Jak obiecalem, tak i skladam Wam relacje z mojej sylwestrowej prywatki
Zaczelismy impreze o siodmej... bylo duzo osob z mojego kofanego Jaselka,
z Tarnowa z Rzeszowa i z Lublina... jedzonko bylo wspaniale, miedzy innymi
zamowilismy pieczonego prosiaka - palce lizac... muzyka odlotowa... kolo
godziny 10-tej pojechalismy w cztery osoby na druga prywatke... zabawilismy
tam krociutko - chcielismy tylko zlozyc zyczenia znajomym... w drodze
powrotnej cudem uniknelismy wypadku... jadac droga glowna, raptem, ni stad,
ni z owad przecial nam droge pewien samochod (nie zatrzymal sie wogole na
stopie)... krzyknalem na mojego kumpla, aby hamowal i dzieki Bogu udalo nam
sie uniknac wypadku... moj kumpel (kierowca) wpadl w szal, wlaczyl wsteczny
bieg i z piskami opon zaczelismy gonic ten samochod... w koncu go
dogonilismy, zajechalismy mu droge, wyskoczylismy z samochodu i rzucilismy
sie na maske tego auta... okazalo sie, ze kierowca byla pewna Portorykanka,
ktora bezczelnie wystawila nam jeszcze srodkowego paluszka... ten gest tak
wkurzyl mojego kumpla, ze gosc zlozyl piesc i chcial jej wyprac szybe
w samochodzie... cudem udalo mi sie go zatrzymac... pokazalem mu male
dziecko, ktore siedzialo na tylnim siedzeniu i serce mu zmieklo... puscilismy
ich i wrocilismy na impreze, ktora skonczyla sie gdzies miedzy 4 a 5
nad ranem

))
PS. Zadziwiajace, jak ludzie potrafia byc nierozwazni !!!