macoofka
03.09.08, 11:47
Mamy z mężem poważny problem natury moralnej...
Syn chodzi do szóstej klasy. Jako jedyny w całej szkole (!) nie uczęszcza na
lekcje religii, i muszę tu zaznaczyć, że nie był z tego powodu nigdy gorzej
traktowany. No, może irytujące jest to, że religia wypada zawsze w środku
lekcji, i syn wtedy musi siedzieć u woźnego... Ale mniejsza z tym, nie o to
chodzi.
Do nauki języka polskiego nauczycielka (wychowawczyni) wybrała książkę Hanny
Dobrowolskiej "Jutro pójdę w świat". Dokładnie ten podręcznik wczoraj
obejrzałam, przy okazji pisania przez dziecko recenzji na jego temat.
Przyznaję, treść książki wzbudziła we mnie bunt, zażenowanie, i, nie waham się
użyć tego słowa - obrzydzenie. Cały jeden rozdział jest poświęcony religii.
Nie RELIGIOM, nie ich poznawaniu, ale jednej religii, katolickiej. Rozumiemy,
że większość ludzi w Polsce jest wyznania rzymskokatolickiego, szanujemy ten
wybór. Co jednak z ludźmi, którzy są innego wyznania, bądź - tak jak my - są
niewierzący? Dlaczego moje dziecko ma być na lekcji języka polskiego
indoktrynowane katolicyzmem? W treści książki znalazły się takie pozycje, jak
wiersze "Biblio, ojczyzno moja", przypowieści o stworzeniu świata, grzechu
pierworodnym, Kainie i Ablu, opisywanie czym jest Pismo Święte, opowieści i
legendy biblijne,wierszyki o klasówce z religii, i wiele innych. Nie rozumiem
także, co w podręczniku literatury robi żałosna twórczość Jana Pietrzaka (Żeby
Polska i inne). Szczytem jest umieszczenie ogłoszenia akcji Świętuję NIEdzielę.
Nie godzimy się na taką treść podręcznika. Przypominam, to książka do języka
polskiego, nie do religii. Co możemy zrobić, do kogo się zwrócić? Nie chcemy
wywołać żadnego skandalu, nie chcemy na złość innym toczyć wojny z Kościołem.
Chcemy tylko, żeby syn był uczony literatury, a nie wypocin Pietrzaka czy
przypowieści religijnych. Jak powinniśmy postąpić?
Będę wdzięczna za wszystkie mądre rady.