Postanowiłam zrobić dzisiaj ponadnormatywną ilość zupy - kremu z pieczarek.
Nie taką z papierka, ale taką z prawdziwych warzyw i pieczarek. I w najmniej
oczekiwanym momencie skurwiel mikser wziął się znarowił, popsuł się
ochalpawszy mnie uprzednio złośliwie gorącą zupą. Mam teraz poparzoną rękę
(bardzo boli!) i nogę (bo jak gotowałam byłam tylko w bieliźnie). I tak mi
się zrobiło od tego źle na tym świecie, że tak wszystko jest przeciwko mnie i
nie ma się kto poużalać nade mną i mnie pocałować w poparzenie, żeby się
szybiciej goiło.

I zabrać w pizdu ten mikser ode mnie i przynieść jak już
będzie naprawiony, żebym mogła zrobić zupę cebulową, bo kupiłam jej dziś z
takim przeznaczeniam całe mnóstwo. I teraz cebula pójdzie w pizdu, bo
przecież nie mam czym tej zupy zrobić. Do dupy z takim singlostwem. Nie
wspominając o bolącej ręce.