wyścig z czasem. Jeszcze zdarzę zrobić pare rzeczy do firmy zanim mnie dopadnie. Nawalam w klawiature jak szalony. Patrze na zegarek jeszcze jakies 40 minut i sie zacznie.
zaczęło sie.
Nie jestem w stanie wykrzesac z siebie niczego. Nic nie czuje. Nawet wyrzutow sumienia.
Wiem ze kiedys sprawa sie rypnie. Nie moze mi sie udawac do konca zycia, kiedys kogos niechcacy zabije albo sam sie rozpieprze na najblizszym drzewie. Ślizgam sie juz tyle lat, ze to az nienormalne. Patrze na siebie w lu...