maliana 30.01.09, 19:02 Jak w temacie, znacie przypadki wyleczenia się z chadu? czy na te chorobe i branie leków na główke jestesmy skazani do konca zycia ? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
nowako-wa Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 30.01.09, 20:30 Widzę ,że takich przypadków jest mało. Mój nazwijmy długą remisją, bo nikt nikomu nie da gwarancji, że choroba nigdy nie powróci. Od 10 miesięcy mam spokój, od 5 nie zażywam leków i czuję się normalnie, czyli w stosunku do minionego okresu wspaniale. Umiem się cieszyć z drobiazgów, mam dystans do życia, nie prześladują mnie depresyjne myśli, podejmuje normalnie obowiązki. A było ze mną bardzo żle, myślałam ,że tak będzie do końca życia, wypróbowałam chyba połowę dostępnych leków. Kiedy nic nie pomagało uwierzyłam ,że tylko Bóg może mi pomóc.Początkowo nic się nie zmieniło.Powiedziałam tak: Boze jesli twoją wolą mam być chora, to będę pokornie znosić to cierpienie, ale jeżeli twoją wolą jest moje uzdrowienie proszę o to i zaczęłam żyć ,nazwijmy to pobożnie. Moje życie całkowicie się zmieniło.Najpierw nastąpiło uzdrowienie duchowe, otrzymłam optymizm,że wszystko będzie dobrze. Było na tyle dobrze,że zdecydowałam się na ciąże (4 m-ce).Najważniejsze ,że dziś się nie lękam o przyszłośc, mam w końcu upragniony spokój wewnętrzny.Na resztę nie mam żadnej gwarancji... Podstawą wyleczenia jest wiara,że można się wyleczyć, już samo takie myślenie dostarcza skrzydeł- przynajmniej u mnie zadziałało... Moja mama miała 4 lata temu usuniętą nerkę z 4 cm złośliwym guzem i do dzisiaj jest OK, a umrze może na zawał... Odpowiedz Link
maliana Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 30.01.09, 20:47 Kiedy nic nie pomagało uwierzyłam ,że > tylko Bóg może mi pomóc. Tak jest i ze mną. Dziękuję za odpowiedź Odpowiedz Link
dr.zabba Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 30.01.09, 21:22 Nowako-wa, ciekawi mnie Twoja decyzja o ciąży. 10 miesięcy to nie jest długa remisja... Jak długo masz rozpoznany ChAD? Jak długo bierzesz leki? Ile miałaś epizodów? Wścibska jestem, ale ja też wcisnęłam ciążę w pewien okres bez leków, wynikający raczej z braku wiary w postawioną diagnozę, niż faktycznej remisji. Przypłaciłam to dwiema ciężkimi depresjami (jedna w ciąży) i niewielką hipomanią (która mnie nie uskrzydla, tylko powoduje brak snu i silny niepokój). Teraz biorę masę leków i prędko ich nie odstawię. Życzę Ci i Twojemu Dziecku jak najlepiej. Dla mnie zabójczy był progesteron, a musiałam go jeszcze dodatkowo brać przez pierwsze 20 tygodni. Skoro u Ciebie do tej pory nic, to pewnie już nic złego się nie wydarzy. *** Ja przeżywam kryzys wiary... Noc ciemną, pustynię... I to właśnie pośrednio przez chorobę. Wiem, że ChAD "dany jest mi jak oścień dla ciała" i w pełni go akceptuję. Ale musi się przebudować moje podejście do wiary, zmienić narzędzie, które w niej uczestniczy. Do wybuchu choroby moja wiara była "magiczna". Wierzyłam, że Bóg podejmuje decyzje w moim życiu. Że uleczył mnie z pierwszej depresji. Że chroni mnie przed moimi własnymi niedoróbkami, niedociągnięciami. W manii wydawało mi się, że biorę udział w ogromnej walce złego z dobrym, że atakuje mnie szatan, a ja przy wydatnej pomocy Maryi i aniołów (które zdarzało mi się widzieć) bronię przed nim moją rodzinę. Zaakceptowanie choroby, podjęcie decyzji o leczeniu i przebudowanie naszego (rodzina) życia według zasad rządzonych przez ChAD, wymagało zmiany sposobu pojmowania Boga i Jego opatrzności. Uczę się wierzyć rozumem: trzeba się leczyć, a nie nie leczyć i wierzyć, że w cudowny sposób kolejny epizod choroby się nie zdarzy. Rozum, to przepiękne narzędzie dane człowiekowi przez Boga. Wiara wymyka się spod rozumu... I stąd ta noc ciemna... Tysiące wątpliwości i noc... Odpowiedz Link
awanturka "CHAD a wiara" 31.01.09, 11:52 Warto by kiedyś założyć wątek "ChAD a ewolujca mojej wiary. Oj dużo by się napisało na ten temat, dużo... Ja w głębokiej depresji mam poczucie, że Bóg mnie skrzywdził, mam ogromny żal do Boga, zarzucam mu, że nic go nie obchodzi moje cierpienie, poddaję w wątpliwość, czy rzeczywiście jest miłością... W remisji próbuję przyjąć to moje naznaczone CHAD-em życie i wierzyć, że ma ono to jakiś sens... Odpowiedz Link
