > > Autor przygód "Koziołka Matołka" lubi zwierzęta i do nich główni
            > e sto
            > > suje
            > > > > wszelakie paralele. W swą grafomańską niechęć angażuje też zjawi
            > ska
            > > > > atmosferyczne: "Czasem szczury, kierowane jakimś tajemnym nakaze
            > m, wę
            > > drują
            > > >
            > > > > niezliczoną gromadą, tak samo w tym roku przywędrowali nad morze
            > żydo
            > > wie.
            > > > > (...) Morze zgorzkniało, stało się posępne, niechętne gęste. Fal
            > e pat
            > > rzą z
            > > >
            > > > > podełba ku brzegowi i nie chcą płynąć, wiatr to pędzi, krzyczy,
            > nawoł
            > > uje,
            > > > > gwiżdże, a woda w płacz, żyd nastawia brzuch, fala w nogi". (...
            > ) Pot
            > > em
            > > > > zirytowane morze rzyga tem mrowiem na brzeg i wtedy na piasku le
            > ży st
            > > o
            > > > > tysięcy ton koszernego mięsa."
            > > > >
            > > > > Dziś wyjątkowo źle brzmi fragment o patriarsze: "Żydowie, zachła
            > nni b
            > > ardzo
            > > > na
            > > > > wszelkie leczenie się, czynią to bardzo dokładnie i umieją wyzys
            > kać
            > > > > umiejętnie słońce, wodę, piasek, nawet wiatr (...). Nawet stary
            > patri
            > > archa
            > > > ,
            > > > > na którego brodzie można by założyć laboratorium chemiczne albo
            > fabry
            > > kę
            > > > > mydła, miałoby się bowiem pod ręką wszystko do tej fabrykacji po
            > trzeb
            > > ne,
            > > > > zajechał do Sopotu". Nie chcę czynić marnej próby sugerowania, j
            > akoby
            > >
            > > > > Makuszyński coś wiedział o nadbiegającej koszmarnej przyszłości,
            > ale
            > > jako
            > > > > członek Akademii mógł się wykazać lepszym smakiem i doborem poró
            > wnań.
    • fredzio-pedzio w nas wTel Aviv na basenie to tak jak z ta mykwa.. 17.09.03, 12:13
      jak wyjda nasi z synagoga i wszystkie razem z rabin wejda do basenu to woda
      sie wylewa i tszeba pompa wlaczac tyle woda przybywa.
      Tera jusz nie sraja do basen jak kiedys bo jest security i pilnuje i jak
      zlapia takie to ryj wala.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka