Dodaj do ulubionych

najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie

IP: 10.20.33.* 23.08.01, 19:41
Był kiedyś w Ełku Ośrodek Hodowli Zarodowej na zamkowej wysepce, jak ją sobie
zawsze nazywam... i tam było takie duże kółko (reklama ośrodka zapewne, wlasnie
z napisem: ośrodek hodowli zarodowej), w które można było włożyć głowę... mam
takie zdjęcie (bo rodzice uznali to za super dowcip, choć po latach sama się z
tego śmieję do rozpuku)
Myślałam, że tylko ja.. dopóki nie okazało sie, że moja koleżanka ma identyczne
zdjęcie!!!! Czy ktoś jeszcze?
Obserwuj wątek
    • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 24.08.01, 04:51
      > Był kiedyś w Ełku Ośrodek Hodowli Zarodowej na zamkowej wysepce, jak ją sobie
      > zawsze nazywam... i tam było takie duże kółko (reklama ośrodka zapewne, wlasnie
      >
      > z napisem: ośrodek hodowli zarodowej), w które można było włożyć głowę... mam
      > takie zdjęcie (bo rodzice uznali to za super dowcip, choć po latach sama się z
      > tego śmieję do rozpuku)
      > Myślałam, że tylko ja.. dopóki nie okazało sie, że moja koleżanka ma identyczne
      >
      > zdjęcie!!!! Czy ktoś jeszcze?

      Brawo! Gratuluje pomyslowosci dziecka i roztropnosci jego rodzicow. Wejdz na
      pomnik utrwalaczy wladzy ludowej w parku i zrob sobie tam zdjecie, bo nie dlugo
      go rozbiora i nie bedziesz miala cennej pamiatki.

      • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.mcnet.pl 24.08.01, 09:12
        no i widzisz Luego, dostało ci się za wspomnienie :))))

        Odpisując w sąsiednim wątku na post Adama nie wiedziałem że mowiąc o zdjęciu
        nawiązuje do tego co tu napisałaś. Mój komentarz tam zawarty ma się więc nijak
        to Twojego wspomnienia.
        Ja chyba nie mam takiego zdjęcia, ale myśle że widziałem gdzieś podobne, ma je
        pewnie ktoś z moich kolegów. Wydaje mi się że w dzieciństwie jeżdżąc z kumplami
        za jeziorem rowerami bawiliśmy się w rózne przebieranko-podchody. I chyba jedno
        z takich ''wojennych'' zdjęć było gdzieś przy tym POHZowskim znaku.
        Oczywiście nie omieszkam tego zdjęcia jak najszybciej odnaleźć i wyciąć logo
        POHZ jako symolu zła :)))).
        Dziekuję Adamie za zwrócenie na to uwagi.
      • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: 10.20.33.* 24.08.01, 12:53
        Adamie, dzieki za podsuniecie niezlego pomyslu... :))) koniecznie musze sobie
        zrobic to zdjecie, koniecznie, moze nawet dzis mi sie uda bo bede kilkanascie
        godzin w Elku :))) Zwlaszcza, ze, jak mowisz, trzeba sie spieszyc?
        Serdecznie Cie pozdrawiam!
        jakie to szczescie ze dzieci, przynajmniej do pewnego momentu nie maja pojecia
        o polityce, o tych roznych podzialach, zaszlosciach, zaleznosciach, ukladach...
        bezczelnie powiem, ze moje dziecinstwo w PRL-u bylo swietne, bo wiesz Adamie,
        ja naprawde nie mialam pojecia ze jest jakis PRL
        pochody pierwszomajowe, jak sie zapewne domyslasz lubilam, a jakze, bo
        spotykalam tam kupe malych znajomych w berecikach i z kolorowymi balonami i
        jedynym, zreszta najwazniejszym wtedy problemem bylo, kto ma ich najwiecej!!
        aaa i jeszcze lubilam bawic sie w Klossa i Czterech pancernych
        hmmm moze warto wybrac sie do psychoanalityka, bo pewnie mam wyjalowiony i
        zindoktrynowany umysl, tylko nie mam o tym pojecia! hahah
        • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 25.08.01, 08:20


          > Adamie, dzieki za podsuniecie niezlego pomyslu... :))) koniecznie musze sobie
          > zrobic to zdjecie, koniecznie, moze nawet dzis mi sie uda bo bede kilkanascie
          > godzin w Elku :))) Zwlaszcza, ze, jak mowisz, trzeba sie spieszyc?
          > Serdecznie Cie pozdrawiam!
          > jakie to szczescie ze dzieci, przynajmniej do pewnego momentu nie maja pojecia
          > o polityce, o tych roznych podzialach, zaszlosciach, zaleznosciach,
          ukladach...
          > bezczelnie powiem, ze moje dziecinstwo w PRL-u bylo swietne, bo wiesz Adamie,
          > ja naprawde nie mialam pojecia ze jest jakis PRL
          > pochody pierwszomajowe, jak sie zapewne domyslasz lubilam, a jakze, bo
          > spotykalam tam kupe malych znajomych w berecikach i z kolorowymi balonami i
          > jedynym, zreszta najwazniejszym wtedy problemem bylo, kto ma ich najwiecej!!
          > aaa i jeszcze lubilam bawic sie w Klossa i Czterech pancernych
          > hmmm moze warto wybrac sie do psychoanalityka, bo pewnie mam wyjalowiony i
          > zindoktrynowany umysl, tylko nie mam o tym pojecia! hahah

          Ja rowniez pozdrawiam. Nie radze isc do psychoanalityka narazie, ale mozesz
          zalozyc berecik, wziasc balonika czerwonego i maszerowac tak ulicami w dzien 1
          Maja albo rocznice rewolucji pazdziernikowej. A jak wrocisz z pochodu do domu to
          nastaw sobie na Video Klossa lub Czterech Pancernych i bedziesz czula sie jak w
          raju.

          Adam
          • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: 10.20.33.* 26.08.01, 13:14
            Najlepszym komentarzem bedzie brak komentarza...

            Z innych moich ełckich wspomnień mam też dwa, które wiążą sie ze zgubieniem...
            zgubieniem mnie przez rodziców. Za pierwszym razem, zimą, nie zauwazyli, ze
            spadlam im z sanek (zorientowali sie dopiero kilkadziesiat metrow dalej). Na
            szczescie bylo duzo puszystego sniegu, tak wiec upadek byl przyjemny...
            Pamietam, jak lezalam okutana w jakies dzieciece futerko z kapturem i patrzylam
            w niebo, a na twarz padaly mi platki sniegu...
            A za drugim razem na wyboju spadlam z siodelka roweru jednego z moich rodzicow.
            Bylam malym podlotkiem i bolesnie przezylam to zdarzenie, bo spadlam tuz pod
            nogi zolnierza pelniacego warte (rodzic przejezdzal obok jednostki wojskowej) -
            a ten... sie rozesmial! Coz za kleska! :))) Strasznie mi bylo wstyd!
    • Gość: manio Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 24.08.01, 09:28
      z tym miejscem również mam wiele pieknych wspomnień z dzieciństwa . Dzieki
      Adamowi dowiedziałem się że moje najwspanialsze chłopieńce zabawy miały miejsce
      w centrum zła. Gorzej , miałem również kolegów mieszkajacych w POHZ !! Moim
      zdaniem dużo gorzej to wygląda teraz - obraz jak pokatastrofie - bezrobocie,
      obdarte budynki .
      Było to najwspanialsze miejsce do zabaw : łowienie ryb, wspinanie sie po
      drzewach , zimą bieganie na nartach.... ach wspomnienia !!!
      Mam rówież zdjecia : długie włosy , luzacki strój - wypisz wymaluj - dziecko
      kwiatów siedzące na drzewie.

      pozdrawiam wszystkich pogodnych Ełczan

      manio

    • Gość: mobb Re: wracając do wspomnien IP: *.ppp.eranet.pl 26.08.01, 11:20
      Może po prostu piszmy o wspomnieniach, co komu przyjdzie do głowy. Mi przyszło
      właśnie to.

      Pamiętacie jadłodajnię "Mała" - tam gdzie teraz jest "Onyx" ? I jej obsikaną
      bramę obok ? Z racji na mój wiek nie mogłem być częstym bywalcem tego lokalu.
      Zdarzało mi się wstapic tam we wczesnym dzieciństwie kilka razy na oranżadę.
      Ale z satysfakcją musze przyznać że udało mi się jeszcze w liceum wybrać tam na
      piwo. Z pewna nieśmiałością jako że dowodem osobistym nie dysponowliśmy,
      zamówiliśmy z kolegą po piwku łomzyńskim. A był to jeszcze ten uroczy czas
      kiedy należało do piwa zamówić konsumpcję, zatem nie obyło się bez
      nieśmiertelnych jaj z majonezem. I muszę się przyznać że probowałem nawet owo
      jajo konsumować, nie rozumiejąc jeszcze że stanowi ono niejako ''pałeczkę'' -
      przechodni towar między konsumentami browaru, wobec czego może być nieco
      szkodliwe...
      Całe szczęście nie zaszkodziło, zamówiliśmy jeszcze raz czy dwa owe piwo z
      zestawem obowiązkowym, i poszliśmy sobie.

      I tyle - była to moja pierwsza i ostatnia konsumpcja piwa w tym lokalu, wkrótce
      chyba zakończył działalność. I brama obok przestała niebawem zaciągać moczem...
      Ale nigdy potem już nie musiałem zamawiać jaj do piwa, więc okazało się że była
      to moja jedyna szansa zakosztowania tego śmiesznego przepisu. Dzięki temu bedę
      mógł przyszłym pokoleniom opowiedzieć - jak to za PRLu alkohol się w lokalu
      konsumowało....;-)
      • Gość: klima Re: wracając do wspomnien IP: *.ds.uj.edu.pl 26.08.01, 16:45
        A pamiętacie jak Cygani nad jeziorem siadali na kocykach i smażyli oklejki na
        ogniskach?
        A bar bodajże "Wiking", czyli popularnego Topielca, też nad jeziorem.
        Mieszkałem w poblizu i pamiętam, że sporo tam się działo.
        Pozdrawiam, pozdrawiam, pozdrawiam
        • Gość: manio Re: wracając do wspomnien IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.01, 20:53
          Gość portalu: klima napisał(a):

          > A pamiętacie jak Cygani nad jeziorem siadali na kocykach i smażyli oklejki na
          > ogniskach?
          > A bar bodajże "Wiking", czyli popularnego Topielca, też nad jeziorem.
          > Mieszkałem w poblizu i pamiętam, że sporo tam się działo.

          Mam inną przezabawną historię o Cyganach i rybach, której byłem niemym ( z
          zachwytu) świadkiem. W czasach mojego dzieciństwa chodziłem wiosna, w kwietniu
          łowić okonie na kanał łączący jezioro Sarki i Ełckie. Owego dnia ryby brały nam
          słabo za wyjątkiem pewnej cygańskiej rodziny. Męska część rodu łapała piękne
          okonie a mama natychmiast je skrobała ( okazało się że dość łatwo skrobie się je
          po złowieniu ale to nie ostatnia nauka). Z zazdrością patrzyłem na kolejne okazy.
          Nie łowiłem ani tak dużo ani tak ładnych sztuk jak oni. Zamiast obserwować
          spławik , obserowowałem konkurentów. Dzień był mroźny i grabiały mi ręca a i
          robaki byłe zmarznięte, niemrawe , trudno je się zakładało na haczyk. Jak sobie
          radził tata Cygań? Rosówkę przed założeniem trzymał jakiś czas w ustach , a gdy
          nabrała wigoru zręcznie nadziewał ją na haczyk. Miał również sposób na marznącę
          dłonie : trzymał je na zmianę w spodniach w okolicy jaj gdzie szybko odtajały. Ot
          i cała tajemnica ! - pomyślałem i poszedłem do domu bo nie miałem odwagi na
          naśladownictwo przynajmniej co do pierwszej części sposobu.

          mam nadzieje że Was nie uraziłem , ale wszystko co napisałem to historyczna
          prawda.

          :))) manio
          • Gość: klima Re: wracając do wspomnien IP: 213.77.32.* 27.08.01, 17:32
            Jeszcze jedno, najważniejsze chyba. Pamiętacie ten ogromny kolorowy neon
            naprzeciwko kina Polonia, ten w kształcie tulipana, zielono-czerwony. Zawsze
            jak chodziłem do szkoły muzycznej wzbudzał mój niekłąmany zachwyt.
            Prawdopodobnie odezwie sie niejaki adam twierdząc, że to swiadectwo
            indoktrynacji i wyprania mózgu, bo jak można cieszyc się neonem , kiedy na
            Wybrzeżu strajki? Cóż, nie każdy urodził się od razu zorientowany politycznie
            Pozdrawiam
            • Gość: mobb Re: wracając do wspomnien IP: *.mcnet.pl 27.08.01, 21:17
              Faktycznie, neon był bardzo ładny. Swoją drogą zdałem sobie sprawę że nie
              zauważyłem kiedy zniknął.
              Będąc w okolicy kwiaciarni wstąpiłbym również do PRLowskiego HORTEXu i zakupił
              główkę lodów CASATTE - tak się to chyba jakos nazywalo. Wspominam ten przysmak
              szczególnie latem konsumując dzisiejsze wyroby z dziedziny ''lodownictwa''. I
              znowu nie wiem - czy to ten czar PRLu czy też dziecięca idealizacja - ale jakoś
              nic dziś mi nie smakuje jak owe casatte.
              I wogóle lubiłem chodzić do HORTEXU, szczególnie na taras w celu konsumpcji
              koktajlu truskawkowego (truskawki na koktajl były oczywiście CZERWONE -
              naturalnie że to również dyskwalifikuje to wspomnienie).

              Zdrowia i pogody ;-) mobb
              • Gość: Adam Re: wracając do wspomnien Do mobb IP: *.proxy.aol.com 29.08.01, 07:26
                > Faktycznie, neon był bardzo ładny. Swoją drogą zdałem sobie sprawę że nie
                > zauważyłem kiedy zniknął.
                > Będąc w okolicy kwiaciarni wstąpiłbym również do PRLowskiego HORTEXu i zakupił
                > główkę lodów CASATTE - tak się to chyba jakos nazywalo. Wspominam ten przysmak
                > szczególnie latem konsumując dzisiejsze wyroby z dziedziny ''''lodownictwa''''. I
                > znowu nie wiem - czy to ten czar PRLu czy też dziecięca idealizacja - ale jako
                > nic dziś mi nie smakuje jak owe casatte.
                > I wogóle lubiłem chodzić do HORTEXU, szczególnie na taras w celu konsumpcji
                > koktajlu truskawkowego (truskawki na koktajl były oczywiście CZERWONE -
                > naturalnie że to również dyskwalifikuje to wspomnienie).
                > Zdrowia i pogody ;-) mobb

                Wlasnie przydalaby sie Tobie pogoda ducha.
                Czyzby nie bylo juz w Elku Hortexu? Slyszalem, ze lokal ten wykupil taki facet co
                za komuny handlowal lizakami i waflami w Szkole Mechanicznej. Nazywal sie on tak
                jakos na S litere. Nie pamietam juz nazwiska. Taki brudny zawsze chodzil. Kumpel
                opowiadal, ze nikt od niego nie kupowal tych wafli i lizakow, a chlopaki smieli
                sie z niego, ze byl taki zafajdany. Podobno jakies gabinety lekarskie pobudowal
                kolo Hortexu? I co nie ma ten facet Casatte w swoim lokalu? Podpowiedz mu, zeby
                zrobil lody Casatte.

                Moze to dziecieca idealizacja. Pamietam te lody. Niezle byly, ale zeby az takie
                super?

                Adam

                • Gość: Adam Re: wracając do wspomnien IP: *.proxy.aol.com 29.08.01, 07:46
                  Ja rowniez podziele sie pewnym wspomnieniem z Elku. Chodzilem wtedy do
                  pierwszej klasy Ogolniaka. Byla wigilia. Bylo to na poczatku lat 80-tych.
                  Troche spoznilem sie na pasterke i juz nie bylo szans, zeby wejsc do Kosciola.
                  Ledwo znalazlem miejsce stojace w kruzganku tu od ulicy Armii Czerwonej. Przez
                  glosnik slychac bylo odprawiana pasterke, podniosly nastroj, az tu nagle jakis
                  przechodzacy pijak zaczal wyc: "Ludzie chodzcie zobaczcie gdzie ja nad jeziorem
                  w swojej mlodosci wodke pilem" Wszyscy zgromadzeni w kruzganku kosciola pekali
                  ze smiechu.
                  • Gość: klima Re: wracając do wspomnien IP: 10.30.42.* 29.08.01, 09:49
                    Co do lodów cassate, to ja również mam do nich sentyment. ich konsumpcja była
                    związana z niedzielnymi spotkaniami rodziny, więc do dzisiaj kojarzą mi się z
                    czymś wyjątkowym i ważnym. Smak miały nieły, taki suchy lód z kawałami
                    mrożonych śliwek i truskawek.
                    A jeszcze zapomniałbym o belkach na Kilińskiego. To też było niezłe miejsce.
                    Zdaje się, że Lenz w swojej książce coś o tym spławianiu wspomina
                    Pozdrawiam
    • Gość: Halina W Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 17.09.01, 18:05
      Ludzie, macie MOJE wspomnienia!!! POHZ gdzie chodzilam z kolezanka na obiady(!)
      do stolowki pracowniczej, lody z PRAWDZIWEJ smietany w Hortexie (to tajemnica
      tego NIEZAPOMNIANEGO smaku, mowie Wam) i pasterka w duzym kosciele!
      Prosze o wiecej Waszych wspomnien, bo ja mam juz chyba skleroze, a tak mi sie
      to wszystko tez przypomina. Pozdrowienia.
      • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.mcnet.pl 18.09.01, 12:47
        No nie, to nieuczciwe ! ;-)
        Nie dość że masz podobne wspomnienia, to jeszcze nie raczysz wysilić rozumu
        żeby coś dorzucić ? Każdy ma sklerozę, wysil się trochę i coś wymyśl !
        Na tym polega siła forum - że ktoś napisze coś - co innych przypomni ich
        wspomnienia czy emocje i poruszy do odpisania.

        Pozdrawiam,
        mobb
        • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bial.gazeta.pl 18.09.01, 13:04
          Wlasnie, zgadzam sie z Mobbem... :)))
          a mi jeszcze przypomnialo sie cos takiego: tajemnicza atmosfera panujaca wokol
          gorki (chyba zbiorowej mogily po jakiejs sredniowiecznej epidemii??) przy tzw.
          placu sapera. Pamietam, ze krazyly opowiesci, ze bawiac sie tam mozna wykopac
          ludzkie czaszki (niektorzy ponoc sie tam zakradali noca i kopali...) Oprocz
          tego zima byla to swietna zjezdzalnia... zwlaszcza na tylku. Ktorejs zimy,
          wracajac ze szkoly podstawowej (uczylam sie w SP nr 2, a mieszkalam przy
          Kilinskiego), razem z kolezankami (kolegow sie wtedy jeszcze nie dostrzegalo
          przeciez, albo udalwalo sie ze nie dostrzega!) postanowilysmy troche
          pozjezdzac. Mialam tzw. cudne teksasy, ktore podczas kontaktu z woda lub
          sniegiem puszczaly farbe... Wiec po jakichs dwoch godzinach dokladnie bylo
          widac, ktoredy zjezdzalam, bo z gory do dolu byl na gorce taki granatowy szlak.
          Tylek rzecz jasna mialam siny z zimna, a jak sie w domu okazalo, nie tylko siny
          ale i granatowy tak jak cale nogi... Sama nie wiem, czemu wtedy lania nie
          dostalam. Spoznilam sie do domu kilka godzin (zima to juz noc byla, oczywiscie
          sie rozchorowalam no i portki byly do wymiany...) :)))))
          • Gość: filip Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie do l IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 18.09.01, 22:55
            Zgroza !!!! jeździłaś na d... po grobach żydowskich !!!! To miejsce to kirkut.
            Ale nie martw się to było również moje miejsce zabaw. Nie pamietam żeby tam
            były jakiekolwiek ślady po grobach , macewach itp.
            Ja swoje pierwsze , prawdziwe, "pewexowskie" wranglery ( kosztowały dokładnie
            5,20 $!) zniszczyłem grając w hokeja na lodowisku w mechaniaku. Do dziś
            pamiętam jak ich żałowałem. Dziś trudno pomarzyć o lodowisku. Ach te zmiany
            klimatyczne !

            podrawiam

        • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bial.gazeta.pl 18.09.01, 13:14
          No niezle, sama wymyslilam ten watek i teraz bedzie mnie tutaj za duzo, ale
          znowu mi sie przypomnialy dwie rzeczy... :)))))
          1. Pewex - to byl zupelnie inny swiat. Zachodzilam tam codziennie po lekcjach,
          choc bylo mi nie po drodze... po czym stalam tam i dlugie kwadranse wpatrywalam
          sie we wszystkie towary, wachajac ten specyficzny ZAPACH ZACHODU. Nigdy nie
          zapomne takiej chwili, kiedy dostalam od Mamy chyba 25 centow, za ktore kupilam
          sobie paczke donaldow. Bylam tak dumna i szczesliwa, jakbym odbyla co najmniej
          dwutygodniowa wycieczke do Londynu np.
          2. Orzeszowa - straszono ta ulica dzieciaki. Ze mieszkaja tam mordercy,
          nozownicy i w ogole zbojcy straszni. Nigdy sama tamtedy nie chodzilam, dopoki
          nie okazalo sie ze moja kolezanka z klasy tam mieszka i jakos z zupelnie
          przyzwoitej rodziny pochodzi... :))))
          • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.mcnet.pl 18.09.01, 15:34
            Luego - PEWEX to genialne wspomnienie !
            To niesamowite, ale wydaje mi się że do dzisiaj pamiętam jego zapach.
            I wydaje mi się że mógłbym po ciemku przejść się po sklepie i pokazać gdzie co
            leży - po prawo od wejścia były chyba tekstylia i glazura, na wprost pamiętam
            opony i chyba zabawki, no i oczywiście po lewo część pachnąca z działem
            spożywczym, kosmetycznym i ''odzieżowym''. Swoją drogą to był strasznie śmieszny
            sklep z dzisiejszej perspektywy, asortyment miał szeroki nieomalże jak
            dzisiejsza stacja benzynowa :)))
            Pamiętam że bywałem tam z ''dolarowymi'' kolegami, którzy dokonywali tam zakupów
            w celu przejścia papierosowej inicjacji na zagramanicznym tytoniu. Pamiętam
            nawet taką konsumpcję papierosów marki "Kent" na krawężniku placu Sapera,
            opaliłem się jak nie wiem.
            Alkoholu wtedy nie pijałem, za to pamiętam podziw jaki wzbudzał jeden z kolegów
            który miał w domu kolekcję puszek po różnych napojach z PEWEXU. Pamiętam że
            wtedy zbieranie puszek było chyba dość popularne, jakoś dziś nikt już chyba
            tego nie robi - za dużo puszek na rynku....
            No i różne ubranka - LEVISy, WRANGLERy LEE...obiekt marzeń nastolatków i pewnie
            przekleństwo ich rodziców którzy pod naciskami wydawali drogocenną walutę na
            spodnie dla swojej pociechy, która dzięki temu mogła z dumą pokazać się w
            HORTEXie...
            • Gość: Halina W Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 18.09.01, 16:44
              Oj, juz zrozumialam, Wy jestescie z innego pokolenia i nie wiecie co to
              skleroza, ja nawet nie wiem gdzie jest Park Sapera, za moich czasow chyba nie
              bylo...
              Bo ja za to pamietam jak czaszki sie wykopywalo przy moim bloku (z
              tylu "mechaniaka") i byly to chyba jakies spolne groby poniemieckie, bo w
              technikum mech. bylo podobno gestapo. W kazdym badz razie w drodze na religie
              do duzego kosciola, bylysmy przez naszych kolegow atakowane tymi piszczelami i
              czaszkami. Ale skrzywionej osobowosci jakos nie mam, mimo tego.
              O, i jeszcze jedno slodkie wspomnienie z dziecinstwa - groszki "czarna perelka"
              w zoltym opakowaniu typu plaski walec, ktore przeba bylo umiejetnie otwierac.
              Czy ktos to pamieta?
              • Gość: f Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 18.09.01, 22:22
                Gość portalu: Halina W napisał(a):

                > Oj, juz zrozumialam, Wy jestescie z innego pokolenia i nie wiecie co to
                > skleroza, ja nawet nie wiem gdzie jest Park Sapera, za moich czasow chyba nie
                > bylo...
                > Bo ja za to pamietam jak czaszki sie wykopywalo przy moim bloku (z
                > tylu "mechaniaka") i byly to chyba jakies spolne groby poniemieckie, bo w
                > technikum mech. bylo podobno gestapo. W kazdym badz razie w drodze na religie
                > do duzego kosciola, bylysmy przez naszych kolegow atakowane tymi piszczelami i
                > czaszkami. Ale skrzywionej osobowosci jakos nie mam, mimo tego.
                > O, i jeszcze jedno slodkie wspomnienie z dziecinstwa - groszki "czarna perelka"
                >
                > w zoltym opakowaniu typu plaski walec, ktore przeba bylo umiejetnie otwierac.
                > Czy ktos to pamieta?

              • Gość: filip Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 18.09.01, 22:38
                przepraszam za wcześniejszy post ale rączki juz chyba nie te i tak jakos mi się
                klikło niechcący, ale do rzeczy :

                > Oj, juz zrozumialam, Wy jestescie z innego pokolenia i nie wiecie co to
                > skleroza, ja nawet nie wiem gdzie jest Park Sapera, za moich czasow chyba nie
                > bylo...

                Halino, dziewczyno zapewniam że było. Ja pamietam a jestem o chwilę starszy.
                Zreszta znamy sie dobrze z podwórka i szkoły. Park a właściwie plac to teren na
                przeciw Caritasu.

                > Bo ja za to pamietam jak czaszki sie wykopywalo przy moim bloku (z
                > tylu "mechaniaka") i byly to chyba jakies spolne groby poniemieckie, bo w
                > technikum mech. bylo podobno gestapo.

                Brrrrr... Ale chyba nie masz racji. Było tego( tych kości) za dużo. Wojna w Ełku
                rozpoczęła sie i zakończyła w 1945. Dyskusje na tematy cmentarne prowadzone w
                innych wątkach.
                Ten temat jeszcze mnie nie interesuje.

                W kazdym badz razie w drodze na religie
                > do duzego kosciola, bylysmy przez naszych kolegow atakowane tymi piszczelami i
                > czaszkami. Ale skrzywionej osobowosci jakos nie mam, mimo tego.

                No ja na pewno nie straszyłem!

                > O, i jeszcze jedno slodkie wspomnienie z dziecinstwa - groszki "czarna perelka"
                >
                > w zoltym opakowaniu typu plaski walec, ktore przeba bylo umiejetnie otwierac.
                > Czy ktos to pamieta?

                Pamiętam . Po obróceniu pokrywek pojawiała się dziurka , z której sypało sie
                groszki do ust. Ale uważaj , za takie sympatyczne wypowiedzi możesz być uznana za
                wielbicielkę czasów komuny. Na szczęście nie w tym przypadku bo groszki były
                czarne !!!!

                pozdrawiam


                filip
                • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo Do Haliny i filipa IP: *.proxy.aol.com 19.09.01, 10:31
                  > Halino, dziewczyno zapewniam że było. Ja pamietam a jestem o chwilę starszy.
                  > Zreszta znamy sie dobrze z podwórka i szkoły. Park a właściwie plac to teren na
                  > przeciw Caritasu.

