Gość: mafka
IP: *.org / *.crowley.pl
16.12.03, 17:13
Cześć.Zaglądałam tu często, odpisywałam od czasu do czasu ale nie narzucałam
się ze swoimi radami bo czułam, że jestem trochę widzem spraw, dramatów
które się tu rozgrywają..Poza tym mam już jedno dziecko i wydawało mi się,
że z drugim też będzie tak łatwo.W wątku Wtórna Niepłodność wspominałam, że
nie mogę trafić na kompetentnego lekarza, aż do dziś....Wiecie co-wydawało
mi się ,że to lepiej gdy będę świadoma o co chodzi (staramy się
bezskutecznie od roku) a teraz wcale już nie jestem pewna czy dobrze się
stało.Mogłam jeszcze żyć złudzeniami, że będzie ok.A tymczasem-mam przed
sobą usg, moje jajniki wyglądają jak kiście winogron, sprawa nie pozostwia
wątpliwości.A ja tak wiele obiecywałam sobie po tym cyklu...Myślałam, że
wreszcie w nadchodzące Święta powiemy dobrą nowinę...A tymczasem-mam już
gdzieś to świętowanie, cały cyrk-leżę, gapię się w badania i beczę.Dobrze,
że Mała u dziadków.Niby jest plan-wszystko wiem(kiedy badania,monitoring
itd) ale zamiast winszować sobie, że ruszam do przodu totalnie mnie to
zdołowało.Czuję jakby wagon ze złymi wiadomościami wysypał się na mnie...do
tego wyrzuty sumienia, gdy przypomnę sobie jak wpieniona byłam 6 lat temu
widząc dwie kreski na teście...A to niezwykły "fuks", że zaszłam wtedy w
ciąże.Cholera, jakoś nie mogę się pozbierać.Czuję się jakaś uszkodzona,
niepełnowartościowa.Gdy czytałam o Was, nigdy tak nie pomyślałam a dla
siebie jestem surowa i mam samej siebie dosyć....Mąż w pracy do wieczora,
nawet nie wiem czy chcę mu o tym wszystkim mówić...Ożenił się z
ćwierćkobietą...Przepraszam, wiem że też macie swoje problemy ale gdzieś
musiałam upuścić tej goryczy...Dlaczego?Dlaczego?Wracam do moich badań i
chusteczek.