magdalenamariag 27.02.05, 00:33 witam, napiszcie,proszę, jak wspominacie swoje porody- jaka była atmosfera w szpitalu, opieka, itp.jeszcze jedna ważna rzecz- czy plotki o zakażeniach mamy i dziecka w tym szpitalu są prawdą? pozdrawiam, magda Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
fionka75 Re: do mam które rodziłw w św.rodzinie-poznań 27.02.05, 07:27 cześć, ja rodziłam w tym szpitalu w 2002r. i teraz (lada dzień) też będę. Wspomnienia mam bardzo dobre: fachowy personel, miłe położne w trakcie porodu i trochę mniej miłe po porodzie (w zależnościod tego na którym oddziale po porodzie się leży), ja trafiłam na patologię, bo na położnictwie nie było miejsc, ale jak się jest na położnictwie, to nic nie można zarzucić położnym tam pracującym. kiedy rodzisz??? o tych zakażeniach słyszałam, ale w formie plotek, nic konkretnego na ten temat nie wiem.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
magdalenamariag Re: do mam które rodziłw w św.rodzinie-poznań 27.02.05, 10:49 dziękuję za odpowiedz termin mam na 1 czerwca, praktycznie byłam już zdecydowana na ten szpital, ale moja gin coś mi ostatnio wspomniała o tych zakażeniach i teraz się zastanawiam. koniecznie chcę zzo, więc do wyboru zostaje mi jeszcze polna. której się boję. szczęśliwego rozwiązania i daj znać po porodzie, pozdrawiam, magda Odpowiedz Link Zgłoś
salma75 Re: do mam które rodziłw w św.rodzinie-poznań 27.02.05, 21:43 Rodziłam tam pierwsze dziecko i juz pisałam kilka razy o tym na forum - było FATALNIE. Czekali ile się dało (ok 14godz.) z decyzja o cc, mimo wahań tętna synka i kompletnego braku postępu porodu. Wody lekko kapały, więc te 14 godzin spędziłam na łóżku, leżąc plackiem . No a potem wszystko szybko, szybko...na stół, cięcie rzecz jasna w pionie , małego dostałam po takim czasie, że miałam makabryczne problemy z przystawianiem go do piersi, a położne WZRUSZAŁY ramionami, na moje prośby o pomoc w karmieniu ("na moje oko on ssie dobrze" - tylko skąd krwawienie brodawek?). Najłatwiej było im po prostu zabrać go i porządnie dokarmić sztucznym mlekiem. Kiedyś zapomniały, że mi go przyniosły...Mały zaczął ulewać i przeraźliwie płakać (pewnie kolki po tym sztucznym g...), musiałam zwlec się z łóżka i podnieść go, a rana po cięciu pięknie się rozeszła... Jedna z dziewczyn rozwinęła swoją córeczkę z rożka, aby sobie na nią po prostu popatrzeć i dostała piękny opiernicz, że to pielęgniarki dzieci przebierają i "proszę ich tu nie rozwijać"...Podobno dzieci noszą do karmienia na żądanie, szkoda tylko,że te dzieciaczki wszystkie dziwnym zbiegiem okoliczności chciały jeść o tej samej porze i rozwożone były do mam wszystkie jednocześnie...brrr... Córeczkę urodziłam na Polnej i były to najpiękniejsze nasze chwile... Odpowiedz Link Zgłoś
salma75 Re: do salma75 08.03.05, 22:17 Od pępka w dół, do spojenia łonowego. Wygląda PASKUDNIE Odpowiedz Link Zgłoś
sylwiado Re: do mam które rodziłw w św.rodzinie-poznań 27.02.05, 23:54 W klinice rodziłam swoje pierwsze dziecko ponad trzy lata temu (sierpień 2001). Ogólnie poród wspominam dobrze, urodziłam zdrowego synka ale.... Miałam umówioną położną i tylko dzięki niej miałam salę do porodu rodzinnego, bo tyle rodzących zgłosiło się akurat w dniu mojego porodu, a szpital jest malutki. Podczas porodu położna nie mogła się doprosić, żeby przyszedł do mnie anestezjolog do założenia zzo bo tyle mniał tego dnia roboty (w końcu przyszedł, ale późno). W pewnym momencie porodu pojawiło się wskazanie do natychmiastowego cięcia cesarskiego, ale nie można było tego zrobić bo jedna sala operacyjna była zajęta a druga w remoncie. Na szczęście poród rozwinął się pomyślnie i w końcu urodziłam naturalnie, ale chwile grozy były... Ponadto po porodzie wdało mi się zakażenie do rany po nacięciu krocza i ponownie wylądowałam w szpitalu na 6 dni i wierzcie mi że miło wspominałam ból porodowy w porównaniu do bólu przy oczyszczaniu rany w kroczu 10% solą. A chyba niestety te zakażenia akurat w tym szpitalu nie należą do rzadkości, bo kilka moich znajomych które tam rodziły też to przeszły. I kiedy ponownie wylądowałam w szpitalu, to nie było miejsca na patologii i porodówce, więc umieszczono mnie na ginekologii, gdzie nie mogłam mieć synka przy sobie, do karmienia musiałam chodzić do specjalnej salki, gdzie było tylko zwykłe plastikowe krzesło, więc z tym pocharatanym kroczem nie było łatwo. Nocami nikt mnie nie wołał do synka do karmienia, musiałam sama się prosić, a przeciez już kilka dni spędziłam z nim w domu i wiedziałam, że potrzebuje ssać w nocy dość często. Kończyło sie tym, że prosiłam pielęgniarki, żeby choć dały mu moje odciągnięte mleczko, choć pewności nie mam co z tym mlekem robiły. O mało co nie popadłam w tej sytuacji w depresję poporodową, bo dla młodej mamuśki być z dzieciaczkiem na stałe w domu a potem widzieć się z nim kilka razy dziennie po chwilce nie jest wesołą sytuacją... Uratowała mnie dopiero znajoma położna, która załatwiła mi salę w której mogłam być synkiem do woli, niestety udało się załatwić tylko salę płatną, chyba 120 zł/dobę, więc wydatek był duży, ale było to nieważne, marzyłam tylko żeby wynieść się z ginekologii. Na pocieszenie dodam, że położne w klinice były naprawdę kochane i pomocne, bardzo troskliwe i życzliwe. To są wspomnienia sprzed 3 lat, więc może teraz zaszły jakieś zmiany na lepsze. W styczniu tego roku urodziłam córeczkę - tym razem na Polnej i pobyt tam wspominam dobrze. Dziecko miałam cały czas przy sobie, położne pomagały choć nie wyrywały się do tej pomocy - ale gdy się poprosiło nie było problemu, warunki na porodówce i na oddziale dobre. Mogę więc polecić Polną, choć niestety najlepiej ze swoim lekarzem. Sylwia Odpowiedz Link Zgłoś