Wiem, że to taki "dramatycznie" brzmiący wątek, ale trochę słabo robi mi się,
gdy obserwuję, jak moi koledzy czy koleżanki z jednej strony szczycą się tym,
że są nauczycielami i każą się dzieciom traktować jak żywe mumie Stalina,
którym należy oddać hołd, a z drugiej strony nie rozwijają się. Zastanawia
mnie, kiedy ostatnio koledzy czy koleżanki z mojej pracy sięgnęli po książkę
(prywatnie) lub poszli do kina, teatru... Przeraża mnie wizja bycia za 20 lat
warzywem, które wegetuje od dz...