-
z sąsiedniego wątku, przytoczę pewną anegdotę. Otóż był kiedyś taki genialny
basista, Jaco Pastorius. Absolutny geniusz i innowator. Żył krótko i
intensywnie. Był bardzo sławny.
Swego czasu, znany skądinąd słynny bokser Muhammad Ali postanowił, że przed
swoimi walkami będzie śpiewał, rapował etc. Na ringu, dla publiczności. I
zażyczył sobie, żeby na basie akompaniował mu Pastorius. "Wezwał" go więc.
Aha, może nie wszyscy wiedzą, ale Ali był strasznie cięty na homoseksualistów,
nie tole...
-
o niemal identycznych tytułach.
Jestem klasykiem, skoro mną się inspirują, czy tam parodiują.
A ja już chłopa znalazłam - na jakiś czas starczy:
[img]https://madeinbrazil.typepad.com/photos/uncategorized/rodrigosantoro1.jpg[/img]
-
Czy są tutaj jeszcze osoby - takie jak ja - upośledzone emocjonalnie, które
nigdy nie płakały na żadnym filmie? :D
-
zadam Wam pytanie: Jakie filmowe ekranizacje uważacie z równie dobre, bądź
lepsze od książkowych pierwowzorów?
Mi na dzień dobry przychodzą do głowy "Lot nad kukułczym gniazdem",
"Mechaniczna pomarańcza" i "Przygody dobrego Wojaka Szwejka" (te czeskie, nie
pamiętam nazwiska reżysera, ani aktorów, ale to było boskie :))