ignorant11
03.02.06, 19:03
Sława!
Wielki Mur Rosyjski - futurologia
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,3142699.html
Borys Tumanow 01-02-2006, ostatnia aktualizacja 01-02-2006 20:42
Felieton Borysa Tumanowa
Gdy poleciały w dół światowe ceny ropy, Rosja przez jakiś czas próbowała -
bez powodzenia - handlować na światowych rynkach nowoczesnymi technologiami w
dziedzinie energetyki i samochodami Kniaź Swiatogor. Potem przycichła.
Oficjalna wersja brzmiała: Rosja się koncentruje.
A tymczasem fundusze państwa topniały w oczach. Skarb ostatecznie opustoszał
po zakończeniu budowy kompleksu architektonicznego w pierwszą rocznicę
zwycięstwa Rosji nad Ukrainą w wojnie gazowej z lat 2005-06 i monumentalnego
pomnika suwerennej demokracji według projektu Zuraba Cereteli. Rzeczywiste
rozmiary katastrofy finansowej stały się jasne, gdy Kreml zaproponował
Michaiłowi Chodorkowskiemu natychmiastowe wykupienie firmy Juganskneftiegaz
za taką samą cenę, jaką w swoim czasie Roman Abramowicz zapłacił za Sibnieft.
Nachodziły ciężkie czasy. "Wielka Siódemka" stała się "Wielką Dziesiątką",
poszerzywszy się o Chiny, Indie i Brazylię. Prezydent Rosji na szczyt G-10
już nie jeździł, gdyż Rosję usunięto z tego forum. Według wersji oficjalnej w
związku ze spadkiem zapotrzebowania na surowce energetyczne dalsza obecność
Rosji w klubie państw ekonomicznie rozwiniętych straciła sens. W
rzeczywistości zachodni przywódcy obrazili się na rosyjską telewizję, która
tuż przed szczytem w Sankt Petersburgu zaczęła bezsensownie tłumaczyć, że
państwa Wielkiej Siódemki osiągnęły swój dzisiejszy dobrobyt wyłącznie dzięki
okrutnej eksploatacji krajów rozwijających się i zmuszaniu ich do przyjęcia
euro lub dolara.
Otoczona wrogami łapczywie spoglądającymi na jej bogactwa naturalne,
zazdrosnymi o jej duchowość, świętość, samoistność i wszelkie inne cnoty,
Rosja czuła się bezbronna wobec zewnętrznego zagrożenia. W istocie chodziło o
przetrwanie państwa gotowego upaść w ślad za gospodarką narodową, lub też
stać się ofiarą zagranicznej agresji.
Na początek przywrócono kalendarz juliański w celu zdezorganizowania
działalności zagranicznych wywiadów i agentów wpływu, co jednak nie
przyniosło oczekiwanych efektów. Może tylko prawosławni zaczęli więcej pić na
Nowy Rok.
Na Kremlu wciąż uparcie łamano sobie głowy nad sposobem ocalenia kraju. I,
jak to już niejednokrotnie bywało w dziejach naszej umęczonej ojczyzny,
rozwiązanie znalazło się, gdy rządzący naszym państwem zwrócili uwagę na
historyczne doświadczenia cywilizacji wschodnich - przede wszystkim Chin.
Tak zrodził się projekt Wielkiego Muru Rosyjskiego.
***
Kreml był przekonany, że ta budowla uchroni Rosję nie tylko przed rządami
obcych i "pomarańczową dżumą", ale też wędrownymi ptakami (czyli także przed
ptasią grypą), watykańskim prozelityzmem, nielegalną migracją i
międzynarodowym terroryzmem. Poza tym stanie się niepokonaną zaporą na drodze
uciekających kapitałów i emigrujących mózgów.
Mur budowano wspólnymi siłami za składkowe pieniądze, zupełnie jak w czasach
najazdu Polaków. Dla większej pewności zbudowano go na granicy wokół całej
Federacji Rosyjskiej. Z przyczyn obiektywnych wznoszono go głównie z drewna.
Tam, gdzie na to pozwalały warunki naturalne, gromadzono bryły lodu lub
umacniano zbocza gór.
