phrazes
29.10.08, 13:59
Nie wiem co mam zrobić... Wiem że znajomi nie pomogą mi, bo nie mogą być w tej
sprawie obiektywni. Poza tym nie chcę wyciągać przed kimś bliskim brudów
mojego związku, bo wiem, że to na pewno odbije się na naszej przyjaźni. Tu
pozostaję anonimowa. I wierzę, że znajdę pomoc i odpowiedź.
Aż do wczoraj byłam pewna, ze mam wspaniałego faceta. Owszem miał tam swoje
wady jak każdy, niektórzy twierdzili nawet że kłócimy się więcej niż
przeciętna para. Jednak tata zawsze powtarzał mi, że to ja mam okropny
charakter i faktycznie większość kłótni spowodowanych było moimi chorymi
wymysłami. Ale zawsze jakoś to było, potrafiliśmy się pogodzić i żyć jak po
pierwszej randce, mimo, że stuknęło nam już razem sześć lat...
Z kłótni zawsze to ja wychodziłam zwycięską twarzą, on przyznawał mi rację,
ale widziałam że tłumi w sobie złość. Zwykle później robiło mi się przykro i
dochodziłam do wniosku, że tak naprawdę to on nic nie zrobił. Przepraszałam i
znów było dobrze.
Wczoraj znów się pokłóciliśmy. Poszło o jakąś pierdołę, ale ja byłam tak
rozdrażniona, że powiedziałam mu coś okropnego... Odwrócił się i chciał wyjść,
a ja chwyciłam za kufel z piwem i rzuciłam nim o ścianę. Chwilę później czułam
tylko piekący ból policzka i widziałam jego przerażone oczy. Długo tak
staliśmy, w końcu on rzucił się na kolana i zaczął przepraszać. Płakał,
zarzekał się, że nad sobą nie panował, nie wiedział co robi, że nigdy w życiu
by mnie nie uderzył...
Pojechałam na noc do siostry. Nie zmrużyłam oka, całą noc myślałam nad tym co
powinnam zrobić. Gdyby to był krótki niepewny związek, ale mamy za sobą sześć
cudownych lat! A za miesiąc ustaloną datę ślubu... Nigdy nie prosiłam nikogo o
radę, uważałam że świetnie radzę sobie sama, a teraz naprawdę nie wiem co
zrobić! Mam w głowie kompletną pustkę...