                  > > Bo ja za to pamietam jak czaszki sie wykopywalo przy moim bloku (z
                  > > tylu "mechaniaka") i byly to chyba jakies spolne groby poniemieckie, bo w
                  > > technikum mech. bylo podobno gestapo.
                  >
                  > Brrrrr... Ale chyba nie masz racji. Było tego( tych kości) za dużo. Wojna w Eł
                  > ku
                  > rozpoczęła sie i zakończyła w 1945. Dyskusje na tematy cmentarne prowadzone w
                  > innych wątkach.
                  > Ten temat jeszcze mnie nie interesuje.
                  >
                  W tym budynku gdzie jest Szkola Mechaniczna przed wojna i do jej konca miescilo
                  sie Gimnazjum Ewangelickie. Natomiast budynku w ktorym miescilo sie Gestapo nie
                  ma aktualnie. Zostal on spalony przez Rosjan w styczniu 1945 roku. Znajdowal sie
                  on na przeciwko boiska obecnej Szkoly Mechanicznej dokladnie tam gdzie stoji
                  teraz blok.
                  W Elku nie byly prowadzone dzialania wojenne, ale w czasie wojny obowiazywaly
                  prawa wojenne. Elckie Gestapo zajmowalo sie walka z przeciwnikami niemieckimi,
                  ktorymi byli dla nich Cyganie, Zydzi, homoseksualisci, Swiadkowie Jehowy, Polacy.
                  Jesli chodzi o Zydow w Elku to po spaleniu synagogi jeszcze przed wojna i
                  zdewastowania cmentarza zydowskiego w Elku pozostalo kilka rodzin zydowskich i to
                  nieortodoksyjnych. Zostali oni wywiezieni do obozu koncentracyjnego w
                  pazdzierniku 1939 roku. Nastepnie dla niemieckich Cyganow oraz Polakow
                  mieszkajacych w Elku ograniczono prawa w 1939 roku i wprowadzono obowiazek
                  noszenia przyszytej do ubrania duzej litery P od Pole dla Polakow, a dla Cyganow
                  duzej litery Z od Zigenuer, a homoseksualistom fioletowa opaske na reku. Z
                  biegiem czasu Cyganow wywieziono do obozow, a Polakom kazano podpisac Volksliste.
                  Krnabrnych, Cyganow, Polakow ktorzy nie zawsze przestrzegali prawa Gestapo
                  mordowalo. Nie sadze, zeby jednak chowano ofiary na terenie swojego gmachu.
                  Wywozono je do lasu.
                  Szef elckiego Gestapo Hauptsturmfuhrer Karl Stammer, kierowal akcja likwidacji
                  jencow wloskich, rosyjskich oraz Polakow z obozu w Boguszach pod Prostkami.
                  Wywiad Armii Krajowej dzialajacy w czasie wojny w Elku zlikwidowal pluton
                  egzekucyjny essesmanow, ktory dojezdzal z Elku do lasow Kosowki gdzie wykonywano
                  egzekucje na tysiacach jencow z obozu w Boguszach. W czasie likwidacji plutonu
                  egzekucyjnego zginal szef elckiego Gestapo Karl Stammer, ktory nadzorowal
                  egzekucje. W miejscu akcji znajduje sie obelisk postawiony kolo Zabiego Oczka.
                  Filip widzisz wiec, ze dzialan frontowych w Elku nie bylo do 1945 roku, ale prawo
                  wojenne obowiazywalo i dokonywano wielu zbrodni.

                  > W kazdym badz razie w drodze na religie
                  > > do duzego kosciola, bylysmy przez naszych kolegow atakowane tymi piszczela
                  > mi i
                  > > czaszkami. Ale skrzywionej osobowosci jakos nie mam, mimo tego.
                  >
                  > No ja na pewno nie straszyłem!

                  Osobliwa zabawe mialy wtedy dzieci w Elku. Ja rowniez slyszalem i rozmawialem w
                  swoim czasie z niektorymi smialkami, ktorzy rozkopywali niemieckie mogily
                  wojskowe w poszukiwaniu elementow uzbrojenia. Dokonywali tego w okolicznych
                  lasach kolo Elku. Niektorych wysylali podobno rodzice, bo jakby dorosli
                  odkopywali groby to zaraz ktos zainteresowalby sie, a jak dzieci to moga zawsze
                  wytlumaczyc sie, ze dla zabawy.
                  Zwyrodnialcy znajda sie wszedzie.

                  > > O, i jeszcze jedno slodkie wspomnienie z dziecinstwa - groszki "czarna per
                  > elka"
                  > >
                  > > w zoltym opakowaniu typu plaski walec, ktore przeba bylo umiejetnie otwier
                  > ac.
                  > > Czy ktos to pamieta?

                  A ja juz nie pamietam perelek.

                  Adam
                  • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo Do Haliny i filipa IP: *.mcnet.pl 19.09.01, 12:41
                    nawet ja pamiętam groszki i ich opakowanie, nazwy już niestety nie...
                    pamiętam też kwas chlebowy, nie żeby mi jakoś specjalnie smakował - ale dziś
                    już chyba nie występuje
                    • Gość: klima Re: najfajniejsze albo Do Haliny i filipa IP: *.krak.gazeta.pl 19.09.01, 15:37
                      ajajaj, to najfajniejszy temat na tym forum
                      Co do grobów, to znajdują się one pomiędzy wejściem do mechaniaka a kościołem
                      do dzisiaj, z tej przyczyny, że przez dziesiątki lat był tam cmentarz
                      przykościelny. Jeszcze z 15 lat temu rozkopywano okolice i pełno kości walało
                      się dookoła
                      A z pewexu to wynosiłem torbami opakowania po papierosach. Stały na poczesnym
                      miejscu mojej paździerzowej szafy.
                      Dla mnie jednym z najciekawszych wspomnień jest pięć lat, które spędziłem w
                      dużym kościele jako ministrant. Szczególnie zapach ziół z kadzidła.
                      Pozdrawiam
                      • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze wspomnienia dziecece z Elku IP: *.proxy.aol.com 21.09.01, 07:53
                        Jak sie zorientowalem sa wsrod was byli uczniowie szkoly Podstawowej nr.2 w
                        Elku.

                        Czy pamietacie moze takiego nauczyciela z tej szkoly, ktory za molestowanie
                        seksualne chlopakow dostal poltora roku wiezienia i na 4 lata zabrano mu prawo
                        do wykonywania zawodu? Uczyl on Zajec Praktyczno-Technicznych chlopakow. Jak mu
                        ktorys chlopak wpadl w oko to kazal mu po lekcjach zostac i ukladac narzedzia w
                        magazynku. Wtedy zamykal drzwi na klucz i zaczynal molestowac. Najbardziej
                        upodobal sobie syna pewnego wojskowego. Mimo wielu ostrzezen od milicji i
                        dyrektora szkoly nadal uprawial ten sport. Mowila juz o tym cala szkola i
                        miasto, a on nadal pasjonowal sie tym. Pewnego razu kiedy jednemu chlopakowi
                        kazal zostac, jego kumple pobiegli do dyrektora, a ten zadzwonil po milicje.
                        Niestety jurny nauczyciel nie otwieral drzwi. W koncu milicja je wywazyla i
                        zastala nauczyciela z jego uczniem w sytuacji, ktora nie pozostawiala zadnych
                        watpliwosci. Bylo to przed polroczem i do konca roku szkolnego szkola nie
                        zatrudnila nowego nauczyciela od ZPT.Wtedy kiedy bylo ZPT chlopaki przez ponad
                        pol roku mieli wolne i kopali pilke na boisku.
                        Czy pamietacie tego starszego pana od ZPT z dwojki????
                        • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze wspomnienia z Elku IP: *.proxy.aol.com 21.09.01, 08:15
                          Czy pamietacie albo slyszeliscie o czolgiscie z Elku?

                          Otoz pewien radny miejski z Elku nie mial nogi i wszystkim mowil, ze stracil
                          noge w czasie wojny. A, ze byl czlowiekiem juz starszym to ci, ktorzy nie
                          wiedzieli wierzyli po latach jemu. Zastanawiano sie tylko, ze facet mial noge
                          caly czas i byl zdrowy, az tu nagle 35 lat po wojnie zaczyna mowic, ze on w
                          czasie wojny stracil noge. Tlumaczyl to tym, ze mial dobra proteze i ze jak byl
                          mlody to wolal to utrzymywac w tajemnicy.
                          Tymczasem bylo troche inaczej. Zajmowal wysokie stanowisko we wladach
                          miejskich i partyjnych i w czasie pracy ze swoja sekreterka pojachal
                          samochodem do lasu zabawic sie troche. Zeby nikogo nie spotkac zawsze wjezdzali
                          na teren poligonu w lesie kolo Orzysza. Kochankowie byli tak rozpaleni
                          miloscia, ze podczas aktu nie uslyszeli nadjezdzajacego czolgu, ktory zmiazdzyl
                          noge naszemu bohaterowi. A ze byl to lokalny prominent to odwieziono go
                          helikopterem do Bialegostoku gdzie zmiazdzona noge mu amputowano. Komitet i
                          Urzad Mista mowil, ze towarzysz mial wypadek samochodowy. Po wypadku kulal. A
                          po latach powiedzial, ze noge stracil na wojnie w partyzantce i pobieral rente
                          inwalidy wojennego i jeszcze order dostal.
                          Ale wiadomo Elk male miasto i nic sie nie ukryje. Ludzie nazywali go po prostu
                          czolgista.

                          Adam
                          • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze wspomnienia z Elku - do Adama IP: 10.20.33.* 21.09.01, 18:20
                            Adam! prowokujesz tymi barwnymi postaciami? nie pamietam takiego pana od zpt,
                            zreszta ja nie bylam malym chlopcem wiec chyba nie mialam z nim zajec... i Ty
                            chyba starszy jestes ode mnie troszke, wiec go juz potem w szkole nie bylo!
                            Za to byla tam sympatyczna grupa nauczycieli - obiecuje ze to pierwsza i
                            ostatnia dygresja na ten temat - ktorzy lubili bic uczniow (pewna pani od
                            fizyki, pewien pan od chemii rzucali ludzmi o sciany jakby byli workami i
                            ubostwiali ich upokarzac przy innych - ZGROZA...) To przykre, ale i takie
                            wspomnienie mam w swojej pamieci.
                            luegowska
                            • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze wspomnienia z Elku - do luego IP: *.proxy.aol.com 21.09.01, 19:13
                              Wiem o kim mowisz. Jesli chodzi o ta pania od fizyki to akurat nie mialem z nia
                              lekcji. Fizyki uczyl nas sam dyrektor. Wiesz ten facet niskiego wzrostu na
                              obcasach. Tez nie bylo z nim latwo. Byl despotyczny i wymagajacy. Jak oddawal
                              kartkowki to zawsze wszyscy sie bali. Bo jak ktos dostal dwoje albo trzy z
                              minusem to siedzial po lekcjach 2-3 godziny za kare.
                              Mialem chemie z tym facetem otylym, ktory lubil nieraz komus sprawic bol.

                              Tutaj w NY spotkalem dwie nauczycielki z dwojki, ktore przebywaja od wielu lat.
                              Jedna to jest byla matematyczka, ktora byla wicedyrektorem szkoly, a pozniej
                              inspektorem wydzialu oswiaty. Natomiast ta druga to nauczycielka od geografii,
                              majaca wtedy przydomek Deha.

                              Czy pamietasz nauczycielke od ruskiego z dwojki? Taka wysoka blondyna przy
                              kosci. Wtedy byla mloda jeszcze prosto po studiach. Chlopaki robili jej rozne
                              kawaly. Kiedys na krzesle, ktorym miala siedziec rozleli butelke kleju. Usiadla
                              w ten klej i chodzila z olbrzymia plama. Ale za drugim razem kiedy rozlany byl
                              klej, to jak usiadla to od razu poczula i zaczela krzyczec glosno.........

                              Czy mozesz dziewczyno powiedziec od czego pochodzi Twoja ksywa luego i czemu
                              jest rodzaju meskiego?

                              pozdrawiam
                              Adam
                              • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze wspomnienia z Elku - do Adam IP: *.bial.gazeta.pl 23.09.01, 13:15
                                A dlaczego luego musi byc rodzaju meskiego? moze tez to byc rodzaj nijaki, a
                                ponadto kiedy mysle: ta luego, to mi to ladnie pasuje
                                pochodzi z hiszpanskiego (hasta luego - do zobaczenia)

                                pamietam te pania od rosyjskiego chyba, ale ja ja pamietam jako taka farbowana
                                blondynke i bardzo chuda, ktora plakala na lekcjach, bo nikt jej nie sluchal...
                                wiec to chyba jednak nie ta sama! bo gdyby to byla ta sama, powinnismy chyba
                                byc w podobnym wieku (czyli pokolenie wczesnych lat 70-tych)...
                                pozdrawiam
                                luega (wyjatkowo) :))))
                        • Gość: filip Re: najfajniejsze albo ...dziecece(?) z Elku do Adasia IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 21.09.01, 19:08
                          Ja też jestem absolwentwm dwójki ale błagam nie pisz tego typu historii. To miał
                          byc taki beztroski , sympatyczny wątek.
                          Poza tym historia czołgisty dotyczy czasów naszych rodziców ( a miały to byc
                          nasze własne) , a druga jest obrzydliwa i nie chciałbym jej słyszeć ani jej
                          pamiętać.
                          Przypominij sobie , może jednak zdarzyło Ci się cokolwiek śmiesznego ?

                          Opowim inną historie związana z dawnymi ostrymi zimami w Ełku : Przechodząc obok
                          kina "Polonia" ( z tego miejsca widac okna Haliny i pani od fizyki) zobaczyłem
                          dziwną postać "całującą" matalową poręcz przy wyjściu z kina. Po krótkiej
                          wymianie słów i jęków zrozumiałem że gość z ciekawości dotknął językiem
                          namarzniętej stalowej poręczy i natychmiast do niej przymarzł. Sytuacja nie była
                          śmieszna. Zapadał zmrok i nie bardzo było wiadomo jak mu pomóc. Po chwili jednak
                          przyjachał spawacz z palinikiem ( ktoś litościwy go wczesniej wezwał), odgrzał
                          poręcz i uwolnił delikwenta. Skończyło sie na stosunkowo drobnych uszkodzeniach
                          warg i ust.
                          Dziś zawsze przypomina mi się ta historia ilekroć przechodze obok tego miejscą (
                          pod wielką brzozą)

                          pozdrawiam i uważaj na zamarzniete poręcze , w USA są jeszcze prawdziwe zimy

                          filip
                          • Gość: mobb Re: szkolne wspomnienia - OK ale nie makabryczne IP: *.ppp.eranet.pl 21.09.01, 23:06
                            Ja również wolę czytać historie bardziej pogodne niż te szkolne makabreski.

                            Ja też chodziłem do dwójki.
                            I w związku z tym chciałem napisać w obronie pani od fizyki i pana od chemii.
                            Pani od fizyki nie raz i niew dwa szargała mym imieniem i osobą. Ale nie
                            wspominam jej źle, była złym nauczycielem, ale wyczuwałem w niej pewną
                            dobroduszność i w sumie mile ją wspominam i kłaniam się w pas.
                            Pan od chemii po prostu był zbyt nerwowy jak na nauczyciela, nie znosił różnych
                            chamskich zachowań i to powodowało jego napady agresji.
                            Poza tym wspominam go bardzo dobrze. Lekcje były ciekawe, na kółku chemicznym
                            pokazywał bardzo fajne doświadczenia, nie wyłączając zagadnień pirotechniki.
                            No i wskutek tego zapędy pirotechniczne niektórych uczniów rozwijały się za
                            bardzo, przez co cierpieli inni nauczyciele. Byłem świadkiem dwóch takich
                            pirotechnicznych zamachów - raz na nowego pana od ZPT (następce wspomnianego
                            przez Adama), a raz na słynnego eksperta od PO.
                            Fakt, lubiłem wtedy chemię... W każdym razie na pewno pana od chemii wspominam
                            z szacunkiem.
                            • Gość: Adam Re: szkolne wspomnienia - OK ale nie makabryczne Do mobb IP: *.proxy.aol.com 22.09.01, 07:47
                              > Ja też chodziłem do dwójki.
                              > I w związku z tym chciałem napisać w obronie pani od fizyki i pana od chemii.
                              > Pani od fizyki nie raz i niew dwa szargała mym imieniem i osobą. Ale nie
                              > wspominam jej źle, była złym nauczycielem, ale wyczuwałem w niej pewną
                              > dobroduszność i w sumie mile ją wspominam i kłaniam się w pas.
                              > Pan od chemii po prostu był zbyt nerwowy jak na nauczyciela, nie znosił różnych
                              > chamskich zachowań i to powodowało jego napady agresji.
                              > Poza tym wspominam go bardzo dobrze. Lekcje były ciekawe, na kółku chemicznym
                              > pokazywał bardzo fajne doświadczenia, nie wyłączając zagadnień pirotechniki.
                              > No i wskutek tego zapędy pirotechniczne niektórych uczniów rozwijały się za
                              > bardzo, przez co cierpieli inni nauczyciele. Byłem świadkiem dwóch takich
                              > pirotechnicznych zamachów - raz na nowego pana od ZPT (następce wspomnianego
                              > przez Adama), a raz na słynnego eksperta od PO.
                              > Fakt, lubiłem wtedy chemię... W każdym razie na pewno pana od chemii wspominam

                              Uwazam, ze wspomnienia tak jak zycie sklada sie za rowno z rzeczy dobrych i
                              zlych. Kazdy woli jednak wspominac chwile dobre, wesole i tak w zasadzie powinno
                              byc. Z perspektywy czasu sprawa nauczyciela od ZPT wydawala mi sie smieszna i
                              zabawna jak w tanim horrorze. Tym bardziej, ze kazdy uczen z dwojki ja zna.
                              Tak samo sprawa czolgisty. Ktos uwaza, ze to sprawa z czasow jego rodzicow. Nie
                              zupelnie. Ja pamietam jak w latach 80-tych ten czlowiek przyszedl do nas na
                              prelekcje na lekcje jako kombatant i opowiadal o swoich walkach w czasie wojny
                              podczas ktorych stracil noge. A my z kumplami malo nie trysnelismy smiechem, bo
                              wiedzielismy, ze noge stracil nie na wojnie, ale na swojej o imieniu
                              Marysia..........Czy to nie jest smieszne? Uwazam, ze moze to rozbawic
                              najgorszego ponuraka.

                              Zgadzam sie z Toba jesli chodzi od Pana od chemii. Owszem byl czlowiekiem
                              ciekawym. Lubilem jego lekcje podczas ktorych dowiadywalismy sie wiecej niz
                              obowiazywal sztywny program. Czlowiek ten posiadal duzy zasob wiedzy. Ja rowniez
                              chodzilem na kolko chemiczne i dowiedzialem sie wtedy wielu ciekawych rzeczy.
                              Umial docenic ucznia, jesli widzial, ze ktos sie stara. Uczyl mnie rowniez
                              biologii. Owszem byl czasami nieobliczalny jak ktos go zdenerwowal. Ale jesli
                              ktos byl w porzadku wobec niego to on byl tym bardziej w porzadku wobec danej
                              osoby. Teraz chyba jest na rencie?

                              Facet od PO uczyl mnie rowniez jednoczesnie niemieckiego. Byl bardzo gadatliwy i
                              wystarczylo podsunac mu jakis temat, a juz lekcje i odpytywanie na stopnie
                              mielismy z glowy.

                              Pozdrawiam
                              Adam
                              • Gość: filip Re: szkolne wspomnienia - OK ale nie makabryczne Do Adasia IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 23.09.01, 12:29

                                > Uwazam, ze wspomnienia tak jak zycie sklada sie za rowno z rzeczy dobrych i
                                > zlych. Kazdy woli jednak wspominac chwile dobre, wesole i tak w zasadzie powinn
                                > o
                                > byc. Z perspektywy czasu sprawa nauczyciela od ZPT wydawala mi sie smieszna i
                                > zabawna jak w tanim horrorze. Tym bardziej, ze kazdy uczen z dwojki ja zna.

                                Jasne że zna . Ale mieliśmy mówic raczej o zabawnych historiach. A ta o pedale
                                raczej smutna tak dla niego jak i jego ofiar. Zupełna tragedia dla rodziny. Ma
                                dzieci i żonę.


                                > Tak samo sprawa czolgisty. Ktos uwaza, ze to sprawa z czasow jego rodzicow.

                                Znałem gościa ( nie żyje) , miał działke w poblizu działki moich rodziców . Jego
                                historia jest całkowicie tragikomiczna . Czołg nie tylko przejechał mu po nogach
                                ale zmasakrował również Syrenkę. Sytuacja miała jednak miejsce na początku lat 70-
                                tych i nie jest związana czasoprzestrzennie z nami. Jednak potwierdzam że należy
                                do ełckiej legendy choćby przez swój komiczny efekt koncowy. Kombatanctwo tego
                                gościa to nic w porównaniu z dzisiejszymi kombatantami , którzy ubiegają sie
                                (skutecznie!) o takie uprawnienia mimo że urodzili się w 1939 roku. Ten
                                przynamniej był w odpowiednim wieku i miał stosowne obrażenia. Ale żeby o tym
                                opowiadać dzieciom w szkole! Szczyt bezczelności.


                                >
                                > Zgadzam sie z Toba jesli chodzi od Pana od chemii. Owszem byl czlowiekiem
                                > ciekawym. Lubilem jego lekcje podczas ktorych dowiadywalismy sie wiecej niz
                                > obowiazywal sztywny program. Czlowiek ten posiadal duzy zasob wiedzy. Ja rownie
                                > z chodzilem na kolko chemiczne i dowiedzialem sie wtedy wielu ciekawych rzeczy.
                                > Umial docenic ucznia, jesli widzial, ze ktos sie stara. Uczyl mnie rowniez
                                > biologii. Owszem byl czasami nieobliczalny jak ktos go zdenerwowal. Ale jesli
                                > ktos byl w porzadku wobec niego to on byl tym bardziej w porzadku wobec danej
                                > osoby.

                                Wszyscy chłopcy byli zafascynowani chemią w okresie gdy nauczał ten gość. Ja też.
                                Zaraził wielu chemią i wyrosli z nich wybitni nieraz chemicy. Jeden z moich
                                znajomych juz w podstawówce potrafił wyprodukować piorunian rtęci , środek
                                wybuchowy stosowany w zapalnikach. Nauczyciel potrafił podnieść gościa za baki,
                                ale tylko wyrażnie sprowokowany. Myślę że niepotrzebnie, bo swoja posturą i
                                powaga potrafił utrzymać dyscypline bez takich metod.

                                Teraz chyba jest na rencie?
                                Niestety nie żyje.

                                >
                                > Facet od PO uczyl mnie rowniez jednoczesnie niemieckiego. Byl bardzo gadatliwy
                                > i
                                > wystarczylo podsunac mu jakis temat, a juz lekcje i odpytywanie na stopnie
                                > mielismy z glowy.

                                Ja , ja , Herr Kalina !!! Zabawny gość ale niemieckiego to on nikogo chyba nie
                                nauczył . Niepoprawny gaduła. Uczył w jedynce i dwójce.

                                >
                                > Pozdrawiam
                                > Adam

                                • Gość: Adam Re: szkolne wspomnienia - OK ale nie makabryczne Do filipa IP: *.proxy.aol.com 24.09.01, 21:36
                                  > Jasne że zna . Ale mieliśmy mówic raczej o zabawnych historiach. A ta o pedale
                                  > raczej smutna tak dla niego jak i jego ofiar. Zupełna tragedia dla rodziny. Ma
                                  > dzieci i żonę.

                                  Oni podobno przezyli tragedie. Tym bardziej, ze jego zona w tej samej szkole
                                  uczyla matematyki.
                                  Dla wielu bylo to sprawa smieszna, ze czlowiek, ktory ma zone i dzieci dopuszcza
                                  sie czegos takiego. Jesli juz to mogl sobie znalezc partnera w swoim wieku, a nie
                                  szukac wsrod dzieciakow. Podobno zadawal sie z tym grubym obskurnym woznym i
                                  palaczem kotlowym. Ale widac bylo mu malo.
                                  >

                                  > Znałem gościa ( nie żyje) , miał działke w poblizu działki moich rodziców . Jeg
                                  > o
                                  > historia jest całkowicie tragikomiczna . Czołg nie tylko przejechał mu po nogac
                                  > h
                                  > ale zmasakrował również Syrenkę. Sytuacja miała jednak miejsce na początku lat
                                  > 70-
                                  > tych i nie jest związana czasoprzestrzennie z nami. Jednak potwierdzam że należ
                                  > y
                                  > do ełckiej legendy choćby przez swój komiczny efekt koncowy. Kombatanctwo tego
                                  > gościa to nic w porównaniu z dzisiejszymi kombatantami , którzy ubiegają sie
                                  > (skutecznie!) o takie uprawnienia mimo że urodzili się w 1939 roku. Ten
                                  > przynamniej był w odpowiednim wieku i miał stosowne obrażenia. Ale żeby o tym
                                  > opowiadać dzieciom w szkole! Szczyt bezczelności.

                                  Nie wiedzialem, ze czolgista juz nie zyje. Wiem, ze przygoda przydarzyla sie jemu
                                  na poczatku lat 70-tych. Dla mnie bylo komiczne to, kiedy mielismy spotkanie z
                                  kombatantem. Ku zdumieniu wszystkich byl to czolgista, ktory opowiadal o swoich
                                  walkach podczas ktorych stracil noge. A jak ta jego zelazna dama? Tak ja
                                  nazywano, bo spod czolgu wyszla cala. Chyba jeszcze zyje, bo byla mlodsza od
                                  niego o cale pokolenie.

                                  Jesli chodzi o kombatantow to ich liczba ze wzgledu na czas powinna topniec, a ni
                                  wzrastac. Powinien ktos to kontrolowac i ludziom, ktorzy urodzili sie w czasie
                                  wojny lub rok czy dwa przed nia zabrac uprawnienia kombatanckie.

                                  > Wszyscy chłopcy byli zafascynowani chemią w okresie gdy nauczał ten gość. Ja te
                                  > ż.
                                  > Zaraził wielu chemią i wyrosli z nich wybitni nieraz chemicy. Jeden z moich
                                  > znajomych juz w podstawówce potrafił wyprodukować piorunian rtęci , środek
                                  > wybuchowy stosowany w zapalnikach. Nauczyciel potrafił podnieść gościa za
                                  baki,
                                  > ale tylko wyrażnie sprowokowany. Myślę że niepotrzebnie, bo swoja posturą i
                                  > powaga potrafił utrzymać dyscypline bez takich metod.
                                  >
                                  > Teraz chyba jest na rencie?
                                  > Niestety nie żyje.

                                  Zaskoczyles mnie tym, ze Pan W. od chemii nie zyje. Nie byl jeszcze w wieku w
                                  ktorym sie umiera. Co sie stalo? Chyba jakis wypadek?
                                  Osobiscie szkoda mi go bardzo. Niektorzy moze nie wiedzieli, ale mial on ciezkie
                                  zycie rodzinne. Rozszedl sie z zona.

                                  > Ja , ja , Herr Kalina !!! Zabawny gość ale niemieckiego to on nikogo chyba nie
                                  > nauczył . Niepoprawny gaduła. Uczył w jedynce i dwójce.

                                  Herr Kalina faktycznie byl zabawny. Moze nie mial zbyt dobrych umiejetnosci
                                  pedagogicznych, ale jezyk niemiecki znal lepiej od polskiego. Dlatego, ze byl
                                  Niemcem. Urodzil sie jeszcze przed wojna w Prusach kolo Gizycka. Chodzil do konca
                                  wojny do niemieckiej szkoly. Jego prawdziwe imie to Kurt, ktore zmienil na
                                  Witold. Nie wiem co sklonilo jego rodzicow do pozostania z nim w Polsce.
                                  Jako czlowiek byl dobry. Pozniej wiem, ze przeszedl na emeryture i wyjechal z
                                  Elku w rodzinne strony. Nie wiem co jest znim teraz.

                                  Pozdrawiam
                                  Adam

                          • Gość: tomko26 Re: najfajniejsze albo ...dziecece(?) z Elku do Adasia IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 23.09.01, 11:42
                            Filipie historia ciekawa, ale tej brzozy, dodam - pięknej brzozy już nie ma -
                            dranie wycięli ją.
                • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.ipartners.pl 21.09.01, 12:13
                  no i filip przesadziłeś.
                  Halina uprzedzała że ma sklerozę, a Ty dopominasz się żeby pamiętała nie tylko
                  Plac Sapera ale i Twoją skromną osobę.
                  Teraz musi sobie łamać głowę przez Ciebie, zmieszała się przez tą sklerozę i już
                  nic nie napisze...

                  dużo i tylko miłych wspomnień
                  życzy wszystkim i pozdrawia
                  mobb

                  >
                  > Halino, dziewczyno zapewniam że było. Ja pamietam a jestem o chwilę starszy.
                  > Zreszta znamy sie dobrze z podwórka i szkoły. Park a właściwie plac to teren na
                  • Gość: filip Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 21.09.01, 18:49
                    Gość portalu: mobb napisał(a):

                    > no i filip przesadziłeś.

                    zapewniam Cie że nie. Nie może mnie również nie pamietać. Jeśli tak to przypomne
                    sie tylko jednym imieniem którejs z naszych wspólnych kolezanek.
                    To bardzo miłe odnaleźć i internecie kogos kogo nie widziało sie od .... lat.
                    Czekam cierpliwie.

                    pozdrawiam wszystkich
                    filip
    • Gość: tom Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 21.09.01, 16:46
      też mam takie z młodszą siostrą, fajnie czasami na nie popatrzeć, pośmiać itp.
      tak lubię te miasto i nie tylko za takie wspomnienia...pamiętasz ławkę obok
      pomnika Kajki, i jak nazywało się ludzi którzy tam siedzieli? wiele podobnych
      historii, było wporzo.
      dlaczego luego? kończyłaś jakąś szkołę w LYCKu?
      • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bial.gazeta.pl 21.09.01, 18:05
        Owszem :))) nawet dwie szkoly skonczylam w Lycku...
        a jak nazywano tych ludzi? bo ja nie pamietam tego akurat.
        luego
    • Gość: Halina W Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 22.09.01, 00:29
      Ach nie, zadna skleroza... Ja po prostu zapomnialam jak tego uzywac :-)
      A tu sie w miedzyczasie znajomi znalezli. Niech zyje internet!
      Super sa te wspomnienia. W pewnym momencie sie balam, ze Adam to zaraz
      skrytykuje i wszyscy zamilkna. Ale nie, nawet Adam wzial udzial i uraczyl nas
      ciekawym wykladem (naprawde!). Ale jak mozna nie pamietac "czarnej perelki"???
      Adamie, tylko wiek moze Cie usprawiedzliwic.
      Widze, ze sa tu ludzie z "dwojki", wiec dlaczego nikt do tej pory nie
      wspomnial o wojnach z "jedynka"(z ktorej to ja jestem). Tacy
      jestescie "politically correct", czy tez za "waszych czasow" drzwi miedzy
      szkolami na pierwszym pietrze byly juz zamkniete? Pewnie tylko filip pamieta
      otwarte drzwi (osobiste pytanie do filipa - jakie to imie wspolnej kolezanki, i
      czy mieszkales w bloku gdzie byla modelarnia?)
      Szkoda, ze nie mozna tu pokazywac zdjec, bo to by bylo jeszcze fajniejsze,
      poogladac sobie stare katy, zobaczyc owczesne super modne ciuchy itp.
      I na koniec chcialam dodac, ze w straszeniu dziewczynek tymi piszczelami (Adam,
      slowo daje nie rozkopywalismy tych grobow, bo to byly osiedlowe roboty
      budowlane w latach 70-tych) prym wiodl kolega z mojego bloku, obecnie szanowany
      elcki prawnik, hi, hi, hi...
      Pozdrowienia (dla filipa specjalne)
      Halina
      • Gość: mobb wojny SP1 vs SP2 IP: *.ppp.eranet.pl 22.09.01, 20:08
        Wojny dwójki z jedynką były pewnie od zawsze odkąd powstały dwie szkoły obok
        siebie, nawet przez chwilę myślałem czy o tym nie napisać.

        Sam fakt istnienia tego swoistego 'sporu' między uczniami był zabawny, ale
        oczywiście dzieci potrafią być okrutne.
        Wojna polegała na w miarę niewinnym przerzucaniu ogryzków, śmieci i pluciu
        przez drzwi, poprzez regularne wojny na śnieżki zimą, aż po zwykłe napaści
        przez rzezimieszków każdej ze szkół. A tych nie brakowało w obu z nich.
        Więc 'z dorosłego' punktu widzenia mam nieco mieszane uczucia myśląc o tych
        bezsensownych przejawach agresji, bo w wiekszości była to raczej agresja niż
        rywalizacja.

        Swoją drogą ciekawe jak jest dzisiaj, w jednej ze szkół jest chyba gimnazjum a
        w drugiej szkoła podstawowa, więc szanse są teraz zdecydowanie nierówne.

        Nie jestem pewien, ale wydaje mi się że koło jedynki była budka z
        lodami 'bambino'. A obok kiosk, którego pracownik był potocznie (wśród uczniów)
        posądzany o różne niecności. Nie wiem w sumie skąd mi się to wzięło, ale wydaje
        mi się że posądzano go o dziurawienie cyrklem prezerwatyw.
        W sumie to dziwię się skąd coś takiego pamiętam, tym bardziej że w sumie ten
        asortyment mnie wtedy specjalnie nie dotyczył :)
        Zapytuję zatem - pamiętacie jakieś historie o tym kiosku i kioskarzu ?
        Wydaje mi się że krążyły o nim różne legendy i brać uczniowska chyba nieźle
        dawała popalić jego personelowi.

        Pozdrawiam,
        mobb
        • Gość: tomko26 Re: wojny SP1 vs SP2 IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 23.09.01, 11:30
          Mobb, byłem uczniem SP2 i pamiętam te wojny; na 1 pietrze jest przejscie miedzy
          dwiema szkolami; pamietam, ze zawsze bylo oplute i popisane; największy "szok"
          przeżyłem, gdy dowiedziałem się, że muszę pójść do szkolnego dentysty, którego
          gabinet był umiejscowiony właśnie w SP1, hehehe. Wizyta nie należała do
          najprzyjemniejszych. Jedynkowiczów uważaliśmy zawsze za huliganów i trzeba
          przyznać, że byli nauczyciele, którzy to potwierdzali. Skąd takie osądy - sam
          dziś nie wiem. Co do kiosku z lodami - to ja takowego nie pamiętam (w 2 uczylem
          sie w latach 81-89 - całe 8 lat). Natomiast pamiętam, że opowiadano o
          tym "cyrklarzu", ale wypowiedzenie słowa prezerwatywa wtedy uchodziło już za
          perwersje, hehehe. Pozdrawiam
        • Gość: filip Re: wojny SP1 vs SP2 IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 23.09.01, 11:59
          > Nie jestem pewien, ale wydaje mi się że koło jedynki była budka z
          > lodami 'bambino'. A obok kiosk, którego pracownik był potocznie (wśród uczniów)
          >
          > posądzany o różne niecności. Nie wiem w sumie skąd mi się to wzięło, ale wydaje
          >
          > mi się że posądzano go o dziurawienie cyrklem prezerwatyw.
          > W sumie to dziwię się skąd coś takiego pamiętam, tym bardziej że w sumie ten
          > asortyment mnie wtedy specjalnie nie dotyczył :)
          > Zapytuję zatem - pamiętacie jakieś historie o tym kiosku i kioskarzu ?
          > Wydaje mi się że krążyły o nim różne legendy i brać uczniowska chyba nieźle
          > dawała popalić jego personelowi.

          Bambino ? Nie pamiętam , pewnie był sezonowo i chyba dalej za kioskiem. Doskonale
          pamiętam kiosk ruchu i niemrawego pana , którego nazywaliśmy "Śpioch". Faktycznie
          dzieciarnia dawała mu popalic . Do standardowych życzeń należała prośba o
          sprzedanie zeszytu "w kropki", lub pytanie : cz jest "Karuzela" ? Tak? To
          poproszę dwa razy dookoła. Karuzela to było jakieś pismo satyryczne. Dowcipy
          płaskie i głupie, ale ile było frajdy !!!
          Co do innych perwersji to nie potwierdzam i nie zaprzeczam , temat prezerwatyw
          nie jest mi znany.

          >
          > Pozdrawiam

          filip


        • Gość: Lapusz Re: wojny SP1 vs SP2 IP: *.brog.com.pl 25.09.01, 08:48
          Co do wojny to sam uczestniczyłem. Na I piętrze obie szkoły oddzielały dzwi,
          nieszczelne i przez nieszczelności szła walka na flegmy. Kioskarza nie nękałem,
          ale pamiętam jak wrzucili kipa do śmietnika.
      • Gość: filip Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 23.09.01, 11:48
        > Widze, ze sa tu ludzie z "dwojki", wiec dlaczego nikt do tej pory nie
        > wspomnial o wojnach z "jedynka"(z ktorej to ja jestem). Tacy
        > jestescie "politically correct", czy tez za "waszych czasow" drzwi miedzy
        > szkolami na pierwszym pietrze byly juz zamkniete? Pewnie tylko filip pamieta
        > otwarte drzwi

        pamięta ! Prawda Ty jesteś z jedynki ! Pamiętam drzwi obok klasy fizyczki ( ta
        pani to Twoja oczywiscie sąsiadka) przez które chłopaki próbowali np się opluwać.
        Z Waszej strony to chyba była klasa chemii.


        (osobiste pytanie do filipa - jakie to imie wspolnej kolezanki, i
        >
        > czy mieszkales w bloku gdzie byla modelarnia?)

        Beata . Kolonie, biwaki a nawet rejs po Laśmiadach ...
        Tak była tam modelarnia a tera jest syfiasty sklepik spożywczy w którym nigdy nie
        będzie "czarnej perełki". Cieszę sie że mnie pamietasz.

        > Szkoda, ze nie mozna tu pokazywac zdjec, bo to by bylo jeszcze fajniejsze,
        > poogladac sobie stare katy, zobaczyc owczesne super modne ciuchy itp.
        > I na koniec chcialam dodac, ze w straszeniu dziewczynek tymi piszczelami (Adam,
        >
        > slowo daje nie rozkopywalismy tych grobow, bo to byly osiedlowe roboty
        > budowlane w latach 70-tych) prym wiodl kolega z mojego bloku, obecnie szanowany
        >
        > elcki prawnik, hi, hi, hi...

        A z tym panem mam jeszcze bliższe związki ( rodzinne). Czasem Ciebie wspomina !

        > Pozdrowienia ,serdecznie również dla tych którzy wątpili czy się odezwiesz

        filip

      • Gość: Janusz Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.home.intelcom.pl 07.03.02, 22:42
        Droga Halino W. Ja też jestem z "jedynki". Nie wiem czy wiek już pozwala
        na "zaglądanie" - ale proponuję "zajrzeć" na wspaniałą stronę
        www.elknet.pl/kornac/wczoraj/ramka.htm Zdjęcia - Ełk wczoraj. Pod
        pierwszym zdjęciem z wieżą ciśnień jest zdjęcie ze Szkoły Podstawowej Nr 1 z
        wychowaczynią P. Supińską.Nie będę podawać z jakiego roku jest to zdjęcie, żeby
        młodzi nie pisali o "zgredach". Dziwię sie, że Adama zapisali do "2". Za moich
        czasów mieszkańcy z numerów niepzrzystych chodzili do "1". W "1" też był pan
        od ZPT. Za nieobecność na lekcji ZPT "wymierzał" karę cienką linijką. Były to
        ostatnie lekcje pod ługiej przerwie, więc "kary" wymierzne były często i długo.
        Pan ten mieszkał póżniej w Białymstoku i nawet spotykaliśmy się./ już nie
        żyje /. Jego pomnik / był rzeżbiarzem / - do niedawna stał na skwierze przed
        teatrem w Białymstoku. Tak się złożyło, że sam ukończyłem ZPT na SN-ie / dla
        młodszych Studium Nauczycielskie / w Ełku / obecna szkoła chemiczna / i uczyłem
        na Zatorzu. Metody linijkowej nie stosowałem.
        Pamiętam , kiedy znaleziono kości przy kościele. Były badane, czy nie noszą
        śladów postrzałowych lub innych uszkodzeń. Podobno pochodziły po byłym
        cmentarzu przykościelnym.
    • Gość: tomko26 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 23.09.01, 12:56
      Nie wiem czy będą to najfajniejsze i najdurniejsze wspomnienia z dzieciństwa,
      ale zawsze robi się mi ciepło, gdy je wspominam. Podzieliłem je na kilka, dosyć
      płynnych, okresów.
      1. Okres przed szkołą i pierwszych klas szkoły podstawowej - to przede
      wszystkim wspomnienia z podwórka (to dosyć istotne w tym wątku, by wyjaśnić, że
      mieszkam w bloku przylegającym do PSS i SM Swit - na osiedlu Kopernik <chyba
      niewiele osób wie, że to osiedle tak się nazywa, hehehe>). Między naszym
      podwórkiem, a "drugim" - jak to nazywaliśmy - toczyły się wojny i bitwy.
      Strzelaliśmy ze specjalnych sprynclówek (drut okablowany i gumka), po nogach
      rękach. Pamiętam, że urządzonko takie było bardzo nośne. W latach późniejszych
      były to wojny na kopniaki, straszenia, przeganiania. W latach późniejszych,
      mniej więcej w okresie połowy szkoły podstawowej koleżanka obrzucała "tych z
      drugiego podwórka" jajkami z okna , za co później miała "szlaban na
      wychodzenie" od mamy. W latach późniejszych te antagonizmy zniknęły,
      szczególnie, że na "drugim" podwórku mieszkały fajne dziewczyny.
      A te zabawy w czterech pancernych - hehehe. Był i Janek, i Marusia,i Gustlik
      (który dzisiaj jest już św. Piotrem), no i oczywiście Szarik. W pisakownicy
      robiliśmy czoł (miał nawet lufę), bunkry. Były zabawy w Klossa - hm, po latach
      przeżyłem rozczarowanie, gdy uświadomiono mi, że Kloss był agentem radzieckiego
      wywiadu, a pancerni walczyli w sojuszu z sowietami.
      2. Okres szkoły podstawowej (rzecz jasna SP 2). Szkołę wspominam miło i z
      sentymentem. Miałem bardzo fajną klasę i nienajgorszych nauczycieli. Jednym z
      wątków bez wątpienia są stosunki z SP1, o którym dziś pisałem we wcześniejszym
      poście. Pamiętam wycieczkę do Warszawy i wycieczkę do Domów Centrum (śmiech i
      żenada - wycieczka do sklepu, hehe)i oczywiście godzinną jazdę ruchomymi
      schodami. W restauracji rozlałem na biały obrus sok wiśniowy (szklanka
      przylepiła się do spodka), a potem kładłem mnóstwo serwetek, by nikt nie
      zauważył. W 7 lub 8 klasie dokonaliśmy odkrycia. Z przebieralni w szatni koło
      sali gimnastycznej prowadziły schody (drzwi zawsze wcześniej były zabite),
      którymi dotarliśmy na strych, na którym mnóstwo było starych ksiązek,
      zeszystów, jakichś urządzeń, rowery. Fajne miejsce na tajne spotkania. Snuliśmy
      już plany tajnych spotkań. Niestety jakiś czas potem zostaliśmy nakryci, ale
      obyło się bez szczególnych konsekwencji. Pierwsze wagary były w 7 lub 8 klasie
      poszliśmy nad jezioro, a później w trasę na Chrosciele. Niestety wszystko
      wydało się, gdzie byliśmy, bo dwie kujonki wydały nas (w jednej z nich później
      się kochałem, niestety już nie żyje). Wspominając ten okres muszę wspomnieć i o
      lodach kassate i o ambrozji z Horteksu, i o pączkach z Berlińskiego, i
      o 'belkach, i żółtych piaskach.
      Ciekawą historią jest przygoda, jaka wydarzyła się mi w 6 klasie, gdy bawiliśmy
      się na podwórku. Spoldzielnia zamykana byla o 15, a potem posesji pilnował
      stróż, który zazwyczaj spał, więc wchodziliśmy tam, by szukać przygód. W
      trakcie jednej z takich zabaw zamknęliśmy kumpla w jednej z komórek, który
      uciekając stamtąd potknął się o szynę kolejową, która spadła mi na głowę.
      Skończyło się na pogotowi zszywaniem (3 blizny na czole do dzisiaj),
      3. Szkoła średnia - czerwony ogólniak; to były czasy: samorząd uczniowski;
      wojny z nauczycielami. Pamiętam, że na jednej z lekcji, gdy nauczycielka wyszła
      wpisywaliśmy oceny do dziennika. Nigdy się nie wydało. Profesor do wf i po,
      lubiąćy wypić, ale i tak czuję sentyment do niego. Dyrektor "Telewizor",
      którego spuścili ze stanowiska, a potem prof. Markowski i Stężała - kierujący
      szkołą. Bilogia ze "Swinią" (ksywa - nie ze względu na jej świńskość). Na
      jednej z lekcji nikt nie był przygotowany do odpowiedzi, więc kumple i kumpele
      namówili mnie, bym ją zgadał (bardzo lubiła wątki przyrodnicze i podróżnicze).
      Więc siadłem na pierwszą ławkę (zawsze na ostatniej) i powiedziałem, że mój
      brat kupił żółwia i nie wiemy czym go karmić (ot tak na poczekaniu).
      Nauczycielka zaptytała się skąd ten żółw jest. Zbaraniałem i rzekłem, że z ...
      Italii. Wiem, że wszysc y z tyłu rżeli, a nauczycielka z przejęciem opowiadała,
      jak pielęgnować żółwia, czym go karmić. Potem podobne historie często się
      zdarzały. Oczywiście nie było mowy o żadnym odpytywaniu. Pamiętam, jak w 3
      klasie, ktoś zażartował, że bomba jest w szkole i ewakuowali na na boisko
      szkolne - to były czasy. Fizykowi, który ie trawił humanistów i często mówił,
      że humanista nie odróżnia, gdzie świnia ma przód, a gdzie tył - zrobiliśmy
      kiedyś numer. Na przerwie wsypaliśmy sproszkowany lakisgen do gruszki
      (cukiernicy), której używał rzeczony fizyk. Zawsze robił na lekcjji kawę, którą
      zasypywał 3 porcjami cukru. Od tego czasu klasa na przerwie była zawsze
      zamknięta.
      Ot garstka wspomnień, których jest oczywiście wiele.
      • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bial.gazeta.pl 23.09.01, 13:10
        Tomko, wiem o jakiego fizyka chodzi, bo tez bylam w klasie humanistycznej,
        przypuszczam, ze albo rok, albo dwa wyzej niz Ty... Humanisci mieli u niego
        przerabane a babki w ogole powinny wedlug niego krowy pasc albo obiad gotowac,
        a nie za humanistyke sie brac...
        I pamietam tez, ze ludzi z jedynki nazywalismy JEDYNIARZE
        i podejrzewalismy ich o taka jedna podlosc (wlasciwie to mielismy pewnosc), a
        mianowicie, ze w sniegowe kule ladowali kawalki wegla i po takim sniegowym
        ciosie mozna bylo sie przekrecic z bolu
        i pamietam ze nasza biblioteka byla w dziwnym miejscu i trzeba bylo do niej
        wchodzic oddzielnie, po schodach... (czasami snia mi sie nasze stolowki,
        biblioteka, korytarze, szatnie jak jakis taki labirynt)
        luego
        • Gość: tomko26 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce... do luego IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 23.09.01, 13:24
          Tak - do biblioteki wchodziło się od tyłu. Pracowały tam niezbyt przyjemne
          kobiety (a ja głupi - bedąc już w liceum sprezentowałem tej bibliotece moją
          kolekcję wszystkich panów samochodzików i innych książek przygodowych).
          Stołówki już chyba tam nie ma. A co do fizyka - to oczywiścvie nie trawił
          humanistów i kobiet (żona jest miła i dobra jak mąż wraca z wypłatą! heheh).
          Mam zapisane gdzieś jego powiedzonka. Spisywaliśmy je kiedyś na lekcjach
    • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: 10.20.33.* 23.09.01, 15:42
      Mam jakis dziwny przyplyw pragnienia intensywniejszego kontaktu z ludzmi (chyba
      idzie zima... potrzeba wiecej ciepla) i dlatego podam swojego maila, ot tak,
      gdyby ktos chcial do mnie napisac... Jesliby nikt nie chcial, postaram sie z
      rozpaczy nie zastrzelic! :)))))
      pozdrawiam wszystkich
      luego@poczta.onet.pl
      • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.krak.gazeta.pl 24.09.01, 11:13
        Z fizykiem tym spotykałem się przez całą szkołę średnią, bałem się go trochę
        ale i szanowałem, chociaż zbyt szybko zgorzkaniał, jak na swój wiek. Teraz
        podobno jest jeszcze bardziej gorzki. Uczłem się na mat-fizie, ale byłem
        polonistą, więc często bywało śmiesznie.
        Był jeszcze jeden nauczyciel, matematyk z chorą nogą, najdziwniejsza postać w
        szkole. Jak opowiadał o nieskończoności, wyraźnie się rozmarzał
        pozdrawiam
        • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.krak.gazeta.pl 24.09.01, 11:16
          jeszcze jedno. Jak będziecie we Łku, wpadnijcie do Okrąglaka na Chamowie.
          Prezentują tam pokonkursową wystawę fotograficzną ”Tropami Smętka”. Jest kilka
          ładnych fotek, które spokojnie nazwać można ”mitycznymi”.
          • Gość: tomko26 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 28.09.01, 22:24
            odwiedze po niedzieli wystawe; poki co czytalem o niej tylko w prasie
        • Gość: filip Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 24.09.01, 21:52
          > Był jeszcze jeden nauczyciel, matematyk z chorą nogą, najdziwniejsza postać w
          > szkole. Jak opowiadał o nieskończoności, wyraźnie się rozmarzał

          Twój matematyk uczy również w liceum samorządowym ( dawna SP6) i nosi tam dumny
          nick : Herr Flick. Zgadniesz dlaczego ?

          pozdrawiam

          • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 25.09.01, 08:53
            Jako byly uczen SP2 pamietam doskonale wojny z SP1 przez zamkniete drzwi na
            korytarzu na pierwszym pietrze. Musiano zrobic az drzwi metalowe z krat, bo
            drewniane mialy krotka zywotnosc. Swoja droga to ktos sie mocno wysilil tworzac
            w jednym budynku dwie szkoly podstawowe. Mogla istniec jedna duza szkola.

            Do prawdziwej walki dochodzilo nieraz na boisku jak ludzie z Jedynki zajmowali
            nam czesc boiska i nie mielismy gdzie grac w pilke. Byl w Jedynce taki prowodyr
            na ktorego mowili wszyscy Korzen. Zapuszczal sie z kumplami na teren Dwojki i
            bil mniejsze dzieciaki, ale to w sadystyczny sposob. Kopal lezacych albo bral
            za glowe i uderzal w mur.
            Czul sie tak pewnie, ze kiedys po lekcjach chlopaki z naszej klasy grali na
            swoim boisku, a on przyszedl z trzema kumplami i powiedzial, zebysmy sie
            wynosili bo oni beda grali. Mysmy nie chcieli, to zajeli jedna bramke i
            cwiczyli strzaly sobie, a pozniej przyszli do drugiej i dali po lbie
            bramkarzowi, zeby sobie poszedl. Wtedy nie wytrzymalismy i wszyscy ruszylismy
            na nich.Bylo nas 15 a ich 4. Korzen probowal bronic sie rozbita butelka, a jego
            kumple ceglami. Dostali takie lomoty, ze nie mieli sily wstac. U nas tylko
            jeden taki gruby Artur mial rozbita glowe, bo dostal cegla. Oni byli wszyscy
            pokaleczeni. Zakazalismy im, ze jak jeszcze raz wejda na nasz teren czy jesli
            ktos z naszej szkoly dostanie od kogos z Jedynki to za wszystko bedzie Korzen
            dostawal.
            Poskutkowalo do konca roku nie pokazali sie na terenie Dwojki.

            Pamietam ten kiosk Ruchu kolo Jedynki,a za nim zaraz byl kiosk z lodami
            Bambino, a za kioskiem z lodami byly duki z kwiatami. Ale chodzilismy raczej na
            lody do Hortexu. Nie znam blizej historii faceta z kiosku, ktory cyrklem
            dziurawil prezerwatywy.
            Do szkoly niektorzy przynosili prezerwatywy, zeby postraszyc nimi dziewczyny
            albo podrzucac im do piornikow czy teczek. To bylo glupie.

            Ktos tutaj pisal o nauczycielu fizyki z Ogolniaku. On tez mial ze mna fizyke.
            Czy chodzi moze o Wojtka Loznego? Facet mial bzika na punkcie zadan, bo jak
            twierdzil teorii to kazdy sie moze nauczyc. Najgorsze, ze on nic nie tlumaczyl
            tylko na lekcji kazal robic zadania i bawil sie w przeksztalcenie wzorow.
            Zapominajac, ze jesli ktos nie zna praw fizyki oraz zagadnien to nie zrobi
            zadania. Fizyka to nie tylko zadania. Niektore zjawiska czy doswiadczenia z
            fizyki trzeba omowic.

            Markowski uczyl mnie historii. Wspominam go dobrze. Mimo, ze byly to czasy PRL
            to on mowil nam prawde o historii najnowszej. Nie bal sie mowic o Katyniu, o
            pakcie Ribentropp-Molotow mimo, ze komuna trzymala sie jeszcze mocno. Nie wiem
            czy sprawdzil sie jako dyrektor? Wtedy kiedy w Polsce nastapily zmiany i zostal
            on dyrektorem to ja juz bylem w Stanach.
            Stezala jesli chodzi o chemie byl niezly.

            Biologia byla oczywiscie ze Swinia. Zawsze na kazdej lekcji odpytywala kilka
            osob. Kiedys mnie i kumplowi dala klatke na ptaki do naprawy. Trzeba bylo
            powymieniac pekniete druty i zrobic nowa szuflade drewniana. Co mysmy sie
            nabiegali po miescie, zeby znalezc kogos kto to zrobi. A wiadomo Elk male
            miasto i kto zobaczyl nas z klatka na ulicy to sie smial i pytal gdzie nasze
            ptaszki. Na szczescie znalezlismy stolarza, ktory zrobil nowa szuflade. Moj
            kuzyn powymienial druty i pomalowal klatke. Dostalismy za to po piatce.

            Adam
            • Gość: tomko26 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 28.09.01, 23:06
              Tak - zajęcia ze Swinią byly niezle; mozna bylo uniknac odpytywania, jesli tuz
              po dzwonku na lekcje pytalo sie ja jakie mamy i tablice beda potrzebne z
              magazynka. Wtedy "szukalo się" tego przez 10 minut i przynosilo do pracowni po
              odpytaniu.
          • mrozosia Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 18.02.05, 16:32
            Gość portalu: filip napisał(a):

            > > Był jeszcze jeden nauczyciel, matematyk z chorą nogą, najdziwniejsza posta
            > ć w
            > > szkole. Jak opowiadał o nieskończoności, wyraźnie się rozmarzał
            >
            > Twój matematyk uczy również w liceum samorządowym ( dawna SP6) i nosi tam
            dumny
            >
            > nick : Herr Flick. Zgadniesz dlaczego ?
            >
            > pozdrawiam
            >


            A my w klasie mowilismy na niego Kulawy Bocian. Mial on taka wade, ze wyrabial
            sobie o uczniu zdanie juz w pierwszym tygodniu nauki, i potem za nic w swiecie
            nie dawal drugiej szansy. Wiec jak ktos na poczatku liceum popisal
            sie "idiotyzmem matematycznym" , bo np. nie rozumial przedzialow, to juz do
            matury pozostawal matematycznym idiota...hehe
        • Gość: tomko26 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 28.09.01, 22:21
          tak prof. od fizyki sprawia obecnie wrazenie bardzo zgorzknialego faceta,
          czesto go mijam spieszac do pracy. Prawda jest, ze o ile w pierwszej klasie
          (bylem w humanistycznej) bardzo nam docinal i martwilo to nas, o tyle pozniej
          okazalo sie, ze facet miedzy tymi swoimi wywodami przemycal wiele zyciowych
          prawd. Do dzis wspominam go z sentymentem
        • Gość: tomko26 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce - do klima IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 28.09.01, 22:25
          tak prof. od fizyki sprawia obecnie wrazenie bardzo zgorzknialego faceta,
          czesto go mijam spieszac do pracy. Prawda jest, ze o ile w pierwszej klasie
          (bylem w humanistycznej) bardzo nam docinal i martwilo to nas, o tyle pozniej
          okazalo sie, ze facet miedzy tymi swoimi wywodami przemycal wiele zyciowych
          prawd. Do dzis wspominam go z sentymentem
    • Gość: Lapusz Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.brog.com.pl 25.09.01, 09:18
      Do niedawna bylem nieswiadom, ze co najmniej trzech kumpli z klasy mialo
      kluczyk do kanciapy fizyka i nie bylo dla nich problemem, żeby dostać co
      najmniej 3+ bez ćwiczenia w przeddzień klasówy zadań ze zbiorka. Wiem, że miał
      go niejaki Gąsior, ale to byla inna klasa. Zabójcza dawka cukru w kawie była
      powodem wygotowania się trzech ćwierci wody ze dzbanuszka, do którego dostęp ów
      Fizyk miał ograniczony. Pozdrawiam go i was.
      • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.krak.gazeta.pl 25.09.01, 12:02
        Zapewniam Cię Lapusz, że nie było to przyjemne doświadczenie. Włamywaliśmy się
        do szkoły już po jej zamknięciu,trzeba było uważać, żeby nie wpaść na stróża,
        łapy nam latały przy wertowaniu zeszytów. Nigdy nie zdarzyło się, żeby ktoś
        poprawił na ocenę lepszą niż 3+. A był też taki gość, Piter na niego mówili, co
        czasem poprawiał, a mimo to dostawał łapę, przepraszam pałę
        Pozdrawiam
        • Gość: Halina W Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie ...do filipa IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 25.09.01, 16:41
          Wow, Filip to naprawde Ty? Jakze moglabym Cie niepamietac. Ty i Twoi kumple
          byliscie przeciez legendarni!
          Moze napiszesz co u Ciebie, czy mieszkasz w Elku itp. Super, ze sie "ujawniles".
          Ale swiat jest maly, a internet wszechpotezny! Czyz tak nie jest?
          Pozdrowienia dla Ciebie i Aski (widzialam ja w Elku, ale jechalam samochodem,
          to nie moglam jej zaczepic).
          halinawk@hotmail.com
          • Gość: Halina W Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie ... IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 25.09.01, 17:20
            Adam jestes moim bohaterem!
            Korzen byl ze mna w jednej klasie w podstawowce (chociaz byl pare lat starszy,
            to w koncu wyladowal z moim rocznikiem) i znam go jak zly szelag! Za sprawienie
            mu lania masz u mnie order!
            A czy ktos z Was pamieta kawe wojskowa w kostkach?
            Byla to prawdopodobnie jakas zbozowka (chociaz kto tam wie, czym karmiono tych
            zolnierzy) prasowana z cukrem w kostki, ktora sie rozpuszczalo w wodzie. Ale
            wtedy to byl slodki, syf, a prawdziwym przysmakiem byla jedzona na sucho!
            Moj brat, ktory jako dzieciak chodzil z kumplami na poligon zbierac luski po
            nabojach (!) przynosil czasami ten rarytas. Wystarczylo powiedziec zolnierzom
            wiszacym na plocie, ze sie ma starsza siostre i moj brat uzywal tego jako
            argumentu przetargowego (nigdy sie nie przyznal, ze tylko pare lat starsza!).
            Ale kawa byla wielka atrakcja i zawsze go prosilam, zeby mi dal kawalek.
            Ciekawa jestem jak by mi to teraz smakowalo, ale wtedy nie bylo chyba NIC
            lepszego na swiecie (poza guma "donaldowka", sezamkami i coca-cola,
            oczywiscie). Czy ktos to pamieta?
            over
            Halina
            • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie ...do Haliny IP: *.proxy.aol.com 25.09.01, 20:28
              Wspolczuje Tobie, ze chodzilas z korzeniem do jednej klasy. Wlasnie on
              wykorzystywal to, ze jest starszy od innych i silniejszy i wyzywal sie na
              slabszych i mlodszych kolegach. A przeciez to nie bohaterstwo pobic mlodszego i
              slabszego. On juz wtedy mial zadatki na bandyte. Do bojek z kolegami uzywal
              cegly albo rozbitej na wpol butelki.
              Wtedy on i jego kumple dostali dostali od nas (chlopakow z naszej klasy).

              Kawe zbozowa z kostkach mozna bylo dostac w sklepach jak pamietam. Nie wiem czy
              byla taka sama jak ta wojskowa o ktorej piszesz.
              Od zolnierzy mozna bylo dostac nie tylko luski. Moj kolega z klasy znal takich,
              ktorzy w zamian za kondony dawali mu naboje.

              Jesli uczylas sie w Jedynce to na pewno uczyla Ciebie ZPT kobieta o nazwisku
              Garbecka. Byla ona znana w miescie z pewnego skandalu. Otoz miala spokojnego
              meza tez nauczyciela i jednoczesnie kochanka, ktorego przyjmowala w domu. Jej
              maz na poczatku protestowal, probowal popelnic samobojstwo, przeniosl sie do
              piwnicy w bloku na jakis czas. A pozniej zobaczyl, ze to nic nie daje to
              przystal do nich i zyli w trojke. Natomiast ludziom zaczal pozniej mowic, ze to
              jest jego kolega i przyjaciel domu.
              Fajnych mielismy nauczycieli.

              Pozdrawiam
              Adam
            • Gość: tomko26 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie ... IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 28.09.01, 22:33
              szkoda tylko, ze juz jednostke zlikwidowali, wieje tam pustka, ale od
              pazdziernika w 2 budynkach ruszaja studia, wiec bedzie tam garno od braci
              studenckiej; pozdrowionka
        • Gość: tomko26 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 28.09.01, 22:30
          "proceder" z dopisywaniem ocen praktykowany (wprawdzie rzadko, ale w końcu) byl
          tez na humaniaku - dopisywalismy z j. niemieckiego u prof. z podwojnym
          nazwiskiem oraz na j. rosyjskim (u prof. ktorej kuzynka jest chemiczka); nigdy
          nic sie nie wydalo, choć raz mieliśmy pietra, bo zamiast uzyc czarnego piora
          uzylismy niebieskiego, ale nikt nie skapowal sie
    • Gość: Lap Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.brog.com.pl 27.09.01, 16:09
      czy ktoś pomięta gościa, który kopiował gierki na comodorusa, a potem na amigę
      dokładnie na przeciwko policji?
    • Gość: Halina W Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie - do IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 27.09.01, 16:14
      Oj Adam, Adam! To mi juz zakrawa na plotkarstwo. I odchodzisz zupelnie od
      glownego tematu czyli "najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce
      wspomnienie". Jakie to ma znaczenie z kim ktos tam sypia. Akurat jako
      nauczycielka byla bardzo fajna i mile ja wspominam.
      Adamie popraw sie, bo wszycy stad uciekna!
      • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie - do IP: *.proxy.aol.com 27.09.01, 19:58
        Halina, nie sadze, zeby ludzie na tym forum byli tacy strachliwi i cnotliwi,
        zeby od razu uciekac. Poza tym nikogo nie plotkuje stwierdzam jedynie fakty i
        wydarzenia jakie mialy miejsce w przeszlosci, kiedy bylismy w Elku dziecmi.
        Akurat tak sie zlozylo, ze wszystko co najgorsze zdazalo sie wtedy w Elku w
        srodowisku nauczycielskim. Uczniowie mieli z tego pozywke, bo jak nas uczono to
        nauczyciel w tamtych czasach byl osoba powszechnie szanowanowana. Natomiast czy
        nie jest komiczne to jak takiego szanowanego pana od ZPT w Dwojce milicja
        wyprowadzala w kajdankach. Albo fajna Pani od ZPT z Jedynki trzymala meza w
        piwnicy, dopoki nie zmiekl i nie przylaczyl sie do gry. Czy nie jest to
        komiczne, ze ludzie z ktorych wtedy powinnismy brac wzor tak sie zachowywali?
        Cale szczescie, ze dzieci nie braly z nich wtedy przykladu, bo dzisiaj bylyby
        recydywistami albo cierpialy na dewiacje seksualne.

        Adam
        • Gość: mobb powiem krótko IP: *.ppp.eranet.pl 27.09.01, 23:45
          hmmm... hmmm....
          • Gość: luego Re: powiem krótko IP: *.bial.gazeta.pl 28.09.01, 13:46
            hahaha i tu się z Mobbem nie zgodze
            krócej byłoby: hm hm
            • Gość: tomko26 Re: powiem krótko IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 28.09.01, 22:39
              najkrócej jednak jest hm
    • Gość: tomko26 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 28.09.01, 22:43
      rok 1986, pozna wiosna - Czernobyl - pamiętacie? Rano nauczyciel od rosyjskiego
      (byla to chyba 6 klsa) w SP2 (zmarło sie czlowiekowi kilka lat temu)
      poinformowal nas o tym, ale tak wybielał Sowietów, że do dzisiaj to pamiętam.
      Pamiętam też, że wszyscy musieliśmy pić płyn lugola w gabinecie pielegniarki
      jako antidotum popromienne. Mialo to chyba kolor piwa, a ten wstrętny smak
      pamiętam do dzisiaj. W pewnym momencie zabrakło tego cholerstwa i ściągali je z
      innego miasta. A pamiętacie akcje mycia zebow organizowane 2-3 razy w roku
      przez gabinety pielegniarskie, hehehe. Paranoja
      • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 04.10.01, 09:07
        Czy pamietacie moze z Elku faceta, ktory nosil ksywe Motyl?

        Otoz byl to mlody czlowiek, ktory nigdzie nie pracowal. Zaltwil sobie jakims
        cudem rente chorobowa i z nudow ganial golebie.

        Zawsze po polnocy wsiadal na rower z duzym plecakiem i jezdzil po okolicach. A
        ze byly kartki na zywnosc, wiec facet objezdzal wsie i zawsze na rano mial
        pelen plecak i worek kur, indykow, gesi etc. do tego stopnia, ze handlowal tym.
        Nie gardzil zwlaszcza w lecie sprzetem turystycznym i elektronicznym, ktory
        zdobywal od turystow przeczesujac ich namioty i campingi. Czasami samochody.
        Pewnego razu zaczajil sie w lesie nad Zabim Oczkiem. Jakas parka przyjechala
        samochodem, rozebrali sie do naga i poszli do wody. Motyl wtedy zabral ich
        ubrania oraz oczyscil samochod, ale mial pecha bo ktos obok wyszedl z namiotu i
        narobil krzyku. Motyl zaczal uciekac rowerem. Tamta parka naga wyskoczyla z
        wody i chcieli jego gonic, ale musieli pozyczyc od turystow jakies ubrania.
        Dogonili go samochodem, a on im wtedy powiedzial, ze on te rzeczy znalazl w
        lesie i wiezie na posterunek milicji.
        Mial sprawe w sadzie i zostal uniewinniony. Jego adwokat przekonal sad, ze
        Motyl pojechal w upalna noc na Zabie Oczko, bo chcial sie ochlodzic, a
        znalazwszy ubrania ludzkie rozrzucone w lesie wzial je w celu zawiezienia na
        posterunek lacznie z portfelami i dokumentami tych osob, zeby milicja mogla
        ustalic personalia potencjalnych zaginionych. Natomiast ta parka nie wziela
        adresu faceta, ktory zaalarmowal wszystkich, ze jakis zlodziej okrada czyjs
        samochod.

        Pozniej odwiedzili go Niemcy, ktorzy mieszkali przed wojna w jego mieszkaniu.
        Ugoscil ich jak trzeba. Spedzili u niego ponad tydzien za wszystko placac. Ale
        dzien przed wyjazdem zaladowali z wieczora wszystkie bagaze do samochodu. Mieli
        dobry sprzet turystyczny, kamery Video, ktore w Polsce za czasow PRL byly cudem
        techniki, drogie aparaty fotograficzne etc. Wstali o swicie, zeby jechac i ze
        zdumienia nieomal oszaleli. Samochod byl okradziony ze wszystkich bagazy i
        sprzetu oraz ze wszystkiego co dalo sie wymontowac. Powykrecane byly nawet kola
        od Mercedesa, fotele, czesci. Motyl oczywiscie o niczym nie wiedzial. Niemcy
        byli zszokowani i musieli wracac do Niemiec pociagiem. Rozebranego Mercedesa
        sprzedali dla jego kolegi za grosze i szybko uciekli nie czekajac na
        dochodzenie ani wyniki sledztwa. Powiedzieli, ze to dziki kraj i ludzie i ze
        wiecej na Prusy nie przyjada i nie chca slyszec ani o Motylu, ani o Elku.
        Kumpel Motyla po ich wyjezdzie wkrecil kola, czesci i mial za grosze
        dwuletniego Mercedesa. Natomiast Motyl po pewnym czasie szukal nabywcy na
        kamery Video i aparaty fotograficzne.

        Czy Motyl jeszcze lata po Elku czy przeszedl na emeryture???

      • Gość: Lapusz Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.brog.com.pl 04.10.01, 09:26
        Pamiętam, ś.p. Kisiel. Ponoć jak słuchał obrad sejmu to na osiedlu nie szło
        wydzierżyć - otwierał balkon i wszyscy razem z nim słuchać musieli. Chodziłem
        do niego na kółko rusycystyczne - pamiętam, że kochał Moskwę. O czarnobylu
        dowiedziałem się na stadionie - biegaliśmy wtedy w wfie chyba na 60m. Pamiętam,
        że był słoneczny dzień.
        • Gość: tomko26 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 04.10.01, 21:25
          Tak ś.p. H. Kisiel lubił, by obrady Sejmu i mecze piłki nożnej słychać było na
          całym naszym osiedlu.
          • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.ppp.eranet.pl 04.10.01, 23:34
            Chciałem powiedzieć że mimo może czasem oryginalnych jak na ostatnie czasy
            poglądów, ja go szanowałem i uważam że był bardzo porządnym człowiekiem. Miałem z
            nim przez rok rosyjski, dał nieco popalić - jechałem na słabych trójach. Ale jak
            poszedłem do ogólniaka to pierwsze dyktando wyszło mi jako jedne z lepszych w
            klasie. Nie była to żadna metamorfoza, raczej efekty pracy pana Kisiela. I uważam
            że był gościem z klasą.
            A sejm - no cóż - nawet trzeba nastawić głośno. Obrady nie przykuwają do fotela,
            trzeba więc słuchać głośno żeby słyszeć poruszając się po mieszkaniu...
            Chociaż teraz może być na tyle ciekawy SHOW w sejmie że będzie oglądalność nie
            gorsza niż BIG BROTHER

            Gość portalu: tomko26 napisał(a):

            > Tak ś.p. H. Kisiel lubił, by obrady Sejmu i mecze piłki nożnej słychać było na
            > całym naszym osiedlu.

            • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 03.01.02, 21:45
              W Ełku nie mieszkam już od jakichś 15-16 lat. Trochę przypadkiem zajrzałem na
              to forum i bardzo żałuję, że ten wątek, który właśnie "łyknąłem" za jednym
              zamachem chyba wygasł. Sam jestem Dwójarzem - pamiętam wspominane tu wojny z
              Jedynką, pamiętam Śpiocha w kiosku i śnieg wrzucany mu zimą przez okienko na
              gazety. Wtedy, to sie dopiero wkurzył... Pamiętam większość wspominanych tu
              nauczycieli, chociaż dowiedziałem się o nich wiele nowych rzeczy.
              Pamiętam również lekcję przeklinania, jaką dał mi starszy kolega. W tym celu
              zaprowadził mnie na Wojska Polskiego, gdzie były kiedyś (może dalej są?)
              szalety publiczne. Po czym (było to jesienią) - wrzucił z góry do środka wielką
              kupę przegniłych, mokrych liści. Wiązanka jaką później usłyszałem w wykonaniu
              babci klozetowej zaiste nie miała sobie równych. Kilkanaście minut soczystej
              polszczyzny w najlepszym wydaniu i to bez powtórzeń...
              To co sobie również przypominam, to zima w czasie stanu wojennego i zwały
              śniegu na podwórku tak wysokie, że urządziliśmy sobie w nich z kolegami fortecę.
              Pamiętam również coś, z czym nie spotkałem się już później w innych miejscach
              (a mam na koncie kilka miast na ścianie wschodniej)- mianowicie wojny
              prowadzone z sąsiednimi podwórkami na kamienie. Pamieta to również moja mama,
              bo zdarzyło się, że musiała mi przemywać z krwii - głowę rozbitą ćwierćcegłówką.

              Czy ktoś pamięta zabawy w tzw. sadku, tj. terenie nad rzeką przy ul. Wojska
              Polskiego, gdzie w dawnym sadzie urządzono coś na kształt placu zabaw? Pomimo
              to teren był dosyć dziki i zarośnięty, co dawało mu swoisty klimat.
              Był to teren nie tylko zabaw dzieci, ale również doskonałe miejsce do spożycia
              czegoś mocniejszego dla dorosłych, np. po wyjściu z nieodległego baru Zacisze,
              który klimatami chyba dorównywał słynnemu Topielcowi. Zresztą kiedyś dwóch
              takich panów, którzy będąc w Ełku na delegacji raczyli się tam właśnie dobrym
              krajowym winem, uratowało życie mojemu bratu, który wpadł do rzeki i zaczął się
              topić.
              Sporo jeszcze innych wspomnień wywołanych lekturą wątku - nie sposób zmieścić w
              jednym poscie.

              Pozdrawiam wszystkich, z nadzieją, że ktoś tu jeszcze zagląda i doda coś od
              siebie.
              • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 05.01.02, 06:59
                ralston

                Oczywiscie, ze wszedzie sa ludzie i ludziska jak sie kiedys w Polsce mowilo.
                Zarowno w Bialymstoku jak i w Lublinie.
                Nie gloryfikuje Lublina ale, wole to miasto niz Bialystok. W Bialymstoku nie
                widac bylo kiedys ani w ludziach ani w samochodach, ze to jest miasto 300
                tysieczne. Poza tym nieciekawa zabudowa, duzo ludzi z akcentem i prostota.
                Kiedys pamietam w restauracji Cristal (nie wiem czy istnieje jeszcze ona) w
                Bialymstoku przyszlo dwoch "panow" i zamowili wodke i smietane do niej.
                Kelnerka powiedziala, ze musi byc konsumpcja i ze smietany nie podaja tutaj.
                Dali jej jakis wiekszy napiwek i przyniosla im cos do jedzenia, wodke i
                smietane. On nic nie jedli tylko pili wodke i smietane z butelek.
                Co do autobusow to masz racje. W Bialymstoku jest wieksza kultura jesli chodzi
                o wsiadanie i wysiadanie z autobusu. Lublin jest do tylu pod tym wzgledem.
                Lublin ma ciekawsza zabudowe niz Bialystok, wiecej zabytkow i jest po prostu
                miastem wiekszym.

                Pozdrawiam
                Adam
                • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bratniak.krakow.pl 05.01.02, 18:04
                  Adam, jaki ty jednak jesteś ograniczony!
                  Co ci przeszkadza wschodni akcent u mieszakńców Podlasia? Pewnie kojarzy Ci się
                  z zacofaniem i prymitywnością, pewnie uważasz, że wszyscy powinni mówić jak
                  spikerka w dzienniku i pachnieć Diorem. Ciekawe, czy wstydzisz się w
                  towarzystwie swoich przyjaciół Amerykanów mówić po polsku? Z tego co wiem,
                  spora ich część patrzy na nas podobnie jak ty na Podlasiaków.
                  Od kilku lat nie mieszkam w Ełku, ale często spotykam się z ludźmi, którzy
                  twierdzą, że mówię właśnie ze wschodnim akcentem. Nigdy w życiu nie przyszłoby
                  mi do głowy, żeby się tego wstydzić, albo uważać się za kogoś gorszego. Mówię
                  jak mówię, pochodzę skąd pochodzę i nic nikomu do tego.
                  TYle lat jesteś w Stnach, niby kulturalny kraj, a myślisz jak kołtun.
                  Klima
                  • Gość: manio Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 05.01.02, 21:54

                    > TYle lat jesteś w Stnach, niby kulturalny kraj, a myślisz jak kołtun.
                    > Klima


                    prawda, prawda a podobno USA to kraj tolerancji ?

                    manio

                    • Gość: szczuren Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.02, 23:59
                      Adam nie pierwszy raz odsłonił swoje, mało starannnie zamaskowane,
                      faszystowskie oblicze. On nienawidzi wszystkich którzy w jakiś sposób mu
                      podpadli (może jak był w Białym to mu ktoś chuchnął czosnkiem w twarz) ; sam
                      jest za to jest bez skazy. Mi też mówi się ciągle jeszcze dzisiaj, że mam
                      wschodni akcent- nikt jednak nie wyraża się z pogardą, traktuje się to raczej
                      jako ciekawostkę.
                      A tak na marginesie- Drogi Adamie kiedyż to byłeś ostatni raz w Lublinie albo
                      Białym? Może od tego czasu coś się zmieniło, polepszyło a ty żyjesz jak
                      dinozaur- wspomnieniami z komuny?
                      • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 07.01.02, 08:25
                        Chcialbym podziekowac przede wszystkim dla Klimy, manio i szczurena za zyczenia
                        noworoczne. Jesli wszyscy rodacy, a zwlaszcz Elczanie obrzucaja sie tak na
                        powitanie w Nowym Roku niewybrednymi epitetami jak wy to naprawde kwitnie w
                        Polsce "kultura" i jest ciekawie.

                        Szczuren chyba nie znasz pojecia slowa faszyzm? Czy jesli w Twoim miejscu
                        zamieszkania, ktos spyta sie o twoj akcent to zarzucasz takiej osobie
                        faszystowskie oblicze? Masz ciekawa teorie na temat rozpoznawania akcentu. To
                        raczej ty z zacieciem faszysty atakujesz mnie i obrazasz ciagle bez dania
                        racji. Uwazaj bo jak wpadniesz w szal to jeszcze rozwalisz ze zlosci ekran
                        komputera.

                        Klima akcent nie swiadczy o zacofaniu, a jedynie o pochodzeniu. Na pewno wiesz
                        czemu na Bialostoczczan mowi sie sledzie. Osobiscie znam ludzi z Bialegostoku,
                        ktorzy nie maja akcentu. ALe znam i takich co mowia z silnym akcentem. Jesli
                        jestes z Elku to nie wiem czemu masz akcent? Ale to Twoja sprawa i nikt nie ma
                        do Ciebie o to pretensji. Chyba, ze znajdzie sie ograniczony koltun z podobna
                        do Twojej mentalnoscia i bedzie naskakiwal na ludzi jak Lepper na rzad.

                        Niech zyje Bialystok!

                        Adam
                        • Gość: Lapusz Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.waw.cdp.pl 07.01.02, 08:45
                          Adam, znowu szumisz. Dużo piszesz, ale na Boga, ciężko wyczuć o co walczysz. Ja
                          to tam już mam to w głębokim poniechu osobiście, ale zaciekawiła mnie jedna
                          Twoja teza. Przybliż, proszę, bo widzę, że się orientujesz, kulturę wsiadania i
                          wysiadania z autobusów pod względem podziału na różne regiony kraju. Cześć.
                        • Gość: klima Re: do adama IP: *.krak.gazeta.pl 07.01.02, 13:50
                          Nie wiem w jakiej firmie fracujesz, przyjacielu, ale nauczyli cię tam
                          wywracania kota ogonem. Z Twojej wypowiedzi można było odnieść wrażenie, że
                          akcent jest czymś godnym pogardy. Teraz piszesz o pochodzeniu i znowu nie mogę
                          sie oprzeć wrażeniu, że traktujesz te pochodzenie jako coś gorszego. No a co ty
                          masz do Podlasiaków, z tykocina, Ciechanowca czy Siemiatycz? Jak lubią wódkę ze
                          śmiataną, to niech piją do ostatnich rzygów, Bóg z nimi.
                          Przyłączam się do Twoich wiwatów na cześć Bstoku.
                          Pozdrawiam
                        • Gość: manio Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 07.01.02, 15:27
                          Poniwaz placzesz sie w zeznaniach , to uzyje ulubionego argumentu polskiej
                          prawicy : tj . wypowiedzi "Dziadka" Pilsudskiego , ktory twierdzil ze Polska
                          jest jak obwarzanek - najlepsza po brzegach. Wyrazil w ten sposob swoj stosunek
                          do ziemi i ludzi kresow. Twoje fobie sa zupelnie niezrozumiale nawet dla nas
                          Polakow w kraju , uznawanych przez wielu za urodzonych szowinistow i
                          antysemitow. Czy nigdy w Stanach nie doznales uczucia dyskryminacji? Czy nikt
                          nie zwrocil uwagi na Twoj wschodni akcent? Czy nic to Ciebie nie nauczyło

                          Pozdrawiam w Nowym Roku

                          manio
                          • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.ppp.eranet.pl 07.01.02, 21:51
                            Oj, na pewno nasz Polonus doświadczył dyskryminacji nie raz i nie dwa. Ale nie
                            przyzna się do tego. Zawsze twierdził że jest wykształcony manago i rodowici
                            Amerykanie są z niego dumni, podziwiają go za to że jest rodakiem papieża i
                            Kościuszki i że chodził do szkoły, i nie musi sprzątać jak jego głupi rodacy z
                            akcentem białostockim.

                            Szkoda tylko że jest pełnym kompleksów które niestety wyłażą mu czy tego chce
                            czy nie...
                            Ta jego śmieszna mania wyższości wyrażana raz przez pruską kanalizację w Ełku,
                            a innym razem przez sposób wsiadania do autobusu czy rodzaj pitego alkoholu i
                            popitki...

                            No, ale i tak odnotowałem z zaskoczeniem że Adam zmienił poglądy (nie jest więc
                            przysłowiową krową...)
                            Nie tak dawno był jeszcze zwolennikiem Leppera, ale zweryfikował chyba zdanie ,
                            bo teraz oskarża go o napadanie na rząd. Czyżby informator Gasiński nie
                            przypadł Ci Adamie do gustu ?
                            • Gość: Asiia Re: najdurniejsze poglądy-Adam je ma i wyraża IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.02, 06:38
                              Adam napisał:"W Białymstoku jest większa kultura jesli chodzi o wsiadanie i
                              wysiadanie z autobusu. Lublin jest do tyłu pod tym względem"
                              Dobre!!! Dlatego cytuję!
                              Adam jest naturalnie do przodu i ma zdanie na każdy temat i nie omieszka zaraz
                              się nim z nami podzielić. Również czekam z niecierpliwością na opracowanie
                              przez Adama (znawcę kultury, i wszelkich innych zagadnień) mapki regionów w
                              Polsce: gdzie wsiadać, a gdzie nie wysiadać.

                              Asiia
                            • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 08.01.02, 07:53
                              Wszystkich zainteresowanych porownaniem wsiadania i wysiadania z autobusu oraz
                              jazda nim w Bialymstoku i Lublinie odsylam do postu Bialystkok vs Lublin w
                              watku "coraz rzadziej tu zagladam" gdzie ralston dokonuje tych porownan.
                              Czytajac jego doswiadczenia z jazdy autobusem w obu miastach przypomnialo mi
                              sie jak ja korzystalem z miejskiej komunikacji w tych miastach.
                              Ale przeciez jesli chodzi o te autobusy to pochwalilem wasz ukochany Bialystok
                              i tez dostalo mi sie.

                              Skoro tak kochacie Bialystok, to czemu protestowaliscie jak wlaczono Elk do
                              wojewodztwa podlaskiego? Elczanie robili wszystko, zeby nalezec do Olsztyna.

                              Jesli ktos mowi z bialostockim akcentem to jego sprawa i nie nalezy go potepiac
                              za to, tak samo jak ktos mowi ze slaskim akcentem.

                              Manio, Pilsudski lubil kresowiakow, bo sam pochodzil z kresow. Owszem
                              kresowiacy zawsze byli lepszymi patriotami niz mieszkancy centralnej Polski.
                              Biorac chociazby pod uwage Lwow i Wilno.

                              Bialystok nie jest na ostatnim miejscu wsrod Polonii. Na ostatnim jest Lomza i
                              lomzaniacy.

                              Adam
                              • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 08.01.02, 13:45
                                Miało tu być o wspomnieniach z Ełku a nie boksowanie sie w temacie
                                Białystok/Lublin/Łomża.
                                Czy ktoś jeszcze pamięta piekarnię Rydzewskiego u zbiegu ulic Kościuszki i
                                Wojska Polskiego? Mieli świetne pieczywo. Nieraz zachodziliśmy tam z kumplami,
                                żeby kupić np. bochenek chleba i szliśmy nad rzekę karmić łabędzie. Oczywiście
                                łabędziom dostawała się ledwie połowa chleba (a może nawet i nie tyle) - reszta
                                lądowała w naszych żołądkach. Dziś zdaje się nie ma już tej piekarni. Za to
                                łabędzie jak najbardziej zostały.
                                Drugie wspomnienie gastronomiczne to oranżada z wytwórni S. Kolędy (Kolendy?).
                                Niby zwykła landryna sprzedawana w dwóch kolorach: żółtym i czerwonym i
                                nagazowana dwutlenkiem do granic wytrzymałości szkła, ale jaki miała wtedy
                                smak...
                                • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bial.gazeta.pl 08.01.02, 18:51
                                  Pamietam te piekarnie Rydzewskiego i jej zapach, czyli chlebowy zapach - bo
                                  przez 10 lat mieszkalam dokladnie na przeciwko. I tez mialam blisko do
                                  labedzi :))))))
                                  luego
                                  p.s. Ta piekarnia, ktora przywolal z przeszlosci ralston kojarzy mi sie z
                                  jedzeniem goracego jeszcze chleba, popijanego mlekiem, ale z butelki. Mleko z
                                  woreczka nie ma tego smaku, no i plastikiem nie da sie tak bawic jak tym
                                  srebrzystym kapslem.
                                  luego
                                  • Gość: manio Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 09.01.02, 12:14
                                    Brawo nareszcie wracamy do normalnej dyskusji sentymentalnych ełczan!
                                    Oczywiście piekarnia Rydzewskiego to znana wszystkim sprawa. Warto było czasem
                                    postać w długiej kolejce.
                                    Pamiętam również piekarnię PSS za kinem Zorza na ul.Chopina. Był tak sklep a na
                                    zapleczu piekarnia . Ponieważ pracowal tam tato mojego kumpla to czasem
                                    zachodzilismy popatrzyć "jak sie robi chleb" - smakowite wspomnienie. Nie
                                    stosowano w tym czasie chemicznych polepszaczy pieczywa i nie smakowało one
                                    jak styropian. No przynajmniej te prosto z piekarni !
                                    Ponieważ uczylem sie w SP 2 na przerwie biegaliśmy po pączki lub bochen
                                    cieplego pszennego chlebka - chrupka skorka palce lizać ! No i nikt z nas wtedy
                                    nie liczył kalorii !!!

                                    pozdrawiam wszystkich

                                    manio
                                    • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 09.01.02, 12:33
                                      Gość portalu: manio napisał(a):

                                      > Brawo nareszcie wracamy do normalnej dyskusji sentymentalnych ełczan!
                                      > Oczywiście piekarnia Rydzewskiego to znana wszystkim sprawa. Warto było czasem
                                      > postać w długiej kolejce.
                                      > Pamiętam również piekarnię PSS za kinem Zorza na ul.Chopina. Był tak sklep a na
                                      >
                                      > zapleczu piekarnia . Ponieważ pracowal tam tato mojego kumpla to czasem
                                      > zachodzilismy popatrzyć "jak sie robi chleb" - smakowite wspomnienie. Nie
                                      > stosowano w tym czasie chemicznych polepszaczy pieczywa i nie smakowało one
                                      > jak styropian. No przynajmniej te prosto z piekarni !
                                      > Ponieważ uczylem sie w SP 2 na przerwie biegaliśmy po pączki lub bochen
                                      > cieplego pszennego chlebka - chrupka skorka palce lizać ! No i nikt z nas wtedy
                                      >
                                      > nie liczył kalorii !!!
                                      >
                                      > pozdrawiam wszystkich
                                      >
                                      > manio

                                      Kalorii nie sposob bylo liczyc, bo zapach pieczywa i tak zniewalal. Ja tez nieraz
                                      z 2 wybiegalem na przerwie do tego sklepiku, chociaz blizej bylo do Kasi - po
                                      drugiej stronie parku, na rogu Mickiewicza i 6- avenue. Tam kupowalo sie paczki
                                      albo cieple lody. Pamietacie ten wynalazek?

                                      • mrozosia Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 18.02.05, 18:50
                                        mhm, ja w Kasi na przerwach z SPnr2 kupowalam przepyszne ciezkie od sera
                                        serniczki. pamietacie je?? Teraz juz w Elku nie ma takich.
                                        • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 19.02.05, 10:55
                                          mrozosia napisała:

                                          > mhm, ja w Kasi na przerwach z SPnr2 kupowalam przepyszne ciezkie od sera
                                          > serniczki. pamietacie je?? Teraz juz w Elku nie ma takich.

                                          Wtedy takie serniczki były w wielu sklepach. Rzeczywiście były od sera ciężkie.
                                          Ale ja zawsze preferowałem ich odpowiedniki z makiem, którego też wtedy dużo
                                          pakowano w środek a całość była jeszcze polana lukrem. Pycha!
                                  • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 09.01.02, 12:28
                                    Gość portalu: luego napisał(a):

                                    > Pamietam te piekarnie Rydzewskiego i jej zapach, czyli chlebowy zapach - bo
                                    > przez 10 lat mieszkalam dokladnie na przeciwko. I tez mialam blisko do
                                    > labedzi :))))))
                                    > luego
                                    > p.s. Ta piekarnia, ktora przywolal z przeszlosci ralston kojarzy mi sie z
                                    > jedzeniem goracego jeszcze chleba, popijanego mlekiem, ale z butelki. Mleko z
                                    > woreczka nie ma tego smaku, no i plastikiem nie da sie tak bawic jak tym
                                    > srebrzystym kapslem.
                                    > luego

                                    A propos' kapsli, to kolejnym dzieciecym wspomnieniem sa liczne pojedynki w grze
                                    w kapsle. Oczywiscie nie chodzi tu o te od mleka tylko od:
                                    oranzady wyborowej,
                                    polococty,
                                    cytronety,
                                    albo te "luksusowe" od pepsi lub piwa lomzynskiego (z lalkami)
                                    Byly tez od innych roznych wynalazkow typu Perla Baltyku i Zlota Rosa, czy jakos
                                    tam, dobrze dzis nie pamietam nazw. Kapsle wymalowane byly od srodka dlugopisem,
                                    albo mialy robiona specjalna kolorowa wkladke z flagami panstw lub nazwiskiem
                                    jakiegos kolarza, zabezpieczona dodatkowo sztywna folia wycinana najczesciej z
                                    ramek do legitymacji uczniowskich.

                                    Zawody nasilaly sie szczegolnie w maju, jak tylko rozpoczynal sie Wyscig Pokoju
                                    i pamietam, ze wiele ich rozgrywano na dobrze Ci znanym luego podworku - u zbiegu
                                    ulic W. Polskiego i Kosciuszki.

                                    Pozdrawiam,
                                    R.
                                    • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 10.01.02, 08:00
                                      Ja rowniez pamietam swietny chleb z piekarni Rydzewskiego oraz napoje zlota
                                      rose,kwas chlebowy, oranzade albo polococte z etykieta zastepcza.

                                      Ktos pisal o czerwonej badz zoltej oranzadzie nafaszerowanej dwutlenkiem wegla.
                                      Pamietam ja dobrze. Byla nawet fajna, ale tylko jak swieza. Jesli postala 2-3
                                      dni to zmieniala sie w gorzka ciecz. Pepsi byla wtedy rarytasem rzadko
                                      dostepnym. Byla czasami w Hortexie i bardzo rzadko w sklepach. Mozna bylo wtedy
                                      kupic pepsi w puszkach w Pewexie. Zdaje sie, ze po 45 centow za puszke. Taka
                                      puszke po pepsi czy piwie z Pewexu to sie pozniej ogladalo kilka razy zanim sie
                                      wyrzucilo.

                                      Adam
                                      • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 10.01.02, 18:25
                                        Gość portalu: Adam napisał(a):

                                        > Ja rowniez pamietam swietny chleb z piekarni Rydzewskiego oraz napoje zlota
                                        > rose,kwas chlebowy, oranzade albo polococte z etykieta zastepcza.
                                        >
                                        > Ktos pisal o czerwonej badz zoltej oranzadzie nafaszerowanej dwutlenkiem wegla.
                                        >
                                        > Pamietam ja dobrze. Byla nawet fajna, ale tylko jak swieza. Jesli postala 2-3
                                        > dni to zmieniala sie w gorzka ciecz. Pepsi byla wtedy rarytasem rzadko
                                        > dostepnym. Byla czasami w Hortexie i bardzo rzadko w sklepach. Mozna bylo wtedy
                                        >
                                        > kupic pepsi w puszkach w Pewexie. Zdaje sie, ze po 45 centow za puszke. Taka
                                        > puszke po pepsi czy piwie z Pewexu to sie pozniej ogladalo kilka razy zanim sie
                                        >
                                        > wyrzucilo.
                                        >
                                        > Adam

                                        No patrzcie, to wychodzi na to, ze dzis mamy pepsi taniej $ .45 to dzisiaj jakies
                                        1.80 PLN, a puszka pepsi w sklepie, to jakies 1.50. Za to Coke byla wtedy w Elku
                                        zupelnie nie do zdobycia. Pamietam dzien, w ktorym pilem ja pierwszy raz w zyciu.
                                        To byl 1 maja 1978 albo 79. Po pochodzie pierwszomajowym (a fee...) organizowano
                                        mase roznego rodzaju festynow i innych atrakcji, zeby tylko przyciagnac ludzi na
                                        uroczystosc i zwiekszyc tym poparcie dla przewodniej sily narodu. Nie wiem
                                        dzisiaj, czy byla to prywatna inicjatywa, (czytaj: spekulacja) czy sprawa
                                        zorganizowana przez Wielki Komitet Obchodow Najwazniejszego Swieta w Roku, ale w
                                        okolicach parku pojawil sie samochod dostawczy, z ktorego jakis facet sprzedawal
                                        wstretna, bo ciepla coca-cole. Do dzisiaj wole pepsi.
                                        Te, ktora udawalo sie kupic w Elku, rozlewano w browarze w Bialymstoku, na mocy
                                        umowy licencyjnej. Z tego, co slyszalem, to browar "oszczedzal" wowczas nieco
                                        koncentratu w porownaniu do oryginalnych receptur, co pozwalalo na dodatkowa
                                        produkcje. Nie wydaje mi sie jednak, ze byl to wowczas towar, ktorego zdobycie
                                        graniczylo z cudem. Zdaje sie, ze w supersamie na Slowackiego pepsi byla jesli
                                        nie zawsze, to przynajmniej czesto. Pamietam, ze dla mnie jako smarkacza
                                        problemem byla raczej cena i kalkulowalem, ze skromne kieszonkowe starczy na
                                        znacznie wieksza ilosc oranzady wyborowej.
                                        Za kwasem chlebowym nie przepadalem, dopiero po latach przypadl mi do gustu. Ale
                                        to dzis raczej ciezko go znalezc w sklepach. Jako ciekawostke, ktora nam to
                                        wszystko ladnie spina - dodam, ze dzisiaj koncern Pepsi, obok swych sztandarowych
                                        produktow, sprzedaje w Rosji kwas chlebowy...

                                        • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 11.01.02, 09:36
                                          ralston napisał(a):

                                          > Pamietam dzien, w ktorym pilem ja pierwszy raz w zyci
                                          > u.
                                          > To byl 1 maja 1978 albo 79. Po pochodzie pierwszomajowym (a fee...) organizowan
                                          > o
                                          > mase roznego rodzaju festynow i innych atrakcji, zeby tylko przyciagnac ludzi n
                                          > a
                                          > uroczystosc i zwiekszyc tym poparcie dla przewodniej sily narodu. Nie wiem
                                          > dzisiaj, czy byla to prywatna inicjatywa, (czytaj: spekulacja) czy sprawa
                                          > zorganizowana przez Wielki Komitet Obchodow Najwazniejszego Swieta w Roku, ale
                                          > w
                                          > okolicach parku pojawil sie samochod dostawczy, z ktorego jakis facet sprzedawa
                                          > l
                                          > wstretna, bo ciepla coca-cole. Do dzisiaj wole pepsi.
                                          > Te, ktora udawalo sie kupic w Elku, rozlewano w browarze w Bialymstoku, na mocy
                                          >
                                          > umowy licencyjnej. Z tego, co slyszalem, to browar "oszczedzal" wowczas nieco
                                          > koncentratu w porownaniu do oryginalnych receptur, co pozwalalo na dodatkowa
                                          > produkcje. Nie wydaje mi sie jednak, ze byl to wowczas towar, ktorego zdobycie
                                          > graniczylo z cudem. Zdaje sie, ze w supersamie na Slowackiego pepsi byla jesli
                                          > nie zawsze, to przynajmniej czesto. Pamietam, ze dla mnie jako smarkacza
                                          > problemem byla raczej cena i kalkulowalem, ze skromne kieszonkowe starczy na
                                          > znacznie wieksza ilosc oranzady wyborowej.
                                          > Za kwasem chlebowym nie przepadalem, dopiero po latach przypadl mi do gustu. Al
                                          > e
                                          > to dzis raczej ciezko go znalezc w sklepach. Jako ciekawostke, ktora nam to
                                          > wszystko ladnie spina - dodam, ze dzisiaj koncern Pepsi, obok swych sztandarowy
                                          > ch
                                          > produktow, sprzedaje w Rosji kwas chlebowy...

                                          ralston

                                          Pamietam te festyny po 1 Maja oraz jak po pochodzie pierwszomajowym przyjezdzaly
                                          autobusy i rozne ciezarowki z ktorych sprzedawano wowczas towary nie osiagalne na
                                          co dzien w sklepach. Mowie tu o koncu lat 70-tych i poczatku lat 80-tych.
                                          Zawsze staralem sie nie isc na pochod ze szkola i udawalo mi sie to.
                                          Pochody to pochody i festyny. Ale pamietam jak niektorzy frajerzy w Elku w domu w
                                          rodzinach obchodzili 1 Maja. Organizowali przyjecia w domach, pili wodke i bawili
                                          sie z okazji 1 Maja.

                                          Pozdrawiam
                                          Adam

                                          • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.krak.gazeta.pl 11.01.02, 15:12
                                            U kolędy po oranżadę pojawialiśmy się dwa razy w roku, na Wielknoc i Boże
                                            Narodzenie. Kolejki były straszne i ludzie ciągnęli ten towar skrzynkami. A
                                            pamiętacie polską namiastkę coca-ciopli.? Były takie koncentraty firmy Comindex
                                            czy Bili. Dodawało się zimnej wody i była kola tyle że bez gazu. jednym z
                                            nielicznych sklepów, gdzie można było je dostać, był spożywczak na rogu
                                            Mickiewicza i W.P.
                                            natomiast najpiekniejsze wspomnienia związane z Coca-Cola dotyczą w moim
                                            przypadku Hortexu. od wielkiego dzwonu chodziłem z mamą na zestaw: kurczak,
                                            pieczarki, frytki, kola. To było święto.
                                            Pozdrawiam
                                            Klima
                                            • Gość: Lapusz Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.waw.cdp.pl 11.01.02, 16:45
                                              Przypomniało mi się. Może nie jest to najfajniejsze, ale bywało jak w
                                              kormoranie niemcy się pożywiali (ja pamiętam drugą połowę lat 80-tych),
                                              wycieczka. Dzieciaki z podstawówek, z jedynki i dwójki, były już tak
                                              wyćwiczone, że jak ktoś taki fajny autobus wypatrzył, to na przerwie całe stado
                                              biegło, z autobusiku ktoś rozdawał gumy do żucia, kolorowe cukierki i inne,
                                              dzieci walczyły o każdy rzucony lup jak wilki, a szwaby robili zdjęcia. Po
                                              chuj - nie wiem.
                                              • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 11.01.02, 17:32
                                                Te gumy do zucia przypomnialy mi jedna historie. Bylem kiedys z rodzicami u
                                                dziadkow na Zatorzu. Bawilem sie na podworku, kiedy do furtki podeszla trojka
                                                ludzi. Niemcow, jak sie za chwile okazalo. Sami poczestowali guma do zucia.
                                                (Moze u nich przewodniki turystyczne mowily, ze w Polsce trzeba czestowac guma,
                                                czy cukierkami). Potem zaczeli rozmawiac z rodzicami i dziadkami. Jako, ze oni
                                                nie mowili po polsku, ani nikt w rodzinie nie znal niemieckiego, rozmowa szla
                                                raczej niesporo. Ale dalo sie z tego wyrozumiec, ze przed wojna mieszkali
                                                wlasnie w tej okolicy. Pytali o jakies duze drzewo, po ktorym pewnie chcieli
                                                rozpoznac miejsce. Dziadek wskazal im miejsce, z ktorego wycieto kiedys stare
                                                duze drzewo - na parceli sasiada. Pokiwali glowami, jeszcze raz poczestowali
                                                wszystkich gumami do zucia i poszli w strone Suwalskiej...
                                                • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 16.01.02, 20:16
                                                  Czy ktos pamieta syfoniarnie (punkt napelniania syfonow) przy ulicy Chopena
                                                  pomiedzy poczta i ciastkarnia Berlinskiego?

                                                  Otoz w tej syfoniarni pracowal pewien starszy facet, ktory byl zawsze pijany,
                                                  ze az sie zataczal i za te skrzynki lapal sie, zeby nie upasc. Mial brudne
                                                  lapy, ta maszynka do napelniania tez byla jakas antyczna i zardzewiala.
                                                  Natomiast woda niewiele roznila sie od kranowy. Czlowiek ten byl tak pewny
                                                  siebie, arogancki i wazny jakby sprzedawal conajmniej diamenty. Byly do niego
                                                  nawet kolejki szczegolnie latem. Ludzie przychodzili po syfony bo czesto nie
                                                  bylo innych napojow w sklepach. Mam na mysli lata 80-te.
                                                  Pamietam kiedys jakis turysta powiedzial do niego czy nie moze Pan zrobic cos,
                                                  zeby bylo wiecej gazu w tych syfonach. A on odpowiedzial jemu, ze gaz to jest
                                                  ale w pawilonie na Slowackiego. Wszyscy w kolejce pekali ze smiechu.
                                                  Inny razem jakis gosc mowil, ze jego syfon jest uszkodzony, bo jak sie naciska
                                                  to z gory leci woda spod przycisku. A syfoniarz odpalil jemu: co pan chesz jak
                                                  woda leci z gory to dobrze, a co z dolu ma leciec? I napelnil ten zepsuty syfon
                                                  jemu znowu.
                                                  Zawsze jak tam poszedlem to bylem swiadkiem komicznych sytuacji.

                                                  Pozdrawiam
                                                  Adam
                                              • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 17.01.02, 08:38
                                                Rozumiem jesli dzieciaki w latach 80-tych lecialy do Niemcow, zeby dostac gume
                                                do zucia czy czekolade. Oni byli na to przygotowani. Jak opowiadali mi znajomi
                                                i kuzyni to przed przyjazdem do Polski kupowali na wyprzedazy cale kartony gumy
                                                do zucia, czekolad, slodyczy, kawy, oraz zbierali drobne piecio markowe monety,
                                                zeby rozdawac to w Polsce dzieciom i doroslym.

                                                Nie rozumiem natomiast jednej rzeczy, ktora utkwila mi w pamieci. Otoz mialo to
                                                miejsce w restauracji w Gdansku na Starym Miescie. Ze znajomymi Niemcami jadlem
                                                kolacje gdy nagle slyszac rozmowe po niemiecku pojawil sie nie wiadomo skad
                                                jakis Polak, mezczyzna w sile wieku okolo 40 lat i pokazujac na palcach zaczal
                                                prosic zwei Mark Bitte, zwei Mark Bitte....Poczatkowo udawalismy, ze go nie
                                                widzimy, ale zaczal przed oczami na palcach pokazywac 2 i prosic o te dwie
                                                marki.Byl to rok 1987 i wtedy pol litra zytni w Pewexie kosztowalo $1 czyli 2
                                                marki. Moze zbieral na wodke.... Jeden z Niemcow dal mu 5 marek, a jego zona
                                                pol kilowa paczke kawy. Ja do niego powiedzialem: czy on nie wstydzi sie tak
                                                prosic, a on odpowiedzial mi, ze jak mieszkalbym w Polsce to robilbym to samo.
                                                Nie chcialem go peszyc i mowic mu, ze wtedy mieszkalem w Polsce.
                                                Pozniej zauwazylismy jak stal przy stoliku w drugim koncu sali skad dobiegala
                                                rozmowa po niemiecku ten facet i na palcach pokazaywal, ze chce 2 marki.

                                                Jesli dzieci biegna po gume do zucia czy czekolade to normalne, bo kazdy wie,
                                                ze to dzieci. Ale gorzej kiedy to uprawia dorosly mezczyzna w sile wieku.

                                                Pozdrawiam
                                                Adam
                                                • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bratniak.krakow.pl 22.01.02, 21:27
                                                  nic dodać nic ująć co do Twoich spostrzeżeń o żebraniu dorosłych. Tym bardziej
                                                  w 87-ym. ja widziałem ciekawszy motyw, kiedy przyjechała wycieczka emerytów
                                                  niemieckich pod pomnik naprzeciwko kościoła. Akurat polskie dziadki grały w
                                                  karty, zapijając winem. I jeden z tych dziadków zacząl ich głośno witać po
                                                  niemiecku. Niemcy patrzyli z wyraźnym strachem i chyba lekką odrazą.
                                                  A syforniania rzeczywiście była niezła. Wielu mężczyzn w Ełku wychodziło z domu
                                                  na chwilę po syfony i wracało późnym wieczorem, pod ostrym gazem oczywiście.
                                                  • Gość: kibic Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.acn.waw.pl 24.01.02, 21:11
                                                    Pozdrawiam wszystkich uczestników forum, zwłaszcza z "2" i "czerwonego
                                                    ogólniaka". Teraz nie mieszkam w Ełku, ale będąc niedawno widziałem w Gazecie
                                                    Wyborczej kilka postów z tego forum - dot. członków "grona pedagogicznego".

                                                    Jesteście już sławni.

                                                    Pozdrowienia,

                                                  • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze Do Kibica IP: *.proxy.aol.com 25.01.02, 06:50
                                                    Gość portalu: kibic napisał(a):

                                                    > Pozdrawiam wszystkich uczestników forum, zwłaszcza z "2" i "czerwonego
                                                    > ogólniaka". Teraz nie mieszkam w Ełku, ale będąc niedawno widziałem w Gazecie
                                                    > Wyborczej kilka postów z tego forum - dot. członków "grona pedagogicznego".
                                                    >
                                                    > Jesteście już sławni.
                                                    >
                                                    > Pozdrowienia,

                                                    Czesc Kibic:

                                                    Czy bylbys uprzejmy napisac cos wiecej o postach elczan, ktore ukazaly sie w
                                                    Gazecie Wyborczej? W jakim tonie zostaly one przedstawione? Czy byl jakis
                                                    komentarz do nich? Kiedy to bylo?

                                                    Pozdrawiam
                                                    Adam
                                                    >

                                                  • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze Do Kibica 25.01.02, 18:21
                                                    Post na temat punktu napełniania syfonów przypomniał mi inny temat
                                                    gastronomiczny, mianowicie saturatory. Jeden z takich wózków stał zazwyczaj
                                                    dokładnie na przeciwko tego punktu na ul. Chopina, a właściwie Szopena (bo taka
                                                    wlasnie pisownie mialy owczesne tabliczki z nazwa ulicy - na marginesie
                                                    pytanie - jak jest dzisiaj?) Latem ustawiała się doń dość pokaźna kolejka.
                                                    Pan/pani miał zazwyczaj dwie, trzy szklanki, które były w obiegu. Z jednej
                                                    właśnie ktoś pił, druga była w napełnianiu napojem a trzecia podlegała
                                                    procesowi mycia, czyli spłukiwania strużką wody, która pojawiała się po
                                                    wciśnięciu stalowego guzika. Wokół pojemnika z sokiem latało z reguły kilka os.
                                                    Czasem kilka pływało wewnątrz. Z higieną niewiele toto miało wspólnego. Z
                                                    czasem, szklanki zostały wyparte przez jednorazowe plastikowe kubeczki.
                                                    Niestety nie pamiętam już dzisiaj ile ten rarytas kosztował...
                                                  • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze Do ralstona IP: *.proxy.aol.com 30.01.02, 08:12
                                                    ralston napisał(a):

                                                    > Post na temat punktu napełniania syfonów przypomniał mi inny temat
                                                    > gastronomiczny, mianowicie saturatory. Jeden z takich wózków stał zazwyczaj
                                                    > dokładnie na przeciwko tego punktu na ul. Chopina, a właściwie Szopena (bo taka
                                                    >
                                                    > wlasnie pisownie mialy owczesne tabliczki z nazwa ulicy - na marginesie
                                                    > pytanie - jak jest dzisiaj?) Latem ustawiała się doń dość pokaźna kolejka.
                                                    > Pan/pani miał zazwyczaj dwie, trzy szklanki, które były w obiegu. Z jednej
                                                    > właśnie ktoś pił, druga była w napełnianiu napojem a trzecia podlegała
                                                    > procesowi mycia, czyli spłukiwania strużką wody, która pojawiała się po
                                                    > wciśnięciu stalowego guzika. Wokół pojemnika z sokiem latało z reguły kilka os.
                                                    >
                                                    > Czasem kilka pływało wewnątrz. Z higieną niewiele toto miało wspólnego. Z
                                                    > czasem, szklanki zostały wyparte przez jednorazowe plastikowe kubeczki.
                                                    > Niestety nie pamiętam już dzisiaj ile ten rarytas kosztował...

                                                    Twoj post przypomnial mi rowniez ten satuator, ktory stal na wozku na przeciwko
                                                    syfoniarni lub poczty. Jak bylem dzieciakiem to sam pamietam ile razy lecialem i
                                                    pilem ta wode z sokiem, mimo, ze rodzice zabraniali mi. Ale wiadomo, ze dziecku
                                                    co zakazane to lepiej smakuje. Pozniej jak podroslem to sam juz nie chcialem pic
                                                    tej wody jak uswiadomilem sobie, ze facet ta sama woda myje szklanki przez caly
                                                    dzien. Otoz w pojemniku znajdowala sie troche wody do mycia szklanek, ktora facet
                                                    pod cisnieniem splukiwal szklanki. Ta woda nie miala odplywu tylku latala przez
                                                    caly dzien, a nawet kilka dni jesli facet jej nie wymienil. To cud, ze nikt nie
                                                    zachorowal i nie nabyl jakiejs choroby po piciu wody z tego satuatora.

                                                    A jak jest dzisial czy w Elku i w Polsce spotyka sie takie satuatory?

                                                    Pozdrawiam
                                                    Adam
                                                  • Gość: Ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze... IP: *.pepsico.plusnet.pl 30.01.02, 10:38
                                                    > Twoj post przypomnial mi rowniez ten satuator, ktory stal na wozku na przeciwko
                                                    >
                                                    > syfoniarni lub poczty. Jak bylem dzieciakiem to sam pamietam ile razy lecialem
                                                    > i
                                                    > pilem ta wode z sokiem, mimo, ze rodzice zabraniali mi. Ale wiadomo, ze dziecku
                                                    >
                                                    > co zakazane to lepiej smakuje. Pozniej jak podroslem to sam juz nie chcialem pi
                                                    > c
                                                    > tej wody jak uswiadomilem sobie, ze facet ta sama woda myje szklanki przez caly
                                                    >
                                                    > dzien. Otoz w pojemniku znajdowala sie troche wody do mycia szklanek, ktora fac
                                                    > et
                                                    > pod cisnieniem splukiwal szklanki. Ta woda nie miala odplywu tylku latala przez
                                                    >
                                                    > caly dzien, a nawet kilka dni jesli facet jej nie wymienil. To cud, ze nikt nie
                                                    >
                                                    > zachorowal i nie nabyl jakiejs choroby po piciu wody z tego satuatora.
                                                    >
                                                    > A jak jest dzisial czy w Elku i w Polsce spotyka sie takie satuatory?
                                                    >
                                                    > Pozdrawiam
                                                    > Adam

                                                    Saturatorow juz dawno nie widzialem. Ale ze to dzialalo w obiegu zamknietym - nie
                                                    wiedzialem. Ciekawe, czy przynajmniej codziennie wymieniali te wode, czy dolewali
                                                    uzupelniajac to, co odparowalo?

                                                    Z placem przed poczta wiaze sie jeszcze jedno wspomnienie - tym razem mojego
                                                    ojca, bo sam tego nie pamietam. Otoz w czasach, gdy telewizor byl jeszcze czyms
                                                    absolutnie niedostepnym, a radio rzadkoscia - w maju przez megafony wywieszone na
                                                    budynku poczty nadawane byly transmisje z Wyscigu Pokoju. Ponoc zbieralo sie
                                                    wcale niemalo ludzi, zeby swietowac zwyciestwa Szurkowskiego i Szozdy...

                                                  • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze... IP: *.proxy.aol.com 31.01.02, 07:36
                                                    Gość portalu: Ralston napisał(a):

                                                    > Saturatorow juz dawno nie widzialem. Ale ze to dzialalo w obiegu zamknietym - n
                                                    > ie
                                                    > wiedzialem. Ciekawe, czy przynajmniej codziennie wymieniali te wode, czy dolewa
                                                    > li
                                                    > uzupelniajac to, co odparowalo?

                                                    Mysle, ze zalezalo to od humoru sprzedawcy. W upaly na pewno wiekszosc wody
                                                    odparowala i wystarczylo dolewac.

                                                    > Z placem przed poczta wiaze sie jeszcze jedno wspomnienie - tym razem mojego
                                                    > ojca, bo sam tego nie pamietam. Otoz w czasach, gdy telewizor byl jeszcze czyms
                                                    >
                                                    > absolutnie niedostepnym, a radio rzadkoscia - w maju przez megafony wywieszone
                                                    > na
                                                    > budynku poczty nadawane byly transmisje z Wyscigu Pokoju. Ponoc zbieralo sie
                                                    > wcale niemalo ludzi, zeby swietowac zwyciestwa Szurkowskiego i Szozdy...

                                                    Musialy to byc dawne czasy jak tylko powstala w Polsce telewizja.
                                                    Ja pamietam juz od dziecka, ze telewizor oczywiscie czarno-bialy byl w kazdym
                                                    domu i stal na honorowym miejscu. Oczywiscie rodzina zbierala sie przed
                                                    telewizorem, zeby ogladac Wyscig Pokoju czy Kapitana Klossa. Pozniej popularne
                                                    staklo sie w telewizji kino nocne w ktorym nadawano lecial jaki kryminal albo
                                                    poscielowa z Briget Bardot. Pamietam jak pod koniec lat 70-tych pojawily sie
                                                    pierwsze kolorowe telewizory. Byly to ruskie telewizory ze stosunkowo malym
                                                    ekranem w drewnianej obudowie i strasznie ciezkie. Pamietam jak w szkole SP2 na
                                                    korytarzu kolo pokoju nauczycielskiego postawiono ten cud techniki i w czasie
                                                    przerw wlaczano go, a dookola niego gromadzily sie tlumy dzieciakow. Po kilku
                                                    dniach przeniesiono go do swietlicy.
                                                    Na poczatku lat 80-tych i mysmy kupili taki kolor, ale juz polskiej produkcji.
                                                    Nie wiem co bylo z tymi telewizorami w Polsce, ze psuly sie czesto. W Stanach
                                                    telewizor chodzi bez naprawy 8 do 10 lat. A pozniej nikt nie reperuje tylko
                                                    kupuje sie nowy. To samo jest z lodowkami i pralkami. Nie slyszalem, zeby ktos
                                                    reperowal lodowki czy pralki. Chodzi dobrze bez napraw z 8 lat, a pozniej wyrzuca
                                                    sie. A w Polsce pamietam nowy telewizor i po kilku miesiacach cos sie psulo, cos
                                                    sie przepalalo.