Na początku nie obyło się bez komplikacji. Nie wiedzieć skąd pojawili się
Czeczeńcy, kiedy zrozumieli, że mur oznacza koniec ich separatyzmu. To znów
Tatarzy zaczęli coś mówić o lekceważeniu ich suwerenności narodowej.
Czeczeńców trzeba było po ojcowsku trochę zbombardować. Tatarom pozwolono
zbudować dokoła ich republiki własny, suwerenny płot - i wewnątrz kraju
zapanował spokój.
Trudniej było z sąsiadami. Na Morzu Ochockim trzeba było otoczyć pontonami
wszystkie Wyspy Kurylskie, żeby raz na zawsze odgrodzić się od pretensji
Japonii. Utopiono w tym niezłe pieniądze.
Istniała nadzieja, że zaoszczędzimy trochę na chińskim odcinku granicy.
Przypominając o strategicznym partnerstwie w wielobiegunowym świecie, długo
namawiano Chiny, aby włączyły swój Chiński Mur w system umocnień Wielkiego
Muru Rosyjskiego. Pekin w końcu wyraził zgodę, ale w zamian zażądał zgody na
wpuszczenie do Wschodniej Syberii i Przymorza 500 tys. Chińczyków. W
rezultacie trzeba było zbudować częstokół wzdłuż brzegów Amuru.
Żeby nie pokłócić się z Kim Dzong Ilem, na odcinku oddzielającym Rosję od
Korei Północnej pozostawiono w murze specjalną dziurę dla pociągu pancernego,
gdyż koreański przywódca nadzwyczaj polubił podróże koleją transsyberyjską.
Nie obeszło się bez strat terytorialnych. Abchazja i Południowa Osetia
zostały, niestety, za górami Kaukazu, które posłużyły jako naturalne
umocnienie. Z bólem serca trzeba też było porzucić Naddniestrze. Obwód
Kaliningradzki udało się uratować, ale cena była wysoka - gdy już całą
enklawę otoczono murem, musiała całkowicie przestawić się na gospodarkę
naturalną.
Z Białorusią także pojawiły się nieprawdopodobne kłopoty. Łukaszenko długo
wodził Moskwę za nos, przysięgając, że zaraz włączy swe państwo w przestrzeń
chronioną Wielkim Murem Rosyjskim, a w końcu zbudował własne ogrodzenie z
worków kartofli, którymi od czasu do czasu handluje z Polakami.
Najwięcej kłopotów sprawiła Ukraina. W odróżnieniu od takich przywódców WNP
jak Nazarbajew, Rachmonow, Nijazow, a zwłaszcza Karimow, którzy nadaremnie
błagali Moskwę, by zrezygnowała z muru na granicy rosyjsko-kazachskiej,
Juszczenko entuzjastycznie powitał tę inicjatywę i nawet obiecał bezpłatnie
podwozić drzewo na budowę ukraińskiego odcinka Wielkiego Muru. Nie zwracając
uwagi na ostrzeżenia Janukowycza Rosja nierozważnie przyjęła tę propozycję.
Po pewnym czasie okazało się, że wszystkie dostarczone z Ukrainy kłody
zostały troskliwie pomalowane pomarańczową farbą.
Ale za to odegrano się na Bałtach. Na granicy z Łotwą jedną z wież
strażniczych ozdobiono gigantycznymi oślimi uszami wystruganymi z liściastego
drzewa.
Wprawdzie potem było trochę głupio, gdyż chytrzy Bałtowie natychmiast
wykorzystali okazję i - ciągnąc z tego niemałe zyski - włączyli wieżę z
oślimi uszami do trasy wycieczek dla zagranicznych turystów. Jednakże
najważniejsze było coś innego - to mianowicie, że cały świat dowiedział się:
słowo rosyjskiego demiurga jest niezłomne. Ośle uszy, które obiecał Łotyszom,
Łotysze otrzymali.
Tłum. lai
*Borys Tumanow jest publicystą rosyjskiego tygodnika „Nowoje Wriemia”, skąd
pochodzi publikowany przez nas tekst
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie