Siedze sobie w biurze, w cyferkach dlubie, klima na full, na zewnatrz
oleandry w kwieciu wonnym i 30°C w cieniu. I nagle biurko zaczyna sie
niewinnie ruszac, podloga jakby ucieka spod nog i cisza..., tylko klucze w
drzwiach kolysza sie dzwiecznie. Niby wypilam wczoraj pol butelki wina, ale
nie na sucho, wyspalam sie, omamow nie mam, narkotykow nie tykam, nawet od
tygodnia nie pale. Nic, to musialo byc trzesienie ziemi!!! Bardzo dziwne
uczucie!
A co do win weekendowych:
Greco...