                                                    Pozdrawiam
                                                    Adam

                                                  • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze... 31.01.02, 09:15
                                                    Te psujace sie telewizory, to byl model Rubin 714 (prod. radzieckiej) oraz jego
                                                    polska licencyjna wersja Rubin 714p. Ich niewatpliwa zaleta bylo to, ze nie
                                                    tylko sie psuly ale potrafily sie rowniez nieoczekiwanie zapalic. Mielismy taki
                                                    w domu - do koniecznosci gaszenia nie doszlo - jak tylko pojawil sie dym,
                                                    zdazylem go odlaczyc od pradu... Ale na Wojska Polskiego spalilo sie jednemu
                                                    milicjantowi cale mieszkanie - wersja oficjalna mowila, ze od Rubina, mniej
                                                    oficjalna, ze bimber wyszedl za mocny...
                                                  • marcotills Re: najfajniejsze albo najdurniejsze Do Kibica 20.02.05, 22:01
                                                    ralston napisał(a):

                                                    > Post na temat punktu napełniania syfonów przypomniał mi inny temat
                                                    > gastronomiczny, mianowicie saturatory. Jeden z takich wózków stał zazwyczaj
                                                    > dokładnie na przeciwko tego punktu na ul. Chopina, a właściwie Szopena (bo
                                                    taka
                                                    >
                                                    > wlasnie pisownie mialy owczesne tabliczki z nazwa ulicy - na marginesie
                                                    > pytanie - jak jest dzisiaj?) Latem ustawiała się doń dość pokaźna kolejka.
                                                    > Pan/pani miał zazwyczaj dwie, trzy szklanki, które były w obiegu. Z jednej
                                                    > właśnie ktoś pił, druga była w napełnianiu napojem a trzecia podlegała
                                                    > procesowi mycia, czyli spłukiwania strużką wody, która pojawiała się po
                                                    > wciśnięciu stalowego guzika. Wokół pojemnika z sokiem latało z reguły kilka
                                                    os.
                                                    >
                                                    > Czasem kilka pływało wewnątrz. Z higieną niewiele toto miało wspólnego. Z
                                                    > czasem, szklanki zostały wyparte przez jednorazowe plastikowe kubeczki.
                                                    > Niestety nie pamiętam już dzisiaj ile ten rarytas kosztował...
                                                    --
                                                    ten "rarytas" nazywany był powszechnie "gruźliczanką" :(((
                                                    z sokiem: 50gr
                                                    bez soku: 30gr
    • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 11.02.02, 16:23
      Nie wiem, czy ktos to pamieta, ale znaleziono kiedys w Elku zima nad jeziorem
      zamordowana dziewczynke. Podobno miala poderzniete gardlo. Wspomnienie nieco
      makabryczne - ale jako ze bylem dzieckiem zapadlo gleboko w pamiec. Jeszcze
      jakis czas po tym rodzice odbierali osobiscie dzieci ze szkoly. Pamietam jak
      wracalismy badz z moim ojcem badz z matka kolegi grupa do domu.
      Czy ktos to wydarzenie pamieta? Co sie wtedy wlasciwie stalo? Czy ktos znal ta
      dziewczyne?
      • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.mcnet.pl 11.02.02, 16:47
        Obstawiam Adama. On zna wszystkich Ełckich potencjalnych dewiantów.
        Podaj tylko rok zdarzenia oraz miejsce, rysopis sprawcy oraz jego
        charakterystyke dostaniesz od Adama

        • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bial.gazeta.pl 11.02.02, 21:12
          hahahahah, tzn nie smieje sie z tej tragedii rzecz jasna, ktora sie zdarzyla
          przed latami, tylko z reakcji niektorych osob...
          Adam pewnie oglada Malysza i dlatego sie nie odzywa
          Anarchia rulez!
          taak, forum jakby ozylo na momencik, czy cos mi sie wydaje?
          lu
          • Gość: szczuren Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.02, 21:38
            Adam już obejrzał Adama i teraz wchłania stare niemieckie podręczniki skoków i
            lotów narciarskich. Przecież wiadomo że każdy Niemiec przed wojną był królem
            wszelakich skoczni. Jutro nam udowodni wyższość szkoły niemieckiej nad innymi.
            Poza tym w Ełku przed wojna była skocznia narciarska ale Polacy ją zburzyli i
            przerobili na pomnik Kajki ................ (i Kokosza).
          • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 12.02.02, 04:25
            Gość portalu: luego napisał(a):

            > hahahahah, tzn nie smieje sie z tej tragedii rzecz jasna, ktora sie zdarzyla
            > przed latami, tylko z reakcji niektorych osob...
            > Adam pewnie oglada Malysza i dlatego sie nie odzywa
            > Anarchia rulez!
            > taak, forum jakby ozylo na momencik, czy cos mi sie wydaje?
            > lu

            Adam ogladal nie tylko Malysza, ale i Walese podczas uroczystosci otwarcia
            Olimpiady w Salt Lake City. (Na pewno juz mobb ze zlosci rzuca w ekran komputera
            zgilymi jajkami czy brudnymi)
            Malysz dobrze, ze chociaz zdobyl brazowy medal. Dla innych skocznia nie byla zbyt
            mala, zeby zdobyc zloto.

            Luego jak bede w Polsce to nie unikniesz kolacji ze mna.

            Pozdrawiam
            Adam

      • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 12.02.02, 04:18
        Ja pamietam historie, nie dziewczynki, ale chlopczyka, ktory zostal zamordowany
        zima na jeziorem. Zdaje sie, ze byl to rok 1979 albo 1980. Uczylem sie wtedy w
        szkole SP2 i pamietam jak pan Worotynski na jakis czas zawiesil dzialalnosc
        kolka biologicznego i chemicznego dopoki nie wykryto sprawce tego brutalnego
        morderstwa.
        Chlopak uczyl sie wtedy w SP2 w klasie 3 czy 4. Nasza klasa byla na pogrzebie.
        Wyprowadznie odbylo sie z domu. Chlopak mieszkal w tym bloku na Wojska
        Polskiego na sklepem Pewex. Zostal zgwalcony i zamordowany przez zboczenca o
        nazwisku Albrecht. Byl torturowany,twarz mial popalona papierosem i mial
        rowniez obciete narzady. Moja siostra pracowala wtedy w sadzie i byla obecna na
        wizji lokalnej. Na rodzicow, nauczycieli i dzieci padl wtedy strach w Elku i
        psychoza ta utrzymywala sie przez kilka miesiecy.

        Cale miasto znalo ta sprawe mimo to, ze wielu mieszkancow nie znalo zadnych
        dewiatow z Elku i nie dysponowalo ich baza danych.

        Pozdrawiam
        Adam
        • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.mcnet.pl 12.02.02, 09:33
          > Cale miasto znalo ta sprawe mimo to, ze wielu mieszkancow nie znalo zadnych
          > dewiatow z Elku i nie dysponowalo ich baza danych.

          Nie Adam - nie tłumacz. Znamy już Cię na tyle żeby wiedzieć że uwielbiasz takie
          historyjki. I te szczegóły...jesteś naprawdę obrzydliwy.
          Pewnie zawsze marzyłeś żeby zostać statystą w 997 - pamiętasz taki program ?
          Gwałciłbyś tam na niby staruszki, kobiety i dzieci, torturowałbyś, obcinał głowy
          i inne części ciała - fajna zabawa co ? Dopiero miałbyś co pamiętać i opowiadać.

          Luego, ja bym jednak na Twoim miejscu uniknął kolacji z tym kolegą...

          • Gość: manio Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 12.02.02, 20:46
            Gość portalu: mobb napisał(a):

            > > Cale miasto znalo ta sprawe mimo to, ze wielu mieszkancow nie znalo zadnyc
            > h
            > > dewiatow z Elku i nie dysponowalo ich baza danych.
            >
            > Nie Adam - nie tłumacz. Znamy już Cię na tyle żeby wiedzieć że uwielbiasz takie
            >
            > historyjki. I te szczegóły...jesteś naprawdę obrzydliwy.
            > Pewnie zawsze marzyłeś żeby zostać statystą w 997 - pamiętasz taki program ?
            > Gwałciłbyś tam na niby staruszki, kobiety i dzieci, torturowałbyś, obcinał głow
            > y
            > i inne części ciała - fajna zabawa co ? Dopiero miałbyś co pamiętać i opowiadać
            > .
            >
            > Luego, ja bym jednak na Twoim miejscu uniknął kolacji z tym kolegą...
            >

            mobb !!!! gratuluję , jesteś doskonałym psychologiem (psychiatrą) , doskonale
            przewidujesz posty a do tego rymujesz. Ubawilem sie do łez. Chyba zacznę zbierać
            jaja juz teraz .

            manio
            • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 13.02.02, 07:52
              Gość portalu: manio napisał(a):

              > Gość portalu: mobb napisał(a):
              >
              > > > Cale miasto znalo ta sprawe mimo to, ze wielu mieszkancow nie znalo z
              > adnyc
              > > h
              > > > dewiatow z Elku i nie dysponowalo ich baza danych.
              > >
              > > Nie Adam - nie tłumacz. Znamy już Cię na tyle żeby wiedzieć że uwielbiasz
              > takie
              > >
              > > historyjki. I te szczegóły...jesteś naprawdę obrzydliwy.
              > > Pewnie zawsze marzyłeś żeby zostać statystą w 997 - pamiętasz taki program
              > ?
              > > Gwałciłbyś tam na niby staruszki, kobiety i dzieci, torturowałbyś, obcinał
              > głow
              > > y
              > > i inne części ciała - fajna zabawa co ? Dopiero miałbyś co pamiętać i opow
              > iadać
              > > .
              > >
              > > Luego, ja bym jednak na Twoim miejscu uniknął kolacji z tym kolegą...
              > >
              >
              > mobb !!!! gratuluję , jesteś doskonałym psychologiem (psychiatrą) , doskonale
              > przewidujesz posty a do tego rymujesz. Ubawilem sie do łez. Chyba zacznę zbiera
              > ć
              > jaja juz teraz .
              >
              > manio

              Manio
              Zycze udanych zbiorow jajek Tobie i dla mobb. Dobrze, ze Elk ma dwoch takich
              kolekcjonerow. Musicie jednak uwazac, bo mozecie sie pomylic i wypic wlasne jajka.

              Adam
        • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 12.02.02, 09:37
          Okazuje sie, ze Mobb mial racje. Adam zna wiele szczegolow. Chociaz mi sie
          wydawalo, ze to byla dziewczynka. Chyba, ze mowimy o dwoch roznych
          wydarzeniach. Pamiec ludzka jest zawodna. W latach 1979-80 tez bylem uczniem
          SP2 - ale nie moge sobie przypomniec, zeby zginal tragicznie ktos z naszej
          szkoly. A to nazwisko Albrecht, to zdaje sie Niemiec? Adam, powiesz cos wiecej?
          • Gość: klima najdziksze miejsce przy Ełku IP: *.krakow.eco.pl 12.02.02, 12:23
            Cały czas wydaje mi się, że są nim bagna pomiędzy Ełckim a Szarkiem, ale im
            jestem starszy, tym bardziej się kurczą. Kiedyś wyjście tam to była prawdziwa
            wyprawa, a teraz to zwykła przechadzka.
            Podobno kiedyś na bagnach była ostoja bobrów, ale gdzieś się wyniosły. W ogóle
            jeszcze nie zdarzyło mi się tam spotkać żadnego zwierzaka oprócz wiewiórek i
            śnieguły czarnobrewej. Są tam jakieś zwierzaki jeszcze?
            Klima
            • ralston Re: najdziksze miejsce przy Ełku 12.02.02, 12:35
              Jakies dwa lata temu zdarzylo mi sie zobaczyc losia na wyjezdzie z Elku w
              strone Grajewa za przejazdem kolejowym - troche przed skretem na Zabie Oczko.
              Mialo sie pod wieczor. Jadac samochodem zobaczylem po prawej stronie na poboczu
              sylwetke losia. Na poczatku myslalem, ze ktos wycial jakas reklame z dykty, ale
              nagle reklama poruszyla sie, przebiegla droge i znikla w lesie po drugiej
              stronie...
              • ralston Re: najdziksze miejsce przy Ełku 12.02.02, 14:55
                Aha,
                z rzadziej wystepujacych okazow kilka lat temu udalo mi sie widziec na
                Selmencie perkoza rogatego.
              • Gość: Adam Re: najdziksze miejsce przy Ełku IP: *.proxy.aol.com 13.02.02, 07:48
                ralston napisał(a):

                > Jakies dwa lata temu zdarzylo mi sie zobaczyc losia na wyjezdzie z Elku w
                > strone Grajewa za przejazdem kolejowym - troche przed skretem na Zabie Oczko.
                > Mialo sie pod wieczor. Jadac samochodem zobaczylem po prawej stronie na poboczu
                >
                > sylwetke losia. Na poczatku myslalem, ze ktos wycial jakas reklame z dykty, ale
                >
                > nagle reklama poruszyla sie, przebiegla droge i znikla w lesie po drugiej
                > stronie...

                Ralston, to nie byl zaden los tylko Mobb zbierajacy jajka po zmroku. Czasami
                udaje losia, a najlepiej jelenia, zeby nikt go nierozpoznal.

                Pozdrawiam
                Adam
                • ralston Re: najdziksze miejsce przy Ełku 13.02.02, 09:21
                  Gość portalu: Adam napisał(a):

                  >
                  > Ralston, to nie byl zaden los tylko Mobb zbierajacy jajka po zmroku. Czasami
                  > udaje losia, a najlepiej jelenia, zeby nikt go nierozpoznal.
                  >
                  > Pozdrawiam
                  > Adam


                  No coz, nie zaznaczylem wczesniej, ze to byla klempa, czyli samica losia. Wiec
                  jednak nie mogl to byc Mobb, ktory jak wiadomo jest facetem.
                  • Gość: luego Re: najdziksze miejsce przy Ełku IP: *.bial.gazeta.pl 13.02.02, 11:46
                    panowie, imponujecie mi swoja przyrodnicza wiedza! :))) ten perkoz, i ze samica
                    losia to klempa i ten ptaszek z brwiami, czy jakos tak. urocze... :))) mowie
                    serio, bo tez bym tak chciala. A Elk jak by nie bylo, chyba lapie sie na obszar
                    Zielonych Pluc Polski, wiec nic dziwnego ze sa u nas zwierzeta i to nie tylko
                    na reklamach przydroznych... :)))
        • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bial.gazeta.pl 13.02.02, 11:38
          O rany Adam! :))) Mowisz ze nie unikne tej kolacji? Hm, sprawa wyglada tak, ze
          o kolacji ze mna marzy wielu panow, ale po pierwsze - trzeba sobie zasluzyc, po
          drugie - trzeba sobie zasluzyc, a po trzecie - to ja decyduje... z kim pojde i
          czy pojde!
          A niby za co taka nagroda :) z Twojej strony? Ta kolacja...???? bardzo
          intrygujace... hmm
          lu
          • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.krakow.eco.pl 13.02.02, 15:15
            to ja też bym chcial się zapisac na tę kolację. Pół drogi pomiędzy Białym a
            Kkowem to będzie okolica Puław. Adam może się podłąćzyć wirtułalnie;)
            klima
            • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 14.02.02, 09:43
              Puławy? To już proponuję Kazimierz - bliziutko a klimat nieporównywalny. I
              wcale nie mam na myśli Zakładów Azotowych.
              Albo Nałęczów - też ładny, choć mniej znany od Kazimierza. Zresztą to nawet da
              się z łatwością połączyć - np. obiad w Kazimierzu i długi spacer wąwozami do
              Nałęczowa na dobrą kolację. Albo w odwrotnym kierunku... Oczywiście najlepiej
              na wiosnę. Co byś na to powiedziała Lu?
              • Gość: luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bial.gazeta.pl 14.02.02, 10:50
                Panowie, co Wy z tym obiadem, czy tez kolacja...? :)) Umieracie z glodu czy co?
                Notabene, wypic razem kiedys male piwko byloby milo nawet.
                Lu
                • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.krakow.eco.pl 14.02.02, 12:34
                  Ale żeby od razu jechać do wawy na Władcę Pierścieni? Lubię Tolkiena, ale aż
                  takim zapaleńcem nie jestem
                  A oglądałaś Requiem dla snu? Wczoraj widziałem i wyszedłem z kina, jakby mnie
                  ktoś zdzielił młotem przez głowę. Szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo. ma pewno
                  nie jest to danie lekkostrawne.
                  Piwa nie piję, Post jest przecież
                  klima
                  • Gość: klima Re: do mania IP: *.krakow.eco.pl 14.02.02, 12:39
                    Jeszcze jedna rzecz, związana z tzw. Wybiórczą. Jakoś tam się dziennikarsko w
                    niej udzielam, więc przyzwyczaiłem się do kubłów pomyj wylewanych stąd i
                    stamtad. Manio też Wyborczej nie lubi, chociaż nigdy nie napisał fdlaczego. Ale
                    w końcu trzeba kogoś nie lubić.
                    Manio, czy ty przypadkiem nie jesteś młodym i obiecującym pracownikiem Urzędu
                    Miejskiego w Ełku? Wiek 27-28 lat? Zamieszkały na głębokim Chamowie?
                    Może zdekonspiruj się troszeczkę?
                    klima
                    • Gość: manio Re: do mania IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 14.02.02, 23:08
                      Gość portalu: klima napisał(a):

                      > Jeszcze jedna rzecz, związana z tzw. Wybiórczą. Jakoś tam się dziennikarsko w
                      > niej udzielam, więc przyzwyczaiłem się do kubłów pomyj wylewanych stąd i
                      > stamtad. Manio też Wyborczej nie lubi, chociaż nigdy nie napisał fdlaczego. Ale
                      >
                      > w końcu trzeba kogoś nie lubić.

                      Wyborczą czytam codziennie ( podobnie jak "RZ") co nie znaczy że podzielam
                      poglądy jej redaktorów a w szczególności komentatorów politycznych. Nie jestem
                      odosobniony czego dowodem wynik wyborczy UW , której Gazeta jest niewątpliwą tubą.

                      > Manio, czy ty przypadkiem nie jesteś młodym i obiecującym pracownikiem Urzędu
                      > Miejskiego w Ełku? Wiek 27-28 lat? Zamieszkały na głębokim Chamowie?
                      > Może zdekonspiruj się troszeczkę?

                      Nie , nie i nie. W kwestiach proroctw zgłoś sie do mobba.
                      I tak bym się dobrowolnie nie dekonspirował ... ale tym razem to całkowite pudło.
                      No i po ci Ci to wiedzieć ?

                      manio

                      • Gość: klima Re: do mania IP: *.krakow.eco.pl 15.02.02, 11:18
                        co do poglądów politycznych, hm hm, nie ma co ukrywać, że publicystyka
                        dotycząca problemu rolników głównie polega na piętnowaniu ich bierności, co mi
                        osobiście bardzo się nie podoba, podobnie jak wyśmiewanie się ze strachu przed
                        przyłączeniem do Unii. Publ. Wyb. zbyt często nie zauważają, że należą do
                        wygranych.
                        Ale ogólnie nie zauważam w Wyb. jakiegoś ogólnego trendu, trzymania się uparcie
                        jedynie słusznej linii. Teksty są bardzo, bardzo różne.
                        Pozdrawiam
    • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 27.02.02, 16:15
      Trochę dla odkurzenia tego najobszerniejszego wątku - dwa wspomnienia zimowe z
      Ełku. Pierwsze to wyprawa z ojcem i bratem po lodzie na drugi brzeg jeziora.
      Niby żaden wyczyn, ale pamiętam, że miałem niezłego pietra kiedy lód skrzypiał
      pod nogami i nie marzyłem o niczym innym jak o jak najszybszym dotarciu na
      drugi brzeg.
      Drugie - już z podstawówki - bawiliśmy się z kolegami przełażąc przez most
      kolejowy - ale dołem trzymając się kratownic. Jeden z kumpli po dojściu do
      końca zeskoczył na ziemię - tak mu się przynajmniej wydawało. Okazało się
      jednak, że nie wylądował na śniegu przykrywającym brzeg a na lodzie tuż przy
      brzegu i zaliczył piekną wywrotkę do tyłu. Tym samym pobił klasowy rekord
      kąpieli w otwartym zbiorniku (zawsze się trochę ścigaliśmy, kto pierwszy w
      danym roku zaliczy jezioro), a był to luty...
      Potem było nieco gorzej, bo do domu daleko a i wracać w zmoczonym ubraniu jakoś
      nie chciał - suszyliśmy go więc przy ognisku...
      Dodam tylko, że suszenie przeżył i nie miał nawet przeziębienia.
    • Gość: rick najfajniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: 192.39.188.* 16.03.02, 21:59
      były takie budki z lodami - lodziarz wkładał prostokątny kawałek wafla na dno
      foremki, potem łyżką nakładał masę, był tylko jeden smak - z dzisiejszej
      perspektywy można go nazwać waniliowym, wyrównywał wszystko jak murarz kielnią,
      przykładał z góry drugi prostokątny wafelek i.. przyciskał popychadełko w
      rączce. wychodziy z tego lody w kształcie prostopadłościaniku i już po chwili
      kapało na wszystko aż miło. najczęściej kupowałem je w drodze do albo ze
      szkoły. Tych budek z lodami było parę, ale "moja" budka była przy ul.
      Mickiewicza
      tak mi się dziś przypomniało, może przez ten słoneczny dzień
      Rick
      • Gość: manio Re: najfajniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 17.03.02, 09:33
        Gość portalu: rick napisał(a):

        > były takie budki z lodami - lodziarz wkładał prostokątny kawałek wafla na dno
        > foremki, potem łyżką nakładał masę, był tylko jeden smak - z dzisiejszej
        > perspektywy można go nazwać waniliowym, wyrównywał wszystko jak murarz kielnią,
        >
        > przykładał z góry drugi prostokątny wafelek i.. przyciskał popychadełko w
        > rączce. wychodziy z tego lody w kształcie prostopadłościaniku i już po chwili
        > kapało na wszystko aż miło. najczęściej kupowałem je w drodze do albo ze
        > szkoły. Tych budek z lodami było parę, ale "moja" budka była przy ul.
        > Mickiewicza
        > tak mi się dziś przypomniało, może przez ten słoneczny dzień
        > Rick

        Znam tą budke , to obok kamienicy w której mieszkała Pieńczykowska ze swoimi
        psami? A pamiętacie cene lodów ? Porcja pojedyncza kosztowała 1,20 zł. To chyba
        ie było mało bo Gazeta Białostocka kosztowała 50 gr.

        manio

        • Gość: rick Re: najfajniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: 192.39.188.* 17.03.02, 19:10
          1,20 kosztowały małe :) , podwójne były za 2,40 i była druga foremka.
          odpowiednio większa i więc i efekty na ubraniu były odpowiednio większe. a
          budka była właśnie tam, ocieniona dużym drzewem. obok był zakład fryzjerski.
          chyba nawet jeszcze tam jest, w każdym razie był parę lat temu, jak byłem
          ostatnio w Ełku

          dropsy wtedy byłe też po 50 groszy. jak było gorąco, to się w kieszeni
          rozpuszczały i trzeba było zjadać z papierkiem, bo nie szło ich oddzielić

          rick
          • ralston Re: najfajniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 18.03.02, 19:06
            A ja najbardziej lubiłem lody od Berlińskiego. Kiedyś były chyba tylko w
            czterech smakach: waniliowe, śmietankowe, kakaowe i truskawkowe. Za to
            absolutnie nie da się ich porównać do obecnych sprzedawanych w tym samym
            miejscu. Te dzisiejsze, robione z koncetratów nawet nie zbliżają sie smakiem do
            tamtych...
            Do dziś pamiętam te kolejki pod lodziarnią w niedzielę, po mszy...
            • Gość: rick słodkości IP: 192.39.188.* 19.03.02, 09:46
              lody od Berlińskiego to był już wyższy etap rozwoju cywilizacyjnego. fakt, że
              dobre były. ale już w rożkach sprzedawał i nie dało się tak wybabrać .. :))
              ale czym jeszcze żeśmy się zasładzali namiętnie ?
              mnie zostały w pamięci jeszcze dropsy
              ech.. te proste dziecięce przyjemności ...
              • Gość: klima Re: słodkości IP: *.krakow.eco.pl 19.03.02, 15:19
                Co do słodkości, to zdecydowanie bardziej gustowałem w lodach cassate z
                Hortexu. Były jeszcze andruty i napoje ze słomką w dwóch kolorach - słomkowym i
                czerwonym. Smakowały średnio, ale później można było strzelać z folii, w którą
                były opakowane.
                klima
                • ralston Re: słodkości 20.03.02, 20:07
                  Jak już jesteśmy przy kulinariach, to przypomniała mi się przyczepka kempingowa
                  ustawiona na skwerku przy Armii Czerwonej, na przeciwko poczty. Na początku lat
                  80-tych sprzedawano z niej tzw. hoddogi. Tak zwane, bo z hoddogami nie mające
                  nic poza bułką wspólnego. Była to po prostu zapiekanka z serem i pieczarkami w
                  wersji z ketchupem lub bez.
                  A niedaleko tego miejsca tylko tym razem w stronę dworca i po prawej stronie
                  ulicy stała strzelnica - w takim cyrkowym wozie. Można było wystrzelać czarno
                  białe fotki Bruce'a Lee albo zespołu Smokie lub inne badziewie. A ztyłu była
                  górka, z której zjeżdżało się zimą na sankach. Teraz jest tam chyba targowisko.
                  Co się stało z górką? Została zniwelowana?
        • marcotills Re: najfajniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 20.02.05, 23:14
          Gość portalu: manio napisał(a):

          > Gość portalu: rick napisał(a):
          >
          > > były takie budki z lodami - lodziarz wkładał prostokątny kawałek wafla na
          > dno
          > > foremki, potem łyżką nakładał masę, był tylko jeden smak - z dzisiejszej
          > > perspektywy można go nazwać waniliowym, wyrównywał wszystko jak murarz kie
          > lnią,
          > >
          > > przykładał z góry drugi prostokątny wafelek i.. przyciskał popychadełko w
          > > rączce. wychodziy z tego lody w kształcie prostopadłościaniku i już po chw
          > ili
          > > kapało na wszystko aż miło. najczęściej kupowałem je w drodze do albo ze
          > > szkoły. Tych budek z lodami było parę, ale "moja" budka była przy ul.
          > > Mickiewicza
          > > tak mi się dziś przypomniało, może przez ten słoneczny dzień
          > > Rick
          >
          > Znam tą budke , to obok kamienicy w której mieszkała Pieńczykowska ze swoimi
          > psami? A pamiętacie cene lodów ? Porcja pojedyncza kosztowała 1,20 zł. To
          chyba
          >
          > ie było mało bo Gazeta Białostocka kosztowała 50 gr.
          >
          > manio
          >
          --
          lody te "kręcił" pan Czerwony, który na Mickiewicza obok fryzjera Lamprechta
          miał swój sklepik ze słodyczami tzw. "prywatnej"produkcji oraz oranżadą,
          lemoniadą, kwasem chlebowym i lodami oczywiście, które nabierał z metalowej
          konwi wstawionej do specjalnej drewnianej beczki wypełnionej tzw. mieszaniną
          oziębiającą tj. mieszaniną potłuczonego lodu z solą kamienną...
          Sezon na lody zaczynał się pierwszego maja, a lód do schładzania lodów pan
          Czerwony otrzymywał ze spółdzielni mleczarskiej w Ełku.
          Zimą, kiedy mróz ścinał wodę jeziora, specjalnie wynajmowani przez sp.mlecz.
          robotnicy wyrąbywali wielkie bloki lodu i zwozili go na plac mleczarni pod
          ogrodzeniem od strony tzw."Małej Polany" i budowali z nich pryzmę w kształcie
          graniastosłupa o podstawie prostokąta i przysypywali tą "piramidę" trocinami.
          Lód ten mleczarnia wykorzystywała w okresie letnim do schładzania swoich
          wyrobów w czasie transportu do odbiorców, a my grając latem w piłkę nożną na
          Małej Polanie schładzaliśmy nasze rozgrzane ciała, a konkretnie, pożerając
          całe kawały lodu, który odłupywaliśmy sobie nożem z bloków, przełażąc przez
          dziurę w ogrodzeniu...;-)
          Z moich czasów pamiętam, że Pieńczykowska z psami mieszkała w starej chałupie
          na ulicy Nowotki przy cerkwi...:(
          Na lody do Czerwonego najczęściej chodziliśmy do budki, którą otwierał na
          sezon obok muru przyszkolnego od strony sp.1 vis a vis poczty.
          Cena była ta sama tj.1,20zł za pojedyńczaka i nawet, jeśli się uciułało na
          podwójnego to i tak kupowaliśmy 2 x pojed. bo rzeczywiście szybko się topiły
          no i kawałek wafelka więcej;-)
    • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 17.06.02, 18:32
      Nowo zamieszczone zdjęcia na stronie Speca przypomniały mi jeszcze jedną
      historię z dzieciństwa. Konkretnie chodzi mi o współczesne zdjęcia Ełku i
      fotografię nr 20. Ten kościół przy ulicy Słowackiego znajdował się wówczas w
      opłakanym stanie. Był odrapany, w oknach nie było szyb. Wracaliśmy kiedyś ze
      szkoły z kolegami i postanowiliśmy wleźć do środka przez okno. Wewnątrz
      znaleźliśmy ludzką czaszkę, którą wytargaliśmy ze środka i zanieśliśmy na
      schody sąsiedniego supersamu. Ale nie starczyło juz nam odwagi na to, żeby
      zobaczyć co będzie jak ją dostrzeże ktoś wychodzący ze sklepu...
      • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 17.06.02, 19:06
        ralston napisał(a):

        > Nowo zamieszczone zdjęcia na stronie Speca przypomniały mi jeszcze jedną
        > historię z dzieciństwa. Konkretnie chodzi mi o współczesne zdjęcia Ełku i
        > fotografię nr 20. Ten kościół przy ulicy Słowackiego znajdował się wówczas w
        > opłakanym stanie. Był odrapany, w oknach nie było szyb. Wracaliśmy kiedyś ze
        > szkoły z kolegami i postanowiliśmy wleźć do środka przez okno. Wewnątrz
        > znaleźliśmy ludzką czaszkę, którą wytargaliśmy ze środka i zanieśliśmy na
        > schody sąsiedniego supersamu. Ale nie starczyło juz nam odwagi na to, żeby
        > zobaczyć co będzie jak ją dostrzeże ktoś wychodzący ze sklepu...