dr.zabba Re: "CHAD a wiara" 31.01.09, 20:37 Wróćmy do tego kiedyś koniecznie. Ciekawe ilu chrześcijan jest na forum. Ja w depresji mam zupełnie inaczej: Bóg jest, istnieje, kocha mnie... tylko mnie nie ma, nie jestem w stanie przyjąć Jego Miłości, choć trochę odwzajemnić. I to powoduje poczucie winy... Drogie Żabki (), Wasze życie ma ogromny SENS! Spadam bo mi dziś wysiadł kręgosłup i muszę koniecznie się położyć. Odpowiedz Link
maliana Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 31.01.09, 15:22 nowako-wa napisała: Kiedy nic nie pomagało uwierzyłam ,że > tylko Bóg może mi pomóc.Początkowo nic się nie zmieniło.Powiedziałam > tak: Boze jesli twoją wolą mam być chora, to będę pokornie znosić to > cierpienie, ale jeżeli twoją wolą jest moje uzdrowienie proszę o to > i zaczęłam żyć ,nazwijmy to pobożnie. Moje życie całkowicie się > zmieniło.Najpierw nastąpiło uzdrowienie duchowe, otrzymłam > optymizm,że wszystko będzie dobrze. A powiedz, jesli mozesz, co oznacza, że zaczęłaś żyć pobożnie, jak zyłaś wcześniej, i czy zmiana ta byla gwaltowna. Przepraszam za ewentualna nielogicznosć postu, ale potwornie boli mnie dzis głowa. Dziękuję Odpowiedz Link
dr.zabba Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 30.01.09, 20:54 Choroby afektywnej dwubiegunowej nie można wyleczyć w ścisłym tego słowa znaczeniu. To rozpoznanie zostaje na zawsze. Przy zmianie lekarza, przyjęciu do szpitala raczej nazwę choroby trzeba podać, żeby nie zaszkodzili swoim leczeniem. Mi lekarz powiedział, że o odstawieniu leków można myśleć dopiero po kilku latach remisji, a i to ostrożnie. Odpowiedz Link
nowako-wa Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 30.01.09, 21:24 u mnie ciąza zadecydowała o odstawieniu leków, ale biorąc leki byłam otępiała, a nie normalna.Po drugie doświadczenie choroby zmienia człowieka do końca życia, jednak optymizm jest możliwy. Same leki choroby nie wyleczą, jedynie wspomogą, trzeba sięgnąć głębiej w swoją psychikę... Odpowiedz Link
stardusts Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 31.01.09, 00:34 tez mam powazny problem z wiara....moje podejscie rowniez wynikajace z poczucia hmmm lubie jak cos sie dzieje doprowadzilo mnie na skraj i hmmm zwiazanie sie z nieodpowiednimi ludzmi.....teraz jestem w stanie "nie wiem".....sorrki za zwierzenie....wiecej nie jestem w stanie powiedziec. Taka dygresja.... Odpowiedz Link
ditta12 Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 31.01.09, 02:22 stardusts napisała: > hmmm lubie jak cos sie dzieje < To jest niezle motto tej "choroby".Zgadzam sie całkowicie co do tegoTeż lubię. Odpowiedz Link
matrioszka42 Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 12.02.09, 12:32 Mam remisję, bo się leczę i dobrze dobrano mi leki. Nie wierzę w cuda i cudowne uzdrowienia. Nie wierzę w boga, ani tego ani jakiegokolwiek innego. Zadne siły wyzsze nie zesłały na mnie choroby, żadna mnie nie uleczy. Wierzę w medycyną konwencjonalną. Li i jedynie! Odpowiedz Link
beatrix-kiddo Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 12.02.09, 12:46 Osobiście nie znam. Mój psychiatra twierdzi, że możemy jedynie dążyć do wieloletniej remisji, kiedy będę tylko brała stabilizator nastroju i nic poza tym (tak jak biorę hormony tarczycy i wiem, że to do końca życia). Jak mówi mój psychia, ChAD jest nieuleczalny. Ja osobiście przestałam się tym wszystkim przejmować, póki mnie nie buja i póki nie zjadam tynku ze ściany w depresji, to reszta mi lotto. Na razie wciąż potrzebuję dużej dawki antydepa (Chad typ II z przewagą depresji). Grunt to pogodzić się ze stanem faktycznym, a potem można żyć normalnie. Odpowiedz Link
wolfskin78 Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 20.02.09, 22:53 beatrix-kiddo napisała: > Grunt to pogodzić się ze stanem faktycznym, a potem można > żyć normalnie. wlasnie wylalas mi kubel zimnej wody na glowe. dziekuje Odpowiedz Link
beatrix-kiddo Re: wyleczył się ktos z tego, wiecie ? 21.02.09, 11:56 Nie chciałam. Sorki. No ale naprawdę, jak się przestaniesz miotać i będziesz grzecznie jeść leki, to możesz w miarę normalnie funkcjonować - takie było przesłanie - więc jednak jakiś optymizm tam był, Wolfskinie. Odpowiedz Link