        Budynek obecnego kosciola ewangelickiego przy ul. Slowackiego jest ladnie
        odrestaurowany i zadbany. Az milo popatrzec na zdjeciu. Kiedys faktycznie byl
        zdewastowany. Pamietam w latach 80-tych byly tam powybijane szyby, obdrapana
        elewacja. Chyba przez kilka lat nikt tego budynku nie uzytkowal i byl on
        dewastowany.

        Ralston, piszesz, ze znalazles tam ludzka czaszke. Czy byly w tym kosciele jakies
        grobowce albo slady po nich? Kiedys w kosciolach (przewaznie w podziemiach lub
        piwnicach) chowano niektorych zmarlych zasluzonych dla danego kosciola badz
        spolecznosci.

        Adam
        • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 18.06.02, 09:18
          Czy były tam grobowce nie pamiętam. W środku nie byłem zbyt długo - i tak
          emocji jak na drugoklasistę było co niemiara. Pamiętam, że wewnątrz walało się
          mnóstwo gruzu, jakichś desek a w powietrzu unosił się zapach stęchlizny...
    • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.mcnet.pl 17.06.02, 21:23
      A mi przypomniało sie niespodziewanie coś innego z dzieciństwa, nie związanego
      ze zdjęciami bo ich niestety nie oglądałem.

      Mianowicie przypomniała mi się strzelnica koło stadionu. Pamiętacie taką
      tradycję - barak z wiatrówkami, w którym można było ustrzelić różę z gąbki na
      drucie ?
      Słowo daję - chętnie poszedłbym i taką różę ustrzelił nawet dziś :))) Ale jakoś
      nikt na to nie wpadł że taka usługa mogłaby cieszyć się dziś powodzeniem (więc
      pewnie by się nie cieszyła).
      Pamiętam też że podobny baraczek stał przy Armii Czerwonej za handlowymi budami
      z płyty (czyli za niedawnym małym rynkiem), ale w tamtych okolicach bywałem
      rzadko.

      No i jak już jesteśmy na strzelnicy przy stadionie - to oczywiście od czasu
      pojawia się tam "wesołe miasteczko" ze swoim specyficznym klimatem, albo cyrk
      (czytaj KYRK). Niestety byłem mało odporny na szybkie obroty i raczej unikałem
      kręcenia na "dużej" karuzeli... no ale całą odpustową atmosferę wesołego
      miasteczka wspominam z rozżewnieniem.

      A przy okazji - czy ktoś z Was dysponuje zdjęciami z Ełku z lat 70/80 ?
      • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 18.06.02, 09:28
        Gość portalu: mobb napisał(a):

        > A mi przypomniało sie niespodziewanie coś innego z dzieciństwa, nie związanego
        > ze zdjęciami bo ich niestety nie oglądałem.
        >
        > Mianowicie przypomniała mi się strzelnica koło stadionu. Pamiętacie taką
        > tradycję - barak z wiatrówkami, w którym można było ustrzelić różę z gąbki na
        > drucie ?
        > Słowo daję - chętnie poszedłbym i taką różę ustrzelił nawet dziś :))) Ale jakoś
        >
        > nikt na to nie wpadł że taka usługa mogłaby cieszyć się dziś powodzeniem (więc
        > pewnie by się nie cieszyła).
        > Pamiętam też że podobny baraczek stał przy Armii Czerwonej za handlowymi budami
        >
        > z płyty (czyli za niedawnym małym rynkiem), ale w tamtych okolicach bywałem
        > rzadko.
        >
        > No i jak już jesteśmy na strzelnicy przy stadionie - to oczywiście od czasu
        > pojawia się tam "wesołe miasteczko" ze swoim specyficznym klimatem, albo cyrk
        > (czytaj KYRK). Niestety byłem mało odporny na szybkie obroty i raczej unikałem
        > kręcenia na "dużej" karuzeli... no ale całą odpustową atmosferę wesołego
        > miasteczka wspominam z rozżewnieniem.
        >
        > A przy okazji - czy ktoś z Was dysponuje zdjęciami z Ełku z lat 70/80 ?

        Ta strzelnica przy Armi Czerwonej była ustawiona na przeciwko górki, na którą
        zimą chodziłem zjeżdżać na sankach. Kiedyś udało mi się zajechać na tyle daleko,
        że przydzwoniłem głową w barak strzelnicy. Na szczęści nie mocno.
        A na strzelnicy można było, oprócz kwiatków z gąbki, ustrzelić także np. fotki z
        gwiazdami filmowymi (np. Brucem Lee). Były fatalnej jakości i czarno-białe ale w
        przaśnej rzeczywistości PRL-u to zawsze było coś. Były też plastikowe szkielety i
        gumowe pająki, odpustowe diabełki z czerwonym językiem i wiele innych cudów...

        Co do zdjęć z tamtego okresu, to nie mam takich, na których byłaby specjalnie
        uwieczniana architektura Ełku. Znalazłem kilka fotek rodzinnych robionych nad
        jeziorem i na ulicach. Za wiele Ełku na nich nie widać. Przy następnej wizycie w
        Ełku odwiedzę dziadka - może on będzie miał coś ciekawego w pudełku ze zdjęciami?
        • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.mcnet.pl 18.06.02, 22:08
          Możliwośc obejrzenia Ełku w odległych czasach to wspaniała sprawa.
          Czas upływa i ostatnio zacząłem sobie uświadamiać jak bardzo miasto zmieniło się
          od mojego dzieciństwa. Bardzo chciałbym zobaczyć takie zdjęcia sprzed ponad 20
          lat... ale okazuje się że trudno do nich dotrzeć. Wszyscy maja najwyżej
          standardowe widokówki z okolic Wojska Polskiego, i nic poza tym.

          Zatem apeluje do wszelkich archiwistów Ełckich obrazków - ja byłbym wdzięczny za
          za zdjęcia z epoki sukcesu - taki szczyt Gierka i parę lat pózniej.

          Kto jest za niech podniesie rękę albo wrzuci białą kulę do kapelusza !

          Pozdrawiam,
          mobb

          > Znalazłem kilka fotek rodzinnych robionych nad
          > jeziorem i na ulicach. Za wiele Ełku na nich nie widać. Przy następnej wizycie
          > w
          > Ełku odwiedzę dziadka - może on będzie miał coś ciekawego w pudełku ze zdjęcia
          > mi?

          • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 19.06.02, 11:23
            Gość portalu: mobb napisał(a):

            > Możliwośc obejrzenia Ełku w odległych czasach to wspaniała sprawa.
            > Czas upływa i ostatnio zacząłem sobie uświadamiać jak bardzo miasto zmieniło si
            > ę
            > od mojego dzieciństwa. Bardzo chciałbym zobaczyć takie zdjęcia sprzed ponad 20
            > lat... ale okazuje się że trudno do nich dotrzeć. Wszyscy maja najwyżej
            > standardowe widokówki z okolic Wojska Polskiego, i nic poza tym.
            >
            > Zatem apeluje do wszelkich archiwistów Ełckich obrazków - ja byłbym wdzięczny z
            > a
            > za zdjęcia z epoki sukcesu - taki szczyt Gierka i parę lat pózniej.
            >
            > Kto jest za niech podniesie rękę albo wrzuci białą kulę do kapelusza !
            >
            > Pozdrawiam,
            > mobb
            >

            Ale za czym?
            Jeśli za Gierkiem - to nie.
            Jeśli za zebraniem fotek z lat 70 tych i 80 tych - to tak: ręka w górę, biała
            kula do kapelusza.
          • Gość: Lue Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.bial.gazeta.pl 19.06.02, 12:22
            Rany, Mobb, ale dlugo Cie nie bylo...Pozdrawiam
            Luego
            • Gość: mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.mcnet.pl 19.06.02, 22:21
              Ależ Lu, ja jestem nawet jak mnie nie ma.
              Ale miło mi że się ucieszyłaś !

              Ralston, głosowanie dotyczyło oczywiście zdjęć.

              Co się zaś tyczy Gierka....cóż nie jestem za powrotem tamtych czasów.
              Chociaż folklor kolejkowy potrafił dać satysfakcję - pamietam np jaką radość
              sprawiło mi np jak niespodziewanie trafiłem i wystałem w "Domu Rolnika" pętko
              papieru toaletowego i z dumą zaniosłem go mamie...
              • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 20.06.02, 09:40
                Kolejki
                To mi przywołało kolejne wspomnienie z Ełku. Lata 80-te i całkowity brak
                czegokolwiek w sklepach. Z kilkoma kolegami ustawiamy się w rządku przed
                drzwiami sklepu obuwniczego na ulicy Kościuszki, jeszcze przed jego otwarciem.
                Za chwilę pojawia się pierwszy przechodzień.
                - Co mają rzucić?
                - Nic. Odpowidamy zgodnie z prawdą.
                Po kilku minutach ustawia się już kilkunastosobowa kolejka. Nikt już nie wierzy
                że nie będzie dostawy, bo po co stałoby tyle ludzi.
                Pod byle pretekstem urywamy się z kolejki - a potem zza krzaków śnieguliczki
                obserwujemy, co się dzieje w chwili otwarcia sklepu.
                Jeszcze się ekspedientkom dostało za to, że cały towar spod lady wysprzedały...
                • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.krak.gazeta.pl 23.06.02, 18:45
                  ja mam sporo zdjęć z Ełku przełomu 70/80, mają one jednak ten mankament, że na większosci jestem głównym
                  bophaterem. Szczególniew dużo znad jeziora (okolice dzisiejszej Horeki, bo tam mieszkałem).
                  POza tym przez wiele lat łaziłem po miescie poszukując jakis resztek przeszlosci. niue chcac sie chwalic, sporo
                  ich znalazlem. Kiedys mozemy sie spotkac i pooglądać.
                  Pozdrawiam
                  Klima
                  • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 24.06.02, 19:35
                    Temat spotkania forumowiczów pojawiał się już parokrotnie, ale jak dotąd do
                    niego nie doszło...
                    • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.krak.gazeta.pl 25.06.02, 21:54
                      spotkajmy się u Adama na chacie. Będzie wino, adapter i fajne widoki na
                      Manhatan...
                      • Gość: Ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.06.02, 23:21
                        Gość portalu: klima napisał(a):

                        > spotkajmy się u Adama na chacie. Będzie wino, adapter i fajne widoki na
                        > Manhatan...

                        I nisko przelatujący Talibowie?
                        • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 26.06.02, 08:02

                          > Gość portalu: klima napisał(a):
                          >
                          > > spotkajmy się u Adama na chacie. Będzie wino, adapter i fajne widoki na
                          > > Manhatan...


                          Bardzo chetnie. Z moich okien widac Empire State Building i Gmach ONZ.

                          Najpierw jednak spotkamy sie w Elku. Otoz pod koniec lipca bede w Elku, pierwszy
                          raz od prawie 14 lat. Przygotujcie szampana, dobra muzyke, irish cream
                          i....blondynki:))))))
                          A tak na powazne, to bedzie cos dzialo sie w Elku na przelomie lipca i sierpnia?
                          Moze jakis wernisaz albo impreza?

                          Pozdrawiam
                          Adam
                          • Gość: Lapusz Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.waw.cdp.pl 26.06.02, 08:35
                            Adam, jeżeli chodzi o alkol to ja stawiam brązowiaka + dodatkowo paczke
                            Sobiechów. Na wszelki wypadek miej też swój alkohol i fajki, bo może zabraknąć.
                            Co do blondynek - polecam w godzinach późniejszych rozejrzeć się w klubie
                            biznesmena.
                            • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ... 26.06.02, 09:55
                              Mamy tu specjalistę od blondynek w klubie biznesmena. Ale boję się nawet
                              wymieniać jego imię, żeby licha nie kusić, bo zaraz trzeba by było biegać po
                              jakiś środek na opryski buraków...
                              • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ... IP: *.proxy.aol.com 26.06.02, 18:45
                                Ralston, nie slyszalem o klubie biznesmena w Elku. Domyslam sie,ze to cos
                                nowego w Elku. Moglbys mnie wtajemniczyc co to za klub? Wnioskuje z Twego
                                postu, ze to klub dla wiesniakow albo jakas mordownia.

                                Adam
                                • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ... 27.06.02, 00:02
                                  Adam,
                                  niejaki, tfu wiesiekt kilkukrotnie wspominał o tym klubie w swoich popapranych
                                  postach. Nawet nie wiem czy ten klub rzeczywiscie istnieje...
                                  • wiesiekt Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ... 28.06.02, 07:41
                                    Ralstonie, nie pluj w ta wode, bo sie jej jeszcze napijesz
                                    wiesiekt
                            • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 26.06.02, 18:36
                              Lapusz, ja rowniez stawiam ze swojej strony alkohol i papierosy, chociaz w
                              ogole nie pale, a z piciem u mnie tez slabo.oczywiscie zafunduje blondynke:))))
                              Co to za klub biznesmena w Elku i gdzie on sie znajduje? To jakas restauracja
                              czy dyskoteka? Przychodza tam jakies fajne dziewczyny?

                              Adam
                              • wiesiekt Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie 28.06.02, 07:52
                                Adamie, klub businessmana w Czaplach to zwykly burdel chlopcze. Przepraszam w
                                Polsce nazywaja sie tak agencje towarzyskie, ktore sa normalnymi,akteptowanymi
                                powszechnie zakladami uslugowymi dla ludnosci ta jak zaklady fryzjerskie czy
                                krawieckie.
                                Jak bedziesz odczuwal potrzebe fizjologiczna to jedz do Czapli tylko wez ze
                                soba gazete, zeby polozyc panience na glowe, zeby jej nie widziec, bo sa tam
                                takie kaszeloty i pasztety, ze dostaniesz obrzydzenia jak bedziesz widzial z
                                kim sie zabawiasz.
                                wiesiekt
                                • Gość: Adam Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziecięce wspomnienie IP: *.proxy.aol.com 02.07.02, 07:03
                                  wiesiekt
                                  Powinienes wydac przewodnik po agencjach towarzyskich na Mazurach. Sukces
                                  murowany!
                                  Chodzilo mi o jakies normalne lokale i dziewczyny, a nie o prostytutki i domy
                                  publiczne.
                                  Adam
    • jessie7 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 24.07.02, 16:52
      Próba
    • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 16.12.02, 12:51
      Tak tylko wyciągam do góry ten wątek z nadzieją, że znowu kogoś weźmie na
      wspominki. To jeden z najfajniejszych tutaj wątków, nie uważacie?
      • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec IP: *.krak.gazeta.pl 17.12.02, 12:04
        a pamiętacie, jak Brozio przy Topielcu walił na główkę za szklankę wódki albo
        piwo? zawsze wygrywał zakłady, chociaż było tam po kolana wody. Oj, działo się.
        K.
        • Gość: szczurens Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.03, 23:20
          Jeżeli chodzi o Topielca to wielokrotnie byłem świadkiem bójek pomiędzy
          pijanymi mężczyznami. Jako mieszkaniec zamościa musiałem przejść obok tej
          knajpy w drodze ze szkoły do domu. Lekcje nie kończyły się późno, ok. 12, 13 a
          tam wielu niebieskich ptaków miało niezłe loty. W pamięci utkwiła mi walka na
          skarpety wypełnione kamieniami. Gladiatorzy kręcili nimi młynki, trafiając co
          jakiś czas w głowę przeciwnika. Było sporo krwi, reszta bywalców baru ze
          spokojem obserwowała pojedynek siedząc na zewnątrz i popijając leniwie piwko z
          kufla.
          • Gość: klima Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec IP: gnom:* / 10.30.42.* 23.07.03, 09:50
            a niedaleko na tych psich łączkach w stronę przepompowni Cyganie smażyli oklejki
            K.
            • kibic007 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 23.07.03, 10:13
              A dajmy na to, taki "Kapitan Żbik" (wiem, że luźno związany z Ełkiem)...

              Wczoraj kupiłem sobie 7 odcinków reedycji i przeczytałem wieczorem.

              Ech, były czasy, kiedy taki komiks to był towar deficytowy i miał swoją
              wartość. Teraz panie, wchodzi się do sklepu i jest na półce (obok Kajka i
              Kokosza - też kupiłem; synowi dam do czytania).

              A wszystko to oczywiście przypadkiem w święto 22 lipca...

              Pozdrowienia dla tych, co jeszcze pamiętają tamte czasy,

              Kibic

              • Gość: Lapusz Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec IP: *.crowley.pl 23.07.03, 10:41
                U mnie w domu jeszcze po kątach siewalają. Pamiętam, jak co jakieś 2 miesiące
                ukazywał się nowy odcinek Kajka i Kokosza. Codziennie wypatrywałem w tym kiosku
                obok nioegdysiejszego "niemca", a teraz Biedronki nowych komiksów.
    • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 25.11.03, 11:37
      I tak dla przypomnienia - wyciągam najdłuższy i najfajniejszy wątek. Może się
      coś jeszcze komuś przypomni?
      • mazurek8 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 25.11.03, 12:22
        Ostatnio oglądałem jakiś średni polski film z początku lat 80 - tych, jakieś
        kino moralnego niepokoju. Rzecz dxziała się na now wybudowanym osiedlu. I nagle
        przypomniałem sobie, jakie były moje początki na Chamowie, tak w roku 83.
        Wszystko tonęło w błocie, tonęliśmy w brei po uszy, pomiędzy blokami były
        porozkładane żelbetowe płyty a poza tym morze błota. Tak te dziwne początki
        wspominam.
        A wy, macie jakieś wspomnienia związane z Chamowem, z początkiem lat 80 - tych?
        I w ogóle z ełckimi osiedlami?
        pozdro
        K.
        • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 25.11.03, 12:42
          Pamiętam tylko, że u mnie na osiedlu postrachem dzieciaków była dozorczyni, p.
          Maciorowska. Potrafiła nieźle nawrzeszczeć, albo i za ucho do rodziców
          zaprowadzić, np. za sypanie piasku na chodnik.
          Pamiętam jak kiedyś na klatce schodowej wyprzedza mnie pędem mały Mucia -
          czteroletni wówczas brat mojego kolegi. Pytam go: Mucia - co się dzieje? A ten
          na to - w charakterystyczny dla siebie sposób i z widocznym strachem w oczach:
          -Rrrrrepiej nie pytaj! Maciorrroszka idzie!

        • adamnyc Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 27.11.03, 18:49
          do Klimy
          Pamietam jak pierwsze bloki i pawilon oddano do uzytku na Chamowie w roku 1979.
          Powstaly wtedy tam nowe ulice: Warszawska i Lenina. W bloku przy ulicy Lenina
          11 ulokowano polowe mieszkancow Nowej Wsi Elckiej. Pamietam te plyty miedzy
          blokami i bloto. Odwiedzalismy tam znajomych, ktorzy wlasnie dostali mieszkanie
          w bloku przy Warszawskiej kolo pawilonu. Strasznie narzekali, ze mieszkaja
          daleko od szosy i szukali czegos na zamiane w centrum. Ja bylem wtedy
          dzieciakiem z podstawowki, ale pamietam te czasy. Byly to czasy poznego Gierka.
          Nie bylo jeszcze kartek, ale brakowalo juz w sklepach towarow. Pol miasta
          zlecialo sie na otwarcie pawilonu bo ludzie liczyli, ze na otwarcie dadza jakis
          dobry towar. W roku 1980 wprowadzono kartki na zywnosc.
          tak tam byly plyty betonowe miedzy blokami i morze blota dookola o kazdej porze
          roku. Wczesniej zanim powstalo tam osiedle, to teren ten sluzyl mieszkancom
          Elku jako miejsce pikniku czy majowek poza miastem. Bralo sie koce, jedzenie i
          jechalo sie nad bajorko.

          Klima, a gdzie mieszkales w Elku do roku 1983?

          Pozdrawiam
          Adam
          • mazurek8 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 28.11.03, 10:41
            Chyba już kiedyś pisałem. Mieszkałem w takiej ruderze nad samym jeziorem, obok
            ulicy Puławskiego. Jak stałeś naprzeciwko tego zrujnowanego budynku z czerwonej
            cegły, gdzie dzisiaj jest Horeka, to moją kamienicę widac było jakieś 50 metrów
            w lewo, za pasem ogródków. Straszna rudera, ale mi sie podobało.
            K.
            • adamnyc Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 28.11.03, 18:55
              mazurek8 napisał:

              > Chyba już kiedyś pisałem. Mieszkałem w takiej ruderze nad samym jeziorem,
              obok
              > ulicy Puławskiego. Jak stałeś naprzeciwko tego zrujnowanego budynku z
              czerwonej
              >
              > cegły, gdzie dzisiaj jest Horeka, to moją kamienicę widac było jakieś 50
              metrów
              >
              > w lewo, za pasem ogródków. Straszna rudera, ale mi sie podobało.
              > K.

              Kojarze gdzie to bylo i mniej wiecej przypominam sobie ten budynek. Tam byly
              rowniez i inne budynki nawet cale uliczki, ale wszystko rozebrano.

              Wracajac do Chamowa to pamietam jak kiedys w LO na lekcji Propedeutyki(Wiedza
              obywatelska) profesor Markowski narzekal, ze codziennie na Chamowie w pawilonie
              jest stary chleb. Mowil: "nie macie pojecia co to znaczy jesc codziennie stary
              chleb". Jeden z zamiejscowych uczniow mieszkajacych na stale w Drygalach,
              odparl"panie profesorze chleb drygalski jest bardzo dobry. Moge pana wyratowac
              z klopotliwej sytuacji i przywozic panu codziennie swiezy chleb"

              Pozdrawiam
              Adam
              • mazurek8 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 28.11.03, 20:47
                Jak tam mieszkałem, to chleb był już w porządku.
                Ale nigdy nie zapomnę takiego stolika przy wejściu. Nigdy nikt przy nim nie
                siedział, ale zawsze leżała intrygująca karteczka Dyżurujący komitet
                członkowski"
                pozdr
                K.
                • adamnyc Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 29.11.03, 07:35
                  Klima nie wiem czy slyszales to okreslenie na Chamowo, ale ja przed wyjazdem do
                  Stanow w roku 1988 bedac w Gdansku spotkalem przypadkowo pewne towarzystwo na
                  dyskotece z Olsztyna. Kiedy powiedzialem im ze jestem z Elku, a oni spytali
                  mnie czy czasem nie z elckiego Hamburga. Spytalem ich co to takiego wowczas
                  jedna z dziewczyn powiedziala mi, ze to takie osiedle poza miastem na ktore
                  miejscowi mowia Chamowo a turysci elcki Hamburg. Mowila, ze tam mieszka sporo
                  elckich cinkciarzy, producentow kompotu, pokerzystow jezdzacych z miasta do
                  miasta grac oraz panienek na godziny. Mowili mi, ze jest tam maly
                  zakonspirowany burdel w jednym z mieszkan.
                  Ja powiedzialem im, ze o cinkciarzach, producentach kompotu i pokerzystach
                  slyszalem, ale nie o panienkach i zeby od razu elcki Hamburg.
                  Widac cos w tym bylo, bo wiele lat pozniej spotkalem w NY kolege ktory co tylko
                  przyjechal z Elku. Byl to rok 1996. Mowil mi wtedy, ze na Chamowie jest agencja
                  towarzyska w takiej przybudowce bloku i ze nawet oglaszaja sie. Poza tym mowil
                  mi, ze w Siedliskach jakis stary czlowiek emerytowany wojskowy otworzyl agencje
                  towarzyska. Czy przybytki te przetrwaly do czasow obecnych?

                  Pozdrawiam
                  Adam
                  • mazurek8 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 29.11.03, 11:25
                    Heh, słuchaj, nie wiem, czy myślimy o tej samej przybudówce, ale nqaprzeciwko
                    mojego bloku wyrosła w pewnym momencie plomba. I pamiętam, że w pewnym momencie
                    wszyscy zaczęli móić, że w jednym z mieszkań jest agencja. Nie byłem, nie
                    sprawdzałem.
                    A ten emerytowany wojskowy to raczej figurant był. Czasem jeżdżę do Woszczel,
                    więc widzę, że szyld jeszcze jest, ale jakby spłowiał i oklapł, co może
                    oznaczać, że najlepsze lata agencja ma za sobą.
                    Jak będziesz w Ełku, to wybierz się do Czapli - małej wioseczki za Przykopką.
                    Podobno wrażeń moc.
                    pozdro
                    K.
                    • adamnyc Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 30.11.03, 04:08
                      Klima nie wiem czy to akurat o ta sama przybudowke chodzi. Znam ja tylko z
                      opowiadania kolegi.
                      Nie szukam wrazen w milosci sprzedawanej na godziny. Jak bylem w Polsce to
                      znajomy mowil mi o Czaplach, ze tam chodza chlopy z pobliskich wsi na zeszyt bo
                      nie maja pieniedzy.
                      Sprawe agencji towarzyskich i panienek oraz elckiego hamburga poruszylem w
                      innym kontekscie.
                      Otoz Twoja ksiazka "Do Amsterdamu" opisuje jedynie mezczyzn i ich perypetie w
                      nowej trudnej rzeczywistosci. Nic tam nie ma o kobietach. Czy nie czas teraz na
                      ksiazke o dziewczynach, ktore w nowej trudnej rzeczywistosci robia wszystko,
                      zeby przetrwac? Wiele dziewczyn, ktore pracuja w agencjach towarzyskich lub
                      sprzedaja sie po cichu utrzymuje z tego nie tylko siebie, ale i mlodsze
                      rodzenstwo i czesto chorych rodzicow. Nie wszystkie uprawiaja najstarszy zawod
                      swiata z zamilowania. Dla niektorych to sposob na biologiczne przetrwanie dla
                      siebie i wlasnej rodziny. I to jest najgorszy dramat. Wsrod nich jest sporo
                      dziewczyn z elckiego Chamowa. Niektore jada do Europy, zeby zarabiac swiadomie
                      na prostytucji.
                      Sa rowniez dziewczyny, ktore maja szczescie i czysta droga dochodza do sukcesu.
                      Otoz znajoma znajomych, dziewczyna z Chamowa nie mogla w Elku znalezc zadnej
                      pracy. Przerwane studia, angielski mniej niz sredni. Byla jednak niebrzydka i
                      nie bala sie ruszyc w Polske. W Warszawie znalazla dobrze platna prace w
                      amerykanskiej firmie jako sekretarka. Tam poznala Belga, biznesmena, ktory w
                      Polsce robil akurat interesy. Pobrali sie, wyjechala z nim do Belgii i teraz
                      bezrobocie i zycie na Chamowie wspomina jedynie jak zly sen. Niejednej
                      warszawiance tak sie nie powiodlo w zyciu jak dziewczynie z elckiego Chamowa.

                      Perypetie dziewczyn w Polsce w nowej trudnej sytuacji nawet chociazby w
                      krotkiego miasta zebrane w ksiazke stanowilyby rowniez ciekawa lekture jak
                      ksiazka "Do Amsterdamu".

                      Pozdrawiam
                      Adam
                      • moniamm Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 30.11.03, 11:24
                        sorry ale dla cebie adam tak jak dla wieska kazdy temat na forum koczy sie na
                        jednym - na dupie, a nie sadze zeby akurat to mial na mysli klima pisza swoja
                        swoja ksiazke
                        • adamnyc Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 01.12.03, 00:16
                          moniamm napisała:

                          > sorry ale dla cebie adam tak jak dla wieska kazdy temat na forum koczy sie na
                          > jednym - na dupie, a nie sadze zeby akurat to mial na mysli klima pisza swoja
                          > swoja ksiazke

                          Napisala co wiedziala.
                          Monia nie rozumiesz zagadnienia i aspektu sprawy. Klima pokazal w swojej
                          ksiazcze jak zachowuja sie mlodzi mezczyzni w nowej trudnej rzeczywistosci. Nie
                          napisal nic jak nowa trudna rzeczywistosc wplynela na dziewczyny.

                          Adam
                          • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 01.12.03, 09:08
                            No, w książce nie o samych facetach było...

                            • luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 01.12.03, 14:27
                              A ja dostane „Do Amsterdamu” pod choinke, to sama sie w koncu przekonam! :))
                          • adamnyc Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 03.12.03, 08:07
                            Klima a wiec nie podejmujesz wyzwania i nie napiszesz nic o dziewczynach w
                            nowej trudnej rzeczywistosci??? Mezczyzni sa latwiejsi do opisywania czy
                            unikasz trudniejszych tematow?

                            pozdrawiam
                            Adam
                            • mazurek8 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 03.12.03, 11:04
                              Wiesz co Adam, może ty spróbuj. Poza tym w Do Amsterdamu kobiet jest mnóstwo.
                              W ogóle zastanawiająca jest Twoja wiedza o współczesnej POlsce. Gdyby brać za
                              dobrą monetę Twoje wpisy o agencjach towarzyskich, można by dojść do wniosku,
                              że pracują w nich dzikie tłumy młodych POlek. Nie bywam, więc nie mogę
                              zweryfikować takich bajek. Ty też nie bywasz, więc też nie możesz. Więc
                              zachowaj więcej umiaru bo bardzo możliwe, że piszesz straszne głupoty.
                              pozdrawiam
                              K.
                            • adamnyc Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 04.12.03, 08:43
                              adamnyc napisał:

                              > Klima a wiec nie podejmujesz wyzwania i nie napiszesz nic o dziewczynach w
                              > nowej trudnej rzeczywistosci??? Mezczyzni sa latwiejsi do opisywania czy
                              > unikasz trudniejszych tematow?
                              >
                              > pozdrawiam
                              > Adam

                              Wiesz co Adam, może ty spróbuj. Poza tym w Do Amsterdamu kobiet jest mnóstwo.
                              W ogóle zastanawiająca jest Twoja wiedza o współczesnej POlsce. Gdyby brać za
                              dobrą monetę Twoje wpisy o agencjach towarzyskich, można by dojść do wniosku,
                              że pracują w nich dzikie tłumy młodych POlek. Nie bywam, więc nie mogę
                              zweryfikować takich bajek. Ty też nie bywasz, więc też nie możesz. Więc
                              zachowaj więcej umiaru bo bardzo możliwe, że piszesz straszne głupoty.
                              pozdrawiam
                              K.

                              Klima nie umiesz ustosunkowac sie do zagadnienia i slizgasz sie jedynie po
                              obrzezach tematu oraz sciemniasz. Zaproponowalem Tobie poruszenie problemu
                              znalezienia sie w "nowej trudnej rzeczywistosci" dziewczyn Polsce w odroznieniu
                              do "nowej trudnej rzeczywistosci" w jakiej znalezli sie mezczyzni w Twojej
                              ksiazce "Do Amsterdamu". Agencje towarzyskie to tylko jeden z aspektow "nowej
                              trudnej rzeczywistosci" w jakiej znalazly sie niektore dziewczyny. Pracownice
                              agencji towarzyskich w Polsce to w wiekszosci przybyszki ze Wschodu, a na
                              drogach bulgarskie i rumunskie cyganki. Nie oznacza, ze nie ma wsrod nich
                              mlodych Polek, ktore rzucila w nurt prostytucji ostatnia proba biologicznego
                              przetrwania.
                              Jak chcesz wiedziec to osobiscie znam dwie dziewczyny z elckiego Chamowa, ktore
                              przebywaly w NY,pracowaly jako sluzace z zamieszkaniem u starych bogatych
                              dziadow i nadstawialy sie im, zeby oprocz pensji wyciagnac jak najwiecej
                              pieniedzy od nich. Dlatego, ze u jednej w Polsce maz bezrobotny i dwoje dzieci,
                              a u drugiej chora matka bez emerytury i troje mlodszego rodzenstwa. To jest
                              forum publiczne nie moge operowac nazwiskami. Wrocily juz do Polski, pokupowaly
                              dobre samochody, urzadzily mieszkania, zabezpieczyly sie finansowo na kilka lat
                              i sa dobrymi zonami, matkami i corkami.

                              Pozdrawiam
                              Adam
                              • mazurek8 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 04.12.03, 09:54
                                A skąd wiesz że się ”nadstawiały”? Opowiadały Ci o tym, czy też zawistnli
                                rodacy puścili plotkę?
                                K.
                                • moniamm Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 04.12.03, 13:38
                                  klima nie ma sensu z nim dyskutowac.
                                  wszyscy jestesmy z Ciebie dumni i oby tak dalej :)) czekamy na nastepna.
                                  • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 04.12.03, 17:32
                                    Moja żona czeka na cykl reportaży. Jestem coraz bardziej zazdrosny ;)
    • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 31.05.04, 13:51
      Właściwie, to nic mi się specjalnie w tej chwili nie przypomniało. Ot tak
      wyciągam stary wątek - a nuż ktoś wrzuci jakieś ciekawe wspomnionko...
      • luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 03.06.04, 14:53
        O, wlasnie stwierdzilam ze od trzech lat zagladam na to forum :) Z dluzszymi
        lub krotszymi przerwami.
    • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 20.10.04, 16:02
      Ot tak tylko - w ramach ochrony przed archiwizacją...
      • mkplus Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 18.02.05, 10:34
        Kochani! Przeczytalam calosc jednym tchem. Dawno sie tak nie ubawilam. A tyle
        rzeczy sobie przypomnialam.
        Nie wiem, czy watek jeszcze zyje, czy umarl smiercia naturalna, ale sprobowac
        nie zawadzi. A chcialam napisac o drzwiach...
        Jedne - z poczty glownej - ciezkie, wahadlowe, z kurtyna w okresie zimowym.
        Razem z siostra przepychalysmy sie drzwiami w oczekiwaniu na Rodzicow stojacych
        w kolejce. Nam zapewnialy swietna rozrywke, a chirurgom nieco pracy, a to z
        palcem, a to z glowa...
        Drugie drzwi, to drzwi w czerwonym ogolniaku. Uczeszczalam do tej placowki, gdy
        funkcjonowalo jeszcze cos takiego, jak dyzury klasowe: przy pokoju
        nauczycielskim, na korytarzach i wlasnie przy tych drzwiach dla nauczycieli, bo
        uczniowie wchodzili "od tylu". Wtajemniczeni wiedzieli, ze odpowiednio
        otwierane drzwi (te na gorze) "do siebie" albo "od siebie" powodowaly, ze drzwi
        na dole albo same sie otwieraly, albo za zadne skarby nie mozna ich bylo
        otworzyc.
        Aha, i jeszcze inne "drzwi". Za moich czasow w SP2 szatnia zamykana byla na
        taka ogolna krate. Zamknieta w ciagu lekcji, a otwierana na przerwie. I chyba
        tez kluczami dysponowali dyzurni, ale tego juz nie jestem pewna. Oczekiwanie
        pod krata, wielki scisk, a potem bieg do szatni swojej klasy. Ile kurtek sie
        wtedy podarlo...
        Pozdrawiam serdecznie.
        • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 18.02.05, 11:06
          No ze słynnych drzwi, to były jeszcze te, które łączyły SP1 z SP2 na pierwszym
          piętrze, ale o nich zdaje się już tu było :)
          A kluczami do kraty w szatni w SP2, to raczej pani woźna dysponowała a nie
          dyżurni. Za moich czasów była taka solidnej postury (przynajmniej jako małemu
          dzieciakowi tak się wydawało), o siwych włosach. Zawsze w ciemnym fartuchu,
          czarnym lub ciemnogranatowym.
          • mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 18.02.05, 11:50
            A mi się nie wiedzieć czemu przypomniało kino "Zorza" i panujący w nim
            charakterystyczny zaduch...:)
            i przejście z kratą przy którym sprawdzano bilety

            A z SP2 przypomiał mi się taki 'masywny' konserwator,który miał chyba kanciapkę
            przy szatniach przy jednym z zejść z parteru...a przedtem była chyba w tym
            pomieszczeniu harcówka, jak przez mgłę pamiętam że w pierwszej klasie mieliśmy
            tam spotkanie zuchów
            • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 18.02.05, 12:40
              Też chodziłem na spotkania zuchów a później harcerzy. Drużynową była niejaka
              Tabaza. Pamiętam jakiś zlot na terenie wojskowej strzelnicy na Szybie - jakieś
              zawody z bieganiem i strzelaniem z wiatrówki, opatrywaniem sztucznych ran i
              takie tam. Na koniec była wojskowa grochówka z chlebem. Ależ to wtedy
              smakowało...
              • mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 18.02.05, 13:05
                Ta Tabaza jakoś mi się kojarzy z osóbką o ciemnej karnacji skóry i warkoczem ?

                Nie wiem czy to ta sama impreza, ale też pamiętam jakieś zawody na Szybie z
                bieganiem (co prawda nie przypominam sobie wtedy strzelania).

                Pamiętam że biegało się w terenie, chłopcy i dziewczynki biegli na tym samym
                dystansie ale byli klasyfikowani oddzielnie. Zawodnicy startowali parami -
                jeden chłopiec i jedna dziewczynka, po chwili biegu chłopcy zazwyczaj oddalali
                się dość sprawnie od swojej 'partnerki'.
                I tu zaczyna się przygoda mojego startu - otóż tak jak inni wystartowałem z
                jakąś koleżanką. Naturalnie spodziewałem się że bez problemu ją 'odsadzę'... no
                i lekko ją wyprzedziłem. Biegnę sobie i biegnę, ale niestety nie mogę jej
                zgubić z oczu. Biegłem zestresowany i tak się na nią oglądałem, że wpadłem na
                korzeń i wywinąłem orła :))) W końcu udało mi się dobiec do mety przed nią, ale
                jak się potem okazało mój wynik nie był żadnym osiagnięciem wśród chłopców, a
                ta koleżanka wygrała wśród dziewczyn...
                to się nazywa mieć niefart ;-)

                ralston napisał:

                > Też chodziłem na spotkania zuchów a później harcerzy. Drużynową była niejaka
                > Tabaza. Pamiętam jakiś zlot na terenie wojskowej strzelnicy na Szybie -
                jakieś
                > zawody z bieganiem i strzelaniem z wiatrówki, opatrywaniem sztucznych ran i
                > takie tam. Na koniec była wojskowa grochówka z chlebem. Ależ to wtedy
                > smakowało...
                • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 18.02.05, 13:17
                  Dobrze Ci się kojarzy. Miała czarny warkocz i śniadą cerę. W ogóle ładna
                  dziewczyna z niej była.
                  Co do zawodów, to pewnie mówimy o innych. Bo w tych, które pamiętam chyba
                  raczej dziewczyny biegały osobno. W męskim biegu było jeszcze dodatkowo
                  strzelanie z wiatrówki. Za każde pudło było dodatkowa karna runda wokół
                  chorągiewek. Pamiętam jak kolega, który świetnie biegał - strzelał na czas nie
                  na celność i potem prędziutko trzy karne rundki i i tak był pierwszy :)
                  • luego Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 18.02.05, 15:48
                    Wiecie co? trzeba to bedzie kiedys wydac w formie drukowanej :)) Bedzie jak
                    znalazl na dlugie zimowe wieczory dla tych, co jeszcze lubia papier a nie tylko
                    internet. No przeciez to wszystko po prostu boskie jest!!! :)
                    Lu
                  • kacperelcki Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 20.02.05, 21:46
                    Tabaza oczywiscie pamietam. To byla fajna dziewczyna. Gdzie teraz podziewa sie
                    ta pieknosc? Bylem z nia kiedys na zlocie. Podobno pozniej pracowala w
                    Komendzie Hufca???

                    Kacper
            • kacperelcki Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 22.02.05, 18:53
              Ten masywny konserwator nazywal sie Rysiek. Dzieci krzyczaly za nim bysiek. On
              wtedy bardzo denerwowal sie. Podobno byl zamieszany w ta afere z nauczycielem
              od ZPT Kazikiem.

              Kacper
              • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 23.02.05, 09:41
                :))) Na szczęście nie byłem w jego (Kazika) typie...
                • marcotills Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 23.02.05, 13:19
                  ralston napisał:

                  > :))) Na szczęście nie byłem w jego (Kazika) typie...
                  --
                  a ja, na szczęście chodziłem do jedynki;-)
    • ralston Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 18.02.05, 16:50
      Nie wiem, czy już może o tym nie było gdzieś wcześniej, ale najwyżej się
      powtórzę. Jest tu jeszcze ktoś, kto uczęszczał może na kółko strzeleckie z Herr
      Kaliną? Jeździło się ze starym kabekaesem i kilkoma paczkami amunicji, do tego
      czasem jakaś wiatrówka, na strzelnicę na Szybę. Tam się odbywały albo
      ćwiczenia albo czasem międzyszkolne zawody. Raz nawet udało mi się je wygrać i
      dostałem później na koniec roku złotą odznakę sprawności obronnej. "Złoto" z
      niej, co prawda zeszło po roku, ale do dziś jeszcze gdzieś się wala w
      szufladzie :) Żeby móc chodzić na strzelanie trzeba się było zapisać do Ligi
      Obrony Kraju. Teraz się zastanawiam, czy w związku z tym nie ma mnie na liście
      Wildsteina, jako tajnego współpracownika ustroju ;)
      • mrozosia Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 21.02.05, 05:15
        Czytalam i czytalam, i wreszcie cos napisze.

        Moje lata bardzo mlodziencze to falowec na Sikorskigo na przeciwko budowlanki.
        Bawilam sie za obecna Laguna. Dziewczynki robily "sekrety", czyli kompozycje z
        kwiatow, pazlotka pod kolorowym szkielkiem, ktore sie przkrywalo ziemia i
        zaznaczalo miejesce kamieniem. A po jakims czasie szukalo tych miejsc i
        delektowlo artyzmem kompozycji. Niestey wiekszosc tych dziel nie mialo dlugiego
        zywota, bo chlopacy lazili za dziwczynami, i za punkt honoru brali sobie
        niszczenie babskich sekrecikow.
        Poza tym gralam w "noza" w piaskownicy w przedszkolu nr 6 przy falowcu. Oj,
        mojej babci zginely chyba wszystkie noze z kompletu. ;-)) Gra w wojne...wydaje
        wojne przeciwko pifko.....

        Jazda "figurowa" na lyzwach na lodowisku na stadionie. Ostrzenie lyzew w
        stadionowej kanciapie, i muzyka z megafonow ;-D

        Zjazdy na sankach, butach i tylku z gorki w przdszkolu nr 6. Pamietam jaka
        kiedys ta gooora wydawala mi sie ogromna!!!!!!!!!!!!!!!!!

        A z pozniejszych doswiadczen: Lawka Zakochanych nad jeziorem za ul. Piekna...

        Pozdrawiam!!

        I wspominajcie , bo pieknie wspominacie.


        ps. Tez uczylam sie w SP2 i to w najgorszej klasie "E". Pamietam, ze w V klasie
        w WC na pierwszym pietrze chlopaki popijali sobie wodeczke...jeden z nich nosil
        bardzo swietobliwe nazwisko i siedzial w piatej kl. po raz enty... he!
        • mkplus Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 21.02.05, 08:19
          Tak a propos "sekretow" to przypomnialo mi sie podworko mojej babci (rog Wojska
          Polskiego i Mickiewicza), gdzie spedzilam swoje upojne dziecinstwo i fontanna,
          wprawdzie raczej nieczynna, do ktorej chlopcy wrzucali karbid. Zapach nie do
          zapomnienia.

          No i druga fontanna, w parku przed SP 1 i SP 2, która była chyba obowiązkowym
          obiektem do szkicowania, rysowania i malowania na plastyce (przymajmniej w 2).

          Aha, a z gier i zabaw to była jeszcze "czerwona lampa..." i niezmordowany
          trzepak...

          A czy pamiętacie czasy, kiedy młodsze klasy w 2 uczyły się przy 1-go Maja (tak
          się chyba ta ulica nazywała), a dopiero od 4 klasy przenosiły się do czerwonego
          budynku (oczywiście były to czasy zanim powstał nowy budynek z tyłu szkoły).
          • mrozosia Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 22.02.05, 01:40
            Pamietam czasy nauki w filii SP2 przy ul . 1-wszego Maja, bo sie tam uczylam.
            Tylko wybrane klasy pobieraly nauki w glownym budynku.( czytaj: klasy z dziecmi
            elckich prominentow, itp).Ale wowczas nikt z dzieciakow sie tym nie
            przejmowal ;-))

            Pozdro!!!
            • kacperelcki Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 22.02.05, 18:40
              Przy ulicy 1-go Maja byla filia SP2. Zajecia mialy tam mlodsze klasy ze wzgledu
              na brak odpowiedniej ilosci pomieszczen w budynku glownym. Dyrektorem czy
              koordynatorem tej filii SP2 byla pani Zinczuk. Natomiat dyrektorem calej SP2
              byl pan Hawrus. Czlowiek energiczny, niskiego wzrostu, silna osobowosc. Umial
              zaprowadzic porzadek i dyscypline. Uczyl fizyki. na lekcjach u niego bylo
              slychac jak mucha przeleci. Nie bylo mowy zeby ktos nie uwazal albo rozmawial.
              Najgorzej bylo jak oddawal sprawdzone kartkowki. Jesli ktos napisal na 2 lub 3
              zostawal po lekcjach i musial uczyc sie. Po godzinie lub 2 godzinach odsiadki
              przepytywal delikwentow. Albo jak ktos nie wiedzial czegos na lekcji tez
              zostawal po lekcjach. Zdarzalo sie, ze polowa klasy musiala zostawac po
              lekcjach.

              Kacper
              • mobb Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 22.02.05, 20:18
                Myslałem że to tylko ja mam sklerozę,bo czasem jak coś tu piszę to obawiam się
                że już to kiedyś napisałem.

                Ale Ty Nowak masz sklerozę jak cholera, już nas raczyłeś tymi swoimi szkolnymi
                sensacjami, a teraz je powtarzasz...

                A co na to mama ??? Piszesz spod kołdry ?

                kacperelcki napisał:

                > Przy ulicy 1-go Maja byla filia SP2. Zajecia mialy tam mlodsze klasy ze
                wzgledu
                >
                > na brak odpowiedniej ilosci pomieszczen w budynku glownym. Dyrektorem czy
                > koordynatorem tej filii SP2 byla pani Zinczuk. Natomiat dyrektorem calej SP2
                > byl pan Hawrus. Czlowiek energiczny, niskiego wzrostu, silna osobowosc. Umial
                > zaprowadzic porzadek i dyscypline. Uczyl fizyki. na lekcjach u niego bylo
                > slychac jak mucha przeleci. Nie bylo mowy zeby ktos nie uwazal albo
                rozmawial.
                > Najgorzej bylo jak oddawal sprawdzone kartkowki. Jesli ktos napisal na 2 lub
                3
                > zostawal po lekcjach i musial uczyc sie. Po godzinie lub 2 godzinach odsiadki
                > przepytywal delikwentow. Albo jak ktos nie wiedzial czegos na lekcji tez
                > zostawal po lekcjach. Zdarzalo sie, ze polowa klasy musiala zostawac po
                > lekcjach.
                >
                > Kacper
                • manio15 Re: najfajniejsze albo najdurniejsze ełckie dziec 22.02.05, 21:56
                  gratuluję obywatelskiej czujności ! Klon namierzony , zatopiony.
                  Upór godny lepszej sprawy , jak by powiedział niejeden ...
                  ale temu lepiej pasuje niemieckie "einmal ist keinmal" , albo coś o świni i
                  deszczu ?

                  st.śledczy manio-pies

                  p.s. jak DLA mnie to Kazik go zdradził

                  mobb napisał:
                  > Myslałem że to tylko ja mam sklerozę,bo czasem jak coś tu piszę to obawiam
                  się
                  > że już to kiedyś napisałem.
                  >
                  > Ale Ty Nowak masz sklerozę jak cholera, już nas raczyłeś tymi swoimi
                  szkolnymi
                  > sensacjami, a teraz je powtarzasz...
                  >
                  > A co na to mama ??? Piszesz spod kołdry ?
                  >
                  > kacperelcki napisał:
                  >
                  > > Przy ulicy 1-go Maja byla filia SP2. Zajecia mialy tam mlodsze klasy ze
                  > wzgledu
                  > >
                  > > na brak odpowiedniej ilosci pomieszczen w budynku glownym. Dyrektorem czy
                  >
                  > > koordynatorem tej filii SP2 byla pani Zinczuk. Natomiat dyrektorem calej
                  > SP2
                  > > byl pan Hawrus. Czlowiek energiczny, niskiego wzrostu, silna osobowosc. U
                  > mial
                  > > zaprowadzic porzadek i dyscypline. Uczyl fizyki. na lekcjach u niego bylo
                  >
                  > > slychac jak mucha przeleci. Nie bylo mowy zeby ktos nie uwazal albo
                  > rozmawial.
                  > > Najgorzej bylo jak oddawal sprawdzone kartkowki. Jesli ktos napisal na 2
                  > lub
                  > 3
                  > > zostawal po lekcjach i musial uczyc sie. Po godzinie lub 2 godzinach odsi
                  > adki
                  > > przepytywal delikwentow. Albo jak ktos nie wiedzial czegos na lekcji tez
                  > > zostawal po lekcjach. Zdarzalo sie, ze polowa klasy musiala zostawac po
                  > > lekcjach.
                  > >
                  > > Kacper
    • marcotills Przejażdżka rowerem po chodniku... 22.02.05, 16:23
      To było w maju.Miałem wtedy dziesięć lat.W ten piękny majowy dzień wsztstko
      mi "wychodziło", w szkole dostałem dwie "piony", od Mamy dostałem 2,40 na loda,
      starszy brat po powrocie z pracy dał mi pojeździć (dwie godz.!)na swoim dużym
      "męskim" rowerze marki "Ukraina", jednym słowem pełnia szczęścia:)
      Bujnąłem się z górki od strony starych zakładów mięsnych, chodnikiem ulicy
      Dzierżyńskiego w dół, w kierunku ulicy Mickiewicza. Miało się już "pod wieczór"
      więc trotuar był pusty, ale nie zupełnie, ponieważ nagle, ze zgrozą, zauważyłem,
      że środkiem trotuaru idzie zataczając się pijany karzeł - zegarmistrz, który na
      Dzierżyńskiego mieszkał i właśnie po "pifku" wracał do domu...
      Miałem pecha bo akurat pojawił się w miejscu, gdzie nie mogłem go już ominąć,
      a niechcąc wpaść na niego zderzyłem się z kioskiem "RUCH" w tym miejscu:(
      Spadłem "klejnotami" na ramę roweru tak, że z bólu mało dzwonka nie odgryzłem...
      Sytuacja jak z filmu Felliniego:
      niedorostek wyjący z bólu na ramie roweru "wbitego" w bok kiosku, pijany karzeł
      rechoce ze śmiechu, a z kiosku wyskakuje kulawy kioskarz z wielką laską w ręku,
      niechybnie chcący uderzyć tą laską młokosa;-)))
      Cudem udało mi się uniknąć razów tej lachy, "dałem kitę" tak szybko, że sam
      później się dziwiłem jak ja to zrobiłem...
      Prawdziwe jest przysłowie: "Nie chwal dnia przed zachodem słońca"...
      Ahoj!
      • manio15 Re: Przejażdżka rowerem po chodniku... 22.02.05, 22:12
        marcotills napisał:

        > To było w maju.Miałem wtedy dziesięć lat.W ten piękny majowy dzień wsztstko
        > mi "wychodziło", w szkole dostałem dwie "piony", od Mamy dostałem 2,40 na
        loda,
        o to Mama miała gest !! podwójny z waflem !!!! ja zawsze dostawałem tylko
        1.20 , ale byłem najstarszy i taki ma zawsze mniej niz pędraki :(((


        > starszy brat po powrocie z pracy dał mi pojeździć (dwie godz.!)na swoim dużym
        > "męskim" rowerze marki "Ukraina", jednym słowem pełnia szczęścia:)
        > Bujnąłem się z górki od strony starych zakładów mięsnych, chodnikiem ulicy
        > Dzierżyńskiego w dół, w kierunku ulicy Mickiewicza. Miało się już "pod
        wieczór"
        > więc trotuar był pusty, ale nie zupełnie, ponieważ nagle, ze zgrozą,
        zauważyłem
        > ,
        > że środkiem trotuaru idzie zataczając się pijany karzeł - zegarmistrz, który
        na
        > Dzierżyńskiego mieszkał i właśnie po "pifku" wracał do domu...
        > Miałem pecha bo akurat pojawił się w miejscu, gdzie nie mogłem go już ominąć,
        > a niechcąc wpaść na niego zderzyłem się z kioskiem "RUCH" w tym miejscu:(
        > Spadłem "klejnotami" na ramę roweru tak, że z bólu mało dzwonka nie
        odgryzłem..
        > .
        > Sytuacja jak z filmu Felliniego:
        > niedorostek wyjący z bólu na ramie roweru "wbitego" w bok kiosku, pijany
        karzeł
        >
        > rechoce ze śmiechu, a z kiosku wyskakuje kulawy kioskarz z wielką laską w
        ręku,
        > niechybnie chcący uderzyć tą laską młokosa;-)))
        > Cudem udało mi się uniknąć razów tej lachy, "dałem kitę" tak szybko, że sam
        > później się dziwiłem jak ja to zrobiłem...
        > Prawdziwe jest przysłowie: "Nie chwal dnia przed zachodem słońca"...
        > Ahoj!

        ja jako najstarszy uczyłem młodsze rodzeństwo jazdy na rowerze. Był to rower
        marki "Żabka" , który miał tą wadę że nie miał hamulca "w pedałach" tylko
        ręczny w postaci takiej stopki naciskającej przednią tylko oponę. Skuteczność
        takiego hamulca była żadna, ale jeźdźcy początkujący to i prędkości marne, i
        trasy łatwe. Uczyłem braciszka jazdy trzymając rower za kij włożony za
        siodełkiem , puszczałem go jak łapał równiowagę i chwytałem gdy tracił. W
        pewnej chwili "zajarzył"! Upojony wolnością popędził jak szalony ul. 6-go
        kwietnia wzdłuż Placu Wolności. Na wysokości bramy Ogólniaka wyrosła nagle
        przed nim Wielka Kobita z Siatami. Ponieważ hamulce były marne, a nie nauczyłem
        jeszcze młodego adepta jazdy slalomem , młodzieniec wylądował między nogami ,
        głową trafiając dokładnie w dupę jejmości. Normalnie dałbym pewnie drapaka, ale
        brat to brat. Musiałem go pozbierać , otrzeć łzy . Nie znalazłem zrozumienia u
        babiny i jej reakcję pominę jako nie wartą wspomnień ( Chamstwu w życiu...).
        I niestety nie ma w tym nic filmowego , zwykła codzienność , która jednak
        nauczyła mnie że hamulce zawsze muszą być absolutnie niezawodne. I to nie tylko
        te w pojazdach.

        instruktor manio
        • luego Re: Przejażdżka rowerem po chodniku... 23.02.05, 14:06
          O matko jedyna :)))))))))))) hahahahahahahah!!! znaczy, to wcale nie jest
          smieszne... :)
          Taaak.. tez kiedys mialam rower bez hamulcow. Gdy pewnego dnia zjezdzalam z
          piaskowej drogi w jakims lesie, a z naprzeciwka nadjechala ciezarowka,
          wzbijajac tumany kurzu, jedynym ratunkiem okazalo sie wjechanie (z tzw.
          koziolkowym podrygiem) prosto w krzaczory pokrzyw. Po tym zdarzeniu sie
          zbuntowalam i zazadalam roweru z hamulcami.
          Lu
          • ralston Przejażdżka rowerem nad rzeką 23.02.05, 16:52
            Jak już jesteśmy w tematach rowerowych, to wszystkie tu opisywane wyczyny pobił
            mój brat, który na dziecinnym rowerku wjechał prosto do rzeki. Jechali z drugim
            bratem nadbrzeżem, koło obsuneło się ze skarpy a brak hamulców nie pozwolił
            zatrzymać maszyny. W pozycji pionowej wjechał więc prosto do wody. Drugi brat
            rzucił się go ratować, ale że też nie umiał pływać, skutek był mizerny. Strach
            pomyśleć co by było, gdyby nie dwaj panowie w delegacji, którzy rozpijali w
            krzaczorach dobre wino produkcji krajowej. Wyciągnęli obu i odholowali do domu.
            Oczywiście ochrzan zebrał się mi, że nie pilnuję gdzie się braciaki włóczą...
        • mrozosia Re: Przejażdżka rowerem po chodniku... 23.02.05, 17:00
          Hahahahahahahahahahahahahahahhahhahhahahha ;-D
          dawno sie tak nie usmialam, wspaniale wspomnienie, hahahhahahahah
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka